Zawsze kiedy zaczynam pisać post w cyklu emigracyjnym, wydaje mi się, że w temacie wyjazdu do Kanady powiedziano już wszystko. W 2020 jest tyle źródeł informacji, że kolejny artykuł o tym samym nie jest potrzebny.
A potem dostaję pytanie na Instagramie. Albo wiadomość emailową.
I wtedy wiem, że wciąż wielu z Was szuka takich najbardziej podstawowych wskazówek, jak zacząć z tą emigracją.
Zwykle odsyłam pytających do strony rządowej Urzędu Imigracyjnego, bo nie ma lepszego źródła wiadomości o przepisach i procesach. Z nią zaplanuj swój swój wyjazd do Kanady.
Strona canada.ca powinna być Twoim najlepszym przyjacielem. I adres ma łatwy do zapamiętania.
A jednak kiedy pytam, czy udało Ci się przeczytać informacje na tej stronie, często słyszę, że nie, jeszcze nie.
Stąd wiem, że wciąż potrzebne są takie posty po polsku, omawiające temat emigracji. Poza tym jestem leniwa i będę mieć do czego linkować w odpowiedzi na pytania.
Mam nadzieję, że ten artykuł też Ci się przyda.
Dzisiaj absolutny wstęp wstępów. Zanim napiszesz z pytaniem o wyjazd do Kanady, odpowiedz sobie na te pytania.
Coś Ci jeszcze poradzę. Przyłóż się do odpowiedzi na te pytania.
Dlaczego?
Załóżmy, że zdecydujesz się skorzystać z płatnej pomocy w przygotowaniach do emigracji. Pójdziesz do konsultanta lub prawnika emigracyjnego. Odpowiedzi na poniższe pytania pomogą Ci przygotować się do rozmowy i zaoszczędzą czas. Kto jak kto, ale konsultant na pewno zada Ci szczegółowe pytania o wyjazd do Kanady. Więc tak ogólnie możesz pomyśleć o tym już teraz.
To co? Zaczynamy?
1. Start with why, czyli dlaczego wyjazd do Kanady?
W tym pytaniu będą różne pod-pytania (jest takie słowo?).
Brzmi banalnie, ale wybranie i spisanie na kartce, dlaczego chcesz wyemigrować, bardzo porządkuje przygotowania i pomaga w wyborze programu emigracyjnego na chwilę lub na stałe.
Wtręt ode mnie: start with why to świetny sposób na rozjaśnienie sobie w głowie nie tylko tematów emigracyjnych. Polecam. Zadawanie pytania, dlaczego (trochę jak kilkuletnie dziecko), pomoże dotrzeć do sedna. I możesz się zdziwić, kiedy finalna odpowiedź będzie inna niż Ci się zdawało na początku.
Wracając do Kanady i emigracji.
Przygotuj kartkę, kubek z czymś do picia (albo kieliszek, ja tam Ci nie zaglądam ;D ). Wyłącz na chwilę komputer, odłóż telefon. I daj sobie chwilę na te pytania.
Proponuję takie główne kategorie pytań,
Chcę coś zmienić w swoim życiu – otoczenie, ludzi, klimat.
Muszę się przeprowadzić, bo w Kanadzie zarobię więcej (będę żyć na wyższym poziomie niż obecnie).
Osiągnąłem już wszystko, co mogłem w swoim zawodzie w obecnym miejscu. W Kanadzie będę mieć więcej możliwości kariery.
Chcę studiować w Kanadzie.
Chcę zwiedzić dziką i wielką Kanadę – muszę zobaczyć to Morraine Lake.
Wyjeżdżam, żeby zdobyć obywatelstwo kanadyjskie.
Kolejność pytań jest przypadkowa. Możesz pasować do jednej kategorii lub do wielu. Możesz się wahać. Właśnie dlatego tak ważne jest drążenie tego tematu. Czas zainwestowany w rozmyślania i spisanie sobie odpowiedzi to punkt wyjścia do planowania kolejnych kroków.
Im lepiej odpowiesz sobie na te pytania, tym łatwiej będzie Ci wytrwać w podjętej decyzji. Szczególnie później, kiedy inni będą chcieli Ci udowodnić, jak zła to była decyzja. Wjedzie czołgiem emigracyjne życie, minie okres euforii (zwany miesiącem miodowym). Wtedy powrót do swojego: Dlaczego tu jestem? pomoże Ci uspokoić się emocjonalnie.
Specjalnie nie piszę pod tymi pytaniami swoich komentarzy i uwag. Nie dlatego, że chcę Ci życie utrudnić. Przeciwnie.
Nie chcę, żeby moje uwagi wpływały na Twoje odpowiedzi w pierwszym etapie rozmyślania. To TY musisz znać swoje WHY KANADA.
Planuję jednak podzielić się swoimi komentarzami i odpowiedziami w innym poście. Wtedy znajdziesz w tym miejscu link do niego.
Na razie wracaj do kartki i działaj.
Po tej burzy mózgu powinieneś ustalić przynajmniej czy wyjazd ma być:
na chwilę,
na dłużej,
czy na stałe?
I to prowadzi nas do kolejnego pytania. ⤵
2. Na jak długo planujesz wyjazd do Kanady?
Nawet jeśli z poprzedniego pytania wyszło Ci, że wyjeżdżasz tylko na chwilę (bo na przykład wylosowano Cię do programu International Experience Canada), powięć trochę czasu i pomyśl, co dalej.
Warto przygotować sobie opcje zapasowe, bo a nuż zechcesz zostać na dłużej?
Tak, są możliwości, żeby po skończonym programie IEC, studiach, czy czasowym pozwoleniu o pracę, aplikować o:
kolejny czasowy program
pobyt stały w Kanadzie
Ale musisz mieć tę opcję przemyślaną wcześniej, najlepiej już w momencie, kiedy zaczynasz przygotowywać się do wyjazdu do Kanady.
O wielu opcjach przedłużania programów opowiadałam kiedyś na YouTube. Przygotowałam też mocno uproszczoną rozpiskę dróg emigracyjnych do Kanady. Możesz ją dostać na tej stronie: https://kanadasienada.pl/newsletter-list-z-kanady/
Odpowiedziane? Świetnie, idziemy do następnego pytania.
3. Kto wyjeżdża z Tobą do Kanady?
Inaczej będziesz się przygotowywać do wyjazdu w pojedynkę, a inaczej jeśli emigrujesz lub wyjeżdżasz czasowo z dziećmi.
Sprawdź, czy program wyjazdowy, który Cię interesuje, obejmuje również najbliższych (dependents);
Na jaki rodzaj wizy / pozwolenia na pracę lub naukę będą mogli liczyć?
Jeśli wyjeżdżasz z kimś, to możliwe są dwie opcje:
Każde z Was będzie aplikowało osobno o możliwość czasowego lub stałego wjazdu do Kanady . Tak jest w przypadku pozwolenia na przylot (eTA), występowania o wizę w ramach programu International Experience Canada lub aplikowaniu o pozwolenie o pracę (Work Permit).
Możecie złożyć wspólną aplikację. Tak jest na przykład podczas występowania o pobyt stały w systemie Express Entry.
Koniecznie policz koszt życia i dopiero na tej podstawie wybierz prowincję / terytorium i miasto do życia.
To prowadzi nas do kolejnego pytania. ⤵
4. Gdzie będę mieszkać, studiować i pracować?
Kanada to 10 prowincji i trzy terytoria (potocznie zwane the North). Wiele z prowincji jest większych od Polski, a sama Kanada jest drugim największym krajem świata.
1/3 wszystkich obywateli mieszka w dwóch prowincjach: Ontario (gdzie największym miastem jest Toronto) i w Quebec ( w miastach: Montreal i Quebec City). Większość Kanadyjczyków mieszka w odległości 200 km od granicy ze Stanami Zjednoczonymi.
Dlatego jeśli czytasz artykuł czy oglądasz video na YouTube o życiu w Kanadzie, dowiedz się, o której części Kanady jest mowa. “Wyjazd do Kanady” oznacza wyjazd do konkretnej miejscowości. A tam życie i przepisy mogą się znacznie różnić. Tak bardzo, że będziesz się zastanawiać, czy wciąż jesteś w Kanadzie (my mieliśmy to uczucie odwiedzając region Niagary, w Ontario. Wydał nam się zupełnie inny niż nasza prowincja, Kolumbia Brytyjska.)
Czytając pytania osób na grupach kanadyjskich widzę, że wiele osób wybiera miejsce do życia w Kanadzie kierując się tzw. lifestyle tego miejsca. Prym wiodą Toronto (największe miasto Kanady), Montreal (najbardziej europejskie miasto Kanady) i Vancouver (największe miasto zachodniej Kanady). Każde z tych miast leży w innej prowincji. Różnią się klimatem, kosztami życia, a nawet głównym językiem (Kanada ma dwa: angielski i francuski)
Wiem, że nie chcesz przecież żyć w mieście, którego energia Ci zupełnie nie odpowiada. Ale swojej decyzji nie opieraj jedynie na tym!
Na to trzeba zwrócić uwagę:
jakie jest zapotrzebowanie na Twój zawód w danym regionie;
jaka jest konkurencja wśród osób wykonujących Twoją pracę w danym regionie;
ile kosztuje czesne na uniwersytecie / college / szkole niepublicznej;
jakie są wymagania danej prowincji w programie emigracyjnym Provincional Nominee Program;
jaki są połączenia lotnicze z Polską;
czy odpowiada Ci pogoda, położenie geograficzne, okolica.
Z naszego podwórka, czyli mieszkanie w Vancouver. Koniecznie przeczytaj te posty:
zdjęcie z naszej pierwszej wiosny w Vancouver, plaża Second Beach 2016
Bonusowy słowniczek na zakończenie.
Kiedy będziesz szukać informacji emigracyjnych, czy to na canada.ca czy na grupach blogach, na pewno przeczytasz te dwa akronimy: CIC i IRCC.
IRCC to skrót od Immigration, Refugees, and Citizenship Canada. To ta część rządu kanadyjskiego, która jest odpowiedzialna za emigrację i jej programy (na przykład International Experience Canada). W wielu programach rząd federalny współpracuje z prowincjami.
CIC: Citizenship and Immigration Canada. To dawna nazwa IRCC, ale czytając starsze posty i rozmowy na grupach możesz go spotkać.
CIC i IRCC często używane są wymiennie.
I jeszcze takie słowa od Joanny Girak-Onoszko, która kilka lat temu mieszkała w Toronto. Może znasz jej książkę o kanadyjskich szkołach rezydencjalnych?
Spisała co polscy emigranci w Kanadzie polecają zabrać w walizkę:
fragment artyukułu z bloga Mrs. Canada
To co? Już się pakujesz? Powodzenia z planami na Kanadę!
Jakiś czas temu na Facebooku skomentowałam rozmowę w grupie Oh Kanada, podając link do mojego tekstu: Dlaczego Marianna nie lubi Vancouver? (uprzedzając pytanie: nie, tamten artykuł to nie jest anty – lista dlaczego nie lubię Kanady)
Jak to bywa, posypały się komentarze, że ten tekst to bzdury, wyolbrzymione obserwacje, na dodatek nieaktualne.
Pozostając przy swojej opinii (bo niestety, moim zdaniem, niewiele się zmieniło od czasu tamtego posta), chcę jednak napisać o tym, dlaczego ja lubię Vancouver i lubię mieszkać w Kanadzie.
Jeśli jesteś z nami od początku, to pewnie wiesz, że daleka jestem od krytykowania Kanady. Opisuję nasze życie w Vancouver i mam się za szczęściarę. Doświadczyliśmy w Kanadzie bardzo dużo pozytywów i jest sporo rzeczy, za które jestem wdzięczna.
Ten tekst ma to pokazać. To jest całkiem długa lista: dlaczego lubię Kanadę.
To co? Gotowi na moją listę pozytywnych historii? Będzie trochę więcej mięska niż tradycyjna wyliczanka w stylu: TOP 10 Kanady.
Za co lubię mieszkanie w Kanadzie, Vancouver i Kanadyjczyków? A przy tym kilka opowiastek z naszej pięcioletniej kanadyjskiej przygody.
Zaczynamy. Na początek:
Kanadyjczycy są mili, uprzejmi, nienachalni i często przepraszają
To jedna z pierwszych cech (rzeczy?!), która przychodzi mi na myśl.
Krewcy Polacy czasami poczytują kanadyjską uprzejmość za wadę. Podobno, częste przepraszanie może też świadczyć o wewnętrznych kompleksach.
Łatwiej jest mieszkać w kraju pełnym uprzejmych ludzi, kiedy przychodzi do rozmowy z policjantem, który ma nam wlepić mandat.
Drugi przykład: kiedy w 2017 roku stuknęłam naszą mazdą samochód obcego człowieka, zwykłe “I am sorry” ostudziło emocje i oszczędziło mi nieprzyjemności!
O ileż przyjemniej jest w windzie każdego dnia – uśmiechają się dzieci, uśmiechają się dorośli, uśmiecha się nasza recepcjonistka.
Wielokrotnie doświadczaliśmy życzliwości i bezinteresowności Kanadyjczyków.
Tego punktu nie może zabraknąć na mojej liście powodów dlaczego lubię i podziwiam Kanadę!
Tyle programów pomocowych, ile ma Kanada dla imigrantów, kobiet wracających po urlopie macierzyńskim do pracy, osób ze społeczności LGBT, to chyba nie ma nigdzie na świecie.
Wiesz, że Kanada jest pierwszym krajem na świecie, który oficjalnie zadeklarował się jako kraj wielonarodowościowy?
Ojciec obecnego premiera, ówczesny premier, Pierre Elliot Trudeau w 1971 roku przyjał ustawę Multiculturalism Act.
Dzięki temu multi-kulti stało się oficjalnym symbolem Kanady, jednym z elementów jej tożsamościowego wizerunku i nieodłączną składową tego, co składa się na kanadyjski patriotyzm.
Naturalnie, Kanadyjczycy nie są wolni od uprzedzeń rasowych, religijnych albo względem płci, ale przynajmiej kanadyjskie prawo gwarantuje pełną swobodę wyboru i ochronę praw swoich mieszkańców.
Od 2005 roku małżeństwa osób tej samej płci są legalne w całej Kanadzie.
Przykłady mocno osobiste: na naszym lokalnym basenie wiszą plakaty: Transgender people welcome. A księgową w mojej firmie jest Natalie, która jeszcze rok temu była mężczyzną.
Starość w Vancouver – wzbudza zazdrość
Jedno z moich pierwszych, wzruszających kanadyjskich wspomnień z wycieczek okolicznych.
Na skałach w Parku Latarnii odpoczywała grupka żwawych staruszków z kijkami. Wybrali się na gromadny spacer.
W Kanadzie starsi ludzie są bardzo bardzo aktywni. Są widoczni. To dobra starość, taka niezamknięta w czterech ścianach, tylko wciąż wyzwalająca siły, by iść do przodu.
Takiej jesieni życia bym chciała dla nas wszystkich. Być może za 20 lat skomentuję w tym miejscu, na ile nam się to udało…
A już dzisiaj odkładamy z Kubą pieniądze na naszą kanadyjską emeryturę. I polecamy to również tobie!
Religia nie jest w Kanadzie najważniejsza
Nikt mi jej nie narzuca, nikt mi nie każe wierzyć, celebrować, świętować.
Nie ma religii w szkole i nie ma religii bezustannie obecnej w życiu.
A nasze dzieci, kierowane naturalną ciekawością i tak zdają pytania. O Eucharystię. O historię Kaina i Abla.
Pierwsze nasze wspomnienie kanadyjskiego kościoła jest mega pozytywne – we wrześniu 2014, miejscowy kościół – 10th Church organizował zajęcia dla dzieci w trakcie strajku nauczycieli. Krzyś chodził na te zajęcia, poznając swoich pierwszych, lokalnych kolegów.
Podczas Gwiazdki 2014, kiedy tęsknota przyginała nas do ziemi, to właśnie polska kolęda zaśpiewana w 10th Church pomogła najbardziej.
Do 10th Church zabrałam moich rodziców, żeby zobaczyli, jak można radośnie, wzniośle i przyjemnie celebrować swoją wiarę, wśród innych, nieznając ani słowa po angielsku. To jedno z ich ulubionych, kanadyjskich wspomnień.
Taki kościół to afirmacja społeczności i różnorodności, przyjazny każdemu.
I za ten kościół lubię Vancouver!
Camplife i outdoor love czyli życie na zewnątrz
Na pierwszy kemping w Beskidzie Niskim zabraliśmy Krzysia, kiedy miał 8 miesięcy. Na Śnieżkę weszliśmy z kilkumiesięcznym Maćkiem. W Polsce pływaliśmy, jeździliśmy rowerami, chodziliśmy na spacery.
Ale dopiero Vancouver pokazało nam i nauczyło nas, co to znaczy życie na zewnątrz!
Najpiękniejsze momenty naszego kanadyjskiego czasu to wyjścia w góry, wyjazdy ze znajomymi pod namiot, narty zimą i łyżwy co wtorek.
Vancouver nam na to pozwoliło. I w dodatku nie skasowało za to grubej kasy.
Kanadyjczycy, Vancouverczycy uwielbiają wszystko, co jest fit, sportowe, więc i my szybko złapaliśmy bakcyla.
Wciąż nie odpuszczamy! Najpiękniejsze szlaki, najzimniejsze jeziora i cały ogrom zachwytów przyrodniczych zawdzięczamy Kanadzie.
Kiedy się jest “na zewnątrz”, wiele rzeczy widać inaczej.
Spacer po lesie deszczowym i kanadyjska, epicka przyroda jest lepsza niż psychoterapia. Polecam w każdej dawce!
Na osobny podpunkt zasługuje życie parkowe i deptanie trawników!
W Vancouver można chodzić po trawie, a co za tym idzie można na niej wypoczywać.
Ryzyko, że wdepniemy w psią niespodziankę jest nieporównywalnie mniejsze niż w Polsce.
Masz ochotę na poranny spcerek boso po trawie? Da się.
Można deptać trawniki i plaże też można deptać. Wiele parków znajduje się tuż przy plażach.
A co można robić na takich plażach? Oczywiście pikniki! Oraz:
chodzić na taśmach rozpiętych pomiędzy drzewami;
grać we freesbie (wersja tradycyjna i wersja zawodowa);
organizować urodziny niewielkim kosztem (a jeśli zaprosimy mniej niż 50 gości, to nawet nie trzeba zgłaszać się do urzędu miasta po pozwolenie!);
I zima jest fajniejsza w Vancouver niż w Polsce
Nigdy nie przepadałam za zimą. A potem przylecieliśmy do Vancovuer.
Kupiliśmy używany sprzęt narciarski oraz najtańsze karnety na okoliczną górę i…. wpadliśmy po uszy.
Uwielbiamy narty i lubimy łyżwy – nie byłoby nam tak łatwo zakochać się w tych sportach w Polsce.
Kanadyjskie świętowanie jest radosne! I wolne od polityki!
Nie będę ukrywać – nienawidzę Gwiazdki i Wielkanocy w Vancouver. Czuję się źle i mocno tęsknię za polską, rodzinną wersją tych dni.
Ale podziwiam i lubię spędzać w Kanadzie wszystkie inne święta: państwowe, prowincjonalne, rocznicowe i te bez żadnej określonej przyczyny. Tak, także Halloween!
Bo Kanadyjczy świętują radośnie i bez politycznych podtekstów. Nie palą tęczy, nie organizują “naszych-nie-waszych” marszów. Ich święta są dla wszystkich, a nie tylko dla true Canadian.
Polskie Święto Niepodległości i kanadyjskie Remembrance Day wypadają tego samego dnia – 11 listopada.
Pamiętam nasze pierwsze listopadowe święto w listopadzie 2014.
Krzyś wrócił z kanadyjskiej szkoły z wpiętym znaczkiem – makiem, spojrzał mi przez ramię na relację z pochodu w Warszawie i zapytał: “Mamo, dlaczego w Polsce biją policjantów?”
No właśnie, dlaczego? Jak to wytłumaczyć?
Kanadyjczycy tego dnia na Facebooku po prostu dziękowali sobie i innym.
A skoro o dziękowaniu, to:
Jest też inne jesienne kanadyjskie święto, które lubię! Święto Dziękczynienia!
W 2014 roku szukałam sposobu, jak obchodzić to nieznane nam wcześniej święto kanadyjskie.
Google odpowiedział projektem Share Thanksgiving (niestety od kilku lat już niewznawianym).
Pomysł był pyszny i mocno kanadyjski – lokalna rodzina miała zaprosić na obiad świętodziękczynny nowoprzybyłą rodzinę imigrantów.
Niestety na pomyśle się skończyło, ponieważ zarówno rodzina nas goszcząca, jak i ja pochorowaliśmy się (pech, pech, pech).
Ale nigdy nie zapomnę tego miłego uczucia ciepła w sercu. Jakby ta nigdy niewidziana Joanna, która była skłonna nas przyjąć do swojego domu, okryła mnie ciepłym kocem.
Cywilizowana polityka dla obywatela
Oczywiście kanadyjska polityka to nie jest cud, miód i orzeszki, i nawet boski Justin tego nie zmieni.
Ale polityka w wydaniu codziennym, zwyczajnym, podoba mi się bardzo. Świadomość obywatelska kształtowana jest już w szkole.
A potem jest tylko lepiej.
Pamiętam wybory samorządowe w 2014 roku.
Zaszokowało mnie:
że można głosować listownie;
że można głosować przez wiele dni;
że plakaty i ulotki były na prywatnych posesjach i trawnikach, a nie na wielkich plakatach przykrywających całe miasto;
że można stać długo i spokojnie w wielkiej kolejce do głosowania w community center, do jednej maszyny i jednego pana, który karty pobierał i skanował. Nikt nie okazywał zniecierpliwienia, w kolejce rozmawiano, czytano, bawiono się z dziećmi i oczywiście pito kawę.
Można? Można! Cieszę się, że nasze chłopaki mogą się tego nauczyć w Vancouver!
Historia o obywatelskim podejściu do dewastowania Vancouver.
Na samym początku naszej emigracji, przy wejściu na plac zabaw, na chodniku, zobaczyliśmy wymazane graffiti.
Po chwili przyszła jedna kanadyjska mama, przyszła druga kanadyjska mama i też zauważyły te napisy. Jedna do drugiej powiedziała, no ale co to, żeby w parku, ktoś tak dzieciakom przestrzeń nachalnie i nieładnie zdewastował, hmmmmm.
Druga mama na to, że jakiś czas temu ktoś zostawił worek ze śmieciami domowymi w kącie parku, ale najwyraźniej już się tym zajęto z urzędu.
Na co ta pierwsza odpowiedziała, że w takim razie ona zadzwoni do urzędu i zgłosi graffiti. Usiadła na ławce, wyjęła telefon i zadzwoniła. Słyszałam jak relacjonuje urzędniczce, że w takim i takim miejscu jest bohomaz.
I jeszcze jedna historia, budujący przykład obywatelskiego zaangażowania.
Znam pewną Koreankę (Marijanna też ją zna), bardzo aktywną i entuzjazmem zarażającą, która zorganizowała “pizza+sprzątanie” party.
Cherry (pięćdziesięciolatka) chciała zorganizować jakąś akcję dla swoich kolegów z zajęć języka angielskiego dla emigrantów.
Wymyśliła więc pizza party, ale żeby nie było tak całkiem bezproduktywnie, połączyła to z akcją sprzątania wokół budynku.
I super to wyszło! Ludzie posprzątali, porozmawiali, zjednoczyli się we wspólnym działaniu dla większej społeczności.
Zyskali poczucie dobrze wykonanej pracy, zadowolenie, jakie człowieka ogrania, kiedy przestrzeń wokół pięknieje.
A na końcu można było zagryźć pizzą. Klasyczne win-win.
I to wszystko owa Cherry zorganizowała korzystając z pieniędzy przyznanych przez urząd miasta:
W Vancouver funkcjonuje budżet obywatelski. To niewielkie (ale wystarczające) kwoty dla chcących zorganizować coś dla swoich sąsiadów, kolegów i miasta też. Cherry skorzystała z programu Mała dotacja dla Zielonego Vancouver. Trzeba było napisać wniosek, zrobić budżet, odebrać czek, zrealizować wydarzenie i się nim pochwalić.
Dla tych, którzy w sprzątanie miasta chcą się zaangażować na inny sposób jest program: Keep Vancouver spectacular.
Biblioteka publiczna jest w istocie publiczna!
O bibliotece zamierzałam napisać osobny post od dnia, kiedy się do niej zapisaliśmy.
Wszyscy mamy karty biblioteczne, tak, Maciek także, bo jak już się zapisujesz, to najlepiej hurtem, całą rodzinę. Po co się rozmieniać na drobne.
Biblioteka jest super i jest dla każdego. Często w bibliotece czas spędzają ci, którzy nie mają żadnego innego miejsca na świecie. Mam nadzieję, że dzięki temu czują się choć trochę lepiej!
I nie tylko dlatego, że biblioteka publiczna prowadzi bezpłatne zajęcia dla rodziców z dziećmi. Te zajęcia są na wagę złota, bo znalezienie daycare czy miejsca w preschool w Vancouver jest bardzo trudne.
Ponieważ mieszkamy po drugiej stronie community centre, w którym jest oddział Mount Pleasant VPL, biblioteka jest dla nas jak kolejny pokój w mieszkaniu. Bardzo porządany pokój!
Z bilbioteki wypożyczamy książki i płyty DVD. Najczęściej rezerwujemy online jakąś pozycję i zaznaczamy, że chcemy ją odebrać w naszej bibliotece.
I czasami widzimy z okna, jak pod bibliotekę zajeżdża wielki tir, wyładowany książkami.
Jakie to wygodne i pomysłowe – książki wędrują pomiędzy filiami bibliotecznymi. Wszystko, żeby ułatwić czytelnikowi życie. Bo przeczytaną książkę możesz też oddać w dowolnej bibliotece.
W bibliotece nie ma takiego przesadzonego, wręcz nabożnego szacunku, który zawsze mnie mocno onieśmielał w Polsce. Nie można było głośno mówić, jeść i pić. Brakowało zaufania, że czytelnikowi również zależy, żeby książki nie zniszczyć i innym nie przeszkadzać.
Myślę, że luźniejsza atmosfera vancouveryjskiej biblioteki sprawia, że więcej ludzi z niej korzysta. A że przy okazji zniszczy się jakaś książka, bo ktoś niechcący wyleje na nią kawę? To się odkupi (wiem, bo sama tak kupowałam książkę, którą oblałam wodą).
Wiesz, że w bibliotece centralnej jest cały dział polskich książek? Pokaż mi polską bibliotekę, w zwykłym mieście, w której jest cały dział książek po angielsku?
A jak nie ma jakieś książki, to możesz zasugerować jej zakup bibliotekarzom. Jest formularz, online. W ten sposób kilka lat temu poprosiłam o kupno książki Kasi Tusk: “Elementarz stylu”. Książka była dostępna po dwóch miesiącach. Ha!
W 2015 roku, kiedy wciąż trwał u mnie tzw. emigracyjny miesiąc miodowy, pisałam o Vancouver, że jest awesome. Zobacz pod tym linkiem.
Lubię Garage Sales
Czyli wyprzedaże podwórkowe.
Najpopularniejsze są yard sales oraz garage sales – nazwy częstostosowane są wymiennie. Czasami można trafić na yard sales w garażu.
Sprzedawane przedmioty rozkłada się na stolikach, alejkach dojazdowych, parkach. Nieraz kilka rodzin wspólnie sprzedaje niepotrzebne już przedmioty. To świetna okazja do zaciśnięcia więzów sąsiedzkich i przygotowanie wspólnej akcji marketingowej.
Chcesz poznać Kanadyjczyków? Zacznij od wyprzedaży. Dowiesz się, jak mieszkają, czym jeżdżą, co kupują i jaki mają gust. Co jeszcze może cię zaskoczyć? Na przykład rozmiar papieru.
Przy okazji spacerów pomiędzy wyprzedażami uderzy cię brak płotów i zasieków w Vancouver.
Ludzie się nie grodzą na potęgę, jak to bywa w większych polskich miastach.
Za to lubię mieszkanie w Vancouver.
Kawa jest dla każdego 😉
Hehe, musiałam o tym napisać.
Kultura picia kawy z sieciowych kawiarni podobała się zwłaszcza moim sześćdziesięcioletnim rodzicom, podczas ich kilkukrotnych wizyt w Vancouver.
Kawa ze Starbucksa czy Tima Hortonsa nie jest może jakimś wielkim wyróżnikiem miasta, ale na pewno fajnym elementem kulturowym.
Sama już rzadko chodzę z kubkiem (bo zwykle przemieszczam się na rowerze). Ale zawsze będę pamiętać, że moje pierwsze samotne spotkanie z Vancouver miało zapach kawy.
27 sierpnia, w 2014 roku, siąpiło w Vancouver.
Wszyscy ludzie na ulicach mieli zajęte ręce – niesili parasolki, smartfony i kubki z kawą. Ludzie idący do pracy, ludzie wracający z pracy, samotni, i z dziećmi, ci co właśnie zeszli z budowy kolejnego wieżowca, a także wszelkie lumpy z ulicy.
Pili kawę.
Ustaliłam wtedy, że:
prawo do kawy jest święte w Ameryce Północnej;
dwa Starbucksy nie mogą być od siebie dalej niż w zasięgu wzroku. Bo jak wypijesz jeden kubeczek, to możesz poprosić o refill!
Polskie Dziewczyny w Vancouver
Polki są fajne, ale Polki w Vancouver są super fajne! Na wielu spotkaniach (a spotykamy się od 2016 roku) dziewczyny mówią mi, jak ważne i pomocne są te nasze comiesięczne rozmowy.
Chociaż znam niektóre Polki tylko ze spotkań, czasami pamiętam jedynie imię, to ta wielka energia, jaką dostaję na tych spotkaniach, sprawia, że Kanada ma dla mnie twarz Polki z Vancouver.
I już zawsze będę wdzięczna temu miastu i Domowi Sąsiedzkiemu, że możemy się spotykać.
Ta lista mogłaby nie mieć końca. Zachęcam cię do przeczytania całego bloga – znajdziesz tu wiele pozytywnych i inspirujących historii z naszego kanadyjskiego życia.
Życzę ci, żeby twoja lista była równie długa. Zaglądanie do tych powodów bardzo pomaga, kiedy podczas emigracji zdarzają się gorsze chwile.
To jest wpis zbierający moje dobre rady o początkach życia w Kanadzie. Temat “chodzi za mną” odkąd zobaczyłam w statystykach, że bloga czyta ktoś więcej niż mój tata i koleżanka ze szkoły średniej (ale ona jednak sporadycznie).
To jest też wpis, który piszę z lenistwa. Często pytacie mnie w emailu, o to, jak zacząć życie w Kanadzie, a ja po raz kolejny piszę to samo. To teraz nie będę pisać, tylko linkować.
Ten wpis będzie poradnikiem o tym jak wygląda życie w Kanadzie. A szczególnie jakie są początki mieszkania w Vancouver
Założenie: przyjeżdżasz do Kanady i możesz legalnie pracować, studiować, żyć. Nie ma znaczenia, czy jest to emigracja na stałe, czy przyjazd tymczasowy na wizę pracowniczą.
Sposobami na emigrację, czyli o tym, co zrobić, żeby zamieszkać w Kanadzie, zajmę się kiedy indziej.
Przede wszystkim to jest ok, jeśli jesteś zestresowany myślą o przeprowadzce!
Być może marzysz o Kanadzie od dawna, być może planujesz wyjazd od wielu lat. Emigracja to nie bułka z masłem i masz prawo się bać. Serio, nie ma się czego wstydzić i prosić o pomoc.
Spróbuj zrobić wszystko, co się da, żeby zminimalizować stres. Kiedy przylecisz do Vancouver, i wiele rzeczy (a może wszystko) będzie inne, niż sobie wyobrażałeś, będzie łatwiej, jeśli się zawczasu przygotujesz. Dobrze radzę.
Ale zanim pogadamy o początkach życia w Kanadzie, krótkie przypomnienie, co przygotować, zanim wylądujesz na lotnisku YVR.
przetłumaczone dokumenty: (paszport, aktu urodzenia, akt ślubu, prawo jazdy + prawo jazdy międzynarodowe, dokumenty potwierdzające zatrudnienie i wykształcenie). Miej ze sobą wszystkie dokumenty, jakie dołączyłeś do wniosku o wizę, na podstawie której przylatujesz do Kanady;
ubezpieczenie zdrowotne (najwyższa kwota, na jaką możesz sobie pozwolić);
mieszkanie tymczasowe (najczęściej AirBnB, kanapa u znajmego, ho(s)tel);
pieniądze (jak najwięcej – zorientuj się, jakie kwoty będziesz musiał pokazać na granicy celnikowi. I w jakiej formie: cash / przetłumaczony wyciąg z konta);
bilet powrotny do Polski (jeśli nie emigrujesz na stałe);
pomysł, jak najlepiej wykorzystać czas podczas pobytu w Kanadzie (jeśli planujesz zostać i pracować dłużej niż pozwala na to twoja wiza, musisz zawczasu wiedzieć, jak to rozplanować. Np. kiedy i jak aktywować wizę, co powiedzieć celnikowi, jeśli przyjeżdżasz z partnerem bez ślubu, etc.);
Początki życia w Kanadzie – co załatwić w ciągu pierwszych paru dni.
Social Insurance Number – czyli tutejszy NIP
Niezbędny papier, a właściwie numer na nim. Bez niego nie będziesz mógł pracować, choćbyś miał ważną wizę pracowniczą. Potrzebujesz SIN, żeby zaaplikować o świadczenia socjalne, rozliczyć podatki, czasami przyda się podczas szukania mieszkania.
O SIN może zapytać CRA (urząd podatkowy), instytucje finansowe i rządowe. Pamiętaj, że jeśli zmieni ci się status emigracyjny, twój SIN najprawdobodobniej również się zmieni – wtedy koniecznie daj znać swojemu pracodawcy, bankom, w których masz konto. Jeśli jesteś tymczasowo w Kanadzie, twój SIN jest ważny tak, długo, jak twój pobyt.
O SIN aplikuje się w urzędach Service Canada. Service Canada to dobre miejsce, żeby porozmawiać z urzędnikiem – kto wie, może udzieli ciekawych rad w temacie: “początki życia w Kanadzie”. Wyguglaj najbliższy urząd, bo nie ma znaczenia, gdzie mieszkasz. Albo zapytaj na Facebooku, gdzie są najkrótsze kolejki. Nie musisz się umawiać, ale może będziesz musiał poczekać na swoją kolej.
Możesz też wyrobić numery SIN dla dzieci – będą potrzebne, jeśli wystąpisz o dofinansowanie oszczędności na ich przyszłą naukę (RESP).
Otwórz konto w banku
Na bank (hehehe) jakiś bank będzie miał promocję dla nowoprzybyłych. Być może będzie dodawał “darmowe” ipady przy otwarciu konta.
Użyj mózgu, porównaj oferty z różnych banków i przede wszystkim przygotuj się na inny typ bankowości, który znasz z Polski. Dużo mniej załatwisz przez telefon czy internet, za to będziesz miał więcej możliwości rozmowy z panią w okienku.
Żeby otworzyć konto w banku najczęściej będziesz musiał udać się do… banku. My mamy doświadczenie tylko z jednym bankiem, który pozwolił nam otworzyć konto drogą elektroniczną – to Tangerine (jak się zarejestrujesz , wpisując w Refer a friend ten kod: 48981511S1, to na wejściu dostaniesz 50 CAD z mojego polecenia).
Przy otwieraniu pierwszego konta w banku możesz zostać poproszony o pokazanie paszportu, wizy, pozwolenia na pracę, umowy o pracę (job offer), umowy wynajmu mieszkania.
Kanadyjczycy mają najczęściej dwa rodzaje kont:
savings (czyli oszczędnościowe)
checkings (konto na bieżące rozrachunki, powiązane z kartą debetową / kredytową / przelewem elektronicznym).
Przy otwarciu konta dostaniesz książeczkę czekową, bo czeki wciąż są powszechnie akceptowanym środkiem płatniczym, zwłaszcza przy wynajmie mieszkania.
Zaaplikuj o kartę kredytową – będzie niezbędna do sfinansowania wielu większych zakupów. Oczywiście, przeczytaj wszystkie umowy i dodatkowe opłaty.
Nie zawsze uda Ci się dostać kartę kredytową, taką prawdziwą kartę kredytową, na samym początku. Często bank będzie chciał d Ciebie dodatkowego zabezpieczenia i np każe Ci wpłacić na konto 1000CAD, żebyś mógł dostać kartę kredytową z limitem… 1000CAD. Niby logiczne, a jednak dziwny ten kredyt.
Od karty kredytowej zaczniesz budować swój credit store, czyli wskaźnik twojej odpowiedzialności kredytowej. To ważne, jeśli planujesz zakup nieruchomości (wiem, wiem, pomysł trochę wykracza poza początki życia w Kanadzie, ale kto wie…). Czasami wynajmujący mieszkanie może zechcieć sprawdzić, czy korzystasz z karty kredytowej i czy spłacasz ją w terminie.
Akurat w Vancouver spokojnie dasz radę przeżyć bez samochodu (#bikelove). Ale jeśli planujesz jeździć samochodem, polskie prawo jazdy w Kanadzie będziesz musiał wymienić na kanadyjskie.
Najczęściej będziesz musiał zdać test (pisemny oraz tzw. “jazdy”).
A jeśli kupisz samochód, będziesz musiał go ubezpieczyć. To znaczny koszt, więc uwzględnij go w swoim budżecie. (W 2019 r. my płacimy 250 CAD za miesiąc, za używaną toyotę 5, którą kupiliśmy w 2016 r.)
Znajdź pracę. To najważniejszy punkt na liście jak ogarnąć początki życia w Kanadzie.
O szukaniu i znajdowaniu pracy jest połowa wpisów na blogu. Na początku zajrzyj do tych:
Kanada ma powszechne ubezpieczenie zdrowotne, za które płacimy.
Nie przysługuje ono z automatu i jego nazwa, zasady przyznawania i korzystania są różne w zależności od prowincji. Dowiedz się, jak o nie aplikować i zrób to jak najszybciej.
Sprawdź, jakie dodatkowe usługi medyczne są zawarte w rozszerzonym ubezpieczeniu, oferowanym przez pracodawcę.
Dowiedz się również, czy przysługują ci socjalne dodatki na dziecko, czyli kanadyjskie 500+. Jeśl nie wiesz, jak szukać tych informacji online, wejdź do najbliższej biblioteki, community center lub neighbourhood house.
Kanada jest krajem przygotowanym na imigrantów systemowo (bo czy oni się tutaj odnajdą, to inna sprawa). Wystarczy wpisać: “immigration services” + nazwa prowincji, żeby pojawiły się miejsca, do których warto zajrzeć.
Dodam, że 4 lata po przyjeździe do Vancouver to właśnie dzięki organizacji pomagającej njukomersom (newcomers) dostałam 10 000 CAD dofinansowania na mój bootcamp programistyczny. Koniecznie szukaj opcji dla siebie!
Ale od razu cię ostrzegę, że jeśli liczysz na tzw. szeroki socjal, czyli pieniądze wypłacane z jakiegoś tytułu, innego niż praca, to się zawiedziesz.
Moim zdaniem nie da się w Vancouver utrzymać bez pracy, korzystając z pomocy społecznej (a i ta będzie ci przysługiwać w szczególnych przypadkach, o ile w ogóle).
System podatkowy w Kanadzie jest łatwy do ogarnięcia, jeśli twoja sytuacja jest w miarę prosta – jedno źródło dochodu, jeden kraj rezydencji podatkowej.
Poświęć czas na przygotowanie się do rozliczenia roku podatkowego i złożenia zeznania (do końca kwietnia), także kiedy nie masz jeszcze dochodu (po to, żeby otrzymać zwrot nadpłaconego tutejszego VATu oraz inne, zależne od prowincji odliczenia od dochodu, także zerowego).
Dowiedz się również, jaki wylicza się i wlicza podatek VAT przy zakupie towarów i usług. Wiesz, że cena produktu na półce jest inna niż ta, którą przyjdzie ci zapłacić przy kasie?
Jeśli planujesz zakup nieruchomości, poszukaj informacji o Property Tax System.
Największym bólem jest jednak zapłata podatku dochodowego. My płacimy ogromne podatki, sięgające 30 000 CAD rocznie. Weź to pod uwagę, jeśli planujesz przyjazd do Kanady, żeby poprawić swoją sytuację ekonomiczną. Bo może się okazać, że pensja dyrektora, a nawet dwie, to za mało, żeby wygodnie żyć w Vancouver.
Bardzo powszechne są w Kanadzie próby wyłudzenia pieniędzy. Oszuści podają się za kanadyjski urząd skarbowy. Do nas niejednokronie dzwonili ludzie, o dziwnym akcencie, i dysząc wykrzykiwali, że jedzie już po nas policja, bo nasze zeznanie podatkowe jest błędne, fałszywe. I że można to odkręcić, jeśli natychmiast zrobimy przelew na wskazane przez nich konto. Wiesz, ile to stresu, kiedy jesteś nowy w kraju i prawdobnie pomyliłeś się w zeznaniu? Naciągacze są świetnie przygotowani i wiele o tobie wiedzą.
Ale ty pamiętaj, że tutejszy urząd skarbowy = CRA, czyli Canada Revenue Agency, nigdy nie dzwoni – wszystkie sprawy załatwia na piśmie!
Kup kanadyjski numer telefonu
Jeśli przywozisz swój telefon, upewnij się, że jest odblokowany (nie ma blokady karty SIM).
Usługi telefoniczne są drogie i słabe w porównaniu z Europą – musisz zrobić zestawienie różnych opcji i przeczytać umowy. W każdym większym sklepie jest kilka stanowisk sieci telefonicznych.
Początki życia w Kanadzie są trudne, zwłaszcza dla najmłodszych. Przemyśl, gdzie i zarejestruj dzieci do szkoły
Szkolnictwo to kolejny obszar regulowany i finansowany na szczeblu prowicjonalnym, więc przeczytaj informacje dotyczące twojej prowincji, bo te mogą się różnić.
System szkolny składa się z trzech filarów: szkoły podstawowej (elementary, primary), średniej (secondary) i szkolnictwa po szkole średniej (post-secondary education: uniwersytet lub collage).
Szkoła jest obowiązkowa, a rozpoczyna się w większości prowincji od zerówki (Kindergarten). Szkołę podstawową zaczynają dzieci 5-6 letnie, a kończą w klasie 7-8 (mając 13-14 lat).
Program szkół może się różnić także w obrębie miasta, więc jeśli jest to dla ciebie ważny temat, koniecznie zorientuj się w wyborze szkół, zanim wybierzesz mieszkanie.
Napisałam sporo postów o naszych dzieciach i żłobku / przedszkolu / szkole w Vancouver. Zacznij od tych:
Emigracja jest ciężka, a emigracja z dziećmi jest jeszcze cięższa.
Dajcie sobie czas, przygotujcie się na pełen wachlarz emocji, i bądźcie dla siebie – szczególnie jeśli jest to wasze pierwsze doświadczenie emigracyjne.
A będzie dobrze!
I co potem? Te kilka pierwszych dni za wami.
No jak, co potem?!
Życie!
Będzie i radość, i duma, i żal, i tęsknota. Nie bój się swoich uczuć – są udziałem większości emigrantów.
Wiem, co mówię – od 2016 roku wysłuchałam setek opowieści Polek w Vancouver! Poszukaj wokół siebie ludzi, niekoniecznie Polaków.
Jest taka sprawa, mocno nieciekawa. Chociaż może samo hasło “Dam pracę” w Kanadzie podejrzeń nie wzbudza, to jednak jest w tym haczyk!
Może trafiłeś na tę stronę, wpisując w Google hasła: praca w Kanadzie dla Polaków, jak dostać pracę w Kanadzie, lub coś podobnego. Sporo o pracy w Vancouver napisałam, wszystko opierając o nasze doświadczenia. Wiem, że te strony są często czytane.
Ale okazuje się, że wciąż brakuje informacji o pewnej pracowej sprawie.
Nie pisałam wcześniej, bo, no cóż, nie przewidziałam, że taki problem może się wydarzyć. Tak, to moja ignorancja, bo znane mi firmy, które ściągają ludzi do pracy w Vancouver, to nie pośrednicy, ale firmy docelowej pracy. Takie firmy mają albo swoje własne działy prawno-imigracyjne, albo korzystają z usług wyspecjalizowanych headhunterów, czy organizują swoje wydarzenia rekrutacyjne.
I nigdy nie biorą pieniędzy od kandydatów do pracy.
Tak było w naszym przypadku. Firma Scanline, w której pracował Kuba, załatwiła wszystkie papiery emigracyjne, potrzebne do uzyskania pozwolenia na pracę i przedstawiła kontrakt pracy. Wszystko zanim wsiedliśmy do samolotu. I bez zapłacenia ani grosza z naszej strony.
Dlaczego teraz taki wpis?
Po ostatnim Polskim Babskim Spotkaniu zostało mi kategorycznie powiedziane (dzięki Ola!), że muszę napisać wpis o nieuczciwych firmach, które oferują pracę w Kanadzie, biorąc od nieświadomych Polaków pieniądze. Grube pieniądze!
Mówią Ci, nęcą: Dam pracę w Kanadzie, no jak, nie chcesz? Ale najpierw poproszę opłatę.
First things first:
Nie podam w tym wpisie żadnych nazwisk, ani nazwy firmy, która padła na spotkaniu. Bo nasze spotkania to jest bezpieczne miejsce, co na nim powiedziane, to na nim zostaje. Napiszę tylko, że agencja, która miała znaleźć zatrudnienie, nie miała wczoraj (08/02/2018) działającej strony internetowej. To nie wróży najlepiej i nie mam jak sprawdzić szczegółów.
Ta konkretna sytuacja dotyczyła obietnicy znalezienia pracy w sektorze hospitality, czyli jako barmana, kelnerki, sprzedawcy, w Vancouver, na ważnej wizie w ramach International Experience Canada (wiza ta pozwala przez rok legalnie pracować w dowolnym miejscu w Kanadzie). Wymaganie zapłaty za znalezienie takiej pracy jest moim zdaniem nadużyciem agencji i wykorzystaniem niewiedzy Polaków, bo ogłoszeń o pracy w tym sektorze jest w Vancouver sporo. Spokojnie da radę znaleźć taką pracę bez pośrednika, bez płacenia.
To teraz jeszcze:
W sieci pewnie natkniesz się na wiele firm, które będą oferowały pomoc w emigracji do Kanady oraz pomoc w znalezieniu pracy. Czasami są to duże organizacje, które wyglądem strony internetowej oraz zamieszczonymi opiniami klientów wzbudzą Twoje zaufanie. Czasami ktoś poleci kogoś sprawdzonego. Zanim podpiszesz z kimś umowę i zapłacisz, zastanów się dobrze.
Nieuczciwa agencja będzie chciała od Ciebie pieniądze. Co jest nielegalne, bo w Polsce pośrednik nie może żądać pieniędzy za znalezienie pracy. Ale takie firmy nie są w ciemię bite – być może zaproponują umowę, w której będzie napisane, że płacisz za konsultacje, za pomoc i opiekę, a nie ma zapisu czarno na białym: Firma XYZ zobowiązuje się, że pan Jak Kowalski dostanie pracę u pracodawcy kanadyjskiego, w wymiarze godzin takimowakim, za kwotę takąiśmaką, od dnia…. do dnia….. Nie napiszą, że zagwarantują Ci pracę, bo to nie od nich zależy, tylko od kanadyjskich pracodawców, którzy przecież mogą Cię nie chcieć, no i co polska firma winna? Agencja pomagała jak umiała, ale się nie udało. No ale jeśli nic Ci nie gwarantują ani za nic nie odpowiadają, zastanów się, czy chcesz za to płacić. Zastanów się dobrze!
Być może zaproponuje, że pomoże Ci przygotować CV, czyli kanadyjskie resume, że będzie w Twoim imieniu wyszukiwała oferty pracy i Cię umawiała na rozmowy. Takie same rzeczy masz za darmo w państwowym, prowincjonalnym ośrodku pracy. W Vancouver jest to WorkBC. [I tak, na ich stronie jest napisane, że świadczą usługi dla obywateli i stałych rezydentów. Nie odeślą Cię z kwitkiem, pomogą, albo chociaż pokierują, dokąd możesz iść po pomoc, jeśli nie jesteś jeszcze obywatelem czy stałym rezydentem w Kanadzie. Są settelment agencies, są biblioteki i community center, są w końcu agencje komercyjne, szukające pracowników do niewykwalifikowanych zadań. Żadna nie weźmie od Ciebie pieniędzy, a być może pomoże. (przeczytaj też ten stary wpis o tym, jak się przygotować na wyjazd do Kanady)]
Ważna rzecz: praca w Kanadzie, a emigracja na stałe to nie jest to samo.
Sama praca nie oznacza, że będziesz mógł na zawsze zostać w Kanadzie.
Jeśli ktoś mówi: dam Ci pracę w Kanadzie, to zapytaj: no dobrze, ale co, jak mnie zwolnią? Albo jak będę chciał pracować gdzie indziej? Albo jak będę chciał mieszkać gdzie indziej? A jak mi się skończy umowa o pracę, to co?
Nie płać, jak nie wiesz, co będzie dalej.
Masz prawo nie znać przepisów imigracyjnych. Ba, nikt ich wszystkich nie zna. Ci, którzy wiedzą więcej mają prawo brać za to pieniądze, normalka. Ale zawsze dowiaduj się, za co płacisz!
Nie mówię, że wszystkie organizacje, które pomagają w emigracji są nieuczciwe i niepotrzebne. Do mnie osobiście nikt nigdy nie napisał, oferując mi pomoc w znalezieniu pracy.
Ciężko jest mi również wypowiadać się w sprawie doradców imigracyjnych, na ile oni zajmują się również pośrednictwem pracy i czy biorą za to pieniądze. Nie słyszałam o takich praktykach. Ja nie polecam żadnych konsultantów emigracyjnych, bo z żadnym nie miałam do czynienia. Ale inni dzielą się swoim doświadczeniem w internecie i już będzie Ci łatwiej oszacować opłacalność współpracy z doradcą.
Ok, to co zrobić? Jak żyć?
Jeśli jesteś zupełnie, zupełnie na początku, zaświtała Ci myśl: wyjadę do Kanady, a żeby się tam utrzymać, muszę mieć pracę, to zacznij, zawsze zacznij, od przeczytania wszystkiego, co znajdziesz w internecie o emigracji do Kanady.
Przeznacz dużo czasu i przygotuj się.
Teraz jest nas na prawdę całkiem sporo, blogerów piszących o emigracji do Kanady, i vlogerów, pokazujących, jak tutaj jest.
Nie znam wszystkich, ale osobiście wierzę, że działamy według naszej najlepszej wiedzy, poświęcając swój czas i dzieląc się swoją wiedzą, żeby Tobie było łatwiej.
Masz dostęp do masy, ogromu informacji za darmo! Korzystaj, użyj mózgu, wysil się trochę, czytaj, słuchaj i pytaj.
Kiedy to piszę, czyli w lutym 2018, prężnie działają dwie grupy facebookowe dotyczące emigracji do Kanady, gdzie dużo ludzi wymienia się informacjami.
Możesz sprawdzić, kim jesteśmy, możesz podejrzeć, o czym piszemy, i koniecznie to zrób, zanim zaufasz komuś i zapłacisz mu za to potężne pieniądze.
Wystarczy prześledzić kilka postów, poczytać stronę Pawła, który postawił ją specjalnie po to, żeby najpopularniejsze zagadnienia emigracyjne zebrać w jednym miejscu, i użyć mózgu (jak nie wiesz, jak, pytaj mądrzejszych, nie ma się co wstydzić, wstydem jest kraść i kłamać, a nie dopytywać się o rzeczy ważne)
A jeśli już po ptokach i nie wiesz, co robić, i jesteś zagubiony i wszystko okazało się nietakie, umów się z kimś, z jakimś Polakiem pogadaj w Vancouver. Z jednym, z drugim, z trzecim.
Jak jesteś dziewczyną w Vancouver, przyjdź na Babskie Spotkanie. Napisz do blogera, poradź się, użyj mózgu!
Jeszcze jedno – każdy popełnia błędy, każdy się może dać ogłupić, chcieć skorzystać z pomocy, wtopić pieniądze.
Może myślisz, co za głupota, ja bym się nie nabrał, to rozbój w biały dzień.
Cieszę się, że nikt Cię nie wykorzystał. Ale nie myśl źle o tych, którzy nie mieli tyle szczęścia. Pomóż im, jak możesz.
Wiem, że ten wpis nie jest miły i ładny. Wierzę jednak, że jest potrzebny. Jeśli go przeczytałeś, powiedz, co myślisz. Może wiesz więcej, może masz swoją historię. Podziel się, a ktoś inny Ci podziękuje.
Nie będę udawać, że wiem wszystko, ani o tej konkretnej sytuacji, ani o takich praktykach. Dlatego pytaj też innych, nie wierz ślepo mi, użyj mózgu. A jeśli się pomyliłam, napisz mi to.
🎁 Dżem bekonowy, bo robi dzień każdej obdarowanej osobie samym pomysłem, że można jeść dżem z mięsem. Nie każdemy posmakują kawałki bekonu w pomarańczowej słodkości, i znam takich, co otrzymany od nas w roku 2016 dżem wciąż jeszcze jedzą 😉
🎁 Syrop klonowy jest już wszędzie, no ale syrop klonowy z Kanady, to syrop klonowy z Kanady. Najczęściej przywozimy taki wielki z Coscto, bo służy części rodziny jako podstawa do sosów sałatkowych. Butla moze nie wygląda uroczyście i prezentowo, ale jaka praktyczna!
Najczęściej jednak nie przywozimy samego syropu tylko jedzenie z syropem – np ciastka lub ciągutki nadziewane [cukierki], albo nawet i owsiankę instant z syropem klonowym z Real Canadian Superstore. Czy sos barbeque do grilla.
🎁 Popcorn o smaku karmelu wymieszanego z serowym – zdaniem kilku kanadyjskich znajomych to smak ich dzieciństwa. Coś jak nasza bułka z pomidorem rzucana przez okno, kiedy siedzieliśmy na trzepaku. Lekkie [popcorn ofkors, chociaż bułka też], ale zajmuje miejsce w walizce. Do rozważenia.
Co dziwne, w Shopper’s Drug Mart online znalazłam tylko takie słodko-słone. Ale przysięgam, że widziałam i jadłam te karmelowo-serowe.
🎁 Czipsy o smaku vinegretu lub ketchupu [takie mogą być]. Są gdzie niegdzie dostępne w Polsce, ale wciąż robią wow.
🎁 Paski suszonego mięsa czyli beef jerky. Zwłaszcza w glazurze z syropu klonowego [chociaż te akurat nie są]. Chociaż raz w życiu przełkniesz, prawda?
🎁 Kalendarz na ścianę, kanadyjski, z kanadyjskimi świętami, obowiązkowo zaczynający się od niedzieli. Inaczej niż w standardzie polskim, a za to jak ciekawie. Gwarancja, że osoba obdarowana ilekroć spojrzy na kalendarz, pomyśli o nas. A na kalendarz się patrzy często. Genialny prezent!
🎁 Pamiątka [albo zdaniem innych kurzołap aka durnostojka] czyli wytwór lokalny, czyli made by Aboriginal People. Np łapacz snów albo chociaż zakładka z motywem indiańskim. Niektórzy lubią.
🎁 Kubki ze Starbucksa z kanadyjskich miast lub ogólnie, kubek kanadyjski.Taki jest z Vancouver.
Ja wiem, że możesz się oburzyć, bo Starbucks jest amerykanski i że Kanada to nie Seattle, i w ogóle. Moim zdaniem, kubki z Timsa [Tom Hortons, kanadyjski odpowiednik Starbucksa] ładne nie są. Ale możesz przywieźć Timsową kawę, w ramach ciekawostki kulinarnej [orginałkę może?]
czego nigdy nie przywiozłam i muszę nadrobić? Albo i nie 😉
🎁 Wino! Ice wine. Trochę się o nim naczytałam i coś mi sposób produkcji przypomina węgierskiego Tokaja. Czyli musi być bardzo słodkie i pewnie drogie. Zawiozę w tym roku na Święta! [a jak będzie za drogie, to chociaż herbatę o smaku wina zawiozę 😉
🎁 I jeszcze na święta planowałam przywieźć Eggnog, czyli słodki napój jajeczno-waniliowy. Wersja z prądem zawiera rum. Smacznie i rozgrzewająco. Tylko nie wiem, czy się w walizce nie zepsuje, więc muszę ogarnąć logistykę transportu. Jakby się jednak miał zważyć i skwaśnieć, to zawsze się mogę pocieszyć kawą o smaku eggnogowym.
🎁 Jestem całkiem beznadziejna w kosmetykach, ale podobno są takie, które warto przywieźć. Np. Lush. (edit: zapomniałam zupełnie o polskich dziewczynach, robiących kosmetyki i działających w Kanadzie, facepalm)
🎁 Ubrania, a zwłaszcza bluzy z napisem Canada, np marki Roots. Kwestia gustu, ja bym nie kupowała, bo nigdy nie wiadomo, czy obdarowany chce tak światu obwieszczać, że… no właśnie, co? Że ma rodzinę w Kanadzie, że był, że jest wielbicielem? Wiem, że niektórym się podobają takie rzeczy, więc wiesz, use your profesional judgement 😉
Jeszcze jedno, nie czekaj z zakupem do ostatniej chwili, bo ceny na lotnisku mogą Cię mocno znokautować. A i tak w większości są bez podatku 😉
Jak jeszcze, Waszym zdaniem, obdarować Kanadą? Znasz inny post/video/tekst o kanadyjskich prezentach? Zalinkuj w komentarzu!
Kilka razy w życiu wynajmowaliśmy mieszkanie. Kilka razy dawaliśmy nasze mieszkanie do wynajmu. Zdarzyło się nawet nam mieszkanie sprzedać. A jak znaleźć mieszkanie w Vancouver?
A w Vancouver dobrze mieszkać, to jak? Da się znaleźć mieszkanie? – często w emailach pytacie o mieszkanie.
Dlatego dziś znowu o mieszkaniu. Jak to u nas wyglądało. I trochę wskazówek plus linków.
Jak znaleźć mieszkanie w Vancouver?
Myślicie, że łatwo było? Nie było.
Nasze początki w mieszkaniu w Downtown.
Ustaliliśmy od początku, ze Kuba przylatuje do Kanady sam, w lipcu 2104 i będzie szukał dla nas mieszkania. W sierpniu mieliśmy do niego dołączyć.
Dlaczego taka decyzja? No cóż, chciałam się jeszcze nasycić się latem w Polsce, u rodziców, a poza tym zapewniłam sobie jako taki bufor bezpieczeństwa.
Jakby Kubie nie wyszło, nie podobało mu się już na wejściu, to zawsze łatwiej się spakować i wrócić w pojedynkę, niż całą rodzinę w te i we wte ciągnąć.
Pracodawca Kuby zapewniał mu mieszkanie przez miesiąc, wynajęte w odległości spaceru od pracy. Kuba przyleciał pod koniec lipca 2014, więc miał czynsz opłacony niemal do końca sierpnia. Za te kilka ostatnich dni to my płaciliśmy wynajmującej agencji.
Tymczasowe lokum nie jest takie złe na początek mieszkania w Vancouver
Niewątpliwa zaleta takiego tymczasowego mieszkania (oprócz tego, że za nie płaciliśmy, tak, ma się czasem w życiu szczęście), to możliwość zapoznania się z dzielnicą.
Po kilku dniach już wiedziałam, że Downtown, czyli śródmieście Vancouver, to zdecydowanie nie moja bajka, i nie chcę tam z dziećmi mieszkać.
Polecam poszukanie sobie tymczasowego lokum, może hostel, może mieszkanie kątem u kogoś, ewentualnie najem krótkoterminowy (airbnb).
Wiem, że jest to bardziej skomplikowane i kosztowniejsze, niż wprowadzenie się od razu do mieszkania docelowego, ale nie wyobrażam sobie inaczej, kiedy jest się nowym w mieście.
Lepiej sobie oszczędzić frustracji całorocznej, kiedy przyjdzie nam przez rok mieszkać z grzybem, czy też w lokalizacji, która dobija hałasem 24/7.
Ogłoszenia o wynajmie mieszkania – apartment listing, pojawiają się na ogół na miesiąc, dwa miesiące przed wprowadzeniem się. To standardowy okres wypowiedzenia, więc licz się z tym, że trudniej znaleźć mieszkanie z dnia na dzień.
Poszukiwania mieszkania w Vancouver zaczęliśmy od Craiglist (coś jak nasze gumtree, alegratka, najpopularniejszy serwis ogłoszeń w tej części Kanady). Tam, w opcji housing masz całkiem sporo opcji do wyboru:
apts / housing
housing swap
housing wanted
office / commercial
parking / storage
real estate for sale
rooms / shared
rooms wanted
sublets / temporary
vacation rentals
Nas interesował pierwszy typ: apts / housing, bo to tam jest najwięcej mieszkań dla rodzin z dziećmi.
Nasza rodzina według standardów kanadyjskich potrzebuje przynajmniej mieszkania z dwiema sypialniami, nie mniej niż 70 m2, więc przy naszym budżecie pozostawały nam odległe lokalizacje, coś jak warszawskie Bemowo lub nawet Mysiadło.
Niepokoiliśmy się, że jak nawet zamieszkamy, to jak się będziemy przemieszczać. Samochód kupiliśmy prawie 2,5 roku po przeprowadzce do Vancouver.
Wśród ogłoszeń można znaleźć enigmatyczne anonse bez zdjęć albo podania lokalizacji map (w stylu: chyba wynajmę pół mojego domu, czyli super przytulne mieszkanie w piwnicy ale tylko jak ktoś jest cichy, bez zwierząt i bez skłonności) ale i, na szczęście dla nas, normalne ofert wynajmu.
Inne miejsca, gdzie możesz szukać mieszkania, a także jego wyposażenia to:
Jak chodzisz po okolicy, szukaj znaku apt for rent i dopytuj się telefonicznie.
Czytaj tablice ogłoszeń w community centre, bibliotekach oraz miejscach dla nowoprzybyłych (settelment agencies, trochę o nich pisałam wcześniej)
Grupy na facebooku: ogólne i lokalne (nie tylko polskie)
UWAGA: bądź podwójnie czujny, jeśli ogłoszenie jest mega atrakcyjne, a tanie, właściciel wygląda podejrzanie i w ogóle intuicja ci mówi, że coś nie halo. Przekręty na mieszkaniach są wcale nierzadkie. (ang. scams).
Właściciel może chcieć podpisać mowę wynajmu na rok z góry, ale nie może również zarządać płatności z góry (pre-pay) za okres wynajmu. Może za to wymagać czeków z datą realizacji na pierwszy dzień miesiąca.
My wysyłamy czeki na pół roku płatności, a nasza właścicielka je sobie “keszuje” (to cash, realizuje/deponuje czeki), w danym miesiącu.
Niestety płatność czekami sprawia, że nigdy nie wiemy, kiedy pobierze te 1850 CAD z konta, więc muszą one tam być przez cały miesiąc (utrudnia to zarządzanie finansami).
→ mieszkanie to nasz największy wydatek – chcesz wiedzieć o innych? przeczytaj post o wydatkach
Na co zwrócić uwagę wybierając mieszkanie/dom
Poniżej znajdziez spis rzeczy nieoczywistych, które mogę Cię zaskoczyć w ogłoszeniach o wynajmie:
Jakie jest wyposażenie – i czy zostaje po wyprowadzce poprzednich najemców. Większość mieszkań wynajmowana jest bez mebli.
Czy jest pralka (washing maschine) / pralko-suszarka / pralka i suszarka.
Taki urok Ameryki, że wciąż w wielu miejscach pralek nie ma w mieszkaniu (no laundry on site), ba, nie ma nawet przyłączy na pralkę (w/dhookups). I pranie robi się w publicznych pralniach miejskich lub w pralniach w budynku (laundry in building). Jeśli masz dziecko, zastanów się dwa razy, zanim wynajmiesz mieszkanie bez pralki.
My mamy pralkę i suszarkę (dwa osobne urządzenia), i bardzo sobie to chwalę. Ale znamy rodziny, które obywają się bez pralki i też jest ok.
Jak nie masz pralki, ustaw sobie na półce słoik na 25centówki. Tymi monetami płaci się w publicznych pralniach najczęściej.
Czy jest zmywarka – dla nas tak samo “cenna” jak pralka. Wiem, rozpuszczona jestem i mam za wysokie wymagania 😉
Jakie są kaloryfery – często są elektryczne i niskoosadzone.
Nie żeby było specjalnie zimno w Vancouver. Raczej chodzi o bezpieczeństwo małych paluszków oraz brak możliwości wysuszenia czegokolwiek na kaloryferze.
A potrafią mieć taką moc, że raz nam stopiły buty. Serio! Buty narciarskie stojące w pobliżu nadtopiły się.
Ile jest sypialni, pomieszczeń, szaf czy składzików.
Pomysłowość właścicieli nie zna granic! W ogłoszeniach znajdziesz informację, że mieszkanie ma pojemny den, który możesz przeznaczyć na osobną sypialnie. Den to właściwie taka większa szafa, w różnym miejscu w mieszkaniu. Den może być także zabudowanym balkonem.
Co ciekawe, żeby pomieszczenie było sypialnią, wcale nie musi mieć okna! Musi mieć za to szafę. Najczęściej wbudowaną, typu walk-in, czyli dużą i pustą w środku (często bez półek czy szuflad wewnętrznych).
Będzie widok z okna? A drzwi od której strony?
W Vancouver najchętniej by się chciało na góry popatrzeć. Za taki widok cena mieszkania może być nawet o 50 CAD wyższa niż za to na niższym piętrze. Odpowiednio drożej trzeba zapłacić za widok w miejscowościach wokół Fraser River.
Mieszkanie (ale znacznie częściej dom) może być też opisane jako laneway, czyli w bocznej uliczce. I niestety, przynajmniej w Vancouver, nie jest to ładna uliczka, tylko dojazd z tyły domu, pomiędzy parkingami (parking on rear), koszami na śmieci i wszelkiego rodzaju rupieciami.
Czasami z takiego mieszkania widok jest zerowy, bo znajduje się ono w piwnicy (basement, poniżej więcej w temacie)
Ile pokoi ma mieszkanie? – w skrócie: dwie sypialnie to zwykle mieszkanie z dwoma pokojami do spania, salonem (living room), częścią na jadalnie (dinnig), kuchnią i łazienką.
1,5 łazienki czy 1,5 pokoju? I na takie cuś można trafić przeglądając ogłoszenia. Łazienka po połowie będzie oznaczała taką bez wanny. Podobno jest też 3/4 oraz 1.5 bathroom, ale się nie spotkałam. Jest za to w google 😉
Czy apartment to apartament? Penthouse prawie?
Często w ogłoszeniach spotkasz nazwy suite / condo / apartment. Nie umiem jednoznacznie określić, jaka jest między nimi różnica (ktoś mądry w komentarzu niech się wypowie).
Z grubsza znaczą one mniej więcej to samo: mieszkanie. Nie dom. I niekoniecznie apartament rozumiany jako mieszkanie o podwyższonym standardzie. Zwykłe mieszkanie.
może być w budynku (building / rental – building), gdzie część (większość) mieszkań wynajmuje agencja, a część jest własnościowa, czyli ma osobnych właścicieli.
Jeśli będzie to condo, możesz spodziewać się, że będzie sala gimnastyczna, pokój wspólny z fotelami, czasami biblioteka albo basen dla mieszkańców. W takich budynkach bywają również portierzy.
może być w czyimś wolnostojącym domu (detached house), bliźniaku (duplex, nie do końca to samo, co w Polsce), rzadziej w szeregowcu (townhouse).
Sporo właścicieli mieszkań ma pozwolenie na stworzenie tzw. secondary unit, którym jest właśnie dodatkowe mieszkanie, do wynajęcia. I, jak nazwa wskazuje, to mieszkanie bywa takie trochę drugorzędne. Czyli na przykład w piwnicy (basement). Znajdziesz mnóstwo takich ogłoszeń. Często wynajmując takie mieszkanie, nie będziesz mieć własnej pralki, tylko współdzieloną z właścicielem. Który będzie mieszkał nad tobą. I miał na wszystko oko. Możesz jednak trafić na własny kawałek trawnika i super ludzi, z którymi się zaprzyjaźnisz. Bo w sumie czemu nie?
może być w spółdzielni mieszkaniowej, czyli w co-op.
To jest opcja tzw. affordable housing, czyli ceny wynajmu mieszkań są niższe niż średnia rynkowa, bo takie mieszkania są nastawione na tworzenie wspólnot sąsiedzkich. Mając mieszkanie w takiej wspólnocie, przygotuj się na dzielenie części wspólnych oraz obowiązki na rzecz wspólnoty. Co-op‘y mają długie listy oczekujących. Czasami trzeba wykupić udział w budynku, co może być dużym wydatkiem na początek.
Kiedy w naszej okolicy pojawiło się ogłoszenie, że co-op przyjmuje zgłoszenia i można przyjść zobaczyć mieszkanie, poszliśmy i my, a co! My i jakieś 2 000 innych mieszkańców Vancouver. Nawet w wiadomościach była informacja- sensacja: z mieszkaniami w mieście jest tak strasznie, że na jedno apartament viewing stawia się cała dzielnica.
A co jeśli to nadal nie opcja dla Ciebie? Możesz wtedy wynająć stancję, czyli room rental u kogoś w mieszkaniu lub wspólnie z innymi wynająć mieszkanie – shared apartment.
Możesz skorzystać z usług agencji wynajmu (lub brokera). My nie korzystaliśmy, więc nie polecimy. Strony agencyjne z ogłoszeniami znajdziesz w poście Moniki.
Jak Kuba rowerem jeździł i mieszkania oglądał czyli rekrutacja na najemcę
Kuba nie miał lekko z poszukiwaniem mieszkania dla nas.
Dzwonił po właścicielach z ogłoszeń na craigslist, jeździł rowerem (tak, także do Burnaby, nie, nie wiedział wtedy, że rower można przewieźć kolejką Sky Train), oglądał mieszkania, aplikował z CV swoim i moim też (że pracuję m.in. dla klienta z Kanady i jakby co to znam kogo trzeba) i z informacją, że chociaż mamy dwoje małych dzieci, to nasze dzieci ciche som!
Piszę właściciele mieszkań, ale równie często są to agencje, które w imieniu właścieli nimi zarządzają. Zasady aplikowania o wynajem są takie same.
Aplikowanie to wypełnianie papierków i wykazywanie swoich dochodów, a czasami także zaświadczenie od niekaralności (criminal check).
Po aplikowaniu pozostaje czekać, aż właściciel mieszkania nas wybierze z tłumu kandydatów. Niestety nie ma wymogu kto pierwszy, ten lepszy ( first in, first served)
Ale może pomóc, jeśli masz od razu pieniądze na depozyt lub czek, żeby go wypisać.
Tak pokażesz właścicielowi, że jesteś poważnym wynajmującym.
Preferowani najemcy to :
Kanadyjczycy
Najemcy z historią wynajmu (czyli referencje od poprzednich właścicieli, najlepiej kanadyjskich). My mieliśmy referencje od naszych sąsiadów z Polski (taki list, bez określonej urzędowej formy, napisany po angielsku i podpisany przez sąsiadów, dzięki M.). Nie musi pomóc, ale nie zaszkodzi.
Najemcy z historią kredytową (ale nie liczy się ta z polskiego BIKu, buu). Chodzi o credit score, który dla nowych w Kanadzie wynosi 0.
Najemcy z potwierdzeniem, że pracują i ich będzie stać na mieszkanie (employment letter – umowa / oferta pracy, payslips / pay stubs czy rozliczenie podatkowe tax return).
Czasami, żeby wynająć mieszkanie, trzeba mieć po prostu szczęście. Albo ziomków w okolicy. Polityka wynajmu i ceny mieszkań sprawiają, że wielu imigrantów zmieszkuje koło siebie, tworząc getta, zamykając się w swoich społecznościach.
I tak Richmond jest chińską enklawą, Hindusi zamieszkują w Surrey, a Żydzi w Oakridge.
Nie wpływa to dobrze na różnorodność społeczności i nie jest bez znaczenia dla ogólnego dobrobytu. Ale co robić? Jakiś pomysł?
Jeśli w oczach właściciela jesteś raczej mało atrakcyjny jako najemca, możesz zaproponować wyższą cenę wynajmu, albo większą kaucję (deposit). Licytacje mieszań w porządanych lokalizacjach są od jakiegoś czasu powszechne w mieście.
Dla fanów serialu Friends – pamiętasz, jak Ross próbował przejąć umowę wynajmu mieszkania po Ugly Naked Guy? Opowiadał, że wykazał się daleko idącym sprytem i przekupił właściciela koszyczkiem babeczek. Po czym okazało się, że jego koszyk był najmniejszy z trzech, przysłanych przez innych “licytujących się” najemców. No właśnie. Myślisz, że takie rzeczy tylko w NYC? No to cię zaskoczę!
A gdzie szukać mieszkania pytasz? Jaka dzielnica najlepsza? Tu już musisz sobie odpowiedzieć na kilka pytań:
czy blisko do pracy? (a może wciąż pracy szukasz? Agencja pomoże)
My mieszkamy na Mount Pleasant, rejon cały nazywa się Uptown.
→ zobacz przewodnik po naszej, mocno hipsterskiej dzielnicy [ENG]
Mieszkamy i mimo bardzo przeszkadzającego zapachu marihuany, zamierzamy na razie zostać tutaj. Ale nasza koleżanka – sąsiadka Marijanna już nie. Dlaczego? Zobacz, co ją wkurza, i będziesz wiedzieć.
Krótka relacja z pierwszych chwil w naszym mieszkaniu w 2014
Do przeprowadzenia się z mieszkania tymczasowego potrzebowaliśmy spakować nasz, wydawałoby się niewielki, dobytek.
Ale wyszło sporo, bo pakowanie 5 waliz, 2 walizek, walizeczki, plecaka, gitary, dwóch rowerów oraz krzesełka dziecięcego Urban, nie było zajęciem łatwym, zwłaszcza, że pogoda się popsuła.
Oczywiście przyoszczędziliśmy na ciężarówce przeprowadzkowej, w końcu te wszystkie rzeczy to nic, prawda? Dzieci się nimi objuczy najwyżej.
Żart. Ciężarówki wprawdzie nie mieliśmy, ale załadowaliśmy się elegancko do taksówki. Rowery podprowadziliśmy pieszo.
Podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze. No więc, eeeeeee, pierwsze kanadyjskie mieszkanie słabe jakieś takie.
Jesteśmy, w wielkim, pustym mieszkaniu. Co ciekawe, nie ma ono prawie wcale lamp górnych, więc musimy zakupić sobie nastrojowe światło stojące. Nie wiem, ale jakoś mnie to zdziwiło, że lamp nie ma.
Są za to czujniki dymy, łypiące czerwonym okiem sygnalizacyjnym. Te czujniki dymu to samo zło! Nie zliczę, ile razy zawyły przeraźliwie, a tylko piekarnik był lekko uchylony. Mocno wrażliwe cholery z nich. Raz nas nawet przez nie wyciągnięto z domu, w środku nocy, cały blok ewakuowano, straż przyjechała i dopiero wtedy zamilkły. A niech je!
Mamy pralko-suszarkę (stareńką jednak i ledwie dychająca, mają wymienić), lodówkę , kuchenkę elektryczną (kiedyś zrobię jej zdjęcie – jest ogromna), zmywarkę, mikrofalówkę, dwudziestoletnie łóżko półpiętrowe dla Krzyśka i materac dmuchany dla Maćka. I kilka rzeczy kuchennych, np. obierak do warzyw. Albo zestaw noży do steków, w eleganckim pudełku, po poprzednim właścicielu.
Nabytki nasze – stół, trzy krzesła, taboret, taboreciki, łóżko z materacem rozmiar queen, sztućce Ikea, dwie szklanki Ikea, talerze Ikea, ręczniki Ikea.
[edit w 2016 r.] Rzeczy nam niewiele więcej przybyło i jakoś wciąż nie mamy śmiałości wbijać gwoździ w ściany. Chłopaki nie mają takich dylematów, tzn. gwoździami się nie interesują, ale podłoga nadaje się do wyścigów wyśmienicie, i nic to, że ryski będą.
[edit w 2017] Zaczęliśmy wbijać gwoździe, obrazki na ścianie pozwalają bardzo dom osowić, a plakaty przyklejone na plaster w 214 już się zaczęły odlepiać. Przybyło nam też mebli: dwie komody w Ikea i łóżko piętrowe z Ikea. Poza tym kupiliśmy używany rzutnik do płyt, wypożyczanych z bliblioteki i dwa używane biurka.
Nie mamy żadnych rzeczy w wielkich rozmiarach, które przewieźlibyśmy z Polski. Nie wynajmowaliśmy kontenera na meble czy książki, wszystko albo zostało sprzedane, albo po prostu zostało.
Wyszliśmy z założenia, że w Kanadzie kupimy, co będzie trzeba. I mieliśmy rację, wszystko jest. A że teraz trzeba nam mniej? To tylko dobrze!
Najśmieśniejsze jest (choć to raczej wzgardliwy chichocik), że wciąż tutaj mieszkamy. Głównie ze względu na cenę.
Dynamika cenowa w Vancouver jest taka sama jak w każdym innym mieście – im dalej od centrum, tym taniej. W Vancity jest jeszcze jeden wskaźnik – im bardziej na wschód, tym taniej.
Część mieszkańców kierunek “na wschód” traktuje bardzo serio i przeprowadzają się na …. Wyspę Księcia Edwarda, atlantycką część Kanady, na drugą stronę kontynentu. Istnieje już nawet nazwa dla takiego zjawiska – eastsizing.
Ciekawe, prawda? Zwykle ludzie migrują “na Zachód” w poszukiwaniu lepszych możliwości, a tutaj proszę, trend zupełnie odwrotny.
W lipcu 2017 padł rekord – średnia miesięczna rata za wynajem mieszkania z jedną sypialnią (one-bedroom apt.) w mieście Vancouver wyniosła 2000 CAD!
Na koniec trochę heheszków, czyli beka z ogłoszeń. Kto wynajmował choć raz w życiu stancję czy mieszkanie w Polsce, temu sentymentalnie zakręci się łza w oku, bo Kanadyjczycy podchodzą do tematu z naszą ułańską fantazją. Ale internet nie zapomina i najśmieszniejsze ogłoszenia znajdziesz pod tym linkiem
Jeśli znasz jakieś dobre strony pomocne przy wynajmnie mieszkania w Vancouver, albo sam zajmujesz się Real Estate, daj znać w komenatrzu. Inni ci za to podziękują!
Kilkakrotnie zastanawiałam się, jak ugryźć pisanie o pieniądzach. Temat ciekawi wielu. Wiadomo, bez pieniędzy się nie da. Kanada czy nie Kanada (się nada; wiem, głupie, nie mogłam się powstrzymać, ja uwielbiam bzdurne rymowanki)
W mailach do nas temat finansowy przewija się najczęściej.
Pytacie o koszty życia w Kanadzie, w Vancouver, o to, ile nasza czteroosobowa rodzina wydaje i jak jest nasz status materialny.
Musiałam w końcu napisać o tych górach dolarów, do których mi tylko złotych grabi brakuje (do grabienia tychże).
I pewnie będę tutaj dopisywać kolejne “mądrości”. Więc ustaw sobie jakieś przypomnienie, czy cuś, żeby co jakiś czas sprawdzić, ile to Jeziorska wydała.
Zwłaszcza po ostatnim piątku, kiedy radośnie nie przeczytałam polisy ubezpieczeniowej i 150 CAD poszło na króciuchną wizytę u dentysty… Ej, miało być jak w Kanadzie oszczędzamy, kupujemy i wydajemy a nie o dentyście.
Nie jest mi łatwo dzielić się wiadomościami finansowymi z dwóch powodów:
nie potrafię szczerze i bez wewnętrznej blokady pisać publicznie o zarobkach i wydatkach. W tej kwestii niedoścignionym wzorem jest dla mnie Michał z bloga jakoszczedzacpieniadze.pl – guru finansów osobistych i mistrz transparentności w gospodarowaniu pieniędzmi. Mi zawsze wychodzi tak trochę głupawo i wstydliwie.
nie prowadzę budżetu jako takiego, choć wspomniamy Michał pokazuje, że to dobry przykład. Więc nie mam jak ci konkretnych paragonów pokazać. [ja tu tylko sprzątam]
Ten wpis ukazuje się teraz nieprzypadkowo.
Kilka dni temu (a jest początek lipca 2017) bank, w którym mamy kredyt hipoteczny na mieszkanie w Warszawie (od 2011), podzielił się z nami dobrą wiadomością – została nam 1/3 całości do spłacenia!
Jupi, szampan i kokosanki, jest co świętować, bo kredyt wisi nad nami jak miecz Damoklesa. Ale już trochę mniej dynda.
Mimo dobrej informacji, nie jestem specjalnie radosna, bo mój udział w spłacie od czasu przyjazdu do Kanady był, niestety, więcej niż minimalny.
Tak sobie podyskutowaliśmy z Kubą na tematy (nie)zasadnicze, czyli o tym, na ile Kanada sprawdziła nam się jako kraj emigracji zarobkowej.
Przed przylotem podstawowe wyliczenia wskazywały, że sięgniemy po polskie oszczędności zaraz na początku.
Liczyliśmy się z tym, że przyjdzie nam wydać wszystkie nasze dotychczas oszczędzone pieniądze, żeby zrealizować pomysł na Kanadę.
Pensja Kuby, który, przypominam, został tutaj ściągnięty jako pracownik wysokowykwalifikowany, na papierze wyglądała zachęcająco.
Ale Vancouver okazało się być bardzo drogim miastem do życia dla czteroosobowej rodziny. To jest jak stały motyw życia w tym mieście – najlepsze miasto, a jednocześnie mało kogo stać na cokolwiek.
Udało nam się nie ruszyć polskich pieniędzy i do dziś utrzymujemy się z pensji Kuby plus co miesiąc spłacamy zobowiązanie hipoteczne z Polski.
Mieszkanie w Warszawie wynajmujemy, ale rata kredytu i inne wydatki mieszkaniowe (podatek, ubezpieczenie, opłata roczna, czynsz) są wyższe niż kwota wynajmu.
Na krótko nasz budżet zasilała moja kanadyjska pensja (około 20 tys. CAD brutto rocznie). W tym momencie wynagrodzenie roczne Kuby to trochę ponad 100tys. CAD brutto.
Edit z 2019 – od kilku miesięcy pracuję a agencji interaktywnej i moja pensja to 45000 CAD rocznie.
Co kupujemy i jak żyjemy, żeby mieć na ratę kredytu?
1. Wydatki na mieszkanie
Gdzie mieszkamy?
Od września 2014 roku mieszkamy w tym samym miejscu. Wynajmujemy od sympatycznej profesorki. Mieszkanie jest małe, ma dwie sypialnie, standard średni, wyposażenie stare. A miejscami bardzo stare.
Płacimy 1800 CAD. To jest mało jak na takie samo mieszkanie w naszej okolicy. Teraz podobne w naszym bloku może kosztować nawet 600 CAD więcej.
Płacimy mniej niż stawka rynkowa bynajmniej nie z powodu sympatii do nas. Właścicielka nie może nam podnieść czynszu więcej niż 5% miesiącznej kwoty, co roku. Gdybyśmy się wprowadzili, wtedy mogłaby wynająć to mieszkanie za więcej.
Szukasz mieszkania w Vancouver? Przeczytaj te wpisy:
Naszą największą oszczędnością na kanadyjskim mieszkaniu jest rzadkie przeprowadzanie się.
Wyposażenie mieszkania
Jakaś dziwna jestem, bo nawet nam nie przyszło do głowy nadawać mienia przesiedleńczego (mniam, co za słowo).
Z Polski przywiozłam tylko ulubioną miskę oraz kilka poszewek na poduszki, żeby nam pachniało domem.
Emigracja radośnie uwolniła mnie od wielu rzeczy, nawet nie pytając o zdanie.
Trzy lata później nadal mamy niewiele sprzętów (nie mamy odkurzacza ani żelazka, ale mamy perlator do wody gazowanej).
Zakupy robimy:
w Ikea i Canadian Tire;
w sklepach z używanymi rzeczami – Thrift Store, Salvation Army, Consignment Store. W niektórych sklepach można oddać niepotrzebne rzeczy, ubrania, książki, a dostać w zamian kupon zniżkowy);
na wyprzedażach garażowych (Yard Sale, Garage Sale – informacje o nich są na Craigslist albo na tabliczkach przy drogach);
na Craigslist(także sekcja free stuff). Sama też tam sprzedaję (dobra, raz coś sprzedałam) Craigslit to taki ubogi krewny Allegro i może mu buty czyścić (temu Allegru).
w One dollar store / Dollarama (uważaj jednak, jakość potrafi być bardzo kiepska, lepiej założyć, że to rzecz jednorazowa);
Nie mamy oporów przed powtórnym wykorzystaniem rzeczy, oddanych/sprzedawanych przez kogoś. Tak zachowywaliśmy się w Polsce i Kanada tego nie zmieniła.
Do tej pory wydaliśmy na wyposażenie około 2000 CAD.
2. Jak kupujemy ubrania?
Najczęściej przywozimy je z Polski. Nie lubię kupować ubrań, więc mamy ich mało. Podejrzewam, że spokojnie mieszczą się w pojęciu capsule wardrobe.
Życie mamy intensywne i często na zewnątrz więc ubrania codzienne szybko się zużywają. Rzadko kupuję rzeczy markowe, głównie buty.
Dla chłopaków jest najłatwiej, bo często dostajemy w spadku po starszych kuzynach.
W Lidlu poluję zawsze na dresy (kupuję od razu po 3-5 kompletów) , bo to ulubione spodnie dzieci (i Kanadyjczyków).
Kupuję w Tesco, w Biedronce, w dużych supermarketach, a także na tchibo.pl. Głównie z wygody – dyskonty są w każdej miejscowości, a ja jestem leniwa.
Część ubrań (kurtki około $40-50) i butów ($20-30) dla nas kupuję używane w Sport’s Junkies (turystyczne) albo do codziennego użytku marki Joe Fresh (mamy do nich czasami kupony zniżkowe od ubezpieczyciela ICBC, około 20 CAD).
Kuba w Polsce wpada do Decathlonu na 2 godziny i wychodzi stamtąd z walizką ubrań na kolejny kanadyjski sezon (około 600 zł). Buty też z Polski. Raz kupił buty w Vancouver i żałował.
Najwięcej oszczędzamy nie wydając. Proste? Proste!
Zakupy w Polsce dla mnie i chłopaków to jak na razie około 500-800 zł w czasie jednego wyjazdu.
W Kanadzie wydałam do tej pory może z 500 CAD na ubrania. No i 250CAD na kalosze Hunter (które moim zdaniem nie powinny tyle kosztować, bo są… zwykłe. )
3. Jedzenie i zakupy do domu
W Polsce większość rzeczy zamawialiśmy z Tesco z dostawą do domu. Warzywa i owoce kupowaliśmy na bazarku dzielnicowym.
Spróbuj w Vancouver zamówić artykuły spożywcze online! Tyle, ile się naklikałam na saveonfoods.ca, żeby nic nie kupić w końcu, to (nie) moje.
kupujemy raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie w Costco. Mają tam wielkie paczki jedzenia, no nie wiem, jak liczna musiałaby być rodzina, żeby to wszystko zjeść, kiedy jest świeże. Wydajemy średnio 300 CAD co dwa tygodnie;
czego mi zabraknie lub potrzebne świeże kupuję w najbliższym Buy Low Food – zwykle 2-3 razy w tygodniu, wydaję około 40 CAD;
mamy kartę do Shoppers Drug Mart i średnio raz w tygodniu / dwa tygodnie posyłam tam Krzyśka to po mleko, to po masło z gotówką do 10 CAD. Robiąc zakupy dostajesz punkty, które możesz wymienić na zniżkę przy zakupach. My mamy do odebrania jakieś 80 CAD za rok kupowania;
okazjonalnie kupuję w polskim sklepie. Odkąd Kuba zaczął robić twaróg, a chleb sam piecze, nie mam potrzeby. Polsko smakującą kiełbasę na ognisko mamy z Costco, pierogi ruskie mamy z Buy Low Food albo z imprezy w kościele, a na schabowe przylatujemy do Polski;
4. A co z rozrywką? Sport, wycieczki, outdoor
Tak już mamy, że uwielbiamy bycie na dworze. Narty, kempingi, rowery, to jest coś, na co wydajemy sporo pieniędzy.
zajęcia sportowe – płacimy za chłopaków naukę pływania i naukę jazdy na łyżwach (240 CAD na pół roku, zajęcia na miejskich obiektach. Na UBC zapłacisz więcej). Od dwóch sezonów mamy karnety na narty (rodzinny 900 CAD, kupiony w promocji Early Birds, bo potem jest dwa razy droższy);
sprzęt sportowy kupujemy używany lub na promocjach. Kiedyś jedna Amerykanka podarowała Kubie rower. Kanadyjka poznana przypadkowo oddała nam łyżwy. Bywają promocje do 40% na sprzęt kempingowy w Canadian Tire. Jak raz kupiłam materac, który w innym sklepie kosztował mniej, zrobiłam zdjęcie ceny i wróciwszy do sklepu, poprosiłam o zwrot różnicy (oszczędność 15 CAD);
kempingi, wycieczki z nocowaniem w hotelach – kilka razy w roku wyjeżdżamy i chociaż staramy się rozsądnie wydawać, to jednak mamy zasadę, że na wakacjach hulaj dusza. Wolimy pojechać na jeden dzień i nie pilnować wydatków niż na dwa dni z kalkulatorem w ręku. Długi weekend (3 noce) na kempingu to koszt około 120 CAD dla dwóch rodzin i dwóch namiotów. Doba w hotelu kosztuje nas około 80 CAD. Jedzenie bierzemy ze sobą, ale też jak trafi się okazja, jemy coś miejscowego. Rzadko mamy plan zwiedzania i zazwyczaj wypoczywamy / wydajemy bez spiny;
nie chodzimy do kina, bo udało nam się kupić używany odtwarzacz DVD (20 CAD) oraz rzutnik w promocji na Amazonie (110 CAD). Oglądamy filmy wypożyczone z biblioteki. Wielkim plusem jest to, że można je oglądać tylko jak jest ciemno, więc ciężko marnować czas za dnia. Telewizora nigdy nie mieliśmy i nie mamy nadal;
kupuję książki tylko do bazgrania lub nauki, zwykle po 1 CAD w sklepach z używanymi rzeczami. Całą resztę wypożyczam i jestem nieprzytomną wręcz fanką naszej biblioteki publicznej. Nie kupuję gazet w ogóle. W Polsce obowiązuje tryb wakacyjny i wydaję więcej na książki i gazety.
jeśli jadamy na mieście, to w weekendy lub na wycieczkach. Jednorazowy wydatek dla czterech osób to od 25 CAD (sushi) do 60 CAD (White Spot).
wyjazd do Polski – to jest największy wydatek w naszym wycieczkowym budżecie. Latamy do Polski w wakacje Lufthansą, bilet dla dorosłego to około 1200-1500 CAD. W Polsce większość czasu jesteśmy z rodziną, ale wypuszczamy się też na wycieczki.
5. Szkoła i przedszkole
Żłobek dla Maćka (daycare) całodniowe w Vancouver, z pełnym wyżywieniem kosztowało 900 CAD/miesiąc. Płaciliśmy taką stawkę 6 miesięcy, potem spadła dla 3 latka do 750 CAD. Żłobek jest całoroczny, więc w pierwsze lato w Vancouver, kiedy chłopaki 2 miesiące spędzali z dziadkami w Polsce, także płaciliśmy. Łącznie od listopada 2014 do lutego 2016.
Przedszkole (preschool) kosztowało 290 CAD za trzy godziny dziennie, przez cztery dni w tygodniu. Przez ostatnie trzy miesiące Maciek chodził na dodatkowe trzy godziny popołudniu, za 300 CAD.
Krzyśka (i od września Maćka) szkoła podstawowa jest bezpłatna. Kupujemy tylko planer – rodzaj dzienniczka ucznia i płacimy za wycieczki. Całość zamknie się do 100 CAD za rok. Plus świetlica po szkole także 100 CAD dla jednego dziecka.
Sposoby na obniżenie kosztów nauki i socjalizacji przy okazji:
Dla dzieci – playdates! U nas często budowanie z klocków (zamiast drogich warsztatów Lego Robotics) czy malowanie/ rysowanie (aternatywa dla zajęć z Arts Umbrella). Tydzień bez playdate to tydzień stracony;
Dla mnie – bezpłatne albo bardzo tanie warsztaty, teraz głównie o kodowaniu (organizowane przez Red Academy albo Lighthouse Lab).
6. Inne wydatki:
Transport.
Samochód używany, który kupiliśmy w styczniu 2017, kosztował 5500 CAD, ubezpieczenie 160 CAD za miesiąc, paliwo około 100 CAD miesięcznie. Jeździmy na wycieczki oraz po mieście, kiedy leje deszcz. Zanim kupiliśmy auto, korzystaliśmy z opcji carsharing w Modo (na trasy kilkudniowe) oraz Evo (na szybkie poruszanie się po mieście). Czasami korzystaliśmy z regularnych wypożyczalni: Budget i Enterprise. Przez pierwsze dwa lata, wypożyczając samochód wydaliśmy rocznie 2400 CAD. Zanim kupiliśmy samochód tutaj, przeanalizowaliśmy nasz styl życia i policzyliśmy koszty. Absolutnie nie żałujemy, że kupiliśmy samochód, ale dwa lata pokazały nam, że można bez niego żyć i również zwiedzać Vancouver, a nawet wybrać się do Stanów.
Autobus – korzystałam z biletów miesięcznych, które potem mogłam odpisać od podatku; Więc koszt zerowy. Sprawdź, czy przepisy podatkowe nadal na to pozwalają.
Rower – mamy kilka, intensywnie używamy. Wydaliśmy około 1000 CAD na rowery, sprzętokołorowerowy i przeglądy przez ostatnie 3 lata. (Niestety, w styczniu 2019 jeden nam skradziono)
Telefon Mój telefon kosztuje nas 40 CAD, ale poza Vancouver jest martwy. Taki plan, co mi specjalnie nie przeszkadza, zwłaszcza w lesie. Telefon Kuby kosztuje 20 CAD (zero danych, bo nie potrzebuje). Internet w domu- 50 CAD;
Dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne 150 CAD na miesiąc; Uwaga, czytaj polisy! Albo chociaż ten post.
O matulu, jaki długi ten post wyszedł i naszpikowany offtopami. Chyba tak już jest, że jak jak nie ma pieniędzy, to nie ma niczego, a jak są pieniądze, to jest wszystko. I trzeba to opisać. [mądrość życiowa by KKJ, mów mi Konfucjusz].
Jeśli masz pytanie o inny konkret, jakiś wydatek lub sposób oszczędzania, który pominęłam, daj mi znać. Będę aktualizować post. Dzięki!
Zimą, 11 lutego napisałam na Facebooku: Dokonało się! Tak z lekka pompatycznie, wręcz z biblijnym zawołaniem. Coś w tym jest, że trzeba tak głośno zakrzyknąć: Mamy prawo do pobytu stałego w Kanadzie!
Opowiemy Wam dzisiaj jak wygladłaa nasza do Kanady z Polski.
O ile sami nie wyjedziemy, nie obowiązują nas żadne ograniczenia czasowe. Kuba może zmienić pracodawcę. Możemy się przeprowadzić w dowolne miejsce w Kanadzie.
I za jakiś czas możemy się postarać o pobyt stały w Kanadzie, a kilka lat później o kanadyjskie obywatelstwo.
przeprowadzka do kanady nie oznacza otrzymania pobytu stałego!
Droga do pobytu stałego wcale wcale nie zaczęła się od dnia zero, czyli od 26 lipca 2014, kiedy Kuba wylądował na YVR.
I sama chęć przeprowadzki do Kanady, nie gwarantuje, że mieszkanie na stałe bedzie możliwe.
Ba, nie wiadomo nawet, czy zostaniemy wpuszczeni do Kanady, ale o tym innym razem.
Podejrzewam, że część z Was zna naszą historię, to jednak przedstawię ją jeszcze raz. Zobaczysz, jak nasz plan “czasowej przeprowadzki do Kanady” przełożył się na zdobycie pobytu stałego.
Sytuacja od 26 lipca 2014 do 11 lutego 2017
Nie przyjechaliśmy z zamiarem emigracji na stałe. Nie byliśmy przygotowani. I nie zadawaliśmy sobie pytania, co będzie, jak wiza się skończy. Jeszcze nie wtedy.
Pierwszy kanadyjski pracodawca Kuby – stracona szansa na pobyt stały w Kanadzie?
Przylecieliśmy do Kanady na zaproszenie pracodawcy Kuby, który załatwił za nas wszystkie papiery. Latem 2014 wiedzieliśmy, że wyjeżdżamy na rok do Vancouver. I tylko na rok.
Szukanie pracy w Kanadzie skwituję jednym słowem: profil na LinkedIn.
Hej, stop, trochę już o tym pisałam, zerknij niżej:
To rodzaj zaświadczenie-opinia z urzędu imigracyjnego, że kanadyjski pracodawca potrzebuje ściągnąć pracownika spoza kraju.
Wszystkie papiery przygotowała firma, my je tylko wydrukowaliśmy i z jednym kompletem Kuba przyleciał w lipcu, z drugim kompletem, plus dwójką dzieci doleciałam ja, 22 sierpnia 2014.
Pozwolenie na pracę dostaliśmy ważne do lipca 2017. Oferta pracy dla Scanline była ważna rok, czyli do lipca 2015.
Wtedy nie zaprzątaliśmy sobie głowy tym, co zrobimy, jak Kubie skończy się kontrakt , bo i tak mieliśmy zostać tylko rok w Vancouver. Nie sprawdzaliśmy, czy mamy możliwość na pobyt stały w Kanadzie.
Uprzedzając pytania: nie wiemy, dlaczego przyznano nam Work Permit dłuższy niż oferta pracy (umowa o pracę była na czas określony, na rok, a w papierach adwokat firmy nie zaznaczył na ile ma być przyznany Work Permit).
Kuba dostał pozwolenie na pracę z zaznaczeniem, że pracuje tylko dla tego jednego pracodawcy (job-specific) i jeśli przestanie dla niego pracować, to Work Permit nam się kończy i musimy opuścić Kanadę.
Moja sytuacja na początku naszego pobytu w Vancouver.
Ja dostałam Open Work Permit (non-job specific), czyli miałam lepiej niż Kuba, bo mogłam pracować, gdzie tylko chcę. Byle bym nie pracowała z dziećmi, nie w szkolnictwie i nie w sex biznesie (omg).
Chłopaki dostali pozwolenie na naukę (w paszporcie mają wpisane: Visitor Record, ale paszport wystarczył, żeby ich zarejestrować i o Study Permit poprosił adwokat firmy w naszych dokumentach. Nie wiem jednak, czy wszystkie dzieci rodziców z Work Permit z automatu dostają pozwolenie na naukę).
W lipcu 2015 minął nam rok w Kanadzie, umowa Kuby została przedłużona, ja znalazłam pracę w Accenture Canada, chłopaki na wakacje polecieli do dziadków, do Polski.
Ktoś może w tym miejscu zapytać: zaraz, zaraz, a dlaczego wtedy nie rozpoczęliście procedury starania się o pobyt stały?
System Express Entry już wtedy działał, Kuba miał rok przepracowany u kanadyjskiego pracodawcy.
Wtedy, w lipcu 2015 nie wystąpiliśmy po pobyt stały z jednego powodu – po roku w Kanadzie nie byliśmy przekonani, że chcemy zostać tutaj na dłużej.
Także po roku pracy w Scanline, Kuba nie wiedział, czy następną ofertę pracy dostanie już na czas nieokreślony i jakie będą warunki zatrudnienia (dopiero w sierpniu podpisał nową umowę). Ponieważ jego Work Permit było ważne aż do lipca 2017, postanowiliśmy wstrzymać się jeszcze z podjęciem decyzji.
Ktoś może dodać: no ale chyba lepiej mieć PR (Permanent Residency) niż nie mieć?
Tak, zgadzamy się, ale ponownie napiszę: wtedy mieliśmy inne powody i przemyślenia. Część naszych wątpliwości opisałam w różnych emocjonalnych postach.
W październiku 2015, po pierwszym powrocie z Polski, byliśmy zdecydowani zostać w Kanadzie do czerwca 2016, tak, żeby Krzysiek skończył rok szkolny.
To był również ten czas, kiedy zdecydowałam się zrezygnować z pracy na cały etat dla Accenture Canada.
Skoro i tak mieliśmy w planach wrócić do Polski, chciałam resztkę tego czasu spędzić z chłopakami, pooglądać Vancouver i Kanadą “się nacieszyć”.
Drugi kanadyjski pracodawca Kuby -druga szansa na pobyt stały w Kanadzie?
W lutym 2016 Kuba poszedł na rozmowę kwalifikacyjną w innej firmie z branży VFX – AnimalLogic (sprawdź ich stronę, może akurat potrzebują ciebie?).
Po co, może ktoś zapytać, skoro i tak wracamy do Polski?
No cóż, była okazja, poszedł, dostał pracę, i w ramach szkolenia wyjechał do Australii.
Piszę Wam to nie po to, żeby się jakoś specjalnie chwalić. Nie.
Chodzi o to, że w życiu możesz podjąć wiele decyzji, które wydają się “na stałe”, “na zawsze”, “na pewno”. A potem może wydarzyć się coś takiego, jak ta nieoczekiwana i nieplanowana rozmowa kwalifikacyjna.
Albo inne zdarzenie, okazja, która wywróci twój plan do góry nogami.
I tak właśnie było z drugim kanadyjskim pracodawcą Kuby.
Czerwiec 2016 jako data powrotu do Polski przestał mieć rację bytu.
Poniżej znajdziesz jeszcze trochę informacji o kwestii pracowych. Przydadzą się przy aplikowaniu o pobyt stały.
Drugi kanadyjski pracodawca Kuby również działa w branży Visual Effects. W Vancouver jest całkiem sporo liczących się na świecie firm, które zajmują się efektami specjalnymi.
I tak, zdarza się, że ściągają programistów na krótki czas, tylko do projektu. Potrafią szybko rozbudować zespół, a potem równie szybko go zamknąć.
Możesz pracować w Kanadzie i nie mieć w planach osiedlenia się w tym kraju na zawsze. Doświadczyć życia ekspata a nie emigranta. Kto wie, może to wybór dla ciebie?
Jeśli ktoś z Polski szuka pracy w obszarze IT, to w Vancouver wciąż jest spora szansa na ofertę pracy popartą oświadczeniem LMIA (następca LMO w prawniczym żargonie imigracyjnym), która daje prawo do wystąpienia o (czasowe) pozwolenie na pracę.
A potem można aplikować o pobyt stały w Kanadzie.
Kiedy to piszę (wiosną 2017) najwięcej Polaków do Vancouver ściąga Amazon. Jesteś programist(k)ą?
Drugi pracodawca Kuby również wystąpił do Social Development Canada (ESDC) o wydanie zaświadczenia LMIA, które miało być podstawą nowego pozwolenia na pracę.
Ponownie mieliśmy to szczęście, że wszystkie dokumenty za nas załatwili prawnicy firmy. Nam pozostało jedynie pojechanie na granicę, przekroczenie jej i aktywowanie nowego Work Permit.
Nie wiedzieliśmy wtedy, że można również umówić się w biurze imigracyjnym na miejscu (jak komuś się uda dodzwonić na infolinię cic.gc.ca).
Zaczynamy na poważnie myśleć, jak zabrać się za zorganizowanie naszego pobytu stałego w Kanadzie.
Po powrocie Kuby z Australii (kwiecień 2016) zaczęliśmy ponownie rozmawiać o tym, czy wystąpić o pobyt stały. Do tego momentu nie byliśmy jeszcze przekonani – Kuba chciał sprawdzić, jak będzie w nowej pracy.
Nie bez znaczenia była także wizyta moich rodziców, w marcu 2016, i ich bardzo pomocne podejście do naszego, dłuższego niż początkowo planowany, pobytu w Kanadzie.
W maju 2016 zaczęliśmy przygotowania do wystąpienia o pobyt stały.
Nasze przygotowania. Najpierw research. Poszukiwania samodzielne i bez konsultanta.
Działaliśmy zgodnie z zasadą:jak nie ma w ‘gogle’, nie ma ‘wogle’. Czyli jeśli nie ma odpowiedzi na nasze pytania, to znaczy, że kwestia jest nieistotna.
Umówiliśmy się, że kwestie obczajenia, co i jak z pobytem stałym w Kanadzie, biorę na siebie.
Od początku wiedzieliśmy, że nie będziemy korzystać z pomocy konsultantów, bo znaliśmy inne rodziny w podobnej sytuacji, które uzyskały PR samodzielnie.
Żadne z nas nie miało nigdy problemów z prawem czy odmową wjazdu do jakiegokolwiek kraju.
Samodzielne przygotowanie się na stałą emigrację do Kanady jest jak najbardziej do ogarnięcia, niemniej jednak każda sytuacja jest inna.
Znamy równie dużo historii, gdzie kompetentny urzędnik pomógł dostać stały pobyt, jak i takich, które ostrzegają przed naciągaczami.
Konsultant emigracyjny wskaże i pomoże, ale nie przygotuje za ciebie dokumentów np. od twojego pracodawcy z Polski, nie wystąpi o zaświadczenie o niekaralności, ani nie załatwi badań medycznych. Przynajmniej my nie znamy takich. Pamiętaj, że często koszt konsultacji podwaja całość wydatków, a ten już na starcie jest niemały!
Przygotowanie się do pobytu stałego samodzielnie zaowocuje w przyszłości!
Gdzieś przeczytałam zdanie, że jeśli nie jesteś w stanie zrozumieć choćby podstaw tego, jak wyemigrować do Kanady i musisz być prowadzony za rękę, to jak sobie poradzisz później, już na miejscu?
Jest w tym ziarnko prawdy.
Pobyt stały w Kanadzie, mieszkanie na stałe w innym kraju, to nie jest bułka z masłem!
Ogrom informacji, które musisz przeczytać i przyswoić, na pewno onieśmiela i zniechęca, ale jest dobrym testem na to, czy jesteś gotowy na jeszcze większe wyzwanie – czyli znalezienie pracy, mieszkania, słowem dobre życie, już w Kanadzie.
Wiem, że łatwo mi tak pisać, bo przyjechaliśmy na “gotowe” – na początku nie musieliśmy sami wyszukiwać, jak wyemigrować, z jakiego programu skorzystać. Dostaliśmy listę dokumentów do przygotowania, ofertę pracy, bilety lotnicze i już.
Latem 2014 nie wiedziałam nawet, jakie są sposoby na wyjechanie i pracę w Kanadzie. Nie interesowaliśmy się tym.
Do Kanady nie da się wjechać i pracować, bo tak chcesz. Przeprowadzka do Kanady to nie to samo, co przeprowadzka w obrembie Unii Europejskiej.
Nawet jeśli masz furę pieniędzy i wieloletnie doświadczenie. To nie Unia Europejska bez granic i z wolnym rynkiem pracy. (Ale jakoś pocieszające jest, że nie tylko dla Polaków Kanada jest taka szczelna, inne narodowości też muszą przejść procedurę wjazdu).
Dziś już wiem, że lepiej jest wiedzieć więcej niż mniej.
Być lepiej przygotowanym niż my. Oszczędzi się sobie stresu, kiedy już nie będzie konsultanta imigracyjnego na wyciągnięcie ręki.
Dobrze przygotowany imigrant to pewny siebie imigrant 😉
Szukaj informacji o tym, jak wygląda przeprowadzka do Kanady. Czytaj, googlaj, pytaj
Z dnia na dzień przybywa miejsc w sieci, gdzie można przeczytać o tym, jak proces wygląda, zasięgnąć rady, czy nawet dołączyć do grupy osób, które aplikowały o różne rodzaje wiz w tym samym czasie.
Strony w internecie, gdzie możesz szukać informacji
Jeśli korzystasz z usług doradcy imigracyjnego, to przed pierwszą wizytą sprawdź sobie chociaż to narzędzie na stronie rządowej [eng]. Będziesz lepiej przygotowany do wizyty. Pamiętaj, że to od Ciebie zależy, jak będzie wygladała Twoja przeprowadzka do Kanady i czy w ogóle będzie możliwa.
Zbieraj wszystkie dokumentu, emaile dotyczące pracy, pracodawcy, oferty. Na późniejszych etapach aplikacji o pobyt stały pojawiła się konieczność dostarczenia oferty pracy, którą Kuba dostał od pierwszego i drugiego kanadyjskiego pracodawcy.
Nie wiem, czy jest to ścieżka łatwiejsza niż pozostałe, czy szybciej dostaje się pobyt stały Kanadzie.
U nas głównym aplikantem był Kuba i to na jego ofercie pracy, doświadczeniu z Polski oraz znajomości języka oparliśmy system punktowy Express Entry.
Musisz to mieć podczas aplikacji: Test językowy – IELT
Zdecydowaliśmy, że tylko Kuba (jako główny aplikant) podejdzie do testu językowego. Dlaczego tak?
Podczas podliczania, czy mamy wymaganą ilość punktów, żeby zostać wylosowanymi, wyszło nam, że moje wyniki z egzaminu językowego nie są konieczne. Tak samo, jak ewaluacja naszych dyplomów z uczelni.
Znamy przypadki, że test językowy zdawały dwie osoby z rodziny – właśnie po to, żeby mieć więcej punktów i większą szansę na otrzymanie zaproszenia do aplikowania.
Szczegóły testu językowego IELTS
Zdecydowaliśmy się na IELTS, General, bo ma większą rozpoznawalność i uznawalność poza Kanadą. Do celów emigracyjnych można również zdawać kanadyjski CELPIP.
Jest wiele ośrodków, gdzie można podejść do egzaminu językowego. My wyszukaliśmy w google, porównaliśmy ceny testów (nieznacznie się różniły, serio, sama byłam zdziwiona, myślałam, że jest to odgórnie ustalone), i koniec końców stanęło na British Council.
Cały test, część pisemna, słuchanie, czytanie i mówienie trwało kilka godzin. Nawet osoby, dla których angielski jest językiem ojczystym, radziły wcześniej zrobić przykładowy test.
Informacje o wyniku egzaminu przyszły po kilku dniach pocztą oraz emailem.
Jeśli brakuje Ci jakiś punktów do Express Entry, to właśnie wynik egzaminu językowego może to zmienić.
Jak zmienia się punktacja w Express Entry?
System Express Entry ma 4 kluczowe wskaźniki: wiek (tego raczej nie zmienisz, a właściwie tylko pogorszysz), wykształcenie, doświadczenie zawodowe i znajomość angielskiego/francuskiego.
Zmieniając któryś z tych wskaźników, możesz podnieść swoją sumę punktów w systemie.
My mieliśmy wystarczająco dużo punktów, żeby spokojnie wystąpić o pobyt stały w Kanadzie. Mieliśmy ich tyle po po przeprowadzce do Kanady, a nie przed.
Ale jeśli punktów ci zabraknie, to sprawdź, czy ewaluacja twojego wykształcenia coś zmieni i może być łatwiej o pobyt stały w Kanadzie!
Tworzenie profilu w Express Entry
Do tego momentu nie wiedzieliśmy, jakie dokumenty będą nam potrzebne, więc żadnych nie przygotowywaliśmy. Z lenistwa trochę też. Och zemści się to, zemści później…
Nie jest to najlepsze rozwiązanie, więc nie idź tą drogą! 😀
Bo później ma się tylko określony czas na dostarczenie dokumentów (90 dni).
Jakie dokumenty potrzebne do pobytu stałego możesz przygotować wcześniej?
Nie wszystkie da się mieć wcześniej, bo tracą ważność np. po upływie roku.
Możesz wcześniej (ale nie za wcześnie) wystąpić o zaświadczenia o niekaralności z krajów, gdzie byłeś 6 miesięcy i dłużej.
Na niektóre z dokumentów czeka się dłużej (wyobrażasz to sobie? – prosisz o coś FBI?!), a czas na ich dostarczenie niepokojąco się kurczy.
Nie będę się rozpisywała, jakie są po kolei kroki w wpisywaniu informacji, bo system sam podpowiada dość wyraźnie, co i jak masz teraz wpisać czy dołączyć. A jak są wątpliwość, to pytaj w internecie.
Już po wpisaniu wszystkich informacji osobistych do Express Entry (a trochę ich jest), pojawiło się info o punktach przyznanych za każdy z elementów składowych. U nas było ich około 800 (sama oferta pracy z LMIA dawała 600 punktów, do listopada 2016).
W czerwcu 2016 ITA (Invitation to Apply, zaproszenie do składania wniosku o pobyt stały) przyznawane były od około 500 punktów.
Wiedzieliśmy więc od początku, że powinniśmy dostać zaproszenie (które oczywiście wcale nie gwarantuje, że urzędnik pozytywnie rozpatrzy naszą późniejszą aplikację o pobyt stały).
Czas leci, czas leci jak szalony. Na aplikowanie o pobyt stały w Kanadzie masz tylko określoną ilość czasu
W teorii większość aplikacji złożonych przez Express Entry powinna być rozpatrzona do 6 miesięcy.
W praktyce, dolicz jeszcze te dwa-trzy miesiące potrzebne na zebranie papierów, zanim prześlesz kompletną aplikację.
Po tygodniu od założenia profilu odbyło się losowanie i 29. czerwca przyszła automatyczna wiadomość, że zostało nam przyznane zaproszenie i mamy kilkadziesiąt dni na uzupełnienie dokumentów, skompletowanie papierów i przesłanie wszystkiego elektronicznie.
Tik-tak, zaczęło się odliczanie.
Główny aplikant to Kuba i to od niego wymagana była większość dokumentów.
Na szczęście Kuba nigdzie nie mieszkał poza Polską dłużej niż 6 miesięcy, więc odpadło nam uzyskiwanie zaświadczenia o niekaralności dla niego z różnych ciekawych krajów.
Jakie dokumenty do pobytu stałego w Kanadzie były wymagane ode mnie?
Ja z kolei, 30. czerwca spotkałam się spotkanie z konsulem honorowym Węgier, celem autoryzacji mojego podpisu. Musiałam wystąpić do urzędu w Budapeszcie o wydanie mi zaświadczenia o niekaralności.
Dlaczego? Dlatego, że studiowałam na Węgrzech przez półtora roku. I żeby dostać taki papier, będąc w Vancouver, musiałam poprosić o pośrednictwo konsula, a potem ambasadę Węgier w Ottawie. Papier zdobyłam, nadałam kurierem (bo akurat Canada Post zapowiedziała na ten czas strajk).
W tym miejscu chcę serdecznie podziękować bratankom- Węgrom, bo konsul nie wziął ode mnie pieniędzy za podpis notarialny, a kazał iść do domu i kibicować polskim piłkarzom (akurat w czerwcu/lipcu 2016 jakieś zawody były).
I teraz już widzisz, dlaczego warto zadbać przynajmniej o niektóre dokumenty wcześniej? (Ale znów nie za wcześnie, bo niektóre mają termin ważności, i muszą być aktualne w trakcie przyznawania statusu stałego rezydenta).
Zaświadczenia o niekaralności były wymagane od nas, dorosłych.
Zaświadczenia o niekaralności z Polski.
Dołączyliśmy zaświadczenia z Polski (wydane nam w Warszawie od ręki) oraz węgierskie dla mnie.
Jak możesz uzyskać takie zaświadczenie?
Poprosić kogoś w Polsce, żeby załatwił i wysłał (może być potrzebne notarialne upoważnienie dla tej osoby).
Wysłać pocztą wniosek i dowód opłaty do urzędu w Polsce (np. do głownego biura na Czerniakowskiej w Warszawie) i poprosić o wysyłkę do Kanady.
NIE załatwiaj zaświadczenia przez profil zaufny/ePuap bo te elektronicznie wygenerowane zaświadczenia nie sa akceptowane przez kanadyjski urząd imigracyjny.
Nie musieliśmy załączać zaświadczenia o niekaralności z Kanady.
Przy polskim zaświadczeniu mieliśmy zagwozdkę, czy dodać gdzieś info, do czego to potrzebujemy ten papier. W końcu dopisaliśmy już na dokumencie: do wizy stałego pobytu w Kanadzie, i tak nam przetłumaczyła tłumaczka.
Wymagana wizyta u lekarza, specjalnie dedykowanego do wiz pobytu stałego
Cała rodzina musiała stadnie udać się na badania lekarskie, ale nie do pierwszego lepszego lekarza, czy nawet lekarza rodzinnego, o nie.
Trzeba umówić wizytę u lekarza uprawnionego do wykonywania badań do celów imigracyjnych (panel physician).
I sporo za to zapłacić. Data badania też nie może być przypadkowa – są one ważne przez 12 miesięcy i muszą być ważne w momencie, kiedy fizycznie stawisz się na granicy po uruchomienie stałego pobytu. Dlatego najlepiej wykonać je, jak już otrzymasz ITA.
U lekarza pobrano nam krew, zrobiono prześwietlenie klatki piersiowej, badanie moczu i oczu, oraz ogólnie wywiad.
Przy rejestracji potrzebny był paszport, ale same wyniki badań zostały przesłane bezpośrednio do urzędu imigracyjnego.
Kilka miesięcy później dostaliśmy informacje w emailu, że zaliczyliśmy te badania.
Wydrukowane kartki od lekarza (w zamkniętej kopercie), na których zresztą niewiele było napisane, zabraliśmy ze sobą na granicę, kiedy aktywowaliśmy status Permanent Resident. Może o nie zapytać oficer imigracyjny, więc ich nie zgub przez te kilka miesięcy czekania.
Tłumaczenia wszystkich potrzebnych dokumentów na angielski zrobiliśmy w Warszawie – znowu skorzystaliśmy z opcji: tanio i blisko, na Woli.
Najwięcej zachodu przysporzyło nam zdobycie wszystkich zaświadczeń od wszystkich naszych pracodawców.
Zdecydowaliśmy się poprosić o te zaświadczenia wszystkich pracodawców, choć czytaliśmy też rady, żeby nie wszystkich wymieniać. Zwłaszcza tych, u których się pracowało za czasów dinozaurów 😉 Canadian Experience Class wymagało udowodnienia jedynie roku pracy u kanadyjskiego pracodawcy.
Ale jeśli dostaniesz punkty za doświadczenie zawodowe, musisz je udowodnić dokumentami.
I oczywiście z pracodawcami z Polski mieliśmy najwięcej problemów.
Jak szukaliśmy pomocy w zdobyciu dokumentów na pobyt stały w Kanadzie wśród dawnych polskich pracodawców.
Czyli pokłosie dobrej zmiany w TVP.
Nie pracuje tam już nikt, kto przed dziesięciu laty znał Kubę. Odbyło się wielkie poszukiwanie po mediach społecznościowych kogoś, kto znał kogoś, kto znał kogoś. A na końcu ten ktoś niestety nie mógł swoim nazwiskiem poświadczyć faktu zatrudnienia Kuby. Jedyne, co dostaliśmy to wyciągi z księgowości, pokazujące przelew pensji na konto. I zero informacji o tym, za co, w jakim wymiarze, na jakim stanowisku.
Wszystko to opisaliśmy w liście dodatkowym (letter of explanation) dołączonym do dokumentów w naszym profilu Expres Entry.
Letter of Explanation to zresztą twój przyjaciel – możesz go wykorzystać do wyjaśnienia wszystkich kwestii niejasnych w dokumentach.
Dla przykładu: CIC chciał ode mnie dokumentu potwierdzającego zmianę nazwiska. Bo przecież przed ślubem byłam Ignatowicz, a po ślubie Jeziorska. Konia z rzędem temu, kto taki dokument wydaje 😉 Ja dołączyłam akt małżeński oraz właśnie letter of explanation, gdzie napisałam coś w stylu: w Polsce zwyczajowo kobieta przyjmuje nazwisko męża po ślubie i wiele z tych nazwisk ma formę żeńską i męską. I przeszło.
Załączyliśmy również proof of funds, czyli wyciąg z konta.
Teoretycznie nie jest to potrzebne, jeśli masz pracę na cały etat i na czas nieokreślony oraz jesteś już w Kanadzie. W praktyce dostaliśmy od ręki taki papier w TD Canada, więc czemu nie dodać?
Jak zorganizować tę górę dokumentów?
Jednym z czynników, które przemawiają za tym, aby skorzystać z usług doradcy, jest konieczność zajęcia się całą papierkologią.
Bardzo dużo wypełniania online, załączania pdfów w jednym pliku, odhaczania, co jeszcze zostało do zrobienia, pilnowania terminów.
My zrobiliśmy to sami i piszę te słowa już jako stały rezydent, ale jak najbardziej rozumiem potrzebę wynajęcia kogoś do pomocy.
Papiery spływały z różnych źródeł, my większość dostawaliśmy jako skany. Wszystkie zaświadczenia od pracodawców z Polski dostaliśmy jako skany (oryginały papierowe czasami nam wysyłali na adres polski, ale nikt w Kanadzie nie kazał nam ich przedstawiać, wystarczyły te skany)
Trello plus Google Calendar plus Google Drive
Jest taki program- aplikacja do zarządzania notatkami, Trello. Wersja podstawowa bezpłatna. To rodzaj tablicy, na której przypinasz informacje, notatki, luźne myśli. W naszym przypadku było to wszystko, ale to wszystko, o Permanent Residency. Screeny ze strony Immigration Canada, linki, daty, komentarze.
Do kart na tablicy możesz dołączyć dokumenty, pliki, zdjęcia, a wszystko to zsynchronizować z kalendarzem.
Stworzyliśmy jedną tablicę Trello, którą mogliśmy wspólnie edytować. Trello można zintegrować z kalendarzem Google, skąd otrzymywaliśmy powiadomienia o nadchodzących terminach.
Zerknij, jak to wyglądało.
Tablica współdzielona Trello
Aby wszystkie dokumenty zeskanowane przechowywać w jednym miejscu i mieć do nich dostęp, użyliśmy dysku w chmurze czyli Google Drive.
Na zdjęciu zobaczysz nasz system folderów. Również do nich mieliśmy dostęp ze wszystkich urządzeń i naszej poczty emailowej.
Foldery na Google Drive
Ok, dobrnęliśmy do prawie końca.
Nasza aplikacja o pobyt stały się procesowała, a my czekaliśmy
Co jakiś czas przychodził automatyczny email, który pokazywał status aplikacji.
W pewnym momencie poproszono nas o wpłatę, co do której byliśmy przekonani, że już ją uiściliśmy. Zatem niefrasobliwie napisaliśmy, że ale halo, macie błąd w papierach! Okazało się po dwóch dniach, że zapłaciliśmy, ale za coś innego (opłata za procesowanie aplikacji dla naszej czwórki: 1400 CAD), a nie opłatę za PR (980 CAD).
Lekkie przerażenie w oczach, że teraz to już na pewno nas odrzucą, ale nie, dopuścili email wyjaśniający i potwierdzenie przelewu. Więc nie takie straszne CIC, jak je malują 😉 Tam też pracują ludzie.
W ostatnim tygodniu stycznia 2017 dostaliśmy informację, że aplikacja została przeprocesowana. Done.
Na granicy ze Stanami, czyli jak zrobiliśmy fizyczny landing
Trochę ogólnych informacji o tym, jak wystąpić o pobyt stały na granicy.
Nie musisz jechać na granicę, możesz umówić się w biurze CIC w Vancouver i tak zrobić tzw. landing.
Być może spotkasz się z terminem: flagpole, czyli akcją, że nie musisz wjeżdżać do USA, tylko zostać zawróconym z granicy (dostać odmowę wjazdu do USA) i wrócić do Kanady.
Nie wjeżdżając do USA, robisz właśnie taki objazd słupa z flagą (choć oczywiście nie jest to tylko objazd, musisz z samochodu wysiąść, przynajmniej w tym punkcie granicznym, gdzie my się stawiliśmy).
W internecie przeczytasz, że flagpole to najprostsza metoda przekroczenia granicy, aby wrócić do Kanady jako stały rezydent.
Podobno nie potrzeba mieć wtedy wizy turystycznej do USA, bo skoro i tak celnik odmawia ci wjazdu, to po co wiza?
Pojawiają się jednak opinie, że odmowa wjazdu do Stanów może zaważyć na twoich następnych próbach wjechania do USA.
Musisz sam zdecydować, jak chcesz to rozwiązać. Być może wizyta w biurze CIC w twoim mieście wystarczy?
Nasza wycieczka do USA, żeby wystąpić na granicy o pobyt stały w Kanadzie
Dlatego 11 lutego 2017 wyruszyliśmy na granice z USA, do Peace Arch.
I to był błąd.
Bo 11 lutego to była sobota tuż przed Family Day, kiedy setki mieszkańców B.C. wyruszyło poza miasto, także do południowych sąsiadów. Sznur samochodów do granicy skutecznie nas otrzeźwił i zmusił do podjęcia decyzji: zostawiamy auto, idziemy pieszo.
Samochód zostawiliśmy na darmowym parkingu tuż przy budynku kanadyjskiego urzędu imigracyjnego.
Mijamy więc najpierw celników kanadyjskich, którzy oczywiście hałdujudu i co my tutaj robimy?
Odpowiadamy, że musimy zrobić landing for PR, ale samochodów tyle, że idziemy pieszo.
Celnik macha ręką w stronę majaczącego w oddali budynku amerykańskiego urzędu imigracyjnego, że mamy iść tam i dostać papier, że weszliśmy do USA (albo, że nie weszliśmy do USA, ale przynajmniej wyszliśmy z Kanady, o matko bosko i córko!).
Idziemy, dobrze, że słońce świeci, ale jest zimno i trawa jest mokra. Chodnik kończy się przy fladze amerykańskiej, w USA to już na chodnik nie starczyło? [żart]
Wchodzimy do budynku amerykańskiego urzędu, a tam tłok większy niż na arabskim bazarze. Ja już się ustawiam w kolejkę, która wije się z wszystkich możliwych stron, ale Kuba puka się w głowę i zarządza: zawracamy.
Oczywiście wracamy przez trawnik (ziemia niczyja?), bez żadnych dokumentów od urzędnika USA. Nikt nas nie zatrzymuje, nikogo nie interesuje, czego my tak sobie spacerujemy pomiędzy Kanadą a USA.
Zasieki niby są, celnicy nas mijają, ale nikt o nic nie pyta. Dochodzimy do budynku kanadyjskiego i już sobie układam w głowie, co powiem, jak mnie jednak zapytają, dlaczego wchodzę do Kanady [hehehe].
Kanadyjska urzędniczka pyta, to zgodnie z prawdą odpowiadamy, że próbowaliśmy wejść do Stanów, żeby dostać odmowę wejścia do Stanów, żeby móc wejść do Kanady. [uwielbiam to zdanie, serio, chyba je sobie na jakimś plakacie wydrukuję!]
Ale nam się nie udało (nie)wejść do Stanów, bo ludzi za dużo. Dlatego przepraszamy ale na dziś wystarczy, kiedy indziej przyjedziemy zrobić landing.
No to jak w końcu? Udało się dostać ten pobyt stały?
Ta historia brzmi surrealistycznie i pewnie tak jest, bo celniczka patrzy na nas, później na sznur samochodów, coś tam pisze i mówi: idźcie do okienka B, zróbcie landing, widziałam Was, jak przez trawnik szliście z USA (sic!).
Dalej to już nuda, zero kolejek przed kanadyjskim celnikiem, kilka pytań, kilka zapewnień (także takich, że karty stałego obywatela czyli PR Cards mogą przyjść nawet po 4 miesiącach. To dość istotne, bo bez takiej karty nie możemy wrócić do Kanady, eh).
To również ten czas, kiedy deklarujesz majątek, jaki wwozisz do Kanady. Żeby ci potem nie naliczyli podatku czy cła.
Ważna sprawa, jeśli np. przyjeżdżasz wyładowanym po brzegi autem i robisz landing.
Cały nasz kanadyjski majątek ruchomy to mały miki, więc nie było co deklarować.
I jeszcze na granicy były proporczyki kanadyjskie dla chłopaków i Welcome to Canada. Oraz: nie zgubcie kartki, bo od teraz liczy się wasza rezydentura w Kanadzie, potrzebna do obywatelstwa.
Ale to jeszcze minimum 4 lata.
Uff.
PS. Karty plastikowe przyszły po trochę ponad miesiącu.
Podsumowanie całego naszego wpisu o tym, jak w Vancouver aplikowaliśmy o pobyt stały!
Mieliśmy całą górę przygody: Po drodze były zagubione i zawrócone dokumenty, wystąpienie do MSP o zwrot kosztów badania imigracyjnego, zastanawianie się, czy na zaświadczeniu o niekaralności powinno być napisane, że jest do wizy, czy że nie powinno?
A i tak nie przewidzieliśmy wszystkiego, bo i wszystkiego nie da się przewidzieć! Przyjęliśmy taktykę: według naszej najlepszej wiedzy jest tak…. i po prostu liczyliśmy, że jak będą pytania (np. o tę nieszczęsną współpracę z Telewizją Polską), to urzędnik się do nas zwróci.
Nic takiego nie nastąpiło. Jest więc duża szansa, że u ciebie będzie podobnie. Może potrwa to dłużej, może będzie wymagać więcej wysiłku, ale jeśli chcesz zostać stałym rezydentem Kanady, to pewnie się uda! Tego ci życzymy!
Powodzenia i do zobaczenia w Kanadzie!
Ten artykuł ma ponad 4 tysiące słów. Sporo nad nim pracowałam. Jeśli przydał ci się choć oddrobinę, będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz. Dziękuję!
To będzie post-wspomnienie o tym, jak robiliśmy prawo jazdy w Kanadzie. Takie trochę pojękiwania z drogi.
Rozpocznę z przytupem: No jakże to, hola hola, taki ze mnie świetny polski kierowca, a w Kanadzie to pies z kulawą nogą się nie zainteresuje? Ano tak, niestety….
Ponieważ kupno samochodu nie było na naszej liście priorytetów zaraz po przylocie, doświadczenie mamy w sumie dość krótkie. Ale bogate w emocje, więc nie omieszkam się podzielić swoim zdaniem, a co!
Cała ta sytuacja z prawem jazdy nie była nawet jakoś specjalnie nieprzyjemna, ale lekki niesmaczek pozostał. I coś na kształt zdziwienia. Że jak to, że serio jakieś lewe to moje polskie prawo jazdy?
Ale od początku:
Co zabrać z Polski, żeby zrobić kanadyjskie prawo jazdy?
Ja mam prawo jazdy od roku 1999, Kuba podobnie. W Warszawie mieliśmy samochód, używany często, aczkolwiek niecodziennie. Ja siadałam za kółkiem zdecydowanie rzadziej.
Postanowiliśmy jednak, że zawczasu przygotujemy sobie polskie dokumenty na wypadek, jakby nam się jednak odwidziało z samochodem i w Kanadzie będziemy użytkować intensywnie. Better save than sorry 😉
W tym celu udaliśmy się do naszego urzędu na Woli i wystąpiliśmy o międzynarodowe prawo jazdy (taka szara książeczka) dla każdego z nas oraz o zaświadczenie, że żadne z nas nie miało nigdy cofniętego/zabranego prawa jazdy (kartka formatu A4 z pieczątkami i podpisami urzędników; warto się upewnić, że są na niej dane wymagane na tej stronie). Nie czekaliśmy na to długo, jakoś do tygodnia.Te zaświadczenia (po jednej kartce na każdego z nas) daliśmy potem do przetłumaczenia naszej tłumaczce przysięgłej w Warszawie (koszt chyba 20 zł od strony).
Czyli lecąc do Kanady każde z nas miało po trzy dokumenty stwierdzające, że możemy kierować samochodem osobowym.
Jak traktuje się polskie prawo jazdy w Kanadzie?
[dane na rok 2017]
Polskie prawo jazdy nie jest dokumentem pozwalającym na poruszanie się po drogach Kolumbii Brytyjskiej, jeśli pozostajesz w prowincji dłużej niż 90 dni.
Opcje są więc dwie: albo co 90 dni przekraczasz granicę kanadyjską (ze Stanami na przykład), żeby sobie odnowić możliwość jeżdżenia na dokumencie polskim, albo robisz kanadyjskie prawo jazdy. Nie ma to jak mieć wybór, co?
W dodatku obowiązek zdawania egzaminu na kanadyjskie prawo jazdy mimo posiadanego dokumentu z innego kraju nie dotyczy wszystkich obcokrajowców, bo na przykład Brytyjczycy nie muszą, Niemcy nie muszą, Amerykanie nie muszą [wszyscy szczęśliwcy są na tej liście]. Powiem szczerze, że lekko mną zatrzęsło, jak się dowiedziałam o tak jawnym podziale na równych i “równiejszych”
Wiem, że są Polacy (i nie tylko oni), którzy granicę przekraczają, żeby mieć od nowa te 90 dni.
Inni decydują się na kanadyjskie prawo jazdy. (To nasz przypadek. Na początek wybrany do zadania został Kuba)
Jest jedna niewątpliwa korzyść z posiadania kanadyjskiego prawa jazdy – podobnie jak w Stanach, driving licence jest uznawane tutaj za dokument tożsamości. Nigdy nie wiesz, w jakich okolicznościach może ci się przydać, no i łatwiej je ze sobą nosić niż paszport z wbitą wizą.
Egzamin na kanadyjskie prawo jazdy
Najpierw test z przepisów, logiki zachowania na drodze i takie tam
[tak to wyglądało w 2015, a w 2017, kiedy ja zdawałam wyglądało… tak samo ;)]
Ponieważ Kuba jeździł w Polsce autem dłużej niż dwa lata, nie musiał brać udziału w kursie, tylko mógł od przystąpić do egzaminu. Dostarczył dokumenty z Polskie [wszystkie szczegółowe dane, co i jak ma to wyglądać są na stronie ICBC] i zarezerwował termin. Dobrze jest zrobić to jak najwcześniej, bo w miesiącach letnich kolejki na egzamin praktyczny (road test) sięgają 12 tygodni oczekiwania. Podczas rejestrowania (i płacenia) otrzymał książkę papierową z wszystkimi przepisami i pytaniami do komputerowej wersji testu (knowledge test).
Pytania różne, książeczka darmowa do pobrania jest z ośrodka, testy można też robić w domu na komputerze. Mój faworyt: co robić, jak przed maskę wparaduje ci łoś? Albo inny niedźwiedź? No co robić?
Jak czujesz, że jesteś dobrze przygotowany, idziesz do jednego z ośrodków ICBC (otwarte od godzin porannych), zgłaszasz się do okienka i mówisz. A co mówisz? No to już zależy od ciebie, ja proponowałabym prawdę mówić.
Czyli, że jesteśmy z Polski i mamy polskie prawo jazdy. I chcemy uzyskać kanadyjskie.
I tutaj pani, mniej lub bardziej miła (albo pan) rzuci okiem na prawko, zobaczy, kiedy wydane, i zaordynuje: musisz zdać test z wiedzy oraz test praktyczny. Test z wiedzy możesz zdawać od razu, na wielkiej maszynie al’a jednoręki bandyta, na jazdy musisz się umówić. Koszt testu: 15 CAD.
Musisz mieć 40 pytań dobrze z 50, jak jakiegoś nie wiesz, możesz kliknąć funkcję: omiń i potem wrócić do niego. System pokazuje ci, ile masz dobrze odpowiedzianych, a ile błędnych, więc się nie musisz denerwować, jak czegoś nie wiesz – możesz ominąć, a kto wie, może w ogóle nie będziesz musiał wracać do tego pytania. Pytania są jak w książeczce, nie takie same słowo w słowo, ale logika taka sama. Więc się nie stresuj. Na to przyjdzie czas.
Jak masz 40 pytań z głowy, pani macha na ciebie, odhacza coś w systemie i daje ci kartkę z linkiem i hasłem do logowania na stronę zapisów na road test. Login i hasło ustaw sobie jakieś takie łatwe i najlepiej napisz jej na kartce, żeby wstukała do komputera, bo odkręcanie błędnie podanego loginu wymaga osobistej wizyty w ośrodku ICBC. A po co ci to?
W tym momencie następuje też moment, kiedy pani żywo interesuje się twoim prawem jazdy i ci chce je zabrać. I teraz taka kwestia: słyszałam wiele historii o tym, jak Polacy “załatwiają sobie” nieoddawanie polskiego prawa jazdy. Nie powiem ci, co robić i jak, bo to nie moja sprawa.
Prawo B.C. mówi jasno: nie możesz mieć dwóch driving licences. Ale jaki jest powód i dlaczego prywatna firma może zabrać oficjalny dokument wystawiony przez inne państwo, tego nie wiem.
Oczywiście zapytałam. Dialog jak z Barei poniżej:
Pani na moje pytanie odpowiedziała w stylu iście polskim: Bo tak!
No to ja na to: Ale co zrobicie z moim polskim prawem jazdy?
Pani: Zniszczymy! (czy mi się wydawało, czy złowieszczy błysk w oku dojrzałam?)
A ja: Ale ja jadę do Polski za trzy miesiące, jak będę jeździć?
Pani na to: Będziesz mieć kanadyjskie!
Ja: Ale dlaczego myślisz, że mogę w Polsce jeździć na kanadyjskim, skoro w Kanadzie nie mogę na polskim?
Pani: milczenie….. dłuższe milczenie….w końcu: To sobie zrobisz międzynarodowe!
Ja: Ale ja już mam międzynarodowe! Chcesz zobaczyć?
Pani nie chciała.
Zabrała moje polskie prawo jazdy, powiedziała, że i tak jest nieważne, bo ważne było tylko 90 dni od mojego pierwszego przylotu do Kanady i tyle. Na nic moje utyskiwania, że jak to, nie miałam jeszcze praktycznego egzaminu, a co jak nie zdam, a co jak w trybie awaryjnym będę wracać do Polski? Nie żebym się awanturowała, o nie, ale no jakże to tak, panie kochany?
Zabrała i już.
Wzięłam kartkę z linkiem do strony logowania i w domu wpisałam się na pierwszy możliwy termin egzaminu praktycznego. I tak, terminy oczekiwania są długie, ale, ale jak często zaglądasz na stronę, to zwalniają się terminy na jutro czy pojutrze, bo ludzie odwołują w ostatniej chwili. Możesz też telefonicznie się umówić na egzamin.
A co na egzaminie praktycznym?
Po pierwsze przyjedżasz swoim samochodem, może być nawet pick up 😉 Nie to, co w Polsce kiedy się zdawało tylko na Fiatach Uno.
Zgłaszasz się do ośrodka, w którym zarezerwowałeś termin i placisz 50 CAD. Ja miałam w Północnym Vancouver, Kuba w Point Grey. Oczywiście usłyszysz w internetach, że w jakimś zdaje się łatwiej, w innym trudniej. Może. Ja myślę, że to bardziej zależy od egzaminatora niż konkretnego ośrodka. Ja, korzystając z rad tych, co zdawali wcześniej, miałam nadzieję dostać kolesia z tatuażem, który podobno za ostry nie jest. I co? I oczywiście do mnie przyszedł Bob, a pan z tatuażem podszedł do młodego Azjaty tuż za mną! No pięknie się zaczyna…. nie ma to jak pozytywne myśli przed egzaminem.
Egzaminatorzy są różni i chociaż nie czepiają się tak, jak w Polsce, w sensie nie podpuszczą cię (Bob mi zresztą powiedział no tricks), ale jak się trafi bardzo skrupulatny, to dostaniesz więcej punktów za błędy.
A te mogą być różne:
✔ Przede wszystkim wbij sobię w głowę nawyk kręcenia nią na wszystkie strony. Tzw. shoulder checks, czyli sprawdzanie przez ramię, czy nic nie nadjeżdża z prawa/lewa. Bardzo na to zwracają uwagę! I potem jak ci tik zostanie, to rodzina z Polski na wizycie w Kanadzie się dziwi, co tak głową machasz….
✔ Odpowiednie zatrzymywanie się – jak jest stop, to stajesz, a nie tylko zwalniasz, że prawie stajesz. Prawie robi różnicę.
✔ Skręcanie w lewo – dużo płyciej wjeżdża się na skrzyżowanie. Właśnie ten manewr w moim wykonaniu Bob skomentował na koniec: we could have been almost grilled….
✔ Skręcanie w prawo – patrz na rowerzystów. Pamiętaj: W Vancouverze ludzie jeżdżą na rowerze. W ogóle to rozdział o rowerzystach poczytaj z książeczki – bo mogą zapytać o znaki sygnalizowania ręcznego. Wiedziałeś, że jak rowerzysta skręca w prawo, to może unieść lewą rękę do góry? No właśnie!
✔ Światła, klakson, podgrzewanie szyby i wycieraczki to twoi przyjaciele – zawsze będziesz ich przedstawiał instruktorowi na egzaminie. Zapoznaj się.
✔ Różnie bywa z prędkością – jak hamujesz ruch na drodze, to minusik, lepiej jechać nawet lekko więcej niż dozwolone. Pamiętaj, że na autostradę musisz wjechać z dostosowaną prędkością. (Nie pamiętam, ale w Polsce chyba nie minusują za zbyt wolną jazdę?) Ale, ale jeśli tylko kilomer czy dwa kilometry na godzinę więcej pojedziesz ponad limit 30 km w strefie szkolnej, to na bank masz minus.
Egzamin trwa około 40 minut, egzaminator w trakcie nie mówi ci, jak idzie, jedynie gdzie masz jechać i jeszcze: do this, do than when YOU think is safe. Na koniec dostaniesz kartkę z wszystkimi jego notatkami – jak nie zdałeś, to sobie poczytaj i do następnego testu już będziesz wiedział. Jak zdałeś, idziesz za egzaminatorem, płacisz opłatę za wydanie plastikowego prawa jazdy, robią ci zdjęcie i voila! Dostajesz papier, że możesz jeździć, a karta przyjdzie pewnie po tygodniu. Uważaj na jej ważność – Kuby prawo jazdy było ważne tak długo jak długo miał pierwsze pozwolenie na pracę. Później trzeba wymienić.
Suplement
PS. Nie musisz mieć jazd z instruktorem wcześniej, żeby przystąpić do egzaminu praktycznego. Ale instruktor sporo podpowiada o właśnie takich, typowo kanadyjskich smaczkach na drodze. Może warto to rozważyć? Jak nie masz swojego auta, to i tak musisz wynająć, żeby na nim móc zdać egzamin, może dodaj te pół godziny wcześniej i przejedź z instruktorem trasę? Wcześniej zdających poznasz na trasie po tym, że w ich samochodach są dwa lusterka.
PS2. W Polsce jeździłeś na manualnej skrzyni biegów? Automatyczna jest łatwiejsza, ale pamiętaj: przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, weź ze dwa razy przejedź się na automatcznej, zanim ruszysz na egzamin. Ja ćwiczyłam w garażu, a cały pierwszy dzień lewą nogą próbowałam nacisnąć sprzęgło.
Ufff, tyle, wyszedł z tego prawie post poradnikowy. Inne może cię zainteresują: o pracy i o służbie zdrowia?
W 2016 roku kupiliśmy używaną Mazdę 5, sześcioosobową, która nam dzielnie służyła aż do jesieni 2019. Potem wymieniliśmy ją na punkty, które z kolei wymieniliśmy na używanie samochodu w Modo.
Samochód kupiliśmy u dilera na Craigslist. Płacąc kartą kredytową (wtedy mieliśmy 10,000CAD limit kredytu na karcie).
Musisz samochód ubezpieczyć w ICBC (monopolista ubezpieczeniowy w Kolumbii Brytyjskiej, i pewnie daltego wzbudza tak wiele negatywnych uczyć wśród kierowców). To oni wydają tablice rejestracyjne (za które musisz zapłacić). Ubezpieczenie jest drogie i dlatego dobrze przemyśl, czy aby na pewno potrzebujesz samochodu.
Polskie autocasco (czyli AC) wykupiliśmy w BCAA. Nie jest obowiązkowe, ale my się na nie zdecydowaliśmy, bo ma w pakiecie m.in. darmowe holowanie nawet z Hope (150 km od Vancouver).
No dobrze, zdecydowałeś się na kupno samochodu. To teraz jak to finansować?
Możesz skorzystać:
kredyt na samochód – opcja bezpieczniejsza, w razie konieczności, może szybko sprzedać samochód i spłacić kredyt (np kiedy nie uda Ci się przedłużyć legalnego pobytu w Kanadzie i będziesz musiał opuścić kraj)
leasing na samochód – my nie zdecydowaliśmy się na tę opcję, mimo kuszącego finansowania. Leasing bardziej opłaca się, kiedy masz firmę i opłaty leasingu możesz wrzucić w koszty. Nie jest to do końca nasz samochód, więc trochę nas to obciążało emocjonalnie.
Ale to nasze powody. Od zawsze mamy pecha do samochodów, więc jesteśmy nawet zbyt ostrożni przy takich decyzjach.
Czy trzeba mieć samochód?
Jak ze wszystkim w życiu, to zależy. Głównie od tego, gdzie mieszkasz, gdzie pracujesz i jak spędzasz czas wolny.
Jesteś singlem i mieszkasz w Downtown (Mount Pleasant, Kits, East Van)? Powinno Ci wystarczyć członkostwo w Modo i / lub Evo. Możesz wypożyczać samochód na godziny. Dla samochodów z carshare jest wiele darmowych parkingów, także w miejscach tradycyjnie obleganych. Na dłuższe wycieczki, np do Whistler możesz zarezerwować samochód z wyprzedzeniem. Po mieście poruszasz się wtedy komunikacją miejską (autobusy i metro) lub rowerem (własnym albo z miejskiej sieci wypożyczalni);
Jeśli mieszkasz poza Vancouver, bez samochodu może być ciężko. Będziesz go potrzebował, żeby dojechać do pracy albo, żeby dojechać do parkingu park and ride, gdzie samochód zostawisz i dalej pojedziesz komunikacją miejską. Jeśli masz dzieci, to samochód pomoże w organizacji dojazdów do szkół i zajęć po szkole. Jeśli co weekend wyruszasz na kemping poza miasto, duży samochód to wygoda i oszczędność czasu.
Czyli coś za coś. Ty znasz swój styl życia i wiesz, czy samochód jest Ci niezbędny.
Powodzenia na egzaminie na prawko! I daj znać, jaki samochód kupiłeś!
Często dostajemy od Was w mailach ogólne pytania o emigracyjne życie w Kanadzie. O to, jak wygląda służba zdrowia czy szkoła kanadyjska. Postanowiłam więc przygotować serię postów poradnikowych, kompleksowo ujmujących jakiś temat, taki trochę post- filar.
To będzie pierwszy z nich.
Po tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu, stwierdzam, wcale nie odkrywczo, że zdrowie jest najważniejsze. A jak się przyjeżdża do innego kraju (szczególnie z rodziną, szczególnie z małymi dziećmi) to warto jest mieć choć ogólne rozeznanie, jak to wygląda.
To zaczynamy!
Służba zdrowia w Kanadzie jest podobna do tej, którą mamy w Polsce. Czyli powszechna, ogólnie dostępna i przynajmniej w założeniu bezpłatna.
Poniżej postaram się w miarę czytelnie opisać, jak wygląda, z naciskiem na Kolumbię Brytyjską.
1 # powszechność i finansowanie służby zdrowia
Kanada ma ogólnokrajowy system opieki medycznej (Medicare), finansowany w znacznej mierze z budżetu i administrowany na szczeblu samorządowym.
W praktyce każda prowincja czy terytorium ma swój własny plan medyczny. W niektórych prowincjach jest on w całości finansowany z podatków mieszkańców.
Ale w innych, niestety także w B.C., trzeba co miesiąc płacić składkę na ubezpieczenie zdrowotne (medical insurance premiums). Opłacenie tej składki czasami proponuje pracodawca, w ramach świadczeń pracowniczych, więc podczas rozmowy o pracę możesz się zapytać, czy firma płaci za MSP (Medical Service Plan in B.C.)
Koszt składki dla osób mieszkających w Kolumbii Brytyjskiej znajdziesz TUTAJ.
Od 2020 o ile przysługuje Ci ubezpieczenie, nie trzeba opłacać składki zdrowotnej w BC
Podstawowe ubezpiecznie medyczne zapewnia dostęp do podstawowych usług medycznych:
wizyta u lekarza rodzinnego, prześwietlenia klatki piersiowej, nastawienie złamanej ręki
wizyta w przychodni, czyli walk-in clinic
pobyt w szpitalu – zagrożenie życia i zdrowa lub po skierowaniu od lekarza rodzinnego
badanie wzroku dzieci i osób starszych
aborcja
Po listę zabiegów zawartych w podstawowym ubezpieczeniu medycznym Kolumbii Brytyjskiej zajrzyj TUTAJ.
Rozszerzone ubezpiecznie medyczne dotyczy rzeczywiście dodatkowych zabiegów czy wizyt, nieujętych w programie podstawowym. Jest to na przykład wizyta/rehabilitacja u fizjoterapeuty czy badania laboratoryjne.
Wygląda to inaczej niż w Polsce, gdzie prywatne ubezpieczenie medyczne to zazwyczaj łatwiejszy dostęp do tych śwadczeń, które są i tak płacone przez NFZ.
Myślałam na początku, przenosząc doświadczenia z Polski, że extended health care to coś właśnie jak abonament w Luxmedzie, gdzie ma się szybszy dostęp do lekarza pierwszego kontaktu czy pediatry. A to coś innego.
Kanadyjskie ubezpiecznie zdrowotne = MUSISZ MIEĆ plan podstawowy (albo finansowany przez prowincję, albo ty płacisz sam, albo pracodawca płaci za Ciebie jako bonus) + MOŻESZ MIEĆ plan rozszerzony (ty płacisz sam albo pracodawca płaci za Ciebie jako bonus pracowniczy, zwany z polska: benefitem)
2 # rozszerzone ubezpiecznie medyczne
Budżet prowincji ma wpływ na to, jakie usługi medyczne są wliczone w podstawowy pakiet medyczny. Za wszystkie inne przyjdzie Ci niestety zapłacić dodatkowo. W przypadku konieczności skorzystania z usługi medycznej niezawartej w podstawowym ubezpieczeniu zapłacisz z własnej kieszeni (out-of-packet payment) albo zostanie ona pokryta z ubezpieczenia dodatkowego (extended health care plan). Szczegóły poniżej:
Masz tylko podstawowe ubezpiecznie zdrowotne (MSP), a całość kosztów dodatkowych świadczeń sam płacisz – to proste, dostajesz przy wyjściu fakturę i uiszczasz opłatę. Jeśli nie jest to sprawa zagrażająca życiu KONIECZNIE zapytaj najpierw o koszt usługi [wiem, oczywiste, ale lepiej przypomnieć, bo może zaboleć]. Przykład: u dentysty koszt wizyty – i nie piszę tutaj o jakimś zaawansowanym plombowaniu – to około 200-300 CAD. Jak mówią internety, często bardziej opłaca się wylecieć do Polski i wyleczyć co trzeba. Z biletem lotniczym i tak wyjdzie taniej niż w Kanadzie
Masz dodatkowe ubezpiecznie zdrowotne (extended health care plan zwany też third-party insurance), koszty dodatkowych świadczeń współpłacisz z ubezpieczycielem. Tutaj również możliwe są różne warianty:
Płacisz całość kwoty u lekarza, u dentysty czy okulisty (up-front payment) i później fakturę wysyłasz do ubezpieczyciela (towarzystwa ubezpieczeniowego), który zwraca Ci całą lub część tej kwoty na konto/czekiem. Sposób mniej przyjazny dla ciebie, bo oznacza konieczność wysłania dokumentów (extended health care claim) do ubezpieczyciela (pocztą lub emailem) i czasami dodatkowych wyjaśnień czy dyskusji o ten wydatek medyczny.
Płacisz część opłaty (w zależności od Twojego planu może to być np. 20% całej kwoty, nie słyszałam o extended health care pokrywającym 100% wydatków medycznych). O resztę klinika/szpital/dentysta czy inna placówka medyczna występuje sama do ubezpieczyciela. Nie musisz się właściwie o nic martwić, pokazujesz tylko swoją kartę, że masz dodatkową opiekę medyczną i koniec formalności.
Towarzystwa ubezpieczeniowe, w których mamy/mieliśmy dodatkowe ubezpiecznie extended health care plan:
SunLife – nasz obecny ubezpieczyciel (z firmy Kuby). Obsługa telefoniczna w miarę ok (czasami sobie zaprzeczają, więc zawsze notujemy imię konsultatnta, żeby nie było potem niedomówień), czas oczekiwania na połączenie z konsultantem w kanadyjskiej normie. Największy minus – przyjmują wnioski tylko w formie papierowej, więc musisz nadać list z rachunkami (koszt normalnego około 2 CAD)
Maunlife – poprzedni ubezpieczyciel (z firmy Kasi). Jakoś tak wyszło, że wszystkie opłaty dodatkowe za usługi medyczne były bezpośrednio ściągane przez przychodnie, więc nie mamy osobistych doświadczeń w kontakcie.
Co warto wiedzieć: jeśli dwie soby mają w rodzinie ubezpieczenie od innych ubezpieczycieli (bo np. takie mają przyznane w ramach bonusów od pracodawców) to często można kumulować zwrot za usługi medyczne bądź podwyższać sumę świadczeń. Nigdy tak jeszcze nie robiliśmy, ale wiemy, ze można. I wtedy można dostać nawet 100% zwrotu zaplombowanie czy okulary.
#3 – oczekiwanie na ubezpieczenie i aplikowanie o nie
Wiesz już, że musisz być w jakiś sposób objęty ubezpieczeniem medycznym. Ponieważ to kanadyjskie nie przysługuje automatycznie, trzeba o nie wystapić. Dokumenty aplikacyjne są dostępne w przychodniach, szpitalach, a najlepiej rozejrzeć się online.
Kanadyjskie ubezpieczenie zdrowotne zależy od Twojego statusu tutaj. Niebędąc rezydentem czy obywatelem niekoniecznie przysługuje Ci ubezpieczenie (znowu zależy od prowincji), a jeśli tak, to zwykle jest ono ważne tak długo, jak Twoja wiza.
Okres oczekiwania na rozpoczęcie okresu ubezpieczeniowego może wynosić nawet 3 miesięce. Na ten czas musisz mieć ubezpieczenie komercyjne. Najczęściej kupione jeszcze w Polsce, polecam z jak najszerszym pakietem. [Uwaga: zapoznaj się dokładnie z Ogólnymi Warunkami Ubezpieczeń i upewnij, że nie dotyczy ono tylko pobytu turystycznego, ale także pobytu na wizie pracowniczej, czyli zwrócą Ci za ewentualny wypadek przy pracy].
#4 – co NIE jest zawarte w bezpłatnym planie medycznym
Poniżej najważniejsze trzy usługi okołomedyczne, za które w większości miejsc zapłacisz z własnej kieszeni całość kosztów:
1. DENTYSTA: Praktycznie cała opieka stomatologiczna w Kanadzie jest prywatna. Oczywiście są miejsca, gdzie możesz zbadać czy leczyć zęby za darmo, ale są one dla ludzi o bardzo niskim dochodzie, albo tylko dla dzieci, albo tylko dla seniorów. W Polsce też teoretycznie usługi dentystyczne są płacone przez NFZ. A w praktyce? No właśnie, i tak wszyscy chodzimy leczyć zęby prytwanie (pozdrowienia dla naszej Pani Dentystki z Mcza, dr B. Ż !)
2. OKULISTA i OPTYK: W B.C. dzieci i seniorzy mają prawo do bezpłatnego badania wzroku raz do roku. Za okulary się płaci dodatkowo. Dorośli płacą za wszystko. Koszt badania w Vancouver to około 70 CAD, koszt okularów 200-300 CAD.
3. LEKI: lekarstwa (poza tymi, które dostaniesz w szpitalu, podczas hospitalizacji*) nie są zawarte w ogólnym, podstawowym planie medycznym. Dostajesz receptę, idziesz do apteki i płacisz. Częściowe współpłacenie jest możliwe z rozszerzonym ubezpieczeniem. Dla osób bez dodatkowego ubezpieczenia, które potrzebują stałych leków, rządy prowincji oferują pomoc finansową. O szczegóły musisz zapytać farmaceutę. W Kolumbii Brytyjskiej jest program PharmaCare dla osób o niewielkim dochodzie. Szczegóły TUTAJ.
*może się zdażyć, że będzie wersja bezpłatna i płatna, np. zwykły gips jest bezpłatny, a ten wodoodporny lub termoplastyczny kosztuje. Jeśli się na niego zdecydujesz i przyjdzie Ci zapłacić, sprawdź czy dodatkowe ubezpiecznie medyczne Ci za to nie zwraca.
Gdzie znaleźć aptekę? Pytaj Googla o Drugstores czy Pharmacies.
Możesz kupić lekarstwa bez recepty (non-prescription drugs lub over-the-counter drugs), stojące na regałach w sklepie, tak jak ogólnodostępne leki w polskich supermarketach.
Jeśli lekarz wypisze Ci leki na receptę (prescription), wtedy przynosisz ją do okienka z napisem drop off, gdzie zostawiasz receptę farmaceucie.
On przygotuje dla Ciebie lekarstwa (zwykle czeka się kilkanaście minut) i możesz je odebrać w następnym okienku (pick up).
Jeśli lekarstwa będziesz musial przyjmować stale, farmaceuta ustali z Tobą system uzupełniania zapasów (częstotliwość, jak je będziesz odbierał, czy farmaceuta ma dzwonić z przypomnieniem itd.).
Część ubezpieczycieli zwraca pewną kwotę także za lekarstwa, więc sprawdź czy masz to w swoim extended health care plan‘ie.
CIEKAWOSTKA: Marihuana lecznicza jest legalna w Kanadzie. Napisałam kiedyś do Magazynu Fuss, jak wygląda sytuacja zioła w Vancouver. Chcesz poczytać?
#5 – Jesteś chory, masz chore dziecko, co robić wtedy?
Jeśli jesteś chory, najpierw idziesz do swojego lekarza rodzinnego (jak go masz), albo do przychodni (walk in clinic). Tam Cię zbadają i w razie konieczności dostaniesz skierowanie do lekarza specjalisty (także pediatry) czy na dodatkowe badania. Wizytę u lekarza rodzinnego zwykle rezerwujesz wcześniej, powinni Cię przyjąć w przeciągu kilku dni. Do przychodni, jak nazwa wskazuje, możesz wejść z ulicy i odczekać swoje w kolejce. Uwaga na odwoływanie wizyt: większość praktyk lekarskich stosuje (late) cancellation fee, jeśli za późno odwołasz wizytę lub w ogóle się na nią nie stawisz.
Nie ma limitu wizyt w przychodni czy u swojego lekarza rodzinnego. Nie jest łatwo znaleźć takiego, który przyjmuje nowych pacjentów. Przed wizytą należy podać powód tejże (jeden problem medyczny na wizytę!). Nie musisz mieć ani lekarza rodzinnego, ani ubezpieczenia, żeby zostać przyjętym do szpitala w razie zagrożenia życia.
Zajrzyj pod ten link, żeby się dowiedzieć, w której przychodni (walk in clinic) są najkrótsze kolejki!
Jeśli spotkał Cię wypadek, dzwonisz na 911 lub idziesz do najbliższego szpitala.
Jeśli nie wiesz, co robić, dzwonisz na 811. Porozmawiasz z pielęgniarką, która Cię pokieruje, co robić, da adres do lekarza, wskaże przychodnię. Miej przy sobie numer karty zdrowia (BC Health Care Card). Zadzwoń tam, jeśli masz dziecko z gorączką i nie wiesz, czy ktoś może przyjść obejrzeć je w domu. Wizyty domowe w Kanadzie nie są w standardzie !
Zagrożenie życia – jedziesz do szpitala. Brak bezpośredniego zagrożenia życia – jedziesz do przychodni / swojego lekarza rodzinnego.
#6 różne ważne info
A co jak wyjeżdżasz z Vancouver, albo z Kanady? Plan ubezpieczenia zdrowotnego zależy od prowincji/terytorium i wyjeżdżając z niej jesteś wprawdzie ubezpieczony, ale zorientuj się, czy nie jest wymagana dodatkowa rejestracja albo spełnienie innych warunków (out of province health care). Najczęściej ubezpiecznie jest ważne do sześciu miesięcy poza Kanadą. I pokrywa wydatki do wysokości kwot kanadyjskich (tzw. table-rates). Czyli np. w USA w razie wypadku zostaniesz poproszony o dopłacenie różnicy za usługi medyczne, które są tam droższe niż w Kanadzie.
Sprawdź swoją polisę dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego ! Może masz coś, co możesz wykorzystać, np. wizyty u masażysty? Niewykorzystane w danym roku zabiegi nie przechodzą na następny rok i nie kumulują się. Jeśli korzystasz z wizyt u lekarza/masażysty/psychiatry, zorientuj się, czy mają zarejestrowaną praktykę medyczną (jesli nie, może być Ci trudniej odzyskać zwrot kosztów leczenia od ubepzieczyciela)
Trzymaj rachunki od lekarza ! Ponieważ jak się zdążyłeś zorientować dostarczycieli usług medycznych jest kilku, a każdy rządzi się trochę innymi prawami, zawsze trzymaj wszystkie rachunki medyczne i faktury, żeby w razie czego móc wystąpić o zwrot kosztów leczenia. W Kanadzie służba zdrowia w dużo większym stopniu niż w Polsce opiera się na strategii biznesowej.
Szczepionki. Kto nie ma dzieci, temu może wcale do głowy nie przyjść, że szczepienia to temat kontrowersyjny. Zdania rodziców co do szczepień dzieci Co do edukacji przed-szkolnej, to zależy od typu placówki (trzeba się informować u źródeł). Kalendarz szczepień dla dzieci w B.C. znajdziesz TUTAJ. O naszym doświadczeniu ze szczepionkami TUTAJ. Dobry wpis na blogu Polityki o szczepionkach w Kanadzie i nie tylko.
Szpital. Wszelkie lekarstwa, procedury (zabiegi, znieczulenia, operacje, zdjęcia, testy laboratoryjne, poród, prowadzenie ciąży, opieka poporodowa) są zawarte w podstawowym planie medycznym. Badania zlecone dodatkowo przez inne instytucje (np. do prawa jazdy, do ubezpieczenia, do celów imigracyjnych) są płatne przez Ciebie. Uwaga: w wielu prowincjach transport karetką jest dodatkowo płatny, nieujęty w podstawowym ubezpieczeniu zdrowotnym.
Planujesz ciążę w Vancouver? Przeczytaj te dwa posty, które napisałam wspólnie z dziewczynami z Polskich Babskich Spotkań:
Mam nadzieję, że teraz wiesz już więcej o tym, jak wygląda służba zdrowia w Kanadzie.
Podsumowując moje odczucia: po dwóch latach mieszkania w Vancouver, widzę, że najlepiej nam było z abonamentami w Medicover czy Luxmedzie.
Byliśmy szczęściarzami, mając do nich dostęp w Polsce. Ale w Vancouver też nie narzekamy, a w porównaniu z bardzo niedofinansowaną publiczną polską służbą zdrowia, bardziej nam się podoba publiczny system kanadyjski.