Strona główna » Dlaczego lubię kanadyjskie Halloween? Merry scary Halloween…

Dlaczego lubię kanadyjskie Halloween? Merry scary Halloween…

Nie wszyscy lubią święto Halloween. Wśród tych nie-wszystkich trafiają się różni ludzie, a czasami też Polacy. Zwłaszcza tacy, co dopiero przyjechali, a świętowanie Halloween jest im obce. I trochę nie licujące się z powagą polskich Wszystkich Świętych, czy Zaduszek, które przecież u samego Mickiewicza były. 

A Halloween to wesołe święto pełne przebierańców, dyń, trick or treat (chodzenia i zbierania słodyczy).

Niektórzy nie lubią, nie obchodzą. Mają prawo, to ich sprawa.

Można lubić i nie lubić, można rozumieć i nie rozumieć. W sumie jak ze wszystkim.

W tym wpisie pozbierałam wszystkie nasze październikowo – listopadowe kanadyjskie wspomnienia, odkurzyłam je i spróbowałam napisać, dlaczego lubię kanadyjskie Halloween.

Ja lubię święto Halloween. Chociaż nie co roku i nie wszędzie. Nie polubiłam amerykańskiego Halloween w Disneylandzie w 2017.

No dobrze, to za co ja lubię to święto? Konkrety poniżej:

Do Halloween dzieci przygotowują się wcześniej, śpiewając różne, miejscami ponure piosenki.

Te piosenki trącą makabrą, to prawda, ale chłopaki przekręcają słowa i się wygłupiają. A przy okazji ćwiczą wyobraźnię słowną.

A jak już jest po przygotowaniach i właściwie samo święto ma się już ku końcowi, to nasze chłopaki przejawiają niesamowitą kreatywność wraz z zacięciem biznesowym i ekonomicznym pazurem – na stole w kuchni handelek wymiankowy słodyczami trwa czasem i do północy.

Przykładowe negocjacje: “Ja ci jednego Kit Kata, ty mi dwa lizaki”. I tak dalej. Maciek już wcale nie jest takim naiwnym przedszkolakiem, żeby miał się kreatywnemu nastolatkowi dać ocyganić na słodyczowym bazarku.

Po pierwszym naszym kanadyjskim Halloween Krzysiek policzył, że ma około 50 cukierków i innych słodyczy. A wcale wtedy nie “chodziliśmy po domach”, tylko nasze trick-or-treat ograniczyło się do spaceru w okolicy i zaglądania do lokalnych sklepów, które miały kartkę z napisem: “tutaj w Halloween rozdajemy cukierki”.

W kolejnych latach chłopaki znosili do domu całe torby słodyczy. 

Na początku się wzbraniali wchodzić do obcych domów. Niepewność i brak odwagi brały górę.  Ale zachęceni przykładami kanadyjskich dzieci rozkręcili się szybko i śmiało stukali do drzwi.

Mamy w naszej okolicy Mount Pleasant świetną ulicę, Dziesiątą, na której stoją piękne domy, niektóre już zabytkowe, i to właśnie tam nasi chłopcy najczęściej zbierają cukierki do toreb, a czasami wręcz torbiszczy.

Ile jest wtedy przeliczania i okazji do kreatywnej wymiany!

Typowym objawem zwiększonej kreatywności jest malowanie, przyozdabianie i wydrążanie większych i mniejszych dyń. Czyli robótki plastyczne, angażujące ręce.

Lubię drążenie latarni czyli Jack-o-latternów, chociaż jest takie czasochłonne i oczywiście najwięcej roboty mają z tym zawsze rodzice.

Ja jestem noga z gotowania, ale Kubie czasami się chce z tego dyniowego miąższu zrobić kopytka aka dyniowe gnocci. Robótka nie dość, że ręczna, to jeszcze kulinarna.

Można też z dyni zrobić zupę (lubię, zwłaszcza z pokruszoną fetą) lub ciasto dyniowe (nie lubię).

Ale najlepsza robótka ręczna to jest przygotowywanie kostiumu na Halloween.

Pierwszym kostiumem Krzyśka, w październiku 2014, było przebranie strażaka.

Pamiętam, że wrócił wtedy super dumny ze szkoły, bo jako jedyny miał własnoręcznie zrobiony strój. Koszt: 4.99 $ za każdy z kapelusz z One dollar store plus toonie (2$) za taśmę srebrzystą, która to wszystko trzymała w kupie.

Co roku Krzysiek robi swój własny kostium. Był już kowboj i Flash, a w tym roku będzie Wiking. Wciąż szuka pomysłu na hełm w stylu Wikingów (podobno takie hełmy wcale nie miały rogów?!).

dlaczego_lubie_kanadyjskie_halloween-Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady-halloween-costumes-pumpkins-decorations

Jeszcze co do kulinariów – słodycze to też jedzenie, prawda? Tak, dzieci przynoszą ogromną ilość słodyczy do domu. Czasami wątpliwej jakości, a prawie zawsze niezdrowe, bo pełne cukru.

Na szczęście spacery po domach to okazja, żeby ten cukier choć trochę “wychodzić”. Na dworze pobuszować.

Ale na początku jesieni, zanim się zacznie Halloween, wybywasz po dynie.

Można pójść do pobliskiego sklepu, ale po co, jak można pojechać na dyniową farmę. Jest sporo takich miejsc, zwykle podobnych, zwykle trzeba dojechać samochodem. 

Dyniobranie to ciekawa sprawa, jak nie wiesz, gdzie iść z dzieckiem, zapisz się do tej grupy na FB : mamy z Vancouver i pytaj.

My byliśmy m.in na Hazelmere Pumpkin Patch . I było całkiem przyjemnie.

Weź kalosze, pianki marshmallow, torbę płócienną na dynie i kukurydzę, oraz ciepłą herbatę w termosie.

I już możesz wyjść na jesienny dyniowy spacer, tak około 2-3 godzin. Polecam i zachęcam. Jak nie pada, to super, a jak pada, to jeszcze lepiej, przynajmniej błoto jest świeże.

Na farmie dyniowej znajdziesz zwierzątka i traktor, i ognisko, i to wszystko za kilkanaście dolarów wstępu. Albo i zupełnie bezpłatnie.

A co można zrobić z dynią?

Ja od Kanadyjczyka (z Ontario) usłyszałam dwie opcje:

  • utylizacja dyni na luzaka a’la bunt nastolatka czyli ciepnąć dynią o ziemię i zrobić plask (hmmmm…..);
  • spożytkowanie wnętrza dyni w celach okołospożywczych, czyli np. na kopytka (ale wtedy oprócz dyni trzeba mieć jeszcze męża, który umie robić kopytka).

I taki pumpkin patch w czasie Halloween może Cię porządnie postraszyć. Jak lubisz się bać, to wybierz się wieczorem, jest straszniej. 

Na pumpkin patch możesz całą złość i stres wyskakać w błocie. Tylko kalosze zabierz! A jak skanie nie pomoże, to weź dynie, podnieś wysoko i plaśnij z rozmachem o ziemię. Co za uczucie! Co za ulga!

A jeśli nie lubisz dyni, to może pobawisz się wśród kukurydzy?

Wleź w pole kukurydzy i się zgub w labiryncie (corn maze)!

My pojechaliśmy do takiego w Surrey (około 40 minut samochodem, komunikacja miejska niestety nie dojeżdża, bo to w polu).

Łatwo wejść (około 20 $ za rodzinę), trudniej wyjść, bo kierunek wyznaczają odpowiedzi na pytania. Zdaniem gospodarzy pytania są trywialne, ale ja bym dyskutowała (np. która z drużyn piłki nożnej uczestniczyła we wszystkich mundialach). Pytania są w punktach kontrolnych, wybierasz odpowiedź  i na tej podstawie idziesz w prawo, lewo, albo w kółko.

W naszym labiryncie były dwie platformy widokowe, które służyły pomocą w określeniu dalszego kierunku, jakby jednak pytania pokonały zwiedzających. 

Zobaczcie sami, jak super taki labirynt wygląda z góry.

No nie mówicie mi, że to nie jest fajne! A w czasie Halloween w takich miejscach są dodatkowe atrakcje – szukaj informacji na stronach gospodarstw i na Instagramie!

pumpkin patch & corn maze October 2015

Dobra, zostawiam dyniobranie i kukurydziane labirynty, a przechodzę do clue Halloween czyli spaceru po domach, żeby pozbierać cukierki.

To właśnie cukierki wzbudzają najwięcej kontrowersji wśród rodziców. Też uważam, że większość słodyczy rozdawanych dzieciom to śmieciowe słodycze, bardzo słabej jakości.

Ale samo zbieranie słodyczy, ten spacer pomiędzy domami, z całymi gromadami innych, roześmianych dzieci, ten spacer lubię bardzo. Nawet jak pada.

Bo w żadnym innym dniu dzieci nie są takie szczęśliwe, jak właśnie wtedy.

W Kandadzie nie obchodzi się Dnia Dziecka 1 czerwca, właściwie to żadnego dnia się nie obchodzi, więc to Halloween to oprócz Bożego Narodzenia i urodzin jedyne prawdziwie dziecięce święto.

W 2015 roku Krzysiek pierwszy raz miał okazję doświadczyć tego, co każde amerykańskie dziecko zna od dzieciństwa. Na początku się wzbraniał, niepewność i brak odwagi brały górę.  Ale zachęcony przykładem najlepszego swego kolegi z klasy, Logana, rozkręcił się i śmiało stukał do drzwi.

Mamy w naszej okolicy Mount Pleasant świetną ulicę, Dziesiątą, na której stoją piękne domy, niektóre już zabytkowe, i to właśnie tam chłopcy przebrani za żołnierza (Krzyś) oraz Indiana Jones (Logan) zaczęli zbieranie cukierków do toreb, a czasami wręcz torbiszczy.

Sean, tata Logana, powiedział mi, że niewielu właścicieli domów nie przygotowuje słodyczy. Często sami są przebrani, stojąc w drzwiach i witając dzieci chodzące w mniejszych lub większych grupkach. A jak się słodycze skończą, wywieszają karteczkę ran out of candy

Na początku naszego pobytu tutaj śmieszyło mnie, że i dorośli się przebierają, ale teraz myślę, że to jest fajne.

Sama nie szaleję z kostiumem, ot, jakiś kapelusz pożyczę od chłopaków, ale podoba mi się, że niektórzy dorośli mocno się angażują. Czasami całe rodziny mają podobne przebrania  – i to wygląda mocno efektownie.

Bardzo lubię Halloweenowy spacer wśród roześmianych ludzi.

I nawet czołgające się Zombie czy wylewające się flaki na trawniku mi nie przeszkadzają.

Jeśli się krępujesz z dzieckiem chodzi i stukać do domów obcych ludzi, zawsze możesz się przejść po sklepach.

Wielu właścicieli mniejszych i większych biznesów w ostatnim dniu października rozdaje słodycze zza lady, na hasło: trick or treat.  Tak, jak napisałam wcześniej to spacer po sklepach był naszym pierwszym doświadczeniem z Halloween w Kanadzie, bo na początku nie byłam zupełnie przekonana do “żebrania po ludziach”.

i jeszcze zupełnie osobiście i głęboko lubię kanadyjskie Halloween, bo w 2014 to na halloweenowej zabawie przygarnęli nas pierwsi Kanadyjczycy.

Wtedy, w 2014,  poszliśmy całą rodzinę na imprezę halołinową, która była w …. kościele.

To taki fajny kościół protestancki, Tenth church,  gdzie Krzysiek chodził na zajęcia we wrześniu 2014, kiedy przyjechaliśmy do Vancouver i okazało się, że nauczyciele strajkują, a lekcje odwołane.

Wtedy zapisaliśmy Krzyśka na półkolonie (day camps) właśnie do tego kościoła.

Dostaliśmy zaproszenie na zabawę w Halloween, i kiedy przyszliśmy,  było nam tak miło i przytulnie, bo nas pamiętano!

Dla nowoprzybyłych, bez rodziny, zziębniętych i wystraszonych Polaków, takie dopytywanie się, co u nas było jak plasterek rozgrzewający na ściśnięte tęsknotą serce.

I chociaż nam z kościołem nie zawsze jest po drodze, z kościelnymi świętami również, to, paradoksalnie kanadyjskie Halloween już zawsze będzie mi się kojarzyło właśnie z życzliwością doznaną w kościele.

Fajne to święto, pozytywne, choć miejscami robi się niedobrze od robaków, kościotrupów i tablic nagrobnych.

Kończę post, zerkając przez okno. A tam puszczają fajerwerki i dorośli przemykają wymalowani i poprzebierani za zombiaki, wampiry, mumie, wyśmienicie się bawiąc.

A Ty? Lubisz? Nie lubisz? Daj znać w komentarzu!

Serdeczności!