Co z Polki w Kanadzie wyłazi? Poświęcenie i brak wiary w siebie. A także pustka w portfelu. Polka w Kanadzie czyli ja

polka-w-Kanadzie-to-ja-Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady-kasia-kate-jeziorska-profile-photo

Dzień dobry! Wczoraj prowadziłam Polskie Babskie Spotkanie. Jak nie wiesz, co to takiego, zajrzyj tutaj. A w skrócie: fajne Polki w Vancouver spotykają się, żeby porozmawiać, kawy się napić, pączka marchewkę zjeść.

No i na tym spotkaniu usłyszałam od dziewczyn: Kasia, no wiesz co, czemu na blogu nie ma żadnych wpisów. (a nie ma, bo obecnie pochłania mnie nauka programowania, o czym piszę tu). Ale jest we mnie potrzeba dzielenia się naszym życiem w Vancouver, także dlatego, że wiem, jak te treści Wam pomagają. Dziękuję za każdy email i za każdy kop w dupę z cyklu: pisz więcej.

Także tak. Ten wpis.

Będzie o Polce w Kanadzie. O mnie. Ale też o wielu innych dziewczyńskich historiach, które na naszych Polskich Babskich Spotkaniach wychodzą. O emocjach, radościach i rozczarowaniach. Poczytasz?

Polka w Kanadzie to jestem ja. I ze mnie wiele rzeczy wyłazi, które pewnie nigdy by nie wypłynęły, gdyby nie Kanada. To będzie post emocjonalny, a jakże, o tym, jak to jest być żoną, która wyjechała za mężem.

Kto ty jesteś? Polka mała, za granicę się dostała….

Kwiatuszek jesteś, wiesz? Wallflower (czyli ktoś, kto na przyjęciu podpiera ścianę)

Być może też jesteś taką Polką. Wyemigrowałaś z miłości, albo żeby wesprzeć karierę męża. To takie piękne, przynajmniej na początku, bardzo romantyczne, podążać za uczuciem i z uczuciem wspierać najukochańszą osobę. Tylko że rzeczywistość bywa dużo mniej różowa.

Bywa mocno rozterkowo, czasami smutno. Zobacz, czy żałujemy wyjazdu do Vancouver

Jeśli jesteś tak jak ja, “trailing spouse”, ten wpis jest dla ciebie! Oraz twojego partnera, jeśli namówisz go, żeby przeczytał…

Są badania, które pokazują, że jedną z najnieszczęśliwszych grup wśród ekspatów są właśnie małżonkowie na doczepkę. Najczęściej są żony, które zostawiły w kraju dobrze zapowiadające się kariery (albo przynajmniej stabilną posadę).

Dziewczyny wyjechały za partnerem do nieznanego kraju, gdzie na niego czeka ekscytująca praca.

Na mnie w Kanadzie nie czekało nic i wiem, że wiele dziewczyn jest w podobnej sytuacji.

No dobrze, to jaka ja jestem jako Polka w Kanadzie i co we mnie siedzi?

  • Początek. Na początku jest tylko kanapa i tylko malowanie paznokci.Wyrzucona z codzienności zawodowej, musisz na nowo nauczyć się zarządzać sobą w czasie emigracyjnym. Który płynie nie szybciej, nie wolniej niż w Polsce, ale inaczej.
  • Nowe. Nadchodzi frustracja organizowania nowego życia. Zaakceptowania go. Ja przez te 4 lata miałam momenty, kiedy świadomie przyjmowałam wszystko, co oferuje nam życie w Kanadzie. Nieważne, czy dobre czy złe. Ale miałam też takie chwile, kiedy buntowała się we mnie każda najmniejsza komórka. I wkurw był na maksa. I poczucie, że pomysł emigracji najgorzej się przysłużył właśnie mi. Kuba rozwinął skrzydła, synowie mówią po angielsku, a ja? No właśnie….
  • Pokora. Pokory się trzeba nauczyć. Że w Polsce byłam kimś, a tu jestem nikim. Jakkolwiek brutalnie to brzmi, to tak jest. Niestety nie potrafię nie myśleć o swojej wartości nie biorąc pod uwagę życia zawodowego. Którego tutaj nie mam. I choćbym nie wiem na jakie wyżyny stoickiego spokoju się  wdrapywała, choćbym nie wiem, ile razy sobie mówiła, że nieważna jest praca, ważna jestem ja, to jednak praca jest dla mnie ważna. No i co na to poradzić?
  • Matka. I jeszcze dzieci są. Tylko wsparcia przy dzieciach brak. A Vancouver niestety nie jest miastem przyjazny rodzinie (ale o tym kiedy indziej). Nasze chłopaki większość dzieciństwa spędziły w Kanadzie. A bycie rodzicem to nie są uśmiechnięte reklamy produktów mlecznych tylko ostry zapieprz. Być może są matki, które świetnie się odnajdują w swojej roli i emigracja wcale im nie przeszkadza być rodzicem na 100%. Ja jestem zła. Często jestem zła, że nie mam pomocy przy synach. A mam świetną oddaną rodzinę w Polsce. Swoją wioskę, tak potrzebną do wychowania dzieci. I tak, jak wiem, że można sobie taką grupę stworzyć na emigracji. Mi się nie udało. I jest mi ciężko z tym. Trochę o swojej roli jako Matki Polki Kanadyjskiej pisałam w tym wpisie.
  • Finanse. Dla mnie jednym z większych problemów jest zależność finansowa. Mąż oczywiście słowa nie powie, konto wspólne, ba, nawet jest zapisane tylko na mnie. Ale co z tego? Jestem zależna finansowo, mam w głowie barierę koszystania z tych pieniędzy i nie umiem o tym nie myśleć. Mimo że pracę znalazłam, to dysproporcja pomiędzy tym, co zarabiałam w Polsce, a w Kanadzie, skutecznie psuła mi humor. A teraz to już w ogóle jest nieciekawie, bo jestem w trakcie zmieniania branży i zarabiam okrągłe zero. Cóż więc dziwnego, że czasem jak to zero się czuję?

I ja wiem, że i w Kanadzie Polki mają swoją długą listę sukcesów. Że nie każda Polka w Kanadzie, co za mężem przyjechała, przechodzi przez podobne problemy. Że nie każda matka wychowująca swoje dzieci tutaj, żałuje, że dziadkowie są tam. I wiem też, że zaraz zgłoszą się “doradzacze”, którzy powiedzą: nie podoba się, to wypad z Kanady. Coś Wam powiem – jeszcze się nigdzie nie wybieram. Jeszcze.

Bo mimo wszystko, mimo tych pryszczatych uczuć, które ze mnie wychodzą, jestem wdzięczną Polką w Kanadzie. Nauczyłam się tak wiele – decyzja o emigracji do Kanady zniszczyła moją karierę korporacyjną (omg), ale zbudowała mnie jako człowieka. A kto wie, czy w dłuższej perspektywie nie wyjdę na tym lepiej?

I jeszcze takie coś na koniec znalazłam.

Polko w Kanadzie – mind the gap!

Mind the gap- czyli pamiętaj, że jest różnica pomiędzy tym, gdzie jesteś teraz, kim jesteś teraz, a tym kim chcesz być.

Minding the gap pozwala zauważyć i docenić to, kim jesteś na początku, pozwolić sobie na to, że może być niedealnie, męcząco, frustrująco, niewygodnie. Ale wiedzieć, że gdzieś tam po drugiej stronie tej przestrzeni jest miejsce, gdzie chcę być, kim chcę być, i jeśli przyjmę odpowiednią strategię i sobie na to pozwolę, powinno się udać!

Albo przynajniej wiem, że próbowałam.

No dobra, słuchaj, jak to czytasz i jesteś Polką w Vancouver, nie możesz nie przyjść na nasze Spotkania. Wpadnij, podziel się swoją historią. Na pewno jest ważna!

Serdeczności!