Strona główna » House hunting czyli mieszkanie w Vancouver. Jak (nie) zamieszkać (pod mostem)

House hunting czyli mieszkanie w Vancouver. Jak (nie) zamieszkać (pod mostem)

Mieszkać każdy musi. Się nie da inaczej. Podstawowa rzecz, czyli dach nad głową. Niestety w Vancouver choć ten dach ze złota nie jest, płacisz za niego, jak za zboże.

Jak chcesz zamieszkać w Vancouver nie ma bata, czeka cię szukanie domu. A jeśli dodatkowo planujesz kupno nieruchomości to przygotuj się jak na wyprawę na grubego zwierza, czyli house hunting.

Ciekawą rzecz zaobserwowałam. Ostatnio temat mieszkaniowy pojawia się w rozmowach częściej niż zwykle. Oczywiście nie tak często jak Mikołaj, Święta, politycy i czemu tak pada, ale zawsze.

Znajomi szukają nowego mieszkania, sąsiedzi się wyprowadzają, a posty nasze (dwa) o mieszkaniu w Vancouver wzbudzają zainteresowanie odwiedzających tego bloga (wiem, bo sobie zainstalowałam wtyczkę Google Analytics hehehe).

Nas też od czasu do czasu napada chęć aby wyruszyć na house hunting, poszukać sobie innego mieszkania.

Zwłaszcza jak odwiedzamy tych, co to wnętrza mają śliczne i oświetlone odpowiednią ilością lamp.

Skoro temat ważny, to go pociągnę. Jak to czytasz, bo myślisz o wyjeździe do Kanady i ci się podoba, co piszę, podziel się wpisem, dobrze?

Jak kupić dom w Kanadzie?

  1. Określ swoją zdolność kredytową

    I czy cię stać na spłatę kredytu – koszty miesięczne nie powinny przekraczać 35% twoich dochodów miesięcznych. W Kanadzie sprawdzisz to w tzw. credit report, który możesz sobie zamówić.

  2. Przygotuj spis agencji, które wystawiają domy na sprzedaż

    Wpisujesz w wyszukiwarkę: real estate agents in Vancouver i szukasz, czytasz, porównujesz. Szukaj też pod hasłami „home hunting” lub „home feature”. Pomocna wyszukiwarka to https://www.realtor.ca/mls

  3. Zobacz, czy w interesującej Cię okolicy nie ma sprzedaży bezpośredniej domu czy mieszkania

    To nie jest model tak popularny, jak w Polsce, ale co ci szkodzi się rozejrzeć? Wsiądź w samochód i poszukaj znaku „For Sale” przed domem.

  4. Obejrzyj dom / mieszkanie dokładnie

    Pytaj i zapisuj odpowiedzi. Swoje uwagi notuj. Może się przydać, kiedy będziesz negocjować cenę. Choć o negocjowaniu czegokolwiek w Vancouver to raczej zapomnij – wszystkie domy i mieszkania sprzedają się od razu.

  5. Idziesz do banku po kredyt

    Musisz mieć przygotowany wkład własny, czyli down payment (im większy, tym lepiej, minumum 5% kosztu domu). Będziesz też potrzebował CMHC Mortgage Loan Insurance oraz inne ubezpieczenia (np na życie, czy od utraty pracy)

  6. Składasz ofertę kupna

    Jeśli pomaga ci agent, to on przygotuje ten dokument: Offer to Purchase. Możesz też skonsultować ją z prawnikiem (lub notariuszem). Warto skorzystać z ich pomocy, żeby sprawdzili dokumenty własności.W ofercie kupna powinno być:
    ■ Kwota kaucji.
    ■ Dodatkowe przedmioty, takie jak zasłony , lodówka, kuchenka, pralka i suszarka, którą możesz zechcesz przejąć wraz z domem (zwane również ruchomościami).
    ■ Dzień zamknięcia (data przejęcia domu) – zwykle 30 do 60 dni od daty zawarcia umowy.
    ■ Prośba o aktualne dokumenty opisujące stan nieruchomości.
    ■ Data ważności oferty.
    ■ Wszelkie inne warunki związane z ofertą, w tym potwuerdzenie jak będzie wyglądało„finansowanie hipoteczne” i skończony dokument „inspekcji domu”

  7. Negocjujesz cenę

    Eh. W Vancouver niestety nie ma negocjacji, a bardzo często oferty kupna licytują się między sobą, oferując więcej pieniędzy niż cena podana przez kupującego (sold over asking price)

Ustalmy sobie, że house hunting to zasadniczo szukanie domu. W Vancouver.

Ale jeszcze częściej szukanie domu pod Vancouver.

Spytasz dlaczego pod?

Ceny, moi kochani ceny.

Słynna na wiosnę 2015 kampania Nie mam miliona (#DontHave1Million), rozpoczęta przez mieszkankę Vancouver, taką zwykłą trzydziestokilkulatkę, z pracą normalną, odbiła się szerokim echem w całej Kanadzie i nawet na chwilę obudziła rządzących, którzy problem niebotycznych cen nieruchomości znają, ale nie garną się, żeby coś z tym zrobić.

Młodzi ludzie, którzy mają pracę (dochód jednej osoby to około 40 tys. CAD na rok ) i myślą o założeniu rodziny, nie mają szans na kupno domu w Vancouver.

Możesz pomyśleć, ej no halo, a kto ma szansę, my w Polsce też raczej jako trzydziestolatkowie domów w mieście nie kupimy.

Ale trzeba tutaj o jednej rzeczy napisać: ci kanadyjscy trzydziestolatkowie w sporej części wychowali się właśnie w domach jednorodzinych, z ogródkiem z tyłu, trawnikiem z przodu, położonych wcale nie tak daleko od centrum, w tzw. residential areas, gdzie ruch jest mniejszy, dzieci bawią się na ulicy, a Downtown widać z górnego piętra.

Rzadko kto z tych trzydziestolatków wychowywany był w wieżowcach w śródmieściu (zresztą nie jestem pewna, czy takowe już wtedy były???).

Dość, że teraz jako dorośli szukając dla swojej rodziny podobnych warunków, jakie zapewnili im ich rodzice, mają ogromny problem. Kupno domu przerasta ich możliwość finansowe.

Stąd kampania, stąd rozgoryczenie.

Żeby kupić dom wolnostojący, na działce, w Vancouver trzeba mieć co najmniej 1 milion dolarów kanadyjskich (a to i tak w dzielnicy raczej na wschodzie niż na zachodzie, i dom to raczej klocek dość brzydki i do remontu).

Więc jeśli rodzina decyduje się na kredyt hipoteczny i chce kupić dom, tak, żeby dzieci miały huśtawkę z opony przed wejściem, to niestety musi się z Vancouver wyprowadzić.

I kupić dom pod. np. w Port Moody (byliśmy, ładnie tam, zielono, blisko do szlaków, ale komunikacja dość słaba).

Nie mam miliona i w sumie to nie potrzebuję dużego domu. Kto to będzie sprzątał, co?

Można jeszcze pomyśleć o (nieco) tańszej alternatywie, jaką są tzw. townhouses, czyli domki-szeregowce, jakie są budowane przez deweloperów albo w osobnych inwestycjach, albo jako przyklejone domki do bloków mieszkalnych.

Zwykle w dzielnicach bliżej śródmieścia, lub nawet w samym centrum.

Za cenę niewiele niższą niż dom wolnostojący, właściciel ma namiastkę domu i dostęp do wszelkich dóbr jakie niesie życie w centrum (nie pytajcie mnie, jakich, bo za nic bym w centrum mieszkać nie chciała).

My  mieszkamy w bloku, który ma 5 takich szeregowych domków. I mamy z nimi wspólne patio.

Takie domki mają:

  • swoje niewielkie ogródeczki,
  • osobne wejścia na ulicę,
  • a wspólny z nami parking i zarządzających.

W środku nie ma co marzyć o sporej przestrzeni, jest dość wąsko (wiem, bo odwiedzaliśmy sąsiadów), ale jest to dom. Twój. Osobny. I ma ogródeczek. Na grilla. I żeby dziecko wypuścić na pohasanie.

I właśnie do takiego miejskiego domku przeprowadzają się nasi znajomi z położonej nad zatoką i z widokiem na centrum Wioski Olimpijskiej, gdzie mieli mieszkanie dwupokojowe w nowoczesnym wieżowcu.

Zamieniają mieszkanie na domek szeregowy z trawnikiem wielkości chusteczki, sporo większą przestrzenią mieszkalną. Będą mieszkać dalej od centrum (około 20 minut dojazdu).

A cena jest o 1000 CAD niższa !

Stąd mój wniosek – Kanadyjczycy z rodziną są przyzwyczajeni i chcą przestrzeni (kto by nie chciał) więc wolą mieszkać nawet dalej, byle ją mieć.

To jest trochę pytanie w stylu: mieszkanie w centrum czy domek pod miastem? Pamiętam jak wielu z naszych warszawskich kolegów zadawało sobie te pytania i teraz dojeżdżają z Mysiadła pod Piasecznem.

Nie przeczę, trawnik dobra rzecz. Ale ja wybieram mieszkanie w (prawie) centrum.

Tylko cena za tę przyjemność zwala z nóg 🙁

Mieszkanie w centrum Vancouver a potrzeby życiowe rodziny z dziećmi.

Ok, temat dom(k)ów trochę ruszyliśmy, to jeszcze wrócę na chwilę do tego, dlaczego nie chciałabym mieszkać w Downtown, w Vancouver.

Mogę się wypowiedzieć, bo mieszkaliśmy tam na początku naszego pobytu w Kanadzie. Krótko bo krótko, ale zawsze.

Zacznę od tego, ze znam tylko jedną rodzinę, która z dwójką dzieci mieszka w Śródmieściu. Inne rodziny jakie widzę na ulicach w centrum, to są młodzi ludzie z malutkimi dziećmi, zwykle jednym, zwykle niemowlakiem.

Takich rodzin z kilkulatkami, młodszą czy trochę starszą młodzieżą, nie widuję za dużo, z powodów wymienionych powyżej (przestrzeń, chęć wychowywania dzieci w spokojnych dzielnicach).

W Centrum jest tłoczno, głośno, z parków to tylko ci, co mieszkają na West Endzie mogą w miarę wygodnie skorzystać (blisko do Parku Stanleya).

Gdzie dzieciak ma jeździć na rowerze, hę? Więc ja się bardzo cieszę, że w centrum nie mieszkamy, i do naszego parku relaksujących się kolesi Maciek spokojną uliczką pomyka na biegówce.

→ Gdzie mieszkać: sprawdź nasz subiektywny przewodnik po dzielnicach Vancouver

Masz już za sobą kupno nieruchomości w Kanadzie? Podziel się swoim doświadczeniem, a ktoś ci za to podziękuje!