Strona główna » Jak się macie w styczniu 2019? Różowo nie jest…

Jak się macie w styczniu 2019? Różowo nie jest…

Ehhh.

Cześć.

No do dupy się mamy!

Dlaczego tak nam niefajnie, o tym za chwilę. Najpierw kilka słów ogółem.

Nadchodzi taki czas, co jakiś czas zresztą, kiedy człowiek zaczyna się czuć w miarę komfortowo z rzeczywistością. Wszystko mniej więcej gra, emocje ogarnięte i lekko tylko przeszkadzające. W pracy jest dobrze i rozwijająco. Dzieci rosną i mądrzeją i mogą coraz więcej.

Taka mała stabilizacja. Nic wielkiego, ale też nic wielkiego wcale nie jet pożądane.

Spokój.

Z takimi myślami i samozadowoleniem zaczynaliśmy rok 2019. Bez pośpiechu, bez nerwów, w końcu trochę spokojni, a nie rozczarowani. Kanada powoli i nieagresywnie zaczynała z nami współpracować. Zaczęliśmy 5 rok mieszkania w Vancouver. Przestaliśmy nawet myśleć o tym, czy za późno przyjechaliśmy do Kanady, bo nagle czas, czyli timing wydał nam się całkiem dopasowany i satysfakcjonujący.

Było dobrze. Oczywiście człowiek głupi naiwny, myśli, że jak jest dobrze, to będzie dobrze.

I przestało być dobrze.

Najpierw dostaliśmy wezwanie do zapłacenia zaległego podatku od naszego mieszkania w Polsce.

Nie ukrywaliśmy nigdy tego, że mamy mieszkanie poza Kanadą i że je wynajmujemy, i że w Polsce płacimy podatki, i że w Kanadzie też zapłacimy podatek. Okazało się jednak, że coś pomyliliśmy w 2016 roku i właśnie zrobiono nam kolejną rewaluację zeznania podatkowego. I nałożono karę za złe wypełnienie wniosku.

Bum! Z podatkami kanadyjskimi mamy relację długą i skomplikowaną. Zasada jest jedna: płacimy. Oczywiście, że tak.

Na samym początku w tym płaceniu pomagała nam firma zatrudniona u pracodawcy Kuby (wiosną 2015). Ale odkąd w następnym roku ta firma, już nieopłacona przez Scanline, zażądała od nas ponad 750CAD za wypełnienie dwóch zeznań podatkowych, zrezygnowaliśmy z jej usług. Nasze rozstanie z doradcą podatkowym przebiegło w burzliwej atmosferze, bo najpierw nas rozliczyli, a potem wystawili fakturę. Moim zdaniem nie dołożyli należytej staranności, żeby nas poinformować o swoich, wcale nie rynkowych, stawkach. I potraktowali dwoje szarych obywateli jak klienta korporacyjnego.

Bardzo długo z nimi dyskutowałam, w końcu udało mi się obniżyć kwotę.

Dla jasności – proste zeznania podatkowe to koszt najwięcej 150-200 CAD. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

Od tamtej afery, podatki kanadyjskie rozliczamy sami. I nie ma roku, żeby nie wzywano nas do uzupełnienia czegoś. Cały czas się uczymy, prawo się zmienia, przepisy wcale nie są takie jasne.

No i w styczniu 2019 zapłaciliśmy za kolejną nieuwagę.


A skoro o przegapieniach mowa – dostaliśmy też pismo z polskiej szkoły, naszej rejonowej, warszawskiej, o tym, żebyśmy dostarczyli zaświadczenie o spełnianiu obowiązku szkolnego przez Maćka.

Maciek, lat prawie 7, i Krzyś chodzą do tutejszej szkoły, Mount Pleasant Elementary oraz uczą się języka polskiego w systemie orpeg.pl.

To oznacza, że są zapisani do polskiej warszawskiej szkoły im. KEN i dostają oficjalne świadectwa.

To właśnie przekażemy naszej rejonowej wolskiej szkole, mając nadzieje, że pismo wystarczy.

Niewygodnie jest załatwiać takie rzeczy zza granicy, angażując rodziców i prosząc o pomoc.

Wiem, że kilkoro innych osób mieszkających w Kanadzie i uczących się w orpeg.pl dostało takie pisma od swoich szkół – napiszcie w komentarzu, jak rozwiązaliśce tę sytuacje. Dziękuję.


Cześć z Was wie, że organizuję Polskie Babskie Spotkania w Vancouver, od 2016. W styczniu niestety dziewczyna – mój kontakt odeszła z Mount Pleasant Neighbourhood House – miejscówki, gdzie się co miesiąc spotykamy. Salę udostępniają nam tam za darmo. Styczniowe spotkanie skrócono, mówiąc, że skoro nie płacimy, to niestety musimy wyjść wcześniej.

Próbuję negocjować, ale muszę od nowa budować sobie relację z kimś innym. Nie jest to ani łatwe, ani szybkie, a tu zaraz trzeba robić kolejne spotkanie dla fajnych Polek z Vancouver. Na ostatnie przyjechały dziewczyny spod Abbotsford (prawie 50 km!). Więc jest potrzeba tych spotkań. I są one ważne.

I bardzo, bardzo bym nie chciała, żeby się skończyły.


A czarę goryczy styczniowych zmartwień przelała kradzież roweru Kuby sprzed szkoły synów. Pisała o tym na Facebooku:

Od wtorku jestem codziennie na East Hastings i codziennie jestem coraz bardziej przerażona, zgnębiona, smutna. Pojechałam ja, poszedł Kuba, żeby się rozejrzeć, bo według świadków, facet, który ukradł rower, wyglądał na bezdomnego, w okolicach 50-60.

Rozmawiałam z policjantami, zostawiłam namiary na siebie. Zgłosiliśmy kradzież i bez większej nadziei rozwieszamy ogłoszenia w okolicy, monitorując craigslist (czyli tutejsze allegro , alegratka, gumtree).

Mam całą listę rzeczy do zrobienia po kradzieży. Ogłoszenia to jedno, rozmowy z policją drugie. Chodzę też po sklepach rowerowych, zostawiając wizytówki. Zarejsetrowaliśmy się w aplikacji project529. Umieściłam post z informacją o kradzieży we wszystkich dostępnych mi kanałach social media i grupach na Slacku. Wysłałam prośbę do domów sąsiedzkich, szkoły, świetlicy, bibliotek, żeby w miarę możliwości umieściły informację o kradzieży w swoich newsletterach. W weekend idziemy na pchli market w Vancouver. Piszę do osób, które chcą kupić rower elektryczny, żeby w razie czego dały mi znać, kiedy zgłosi się do nich ktoś z propozycją sprzedaży.

Dzisiaj usłyszałam od policjanta, co oni radzą w sytuacji, kiedy trafię w sieci na ogłoszenie sprzedaży. Wersja policjanta potwierdza to, co napisaliście mi na fanpage (chyba Paweł z Manitoby wspomniał). Żeby udać zainteresowanie kupne, sprawdzić dyskretnie numery, powiedzieć, że się jedzie do bankomatu (ATM) po gotówkę. Odejść i zawiadomić policję lub po prostu odjechać (wersja Pawła 😉 ).

Proszę bardzo – na blogu Kanada się nada macie gotową receptę na to, jak odzyskać skradziony rower. Ha! Nie spodziewałam się, żę przyjdzie mi pisać o takich przykrych rzeczach…

Jest jeszcze jedna sprawa – ta kradzież mnie tak nie przygnębia, jak świadomość tego, że ulica East Hastings jest dwie przecznice ode mnie. Że ludzie tam żyją ( o ile to można nazwać życiem), że na taki problem nie ma dobrego rozwiązania.

Jeśli myślisz o Vancouver i o emigracji, to miej świadmości, że jest East Hastings. I, że ludzi żyjących na tutejszych ulicach przybywa.

Że nie ma żadnej części miasta, która byłaby w 100% bezpieczna. Są miejsca trudniej dostępne i te o złej opinii. Trochę pisałam o tym we wpisie o dzielnicach Vancouver.


Kończy się czwartek 31.01.2019. Wiem, że niewiele się zmieni jutro, wraz z nadejściem lutego, ale to symboliczne przejście i rozpoczęcie nowego, napawa mnie nadzieją.

Wam życzę wszystkiego dobrego! Bo to dzięki Tobie mam dobrą wiadomość – w styczniu 2019 roku blog Kanada się nada został odwiedzony rekordową ilość razy, nawięcej w całej historii.

W styczniu też “pękło” nam 2000 polubień na fanpage Kanada się nada. A ja z tej okazji zrobiłam pierwszą w życiu sesję lajf na fanpage, którą pomimo kłopotów technicznych, oglądało na żywo ponad 30 osób. Wybaczcie, że skumałam dopiero w połowie, gdzie są Wasze komentarze. Tutaj możesz zobaczyć nagranie.

I za to, ze jesteście online tacy super, kiedy rzeczywistość offline nam skrzeczy, za to Wam ogromnie dziękuję!

Serdeczności,

Kasia