Strona główna » 2 wizyty na pogotowiu czyli jak wygląda kanadyjski szpital?

2 wizyty na pogotowiu czyli jak wygląda kanadyjski szpital?

Najpierw, żeby rodziny nie stresować, piszemy, że już wszystko ok. Opiszemy, jak wygląda kanadyjski szpital, żeby ludziom przyjeżdżającym do Vancouver było łatwiej!

Na pogotowiu wylądowaliśmy dwa razy tej zimo-wiosny. Najpierw ja ze złamanym palcem, potem Maciek z rozcięciem nad łukiem brwiowym.

OK, to teraz historii i histerii o zdrowiu na emigracji ciąg dalszy. Jak wygląda kanadyjski szpital ?

Najlepiej to kanadyjski szpital wygląda od zewnątrz. Jak każdy inny zresztą.

Po zabiegu zębowym [ałaaaaa] przyszedł czas na pierwszą moją wizytę na SORze [ niech mnie ktoś poprawi, czy to jest to samo, co pogotowie, czy nie? Odkąd usłyszałam tę nazwę w “Lekarzach”,  się zastanawiam]

Szpitale w Vancouver są. Kilka nawet.

Mamy to szczęście, że koło nas spacerkiem jest jeden. Mount Sain Jospeh Hospital.

Jest też kolejny całkiem niedaleko, na Dziesiątej Zachodniej, Vancouver General Hospital. I na UBC, i dziecięcy też. I jeszcze jeden w Downtown, St. Paul’s Hospital (autobusem spod stacji metra Burrad można dojechać).

Pierwsza wizyta na pogotowiu: złamałam palec.

W taki głupi sposób, a mianowicie podczas zabawy z chłopakami.

Uderzyłam huśtawkę i trach, było po kciuku prawej ręki.

Najpierw przez dwa tygodnie skutecznie go ignorowałam, ale kiedy obudziłam się z niesprawnym ramieniem, nie ma bata, trzeba było pójść na izbę przyjęć.

Co ja zrobię bez kciuka przecież?

Jak kanadyjski szpital wyglądał w środku?

Szpital Mount Sain Jospeh Hospital wyglądał jakoś niepozornie, to nie byłam zbyt onieśmielona.

Weszłam na izbę, a tam spokój, cisza (niedziela rano była). Młoda recepcjonistka wypadła zza szyby i pyta, co się dzieje. Jakbym co najmniej krwią się zalewała, albo omdlałym wzrokiem wodziła po ścianach.

Nie powiem, miłe, że pielęgniarka się zainteresowała. Powiedziałam, co się dzieje, to kazała usiąść i czekać.

Potem nadeszła druga pielęgniarka, ta to już spisała imię, nazwisko, numer karty zdrowia (BC Health Card/ Care Card).

Gładko odpowiadałam, ale jak  zapytała o religię moją, to lekko mnie zatkało.

Oczywiście się pytam, po co jej to.

Okazało się, że muszą wiedzieć i jeszcze żebym podpisała, że nie pociągnę szpitala do odpowiedzialności, jeśli jakiś zabieg będzie niezgodny z moją religią.

Przypomniały mi się te wszystkie seriale, gdzie rodzice świadkowie Jehowy nie zgadzają się na transfuzję krwi choremu dziecku.

Po zebraniu wszystkich papierów, znowu czekałam, po chwili zawołano mnie już do środka, tam gdzie są lekarze, pielęgniarze i personel pomocniczy.

Wchodzę i widzę sale stare, wydaje się, że trochę zaniedbane, nowoczesnym sprzętem nieporażające.

Jeśli liczycie na wnętrze rodem z “Chirurgów”, to pewnie trzeba do Seattle podjechać. Kanadyjski szpital nie mógłby wystąpić w serialu.

Ale na pocieszenie dodam, że co najmniej dwóch lekarzy wyglądało jak młodsi bracia  Mc Dream’ego, więc nie jest źle.

Łóżka pacjentów znajdowały się za zasłonkami. Przestrzeń była mocno otwarta i wszyscy chodzili wokół wszystkich.

Następnie wywiad o mnie zbiera lekarz stażysta, prawa ręka lekarza już-nie-stażysty.

Potem Wysyłają mnie na prześwietlenie, idę, robię, czekam, przysyłają zdjęcia, kolejny lekarz patrzy i mówi: złamanie.

Małe na szczęście, dziwne bardzo, bo jakieś 99% złamań kciuka jest w drugą stronę (nie ma to, jak być wyjątkową, hehehe).

Lekarz mówi, że się zrośnie za trochę i będzie dobrze.

Uradowana wybiegam ze szpitala, zapominając się wypisać. Za pół godziny dostaję więc telefon, że co ja taka prędka, i że lekarz na izbie umówił mi wizytę w klinice ręki w szpitalu Świętego Pawła. I że mam się tam stawić za dwa dni.

W wskazanym dniu idę do następnego kanadyjskiego szpitala.

St Paul’s Hospital jest bez porównania większy, liczniejszy, ruch jest na nim taki, jak z serialu ER.

Też odnoszę wrażenie, że szpital jest mało nowoczesny, ale wszystko sprawnie idzie.

Co chwila inna osoba mnie przejmuje, kieruje dalej, podpowiada, ile czekać.

Lekarz w końcu mnie ogląda, wysyła na założenie opaski termoplastycznej na kciuka i każe przyjść na kontrolę za trzy tygodnie.

Opaska kosztowała 35 CAD, płatne na miejscu, będę pisać do ubezpieczyciela, żeby trochę ją zrefundowali. Wszystko trwało 2 godziny.

Tyle o mnie. A teraz:

Szpital kanadyjski po raz drugi czyli Maciek i zderzenie czołowe z rowerem.

Maciek biegł chodnikiem, upadł i nieszczęśliwie uderzył czołem w stojący rowerek.

Pech. Zalewał się krwią, więc po opatrzeniu w domu, wsadziłam w nosidło i idę na znaną mi już izbę pobliskiego szpitala.

I znowu taka sama procedura:

  1. wstępny wywiad, ocena pod kątem, ile możesz jeszcze wytrzymać;
  2. podstawowe badania niemalże na korytarzu: ciśnienie, temperatura i inne takie ;
  3. papierkologia (Maćka nie pytali o religię, hmmm, ciekawe dlaczego?);
  4. wejście głębiej, gdzie jest lekarz/chirurg (hura!);
  5. badanie, leczenie, szycie i inne takie;
  6. wypis (i jeśli trzeba płatność).

Maciek rozczarowany na maksa, bo nie było plastrów z Batmanem.

Ani innym Supermanem. Niestety. [Usłyszałam, jak lekarka mówi do pielęgniarki, że to niefajnie, i że ona jutro kupi, i przyniesie, bo kto to widział, żeby na pogotowiu nie mieli plastra z Batmanem. No kpina !]

Na pogotowiu przydadzą Ci się też następujące informacje:

  1. Trzeba mieć przy sobie kartę BC Health Card. To jest podstawowy dokument identyfikacyjny podczas rejestracji. Jak nie ma, to chociaż paszport trzeba mieć.
  2. Jeśli jest problem ze zrozumieniem po angielsku, o co chodzi lekarzom, to można spokojnie wejść z tłumaczem.
  3. Od razu przedstawią rachunek, ile co kosztuje, o ile nie jest zawarte w prowincjonalnym programie ubezpieczeniowym (Medical Service Plan). I od razu skasują należność (kartą/gotówką). To jest różnica w stosunku do płatności u dentysty na przykład, bo tam płaciliśmy od razu owszem, ale tylko 20% kosztów, o resztę klinika występowała sama do ubezpieczyciela. W przypadku szpitala tak nie jest. Wygląda na to, że szpitale nie zawracają sobie głowy rozmowami z towarzystwem ubezpieczeniowym. Oczywiście ta obserwacja to wynik naszych doświadczeń jedynie. Nie wiem, jak to jest w przypadku, kiedy stawia się na pogotowiu ktoś BEZ ubezpieczenia.

Jaki jest kanadyjski szpital czyli co zapamiętałam najlepiej?

Nikt, absolutnie nikt, nie traktował nas jak kolejnego zadania do zliczenia, bez empatii, współczucia.

Nikomu nie przeszkadzaliśmy swoją obecnością.

Kiedy Maćka zabierali na badania, pielęgniarka zapytała Krzyśka, czy jego też zbadać. Zmierzyła Krzysiowi ciśnienie i temperaturę. Miłe to było dla Krzyśka (że ktoś się nim zainteresował) i dla Maćka (no jak starszy brat taki dzielny, to ja też).

Last but not least. Myślicie, że polska służba zdrowia jest niedofinansowana? Na pierwszy rzut oka (bo tylko takie mamy doświadczenie), kanadyjska też nie jest w jakieś super kondycji.

No nie mają plastrów z Batmanem przecież !