Tag: pobyt

  • Wyjazd do Kanady? 4 pytania które musisz sobie zadać na początku

    Wyjazd do Kanady? 4 pytania które musisz sobie zadać na początku

    Zawsze kiedy zaczynam pisać post w cyklu emigracyjnym, wydaje mi się, że w temacie wyjazdu do Kanady powiedziano już wszystko. W 2020 jest tyle źródeł informacji, że kolejny artykuł o tym samym nie jest potrzebny.

    A potem dostaję pytanie na Instagramie. Albo wiadomość emailową.

    I wtedy wiem, że wciąż wielu z Was szuka takich najbardziej podstawowych wskazówek, jak zacząć z tą emigracją.

    Zwykle odsyłam pytających do strony rządowej Urzędu Imigracyjnego, bo nie ma lepszego źródła wiadomości o przepisach i procesach. Z nią zaplanuj swój swój wyjazd do Kanady.

    A jednak kiedy pytam, czy udało Ci się przeczytać informacje na tej stronie, często słyszę, że nie, jeszcze nie.

    Stąd wiem, że wciąż potrzebne są takie posty po polsku, omawiające temat emigracji. Poza tym jestem leniwa i będę mieć do czego linkować w odpowiedzi na pytania.

    Mam nadzieję, że ten artykuł też Ci się przyda.

    Dzisiaj absolutny wstęp wstępów. Zanim napiszesz z pytaniem o wyjazd do Kanady, odpowiedz sobie na te pytania.

    Coś Ci jeszcze poradzę. Przyłóż się do odpowiedzi na te pytania.

    Dlaczego?

    Załóżmy, że zdecydujesz się skorzystać z płatnej pomocy w przygotowaniach do emigracji. Pójdziesz do konsultanta lub prawnika emigracyjnego. Odpowiedzi na poniższe pytania pomogą Ci przygotować się do rozmowy i zaoszczędzą czas. Kto jak kto, ale konsultant na pewno zada Ci szczegółowe pytania o wyjazd do Kanady. Więc tak ogólnie możesz pomyśleć o tym już teraz.

    To co? Zaczynamy?

    1. Start with why, czyli dlaczego wyjazd do Kanady?

    W tym pytaniu będą różne pod-pytania (jest takie słowo?).

    Wtręt ode mnie: start with why to świetny sposób na rozjaśnienie sobie w głowie nie tylko tematów emigracyjnych. Polecam. Zadawanie pytania, dlaczego (trochę jak kilkuletnie dziecko), pomoże dotrzeć do sedna. I możesz się zdziwić, kiedy finalna odpowiedź będzie inna niż Ci się zdawało na początku.

    Wracając do Kanady i emigracji.

    Przygotuj kartkę, kubek z czymś do picia (albo kieliszek, ja tam Ci nie zaglądam ;D ). Wyłącz na chwilę komputer, odłóż telefon. I daj sobie chwilę na te pytania.

    Proponuję takie główne kategorie pytań,

    • Chcę coś zmienić w swoim życiu – otoczenie, ludzi, klimat.
    • Muszę się przeprowadzić, bo w Kanadzie zarobię więcej (będę żyć na wyższym poziomie niż obecnie).
    • Osiągnąłem już wszystko, co mogłem w swoim zawodzie w obecnym miejscu. W Kanadzie będę mieć więcej możliwości kariery.
    • Chcę studiować w Kanadzie.
    • Chcę zwiedzić dziką i wielką Kanadę – muszę zobaczyć to Morraine Lake.
    • Wyjeżdżam, żeby zdobyć obywatelstwo kanadyjskie.

    Kolejność pytań jest przypadkowa. Możesz pasować do jednej kategorii lub do wielu. Możesz się wahać. Właśnie dlatego tak ważne jest drążenie tego tematu. Czas zainwestowany w rozmyślania i spisanie sobie odpowiedzi to punkt wyjścia do planowania kolejnych kroków.

    Im lepiej odpowiesz sobie na te pytania, tym łatwiej będzie Ci wytrwać w podjętej decyzji. Szczególnie później, kiedy inni będą chcieli Ci udowodnić, jak zła to była decyzja. Wjedzie czołgiem emigracyjne życie, minie okres euforii (zwany miesiącem miodowym). Wtedy powrót do swojego: Dlaczego tu jestem? pomoże Ci uspokoić się emocjonalnie.

    Specjalnie nie piszę pod tymi pytaniami swoich komentarzy i uwag. Nie dlatego, że chcę Ci życie utrudnić. Przeciwnie.

    Nie chcę, żeby moje uwagi wpływały na Twoje odpowiedzi w pierwszym etapie rozmyślania. To TY musisz znać swoje WHY KANADA.

    Planuję jednak podzielić się swoimi komentarzami i odpowiedziami w innym poście. Wtedy znajdziesz w tym miejscu link do niego.

    Na razie wracaj do kartki i działaj.

    I to prowadzi nas do kolejnego pytania. ⤵

    2. Na jak długo planujesz wyjazd do Kanady?

    Nawet jeśli z poprzedniego pytania wyszło Ci, że wyjeżdżasz tylko na chwilę (bo na przykład wylosowano Cię do programu International Experience Canada), powięć trochę czasu i pomyśl, co dalej.

    Warto przygotować sobie opcje zapasowe, bo a nuż zechcesz zostać na dłużej?

    Tak, są możliwości, żeby po skończonym programie IEC, studiach, czy czasowym pozwoleniu o pracę, aplikować o:

    • kolejny czasowy program
    • pobyt stały w Kanadzie

    Ale musisz mieć tę opcję przemyślaną wcześniej, najlepiej już w momencie, kiedy zaczynasz przygotowywać się do wyjazdu do Kanady.

    O wielu opcjach przedłużania programów opowiadałam kiedyś na YouTube. Przygotowałam też mocno uproszczoną rozpiskę dróg emigracyjnych do Kanady. Możesz ją dostać na tej stronie: https://kanadasienada.pl/newsletter-list-z-kanady/

    Odpowiedziane? Świetnie, idziemy do następnego pytania.

    3. Kto wyjeżdża z Tobą do Kanady?

    Inaczej będziesz się przygotowywać do wyjazdu w pojedynkę, a inaczej jeśli emigrujesz lub wyjeżdżasz czasowo z dziećmi.

    • Sprawdź, czy program wyjazdowy, który Cię interesuje, obejmuje również najbliższych (dependents);
    • Na jaki rodzaj wizy / pozwolenia na pracę lub naukę będą mogli liczyć?

    Jeśli wyjeżdżasz z kimś, to możliwe są dwie opcje:

    1. Każde z Was będzie aplikowało osobno o możliwość czasowego lub stałego wjazdu do Kanady . Tak jest w przypadku pozwolenia na przylot (eTA), występowania o wizę w ramach programu International Experience Canada lub aplikowaniu o pozwolenie o pracę (Work Permit).
    2. Możecie złożyć wspólną aplikację. Tak jest na przykład podczas występowania o pobyt stały w systemie Express Entry.

    Koniecznie policz koszt życia i dopiero na tej podstawie wybierz prowincję / terytorium i miasto do życia.

    To prowadzi nas do kolejnego pytania. ⤵

    4. Gdzie będę mieszkać, studiować i pracować?

    Kanada to 10 prowincji i trzy terytoria (potocznie zwane the North). Wiele z prowincji jest większych od Polski, a sama Kanada jest drugim największym krajem świata.

    1/3 wszystkich obywateli mieszka w dwóch prowincjach: Ontario (gdzie największym miastem jest Toronto) i w Quebec ( w miastach: Montreal i Quebec City). Większość Kanadyjczyków mieszka w odległości 200 km od granicy ze Stanami Zjednoczonymi.

    Dlatego jeśli czytasz artykuł czy oglądasz video na YouTube o życiu w Kanadzie, dowiedz się, o której części Kanady jest mowa. “Wyjazd do Kanady” oznacza wyjazd do konkretnej miejscowości. A tam życie i przepisy mogą się znacznie różnić. Tak bardzo, że będziesz się zastanawiać, czy wciąż jesteś w Kanadzie (my mieliśmy to uczucie odwiedzając region Niagary, w Ontario. Wydał nam się zupełnie inny niż nasza prowincja, Kolumbia Brytyjska.)

    Czytając pytania osób na grupach kanadyjskich widzę, że wiele osób wybiera miejsce do życia w Kanadzie kierując się tzw. lifestyle tego miejsca. Prym wiodą Toronto (największe miasto Kanady), Montreal (najbardziej europejskie miasto Kanady) i Vancouver (największe miasto zachodniej Kanady). Każde z tych miast leży w innej prowincji. Różnią się klimatem, kosztami życia, a nawet głównym językiem (Kanada ma dwa: angielski i francuski)

    Wiem, że nie chcesz przecież żyć w mieście, którego energia Ci zupełnie nie odpowiada. Ale swojej decyzji nie opieraj jedynie na tym!

    Na to trzeba zwrócić uwagę:

    • jakie jest zapotrzebowanie na Twój zawód w danym regionie;
    • jaka jest konkurencja wśród osób wykonujących Twoją pracę w danym regionie;
    • ile kosztuje czesne na uniwersytecie / college / szkole niepublicznej;
    • jakie są wymagania danej prowincji w programie emigracyjnym Provincional Nominee Program;
    • jaki są połączenia lotnicze z Polską;
    • czy odpowiada Ci pogoda, położenie geograficzne, okolica.

    Z naszego podwórka, czyli mieszkanie w Vancouver. Koniecznie przeczytaj te posty:

    4 pytania jakie warto sobie zadac przed wyjazdem do Kanady | Kanada się nada blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady
    zdjęcie z naszej pierwszej wiosny w Vancouver, plaża Second Beach 2016

    Bonusowy słowniczek na zakończenie.

    Kiedy będziesz szukać informacji emigracyjnych, czy to na canada.ca czy na grupach blogach, na pewno przeczytasz te dwa akronimy: CIC i IRCC.

    • IRCC to skrót od Immigration, Refugees, and Citizenship Canada. To ta część rządu kanadyjskiego, która jest odpowiedzialna za emigrację i jej programy (na przykład International Experience Canada). W wielu programach rząd federalny współpracuje z prowincjami.
    • CIC: Citizenship and Immigration Canada. To dawna nazwa IRCC, ale czytając starsze posty i rozmowy na grupach możesz go spotkać.

    CIC i IRCC często używane są wymiennie.

    I jeszcze takie słowa od Joanny Girak-Onoszko, która kilka lat temu mieszkała w Toronto. Może znasz jej książkę o kanadyjskich szkołach rezydencjalnych?

    Spisała co polscy emigranci w Kanadzie polecają zabrać w walizkę:

    fragment artyukułu z bloga Mrs. Canada

    To co? Już się pakujesz? Powodzenia z planami na Kanadę!

  • Jak się macie w styczniu 2019? Różowo nie jest…

    Ehhh.

    Cześć.

    No do dupy się mamy!

    Dlaczego tak nam niefajnie, o tym za chwilę. Najpierw kilka słów ogółem.

    Nadchodzi taki czas, co jakiś czas zresztą, kiedy człowiek zaczyna się czuć w miarę komfortowo z rzeczywistością. Wszystko mniej więcej gra, emocje ogarnięte i lekko tylko przeszkadzające. W pracy jest dobrze i rozwijająco. Dzieci rosną i mądrzeją i mogą coraz więcej.

    Taka mała stabilizacja. Nic wielkiego, ale też nic wielkiego wcale nie jet pożądane.

    Spokój.

    Z takimi myślami i samozadowoleniem zaczynaliśmy rok 2019. Bez pośpiechu, bez nerwów, w końcu trochę spokojni, a nie rozczarowani. Kanada powoli i nieagresywnie zaczynała z nami współpracować. Zaczęliśmy 5 rok mieszkania w Vancouver. Przestaliśmy nawet myśleć o tym, czy za późno przyjechaliśmy do Kanady, bo nagle czas, czyli timing wydał nam się całkiem dopasowany i satysfakcjonujący.

    Było dobrze. Oczywiście człowiek głupi naiwny, myśli, że jak jest dobrze, to będzie dobrze.

    I przestało być dobrze.

    Najpierw dostaliśmy wezwanie do zapłacenia zaległego podatku od naszego mieszkania w Polsce.

    Nie ukrywaliśmy nigdy tego, że mamy mieszkanie poza Kanadą i że je wynajmujemy, i że w Polsce płacimy podatki, i że w Kanadzie też zapłacimy podatek. Okazało się jednak, że coś pomyliliśmy w 2016 roku i właśnie zrobiono nam kolejną rewaluację zeznania podatkowego. I nałożono karę za złe wypełnienie wniosku.

    Bum! Z podatkami kanadyjskimi mamy relację długą i skomplikowaną. Zasada jest jedna: płacimy. Oczywiście, że tak.

    Na samym początku w tym płaceniu pomagała nam firma zatrudniona u pracodawcy Kuby (wiosną 2015). Ale odkąd w następnym roku ta firma, już nieopłacona przez Scanline, zażądała od nas ponad 750CAD za wypełnienie dwóch zeznań podatkowych, zrezygnowaliśmy z jej usług. Nasze rozstanie z doradcą podatkowym przebiegło w burzliwej atmosferze, bo najpierw nas rozliczyli, a potem wystawili fakturę. Moim zdaniem nie dołożyli należytej staranności, żeby nas poinformować o swoich, wcale nie rynkowych, stawkach. I potraktowali dwoje szarych obywateli jak klienta korporacyjnego.

    Bardzo długo z nimi dyskutowałam, w końcu udało mi się obniżyć kwotę.

    Dla jasności – proste zeznania podatkowe to koszt najwięcej 150-200 CAD. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

    Od tamtej afery, podatki kanadyjskie rozliczamy sami. I nie ma roku, żeby nie wzywano nas do uzupełnienia czegoś. Cały czas się uczymy, prawo się zmienia, przepisy wcale nie są takie jasne.

    No i w styczniu 2019 zapłaciliśmy za kolejną nieuwagę.


    A skoro o przegapieniach mowa – dostaliśmy też pismo z polskiej szkoły, naszej rejonowej, warszawskiej, o tym, żebyśmy dostarczyli zaświadczenie o spełnianiu obowiązku szkolnego przez Maćka.

    Maciek, lat prawie 7, i Krzyś chodzą do tutejszej szkoły, Mount Pleasant Elementary oraz uczą się języka polskiego w systemie orpeg.pl.

    To oznacza, że są zapisani do polskiej warszawskiej szkoły im. KEN i dostają oficjalne świadectwa.

    To właśnie przekażemy naszej rejonowej wolskiej szkole, mając nadzieje, że pismo wystarczy.

    Niewygodnie jest załatwiać takie rzeczy zza granicy, angażując rodziców i prosząc o pomoc.

    Wiem, że kilkoro innych osób mieszkających w Kanadzie i uczących się w orpeg.pl dostało takie pisma od swoich szkół – napiszcie w komentarzu, jak rozwiązaliśce tę sytuacje. Dziękuję.


    Cześć z Was wie, że organizuję Polskie Babskie Spotkania w Vancouver, od 2016. W styczniu niestety dziewczyna – mój kontakt odeszła z Mount Pleasant Neighbourhood House – miejscówki, gdzie się co miesiąc spotykamy. Salę udostępniają nam tam za darmo. Styczniowe spotkanie skrócono, mówiąc, że skoro nie płacimy, to niestety musimy wyjść wcześniej.

    Próbuję negocjować, ale muszę od nowa budować sobie relację z kimś innym. Nie jest to ani łatwe, ani szybkie, a tu zaraz trzeba robić kolejne spotkanie dla fajnych Polek z Vancouver. Na ostatnie przyjechały dziewczyny spod Abbotsford (prawie 50 km!). Więc jest potrzeba tych spotkań. I są one ważne.

    I bardzo, bardzo bym nie chciała, żeby się skończyły.


    A czarę goryczy styczniowych zmartwień przelała kradzież roweru Kuby sprzed szkoły synów. Pisała o tym na Facebooku:

    Od wtorku jestem codziennie na East Hastings i codziennie jestem coraz bardziej przerażona, zgnębiona, smutna. Pojechałam ja, poszedł Kuba, żeby się rozejrzeć, bo według świadków, facet, który ukradł rower, wyglądał na bezdomnego, w okolicach 50-60.

    Rozmawiałam z policjantami, zostawiłam namiary na siebie. Zgłosiliśmy kradzież i bez większej nadziei rozwieszamy ogłoszenia w okolicy, monitorując craigslist (czyli tutejsze allegro , alegratka, gumtree).

    Mam całą listę rzeczy do zrobienia po kradzieży. Ogłoszenia to jedno, rozmowy z policją drugie. Chodzę też po sklepach rowerowych, zostawiając wizytówki. Zarejsetrowaliśmy się w aplikacji project529. Umieściłam post z informacją o kradzieży we wszystkich dostępnych mi kanałach social media i grupach na Slacku. Wysłałam prośbę do domów sąsiedzkich, szkoły, świetlicy, bibliotek, żeby w miarę możliwości umieściły informację o kradzieży w swoich newsletterach. W weekend idziemy na pchli market w Vancouver. Piszę do osób, które chcą kupić rower elektryczny, żeby w razie czego dały mi znać, kiedy zgłosi się do nich ktoś z propozycją sprzedaży.

    Dzisiaj usłyszałam od policjanta, co oni radzą w sytuacji, kiedy trafię w sieci na ogłoszenie sprzedaży. Wersja policjanta potwierdza to, co napisaliście mi na fanpage (chyba Paweł z Manitoby wspomniał). Żeby udać zainteresowanie kupne, sprawdzić dyskretnie numery, powiedzieć, że się jedzie do bankomatu (ATM) po gotówkę. Odejść i zawiadomić policję lub po prostu odjechać (wersja Pawła 😉 ).

    Proszę bardzo – na blogu Kanada się nada macie gotową receptę na to, jak odzyskać skradziony rower. Ha! Nie spodziewałam się, żę przyjdzie mi pisać o takich przykrych rzeczach…

    Jest jeszcze jedna sprawa – ta kradzież mnie tak nie przygnębia, jak świadomość tego, że ulica East Hastings jest dwie przecznice ode mnie. Że ludzie tam żyją ( o ile to można nazwać życiem), że na taki problem nie ma dobrego rozwiązania.

    Jeśli myślisz o Vancouver i o emigracji, to miej świadmości, że jest East Hastings. I, że ludzi żyjących na tutejszych ulicach przybywa.

    Że nie ma żadnej części miasta, która byłaby w 100% bezpieczna. Są miejsca trudniej dostępne i te o złej opinii. Trochę pisałam o tym we wpisie o dzielnicach Vancouver.


    Kończy się czwartek 31.01.2019. Wiem, że niewiele się zmieni jutro, wraz z nadejściem lutego, ale to symboliczne przejście i rozpoczęcie nowego, napawa mnie nadzieją.

    Wam życzę wszystkiego dobrego! Bo to dzięki Tobie mam dobrą wiadomość – w styczniu 2019 roku blog Kanada się nada został odwiedzony rekordową ilość razy, nawięcej w całej historii.

    W styczniu też “pękło” nam 2000 polubień na fanpage Kanada się nada. A ja z tej okazji zrobiłam pierwszą w życiu sesję lajf na fanpage, którą pomimo kłopotów technicznych, oglądało na żywo ponad 30 osób. Wybaczcie, że skumałam dopiero w połowie, gdzie są Wasze komentarze. Tutaj możesz zobaczyć nagranie.

    I za to, ze jesteście online tacy super, kiedy rzeczywistość offline nam skrzeczy, za to Wam ogromnie dziękuję!

    Serdeczności,

    Kasia

  • Jak pokonałam 300 osób i dostałam pracę, czyli jak wyglądała moja praca w Kanadzie. Rekrutacja

    Zapytałam na Facebooku, czy znowu znowu o tym pisać. Mówić, jak wyglądała moja praca w Kanadzie. Odpowiedzieliście: pisz, Kate, pisz!

    Zatem jest – to będzie historia o tym, jak moje CV zostało wybrane spośród 300 innych i dostałam pracę w agencji interaktywnej.

    Pierwszy post, jak wygląda Kuby i moja praca w Kanadzie napisałam na blogu siódmego lutego, w 2015 roku.

    Pracować zaczęłam na początku marca 2015.

    Dzisiaj już tamtego posta nie znajdziecie, chociaż treści posłużyły mi w innych wpisach.

    O pracy napisałam mini poradnik, opisywałam swoje doświadczenia z tutejszą agencją zatrudnienia, pisałam, jak powinno wyglądać kanadyjskie resume, odpowiadałam na zarzut, że nie da się znaleźć pracy bez kanadyjskiego wykształcenia / doświadczenia i dzieliłam się z Wami historią – przestrogą, jak nie dać się nabrać naciągaczom obiecującym pracę w Kanadzie.

    Pisałam tam o moim niestandardowym podejściu do rekrutacji, czyli co wyszło, kiedy połączyłam czynnik “wyróżnij się, albo zgiń”, trochę odwagi i znajomość, kogo trzeba.

    A jeśli interesuje cię konkretnie temat pracy w IT, zajrzyj na mój drugi blog, Kasia i kod.

    Piszę o tym, jak w Vancouver zmieniam branżę na IT.

    A właściwie już zmieniłam, bo odkąd skończyłam lokalną szkołę – bootcamp programistyczny, przygotowuję strony internetowe, a od trzech tygodni pracuję jako web project coordinator w tutejszej agencji interaktywnej.

    Rzut okiem na branżę IT w Vancouver

    W związku z programowaniem i faktem, że Vancouver jest siedzibą zarówno start upów, jak i dużych firm technologicznych, czasami dostaję od Was pytania właśnie o to, jak znaleźć pracę w sektorze IT.

    Czasami jesteście rozczarowani nieudanym szukaniem pracy, a przecież mówi się, że programistów brakuje. Zawsze jest dla nich praca w Kanadzie (podobno).

    Więc jak to jest, że nie przyjmują w Kanadzie wszystkich, którzy skończyli przyspieszone kursy programowania?

    Miała być praca, miał być Canadian dream, a nie ma.

    Ja też myślałam podobnie – że będzie łatwo i praca w Kanadzie sama mnie znajdzie.

    Już w 2015 roku czytając ogłoszenia o pracę w Vancovuer wyszło mi, że najlepiej na rynku pracy się mają osoby z zacięciem internetowo-techniczno-programistycznym.

    Vancouver opisywano jako nową Dolina Krzemowa, wabiącą ułatwieniami podatkowymi, a nawet pierwszym na świecie programem emigracyjnym dla start-upów.

    Start-upy w Vancouver mają biuro-lofty w najstarszej, historycznej części miasta, rozdają na wejściu laptopy z jabłuszkiem i codziennie o 13:55 robią joga-przerwę dla wszystkich pracowników.

    Potrzebują inżynierów, deweloperów, komputerowców, marketingowców i osób do odbierania telefonu.

    Oferują usługi księgowe, marketingowe, systemy obsługi klienta, a nawet dowozy jedzenia.

    Czyli wygląda na to, że jest praca w Kanadzie dla tych, którzy mogą pomóc pracować innym w Kanadzie 😀 (czyli obsługując już istniejące firmy).

    W Vancouver jest  i Amazon, i Microsoft, i wiele studiów filmowych przygotowujących efekty specjalne do filmów.

    I oni także bardzo potrzebują ludzi. Często organizują targi pracy i pewnie stąd przekonanie, że praca w Kanadzie jest dla każdego.

    Duże firmy rzadko jednak szukają juniorów, a jak już szukają, to na jedno miejsce zgłasza się ogromna liczba kandydatów.

    I wtedy właśnie przydaje się strategia: “wyróżnij się, albo zgiń”.

    To teraz opiszę case study, jak aplikowałam do pracy w agencji interaktywnej, w Vancouver.

    Wiem, że pokonałam 300 innych resume, więc jest szansa, że postępując podobnie, też pracę dostaniesz.

    Wrzesień 2018 – co wiedziałam i jak zaczęłam szukanie pracy?

    Osób z doświadczeniem juniora, dopiero zaczynających, jest całkiem sporo, i wiele z nich ma takie samo portfolio programistyczne. Wiele lokalnych szkół uczy programowania.

    Bootcampy nie mają możliwości wysłania studenta na praktykę (co-op), więc taka forma “wbicia się do firmy” nie zadziała.

    Wiedziałam, że muszę się wyróżnić. Że muszę zrobić coś inaczej niż wszyscy. I że chcę wykorzystać swoje dotychczasowe doświadczenie zawodowe , spoza IT,  kiedy w Polsce pracowałam jako specjalista i lider projetków w branży outsourcingu finansowego.

    Postanowiłam, że będę aplikować na stanowiska w agencjach, gdzie potrzebują trochę dewelopera WordPressa, a trochę menadżera projektu.

    Chciałam też pokazać, że mimo, iż na etacie nie pracuję od 2016 roku, to jednak cały czas jestem aktywna zawodowo i uczę się nowych rzeczy.

    Najpierw poprawiłam swój LinkedIn i zbudowałam swoją stronę-portfolio po angielsku.

    Wiesz, że na LinkedInie możesz dodawać całkiem sporo informacji o sobie?

    Są zdjęcia, linki, można publikować posty i komentować posty innych. Ja postarałam się, żeby w mojej sieci kontaktów mieć te 500 osób (mniej osób wygląda po prostu biednie).

    Stworzyłam również stronę firmową na LinkedInie, dla tego okresu, kiedy pracowałam jako freelancer – dzięki temu wyświetla się mi małe logo (nie chcę się zagłębiać w szczegóły techniczne, ale to nic wielkiego, spokojnie ogarniesz).

    Do tworzenia wszystkich grafik od zawsze używam darmowego programu canva.com.

    Żeby mieć co zalinkować do LinkedIna (hehehe), zbudowałam na Jekyllu prostą stronę po angielsku, pokazującą moje prace. Wybrałam gotowy motyw i  zmodyfikowałam pliki.

    Jeśli jesteś osobą nietechniczą, taką stronę możesz “wyklikać” inaczej – za chwilę pokażę ci, jak.

    Ale zanim to, to jeszcze słówko o tym, dlaczego to portfolio było takie istotne. Nie chodzi o pochwalenie się projektami, których przecież mam dość mało i w dodatku większość to prace ze szkoły kodowania.

    Chciałam mieć portofolio, żeby się wyróżnić. Dać się zapamiętać.

    Na spotkaniu absolwentów Talent Connect, które odbyło się w miesiąc po zakończeniu bootcampu, jako jedyna miałam  portfolio.

    Od początku września 2018 czytałam ogłoszenia o pracę. I sprawdzałam, kogo z firmy, która mnie interesuje, mogę dodać do mojej sieci kontaktów.

    Nie czekałam, aż skończę kodować portfolio, tylko przeglądałam glassdoor, indeed i strony firmowe na LinkedInie (i je follołowałam).

    Kiedy znalazłam interesujące mnie ogłoszenie, zaczepiałam na LinkedInie osobę pracującą w tej firmie i pytałam, czy może się ze mną spotkać na kawę / lunch.

    Starałam się, aby prośba nie była nachalna, ale osobista, miła i w miarę szczegółowa.

    Przykładowe “zaczepki”:

    Hi Jane Doe, I came across your LinkedIn profile while I was reading about startups at Daily Hive https://bit.ly/2MPAv0I , and I wanted to say ‘hello’. I got caught by the product your company (tutaj była nazwa firmy) owns (wow!), and I wonder if we might talk someday. Nice to meet you! PS. I am also a RED grad, from Web Dev 🙂
    Hi Jane Doe, I came across your LinkedIn profile and I wanted to say ‘hi’. I am RED grad too, from Web Development. I wonder if I could ask you about your company (tutaj była nazwa firmy) – I would like to apply for Web Developer there. Do you think we could chat someday? Have a great day and nice to meet you! Kate

    Wysłałam pytania-zaproszenia do około 10 osób. Nie odpowiedziała mi jedna.

    Z tych 10, z czterema spotkałam się na kawie albo lunchu (zawsze proponowałam, że to ja zapłacę, bo chcę w ten sposób odwdzięczyć się za poświęcony mi czas).

    Takie spotkania nazywają się informal interviews i są bardzo pomocnym źródłem wiedzy o firmie. Na spokojnie pytałam o rzeczy, których zwykle nie dowiesz się podczas normalnej rekrutacji i zawsze prosiłam, czy mogę przesłać swoje resume i usłyszeć uwagi od tej osoby.

    Na 4 osoby, jedna nie zgodziła się, żeby pośredniczyć w przesłaniu mojego CV wyżej.

    Te rozmowy, spotkania, dopytywanie się później i dziękowanie za czas zajęło mi całkiem sporo września i początek października.

    Na Google drive założyłam sobie podkatalogi, w których trzymałam kopię ogłoszenia, kopię mojej aplikacji i notatkę.

    To wszystko było znacznie bardziej wymagające niż po prostu wysłanie setek takich samych resume z nadzieją, że któryś zostanie wyłowiony ze stosu innych i zostanę zaproszona na rozmowę.

    Może taka strategia ma szansę, ale ja w nią słabo wierzę (zwłaszcza odkąd dowiedziałam się, że do mojej agencji na moje stanowisko zaaplikowało 300 innych kandydatów).

    Dlatego wyróżniam też moje CV. Nie tylko piszę je zawsze od nowa i konkretnie pod daną firmę, ale także personalizuję je tak, żeby pasowało do brandingu firmy, do której aplikuję.

    Nie potrzeba wcale wielkich umiejętności graficznych.

    Ja mam dwie wtyczki do przeglądarki Chrome, które mi pokazują czcionki i kolory na stronie.

    Potem, w canva.com, modyfikowałam konkretny szablon resume, używając kolorów i fontów tej firmy.

    rektrutacja do pracy w kanadyjskiej agencji czyli jak pokonalam 300 innych cv_Kanada się nada blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

    Na zdjęciu znajdziesz fragment strony agencji (góra zdjęcia) zestawiony z moim resume.

    Zrobiłam też trzy strony lądowania w darmowym programie Unbounce. Każda z tych stron była moją wizytówką – resume.

    To znowu ekstra zajęcie, wymagające czasu, ale są z tego oczywiste korzyści: nauczysz się tego narzędzia i możesz podczas rozmowy zabłysnąć.

    To również sposób, żeby w miarę szybko zbudować stronę typu “o mnie”, jeśli nie masz swojego portfolio.

    Unbounce to program szeroko używany w agencjach marketingowych i jego znajomość się przydaje!

    Poniżej znajdziesz zrzut takiej strony, a tutaj możesz ją sobie podejrzeć w sieci.

    kate-jeziorska-laning-page-for -interview-proces

    Z trzech firm, do których wysłałam linki, na rozmowę zaprosiła mnie jedna.

    Rozmowy czyli interview, czyli co myśli o tobie pies. I cały zespół przy okazji też.

    Teraz kilka wspomnień z rozmów o pracę.

    Miałam łącznie trzy interview w siedzibach firm. To pierwszy etap, który następuje po przeczytaniu resume i telefonie od pań z HR.

    W każdym biurze, gdzie byłam, na wejściu witały mnie psy.

    Nie mam nic przeciwko psom, ale jak jeden z nich się rozszczekał maksymalnie, to po pierwsze, się przestraszyłam. A potem obróciłam całą sytuację w żart, mówiąć “oho, to pierwszy test kwalifikacyjny oblałam ;)”.

    Na jednej rozmowie byłam przepytywana przez cały zespół.

    Siedzieliśmy sobie na poduszkach na podłodze, a ludzie zadawali mi pytania. Oczywiście nie kojarzyłam wszystkich osób (nie ma szansy zapamiętać składu firmy, chociaż zawsze przed rozmową sprawdzam profil przepytującego mnie mendżera na LinkedInie).

    Padły pytania o to, czy jestem #coffeeteam czy #teateam (odpowiedziałam, że wolę herbatę, a po rozmowie sprawdziłam na Instagramie, że ta firma ma własną markę kawy. Ups!).

    Pytano mnie, o to jaki film lubię najbardziej (podałam pierwszy lepszy: “Titanic”. Na co Krzysiek, lat jedenaście i pół, powiedział mi później: “no co ty mamo, tego nikt nie zna!”) – więc zawsze odpowiadaj “Władza Pierścieni” (hehehe).

    Były pytania o czas wolny, o sposoby na stres, o sposoby na upierdliwego klienta (sic!) i całe mnóstwo innych zagadnień.

    Te rozmowy mają na celu sprawdzić, czy pasujesz do zespołu, czy jesteś cultural fit.

    Jak nie wiesz, czy pasujesz, sprawdź, co firma publikuje na Instagramie – to tam najczęściej są migawki z codziennego życia w pracy i po pracy.

    I jak już mnie tak przemaglowano, to zawsze na końcu proszę, żeby osoby pytające powiedziały coś o sobie.

    Bo ja chcę wiedzieć coś o nich, skoro one miały szanse wypytać mnie. Poza tym, każdy lubi się trochę sobą pochwalić, zwłaszcza w sytuacji, kiedy to nie on jest przepytywany.

    Inne okazja do rozmów nadarzyła się wkrótce potem.

    Masowe spotkanie w realu, czyli konferencja, gdzie jedni szukają pracy, a inni szukają ludzi do pracy.

    W październiku 2018 w Vancouver odbył się WordCamp, czyli konferencja techniczna dla osób pracujących z WordPressem.

    Wiedziałam, że ta konferencja to moja kolejna szansa na znalezienie pracy. Pisałam o swoich wrażeniach na blogu kasiaikod.pl, więc tutaj tylko kilka słów w temacie rekrutacji.

    Przed wydarzeniem znowu zaczepiałam nieznane mi osoby na LinkedInie, z pytaniem, czy będą na WordCampie i jeśli tak, to proponowałam, żebyśmy się spotkali. 

    Napisałam też do osób z różnych agencji, do których wysłałam resume, że będę i że przyjdę się przywitać, jeśli i one będą.

    Co zrobiłam na tej konferencji?

    Pamiętam, jak stałam w rzędzie krzeseł za dziewczyną (moją obecną szefową), której wtedy nie znałam.

    Wiedziałam, że to ona. Widziałam, jak rozmawiała ze znajomymi, całkowicie tym pochłonięta. Bardzo, bardzo wiele energii mnie kosztowało, żeby do niej podejść, usiąść obok, zwrócić na siebie jej uwagę i zacząć rozmowę.

    Czułam, że się narzucam, że jestem nachalna i niegrzeczna, a jednocześnie przecież właśnie miała miejsce moja rozmowa kwalifikacyjna. Musiałam się skupić, zebrać w sobie, pokonać wszystkie wewnętrzne bariery i z uśmiechem zacząć rozmowę.

    Właściwie tamten dzień i całą moją strategię rekrutacji podsumować mogę stwierdzeniem, że:

    Bezustannie ćwiczę odwagę, uśmiech i networking. Jeśli praca w Kanadzie jest Twoim celem i marzeniem, też tak rób!

    Zaczepianie ludzi, pisanie do nich później emaili z pytaniem, czy moje resume zostało przesłane dalej, co mogę zrobić, jest stresujące, niekomfortowe i wymaga odwagi.

    Każdy taki email z prośbą to była próba. Wiele razy myślałam: po co mi to, przecież nie muszę na siłę szukać pracy, nie chcę się “prosić”.

    Ale takie są dzisiejsze wymagania i jeśli chcesz im sprostać, wysiłek jest niezbędny.

    Tamta rozmowa na WordCampie zaowocowała tym, że Anna mnie zapamiętała.

    Powiedziała, że zapyta w HR, żeby przeprowadzili ze mną pierwsze interview przez telefon. I rzeczywiście, telefon zadzwonił dwa dni później.

    Mam dla ciebie jeszcze jeden przykład mojego zagrania vabank.

    Agencja szukała front-end dewelopera, a ich ogłoszenie zawierało zdjęcie Batmana na jednorożcu oraz zapewnienie, że co piątek są w biurze wojny na rzutki (nerf guns). No co, nie każda praca w Kanadzie musi być śmiertelnie poważna, c’nie?

    Pierwsza moja myśl: “oho, jak wy tak, to ja tak!” i wysłałam im resume z listem motywacyjnym takiej treści:

    Hi,

    So I have about 30 seconds to get your attention before you delete this cover letter. Here goes the most important facts:

    I am not a typical frontend developer, but I believe you are not a typical agency. I transitioned from finance to IT. Why? Because finance is boring and I want to see humans behind numbers.

    I know WordPress from clients perspective – I worked with this CMS long before I even thought about becoming a frontend developer. I am blogging on WP since 2014, constantly growing my audience. RED Academy taught me how to code. Now I am coding websites that sell a business. Or I code just for fun.

    I am extremely positive – ask one of more than 150 women I listened to and supported since 2016 on my monthly meeting at MP Neighbourhood House.

    I think Unikitty does not like the fact that Batman is riding a unicorn on your job adv. But I might be mistaken – humanum est errare.

    I am used to Nerf guns – I might not be playing them, but I know someone who does.

    That’s all I’ve got. Can we talk in person?

    Thank you for your time and all the best,
    Kate

    Ten list wysłałam o 23 wieczorem w czwartek, w piątek o 9 rano zadzwoniła dziewczyna z HR, że ja “made her day” i czy mogę przyjść na rozmowę, bo ewidetnie pasuję do zespołu.

    Czyli widzisz – to, czy pasujesz, jest równie ważne, a nawet ważniejsze niż to, czy umiesz kodować.

    Mój proces rekrutacji do pracy w Kanadzie podsumowany w kilku krokach.

    Na wypadek jakby cały post to było za dużo mam dla ciebie wersję: too long, don’t read.

    Buduję portfolio – zaczepiam – wysyłam aplikacje / chodzę na targi, konferencje, kawę – emailowo pytam, jaki jest status aplikacji – dostaję pytanie z dostępnością celem umówienia rozmowy telefonicznej, tzw. screening interview – pierwsza rozmowa, zwykle z HR – druga rozmowa on-site (z menadżerem albo kilkoma, albo i z całym zespołem) – przedstawienie oferty zatrudnienia.

    Nie dostałam żadnej odpowiedzi na moje resume wysłane na adres ogólny typu career@company.com.

    Skoro na te skrzynki przychodzi kilka setek resume, szansa, że to właśnie moje zostanie wyłowione z tej sterty jest bliska zeru.

    Polecam kontakt osobisty, mówię, że nie obędzie się bez wysiłku, ale jak się już uda, to poczucie zwycięstwa jest o-sza-ła-mnia-ją-ce!

    I szczęścia też  Ci życzę – nawet najlepiej opracowany plan potrzebuje odrobiny szczęścia!

    Serdeczności! (a na blogu kasiaikod.pl przeczytasz wrażenia z pierwszego tygodnia mojej pracy.)


    Daj znać, czy masz jakieś pytania. Serdeczości!

    A może podzielisz się swoją historią – ci, którzy myślą o wyjeździe do Kanady i czytają te posty z pewnością ci za to podziękują!

  • Czy można być za starym na Kanadę? Emigracja kiedy masz więcej niż 40 lat

    Coraz więcej dostaję takich pytań – ludzie chcą wyjechać z Polski, a mają 40 i więcej lat. Szukają możliwości emigracji do Kanady, choć ich życie wygląda na mocno poukłądane. Powody są różne: sytuacja polityczna w Polsce, wojna w Ukrainie, chęć “pożycia” gdzie indziej, potrzeba zbudowania innej przyszłości dzieciom.

    Emigranci w późnym wieku inaczej reagują niż ci, co wyjechali mając lat naście. Ich motywy i zachowania są inne.

    Porozmawiajmy o przypadkach ze wspólnym mianownikiem: wyjazd z Polski w późniejszym okresie życia.

    Czy Kanada ma limit wieku emigranta?

    To pierwsze i najważniejsze pytanie.

    Opowiedź brzmi: nie, Kanada nie ma oficjalnie zapisanego limitu wieku potencjalnego emigranta.

    Ale większość programów emigracyjnych (czyli sposób w jaki możesz uzyskać legalny status i mieszkać oraz pracować w Kanadzie bez limitu), premiuje osoby młode, w wieku 25-35 lat. W niektórych przypadkach takie osoby dostają maksymalną liczbę punktów w programie.

    Na przykład w systemie Express Entry osoby starsze dostaną punkty ujemne za swój wiek. Nie wiem, jak ty, ale mnie to zniechęca i brzmi nieswojo. Z drugiej strony rozumiem decyzję rządu Kanady, żeby w ten sposób kształtować społeczeństwo. Ludzie starsi są dla państwa większym obciążeniem niż młodzi. Można się oburzać, że jak to, że to ageizm, no ale tak jest i już.

    To nie oznacza, że starsi aplikujący są od razu skazani na niepowodzenie i nie mają szans. Osoby po 35 roku życia mają trudniej, ale również mogą zostać zaproszone do aplikowania – wszystko zależy od wybranego programu emigracyjnego i indywidualnych sytuacji.

    Emigracja do Kanady po 40 (czterdziestce) kiedy masz zawód poszukiwany w Kanadzie

    Poszukiwany / poszukiwana (kto pamięta ten film?) – warto sprawdzić, czy twój zawód jest na liście poszukiwanych zawód, publikowanych przez urząd kanadyjski. Jeśli tak, to masz większe szanse na emigrację niezależnie, ile masz lat. Jako pracownik wykwalifikowany, np kierowca ciężarówki, czy pracownik służby zdrowia, należysz do szczęśliwców, któych Kanada chce.

    Jednak zanim rzucisz wszystko i przylecisz, sprawdź dokładnie DOKŁADNIE, jakich papierów zawodowych i ilu lat pracy wymaga konkretna prowincja. Zacznij od wpisania w wyszukiwarkę Google nazwy swojego zawodu + nazwy prowincji + “foreign workers regulations” – powinny wyszkoczyć artykułu z pomocnymi tekstami.

    Bez przeczytania dużej ilości informacji po angielsku się nie obejdzie.

    ściągnięcie rodziców, bo wyemigrowały dzieci

    Czy nasi rodzice odnajdą się w Kanadzie?

    Jakiś czas temu byłam w Polsce z chłopakami. Patrzyłam na moich rodziców i czułam żal, że za chwilę przyjdzie się pożegnać. Przez głowę czasami przelatywały mi  myśli: “a co, jeśli by się z nami przeprowadzili do Kanady? Byliby bliżej wnuków?”

    No właśnie, co by było? Nie wchodząc w szczegóły prawno-emigracyjne (tak, jest możliwe ściągnięcie rodziców w ramach programu łączenia rodzin), zastanawiam się, jak moi rodzice czuli by się, emigrując teraz do Kanady.

    Oczywiście jak wszystko,  to zależy. Jeśli dla dziadka ważne jest po prostu, żeby być z wnukami, z rodziną, to i na księżyc można wyjechać, i się tym cieszyć.

    Ale nasi rodzice, dzisiejsi 50-60 latkowie raczej rzadko chcą ograniczać swoją aktywność do bycia dziadkami. I bardzo dobrze! Niech z życia korzystają!

    Czy jeśli  twoich rodziców przeprowadzisz do Kanady, będą się dobrze czuli także poza waszą polską rodziną? Kanada na pewno im to umożliwi, oferując mnóstwo miejsc przyjaznym seniorom, darmowe kursy językowe, sporo aktywności zachęcającej do włączenia się w działalność na rzecz społeczności.

    Ale czy twoi rodzice będą chcieli z tego skorzystać? I czy po początkowym okresie zachłyśnięcia się wolnością i życzliwością w Kanadzie, będą wiedzieli, co ze sobą zrobić?

    To są pytania, na jakie warto sobie odpowiedzieć, zanim się rodziców ściągnie do Kanady

    Jacy są oni dzisiaj, w Polsce? Czym się zajmują? Co daje im radość?  Z kim się spotykają?

    Jeśli są szczęśliwi w Polsce, czy jak tego zabraknie, znajdą sobie coś innego? Czy raczej będą nieszczęśliwi?

    Często słyszę też historie “w drugą stronę” – że ktoś bardzo chętnie by do Polski wrócił, ale dzieci są w Kanadzie, no a przecież dzieci się nie zostawia.

    Rodzina jest najważniejsza.

    A emigracja, no cóż. Trzeba się przyzwyczaić.

    Myślę, że sporo jest prawdy, takiej zwykłej ludzkiej prawdy w stwierdzeniu: “nie przesadza się starych drzew”.

    Do emigracji rodziców trzeba się przygotować tak samo solidnie, jak do emigracji z dziećmi. Zminimalizować stres.

    Może zamiast przeprowadzać rodziców, wystarczy do Polski polecieć częściej niż raz na kilka lat.  Być w życiu rodziców jak najczęściej, ale nie kazać im swojego życia do góry nogami przewracać, dla nas.

    Dla nas już swoje zrobili.


    decyzja o emigracji całej rodziny w drugiej połowie życia.

    Piszecie do mnie, dzieląc się historią swojego życia. I pytacie: co ja bym zrobiła na Waszym miejscu? Czy żałujemy, że wyjechaliśmy i zostawiliśmy życie w Polsce? Co na to wszystko nasze dzieci?

    A ja wtedy zadaję Wam w emailu pytanie:

    Przede wszystkim, dlaczego chcesz wyjechać?

    Być może nie wiesz, a odpowiedzią będzie: bo mam taki kaprys. I czemu nie, odpowiedź dobra, jak każda inna. Piszecie, że Kanada była waszym marzeniem od zawsze, ale życie w Polsce wzięło górę nad marzeniami, i tak dzień za dniem mijał, mija. Ale marzenie jest. Chcesz wyjechać do Kanady.

    To wtedy ja pytam,

    Co wiesz na temat emigracji w ogóle, a emigracji do Kanady w szczególe?

    Pytań jest zresztą więcej.

    W 2022 spisałam kilka pytań, które musisz sobie zadać, zanim wyjedziesz do Kanady. Podobne pytania znajdziesz po niżej. Mam nadzieję, że choć trochę pomogą pomyśleć:

    • Co zrobisz, jak przyjedziesz?
    • Czy jesteś gotowy pracować za mniej? Wygoda ekonomiczna to jedno, ale czy przez rok, dwa znajdziesz w sobie tyle pokory, żeby ze stanowiska dyrektora znowu zacząć jako pracownik entry level? Bo chociaż wykształcenie spoza Kanady się liczy, to nie liczy się aż tak.
    • Czy wiesz, jaka jest sytuacja na rynku pracy? Jeśli masz te 40 lat, to znacznie rzadziej decydujesz się na przebranżowienie niż dwudziestolatkowie. Jesteś gotowy na to?
    • A dzieci, co z ich życiem? Nie w smak Ci polska szkoła dla dzieci, ale czy wiesz, że kanadyjska wcale nie wygląda jak z serialu?
    • Narzekasz na polską służbę zdrowia, ale czy masz potwierdzone info, że kanadyjska jest skuteczniejsza?

    Mogłabym tak te listę ciągnąć i ciągnąć. Zachęcam Cię do zrobienia sobie swojej. Solidnie długiej, przemyślanej na spokojnie.

    I być może rozważysz na początk emigrację gdzieś bliżej? W Europie?

    Z  wiekiem nabieramy pewnych przyzwyczajeń i mimo otwartego umysłu i chęci przygody, może nam wcale nie być łatwo.

    Ja wiem, że mi jest dużo trudniej odnaleźć się w Vancouver teraz, niż kiedy miałam 21 lat i mieszkałam w Budapeszcie.

    Już mi się mniej chce zaczynać wszystko od nowa, mniej mam takiej zachłanności nieukierunkowanej. Jestem bardziej wygodna i bardziej leniwa.

    I nie, wcale nie uważam, że coś mi się od Kanady należy. Albo od życia należy. Ale też nie chcę wciąż być w bloku startowym. Już nie.

    No to jak to w końcu jest, Kasia? Za późno czy nie za późno? Za stary jestem, czy jednak nie?

    Nie, nie jesteś za stary na emigrację. Nigdy w życiu nie jest za późno na zrobienie czegoś, co się chce.

    Nie spróbujesz, nie będziesz wiedział. A lepiej wiedzieć, niż żałować niepodjętych decyzji.

    Pozdrawiam Cię serdecznie, zaczynając  w wieku lat 36 drugi tydzień szkoły w otoczeniu samych dwudziestokilkulatków 🙂

  • Dam pracę w Kanadzie. Ale najpierw Ty dasz mi pieniądze. Dużo pieniędzy!

    Jest taka sprawa, mocno nieciekawa. Chociaż może samo hasło “Dam pracę” w Kanadzie podejrzeń nie wzbudza, to jednak jest w tym haczyk!

    Może trafiłeś na tę stronę, wpisując w Google hasła: praca w Kanadzie dla Polaków, jak dostać pracę w Kanadzie, lub coś podobnego. Sporo o pracy w Vancouver napisałam, wszystko opierając o nasze doświadczenia. Wiem, że te strony są często czytane.

    Ale okazuje się, że wciąż brakuje informacji o pewnej pracowej sprawie.

    Nie pisałam wcześniej, bo, no cóż, nie przewidziałam, że taki problem może się wydarzyć. Tak, to moja ignorancja, bo znane mi firmy, które ściągają ludzi do pracy w Vancouver, to nie pośrednicy, ale firmy docelowej pracy. Takie firmy mają albo swoje własne działy prawno-imigracyjne,  albo korzystają z usług wyspecjalizowanych headhunterów, czy organizują swoje wydarzenia rekrutacyjne.

    I nigdy nie biorą pieniędzy od kandydatów do pracy.

    Tak było w naszym przypadku. Firma Scanline, w której pracował Kuba, załatwiła wszystkie papiery emigracyjne, potrzebne do uzyskania pozwolenia na pracę i przedstawiła kontrakt pracy. Wszystko zanim wsiedliśmy do samolotu. I bez zapłacenia ani grosza z naszej strony.

    Dlaczego teraz taki wpis?

    Po ostatnim Polskim Babskim Spotkaniu zostało mi kategorycznie powiedziane (dzięki Ola!), że muszę napisać wpis o nieuczciwych firmach, które oferują pracę w Kanadzie, biorąc od nieświadomych Polaków pieniądze. Grube pieniądze!

    Mówią Ci, nęcą: Dam pracę w Kanadzie, no jak, nie chcesz? Ale najpierw poproszę opłatę.

    First things first:

    1. Nie podam w tym wpisie żadnych nazwisk, ani nazwy firmy, która padła na spotkaniu. Bo nasze spotkania to jest bezpieczne miejsce, co na nim powiedziane, to na nim zostaje. Napiszę tylko, że agencja, która miała znaleźć zatrudnienie, nie miała wczoraj (08/02/2018) działającej strony internetowej. To nie wróży najlepiej i nie mam jak sprawdzić szczegółów.
    2. Ta konkretna sytuacja dotyczyła obietnicy znalezienia pracy w sektorze hospitality, czyli jako barmana, kelnerki, sprzedawcy, w Vancouver, na ważnej wizie w ramach International Experience Canada (wiza ta pozwala przez rok legalnie pracować w dowolnym miejscu w Kanadzie). Wymaganie zapłaty za znalezienie takiej pracy jest moim zdaniem nadużyciem agencji i wykorzystaniem niewiedzy Polaków, bo ogłoszeń o pracy w tym sektorze jest w Vancouver sporo. Spokojnie da radę znaleźć taką pracę bez pośrednika, bez płacenia.

    To teraz jeszcze:

    • W sieci pewnie natkniesz się na wiele firm, które będą oferowały pomoc w emigracji do Kanady oraz pomoc w znalezieniu pracy. Czasami są to duże organizacje, które wyglądem strony internetowej  oraz zamieszczonymi opiniami klientów wzbudzą Twoje zaufanie. Czasami ktoś poleci kogoś sprawdzonego. Zanim podpiszesz z kimś umowę i zapłacisz, zastanów się dobrze.
    • Nieuczciwa agencja będzie chciała od Ciebie pieniądze. Co jest nielegalne, bo w Polsce pośrednik nie może żądać pieniędzy za znalezienie pracy. Ale takie firmy nie są w ciemię bite – być może zaproponują umowę, w której będzie napisane, że płacisz za konsultacje, za pomoc i opiekę, a nie ma zapisu czarno na białym: Firma XYZ zobowiązuje się, że pan Jak Kowalski dostanie pracę u pracodawcy kanadyjskiego, w wymiarze godzin takimowakim, za kwotę takąiśmaką, od dnia…. do dnia….. Nie napiszą, że zagwarantują Ci pracę, bo to nie od nich zależy, tylko od kanadyjskich pracodawców, którzy przecież mogą Cię nie chcieć, no i co polska firma winna? Agencja pomagała jak umiała, ale się nie udało. No ale jeśli nic Ci nie gwarantują ani za nic nie odpowiadają, zastanów się, czy chcesz za to płacić. Zastanów się dobrze!
    • Być może zaproponuje, że pomoże Ci przygotować CV, czyli kanadyjskie resume, że będzie w Twoim imieniu wyszukiwała oferty pracy i Cię umawiała na rozmowy. Takie same rzeczy masz za darmo w państwowym, prowincjonalnym ośrodku pracy. W Vancouver jest to WorkBC. [I tak, na ich stronie jest napisane, że świadczą usługi dla obywateli i stałych rezydentów. Nie odeślą Cię z kwitkiem, pomogą, albo chociaż pokierują, dokąd możesz iść po pomoc, jeśli nie jesteś jeszcze obywatelem czy stałym rezydentem w Kanadzie. Są settelment agencies, są biblioteki i community center, są w końcu agencje komercyjne, szukające pracowników do niewykwalifikowanych zadań. Żadna nie weźmie od Ciebie pieniędzy, a być może pomoże. (przeczytaj też ten stary wpis o tym, jak się przygotować na wyjazd do Kanady)]

    Ważna rzecz: praca w Kanadzie, a emigracja na stałe to nie jest to samo.

    Sama praca nie oznacza, że będziesz mógł na zawsze zostać w Kanadzie.

    Jeśli ktoś mówi: dam Ci pracę w Kanadzie, to zapytaj: no dobrze, ale co, jak mnie zwolnią? Albo jak będę chciał pracować gdzie indziej? Albo jak będę chciał mieszkać gdzie indziej? A jak mi się skończy umowa o pracę, to co?

    Nie płać, jak nie wiesz, co będzie dalej.

    • Masz prawo nie znać przepisów imigracyjnych. Ba, nikt ich wszystkich nie zna. Ci, którzy wiedzą więcej mają prawo brać za to pieniądze, normalka. Ale zawsze dowiaduj się, za co płacisz!
    • Nie mówię, że wszystkie  organizacje, które pomagają w emigracji są nieuczciwe i niepotrzebne. Do mnie osobiście nikt nigdy nie napisał, oferując mi pomoc w znalezieniu pracy.
    • Ciężko jest mi również wypowiadać się w sprawie doradców imigracyjnych, na ile oni zajmują się również pośrednictwem pracy i czy biorą za to pieniądze. Nie słyszałam o takich praktykach. Ja nie polecam żadnych konsultantów emigracyjnych, bo z żadnym nie miałam do czynienia. Ale inni dzielą się swoim doświadczeniem w internecie i już będzie Ci łatwiej oszacować opłacalność współpracy z doradcą.

    Ok, to co zrobić? Jak żyć?

    Jeśli jesteś zupełnie, zupełnie na początku, zaświtała Ci myśl: wyjadę do Kanady, a żeby się tam utrzymać, muszę mieć pracę, to zacznij, zawsze zacznij, od przeczytania wszystkiego, co znajdziesz w internecie o emigracji do Kanady.

    Przeznacz dużo czasu i przygotuj się.

    Teraz jest nas na prawdę całkiem sporo, blogerów piszących o emigracji do Kanady, i vlogerów, pokazujących, jak tutaj jest.

    Nie znam wszystkich, ale osobiście wierzę, że działamy według naszej najlepszej wiedzy, poświęcając swój czas i dzieląc się swoją wiedzą, żeby Tobie było łatwiej.

    Masz dostęp do masy, ogromu informacji za darmo! Korzystaj, użyj mózgu, wysil się trochę, czytaj, słuchaj i pytaj.

    Kiedy to piszę, czyli w lutym 2018, prężnie działają dwie grupy facebookowe dotyczące emigracji do Kanady, gdzie dużo ludzi wymienia się informacjami.

    Możesz sprawdzić, kim jesteśmy, możesz podejrzeć, o czym piszemy, i koniecznie to zrób, zanim zaufasz komuś i zapłacisz mu za to potężne pieniądze.

    Wystarczy prześledzić kilka postów, poczytać stronę Pawła, który postawił ją specjalnie po to, żeby najpopularniejsze zagadnienia emigracyjne zebrać w jednym miejscu, i użyć mózgu (jak nie wiesz, jak, pytaj mądrzejszych, nie ma się co wstydzić, wstydem jest kraść i kłamać, a nie dopytywać się o rzeczy ważne)

    A jeśli już po ptokach i nie wiesz, co robić, i jesteś zagubiony i wszystko okazało się nietakie, umów się z kimś, z jakimś Polakiem pogadaj w Vancouver. Z jednym, z drugim, z trzecim.

    Jak jesteś dziewczyną w Vancouver, przyjdź na Babskie Spotkanie. Napisz do blogera, poradź się, użyj mózgu!

    Jeszcze jedno – każdy popełnia błędy, każdy się może dać ogłupić, chcieć skorzystać z pomocy, wtopić pieniądze.

    Może myślisz, co za głupota, ja bym się nie nabrał, to rozbój w biały dzień.

    Cieszę się, że nikt Cię nie wykorzystał. Ale nie myśl źle o tych, którzy nie mieli tyle szczęścia. Pomóż im, jak możesz.

    Wiem, że ten wpis nie jest miły i ładny. Wierzę jednak, że jest potrzebny. Jeśli go przeczytałeś, powiedz, co myślisz. Może wiesz więcej, może masz swoją historię. Podziel się, a ktoś inny Ci podziękuje.

    Nie będę udawać, że wiem wszystko, ani o tej konkretnej sytuacji, ani o takich praktykach. Dlatego pytaj też innych, nie wierz ślepo mi, użyj mózgu. A jeśli się pomyliłam, napisz mi to. 

    I powodzenia z Twoim planem na Kanadę!


  • Jak się NIE przygotowywać na emigrację z dzieckiem do Kanady.

    Emigracja To dla dziecka (szczególnie w wieku szkolnym) stres porównywalny z rozwodem rodziców. Wiedziałeś o tym?

    Bo nam to nawet do głowy nie przyszło!

    “Jakoś to będzie”, myśleliśmy. No i było. Jakoś. A głównie byle jak.

    Dlatego dziś chcę trochę o tym napisać.

    Czego my nie zrobiliśmy, a powinniśmy. I jak już na miejscu radziliśmy sobie z oswajaniem kanadyjskich emocji u dziecka szkolnego.

    Jak się NIE przygotowywać, a dobrze przygotować na emigrację z dzieckiem do Kanady.

    Jest listopad 2017. Mijają trzy lata od momentu od naszego przyjazdu do Kanady. Trzy lata temu Krzysiek (starszy syn) zaczął kanadyjską podstawówkę.

    Rozpoczęcie życia w Kanadzie nie przyszło Krzysiowi łatwo. Zupełnia zmiana miejsca zamieszkania, kontynentu, wyrwanie go z korzeniami z polskiej szkoły, którą już zdążył poznać.

    Ogromny stres, bo język inny, koledzy wyglądają inaczej, nawet zwykły berek, to nie berek, tylko tag. Zwyczaje inne, jedzenie inne, mamo, co to są te paski zielonego papieru, które koledzy jedzą na przerwie?

    Przeczytaj, co zrobiliśmy my, a Ty nie powinnieneś. I będzie Ci łatwiej z dzieckiem wyjechać.


    #1 błąd- nie myśleliśmy, że to w ogóle jest jakiś temat do ogarnięcia, ta emigracja z dziećmi

    Coraz częściej na emigrację decydują się rodziny z dziećmi starszymi. Te dzieci mają już swoje pooukładane życie. Tak, 7latek jak najbardziej ma swoje zdanie, przyzwyczajenia. Ba, nawet 3 latek je ma, ale jednak zmianę przeżyje trochę łagodniej (z naciskiem na trochę, bo wiadomo, zależy od dziecka)

    U nas w momencie podjęcia decyzji o wyjeździe było zero rozeznania w temacie, zero czytania blogów parentingowych rodziców od lat mieszkających za granicą.

    Nie polecamy takiego podejścia.

    Przygotuj się, przeczytaj co możesz o życiu z dzieckiem w kraju, do którego się wybierasz.

    Czytaj blogi i pytaj na forach / grupach facebookowych. Im bardziej szczegółowe pytanie, tym większa szansa, że znajdziesz pomocną odpowiedź.

    Zamiast pisać: mam dziecko i chcę wyjechać do Kanady, warto?, lepiej zapytaj: mój syn ma 10lat, nie mówi po angielsku, chcemy się przeprowadzić do Vancouver, jaką dzielnicę i szkołę polecacie?

    Znasz te wpisy o życiu dzieci w Vancouver?


    #2 błąd – nie przygotowaliśmy Krzyśka na język angielski

    Pierwsza myśl w temacie emigracji do Kanady z dzieckiem była taka: ojeju co z angielskim Krzysia?

    Latem 2014, powinnam była  wymyślić dla chłopaków jakieś krótkie półkolonie, zajęcia z angielskim.

    Jednak nie pociągnęłam tej myśli, taka uspokojona ogólnie panującym przekonaniem, że dziecko się samo języka nauczy.

    I rzeczywiście się nauczył, ale jakim kosztem? Wielu emocji, wstydu, strachu, buntu, złości.

    Zadbaj o angielski przed wyjazdem. Nawet jak dziecko miało angielski w szkole, spróbuj załatwić mu anglojęzycznego kolegę, może przez Skype, może pen-pala, a może zwyczajnie może z Tobą poćwiczyć kilka zdań.

    Polecem szczególnie ćwiczyć różne pytania: Gdzie jest łazienka? Gdzie mogę się napić wody? oraz podstawowe zwroty: nie rozumiem, mam na imię, chcę się z Wami bawić, ale nie wiem, jak.

    Nieznajomość języka boli tak samo dorosłego, który nie rozumie, co do niego mówi ekspedientka w sklepie, jak i dziecko, które widzi rozbawienie na twarzy rówieśnika, bo na pytanie: What’s your name? odpowiedziało: yes, yes.


    #3 błąd- nie rozmawialiśmy z Krzysiem o Kanadzie

    Powinniśmy byli przeczytać o mieszkaniu w Vancouver. Sami nie wiedzieliśmy, kto tutaj mieszka, że jest tak liczna mniejszość azjatycka i co to oznacza.

    A to oznacza np inne zwyczaje i święta w szkole, choćby Chiński Nowy Rok czy Halloween.

    Niby dzieci wiedzą, o co chodzi, ale czy Ty wiesz, na czym polega trick-or-treat? I gdzie dziecko poprowadzić, jak? I jak ma poprosić o cukierek?

    Wszystkie te drobiazgi, które kanadyjskie dzieci wyssały z mlekiem matki, dla 7latka są nowe. A skoro nowe, to budzące niepokój i bunt.

    A szkoda, żeby mieszkając w Kanadzie, dziecko nie miało doświadczeń właściwych kanadyjskim dzieciom.

    W końcu także o to chodzi w emigracji, prawda? Żeby innego życia spóbować.

    Zatem o tym innym życiu trzeba z dziećmi rozmawiać wcześniej.

    Nasza ulubiona pomoc teraz: książka Mapy (żałuję, że nie zaczęliśmy rozmawiać o tej książce przed przyjazdem). Strony z Polską i Kanadą są już tak wytarte i popisane, że pewnie przyjdzie czas na nowy egzemplarz.

    Przygotowujesz się na re-emigrację do Polski z dzieckiem, które nie mówi po polsku? Wiesz, że Mapy są też po angielsku? Polecam z pełnym przekonaniem!


    #4 błąd – nie ustaliliśmy zawartości walizki, co się przeprowadza, a co zostaje i co z tym robimy?

    W walizce chłopaków przyleciały tylko klocki Lego. A mogły na przykład zdjęcia ze wspólnych wakacji z dziadkami, czy pościel pachnąca warszawskim domem (nasze chłopaki są mocno wrażliwe na zapachy).

    Wystarczyło się zapytać, a nie autorytatywnie zdecydować (to ja decydowałam, czyli zero cierpliwości, bo pakowanie jest be i byle szybciej), to warto, bo dobra, droga zabawka (zestaw drewnianych kolejek).

    Część zabawek po prostu rozdałam. Nie zawsze informując chłopaków, co się z nimi stało. Kolejny nieprzemyślany ruch z mojej strony. No bo co zrobić, kiedy po roku padnie pytanie o ulubiony jeździk? Dziecko pamięta, że był, nie pamięta, że się z nim rozstał.

    Lepiej wspólnie zdecydujcie, co się dzieje z wszystkimi rzeczami dziecka przed emigracją.

    Dyskusja z dwulatkiem nad każdym samochodzikiem nie jest łatwa, ale przynajmniej niech wie, co się stanie z rzeczami, które mają dla niego większe znaczenie.

    Jeśli masz zwierzaka, warto dołożyć wszyskich starań, żeby przeprowadził się z Wami. To w końcu domownik, prawda? Rozstanie z nim dodatkowo przygnębi dzieci i mało przychylnie nastroi do wyjazdu. Pomocne informacje o przewozie zwierząt do Kanady znajdziesz pod tym linkiem.


    #5 błąd – średnio trafiliśmy z czasem przeprowadzki

    Myślałam, że jak przyjedziemy na tydzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, to będzie wystarczająco dużo czasu na ogarnięcie się i ogarnięcie emocji.

    I znowu zonk – za mało było wspólnych dni, żeby Vancouver choć trochę poznać, niespiesznie się rozejrzeć, powoli zaprzyjaźnić.

    Jeśli wiesz, że taktyka rzucania na głęboką wodę dobrze zrobi Twojemu dziecku, nie ma znaczenia, kiedy zacznie szkołę. Ale mało znam takich dzieci.

    Dzisiaj wiem, że lepiej byśmy zrobili przylatując na wakacje do Kanady i dając chłopakom więcej czasu na spokojne rozejrzenie się po nowym otoczeniu.

    Przekonałam się, że w przypadku naszej rodziny robienie wszystkiego od razu i jak najszybciej nie zdaje egzaminu, bo w dłuższej perspektywie płaci się wyższe koszty.

    Tak było z zapisaniem Maćka do żłobka daycare – zaczął chodzić niemalże od początku pobytu w Vancouver, na cały dzień. Przyzwyczaił się, bo człowiek się może przyzwyczaić do wszystkiego, ale dobrze mu to nie zrobiło. Dopiero po roku, kiedy zamieniliśmy całodniowy daycare na kilkugodzinne preschool dwa razy w tygodniu, Maciek wyraźnie poweselał.

    Mogłabym tak jeszcze tę listę wydłużać, ale co się będę jako rodzic biczować ;). Było, minęło.

    Chętnie za to posłucham, jakie Ty masz doświadczenia w emigracji z dziećmi. Daj znać w komentarzu, a ktoś Ci podziękuje.

    A jeśli dopiero myślisz o wyjeździe, pytaj.

    I powodzenia!


    Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.
  • Rekrutacja na najemcę i master of Craigslist czyli jak znaleźć mieszkanie w Vancouver?

    Kilka razy w życiu wynajmowaliśmy mieszkanie. Kilka razy dawaliśmy nasze mieszkanie do wynajmu. Zdarzyło się nawet nam mieszkanie sprzedać. A jak znaleźć mieszkanie w Vancouver?

    A w Vancouver dobrze mieszkać, to jak? Da się znaleźć mieszkanie? – często w emailach pytacie o mieszkanie. 

    Dlatego dziś znowu o mieszkaniu. Jak to u nas wyglądało. I trochę wskazówek plus linków.

    Jak znaleźć mieszkanie w Vancouver?

    Myślicie, że łatwo było? Nie było.

    Nasze początki w mieszkaniu w Downtown.

    Ustaliliśmy od początku, ze Kuba przylatuje do Kanady sam, w lipcu 2104 i będzie szukał dla nas mieszkania. W sierpniu mieliśmy do niego dołączyć.

    Dlaczego taka decyzja? No cóż, chciałam się jeszcze nasycić się latem w Polsce, u rodziców, a poza tym zapewniłam sobie jako taki bufor bezpieczeństwa.

    Jakby Kubie nie wyszło, nie podobało mu się już na wejściu, to zawsze łatwiej się spakować i wrócić w pojedynkę, niż całą rodzinę w te i we wte ciągnąć.

    → więcej naszej historii przeczytasz w poście o przyznaniu pobytu stałego.

    Pracodawca Kuby zapewniał mu mieszkanie przez miesiąc, wynajęte w odległości spaceru od pracy. Kuba przyleciał pod koniec lipca 2014, więc miał czynsz opłacony niemal do końca sierpnia. Za te kilka ostatnich dni to my płaciliśmy wynajmującej agencji.

    Tymczasowe lokum nie jest takie złe na początek mieszkania w Vancouver

    Niewątpliwa zaleta takiego tymczasowego mieszkania (oprócz tego, że za nie płaciliśmy, tak, ma się czasem w życiu szczęście), to możliwość zapoznania się z dzielnicą.

    Po kilku dniach już wiedziałam, że Downtown, czyli śródmieście Vancouver, to zdecydowanie nie moja bajka, i nie chcę tam z dziećmi mieszkać.

    → Gdzie mieszkać: nasz subiektywny przewodnik po dzielnicach Vancouver

    Polecam poszukanie sobie tymczasowego lokum, może hostel, może mieszkanie kątem u kogoś, ewentualnie najem krótkoterminowy (airbnb).

    Wiem, że jest to bardziej skomplikowane i kosztowniejsze, niż wprowadzenie się od razu do mieszkania docelowego, ale nie wyobrażam sobie inaczej, kiedy jest się nowym w mieście.

    Lepiej sobie oszczędzić frustracji całorocznej, kiedy przyjdzie nam przez rok mieszkać z grzybem, czy też w lokalizacji, która dobija hałasem 24/7.

    Więc lepiej przemyśl i wypróbuj,  która dzielnica podpasuje Ci najbardziej.

    Jak na Craiglist czytać ogłoszenia o wynajmie?

    Ogłoszenia o wynajmie mieszkania – apartment listing,  pojawiają się na ogół na miesiąc, dwa miesiące przed wprowadzeniem się. To standardowy okres wypowiedzenia, więc licz się z tym, że trudniej znaleźć mieszkanie z dnia na dzień.

    Poszukiwania mieszkania w Vancouver zaczęliśmy od  Craiglist (coś jak nasze gumtree, alegratka, najpopularniejszy serwis ogłoszeń w tej części Kanady). Tam, w opcji housing masz całkiem sporo opcji do wyboru:

    • apts / housing
    • housing swap
    • housing wanted
    • office / commercial
    • parking / storage
    • real estate for sale
    • rooms / shared
    • rooms wanted
    • sublets / temporary
    • vacation rentals

    Nas interesował pierwszy typ: apts / housing, bo to tam jest najwięcej mieszkań dla rodzin z dziećmi.

    Nasza rodzina według standardów kanadyjskich potrzebuje przynajmniej mieszkania z dwiema sypialniami, nie mniej niż 70 m2, więc przy naszym budżecie pozostawały nam odległe lokalizacje, coś jak warszawskie Bemowo lub nawet Mysiadło.

    Niepokoiliśmy się, że jak nawet zamieszkamy, to jak się będziemy przemieszczać. Samochód kupiliśmy prawie 2,5 roku po przeprowadzce do Vancouver.

    Wśród ogłoszeń można znaleźć enigmatyczne anonse bez zdjęć albo podania lokalizacji map (w stylu: chyba wynajmę pół mojego domu, czyli super przytulne mieszkanie w piwnicy ale tylko jak ktoś jest cichy, bez zwierząt i bez skłonności) ale i, na szczęście dla nas, normalne ofert wynajmu.

    Inne miejsca, gdzie możesz szukać mieszkania, a także jego wyposażenia to:

    • Bunz
    • Kijiji 
    • Padmaper – sprytnie zaczynasz poszukiwania od mapy
    • Rentseeker
    • Viewit
    • Navut 
    • Polacy i polskie media (gazety, radio, sklepy)
    • Jak chodzisz po okolicy, szukaj znaku apt for rent i dopytuj się telefonicznie.
    • Czytaj tablice ogłoszeń w community centre, bibliotekach oraz miejscach dla nowoprzybyłych (settelment agencies, trochę o nich pisałam wcześniej)
    • Grupy na facebooku: ogólne i lokalne (nie tylko polskie)

    UWAGA: bądź podwójnie czujny, jeśli ogłoszenie jest mega atrakcyjne, a tanie, właściciel wygląda podejrzanie i w ogóle intuicja ci mówi, że coś nie halo. Przekręty na mieszkaniach są wcale nierzadkie. (ang. scams).

    Właściciel może chcieć podpisać mowę wynajmu na rok z góry, ale nie może również zarządać płatności z góry (pre-pay) za okres wynajmu. Może za to wymagać czeków z datą realizacji na pierwszy dzień miesiąca.

    My wysyłamy czeki na pół roku płatności, a nasza właścicielka je sobie “keszuje” (to cash, realizuje/deponuje czeki), w danym miesiącu.

    Niestety płatność czekami sprawia, że nigdy nie wiemy, kiedy pobierze te 1850 CAD z konta, więc muszą one tam być przez cały miesiąc (utrudnia to zarządzanie finansami).

    → mieszkanie to nasz największy wydatek – chcesz wiedzieć o innych? przeczytaj post o wydatkach

    Na co zwrócić uwagę wybierając mieszkanie/dom

     Poniżej znajdziez spis rzeczy nieoczywistych, które mogę Cię zaskoczyć w ogłoszeniach o wynajmie:

    • Jakie jest wyposażenie – i czy zostaje po wyprowadzce poprzednich najemców. Większość mieszkań wynajmowana jest bez mebli.
    • Czy jest pralka (washing maschine) /  pralko-suszarka / pralka i suszarka.

    Taki urok Ameryki, że wciąż w wielu miejscach pralek nie ma w mieszkaniu (no laundry on site), ba, nie ma nawet przyłączy na pralkę (w/d hookups). I pranie robi się w publicznych pralniach miejskich lub w pralniach w budynku (laundry in building).  Jeśli masz dziecko, zastanów się dwa razy, zanim wynajmiesz mieszkanie bez pralki.

    My mamy pralkę i suszarkę (dwa osobne urządzenia), i bardzo sobie to chwalę. Ale znamy rodziny, które obywają się bez pralki i też jest ok.

    Jak nie masz pralki, ustaw sobie na półce słoik na 25centówki. Tymi monetami płaci się w publicznych pralniach najczęściej.

    • Czy jest zmywarka – dla nas tak samo “cenna” jak pralka. Wiem, rozpuszczona jestem i mam za wysokie wymagania 😉
    • Jakie są kaloryfery – często są elektryczne i niskoosadzone.

    Nie żeby było specjalnie zimno w Vancouver. Raczej chodzi o bezpieczeństwo małych paluszków oraz brak możliwości wysuszenia czegokolwiek na kaloryferze.

    A potrafią mieć taką moc, że raz nam stopiły buty. Serio! Buty narciarskie stojące w pobliżu nadtopiły się.

    • Ile jest sypialni, pomieszczeń, szaf czy składzików.

    Pomysłowość właścicieli nie zna granic! W ogłoszeniach znajdziesz informację, że mieszkanie ma pojemny den, który możesz przeznaczyć na osobną sypialnie. Den to właściwie taka większa szafa, w różnym miejscu w mieszkaniu. Den może być także zabudowanym balkonem.

    Co ciekawe, żeby pomieszczenie było sypialnią, wcale nie musi mieć okna! Musi mieć za to szafę. Najczęściej wbudowaną, typu walk-in, czyli dużą i pustą w środku (często bez półek czy szuflad wewnętrznych).

    • Będzie widok z okna? A drzwi od której strony?

    W Vancouver najchętniej by się chciało na góry popatrzeć. Za taki widok cena mieszkania może być nawet o 50 CAD wyższa niż za to na niższym piętrze. Odpowiednio drożej trzeba zapłacić za widok w miejscowościach wokół Fraser River.

    Mieszkanie (ale znacznie częściej dom) może być też opisane jako laneway, czyli w bocznej uliczce.  I niestety, przynajmniej w Vancouver, nie jest to ładna uliczka, tylko dojazd z tyły domu, pomiędzy parkingami (parking on rear), koszami na śmieci i wszelkiego rodzaju rupieciami.

    Czasami z takiego mieszkania widok jest zerowy, bo znajduje się ono w piwnicy (basement, poniżej więcej w temacie)

    • Ile pokoi ma mieszkanie?  – w skrócie: dwie sypialnie to zwykle mieszkanie z dwoma pokojami do spania, salonem (living room), częścią na jadalnie (dinnig), kuchnią i łazienką.
    • 1,5 łazienki czy 1,5 pokoju? I na takie cuś można trafić przeglądając ogłoszenia. Łazienka po połowie będzie oznaczała taką bez wanny. Podobno jest też 3/4 oraz 1.5 bathroom, ale się nie spotkałam.  Jest za to w google 😉

    Czy apartment to apartament? Penthouse prawie?

    Często w ogłoszeniach spotkasz nazwy suite / condo / apartment. Nie umiem jednoznacznie określić, jaka jest między nimi różnica (ktoś mądry w komentarzu niech się wypowie).

    Z grubsza znaczą one mniej więcej to samo: mieszkanie. Nie dom. I niekoniecznie apartament rozumiany jako mieszkanie o podwyższonym standardzie. Zwykłe mieszkanie.

    • może być w budynku (building  rental – building), gdzie część (większość) mieszkań wynajmuje agencja, a część jest własnościowa, czyli ma osobnych właścicieli.

    Jeśli będzie to condo, możesz spodziewać się, że będzie sala gimnastyczna, pokój wspólny z fotelami, czasami biblioteka albo basen dla mieszkańców. W takich budynkach bywają również portierzy.

    • może być w czyimś wolnostojącym domu (detached house), bliźniaku (duplex, nie do końca to samo, co w Polsce), rzadziej w szeregowcu (townhouse).

    Sporo właścicieli mieszkań ma pozwolenie na stworzenie tzw. secondary unit, którym jest właśnie dodatkowe mieszkanie, do wynajęcia. I, jak nazwa wskazuje, to mieszkanie bywa takie trochę drugorzędne. Czyli na przykład w piwnicy (basement). Znajdziesz mnóstwo takich ogłoszeń. Często wynajmując takie mieszkanie, nie będziesz mieć własnej pralki, tylko współdzieloną z właścicielem. Który będzie mieszkał nad tobą. I miał na wszystko oko. Możesz jednak trafić na własny kawałek trawnika i super ludzi, z którymi się zaprzyjaźnisz. Bo w sumie czemu nie?

    • może być w spółdzielni mieszkaniowej, czyli w co-op.

    To jest opcja tzw. affordable housing, czyli ceny wynajmu mieszkań są niższe niż średnia rynkowa, bo takie mieszkania są nastawione na tworzenie wspólnot sąsiedzkich. Mając mieszkanie w takiej wspólnocie, przygotuj się na dzielenie części wspólnych oraz obowiązki na rzecz wspólnoty. Co-op‘y mają długie listy oczekujących. Czasami trzeba wykupić udział w budynku, co może być dużym wydatkiem na początek.

    Lista dostępnych spółdzielni mieszkaniowych TUTAJ

    Kiedy w naszej okolicy pojawiło się ogłoszenie, że co-op przyjmuje zgłoszenia i można przyjść zobaczyć mieszkanie, poszliśmy i my, a co! My i jakieś 2 000 innych mieszkańców Vancouver. Nawet w wiadomościach była informacja- sensacja: z mieszkaniami w mieście jest tak strasznie, że na jedno apartament viewing stawia się cała dzielnica.

    A co jeśli to nadal nie opcja dla Ciebie? Możesz wtedy wynająć stancję, czyli room rental u kogoś w mieszkaniu lub wspólnie z innymi wynająć mieszkanie – shared apartment.

    Możesz skorzystać z usług agencji wynajmu (lub brokera). My nie korzystaliśmy, więc nie polecimy. Strony agencyjne z ogłoszeniami znajdziesz w poście Moniki.

    Jak Kuba rowerem jeździł i mieszkania oglądał czyli rekrutacja na najemcę

    Na początku pobytu nie mieliśmy samochodu (dorobiliśmy się go dopiero w ostatni dzień 2016 roku).

    Kuba nie miał lekko z poszukiwaniem mieszkania dla nas.

    Dzwonił po właścicielach z ogłoszeń na craigslist, jeździł rowerem (tak, także do Burnaby, nie, nie wiedział wtedy, że rower można przewieźć kolejką Sky Train), oglądał mieszkania, aplikował z CV swoim i moim też (że pracuję m.in. dla klienta z Kanady i jakby co to znam kogo trzeba) i z informacją, że chociaż mamy dwoje małych dzieci, to nasze dzieci ciche som!

    Piszę właściciele mieszkań, ale równie często są to agencje, które w imieniu właścieli nimi zarządzają. Zasady aplikowania o wynajem są takie same.

    Aplikowanie to wypełnianie papierków i wykazywanie swoich dochodów, a czasami także zaświadczenie od niekaralności (criminal check).

    Po aplikowaniu pozostaje czekać, aż właściciel mieszkania nas wybierze z tłumu kandydatów. Niestety nie ma wymogu kto pierwszy, ten lepszy ( first in, first served)

    Ale może pomóc, jeśli masz od razu pieniądze na depozyt lub czek, żeby go wypisać.

    Tak pokażesz właścicielowi, że jesteś poważnym wynajmującym.

    Preferowani najemcy to :

    • Kanadyjczycy
    • Najemcy z historią wynajmu (czyli referencje od poprzednich właścicieli, najlepiej kanadyjskich). My mieliśmy referencje od naszych sąsiadów z Polski (taki list, bez określonej urzędowej formy, napisany po angielsku i podpisany przez sąsiadów, dzięki M.). Nie musi pomóc, ale nie zaszkodzi.
    • Najemcy z historią kredytową (ale nie liczy się ta z polskiego BIKu, buu). Chodzi o credit score, który dla nowych w Kanadzie wynosi 0.
    • Najemcy z potwierdzeniem, że pracują i ich będzie stać na mieszkanie (employment letter – umowa / oferta pracy, payslips / pay stubs czy rozliczenie podatkowe tax return).

    Czasami, żeby wynająć mieszkanie,  trzeba mieć po prostu szczęście. Albo ziomków w okolicy. Polityka wynajmu i ceny mieszkań sprawiają, że wielu imigrantów zmieszkuje koło siebie, tworząc getta, zamykając się w swoich społecznościach.

    I tak Richmond jest chińską enklawą, Hindusi zamieszkują w Surrey, a Żydzi w Oakridge.

    Nie wpływa to dobrze na różnorodność społeczności i nie jest bez znaczenia dla ogólnego dobrobytu. Ale co robić? Jakiś pomysł?

    Jeśli w oczach właściciela jesteś raczej mało atrakcyjny jako najemca, możesz zaproponować wyższą cenę wynajmu, albo większą kaucję (deposit). Licytacje mieszań w porządanych lokalizacjach są od jakiegoś czasu powszechne w mieście.

    Dla fanów serialu Friends – pamiętasz, jak Ross próbował przejąć umowę wynajmu mieszkania po Ugly Naked Guy? Opowiadał,  że wykazał się daleko idącym sprytem i przekupił właściciela koszyczkiem babeczek. Po czym okazało się, że jego koszyk był najmniejszy z trzech, przysłanych przez innych “licytujących się” najemców. No właśnie. Myślisz, że takie rzeczy tylko w NYC? No to cię zaskoczę!

    A gdzie szukać mieszkania pytasz? Jaka dzielnica najlepsza? Tu już musisz sobie odpowiedzieć na kilka pytań:

    • czy blisko do pracy? (a może wciąż pracy szukasz? Agencja pomoże)
    • czy blisko do kolejki?( a jak się nią jeździ?)
    • czy blisko do przyrody? (outdoor ❤)
    • czy blisko do rozrywek wielkomiejskich? (dla niektórych to ważne)
    • czy blisko do szkoły? (trochę o tym pisałam tutaj)
    • czy …. najważniejsze właściwie…. czy cię stać (bo my nie mamy miliona na domek)

    My mieszkamy na Mount Pleasant, rejon cały nazywa się Uptown.

    → zobacz przewodnik po naszej, mocno hipsterskiej dzielnicy [ENG]

    Mieszkamy i mimo bardzo przeszkadzającego zapachu marihuany, zamierzamy na razie zostać tutaj. Ale nasza koleżanka – sąsiadka Marijanna już nie. Dlaczego? Zobacz, co ją wkurza, i będziesz wiedzieć.

    Krótka relacja z pierwszych chwil w naszym mieszkaniu w 2014

    Do przeprowadzenia się z mieszkania tymczasowego potrzebowaliśmy spakować nasz, wydawałoby się niewielki, dobytek.

    Ale wyszło sporo, bo pakowanie 5 waliz, 2 walizek, walizeczki, plecaka, gitary, dwóch rowerów oraz krzesełka dziecięcego Urban, nie było zajęciem łatwym, zwłaszcza, że pogoda się popsuła.

    Oczywiście przyoszczędziliśmy na ciężarówce przeprowadzkowej, w końcu te wszystkie rzeczy  to nic, prawda? Dzieci się nimi objuczy najwyżej.

    Żart. Ciężarówki wprawdzie nie mieliśmy, ale załadowaliśmy się elegancko do taksówki. Rowery podprowadziliśmy pieszo.

    Podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze. No więc, eeeeeee, pierwsze kanadyjskie mieszkanie słabe jakieś takie.

    Jesteśmy, w wielkim, pustym mieszkaniu. Co ciekawe, nie ma ono prawie wcale lamp górnych, więc musimy zakupić sobie nastrojowe światło stojące. Nie wiem, ale jakoś mnie to zdziwiło, że lamp nie ma.

    Są za to czujniki dymy, łypiące czerwonym okiem sygnalizacyjnym. Te czujniki dymu to samo zło! Nie zliczę, ile razy zawyły przeraźliwie, a tylko piekarnik był lekko uchylony. Mocno wrażliwe cholery z nich. Raz nas nawet przez nie wyciągnięto z domu, w środku nocy, cały blok ewakuowano, straż przyjechała i dopiero wtedy zamilkły. A niech je!

    Mamy pralko-suszarkę (stareńką jednak i ledwie dychająca, mają wymienić), lodówkę , kuchenkę elektryczną (kiedyś zrobię jej zdjęcie – jest ogromna), zmywarkę, mikrofalówkę, dwudziestoletnie łóżko półpiętrowe dla Krzyśka i materac dmuchany dla Maćka. I kilka rzeczy kuchennych, np. obierak do warzyw. Albo zestaw noży do steków, w eleganckim pudełku, po poprzednim właścicielu.

    Nabytki nasze – stół, trzy krzesła, taboret, taboreciki, łóżko z materacem rozmiar queen, sztućce Ikea, dwie szklanki Ikea, talerze Ikea, ręczniki Ikea.

    [edit w 2016 r.] Rzeczy nam niewiele więcej przybyło i  jakoś wciąż nie mamy śmiałości wbijać gwoździ w ściany. Chłopaki nie mają takich dylematów, tzn. gwoździami się nie interesują, ale podłoga nadaje się do wyścigów wyśmienicie, i nic to, że ryski będą.

    [edit w 2017] Zaczęliśmy wbijać gwoździe, obrazki na ścianie pozwalają bardzo dom osowić, a  plakaty przyklejone na plaster w 214 już się zaczęły odlepiać. Przybyło nam też mebli: dwie komody w Ikea i łóżko piętrowe z Ikea. Poza tym kupiliśmy używany rzutnik do płyt, wypożyczanych z bliblioteki i dwa używane biurka.

    Nie mamy żadnych rzeczy w wielkich rozmiarach, które przewieźlibyśmy z Polski. Nie wynajmowaliśmy kontenera na meble czy książki, wszystko albo zostało sprzedane, albo po prostu zostało.

    Wyszliśmy z założenia, że w Kanadzie kupimy, co będzie trzeba. I mieliśmy rację, wszystko jest. A że teraz trzeba nam mniej? To tylko dobrze!

    Najśmieśniejsze jest (choć to raczej wzgardliwy chichocik), że wciąż tutaj mieszkamy. Głównie ze względu na cenę.

    Dynamika cenowa w Vancouver jest taka sama jak w każdym innym mieście – im dalej od centrum, tym taniej. W Vancity jest jeszcze jeden wskaźnik – im bardziej na wschód, tym taniej.

    Część mieszkańców kierunek “na wschód” traktuje bardzo serio i przeprowadzają się na …. Wyspę Księcia Edwarda, atlantycką część Kanady, na drugą stronę kontynentu. Istnieje już nawet nazwa dla takiego zjawiska – eastsizing.

    Ciekawe, prawda? Zwykle ludzie migrują “na Zachód” w poszukiwaniu lepszych możliwości, a tutaj proszę, trend zupełnie odwrotny.

    W lipcu 2017 padł rekord – średnia miesięczna rata za wynajem mieszkania z jedną sypialnią (one-bedroom apt.) w mieście Vancouver wyniosła 2000 CAD!

    Na koniec trochę heheszków, czyli beka z ogłoszeń. Kto wynajmował choć raz w życiu stancję czy mieszkanie w Polsce, temu sentymentalnie zakręci się łza w oku, bo Kanadyjczycy podchodzą do tematu z naszą ułańską fantazją. Ale internet nie zapomina i najśmieszniejsze ogłoszenia znajdziesz pod tym linkiem

    Jeśli znasz jakieś dobre strony pomocne przy wynajmnie mieszkania w Vancouver, albo sam zajmujesz się Real Estate, daj znać w komenatrzu. Inni ci za to podziękują!

  • Jak być fit w Vancouver? Prosto, sportowo, darmowo. Plus emocje, a właściwie wyścig

    Z wrześniem jest jak z nowym rokiem – lubię robić plany. I postanowienia. Że coś zmienię i coś się zmieni. Na lepsze oczywiście. 

    Zwłaszcza, że po obżarstwie wakacjach w Polsce, moim numero uno jest zadbać o siebie i chłopaków, czyli więcej się ruszać, czyli być fit!

    Miesiąc wrzesień, oprócz hasła “szkoła woła”, sponsoruje zawołanie: ruch to zdrowie! I nie ma że boli, że drogo, że coś tam jeszcze.

    Kto ze mną?

    Uwaga: w poście będzie trochę pokrzykiwania trenerskiego rodem z boiska. Wiesz, zagrzewanie do boju i motywacja do działania. Się przygotuj.

    Być fit w Vancouver jest bardzo prosto. I często zupełnie za darmo.

    Mieszkać w Vancouver i nie uprawiać żadnego sportu, nawet nie spacerować, jest bardzo trudno. No, nie wypada wręcz 😉

    Za ładnie jest miasto położone, za blisko do góry i na plażę, za dużo ścieżek, gdzie się nie stoi jak w kolejce na Giewont.

    [ chociaż po prawdzie, jak się idzie na Quarry Rock, to bywa tłoczno. Albo na Grouse Mountain. Wciąż jednak można znaleźć miejsca zupełnie odosobnione.]

    I ta presja tłumu. Kanadyjczycy są aktywni na serio, biegają, grają w piłkę, jeżdżą na rowerach, pływają, chodzą na siłownię.

    Od ogółu do szczegółu, czyli jak żyć sportowo i co najbardziej mi się podoba ❤ w Vancouver (i często jest powszechne w Kanadzie)

    Lecimy w punktach. Bo ławiej się czyta. Podobno.

    • Dostępność siłowni, albo i nawet basenów w budynkach mieszkalnych, dla mieszkańców. W naszym budynku, starym jak świat (albo i starszym) jest siłownia. Byliśmy może z 5 razy, choć całkowicie za darmo, otwarta całą dobę, tłumów nie ma, a jest sporo sprzętu, choć akurat bieżni nie (ale głupia wymówka, c’nie?). A mieć basen w budynku to już w ogóle miodzio, wiem, bo przez tydzień mieliśmy taki w Downtown [westchnięcie].

    Sprawdź, czy masz w budynku swoim siłownię / basen.

    • Publiczne fontanny wody pitnej – mega pomysł. Dzięki niej można zaoszczędzić sporo pieniędzy, bo nie trzeba kupować butelkowanej wody mineralnej w cenie od 1,5 CAD w górę. A i matce na spacerze pomoże ogarnąć nagłe pragnienie dziecka, które musi zostać ugaszone natychmiast (pragnienie, nie dziecko). Taka fontanna składa się z małej misy i zaworu, ustawionego tak, aby dorosły mógł się napić bez używania kubka. Albo dziecko, albo pies (bo na takich wysokościach też się montuje fontanny). Często jest specjalny kranik na napełnienie bidonu, bo z butelkami na wodę chodzą tutaj wszyscy.  Fontanny stoją zarówno na zewnątrz i wewnątrz budynków sportowych też. Niektóre działają nawet zimą.

    Miej przy sobie butelkę z wodą – będziesz wyglądać na lokalasa!

    • Publiczne korty tenisowe, skateparki [tak to się pisze?], boiska sportowe przy szkołach. Spośród wszystkich obiektów, parków i boisk tylko kilka jest płatnych. Większość jest dostępna, niezamykana na noc.

    Nas spotkasz najczęściej na boiskach przy szkołach:

    • → Mount Pleasant Elementary (kort tenisowy, boisko trawiaste do piłki nożnej, plac do koszykówki);
    • → Simon Fraser Elementary (skatepark, wygumowany plac do koszykówki, świetne 3 place zabaw).

    Nie ma wymówki, że za daleko. Szkoła jest za rogiem!

    • Bezpłatne parki wodne (spray parks, splash pads) przy szkołach czy ścieżkach spacerowych. To rodzaj placu z fontannami, sikawkami do polewania się, małymi brodzikami, a czasami nawet ze zjeżdżalnią. Nie są tak ogromne jak parki wodne i nadają się nawet dla małych dzieci.

    Czynne latem. Nie ma na nich ratowników.  Sprawdzone przez nas i popularne to:

    •  → Granville Island Water Park w parku przy Granville Island. Są zjeżdżalnie!;
    •  → jeśli często bywasz w parku Stanleya, zwłaszcza rowerem, to taki park jest mniej więcej w połowie ścieżki rowerowej Seawall;
    •  → przy muzeum z prawdziwym pociągiem i placu zabaw w Steveston;
    •  →  Prince Edward Spray Park przy szkole David Livingstone;
    •  → przy Marpole Community Centre;

    Każdego lata jesteśmy przynajmniej kilka razy w zwykłej fontannie w parku Robson. Pracownicy wymieniają wodę średnio co godzinę.

    W czasie wakacji często w okolicy są dodatkowe atrakcje, organizowane przez miasto. Wspólne kolorowanie, gry w piłkę, wyścigi na jeździkach, czy hot dogi sprzedawane przez nastolatków. A także koncerty lokalnych artystów. Za darmo lub za niewielką opłatą można spędzić czas jak na pikniku.

    Lubisz wodę? Idź się popryskaj!

    • Centra sportowe. Jedna opłata i korzystasz ile wlezie. Albo i bez opłat.

    Miejska siłownia, basen, lodowisko, sala do tańca, sala gimnastyczna – mogą występować pojedynczo lub w różnych kombinacjach. Najlepiej znaleźć community centre koło siebie i zobaczyć, jakie zajęcia mają w ofercie.

    • → Na tej miejskiej stronie wyszukasz większość zajęć sportowych po rodzajach zajęć LINK
    • → Na tej stronie masz spis wszystkich obiektów sportowych i community centre LINK
    • → Kiedy już znajdziesz zajęcia dla siebie, rejestrujesz się poprzez system Vancouver Recreation LINK

    Emocjonujący dość, wręcz jak obstawianie wyścigów, uda się czy nie?

    Zajęcia popularne, takie jak nauka pływania czy nauka jazdy na łyżwach zapełniają się w mgnieniu oka. Teoretycznie są trzy możliwości rejestracji: online, telefonicznie i osobiście. Jednak w praktyce warto tuż przed 9 rano, w dniu rejestracji, być na stronie Vancouver Recreation i zarejestrować dzieci od razu. Bo o 9:05 już często jest pozamiatane.

    Stąd te emocje, hehe, palec na klawiaturę, karta kredytowa w pogotowiu i jeszcze tylko: 5…4…3…2…1… bach, zajęcia lądują w koszyku.

    Ale tak zupełnie serio nie musisz się stresować – takie atrakcje najczęściej mają miejsce w Hillcrest Community Centre (które jest równocześnie Hillcrest Aquatic Centre oraz Hillcrest Rink).

    W innych obiektach dużo łatwiej o miejsca. Rejestracja ma miejsce kilka razy do roku, więc jak nie te zajęcia, to będą następne.

    Wskazówka ode mnie: jak masz dwoje dzieci do zarejestrowania na zajęcia, zacznij od najmłodszych. Na zajęciach dla maluchów jest mniej miejsc w ogóle, a chętnych zawsze najwięcej.

    Sprawdzone przez nas miejsca:

    • →  basen: Britannia Pool (zimno zimą, potrzebna kłódka do szafek w przebieralni), Kerrisdale Pool (zimno, potrzebna kłódka do szafek w przebieralni ), Hillcrest Aquatic Centre (love, love, love, nowocześnie, ciepło, dużo miejsca);
    • →  lodowisko: Trout Lake Community Centre (ok, blisko bistrokawiarnia, ładne i nowe), Britannia Rink (ok minus, przydałby się remoncik), Kerrisdale Rink (ok minus, przydałby się remoncik), Hillcrest Rink (byłoby ok ok, ale tłumy takie, że ciężko się przebierać, więc w sumie tylko ok);

    A jeśli nie uda się Wam zapisać na zajęcia to nie ma co płakać, tylko wybrać się na lodowisko czy basen kiedy są “godziny dla publiczności” (public skating and ice-hockey, public swimming).

    Możesz kupić bilet jednorazowy, wejściówkę na miesiąc (nielimitowana liczba wejść monthly pass) lub karnet 10 wejść. Sprawdzaj stronę miasta Vancouver, bo co jakiś czas pojawiają się promocje, np. 50% off.

    Osoby o niższym dochodzie mogą wykupić zajęcia ze zniżką. Szczegóły w linku.

    Przykładowy cennik:

    • cykl zajęć pływackich (10 spotkań) – około 70 CAD,
    • nauka jazdy na łyżwach około 50 CAD.
    • wstęp jednorazowy na lodowisko z wypożyczniem łyżew : 10 CAD

    Znajdź najbliższe community centre!

    • Za darmo zupełnie – plaże, parki, szlaki. 

    No i co ja Ci będę pisać o wyjściach i wycieczkach, jak o tym co drugi post jest.

    I nie zapominajmy o nartach! Do końca września karnety na wiele okolicznych szczytów kupisz za połowę ceny!

    Także tak.

    Koniec wymówek. Ruszasz w miasto, albo poza miasto!

    A jak szukasz partnerki, daj mi znać. W przyszły wtorek testuję zajęcia: Adult Jazz Dance. Więc wiesz, możesz mnie namówić na wiele 😉

    PS. W Vancouver jest Groupon! Przetestowałam w ten sposób już dwa studia jogi. Całkiem przyjemne zniżki!

    Mam prośbę do Ciebie. Jeśli uprawiasz sport o którym nie napisałam, daj znać, jak to wygląda w Vancouver. Razem stworzymy post o aktywnym życiu w naszym mieście. Ktoś ci za to podziękuje!

  • Jak Vancouver wkurza Marijannę – 3 największe rozczarowania miastem

    Jak Vancouver wkurza Marijannę – 3 największe rozczarowania miastem

    Podobno do wszystkiego można się przyzwyczaić. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, czy jakoś tak. Owszem, owszem, nie żebym się nie zgadzała.

    Zgadzam się też, na ogół, z corocznie powtarzaną opinią o Vancouver – że to najlepsze miejsce do życia, albo przynajmniej w pierwszej dziesiątce.

    Marijanna też się z tym zgadza. Choć ten jeden raz się zgodziła jakby mniej. Eeeee, co ci będę ściemniać. Wcale się nie zgodziła, tylko się na miasto obraziła. 

    Vancouver wkurzyło Marijannę i zaraz mi opowiedziała swoje trzy największe rozczarowania miastem.

    Marijanna to moja dobra koleżanka – sąsiadka, Serbka, od 3 lat mieszkająca w Vancouver. Mąż i dziecko obywatele kanadyjscy, ona sama ma prawo do stałego pobytu. Ma wykształcenie wyższe, pracowała w firmach finansych w Belgradzie, zanim przenieśli się z mężem do Kanady.

    Jakiś czas temu poszłyśmy na kawę, do Starbucksa na rogu 15tej i Main, który po remoncie nie wygląda jak Starbucks [nie jest zielony, tylko czarno-brązowy oraz organizuje kursy baristy. Taki trochę Starbucks plus, widzę pierwszy raz na oczy].

    Nad kawą, która, choć w innym (ładniejszym) kubku, smakowała tak samo, Marjanna powiedziała mi, że się wyprowadzają na jakiś czas z miasta.

    Rozmowa naturalnie skręciła w stronę wymieniania plusów nowego miejsca . Wyjeżdżają do Nowej Zelandii.

    Żeby były plusy, muszą być minusy, więc ponarzekałyśmy sobie trochę na Vancouver, ona nawet bardziej niż ja, bo ja to przynajmniej mam blog do wylewania żali, a ona ma tylko mnie.

    Postanowiłam te 3 grzechy główne miasta Vancouver według Marijanny spisać* i zapytać was, co o tym myślicie. Może was też wkurzają?

    *w  tekście wykorzystałam też  post o śmieciach sprzed kilku lat

    #1 bezdomni i brak pomysłu miasta na rozwiązanie problemu.

    Marijanna ma córkę w daycare (wiesz, co to jest?→LINK) w okolicach Chinatown. Codziennie odbiera ją stamtąd, około 18. Codziennie wsiada z małą do autobusu, żeby z centrum miasta dojechać na naszą przyjemną górę.

    Jej spostrzeżenia o ludziach, których najczęściej wtedy spotyka – bezdomnych.

    Kate, ja już nie mogę, mówi Marianna. Nie płacą za bilety. Nie zachowują się normalnie. Straszą dzieci. Przy Science World walają się strzykawki. Community Centre publicznie dziękuje rodzicom, że oczyszczają na bieżąco plac zabaw ze strzykawek pozostawionych tam przez narkomanów.

    Mocne? Nawet bardzo.

    Na ulicach miasta, w parkach, na dworcach, pod witrynami sklepowymi. Bezdomni śpią, rozmawiają, wreszcie handlują. Ludzi, którym się w życiu noga powinęła, jest w mieście sporo.

    Chodzą pogłoski, że w czasie surowych zim w innym prowincjach kanadyjskich, władze oferują tamtejszym bezdomny one-way ticket do wspaniałego i ciepłego Vancouver.

    Są takie miejsca, gdzie lepiej się nie zapuszczać samemu. Ulice żyjące własnym życiem przez całą dobę.

    Jeśli spacerujesz po historycznej części Śródmieścia – Gastown, wystarczy zrobić krok dalej, a zobaczysz inną twarz Vancouver.

    Ludzi, którzy z przypadku lub wyboru żyją zupełnie innym “Canadian dream”

    Problem bezdomności jest także wynikiem nieprzemyślanego traktowania przez lata rdzennych mieszkańców Kanady. Pisałam już, dlaczego, kiedy widzę Indianina, wolę przejść na drugą stronę ulicy.

    Podobno na czas igrzysk 2010, miasto zapakowało ludzi z ulicy w autobusy i wywiozło, żeby nie kłuć problemem w oczy turystów.

    Więc jeśli masz przed oczyma dziką Kanadę, taką od Arkadego Fiedlera i “Ostatniego Mohikanina”, to wiedz, że jest i taka Kanada.


    #2 śmieci

    Śmieci w Vancouver są, wysypują się z przepełnionych pojemników, walają po ulicach, parkach, przystankach autobusowych.

    Nieważne jaka dzielnica- czy centrum Vancouver, czy też spokojna uliczka z domkami jednorodzinnymi. Różne rodzaje śmieci: kubki po kawie, opakowania, resztki jedzenia, czy tzw. gabaryty, czyli stare meble, a nawet elementy łazienki!

    Najbardziej zadziwiające jest, że ludzie potrafią przesiadywać na trawie, na leżaku, na plaży, a tuż obok walają się stosy śmieci. Nie wiem, nie przeszkadza im to, że w parku jest taki bałagan? I choć starają się sprzątać regularnie, to i tak jest niefajnie.

    Są śmieci, bo nie ma śmietników!

    Nie ma śmietników, no na prawdę nie wiemy z Marijanną, jak to jest możliwe, żeby nie było koszy na ulicach.

    Prędzej znajdziesz Starbucksa niż kosz. Nawet jakby się chciało wyrzucać śmieci przepisowo, to i tak nie ma do czego.

    I koło się zamyka.

    Jedyne, czego nie doświadczysz na chodnikach i ulicach to psie wiadomo-co. Mieszkańcy Vancouver sprzątają po swoich zwierzakach. Ale jak nie ma śmietnika, gdzie by się niewygodnej torebeczki pozbyć, to niestety ląduje ona na ziemi. I jest nawet gorzej, niż gdyby nie było sprzątnięte, c’nie? Przecież plastik to wiadomo jak długo się (nie)rozkłada.


    #3 rynek mieszkaniowy – bardzo gęsta dżungla, pełna dzikich zwierząt!

    Calkiem niedawno pisałam o naszym wydawaniu pieniędzy. I żeby nie było, że z nas burżuje, które niewiadomo jakiego mieszkania by chcieli, a w ogóle to by pewnie chcieli na własność (nie chcemy, dziękujemy, własne mieszkanie to masa kłopotów). Pisałam, że naszą największą oszczędnością jest brak przeprowadzek, o zakupie nieruchomości nawet nie myślimy.

    W Vancouver nie ma mieszkań do wynajmu ani kupna.

    Moje najdziwniejsze doświadczenia?

    • Widziałam ludzi koczujących przed biurem sprzedaży mieszkań w wieżowcu w naszej okolicy. Na dwa lata zanim budynek powstał, tfuu… przecież on wciąż powstaje.
    • Pamiętam to nieśmiałe zaglądanie przez szybkę do biura sprzedaży w Kerrisdale, gdzie buty jednej klientki były warte tyle, ile miesięczna wypłata na kredyt (mortage)

    Pamiętam też, jak mi Marijanna opowiedziała, że oni nawet odłożyliby na wkład własny (downpayment), ale co z tego. Z jednego biura sprzedaży została delikatnie wyproszona, bo mieszkania już i tak zaklepane dla konkretnych klientow (glównie azjatyckich) lub agentów nieruchomości. Zdaniem Marijanny nie ma co nawet myśleć o kupnie bez skorzystania z usług agenta.

    Jeśli już są mieszkania, zwykle super drogie.

    Nie jest niczym niespotykanym, że ludzie się licytują, oferując dużo powyżej ceny wyjściowej (asking price).  Są skłonni na kompromisy w innych dziedzinach życia, byleby tylko mieć gdzie mieszkać [no jacha!].

    Przeprowadzają się coraz bardziej na wschód Vancouver.


    Marijanna wraz z rodziną wyjeżdża z Vancouver. Nie wiem, czy wróci, czy będzie żałować, w końcu, jak wygląda to miejsce, gdzie zamieszka. Śmieci, ludzie żyjący na ulicy oraz wariactwo na rynku nieruchomości, to trzy poważne, jej zdaniem, zarzuty wobec miasta. A próby rozwiązania tych problemów nie przynoszą rezultatów.

    To ją wkurza.

    A czym ciebie Vancouver, albo Kanada, rozczarowała?

    Ps. Spodziewam się przynajmniej jednego komentarza w stylu: jak ci się nie podoba, to wracaj do Polski. Dużo takich niewiele wnoszących do dyskusju komentarzy przeczytałam pod wywiadem, którego udzieliłam polskiej gazecie  → Bankier.pl.

    Pamiętaj zatem, że to są MOJE odczucia i NASZE doświadczenia. Twoje mogą być zupełnie inne. I to jest w porządku!

  • Lepszy, lepsiejszy, najlepsiejszy (i/e)migrant czyli ja się znam na Kanadzie, a ty nie!

    Ta jest, trzy lata w Kanadzie! Stuknęło, huknęło, przeleciało.

    Wymądrzam się i piszę wciąż, chociaż tego pierwszego posta blogowego już nie ma (ale nie żałuj, to były trzy zdania w stylu: juhuuu, ja tutaj piszę i paczę, czy działa).

    Ten tekt też poprawiałam wielokrotnie, żeby Ci się lepiej czytało i łatwiej szukało informacji on tym, czy warto wyjechać do Kanady.

    To lecimy z rocznicowym postem, ok?

    Trzy lata później chodzi za mną pytanie: “Kto się zna na Kanadzie?” i odpowiedź:  “Ja?!”

    Tak sobie zaglądam na Facebook, dobra, często zaglądam, nie będę udawać, że nie, że ja cię proszę wcale nie jestem jakaś uzależniona. Feed skroluję (omg) i czytam, i widzę, i się cieszę.

    Widzę na Facebooku ( i na Instagramie), że jest coraz więcej ciekawych treści o Kanadzie, o życiu w różnych kanadyjskich miastach, o polskich doświadczeniach i spostrzeżeniach. [Ok, wiem, że to ten niecny algorytm Facebooka mi tak podsuwa te właśnie teksty, ale zgodzicie się chyba, że coraz więcej osób pisze o Kanadzie.]

    I dobrze!

    Ja na każdym Polskim Babskim Spotkaniu się zastanawiam, czemu te wszystkie super dziewczyny, wy wszystkie nie piszecie bloga. Wiem, nie każdy chce być blogerem, ale serio szkoda, że wiele kanadyjskich historii słyszy się tylko w wąskim gronie.

    Dlatego zawsze zachęcam – mieszkasz w Kanadzie, myślisz o Kanadzie, wyjechałeś już, ale w środku słowa zostały – pisz o tym!

    Dziel się swoimi doświadczeniami!

    Nawet jeśli publikujesz nieregularnie (to o mnie), bez własnej blogowej domeny i profesjonalnych zdjęć,  to przynajmniej w grupach na facebooku daj znać, że coś wiesz, a ktoś ci za to podziękuje.

    Ktoś Ci podziękuje za Twoje treści… halo, stop! No właśnie, czy podziękuje?

    Ja Cię tutaj zachęcam, do pisania namawiam, a tymczasem ty wcale nie chcesz się ujawniać, bo w internecie zawsze znajdzie się ktoś, kto się lepiej niż ty zna i skomentuje Twoje doświadczenia.

    Zapytasz o coś, albo doradzić, a ktoś inny akurat wie lepiej. I często nieprzyjemnie to zakomunikuje.

    Ciągle rośnie grono osób komentujących w mediach społecznościowych. I każdy z nich ma jakieś doświadczenia kanadyjskie.

    Dlatego może uważa, że to właśnie doświadczenie jest najlepsze, najważniejsze, jedyne prawdziwe.

    Tylko on się zna aa Kanadzie, prawo imigracyjne zna, ba, ten ktoś się zwykle wie lepiej, jak ty się czujesz w Kanadzie.

    A jak się czujesz inaczej, no cóż, ty się nie znasz, a on(a) jest lepsiejszym (e/i)migrantem.

    Dlaczego niektórzy myślą, że są lepszymi emigrantami od Ciebie?

    Bo na przykład są starsi. Albo starsi stażem emigracyjnym. I chociaż już dawno świat wie, że mądrość nie zawsze przychodzi z wiekiem, to te starsze pokolenia emigrantów wiedzą lepiej. Nawet jeśli nie znają angielskiego tak jak Ty, i cały czas obracają się w gronie Polaków- innych emigrantów, to czasami oczekują, że dla nowoprzybyłych będą wyrocznią.

    To tak nie działa, moi drodzy.

    To co zrobić, żeby być dobrym emigrantem?

    Piszę z przymrużeniem oka, oczywiście. Bo ja nie mam wątpliwości, że jeśli Twoje życie emigracyjne Ci odpowiada, to na bank jesteś dobrym emigrantem. I nikomu nic do tego.

    Poczytałam wypowiedzi w internecie i już wiem, że zdaniem wielu innych emigrantów, żeby móc się o Kanadzie wypowiadać, musisz:

    1. uwielbiać Kanadę zawsze i wszędzie, a jak się zdarzy gorszy dzień (bo się zdarzy, to pewne), zacisnąć zęby, spiąć poślady i dalej jechać z tym koksem;

    2. nienawidzić Kanady, bo to nie jest ten sam kraj, co kilkadziesiąt lat temu, a w Polsce to zawsze świeci słońce i ludzie są mili;

    3. wiedzieć o Kanadzie wszystko, zanim się przyjechało. Na wyrywki znać, jaka jest pogoda w każdej prowincji i że na pewno ci będzie zimno oraz tam to zawsze pada (uwaga, nie zawsze!);

    4. wiedzieć, ile czasu potrzeba, żeby czuć, że Kanada jest dla ciebie miejscem, bo po tygodniu nie wiesz nic, po miesiącu to ty jesteś w imigracyjnym żłobku, no może po roku masz prawo cichutko się wypowiedzieć. A i to nie zawsze, bo patrz punkt 1.;

    5. swoje przeżyć, odstać, odrobić, żeby się dorobić, zaczynać od początku, bo inaczej się nie da, a jak myślisz, że z twoim zawodem masz jakieś szanse, to się chłopie/dziewczyno grubo mylisz i nie tylko nie zostaniesz najlepsiejszym imigrantem, ale w ogóle zapomnij o Kanadzie;

    6. mieć źle na początku emigracji, a później tylko trochę lepiej. Polakom na drugie imię męczennicy, i w Polsce, i w Kanadzie.

    7. i w ogóle przez jakieś 20 do 35 lat nie zabierać głosu, bo jest się gówniarzem w ogóle, a nie tylko w szczególe, i za tamtych czasów to były czasy, a teraz wiadomo, poprzewracało się mileniasom w głowach i wszyscy chcą do Kanady.

    Taaaa.

    Emigrant / imigrant jak narzeka źle, jak chwali to też źle. Ironia be, żarty be, powaga i patos bebebe.

    Nie będę pisać, że to tylko Polacy, bo byłabym niesprawiedliwa. Ani, że tylko mieszkający poza krajem urodzenia.

    Wszyscy dzisiaj, mam wrażenie, że wszyscy, chcąc nie chcąc żyją w stanie never enough.

    Sam stan niewystarczenia zły nie jest. Problem pojawia się wtedy, kiedy przeszkadza tobie. Albo innym przeszkadza, o czym oczywiście nie zapomną ci powiedzieć.

    Nie dla ciebie odznaka super emigranta i honorowego przedstawiciela Polonii w Kanadzie.

    Nikt nie jest wystarczająco dobry.

    No chyba, że ty jednak jesteś. To wtedy koniecznie napisz w komentarzu. W końcu ja się nie znam 😉

    Ale poza tym dobrze.

    A u Ciebie jak?