Kategoria: Emigracja emocje

Mieszkać zagranicą nie jest łatwo. Przeczytaj posty z bloga Kanada się nada, pisane w Vancouver w zachodniej Kanadzie. Zobacz jak ma się nasza emigracja i emocje.

  • Przeprowadzka do Polski czyli Kanada się jednak nie nada? – powody i emocje

    Przeprowadzka do Polski czyli Kanada się jednak nie nada? – powody i emocje

    O(h) Canada. Ogromny kraj, którego część – miasto Vancouver było naszym domem przez ostatnie 6 lat. Na tym blogu przeczytasz naszą love-hate relację z miastem, emigracją, ludźmi do nas podobnymi i zupełnie różnymi.

    Skoro tak, to skąd ta przeprowadzka do Polski z Kanady w tytule?

    Poważny update o naszej rodzinie (2+2 lub 3+1, zależy jak patrzeć) jest taki:

    Od lipca 2020 jesteśmy w Polsce. Tym razem na nieco dłużej niż dotychczasowe, wakacyjne, kilkutygodniowe odwiedziny. Postanowiliśmy przeprowadzić się do Polski na najbliższe kilkanaście miesięcy.

    A w tym wpisie dowiesz się, skąd taka decyzja i co dalej. Nie znajdziesz w nim konkretnych kroków i naszego harmonogramu, a raczej przemyślenia o naszym wyborze. Dlaczego właśnie teraz i właśnie tak.

    Wiem, że konkrety są ważne, i będę pisać, jak ogarnąć szkołę dzieci na dwa kraje, albo jak rozmawialiśmy z naszymi kanadyjskimi pracodawcami o możliwościach pracy zdalnej (remote work) z Europy. Ale to nie temat na dziś.

    Czym przeprowadzka do Polski nie jest?

    Czasami spotykam się z podejrzeniem, że przeprowadzka do Polski właśnie z Kanady to coś niedobrego. Ktoś obcy jest specjalistą od (Twojej) emigracji i koniecznie musi Ci o tym powiedzieć.

    Bardzo łatwo jest zafiksować się na jednym spojrzeniu. Wyjeżdżają do Polski, czyli to oznacza, że w Kanadzie się im nie udało.

    Zdziwi Was może, że kiedy powiedziałam, że przeprowadzamy się do Polski, dostałam kilka wiadomości prywatnych, sugerujących właśnie takie przekonania.

    Padały pytania:

    • wyjeżdżacie, bo macie dość Vancouver?
    • znudziła Wam się Kanada? (Kanada się jednak nie nada?)
    • nie wytrzymaliście w Kanadzie?

    Rozumiesz, prawda?

    Bardzo łatwo stać się zakładnikiem jednoznacznego podejścia. Myśleć, że przyczynami decyzji o wyjeździe było (głównie lub wyłącznie) niepowodzenie w Kanadzie.

    Powyższy powód wyjazdu jest dobry jak każdy inny, i jeśli działa w Twoim przypadku, to nic mi do tego.

    Chciałabym jednak, żebyśmy z automatu nie zakładali, że jak ktoś podejmuje decyzję o opuszczeniu Kanady, to dlatego, że poniósł porażkę w tym kraju.

    Nie zakładajmy, nie zgadujmy czyichś motywów, nie sugerujmy się własnymi odczuciami. Analizując czyjąś decyzję nie skupiajmy się przede wszystkim na negatywach.

    Użyjmy słów neutralnych, albo po prostu poczekajmy, aż osoba, którą pytamy, nam odpowie.

    I wszystkim będzie milej.

    Dlaczego takie porównanie jest szkodliwe?

    Może znajdzie się osoba, która przeczyta taki “życzliwy” komentarz i pomyśli, jezu, nie udało mi się, nie zaliczony sprawdzian z emigracji.

    Jeśli w dodatku masz skłonności do perfekcjonizmu, być może poczujesz winę, że nie spełniłaś swoich (a a przy okazji też cudzych) wysokich standardów. Wymagań, które kryją się w równaniu pod nazwą Kanada = dużo lepsze życie niż gdzie indziej.

    Już pewnie czujesz, że wyjeżdżamy z Kanady nie dlatego, że nam się nie udało. Poniżej znajdziesz szczegóły.

    Dlaczego przeprowadzamy się do Polski

    Nasze życie w Kanadzie w roku 2020 uważam za udane i nie wyjechaliśmy dlatego, że mamy go dość.

    Na początku stycznia 2020 spotkałam się z niewidzianą od 8 lat przyjaciółką. Poleciałyśmy na weekend do Nowego Jorku, gdzie było bardzo zimno, słonecznie i gęsto od rozmów.

    W lutym Kuba i nasi synowie, po 6 latach mieszkania w Vancouver, odebrali kanadyjskie obywatelstwo (i paszporty).

    Następnie przyszła informacja, że nasz starszy syn, Krzyś, lat 13, zakwalifikował się do programu mini-school w szkole średniej, jednej z dwóch w Vancouver, które realizują program IB i przygotowują do matury międzynarodowej.

    Ja wczesną wiosną dostałam w pracy awans i przestałam być koordynatorem, a zostałam menadżerem.

    Brzmi całkiem fajnie, prawda? Jeszcze daleko nam do Tygrysów Europy, ale nie byliśmy już tylko małymi płotkami w kanadyjskim jeziorze.

    A jak staliśmy finansowo? Przez te kilka lat w Kanadzie spłaciliśmy kredyt w Polsce i wynajmowaliśmy na atrakcyjnych warunkach nieatrakcyjne mieszkanie w Vancouver. Gdybyśmy zechcieli, dostalibyśmy też kredyt na kanadyjski dom. Niekoniecznie starczyłoby na nieruchomość w Vancouver, ale już dom w Lower Mainland byłby w zasięgu naszych możliwości. (Jeśli interesują Cię finanse, to więcej przeczytasz w poście o naszych wydatkach z 2018 roku)

    Kanada wydaje się być przez nas osowojona. Z boku wygląda jak sukces. Albo chociaż sukcesik.

    Czy można odnieść sukces i jednocześnie czuć się źle w Kanadzie?

    No właśnie problem polega na tym, że tego sukcesu nie czuliśmy. Nie dlatego, że mamy nie wiadomo jakie wymagania. Życie niejednokrotnie nauczyło nas pokory.

    Początek 2020 był dobry. A w połowie marca 2020 WHO ogłosiło stan pandemii z powodu Covid-19. Zamknęła się Europa, zamknęła Ameryka.

    Straciłam pracę na 6 tygodni z powodu temporary lay off (tymczasowe zwolnienie, na którym przysługiwał mi zasiłek dla bezrobotnych). Zostałam do pracy przywrócona, ale w biurze daleko było do stanu sprzed pandemii. Nowa normalność wcale nie była normalna.

    Kanada przestała nam wystarczać.

    Dlatego podjęliśmy decyzję, że w lipcu 2020 przeprowadzamy się na jakiś czas do Polski.

    Kiedy wyjechać z Kanady?

    Wiem od wielu z Was, że rozważacie wyjazd lub żałujecie, że już na niego za późno (hint: nie, nigdy nie jest za późno. Może być dużo trudniej, to prawda).

    Dlatego kilka myśli o szukaniu (dobrego) czasu na wyjazd.

    Wybór czasu na wyjazd z kanady- ogólne uwagi

    Po pierwsze, nie ma magicznego, uniwersalnego momentu wyjazdu. Nie musi minąć 30 lat na emigracji, żeby można było wyjechać z Kanady. Nie musisz mieć konkretnej kwoty pieniędzy na koncie, żeby już było można się pakować.

    Nie musi nastąpić jakieś wyraźne wydarzenie, tragiczne, zmieniające bieg życia, czy takie, po którym już nigdy nie jesteś tą samą osobą. Oczywiście takie wydarzenie może nastąpić. Ale nie musi.

    Naszym zdaniem, czas na wyjazd jest wtedy, kiedy czujesz, że coś Cię w Kanadzie uwiera, że nie styka, że musisz się zatrzymać i wyrzucić ten kamień z buta, bo dalej nie da się już iść.

    Samo uczucie niewygody to dla wielu za mało, żeby życie do góry nogami wywracać. Dla nas wystarczyło, żeby myśl o zmianie zakiełkowała nam w głowie.

    Podejmując taką decyzję trzeba wziąć pod uwagę własne życie i plany wobec niego. My lubimy zastanawiać się dziś, jak będzie wyglądało nasze życie za kilka lat. I wstępnie je planować.

    Najpierw pojawiła się myśl coś uwiera, ta wskazana wyżej. A potem ten plan.

    Wyjazd do Polski latem 2020 to wynik naszego podejścia do życia. I decyzji, że chcemy mieszkać i żyć w dwóch krajach.

    Kiedy wyjechać z dziećmi?

    Wielokrotnie słyszę, że ktoś nie decyduje się na wyjazd ze względu na dzieci. Ciekawe, że zwykle taki powód działa odwrotnie, kiedy mówimy o przyjeździe do Kanady. Pada wtedy stwierdzenie, że ludzie emigrują tutaj z powodu dzieci.

    Rodziny wyjeżdżają z Polski właśnie po to: żeby było lepiej, żeby życie coś znaczyło. Albo znaczyło bardziej. Dla dzieci.

    Ale już “przyjazd do Polski” dla niektórych brzmi dużo trudniej, bo są dzieci.

    Kiedy więc będziesz myślał o konkretnej dacie wyjazdu, weź pod uwagę:

    • Zakończenie i rozpoczęcie roku szkolnego. Lub jakiegoś etapu edukacji szkolnej. Poczucie zamykania za sobą pewnych spraw i rozpoczynania nowych rozdziałów pomaga i dzieciom, i dorosłym połączyć kropki emigracyjne. Jeśli się da, unikaj zmiany kraju w trakcie roku szkolnego. My wybraliśmy lato 2020, bo Krzysiek skończył szkołę podstawową w Vancouver;
    • Jeśli możesz, przeprowadź się do miejsca, które dzieci znają. Nawet jeśli nie pamiętają, bo wyjechały dawno temu, albo znają to miasto tylko z krótkich wakacyjnych wyjazdów. Opowiadanie historii i wspomnienia z tego miejsca sprawia, że dzieci czują się bezpieczniejsze. My tak mamy z Warszawą, Łodzią i Zamostowem (lubuskie). To są miejsca mniej (Łódź) lub bardziej (Ziemia Lubuska) znane naszym synom z Polski.

    Z dziećmi wyjeżdża się trudniej. Ale nie jest to niemożliwe. To doświadczenie bardzo scaliło naszą rodzinę i mogę dziś śmiało powiedzieć, że życie na dwa kraje przysłużyło się naszej rodzinie.

    Trzymam kciuki, żeby i Twojej Rodzinie się udało!

    Okej, to wiesz już, dlaczego właśnie w 2020 zmieniliśmy Kanadę na Polskę.

    Był jeszcze jeden powód, myśl, pragnienie, które wpłynęło na naszą decyzję.

    Mała emerytura w Polsce – o co nam chodzi?

    W naszym obecnym wyjeździe nie chodzi tylko z zmianę jednego kraju na drugi,

    Na początku 2018 roku przeczytałam książkę Tima Ferrisa “Czterogodzinny tydzień pracy”. Mocno poruszyła mnie jedna rzecz.

    Tim zaproponował zrobienie sobie w życiu tak zwanej małej emerytury. Pisał, że czekanie na odpoczynek i cieszenie się życiem, aż będziemy staruszkami, jest złym pomysłem.

    Pamiętam, że kiedy to przeczytałam, pomyślałam sobie: oraju, tak, tak, tak, zgadzam się z tym mocno. Tylko jak to zrobić?

    Etat 9-17 i praca dla kogoś rzadko umożliwiają przerwę w życiu zawodowym. Wymagania wizy pracowniczej czy kanadyjskiego stałego pobytu nie pozwalają na totalną wolność, mają czasowe ograniczenia. Dochód pasywny też nie jest taki łatwy, jak go reklamują amerykańscy guru marketingu.

    Wiedziałam wtedy, że choćby nie wiem co, muszę być w IT, bo ta branża dawała największe nadzieje na elastyczną karierę pracując dla kogoś lub też na swoim. Wiedzieliśmy też, że choćby nie wiem co, chcemy zdobyć kanadyjskie paszporty, żeby mieć wybór teraz, za 10 lat i po 60tce też.

    W Wielkanoc 2018 postanowiliśmy, że za jakiś czas chcemy zamieszkać blisko naszej rodziny, w lasach Ziemi Lubuskiej. Nie planowaliśmy, że będzie to rok 2020.

    Chcieliśmy być z bliskim. I odpocząć.

    Niekoniecznie rezygnując całkowicie z pracy zawodowej, ale przynajmniej mieć kogoś do pomocy przy chłopakach.

    Zaczęliśmy odkładać pieniądze, tak, żeby przez rok móc mieszkać w Polsce. Zakładaliśmy scenariusz, że ani moja firma, ani Kuby pracodawca nie będą chcieli z nami pracować, kiedy im powiemy, że dziękujemy za etat w Vancouver, że teraz przenosimy się do Polski na co najmniej kilka(naście) miesięcy, na małą emeryturę.

    To, że obie firmy poszły nam na rękę i oferują zdalne zatrudnienie z Polski było zaskoczeniem. I nieco zepsuło nam plany, co do pełnego korzystania z małej emerytury😉 ale narzekać nie będziemy.

    Na początku 2020 nie mieliśmy biletów z wyznaczoną datą przylotu do Polski.

    I, sądząc po tym, jak udanie zaczął nam się rok 2020, wcale nie było oczywiste, że właśnie teraz się przeprowadzimy.

    Ale koronawirus i Covid-19 zmienił świat i skłonił nas do wielu przemyśleń. Dlatego na przełomie kwietnia i maja 2020 wizja przeprowadzki stała się konkretnym planem.

    Dlaczego mówię o “PRZEPROWADZCE do Polski z Kanady”, a nie “POWROCIE do Polski”.

    Słowa kształtują rzeczywistość, więc bardzo mi zależy, żebyśmy się tutaj dobrze zrozumieli.

    Przeprowadzamy się do Polski, tak, jak w 2014 roku podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do Kanady. Nie myśleliśmy, że to na zawsze, na stałe i że już nigdy nie obejrzymy się na miejsce, z którego wyjechaliśmy (wtedy była to Warszawa).

    Podobnie jest teraz. Przeprowadzamy się na co najmniej rok do Polski, ale nie zamykamy życia w Kanadzie, w Vancouver.

    Ja jestem przeciwnikiem stawiania granic słowami: nigdy i na zawsze,

    Mam nadzieję, że Ci to wyjaśniłam.

    I na koniec ostatnie pytanie:

    Czy płakałam, jak wyjeżdżaliśmy z Kanady?

    To pytanie dostałam na Instagramie.
    Nie, nie płakałam, choć oczywiście nie pozostałam obojętna.

    Rozmawialiśmy we czworo (mąż i synowie, lat 13 i 8) o tym, dlaczego wyjeżdżamy, co się teraz zmieni. Opowiadaliśmy sobie o swoich lękach. A strachom często towarzyszy rwący się głos i załzawione spojrzenie.

    Wiem, z jakich etapów składa się emigracja (i re-emigracja do Polski), więc tak, zakładałam, że łzy się pojawią, jak skończy się czas miesiąc miodowego w Polsce, a zacznie życie (czytaj: polska szkoła stacjonarna i ponura listopadowa jesień).

    Nie płakaliśmy, zamykając po raz ostatni mieszkanie w Mount Pleasant. Nie płakaliśmy również wyjeżdżając z Warszawy w 2014. Obie decyzje podjęliśmy świadomie, bierzemy za nie odpowiedzialność. I nikt nas nie zmuszał, żeby porzucić kraj, więc nie było łez z powodu żalu, że musimy wyjechać.

    Te wyjazdy są częścią naszego życia, doświadczeniem jak wszystkie inne.
    Jesteśmy szczęściarzami – emigrantami, bo wielu ludzi do wyjazdu zmusza konieczność.
    Wtedy rzeczywiście jest powód do płaczu.

    Mam na koncie nie tylko Kanadę – mieszkałam prawie 2 lata w Budapeszcie, w 2002 roku porzuciłam Poznań na rzecz Warszawy, a dom rodzinny opuściłam mając 15 lat.

    Płaczę, owszem, ale nie dlatego, że wyjeżdżam.
    Płaczę, żeby dać ujście emocjom złości, strachu i rozczarowania.

    A jeśli nadejdzie taki czas, że zacznę płakać z tęsknoty za Kanadą, to spakuję walizkę i polecę.

    Zaplanowaliśmy życie na dwa kraje i wierzymy, że się uda.

    Teraz czas na Polskę.

  • Wyjazd do Kanady? 4 pytania które musisz sobie zadać na początku

    Wyjazd do Kanady? 4 pytania które musisz sobie zadać na początku

    Zawsze kiedy zaczynam pisać post w cyklu emigracyjnym, wydaje mi się, że w temacie wyjazdu do Kanady powiedziano już wszystko. W 2020 jest tyle źródeł informacji, że kolejny artykuł o tym samym nie jest potrzebny.

    A potem dostaję pytanie na Instagramie. Albo wiadomość emailową.

    I wtedy wiem, że wciąż wielu z Was szuka takich najbardziej podstawowych wskazówek, jak zacząć z tą emigracją.

    Zwykle odsyłam pytających do strony rządowej Urzędu Imigracyjnego, bo nie ma lepszego źródła wiadomości o przepisach i procesach. Z nią zaplanuj swój swój wyjazd do Kanady.

    A jednak kiedy pytam, czy udało Ci się przeczytać informacje na tej stronie, często słyszę, że nie, jeszcze nie.

    Stąd wiem, że wciąż potrzebne są takie posty po polsku, omawiające temat emigracji. Poza tym jestem leniwa i będę mieć do czego linkować w odpowiedzi na pytania.

    Mam nadzieję, że ten artykuł też Ci się przyda.

    Dzisiaj absolutny wstęp wstępów. Zanim napiszesz z pytaniem o wyjazd do Kanady, odpowiedz sobie na te pytania.

    Coś Ci jeszcze poradzę. Przyłóż się do odpowiedzi na te pytania.

    Dlaczego?

    Załóżmy, że zdecydujesz się skorzystać z płatnej pomocy w przygotowaniach do emigracji. Pójdziesz do konsultanta lub prawnika emigracyjnego. Odpowiedzi na poniższe pytania pomogą Ci przygotować się do rozmowy i zaoszczędzą czas. Kto jak kto, ale konsultant na pewno zada Ci szczegółowe pytania o wyjazd do Kanady. Więc tak ogólnie możesz pomyśleć o tym już teraz.

    To co? Zaczynamy?

    1. Start with why, czyli dlaczego wyjazd do Kanady?

    W tym pytaniu będą różne pod-pytania (jest takie słowo?).

    Wtręt ode mnie: start with why to świetny sposób na rozjaśnienie sobie w głowie nie tylko tematów emigracyjnych. Polecam. Zadawanie pytania, dlaczego (trochę jak kilkuletnie dziecko), pomoże dotrzeć do sedna. I możesz się zdziwić, kiedy finalna odpowiedź będzie inna niż Ci się zdawało na początku.

    Wracając do Kanady i emigracji.

    Przygotuj kartkę, kubek z czymś do picia (albo kieliszek, ja tam Ci nie zaglądam ;D ). Wyłącz na chwilę komputer, odłóż telefon. I daj sobie chwilę na te pytania.

    Proponuję takie główne kategorie pytań,

    • Chcę coś zmienić w swoim życiu – otoczenie, ludzi, klimat.
    • Muszę się przeprowadzić, bo w Kanadzie zarobię więcej (będę żyć na wyższym poziomie niż obecnie).
    • Osiągnąłem już wszystko, co mogłem w swoim zawodzie w obecnym miejscu. W Kanadzie będę mieć więcej możliwości kariery.
    • Chcę studiować w Kanadzie.
    • Chcę zwiedzić dziką i wielką Kanadę – muszę zobaczyć to Morraine Lake.
    • Wyjeżdżam, żeby zdobyć obywatelstwo kanadyjskie.

    Kolejność pytań jest przypadkowa. Możesz pasować do jednej kategorii lub do wielu. Możesz się wahać. Właśnie dlatego tak ważne jest drążenie tego tematu. Czas zainwestowany w rozmyślania i spisanie sobie odpowiedzi to punkt wyjścia do planowania kolejnych kroków.

    Im lepiej odpowiesz sobie na te pytania, tym łatwiej będzie Ci wytrwać w podjętej decyzji. Szczególnie później, kiedy inni będą chcieli Ci udowodnić, jak zła to była decyzja. Wjedzie czołgiem emigracyjne życie, minie okres euforii (zwany miesiącem miodowym). Wtedy powrót do swojego: Dlaczego tu jestem? pomoże Ci uspokoić się emocjonalnie.

    Specjalnie nie piszę pod tymi pytaniami swoich komentarzy i uwag. Nie dlatego, że chcę Ci życie utrudnić. Przeciwnie.

    Nie chcę, żeby moje uwagi wpływały na Twoje odpowiedzi w pierwszym etapie rozmyślania. To TY musisz znać swoje WHY KANADA.

    Planuję jednak podzielić się swoimi komentarzami i odpowiedziami w innym poście. Wtedy znajdziesz w tym miejscu link do niego.

    Na razie wracaj do kartki i działaj.

    I to prowadzi nas do kolejnego pytania. ⤵

    2. Na jak długo planujesz wyjazd do Kanady?

    Nawet jeśli z poprzedniego pytania wyszło Ci, że wyjeżdżasz tylko na chwilę (bo na przykład wylosowano Cię do programu International Experience Canada), powięć trochę czasu i pomyśl, co dalej.

    Warto przygotować sobie opcje zapasowe, bo a nuż zechcesz zostać na dłużej?

    Tak, są możliwości, żeby po skończonym programie IEC, studiach, czy czasowym pozwoleniu o pracę, aplikować o:

    • kolejny czasowy program
    • pobyt stały w Kanadzie

    Ale musisz mieć tę opcję przemyślaną wcześniej, najlepiej już w momencie, kiedy zaczynasz przygotowywać się do wyjazdu do Kanady.

    O wielu opcjach przedłużania programów opowiadałam kiedyś na YouTube. Przygotowałam też mocno uproszczoną rozpiskę dróg emigracyjnych do Kanady. Możesz ją dostać na tej stronie: https://kanadasienada.pl/newsletter-list-z-kanady/

    Odpowiedziane? Świetnie, idziemy do następnego pytania.

    3. Kto wyjeżdża z Tobą do Kanady?

    Inaczej będziesz się przygotowywać do wyjazdu w pojedynkę, a inaczej jeśli emigrujesz lub wyjeżdżasz czasowo z dziećmi.

    • Sprawdź, czy program wyjazdowy, który Cię interesuje, obejmuje również najbliższych (dependents);
    • Na jaki rodzaj wizy / pozwolenia na pracę lub naukę będą mogli liczyć?

    Jeśli wyjeżdżasz z kimś, to możliwe są dwie opcje:

    1. Każde z Was będzie aplikowało osobno o możliwość czasowego lub stałego wjazdu do Kanady . Tak jest w przypadku pozwolenia na przylot (eTA), występowania o wizę w ramach programu International Experience Canada lub aplikowaniu o pozwolenie o pracę (Work Permit).
    2. Możecie złożyć wspólną aplikację. Tak jest na przykład podczas występowania o pobyt stały w systemie Express Entry.

    Koniecznie policz koszt życia i dopiero na tej podstawie wybierz prowincję / terytorium i miasto do życia.

    To prowadzi nas do kolejnego pytania. ⤵

    4. Gdzie będę mieszkać, studiować i pracować?

    Kanada to 10 prowincji i trzy terytoria (potocznie zwane the North). Wiele z prowincji jest większych od Polski, a sama Kanada jest drugim największym krajem świata.

    1/3 wszystkich obywateli mieszka w dwóch prowincjach: Ontario (gdzie największym miastem jest Toronto) i w Quebec ( w miastach: Montreal i Quebec City). Większość Kanadyjczyków mieszka w odległości 200 km od granicy ze Stanami Zjednoczonymi.

    Dlatego jeśli czytasz artykuł czy oglądasz video na YouTube o życiu w Kanadzie, dowiedz się, o której części Kanady jest mowa. “Wyjazd do Kanady” oznacza wyjazd do konkretnej miejscowości. A tam życie i przepisy mogą się znacznie różnić. Tak bardzo, że będziesz się zastanawiać, czy wciąż jesteś w Kanadzie (my mieliśmy to uczucie odwiedzając region Niagary, w Ontario. Wydał nam się zupełnie inny niż nasza prowincja, Kolumbia Brytyjska.)

    Czytając pytania osób na grupach kanadyjskich widzę, że wiele osób wybiera miejsce do życia w Kanadzie kierując się tzw. lifestyle tego miejsca. Prym wiodą Toronto (największe miasto Kanady), Montreal (najbardziej europejskie miasto Kanady) i Vancouver (największe miasto zachodniej Kanady). Każde z tych miast leży w innej prowincji. Różnią się klimatem, kosztami życia, a nawet głównym językiem (Kanada ma dwa: angielski i francuski)

    Wiem, że nie chcesz przecież żyć w mieście, którego energia Ci zupełnie nie odpowiada. Ale swojej decyzji nie opieraj jedynie na tym!

    Na to trzeba zwrócić uwagę:

    • jakie jest zapotrzebowanie na Twój zawód w danym regionie;
    • jaka jest konkurencja wśród osób wykonujących Twoją pracę w danym regionie;
    • ile kosztuje czesne na uniwersytecie / college / szkole niepublicznej;
    • jakie są wymagania danej prowincji w programie emigracyjnym Provincional Nominee Program;
    • jaki są połączenia lotnicze z Polską;
    • czy odpowiada Ci pogoda, położenie geograficzne, okolica.

    Z naszego podwórka, czyli mieszkanie w Vancouver. Koniecznie przeczytaj te posty:

    4 pytania jakie warto sobie zadac przed wyjazdem do Kanady | Kanada się nada blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady
    zdjęcie z naszej pierwszej wiosny w Vancouver, plaża Second Beach 2016

    Bonusowy słowniczek na zakończenie.

    Kiedy będziesz szukać informacji emigracyjnych, czy to na canada.ca czy na grupach blogach, na pewno przeczytasz te dwa akronimy: CIC i IRCC.

    • IRCC to skrót od Immigration, Refugees, and Citizenship Canada. To ta część rządu kanadyjskiego, która jest odpowiedzialna za emigrację i jej programy (na przykład International Experience Canada). W wielu programach rząd federalny współpracuje z prowincjami.
    • CIC: Citizenship and Immigration Canada. To dawna nazwa IRCC, ale czytając starsze posty i rozmowy na grupach możesz go spotkać.

    CIC i IRCC często używane są wymiennie.

    I jeszcze takie słowa od Joanny Girak-Onoszko, która kilka lat temu mieszkała w Toronto. Może znasz jej książkę o kanadyjskich szkołach rezydencjalnych?

    Spisała co polscy emigranci w Kanadzie polecają zabrać w walizkę:

    fragment artyukułu z bloga Mrs. Canada

    To co? Już się pakujesz? Powodzenia z planami na Kanadę!

  • Jak się macie w styczniu 2019? Różowo nie jest…

    Ehhh.

    Cześć.

    No do dupy się mamy!

    Dlaczego tak nam niefajnie, o tym za chwilę. Najpierw kilka słów ogółem.

    Nadchodzi taki czas, co jakiś czas zresztą, kiedy człowiek zaczyna się czuć w miarę komfortowo z rzeczywistością. Wszystko mniej więcej gra, emocje ogarnięte i lekko tylko przeszkadzające. W pracy jest dobrze i rozwijająco. Dzieci rosną i mądrzeją i mogą coraz więcej.

    Taka mała stabilizacja. Nic wielkiego, ale też nic wielkiego wcale nie jet pożądane.

    Spokój.

    Z takimi myślami i samozadowoleniem zaczynaliśmy rok 2019. Bez pośpiechu, bez nerwów, w końcu trochę spokojni, a nie rozczarowani. Kanada powoli i nieagresywnie zaczynała z nami współpracować. Zaczęliśmy 5 rok mieszkania w Vancouver. Przestaliśmy nawet myśleć o tym, czy za późno przyjechaliśmy do Kanady, bo nagle czas, czyli timing wydał nam się całkiem dopasowany i satysfakcjonujący.

    Było dobrze. Oczywiście człowiek głupi naiwny, myśli, że jak jest dobrze, to będzie dobrze.

    I przestało być dobrze.

    Najpierw dostaliśmy wezwanie do zapłacenia zaległego podatku od naszego mieszkania w Polsce.

    Nie ukrywaliśmy nigdy tego, że mamy mieszkanie poza Kanadą i że je wynajmujemy, i że w Polsce płacimy podatki, i że w Kanadzie też zapłacimy podatek. Okazało się jednak, że coś pomyliliśmy w 2016 roku i właśnie zrobiono nam kolejną rewaluację zeznania podatkowego. I nałożono karę za złe wypełnienie wniosku.

    Bum! Z podatkami kanadyjskimi mamy relację długą i skomplikowaną. Zasada jest jedna: płacimy. Oczywiście, że tak.

    Na samym początku w tym płaceniu pomagała nam firma zatrudniona u pracodawcy Kuby (wiosną 2015). Ale odkąd w następnym roku ta firma, już nieopłacona przez Scanline, zażądała od nas ponad 750CAD za wypełnienie dwóch zeznań podatkowych, zrezygnowaliśmy z jej usług. Nasze rozstanie z doradcą podatkowym przebiegło w burzliwej atmosferze, bo najpierw nas rozliczyli, a potem wystawili fakturę. Moim zdaniem nie dołożyli należytej staranności, żeby nas poinformować o swoich, wcale nie rynkowych, stawkach. I potraktowali dwoje szarych obywateli jak klienta korporacyjnego.

    Bardzo długo z nimi dyskutowałam, w końcu udało mi się obniżyć kwotę.

    Dla jasności – proste zeznania podatkowe to koszt najwięcej 150-200 CAD. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

    Od tamtej afery, podatki kanadyjskie rozliczamy sami. I nie ma roku, żeby nie wzywano nas do uzupełnienia czegoś. Cały czas się uczymy, prawo się zmienia, przepisy wcale nie są takie jasne.

    No i w styczniu 2019 zapłaciliśmy za kolejną nieuwagę.


    A skoro o przegapieniach mowa – dostaliśmy też pismo z polskiej szkoły, naszej rejonowej, warszawskiej, o tym, żebyśmy dostarczyli zaświadczenie o spełnianiu obowiązku szkolnego przez Maćka.

    Maciek, lat prawie 7, i Krzyś chodzą do tutejszej szkoły, Mount Pleasant Elementary oraz uczą się języka polskiego w systemie orpeg.pl.

    To oznacza, że są zapisani do polskiej warszawskiej szkoły im. KEN i dostają oficjalne świadectwa.

    To właśnie przekażemy naszej rejonowej wolskiej szkole, mając nadzieje, że pismo wystarczy.

    Niewygodnie jest załatwiać takie rzeczy zza granicy, angażując rodziców i prosząc o pomoc.

    Wiem, że kilkoro innych osób mieszkających w Kanadzie i uczących się w orpeg.pl dostało takie pisma od swoich szkół – napiszcie w komentarzu, jak rozwiązaliśce tę sytuacje. Dziękuję.


    Cześć z Was wie, że organizuję Polskie Babskie Spotkania w Vancouver, od 2016. W styczniu niestety dziewczyna – mój kontakt odeszła z Mount Pleasant Neighbourhood House – miejscówki, gdzie się co miesiąc spotykamy. Salę udostępniają nam tam za darmo. Styczniowe spotkanie skrócono, mówiąc, że skoro nie płacimy, to niestety musimy wyjść wcześniej.

    Próbuję negocjować, ale muszę od nowa budować sobie relację z kimś innym. Nie jest to ani łatwe, ani szybkie, a tu zaraz trzeba robić kolejne spotkanie dla fajnych Polek z Vancouver. Na ostatnie przyjechały dziewczyny spod Abbotsford (prawie 50 km!). Więc jest potrzeba tych spotkań. I są one ważne.

    I bardzo, bardzo bym nie chciała, żeby się skończyły.


    A czarę goryczy styczniowych zmartwień przelała kradzież roweru Kuby sprzed szkoły synów. Pisała o tym na Facebooku:

    Od wtorku jestem codziennie na East Hastings i codziennie jestem coraz bardziej przerażona, zgnębiona, smutna. Pojechałam ja, poszedł Kuba, żeby się rozejrzeć, bo według świadków, facet, który ukradł rower, wyglądał na bezdomnego, w okolicach 50-60.

    Rozmawiałam z policjantami, zostawiłam namiary na siebie. Zgłosiliśmy kradzież i bez większej nadziei rozwieszamy ogłoszenia w okolicy, monitorując craigslist (czyli tutejsze allegro , alegratka, gumtree).

    Mam całą listę rzeczy do zrobienia po kradzieży. Ogłoszenia to jedno, rozmowy z policją drugie. Chodzę też po sklepach rowerowych, zostawiając wizytówki. Zarejsetrowaliśmy się w aplikacji project529. Umieściłam post z informacją o kradzieży we wszystkich dostępnych mi kanałach social media i grupach na Slacku. Wysłałam prośbę do domów sąsiedzkich, szkoły, świetlicy, bibliotek, żeby w miarę możliwości umieściły informację o kradzieży w swoich newsletterach. W weekend idziemy na pchli market w Vancouver. Piszę do osób, które chcą kupić rower elektryczny, żeby w razie czego dały mi znać, kiedy zgłosi się do nich ktoś z propozycją sprzedaży.

    Dzisiaj usłyszałam od policjanta, co oni radzą w sytuacji, kiedy trafię w sieci na ogłoszenie sprzedaży. Wersja policjanta potwierdza to, co napisaliście mi na fanpage (chyba Paweł z Manitoby wspomniał). Żeby udać zainteresowanie kupne, sprawdzić dyskretnie numery, powiedzieć, że się jedzie do bankomatu (ATM) po gotówkę. Odejść i zawiadomić policję lub po prostu odjechać (wersja Pawła 😉 ).

    Proszę bardzo – na blogu Kanada się nada macie gotową receptę na to, jak odzyskać skradziony rower. Ha! Nie spodziewałam się, żę przyjdzie mi pisać o takich przykrych rzeczach…

    Jest jeszcze jedna sprawa – ta kradzież mnie tak nie przygnębia, jak świadomość tego, że ulica East Hastings jest dwie przecznice ode mnie. Że ludzie tam żyją ( o ile to można nazwać życiem), że na taki problem nie ma dobrego rozwiązania.

    Jeśli myślisz o Vancouver i o emigracji, to miej świadmości, że jest East Hastings. I, że ludzi żyjących na tutejszych ulicach przybywa.

    Że nie ma żadnej części miasta, która byłaby w 100% bezpieczna. Są miejsca trudniej dostępne i te o złej opinii. Trochę pisałam o tym we wpisie o dzielnicach Vancouver.


    Kończy się czwartek 31.01.2019. Wiem, że niewiele się zmieni jutro, wraz z nadejściem lutego, ale to symboliczne przejście i rozpoczęcie nowego, napawa mnie nadzieją.

    Wam życzę wszystkiego dobrego! Bo to dzięki Tobie mam dobrą wiadomość – w styczniu 2019 roku blog Kanada się nada został odwiedzony rekordową ilość razy, nawięcej w całej historii.

    W styczniu też “pękło” nam 2000 polubień na fanpage Kanada się nada. A ja z tej okazji zrobiłam pierwszą w życiu sesję lajf na fanpage, którą pomimo kłopotów technicznych, oglądało na żywo ponad 30 osób. Wybaczcie, że skumałam dopiero w połowie, gdzie są Wasze komentarze. Tutaj możesz zobaczyć nagranie.

    I za to, ze jesteście online tacy super, kiedy rzeczywistość offline nam skrzeczy, za to Wam ogromnie dziękuję!

    Serdeczności,

    Kasia

  • Co z Polki w Kanadzie wyłazi? Poświęcenie i brak wiary w siebie. A także pustka w portfelu. Polka w Kanadzie czyli ja

    Dzień dobry! Wczoraj prowadziłam Polskie Babskie Spotkanie. W skrócie: fajne Polki w Vancouver spotykają się, żeby porozmawiać, kawy się napić, pączka marchewkę zjeść.

    No i na tym spotkaniu usłyszałam od dziewczyn: Kasia, no wiesz co, czemu na blogu nie ma żadnych wpisów. (a nie ma, bo obecnie pochłania mnie nauka programowania, o czym piszę tu).

    Ale jest we mnie potrzeba dzielenia się naszym życiem w Vancouver, także dlatego, że wiem, jak te treści Wam pomagają.

    Dziękuję za każdy email i za każdy kop w dupę z cyklu: pisz więcej.

    Także tak.

    Ten wpis będzie o Polce w Kanadzie. O mnie.

    Ale też o wielu innych dziewczyńskich historiach, które na naszych Polskich Babskich Spotkaniach wychodzą. O emocjach, radościach i rozczarowaniach.

    Poczytasz?

    Polka w Kanadzie to jestem ja.

    I ze mnie wiele rzeczy wyłazi, które pewnie nigdy by nie wypłynęły, gdyby nie Kanada. To będzie post emocjonalny, a jakże, o tym, jak to jest być żoną, która wyjechała za mężem.

    Kto ty jesteś?

    Polka mała, za granicę się dostała….

    Kwiatuszek jesteś, wiesz? Wallflower (czyli ktoś, kto na przyjęciu podpiera ścianę)

    Być może też jesteś taką Polką. Wyemigrowałaś z miłości, albo żeby wesprzeć karierę męża. To takie piękne, przynajmniej na początku, bardzo romantyczne, podążać za uczuciem i z uczuciem wspierać najukochańszą osobę. Tylko że rzeczywistość bywa dużo mniej różowa.

    Jeśli jesteś tak jak ja, “trailing spouse”, ten wpis jest dla ciebie!

    Oraz twojego partnera, jeśli namówisz go, żeby przeczytał…

    Są badania, które pokazują, że jedną z najnieszczęśliwszych grup wśród ekspatów są właśnie małżonkowie na doczepkę.

    Najczęściej są żony, które zostawiły w kraju dobrze zapowiadające się kariery (albo przynajmniej stabilną posadę).

    Dziewczyny wyjechały za partnerem do nieznanego kraju, gdzie na niego czeka ekscytująca praca.

    Na mnie w Kanadzie nie czekało nic i wiem, że wiele dziewczyn jest w podobnej sytuacji.

    No dobrze, to jaka ja jestem jako Polka w Kanadzie i co we mnie siedzi?

    • Początek. Na początku jest tylko kanapa i tylko malowanie paznokci.Wyrzucona z codzienności zawodowej, musisz na nowo nauczyć się zarządzać sobą w czasie emigracyjnym. Który płynie nie szybciej, nie wolniej niż w Polsce, ale inaczej.
    • Nowe. Nadchodzi frustracja organizowania nowego życia. Zaakceptowania go. Ja przez te 4 lata miałam momenty, kiedy świadomie przyjmowałam wszystko, co oferuje nam życie w Kanadzie. Nieważne, czy dobre czy złe. Ale miałam też takie chwile, kiedy buntowała się we mnie każda najmniejsza komórka. I wkurw był na maksa. I poczucie, że pomysł emigracji najgorzej się przysłużył właśnie mi. Kuba rozwinął skrzydła, synowie mówią po angielsku, a ja? No właśnie….
    • Pokora. Pokory się trzeba nauczyć. Że w Polsce byłam kimś, a tu jestem nikim. Jakkolwiek brutalnie to brzmi, to tak jest. Niestety nie potrafię nie myśleć o swojej wartości nie biorąc pod uwagę życia zawodowego. Którego tutaj nie mam. I choćbym nie wiem na jakie wyżyny stoickiego spokoju się  wdrapywała, choćbym nie wiem, ile razy sobie mówiła, że nieważna jest praca, ważna jestem ja, to jednak praca jest dla mnie ważna. No i co na to poradzić?
    • Matka. I jeszcze dzieci są. Tylko wsparcia przy dzieciach brak. A Vancouver niestety nie jest miastem przyjazny rodzinie (ale o tym kiedy indziej). Nasze chłopaki większość dzieciństwa spędziły w Kanadzie. A bycie rodzicem to nie są uśmiechnięte reklamy produktów mlecznych tylko ostry zapieprz. Być może są matki, które świetnie się odnajdują w swojej roli i emigracja wcale im nie przeszkadza być rodzicem na 100%. Ja jestem zła. Często jestem zła, że nie mam pomocy przy synach. A mam świetną oddaną rodzinę w Polsce. Swoją wioskę, tak potrzebną do wychowania dzieci. I tak, jak wiem, że można sobie taką grupę stworzyć na emigracji. Mi się nie udało. I jest mi ciężko z tym. Trochę o swojej roli jako Matki Polki Kanadyjskiej pisałam w tym wpisie.
    • Finanse. Dla mnie jednym z większych problemów jest zależność finansowa. Mąż oczywiście słowa nie powie, konto wspólne, ba, nawet jest zapisane tylko na mnie. Ale co z tego? Jestem zależna finansowo, mam w głowie barierę koszystania z tych pieniędzy i nie umiem o tym nie myśleć. Mimo że pracę znalazłam, to dysproporcja pomiędzy tym, co zarabiałam w Polsce, a w Kanadzie, skutecznie psuła mi humor. A teraz to już w ogóle jest nieciekawie, bo jestem w trakcie zmieniania branży i zarabiam okrągłe zero. Cóż więc dziwnego, że czasem jak to zero się czuję?

    I ja wiem, że i w Kanadzie Polki mają swoją długą listę sukcesów.

    Że nie każda Polka w Kanadzie, co za mężem przyjechała, przechodzi przez podobne problemy.

    Że nie każda matka wychowująca swoje dzieci tutaj, żałuje, że dziadkowie są tam.

    I wiem też, że zaraz zgłoszą się “doradzacze”, którzy powiedzą: nie podoba się, to wypad z Kanady. Coś Wam powiem – jeszcze się nigdzie nie wybieram. Jeszcze.

    Bo mimo wszystko, mimo tych pryszczatych uczuć, które ze mnie wychodzą, jestem wdzięczną Polką w Kanadzie.

    Nauczyłam się tak wiele – decyzja o emigracji do Kanady zniszczyła moją karierę korporacyjną (omg), ale zbudowała mnie jako człowieka.

    A kto wie, czy w dłuższej perspektywie nie wyjdę na tym lepiej?

    I jeszcze takie coś na koniec znalazłam.

    Polko w Kanadzie – mind the gap!

    Mind the gap- czyli pamiętaj, że jest różnica pomiędzy tym, gdzie jesteś teraz, kim jesteś teraz, a tym kim chcesz być.

    Minding the gap pozwala zauważyć i docenić to, kim jesteś na początku, pozwolić sobie na to, że może być niedealnie, męcząco, frustrująco, niewygodnie.

    Pozwala również wiedzieć, że gdzieś tam po drugiej stronie tej przestrzeni jest miejsce, gdzie chcę być, kim chcę być, i jeśli przyjmę odpowiednią strategię i sobie na to pozwolę, powinno się udać!

    Albo przynajniej wiem, że próbowałam.

    No dobra, słuchaj, jak to czytasz i jesteś Polką w Vancouver, nie możesz nie przyjść na nasze Spotkania.

    Wpadnij, podziel się swoją historią. Na pewno jest ważna!

    Serdeczności!

  • Czy można być za starym na Kanadę? Emigracja kiedy masz więcej niż 40 lat

    Coraz więcej dostaję takich pytań – ludzie chcą wyjechać z Polski, a mają 40 i więcej lat. Szukają możliwości emigracji do Kanady, choć ich życie wygląda na mocno poukłądane. Powody są różne: sytuacja polityczna w Polsce, wojna w Ukrainie, chęć “pożycia” gdzie indziej, potrzeba zbudowania innej przyszłości dzieciom.

    Emigranci w późnym wieku inaczej reagują niż ci, co wyjechali mając lat naście. Ich motywy i zachowania są inne.

    Porozmawiajmy o przypadkach ze wspólnym mianownikiem: wyjazd z Polski w późniejszym okresie życia.

    Czy Kanada ma limit wieku emigranta?

    To pierwsze i najważniejsze pytanie.

    Opowiedź brzmi: nie, Kanada nie ma oficjalnie zapisanego limitu wieku potencjalnego emigranta.

    Ale większość programów emigracyjnych (czyli sposób w jaki możesz uzyskać legalny status i mieszkać oraz pracować w Kanadzie bez limitu), premiuje osoby młode, w wieku 25-35 lat. W niektórych przypadkach takie osoby dostają maksymalną liczbę punktów w programie.

    Na przykład w systemie Express Entry osoby starsze dostaną punkty ujemne za swój wiek. Nie wiem, jak ty, ale mnie to zniechęca i brzmi nieswojo. Z drugiej strony rozumiem decyzję rządu Kanady, żeby w ten sposób kształtować społeczeństwo. Ludzie starsi są dla państwa większym obciążeniem niż młodzi. Można się oburzać, że jak to, że to ageizm, no ale tak jest i już.

    To nie oznacza, że starsi aplikujący są od razu skazani na niepowodzenie i nie mają szans. Osoby po 35 roku życia mają trudniej, ale również mogą zostać zaproszone do aplikowania – wszystko zależy od wybranego programu emigracyjnego i indywidualnych sytuacji.

    Emigracja do Kanady po 40 (czterdziestce) kiedy masz zawód poszukiwany w Kanadzie

    Poszukiwany / poszukiwana (kto pamięta ten film?) – warto sprawdzić, czy twój zawód jest na liście poszukiwanych zawód, publikowanych przez urząd kanadyjski. Jeśli tak, to masz większe szanse na emigrację niezależnie, ile masz lat. Jako pracownik wykwalifikowany, np kierowca ciężarówki, czy pracownik służby zdrowia, należysz do szczęśliwców, któych Kanada chce.

    Jednak zanim rzucisz wszystko i przylecisz, sprawdź dokładnie DOKŁADNIE, jakich papierów zawodowych i ilu lat pracy wymaga konkretna prowincja. Zacznij od wpisania w wyszukiwarkę Google nazwy swojego zawodu + nazwy prowincji + “foreign workers regulations” – powinny wyszkoczyć artykułu z pomocnymi tekstami.

    Bez przeczytania dużej ilości informacji po angielsku się nie obejdzie.

    ściągnięcie rodziców, bo wyemigrowały dzieci

    Czy nasi rodzice odnajdą się w Kanadzie?

    Jakiś czas temu byłam w Polsce z chłopakami. Patrzyłam na moich rodziców i czułam żal, że za chwilę przyjdzie się pożegnać. Przez głowę czasami przelatywały mi  myśli: “a co, jeśli by się z nami przeprowadzili do Kanady? Byliby bliżej wnuków?”

    No właśnie, co by było? Nie wchodząc w szczegóły prawno-emigracyjne (tak, jest możliwe ściągnięcie rodziców w ramach programu łączenia rodzin), zastanawiam się, jak moi rodzice czuli by się, emigrując teraz do Kanady.

    Oczywiście jak wszystko,  to zależy. Jeśli dla dziadka ważne jest po prostu, żeby być z wnukami, z rodziną, to i na księżyc można wyjechać, i się tym cieszyć.

    Ale nasi rodzice, dzisiejsi 50-60 latkowie raczej rzadko chcą ograniczać swoją aktywność do bycia dziadkami. I bardzo dobrze! Niech z życia korzystają!

    Czy jeśli  twoich rodziców przeprowadzisz do Kanady, będą się dobrze czuli także poza waszą polską rodziną? Kanada na pewno im to umożliwi, oferując mnóstwo miejsc przyjaznym seniorom, darmowe kursy językowe, sporo aktywności zachęcającej do włączenia się w działalność na rzecz społeczności.

    Ale czy twoi rodzice będą chcieli z tego skorzystać? I czy po początkowym okresie zachłyśnięcia się wolnością i życzliwością w Kanadzie, będą wiedzieli, co ze sobą zrobić?

    To są pytania, na jakie warto sobie odpowiedzieć, zanim się rodziców ściągnie do Kanady

    Jacy są oni dzisiaj, w Polsce? Czym się zajmują? Co daje im radość?  Z kim się spotykają?

    Jeśli są szczęśliwi w Polsce, czy jak tego zabraknie, znajdą sobie coś innego? Czy raczej będą nieszczęśliwi?

    Często słyszę też historie “w drugą stronę” – że ktoś bardzo chętnie by do Polski wrócił, ale dzieci są w Kanadzie, no a przecież dzieci się nie zostawia.

    Rodzina jest najważniejsza.

    A emigracja, no cóż. Trzeba się przyzwyczaić.

    Myślę, że sporo jest prawdy, takiej zwykłej ludzkiej prawdy w stwierdzeniu: “nie przesadza się starych drzew”.

    Do emigracji rodziców trzeba się przygotować tak samo solidnie, jak do emigracji z dziećmi. Zminimalizować stres.

    Może zamiast przeprowadzać rodziców, wystarczy do Polski polecieć częściej niż raz na kilka lat.  Być w życiu rodziców jak najczęściej, ale nie kazać im swojego życia do góry nogami przewracać, dla nas.

    Dla nas już swoje zrobili.


    decyzja o emigracji całej rodziny w drugiej połowie życia.

    Piszecie do mnie, dzieląc się historią swojego życia. I pytacie: co ja bym zrobiła na Waszym miejscu? Czy żałujemy, że wyjechaliśmy i zostawiliśmy życie w Polsce? Co na to wszystko nasze dzieci?

    A ja wtedy zadaję Wam w emailu pytanie:

    Przede wszystkim, dlaczego chcesz wyjechać?

    Być może nie wiesz, a odpowiedzią będzie: bo mam taki kaprys. I czemu nie, odpowiedź dobra, jak każda inna. Piszecie, że Kanada była waszym marzeniem od zawsze, ale życie w Polsce wzięło górę nad marzeniami, i tak dzień za dniem mijał, mija. Ale marzenie jest. Chcesz wyjechać do Kanady.

    To wtedy ja pytam,

    Co wiesz na temat emigracji w ogóle, a emigracji do Kanady w szczególe?

    Pytań jest zresztą więcej.

    W 2022 spisałam kilka pytań, które musisz sobie zadać, zanim wyjedziesz do Kanady. Podobne pytania znajdziesz po niżej. Mam nadzieję, że choć trochę pomogą pomyśleć:

    • Co zrobisz, jak przyjedziesz?
    • Czy jesteś gotowy pracować za mniej? Wygoda ekonomiczna to jedno, ale czy przez rok, dwa znajdziesz w sobie tyle pokory, żeby ze stanowiska dyrektora znowu zacząć jako pracownik entry level? Bo chociaż wykształcenie spoza Kanady się liczy, to nie liczy się aż tak.
    • Czy wiesz, jaka jest sytuacja na rynku pracy? Jeśli masz te 40 lat, to znacznie rzadziej decydujesz się na przebranżowienie niż dwudziestolatkowie. Jesteś gotowy na to?
    • A dzieci, co z ich życiem? Nie w smak Ci polska szkoła dla dzieci, ale czy wiesz, że kanadyjska wcale nie wygląda jak z serialu?
    • Narzekasz na polską służbę zdrowia, ale czy masz potwierdzone info, że kanadyjska jest skuteczniejsza?

    Mogłabym tak te listę ciągnąć i ciągnąć. Zachęcam Cię do zrobienia sobie swojej. Solidnie długiej, przemyślanej na spokojnie.

    I być może rozważysz na początk emigrację gdzieś bliżej? W Europie?

    Z  wiekiem nabieramy pewnych przyzwyczajeń i mimo otwartego umysłu i chęci przygody, może nam wcale nie być łatwo.

    Ja wiem, że mi jest dużo trudniej odnaleźć się w Vancouver teraz, niż kiedy miałam 21 lat i mieszkałam w Budapeszcie.

    Już mi się mniej chce zaczynać wszystko od nowa, mniej mam takiej zachłanności nieukierunkowanej. Jestem bardziej wygodna i bardziej leniwa.

    I nie, wcale nie uważam, że coś mi się od Kanady należy. Albo od życia należy. Ale też nie chcę wciąż być w bloku startowym. Już nie.

    No to jak to w końcu jest, Kasia? Za późno czy nie za późno? Za stary jestem, czy jednak nie?

    Nie, nie jesteś za stary na emigrację. Nigdy w życiu nie jest za późno na zrobienie czegoś, co się chce.

    Nie spróbujesz, nie będziesz wiedział. A lepiej wiedzieć, niż żałować niepodjętych decyzji.

    Pozdrawiam Cię serdecznie, zaczynając  w wieku lat 36 drugi tydzień szkoły w otoczeniu samych dwudziestokilkulatków 🙂

  • Lepszy, lepsiejszy, najlepsiejszy (i/e)migrant czyli ja się znam na Kanadzie, a ty nie!

    Ta jest, trzy lata w Kanadzie! Stuknęło, huknęło, przeleciało.

    Wymądrzam się i piszę wciąż, chociaż tego pierwszego posta blogowego już nie ma (ale nie żałuj, to były trzy zdania w stylu: juhuuu, ja tutaj piszę i paczę, czy działa).

    Ten tekt też poprawiałam wielokrotnie, żeby Ci się lepiej czytało i łatwiej szukało informacji on tym, czy warto wyjechać do Kanady.

    To lecimy z rocznicowym postem, ok?

    Trzy lata później chodzi za mną pytanie: “Kto się zna na Kanadzie?” i odpowiedź:  “Ja?!”

    Tak sobie zaglądam na Facebook, dobra, często zaglądam, nie będę udawać, że nie, że ja cię proszę wcale nie jestem jakaś uzależniona. Feed skroluję (omg) i czytam, i widzę, i się cieszę.

    Widzę na Facebooku ( i na Instagramie), że jest coraz więcej ciekawych treści o Kanadzie, o życiu w różnych kanadyjskich miastach, o polskich doświadczeniach i spostrzeżeniach. [Ok, wiem, że to ten niecny algorytm Facebooka mi tak podsuwa te właśnie teksty, ale zgodzicie się chyba, że coraz więcej osób pisze o Kanadzie.]

    I dobrze!

    Ja na każdym Polskim Babskim Spotkaniu się zastanawiam, czemu te wszystkie super dziewczyny, wy wszystkie nie piszecie bloga. Wiem, nie każdy chce być blogerem, ale serio szkoda, że wiele kanadyjskich historii słyszy się tylko w wąskim gronie.

    Dlatego zawsze zachęcam – mieszkasz w Kanadzie, myślisz o Kanadzie, wyjechałeś już, ale w środku słowa zostały – pisz o tym!

    Dziel się swoimi doświadczeniami!

    Nawet jeśli publikujesz nieregularnie (to o mnie), bez własnej blogowej domeny i profesjonalnych zdjęć,  to przynajmniej w grupach na facebooku daj znać, że coś wiesz, a ktoś ci za to podziękuje.

    Ktoś Ci podziękuje za Twoje treści… halo, stop! No właśnie, czy podziękuje?

    Ja Cię tutaj zachęcam, do pisania namawiam, a tymczasem ty wcale nie chcesz się ujawniać, bo w internecie zawsze znajdzie się ktoś, kto się lepiej niż ty zna i skomentuje Twoje doświadczenia.

    Zapytasz o coś, albo doradzić, a ktoś inny akurat wie lepiej. I często nieprzyjemnie to zakomunikuje.

    Ciągle rośnie grono osób komentujących w mediach społecznościowych. I każdy z nich ma jakieś doświadczenia kanadyjskie.

    Dlatego może uważa, że to właśnie doświadczenie jest najlepsze, najważniejsze, jedyne prawdziwe.

    Tylko on się zna aa Kanadzie, prawo imigracyjne zna, ba, ten ktoś się zwykle wie lepiej, jak ty się czujesz w Kanadzie.

    A jak się czujesz inaczej, no cóż, ty się nie znasz, a on(a) jest lepsiejszym (e/i)migrantem.

    Dlaczego niektórzy myślą, że są lepszymi emigrantami od Ciebie?

    Bo na przykład są starsi. Albo starsi stażem emigracyjnym. I chociaż już dawno świat wie, że mądrość nie zawsze przychodzi z wiekiem, to te starsze pokolenia emigrantów wiedzą lepiej. Nawet jeśli nie znają angielskiego tak jak Ty, i cały czas obracają się w gronie Polaków- innych emigrantów, to czasami oczekują, że dla nowoprzybyłych będą wyrocznią.

    To tak nie działa, moi drodzy.

    To co zrobić, żeby być dobrym emigrantem?

    Piszę z przymrużeniem oka, oczywiście. Bo ja nie mam wątpliwości, że jeśli Twoje życie emigracyjne Ci odpowiada, to na bank jesteś dobrym emigrantem. I nikomu nic do tego.

    Poczytałam wypowiedzi w internecie i już wiem, że zdaniem wielu innych emigrantów, żeby móc się o Kanadzie wypowiadać, musisz:

    1. uwielbiać Kanadę zawsze i wszędzie, a jak się zdarzy gorszy dzień (bo się zdarzy, to pewne), zacisnąć zęby, spiąć poślady i dalej jechać z tym koksem;

    2. nienawidzić Kanady, bo to nie jest ten sam kraj, co kilkadziesiąt lat temu, a w Polsce to zawsze świeci słońce i ludzie są mili;

    3. wiedzieć o Kanadzie wszystko, zanim się przyjechało. Na wyrywki znać, jaka jest pogoda w każdej prowincji i że na pewno ci będzie zimno oraz tam to zawsze pada (uwaga, nie zawsze!);

    4. wiedzieć, ile czasu potrzeba, żeby czuć, że Kanada jest dla ciebie miejscem, bo po tygodniu nie wiesz nic, po miesiącu to ty jesteś w imigracyjnym żłobku, no może po roku masz prawo cichutko się wypowiedzieć. A i to nie zawsze, bo patrz punkt 1.;

    5. swoje przeżyć, odstać, odrobić, żeby się dorobić, zaczynać od początku, bo inaczej się nie da, a jak myślisz, że z twoim zawodem masz jakieś szanse, to się chłopie/dziewczyno grubo mylisz i nie tylko nie zostaniesz najlepsiejszym imigrantem, ale w ogóle zapomnij o Kanadzie;

    6. mieć źle na początku emigracji, a później tylko trochę lepiej. Polakom na drugie imię męczennicy, i w Polsce, i w Kanadzie.

    7. i w ogóle przez jakieś 20 do 35 lat nie zabierać głosu, bo jest się gówniarzem w ogóle, a nie tylko w szczególe, i za tamtych czasów to były czasy, a teraz wiadomo, poprzewracało się mileniasom w głowach i wszyscy chcą do Kanady.

    Taaaa.

    Emigrant / imigrant jak narzeka źle, jak chwali to też źle. Ironia be, żarty be, powaga i patos bebebe.

    Nie będę pisać, że to tylko Polacy, bo byłabym niesprawiedliwa. Ani, że tylko mieszkający poza krajem urodzenia.

    Wszyscy dzisiaj, mam wrażenie, że wszyscy, chcąc nie chcąc żyją w stanie never enough.

    Sam stan niewystarczenia zły nie jest. Problem pojawia się wtedy, kiedy przeszkadza tobie. Albo innym przeszkadza, o czym oczywiście nie zapomną ci powiedzieć.

    Nie dla ciebie odznaka super emigranta i honorowego przedstawiciela Polonii w Kanadzie.

    Nikt nie jest wystarczająco dobry.

    No chyba, że ty jednak jesteś. To wtedy koniecznie napisz w komentarzu. W końcu ja się nie znam 😉

    Ale poza tym dobrze.

    A u Ciebie jak?

  • My slashies na emigracji. Czyli bycie A łamane na B w Vancouver.

    Hę, ale że co? Jakie slashies na emigracji?

    Eeeee, co za dziwaczny tytuł, tego posta to się pewnie nie da czytać.
    Przekonasz się?

    Rodzina u nas była z Polski, pisałam już o tym? No pewnie, że wiesz, prawda, przecież tyle o tym trąbiłam i się cieszyłam, że moi rodzice po raz drugi nas w Kanadzie odwiedzili.

    Było zabawnie, bo w Vancouver cały czas lało (z przerwą na jeden piękny, słoneczny dzień, który spędziliśmy w Victorii).

    Kiedy pada, dzieci się nudzą. Krzysiek byłby się chętnie ponudził, ale na jego (nie)szczęście, babcia Alina, była nauczycielka, z dziką ochotą wykorzystała ten czas, aby nadgonić trochę materiał z nauczania domowego języka polskiego. (Jeśli jeszcze nie wiesz, Krzysiek uczy się w czwartej klasie w systemie orpeg.pl; więcej o tym znajdziesz we wpisie o pierwszej lekcji polskiego w 2014)

    Jak się domyślasz, dzieci nie były zachwycone dodatkową pracą i kilkakrotnie padło pytanie: “po co ja się tego uczę?”

    Odpowiedź najprostsza: “żeby wiedzieć”, jakoś Krzyśka nie przekonuje.
    Zatem temat rozwijamy: “żeby dobrze czuć się w Polsce”.

    A wtedy pada yytanie: “Ale po co, skoro mieszkamy w Kanadzie?”

    I tutaj odpowiedź: “bo jesteś Polakiem / (łamane na, slash) Kanadyjczykiem”. (Już widzisz, skąd to slashies?)

    Jesteś tym i tym. Nie tylko jedną, zamkniętą, określoną osobą. Spójną, zamkniętą, uporządkowaną osobą.
    Jesteś synem/uczniem/budowniczym Lego/wymyślaczem komiksów/fanem Batmana i schabowego.

    Jesteś Polakiem i Kanadyjczykiem.

    Zajmujesz się wieloma rzeczami w tym samym czasie. Jesteś wieloma osobami w jednym ciele.

    Schizofrenią powiało… No wiem, ale co poradzić, ja już tak mam. Jak jeszcze tego nie wiesz, to znaczy, że nie czytałeś bloga 😉

    Pytam samą siebie co i rusz, kim ja jestem w tej Kanadzie.

    Ale co tam, w tej Kanadzie, kim ja jestem w życiu, się pytam. I się co rusz nadziwić nie mogę, że odpowiedź za każdym razem jest inna. Ukośnikowata. Niepoukładana, nieperfekcyjna, nieostateczna.

    Jestem slashy, jeśli chodzi o uczucia, nie tylko  o pracę, o zawód w tym momencie wykonywany.

    I dobrze mi z tym. To jest prawdziwe, bo moje.

    Jak zapytasz Krzyśka, kim chce zostać, odpowie: inżynierem i aktorem. Nie boi się łączyć dwóch zupełnie różnych dziedzin.

    Podobno my, 2o-30 kilkulatkowie jesteśmy już całą generacją slashies. Zawsze to miłe jest, jak ktoś tak wszystkich wrzuci do worka i opisze, c’nie? [sarkazm]

    Ludzie starsi niż nasz 10latek opisują siebie, jako kogoś łamanego na kogoś innego.

    I na jeszcze kogoś, bo w sumie czemu nie?
    Ba! Ja tak siebie opisuję (nie wierzysz? Zajrzyj na mój LinkedIn).

    Jestem kobietą/Polką w Kanadzie/mamą/blogerką/byłą korpopracowniczką/organizatorką spotkań/programistką-in spe (to akurat czas przyszły mocno wątpliwy).

    Wygląda na strasznie długi opis i pozornie nie do pogodzenia w jednej osobie.

    Czy wiele twarzy, wiele zawodów, nie powoduje chaosu? Nie narzuca tego słynnego, wiele razy krytykowanego multitaskingu. Nie przeszkadza na życiu się skupić?

    To już zależy od ciebie! (ale mądra jestem, prawda?).

    Nie będę zanudzać cię zbyt długim moim wywodem, rodem z parku relaksujących się kolesi. Napiszę tylko, że bycie łamańcem czy też ukośnikiem to bardzo fajny pomysł, a testuję go właśnie w Kanadzie. W Polsce jakoś na to nie wpadłam. Albo czasu nie było.

    Tu i teraz nasi synowie są łamańcami z naszego wyboru.

    Teraz jeszcze w niewielkim stopniu decydują o sobie.

    Chociaż wróć, pomyłka, właśnie, że decydują. Przecież w końcu Krzysiek jest i Batmanem, i gitarzystą, prawda?

    Jednak to rodzic ma ostatnie słowo w temacie decyzji twardych i ukośnikowatości emigracyjnej, czyli: czy być Polakiem, czy Kanadyjczykim, czy Polako-Kanadyjczykiem, czy Kanadyjczyko-Polakiem.

    To rodzic odpowiada na pytanie o proporcje powyższej mieszanki.

    Ja z uporem maniaka walczę, żeby żyć na dwa kraje. Wierzę, że się da. Teraz walczę, choć przed emigracją mogłam się lepiej przygotować.

    Dopóki decyduję ja, chłopaki będą na równi uczyli się polskiego i angielskiego.

    Będę płacić 1600 CAD za bilet na lot ponad 24h z przesiadką w Toronto, byleby na dwa tygodnie do Polski polecieć (Kuba nie ma dłuższego urlopu).

    Będziemy ich uczyć, żeby próbowali więcej. Żeby życie rozszerzali na dwa kraje.

    A jak nie zechcą za jakiś czas? To wtedy będzie kolejny wpis 😉

    Dwudziesto-, trzydziestolatkowie, a już tym bardziej nasze dzieci, próbujemy więcej, testujemy więcej. Przez to łatwiej też podejmujemy decyzję o wyjeździe do innego kraju i przewróceniu swojego życia do góry nogami. Patrzymy szeroko i równie szeroko sięgamy.

    Nie wierzysz? Zobacz, jak rośnie grupa facebookowa Oh Kanada – codziennie pojawia się ktoś, a raczej wielu ktosiów, którzy chcą być nie tylko Polakami w Polsce.

    Chcą próbować innego. Nawet, jeśli się nie uda, nawet jeśli koszty będą wysokie, warto.

    Spróbuj zapytać swoich rodziców, jak oni się przedstawiają. Jestem prawie pewna, że użyją jednego, góra dwóch określeń na siebie.

    Ciekawe, dlaczego? 😉 Pewnie dlatego, że kiedyś były inne czasy. Zdaniem wielu to były lepsze czasy. Niepokomplikowane i grzeczniejsze.

    Nawet jeśli, to co?

    Bądź sobie kim chcesz. Byleby uczciwie. Kanada i tak wyciągnie z ciebie prawdę.

    Emigracyjne emocje pokażą, kim jesteś, kim możesz być. I czy warto się starać. W Kanadzie, ale co ja piszę, nie tylko w Kanadzie, wszędzie, także w Polsce, można być kimś więcej.

    Ale najlepiej przy tym wszystkim być sobą.

    Fajnie, prawda?

    PS. Jeśli jeszcze nie czytałeś, to u Patrycji jest szczery tekst o zostawieniu pracy w kanadyjskim korpo. Patrycję znam, i lubię, i polecam jej bloga. Polka-girl, jak to czytasz, napisz w komenatrzu, czy też jesteś ukośnikiem?

    PS2. Tak, wiem, że definicja wyrażenia slashy to nie do końca to, co opisuję w tym poście, ale co tam. Zawłaszczam pojęcie, bo ukośnikowatość mi tutaj bardzo pasuje.

    Serdeczności!


  • Bilans in plus czyli moje znajomości i przyjaźń w Kanadzie.

    Jesień wywołała przygnębienie deszczem, który zdaje się nie mieć końca. W pewnym momencie zapominałam nawet to, kiedy się zaczął. Po prostu pada i pada, i pada. Bez końca.

    Człowieka łapie chandra gigant i nicniechcenie. I rozczarowanie jest wielkie, większe niż bardziej słoneczną porą roku.

    Co zwykle pomaga w takiej sytuacji poza oczywiście solidnym kubkiem kakałka? Ludzie oczywiście, właśni ludzie wokół siebie.

    W sieci, na blogu Moniki trafiłam na wywiad z Ines mieszkającą od prawie roku w Toronto i piszącą o swoich wrażeniach na blogu “Sakwy i walizy”.

    Wywiad jak to wywiad, przekazuje osobiste spojrzenie na kanadyjską rzeczywistość. Można się z taką oceną zgadzać, albo nie, co część czytelników wyraźnie pokazała w komentarzach.

    Moją uwagę szczególnie przyciągnęło zdanie, że:

    Kanadyjczycy, z którymi zetknęła się rozmówczyni, wydają się zimni, zamknięci na innych.

    Pierwsze wrażenie kanadyjskiej życzliwości i otwartości nie przekłada się na powstanie głębszej relacji, nie wspominając o przyjaźni.

    A przyjaźni, zostawionej na innym kontynencie, budowanej od dawna i cementowanej tyloma wspólnie spędzonymi chwilami nad piwem/kawą/plotkami/, o takiej właśnie przyjaźni żal najbardziej.

    To jest ten aspekt emigracji, który mnie również uwiera najmocniej. Nieraz dawałam temu wyraz na blogu.

    Pierwsze miesiące życia w Kanadzie, kiedy skończył się miesiąc miodowy, te miesiące były najtrudniejsze.

    Bo samotne. Nawet będąc w rodzinie, samotne.

    Wyobrażam sobie, jak ciężko musi być tym z Was, którzy do Kanady przylecieli sami.  Chylę czoła przed Wami. Każdy potrzebuje ludzi.

    Przylecieliśmy, a tutaj nikogo nie znamy.

    Kanadyjczycy uśmiechają się w windzie, zagadają przyjaźnie, ale przecież nie usiądą z  Tobą przy stole wigilijnym ani nawet przy popołudniowej herbacie. Nie od razu. Nie przez pierwszy rok na emigracji. Może nawet nie przez drugi.

    A może właśnie usiądą, ale to nie będzie to samo. Mimo najlepszych chęci nawet posłodzona herbata będzie smakować gorzko.

    Spotkasz w nowym miejscu nowych ludzi, pięciu, a nawet piędziesięciu i mimo, że ta liczba robi wrażenie, to jednak poza wrażeniem z tej znajomości nie zostanie nic. Nie przeniesie się na wyższy poziom.

    Wtedy, na przełomie 2014 i 2015, pierwszej kanadyjskiej zimy, wkurzona byłam, rozczarowana i smutna.

    Przecież to nie moja wina, że tak trudno mi kogoś poznać, z kimś się zaprzyjaźnić w Vancouver. Przyjaciele, znajomi, rodzina zostawieni w Polsce świadczą na moją korzyść.

    To nie to, że nie umiem z ludźmi rozmawiać. Znam angielski, znam polski, inteligentna jestem (w normie), więc co?

    Czemu z pierwszą poznaną Polką okazało się nam być nie po drodze? Z pierwszą ?!

    Dlaczego Kanadyjczycy, którzy przecież rozumieją mój angielski, a ja rozumiem ich, dlaczego oni się do mnie uśmiechają, ale nic za tym nie idzie?

    Coż zatem wynika z tych smutnych rozważań? Co dobrego z przypominania chwil, które dla mnie są już przeszłością, ale dla kogoś nowego w Kanadzie mogą być czasem teraźniejszym. A ci z Was, którzy dopiero chcą przylecieć i właśnie teraz czytają taki przygnębiający zapis?  Czy ich to nie zniechęci?

    Piszę tego posta, żebyście wiedzieli, że taki stan jest ok. Że to normalne nie mieć ludzi i za nimi tęsknić.

    I że nie jest to powód do wstydu, oznaka słabości, czy porażka.  

    Że możesz być rozczarowany Kanadyjczykami i Kanadą.

    Możesz o tym pisać/śpiewać/krzyczeć i płakać nad tym. I się miotać, i się zastanawiać, i nie być pewnym.

    Wszyscy jesteśmy ludźmi, a ludzie chcą oswajać lisy dla siebie i mieć róże na wyłączność. A nie tylko tułać się od planety do planety. Koniec końców, dobre życie sprowadza się do ludzi wokół.

    Jest nadzieja. Czas. Daj czasowi czas. Daj sobie czas. I daj ludziom czas.

    I będzie dobrze. Będą ludzie !

    Poznasz Kanadyjczyków i Polaków mieszkających w Kanadzie, i całe mnóstwo innych osób też.

    Tylko potrzeba na to czasu. Imho, najmniej roku. A bywa, że dłużej.

    Może to tylko w tym bloku w Toronto Kanadyjczycy są zamknięci na nowych sąsiadów?  Może to tylko w tej dzielnicy Vancouver, silnie zdominowanej przez jedną grupę etniczną, jest dość ciężko znaleźć pokrewną duszę, z którą można porozmawiać?

    Przez pierwsze 10 miesięcy emigracji w Kanadzie poznałam kilka Polek.

    Wpadłyśmy na siebie na ulicy.  

    Z jedną wymieniłam się numerem telefonu. Nie udało nam się zdzwonić do dziś.

    Z drugą poszłyśmy na kawę, potem na spacer, potem przypadkowo spotkałyśmy się w górach. Tyle.

    Z inną Polką spotykałyśmy się regularnie na placu zabaw, ale nasze drogi się rozeszły.

    Dwie kolejne Polki zaczepiłam sama. Jedną na zajęciach sportowych, drugą w górach. Spotykamy się do dziś z mniejszą lub większą intensywnością.

    Mam to szczęście, że blog i internet bardzo mi ułatwiają poznawanie nowych ludzi. Dziękuję, że teraz to wy mnie zaczepiacie!

    A ile Polek-emigrantek poznałam w sieci, o mamo, jak ja mam dobrze ! Z Mają [piąteczka] to prowadzimy nawet cotygodniowy czat przyjacielsko-biznesowy na Skypie.

    Ktoś może powiedzieć: ale ja wcale nie chcę się spotykać z Polakami ! I nie chcę mieć przyjaźni wirtualnych ! Dlaczego nie mogę się zaprzyjaźnić z Kanadyjczykami? Dlaczego to jest takie trudne?

    Też sobie zadaje to pytanie. Serio. Właśnie z potrzeby szukania odpowiedzi, zaczęłam serię: Jak rozmawiać z Kanadyjczykami? [niewiele jest na razie, ale nie bój nic, będzie więcej]. 

    Bo znajomość zaczyna się od rozmowy. Przyjaźń to taki etap tej rozmowy, kiedy już właściwie słowa są zbędne.

    Można szukać wytłumaczenia w mentalności Kanadyjczyków. Są zimni i zamknięci, bo…. pogoda, multikulturowość, brak zainteresowania Polską i nami z Polski. Ale w sumie czemu mieliby się interesować?

    Bariera językowa nie ułatwia sprawy.

    Dla większości nas, emigrantów, językiem emocji jest polski. A tutaj musimy to samo wyrazić po angielsku. Mówienie o swoich uczuciach i potrzebach po polsku, w Polsce, nie jest łatwe, to co dopiero w Kanadzie?

    Nie podam Ci rozwiązania innego niż to, żeby wciąż próbować i dać czasowi czas. Spokornieć w oczekiwaniach wobec ludzi i się na nich otworzyć.

    I będzie dobrze !

  • Polskie Babskie Spotkania

    Najpierw tło sytuacyjne: za oknem leje deszcz, sąsiad w windzie, w ramach optymistycznego small talku, rzucił tylko: eeee, jutro to dopiero będzie gorszy sztorm. Optymista, nie ma co…..

    [ to jest post z akcentem kobiecym, ale oczywiście panów też zapraszam do czytania :D]

    To jest taki dzień, kiedy chcesz się przykryć kocem po czubek głowy, jedną rękę ewentualnie wystawić po kubek z herbatą, może jakaś dobra dusza naleje.

    Dzień ponury, smutny i zimny.

    W takie dni, jak ten, emigracja ciąży jak kamień u szyi [w miejsce słowa: emigracja wstaw zamiennie: praca, drożyzna, niewdzięczne dzieci, zapracowany mąż i wszystko inne, co akurat dzisiaj humor psuje]

    Jeśli więc siedzisz z nosem spuszczonym na kwintę, to zaraz Ci humor poprawię.

    A czym?

    Ano wspomnieniem Polskiego Babskiego Spotkania w Vancouver.


    Najpierw podziękowania. Muszę, bo się uduszę.

    DZIEWCZYNY DZIĘKUJĘ WAM!!! BRAWO WY!


    Nie wymyśliłyśmy nic nowego. Bo przecież człowiek jest istotą społeczną, lubi się spotykać. Polka lubi i Polak lubi. W Polsce i w Kanadzie.

    Kiedy tydzień temu zapytałam w internetach, czy Polki mają ochotę na spotkanie w kobiecym kręgu, nie przypuszczałam, że tyle nas będzie.

    Że przyjdą dziewczyny nowe w Vancouver i dziewczyny, które mieszkają tutaj od 20 lat. Same się dziwiłyśmy odkrywając, że wiele z nas mieszka koło siebie. Albo że pochodzi z tych samych miejscowości w Polsce. Miłe, ciepłe poczucie bliskości i odnalezienia się 10 000 km dalej.

    Nie miałyśmy żadnego planu spotkania, określonego celu. Chciałyśmy po prostu pobyć razem. W kobiecym kręgu, z dziewczynami/kobietami/babami o różnym stażu emigracyjnym.

    Coś jak spotkania koła gospodyń wiejskich, które dawniej odbywały się w jesienne ponure wieczory, z robótką, albo i bezczynnie.

    Zawsze wyobrażałam sobie, że oprócz dobrego plotkowania i wspólnej pracy, takie spotkania to była świetna lekcja życia i o życiu. Nie wiem, jak Wy, ale mi wciąż na emigracji nie dość takich lekcji.

    Wiem, że wszystkiego się można nauczyć samemu, mozolnie, krok po kroku, dzień po dniu, szukać ludzi, poznawać, i z tymi, którzy są “naszymi ludźmi” wchodzić w głębsze relacje.

    Że nie każda Polka i nie każdy Polak w Vancouver okaże się najlepszym przyjacielem. I wcale nie o to chodzi. Chodzi o stworzenie czasu i możliwości, żeby posłuchać innych i powiedzieć o sobie. Tyle.

    2 godziny spotkania to za krótko, żeby się polubić. Za krótko, żeby się nagadać. Ale dość, żeby choć na moment poczuć, że nie jestem tu sama. Że są inne dziewczęta, które być może przechodzą to samo. Albo odwrotnie, mają więcej doświadczeń i mogą doradzić, pocieszyć. Czasami sprowadzić na ziemię.

    Były wśród nas przedstawicielki organizacji polonijnej, więc jeśli któraś chce, może się zaangażować w promocje polskiej kultury.

    Padła propozycja zorganizowania się w polską grupę zabawową, dla matek z małymi dziećmi.

    Wiele było pytań o to doświadczenie emigracyjne, pobyt stały, pracę, przyszłość w Kanadzie.

    Po spotkaniu napisałam posta ze zdjęciem [jednym, reszta wyszła zamazana, bo z emocji ręce mi drżały]. Podzieliłam się zdjęciem na 6 grupach facebookowych, w tym m.in. Polki w Kanadzie. Ponad 50 Polek w Kanadzie lajkami powiedziało nam: Brawo dziewczyny z B.C. ! Koleżanki ze Szwecji przesłały w odpowiedzi swoje zdjęcie kobiecego spotkania. Wszędzie kobiety, wszędzie Polki potrzebują tego samego 🙂

    Jedna z nas powiedziała:

    Mieszkam tutaj już jakiś czas, mówię po angielsku, ale jestem sobą po polsku. Dlatego przyszłam na to spotkanie.

    Ktoś mądry powiedział, że każdy człowiek jest wypadkową pięciu innych osób. Wierzę, że w Vancouver znajdziesz i 5, i 10, i nawet 15 takich Polek, przy których będziesz sobą. Po polsku.

    Serdeczności!

  • Co wychodzi ze mnie po pobycie w ojczyźnie? Jak widzę Polskę na wakacjach?

    Odkąd mieszkamy w Vancouver, staram się latem latać do Polski z synami. Nie zawsze mogę sobie pozwolić na dłuższe wakacje ( mam w kontrakcie wpisane 10 dni urlopu wypoczynkowego).

    Co roku obserwuję, jak zmienia się Polska i jak zmienia się mój stosunek do ojczyzny. A właściwie, stosunek do jednej z ojczyzn, bo już za chwilę uzyskamy kanadyjskie obywatelstwo.

    Od lat powtarzam, że nie brakuje mi tak bardzo Polski – szalenie brakuje mi “naszych” Polaków, czyli rodziny i znajomych.

    Odwiedziny u nich to clue wyjazdów i moje ulubione chwile.

    Mimo różowych, urlopowych okularów na nosie, widzę to i tamto.

    Wspomnień i przemyśleń jest dość.

    Spiszę je tutaj, żeby pamiętać, a nie żeby oceniać.

    Jedzenie polskie uwielbiam! Zaraz po przylocie żarłocznie rzucam się na przysmaki polskie!

    Zwłaszcza te zawierające twaróg.

    Nadziwić się sobie nie mogę, bo zachowuję się się jak wypuszczona (wyposzczona) z kraju, gdzie ludzkie oko nie widziało twarogu.

    Spieszę więc donieść, że w Vancouver można kupić twaróg (w polskim sklepie lub też w Costco; dane z Kolumbii Brytyjskiej, r.2019)

    Kupno twarogu nie jest to tak oczywista sprawa, jak w, nieprzymierzając, Warszawie.

    W Polsce wszędzie dostaniesz drożdżówkę z serem, a sernik (koniecznie z rodzynkami !) to niemalże polskie ciasto narodowe (chyba, że się mylę i jednak szarlotka?).

    W każdym spożywczym jest kostka twarogu, a jego cena nie przyprawia o zawał.

    Jak to człowiek się nad twarogiem z szacunkiem nie pochylił, kiedy go miał. A jak go nie ma, to sami widzicie, co się dzieje !

    Dostępność białego sera w Polsce ogłupia mnie zupełnie, więc jem go przy każdej okazji.

    Druga bliska sercu naszemu sprawa, to dostępność ludzi i dla ludzi. Naszych ludzi.

    Bardzo nas cieszy ludzka dostępność. Przylatujemy, dzwonimy, umawiamy się. Oczywiście, że jest łatwiej, bo wszyscy są w trybie wakacyjnym. Ktoś może powiedzieć, ej, Kaśka, spróbuj codziennie się tak z Polakami zadawać, zobaczysz, że już nie jest tak różowo.

    Być może. Ale ja wykorzystuję wszystkie przywileje lata i bezwstydnie ludzi namawiam na spotkania. Bez znaczenia, czy to Lubuskie, czy Warszawa.

    Jestem ogromnie wdzięczna tym, którzy odpowiedzieli na nasz głód spotkań, nasze niewidzenie się  i długie milczenie, bo mimo najlepszych chęci nie zawsze się dało porozumieć przez cały ocean i 9 godzin różnicy w czasie.

    W Polsce wciąż łatwiejsze jest dla nas prowadzenie życia grupowego.

    Zwłaszcza wśród ludzi wypróbowanych przez lata. I to właśnie tak nas zachwyca i syci przez te wszystkie dni krótkiego wypoczynku w Polsce.

    Wciąż jeszcze mogę znienacka wprosić się do polskiej koleżanki na przenocowanie, paznokcie zrobić, na balkonie się pogapić. 

    Tak mało, a tak dużo.

    Uprawianie życia grupowego najczęściej polegało na wspólnym gadaniu. Tego nigdy dość !

    Widzę, rzecz jasna, różnice w przyjaźniach, kontaktach, rozmowach. Jednak wciąż są one szczere i mocne (a może po prostu mam szczęście? )

    To, co często mi się zdarza w Kanadzie, czyli trema, dystans, zmieszanie, brak tematów, w Polsce jest mniejsze. Za tym tęsknię!


    Dobrze, to teraz trochę o negatywach.

    Sprawa przykra, co roku niestety przykrzejsza. Polityka i podziały zniszczyły rozmowę!

    Mam serdecznie dość tego, jak rozmawiają Polacy ze sobą. Ogólnie, a zwłaszcza w dyskursie politycznym.

    Spokojnie, nie będzie tutaj tekstów o jedynej sprawiedliwej linii politycznej i za kim głosować.

    Sluchając ludzi, z reguły mądrzejszych ode mnie (bo przecież i dziennikarz, i eksperci, i politycy wybrani głosami wyborców) cieszę się, że jestem już w Kanadzie.

    W Kanadzie ludzie na ogół są bardziej otwarci na innych ludzi, nie skazują innych na bycie w drużynie przegranych tylko dlatego, że są odmiennych poglądów.

    W zwykłym, codziennym życiu, dobrze jest jak wszyscy czują się chociaż trochę wygrani, a przynajmniej nie są etykietkowani, jako ci gorsi czy też ostatniego sortu.

    W Kanadzie sposób komunikacji to rozmowa – dialog. Raz ty mówisz, raz ja mówię. Słuchamy siebie.

    A w Polsce zabrali nam rozmowę. Przemawia tylko jedna ze stron.

    Głośno, niezrozumiale dla mnie (choć maturę mam i studia nawet też). Jedna strona zawłaszczyła rozmowę, a co za tym idzie, ta jedna strona ma tylko rację.

    Ponieważ Kanada to nations of immigrants, w komunikacji wzajemnie się na siebie uważa. Patrzy się na siebie. Łatwiej się słucha siebie. I stara się, przynajmniej się stara, zwracać uwagę na racje innych.

    Ta otwartość na innych, na inność, w komunikacji, i w codziennym życiu to jest jedna z ważniejszych, jeśli nie najważniejsza, z zalet kraju klonowego liścia.

    A w tym wpisie znajdziesz całą listę moich powodów, dla których lubię Kanadę!

    Customer service w Polsce to wciąż temat do poprawy

    Eh, jakże to przykre.

    Ja doskonale rozumiem, że każdy może mieć gorszy dzień! I że praca na infolinii nie jest spełnieniem marzeń!

    I oczywiście, że generalizuję. Na pewno znasz przypadki wspaniałych zachowań Polaków, pracujących w usługach.

    Doświadczyłam i ja uprzejmości Polaków. Przykład pierwszy z brzegu: przemiła pani z cukierni na krakowskim podgórzu, która dała nam popróbować chleba, bo miała go za dużo na kolację dla siebie tylko.

    Ale wciąż ta uprzejmość i kultura w usługach nie jest standardem w Polsce. Ton rozmowy w stylu sławnej: jem przecież! to wciąż codzienność, a nie śmieszne wspomnienia z filmów Barei.

    Kiedy załatwiam sprawę, zwykle nie czuję, że ktoś chce mi w Polsce pomóc.

    To ogromny kontrast z kanadyjską codziennością!

    Przeczytaj post o tym, co lubię w Kanadyjczykach i mieszkaniu w Vancouver.