Tag: pobyt

  • BYOB czyli kanadyjskie imprezowanie. Alkohol w Vancouver

    Tekst o alkoholu będzie. Uprasza się, żeby osoby poniżej 18 lat go nie czytały. Nie, żebym namawiała do czego złego, czy coś. To tylko kilka słów w temacie: alkohol w Vancouver.

    W Kanadzie pije się alkohol tak jak wszędzie na świecie. Jakoś tak wychodzi, że na spotkaniach towarzyskich łatwiej wchodzi. Się w klimat, w rozmowę się wchodzi, procenty pomagają.

    Niektórzy lubią mniej, niektórzy więcej. My tak sobie. W Kanadzie lubimy cydr z Okanagan, z sokiem jabłkowym.

    I jeszcze jedno – żadna ze mnie znawczyni salonów i bywalczyni domówek, więc śmiało pisz swoje uwagi, jak gdzieś za bardzo w temacie popłynę.

    Na wstępie kilka słów o alkoholu w Vancouver

    Gotowi na trochę kanadyjskiej historii?

    Wcale nie tak dawno niemożliwym było zakupienie napoju alkoholowego w supermarkecie.

    Do kwietnia 2015 r. alkohol w Kolumbii Brytyjskiej był sprzedawany jedynie w miejscach do tego wyznaczonych, licencjonowanych, takich jak np sieć BC Liquor Stores.

    Przepisy się zmieniły  i od kwietnia 2015 można kupić wino w supermarkecie. Pierwszy sklep w prowincji, który się na to odważył jest w Surrey. Koło nas, najbliższy Buy Low Food nie ma. Jeszcze.

    Żeby nie było, że można wszystko, o tak dobrze to nie ma. Jest prawo, jest strona regulująca spożycie / użycia czy nadużycie.

    Przydatne uwagi i jeden smaczek:

    • Nie możesz pić w parkach, na plażach czy w górach. Ale możesz na swoim miejscu kempingowym.
    • Możesz mieć w samochodzie zamknięty alkohol, ale nie możesz otwartej puszeczki.
    • Możesz przynieść swoje wino do restaurcaji i kelner musi ci je polać.  A jak zostanie, to oddać resztę. Ale korkowe też może pobrać przy okazji. Czyli wszyscy w sumie zadowoleni.

    Jak wybrać alkohol w Vancouver ?

    W Polsce co i rusz gazeta.pl testuje wina za 10 zł z Biedronki czy innego Lidla vs. wino z piwniczki renomowanego salonu.

    Niestety w Vancouver nie trafiłam jeszcze na takie promocje 😀

    Nie do końca jest tak, że nic nie ma.

    Napojów bezalkoholowych w naszym najbliższym supermarkecie jest bez liku, przy czym nam w oko wpadło wino ODALKOHOLIZOWANE, białe lub czerwone w cenie 8 $ za flaszkę.

    Nie żebym się czepiała, ale polski gugle pokazuje mi taki obrazek, jak wpisuję odalkoholizowane (bo to przecież coś innego niż bezalkoholowe).

    Piłam to odalkoholizowane wino, no i tak….. mnie smakuje jak wino bez wina. Dobre średnio, średnio daje radę. W sumie nie wiem, po co to wyprodukowali?

    Są jeszcze jakieś takie napoje, jakby oranżady, też bez alkoholu, ale nie napiszę więcej, bo nie próbowałam. Kolorowe bardzo, jakoś nie wzbudzają mojego zaufania. [na skali hipstera 1-10 mam teraz coś pewnie minus 3]

    Co to jest BYOB czyli na bring your own beer.

    I może kanapkę też przynieś na imprezę, tak na wszelki wypadek. [to żarcik jest, niewinny]

    Wspomnienie mojej pierwszej, zwykłej domówki po kanadyjsku

    A na niej goście: przewaga nie-Polaków.

    Tak jakoś w pierwszym roku pobytu w Vancouver zostałam zaproszona na wieczorne spotkanie, imienin świętowanie u koleżanki koleżanki mojej koleżanki.

    Ja i koleżanka to były jedyne Polki.

    Przed imieninami dostałam emaila, że uprasza się o przyniesienie swojego alkoholu. Ha!

    Na początku popadłam w zdziwienie, ale potem zrozumiałam, jak zobaczyłam, ile wino kosztuje.

    Na imprezie każdy sobie pije swoje, ile chce, jakie chce. I wszyscy są zadowoleni. Oczywiście nikt nie powiedział, że nie można się dzielić

    Taki zwyczaj, wcześniej mi z Polski nie znany.

    Byliśmy też kilkakrotnie na imprezach integracyjnych, pracowych kanadyjskich.

    I takie spotkanie też inaczej wygląda niż w Polsce.

    Dostaliśmy po dwa bilety-karneciki na alkohol (dwie lampki lub dwa drinki na głowę), reszta była do zakupu samodzielnego na barze.

    Do jedzenia serwowano mini kanapeczki i mini paszteciki. W ogóle mini, mini, tycie, tyciuteńkie.

    Nie mówię, że do dobrej imprezy potrzebne jest morze alkoholu i fura żarcia.

    Mówię, że w Kanadzie wygląda tak. A w Polsce, no to sam wiesz. Więc czuj się ostrzeżony 😉

    Jak dostać alkohol czyli tour-the-beer

    Alkohol możesz dostać na dwa sposoby:

    • kupić w sklepie i wypić poza sklepem,
    • albo kupić gdzie indziej (pub, restauracja, bar) i wypić na miejscu.

    W sklepie w B.C. zobaczysz ludzi grzecznie stojących do kas z sześciopakami w ręku.

    Zagęszcza się w weekendy, bo sklepy nie są całodobowe i trzeba zrobić zapasy.

    Nie wiem, czy wszystkie tak mają – ten najbliżej nas nie jest cały czas otwarty.

    Co do piwa, to w naszej dzielnicy radośnie hipsterskiej, czyli na Mount Pleasant, są malutkie browary, gdzie równie tłumnie bywa, jak w sklepach monopolowych.

    Ja nie wiem, czy to przystoi, dobra, wiem, że nie za bardzo przystoi pisać tak o warzelniach piwa (???), ale te tutaj są… urocze.

    Czyściutkie, lśniące pojemniki – beczki, z leciutchną nutką drewna. Industrialnie, ale nie za bardzo.

    A przed kasą w takich piwiarniach każdy stoi ze swoim bukłaczkiem po tzw. refill, czyli ponowne napełnienie piwną cieczą (wychodzi taniej niż za każdym razem kupować nową butlę, a jak ekologicznie!)

    Wcale nierzadko stoi się też z dzieckiem (albo i dwójką) – nie wiem, czy mają wstęp do środka, czy tak się tylko oko na to przymyka, bo raz mieliśmy sytuację, że nas z chłopcami nie wpuszczono do baru-pubu na śniadanie.

    Powód: serwowano tam alkohol i dzieci musiały być w pewnej odległości od nalewaka. Do środka nie wolno było, ale w ogródku już tak. Podstawy prawnej nie znam – ktoś pomoże?

    Próbowałam kilka takich craft sample beer w okolicy.

    Dobre.

    Na desce stoi od 5 do więcej malutkich szklaneczek z piwem i sobie próbujesz. Piwo to chyba można ze sobą mieszać? #nieznamsiealesiewypowiem

    Masz ochotę na wycieczkę po tutejszych browarach?

    Alkohol w Vancouver to za mało – może masz ochotę na ogórka?

    Najdziwiejsza rzecz, jaką nam zaserwowano do piwa to były smażone w panierce pikle czyli fried pickles.

    Jesteśmy pierwsi do próbowania, ale to niedobre było.

    Serio!

    W dwóch miejscach jedliśmy i dwa razy bee. No wiem, ja na małosolnych chowana, a do alkoholu to tylko kwaszony (taka tradycja). Ktoś jadł dobre fried pickels?

    PS A jeśli masz ochotę, to na portalu Polka na Obczyźnie przeczytasz moję historię, jak pomyliłam najsłynniejszy kanadyjski drink Ceasar z sałatką?

    Serdeczności!

  • Przeprowadzka do Kanady. Jak dostaliśmy pobyt stały w Kanadzie czyli droga do Permanent Residency

    Zimą, 11 lutego napisałam na Facebooku: Dokonało się! Tak z lekka pompatycznie, wręcz z biblijnym zawołaniem. Coś w tym jest, że trzeba tak głośno zakrzyknąć: Mamy prawo do pobytu stałego w Kanadzie!

    Opowiemy Wam dzisiaj jak wygladłaa nasza do Kanady z Polski.

    O ile sami nie wyjedziemy, nie obowiązują nas żadne ograniczenia czasowe. Kuba może zmienić pracodawcę. Możemy się przeprowadzić w dowolne miejsce w Kanadzie.

    I za jakiś czas możemy się postarać o pobyt stały w Kanadzie, a kilka lat później o kanadyjskie obywatelstwo.

    przeprowadzka do kanady nie oznacza otrzymania pobytu stałego!

    Droga do pobytu stałego wcale wcale nie zaczęła się od dnia zero, czyli od 26 lipca 2014, kiedy Kuba wylądował na YVR.

    I sama chęć przeprowadzki do Kanady, nie gwarantuje, że mieszkanie na stałe bedzie możliwe.

    Ba, nie wiadomo nawet, czy zostaniemy wpuszczeni do Kanady, ale o tym innym razem.

    Podejrzewam, że część z Was zna naszą historię, to jednak przedstawię ją jeszcze raz. Zobaczysz, jak nasz plan “czasowej przeprowadzki do Kanady” przełożył się na zdobycie pobytu stałego.

    Sytuacja od 26 lipca 2014 do 11 lutego 2017

    Nie przyjechaliśmy z zamiarem emigracji na stałe. Nie byliśmy przygotowani. I nie zadawaliśmy sobie pytania, co będzie, jak wiza się skończy. Jeszcze nie wtedy.

    Pierwszy kanadyjski pracodawca Kuby – stracona szansa na pobyt stały w Kanadzie?

    Przylecieliśmy do Kanady na zaproszenie pracodawcy Kuby, który załatwił za nas wszystkie papiery. Latem 2014 wiedzieliśmy, że wyjeżdżamy na rok do Vancouver. I tylko na rok.

    Szukanie pracy w Kanadzie skwituję jednym słowem: profil na LinkedIn.

    Hej, stop, trochę już o tym pisałam, zerknij niżej:


    Kuba dostał pozwolenie na pracę (Work Permit, WP) oparte o LMO (Labour Market Opinion).

    To rodzaj zaświadczenie-opinia z urzędu imigracyjnego, że kanadyjski pracodawca potrzebuje ściągnąć pracownika spoza kraju.

    Wszystkie papiery przygotowała firma, my je tylko wydrukowaliśmy i z jednym kompletem Kuba przyleciał w lipcu, z drugim kompletem, plus dwójką dzieci doleciałam ja, 22 sierpnia 2014.

    Pozwolenie na pracę dostaliśmy ważne do lipca 2017. Oferta pracy dla Scanline była ważna rok, czyli do lipca 2015.

    Wtedy nie zaprzątaliśmy sobie głowy tym, co zrobimy,  jak Kubie skończy się kontrakt , bo i tak mieliśmy zostać tylko rok w Vancouver. Nie sprawdzaliśmy, czy mamy możliwość na pobyt stały w Kanadzie.

    Uprzedzając pytania: nie wiemy, dlaczego przyznano nam Work Permit dłuższy niż oferta pracy (umowa o pracę była na czas określony, na rok, a w papierach adwokat firmy nie zaznaczył na ile ma być przyznany Work Permit).

    Kuba dostał pozwolenie na pracę z zaznaczeniem, że pracuje tylko dla tego jednego pracodawcy (job-specific) i jeśli przestanie dla niego pracować, to Work Permit nam się kończy i musimy opuścić Kanadę.

    Moja sytuacja na początku naszego pobytu w Vancouver.

    Ja dostałam Open Work Permit (non-job specific), czyli miałam lepiej niż Kuba, bo mogłam pracować, gdzie tylko chcę. Byle bym nie pracowała z dziećmi, nie w szkolnictwie i nie w sex biznesie (omg).

    Chłopaki dostali pozwolenie na naukę (w paszporcie mają wpisane: Visitor Record, ale paszport wystarczył, żeby ich zarejestrować i o Study Permit poprosił adwokat firmy w naszych dokumentach. Nie wiem jednak, czy wszystkie dzieci rodziców z Work Permit z automatu dostają pozwolenie na naukę).

    W lipcu 2015 minął nam rok w Kanadzie, umowa Kuby została przedłużona, ja znalazłam pracę w Accenture Canada, chłopaki na wakacje polecieli do dziadków, do Polski.

    Ktoś może w tym miejscu zapytać: zaraz, zaraz, a dlaczego wtedy nie rozpoczęliście procedury starania się o pobyt stały? 

    System Express Entry już wtedy działał, Kuba miał rok przepracowany u kanadyjskiego pracodawcy.

    Wtedy, w lipcu 2015 nie wystąpiliśmy po pobyt stały z jednego powodu – po roku w Kanadzie nie byliśmy przekonani, że chcemy zostać tutaj na dłużej.

    Także po roku pracy w Scanline, Kuba nie wiedział, czy następną ofertę pracy dostanie już na czas nieokreślony i jakie będą warunki zatrudnienia (dopiero w sierpniu podpisał nową umowę). Ponieważ jego Work Permit było ważne aż do lipca 2017, postanowiliśmy wstrzymać się jeszcze z podjęciem decyzji.

    Tak, zgadzamy się, ale ponownie napiszę: wtedy mieliśmy inne powody i przemyślenia. Część naszych wątpliwości opisałam w różnych emocjonalnych postach.

    Rozczarowanie, bezsilność, tęsknota, ciężkie początki, to wszystko było naszym udziałem i w znaczny sposób wpływało na decyzje, co dalej.

    W październiku 2015, po pierwszym powrocie z Polski, byliśmy zdecydowani zostać w Kanadzie do czerwca 2016, tak, żeby Krzysiek skończył rok szkolny.

    To był również ten czas, kiedy zdecydowałam się zrezygnować z pracy na cały etat dla Accenture Canada.

    Skoro i tak mieliśmy w planach wrócić do Polski, chciałam resztkę tego czasu spędzić z chłopakami, pooglądać Vancouver i Kanadą “się nacieszyć”.

    Drugi kanadyjski pracodawca Kuby -druga szansa na pobyt stały w Kanadzie?

    W lutym 2016 Kuba poszedł na rozmowę kwalifikacyjną w innej firmie z branży VFX – AnimalLogic (sprawdź ich stronę, może akurat potrzebują ciebie?).

    Po co, może ktoś zapytać, skoro i tak wracamy do Polski?

    No cóż, była okazja, poszedł, dostał pracę, i w ramach szkolenia wyjechał do Australii.

    Piszę Wam to nie po to, żeby się jakoś specjalnie chwalić. Nie.

    Albo inne zdarzenie, okazja, która wywróci twój plan do góry nogami.

    I tak właśnie było z drugim kanadyjskim pracodawcą Kuby.

    Czerwiec 2016 jako data powrotu do Polski przestał mieć rację bytu.

    Poniżej znajdziesz jeszcze trochę informacji o kwestii pracowych. Przydadzą się przy aplikowaniu o pobyt stały.

    Drugi kanadyjski pracodawca Kuby również działa w branży Visual Effects. W Vancouver jest całkiem sporo liczących się na świecie firm, które zajmują się efektami specjalnymi.

    I tak, zdarza się, że ściągają programistów na krótki czas, tylko do projektu. Potrafią szybko rozbudować zespół, a potem równie szybko go zamknąć.

    Jeśli ktoś z Polski szuka pracy w obszarze IT, to w Vancouver wciąż jest spora szansa na ofertę pracy popartą oświadczeniem LMIA (następca LMO w prawniczym żargonie imigracyjnym), która daje prawo do wystąpienia o (czasowe) pozwolenie na pracę.  

    A potem można aplikować o pobyt stały w Kanadzie.

    Kiedy to piszę (wiosną 2017) najwięcej Polaków do Vancouver ściąga Amazon. Jesteś programist(k)ą?

    Drugi pracodawca Kuby również wystąpił do Social Development Canada (ESDC) o wydanie zaświadczenia LMIA, które miało być podstawą nowego pozwolenia na pracę.

    Ponownie mieliśmy to szczęście, że wszystkie dokumenty za nas załatwili prawnicy firmy. Nam pozostało jedynie pojechanie na granicę, przekroczenie jej i aktywowanie nowego Work Permit.

    Nie wiedzieliśmy wtedy, że można również umówić się w biurze imigracyjnym na miejscu (jak komuś się uda dodzwonić na infolinię cic.gc.ca).

    Ponieważ czekał nas wyjazd do Stanów, wystąpiliśmy po amerykańskie wizy turystyczne. Szczegółowo opisałam naszą historię rok temu.

    Zaczynamy na poważnie myśleć, jak zabrać się za zorganizowanie naszego pobytu stałego w Kanadzie.

    Po  powrocie Kuby z Australii (kwiecień 2016) zaczęliśmy ponownie rozmawiać o tym, czy wystąpić o pobyt stały. Do tego momentu nie byliśmy jeszcze przekonani – Kuba chciał sprawdzić, jak będzie w nowej pracy.

    Nie bez znaczenia była także wizyta moich rodziców, w marcu 2016, i ich bardzo pomocne podejście do naszego, dłuższego niż początkowo planowany, pobytu w Kanadzie.

    W maju 2016 zaczęliśmy przygotowania do wystąpienia o pobyt stały.

    Nasze przygotowania. Najpierw research. Poszukiwania samodzielne i bez konsultanta.

    Działaliśmy zgodnie z zasadą:jak nie ma w ‘gogle’, nie ma ‘wogle’. Czyli jeśli nie ma odpowiedzi na nasze pytania, to znaczy, że kwestia jest nieistotna.

    Umówiliśmy się, że kwestie obczajenia, co i jak z pobytem stałym w Kanadzie, biorę na siebie.

    Od początku wiedzieliśmy, że nie będziemy korzystać z pomocy konsultantów, bo znaliśmy inne rodziny w podobnej sytuacji, które uzyskały PR samodzielnie.

    Żadne z nas nie miało nigdy problemów z prawem czy odmową wjazdu do jakiegokolwiek kraju.

    Samodzielne przygotowanie się na stałą emigrację do Kanady jest jak najbardziej do ogarnięcia, niemniej jednak każda sytuacja jest inna.

    Znamy równie dużo historii, gdzie kompetentny urzędnik pomógł dostać stały pobyt, jak i takich, które ostrzegają przed naciągaczami.

    Konsultant emigracyjny wskaże i pomoże, ale nie przygotuje za ciebie dokumentów np. od twojego pracodawcy z Polski, nie wystąpi o zaświadczenie o niekaralności, ani nie załatwi badań medycznych. Przynajmniej my nie znamy takich. Pamiętaj, że często koszt konsultacji podwaja całość wydatków, a ten już na starcie jest niemały!

    Przygotowanie się do pobytu stałego samodzielnie zaowocuje w przyszłości!

    Gdzieś przeczytałam zdanie, że jeśli nie jesteś w stanie zrozumieć choćby podstaw tego, jak wyemigrować do Kanady i musisz być prowadzony za rękę, to jak sobie poradzisz później, już na miejscu?

    Jest w tym ziarnko prawdy.

    Pobyt stały w Kanadzie, mieszkanie na stałe w innym kraju, to nie jest bułka z masłem!

    Ogrom informacji, które musisz przeczytać  i przyswoić, na pewno onieśmiela i zniechęca, ale jest dobrym testem na to, czy jesteś gotowy na jeszcze większe wyzwanie – czyli znalezienie pracy, mieszkania, słowem dobre życie, już w Kanadzie.

    Wiem, że łatwo mi tak pisać, bo przyjechaliśmy na “gotowe” – na początku nie musieliśmy sami wyszukiwać, jak wyemigrować, z jakiego programu skorzystać. Dostaliśmy listę dokumentów do przygotowania, ofertę pracy, bilety lotnicze i już.

    Latem 2014 nie wiedziałam nawet, jakie są sposoby na wyjechanie i pracę w Kanadzie. Nie interesowaliśmy się tym.

    Nawet jeśli masz furę pieniędzy i wieloletnie doświadczenie. To nie Unia Europejska bez granic i z wolnym rynkiem pracy. (Ale jakoś pocieszające jest, że nie tylko dla Polaków Kanada jest taka szczelna, inne narodowości też muszą przejść procedurę wjazdu).

    Dziś już wiem, że lepiej jest wiedzieć więcej niż mniej.

    Być lepiej przygotowanym niż my. Oszczędzi się sobie stresu, kiedy już nie będzie konsultanta imigracyjnego na wyciągnięcie ręki.

    Dobrze przygotowany imigrant to pewny siebie imigrant 😉

    Szukaj informacji o tym, jak wygląda przeprowadzka do Kanady. Czytaj, googlaj, pytaj

    Z dnia na dzień przybywa miejsc w sieci, gdzie można przeczytać o tym, jak proces wygląda, zasięgnąć rady, czy nawet dołączyć do grupy osób, które aplikowały o różne rodzaje wiz w tym samym czasie.

    Strony w internecie, gdzie możesz szukać informacji

    Jeśli korzystasz z usług doradcy imigracyjnego, to przed pierwszą wizytą sprawdź sobie chociaż to narzędzie na stronie rządowej [eng]. Będziesz lepiej przygotowany do wizyty. Pamiętaj, że to od Ciebie zależy, jak będzie wygladała Twoja przeprowadzka do Kanady i czy w ogóle będzie możliwa.

    Czy mogę wyemigrować do Kanady jako pracownik wykwalifikowany?

    My, po sprawdzeniu, co i jak, wiedzieliśmy już, że aplikować będziemy przez program Canadian Experience Class.

    Nasz ścieżka aplikowania na pobyt stały czyli czym polega Canadian Experience Class?

    [Uwaga: to są wymogi ważne w momencie, kiedy my rozpoczęliśmy swoją aplikację, czerwiec 2016]

    Żeby móc skorzystać z tej ścieżki emigracyjnej, pracownik mieć przepracować przynajmniej rok u pracodawcy kanadyjskiego.

    Nie jest konieczne, żeby to był rok przepracowany ciurkiem (wymagana jest suma  z trzech ostatnich lat).

    Nie musi to być ten sam pracodawca. Zawód musi być z określonej grupy NOC (o tym, co to jest przeczytasz w poście o pracy).

    Zbieraj wszystkie dokumentu, emaile dotyczące pracy, pracodawcy, oferty. Na późniejszych etapach aplikacji o pobyt stały pojawiła się konieczność dostarczenia oferty pracy, którą Kuba dostał od pierwszego i drugiego kanadyjskiego pracodawcy.

    Nie wiem, czy jest to ścieżka łatwiejsza niż pozostałe, czy szybciej dostaje się pobyt stały Kanadzie.

    U nas głównym aplikantem był  Kuba i to na jego ofercie pracy, doświadczeniu z Polski oraz znajomości języka oparliśmy system punktowy Express Entry.

    Musisz to mieć podczas aplikacji: Test językowy – IELT

    Zdecydowaliśmy, że tylko Kuba (jako główny aplikant) podejdzie do testu językowego. Dlaczego tak?

    Podczas podliczania, czy mamy wymaganą ilość punktów, żeby zostać wylosowanymi, wyszło nam, że moje wyniki z egzaminu językowego nie są konieczne. Tak samo, jak ewaluacja naszych dyplomów z uczelni.

    Znamy przypadki, że test językowy zdawały dwie osoby z rodziny – właśnie po to, żeby mieć więcej punktów i większą szansę na otrzymanie zaproszenia do aplikowania.

    Szczegóły testu językowego IELTS

    Zdecydowaliśmy się na IELTS, General, bo ma większą rozpoznawalność i uznawalność poza Kanadą. Do celów emigracyjnych można również zdawać kanadyjski CELPIP.

    Jest wiele ośrodków, gdzie można podejść do egzaminu językowego. My wyszukaliśmy w google, porównaliśmy ceny testów (nieznacznie się różniły, serio, sama byłam zdziwiona, myślałam, że jest to odgórnie ustalone), i koniec końców stanęło na British Council.

    Cały test, część pisemna, słuchanie, czytanie i mówienie trwało kilka godzin. Nawet osoby, dla których angielski jest językiem ojczystym, radziły wcześniej zrobić przykładowy test.

    Informacje o wyniku egzaminu przyszły po kilku dniach pocztą oraz emailem.

    Jeśli brakuje Ci jakiś punktów do Express Entry, to właśnie wynik egzaminu językowego może to zmienić.

    Jak zmienia się punktacja w Express Entry?

    System Express Entry ma 4 kluczowe wskaźniki: wiek (tego raczej nie zmienisz, a właściwie tylko pogorszysz), wykształcenie, doświadczenie zawodowe i znajomość angielskiego/francuskiego.

    Zmieniając któryś z tych wskaźników, możesz podnieść swoją sumę punktów w systemie.

    My mieliśmy wystarczająco dużo punktów, żeby spokojnie wystąpić o pobyt stały w Kanadzie. Mieliśmy ich tyle po po przeprowadzce do Kanady, a nie przed.

    Dlatego nie wystąpiliśmy do WES po  Educational Credential Assessment (ECA), czyli uznanie naszych polskich dyplomów.

    Ale jeśli punktów ci zabraknie, to sprawdź, czy ewaluacja twojego wykształcenia coś zmieni i może być łatwiej o pobyt stały w Kanadzie!

    Tworzenie profilu w Express Entry

    Do tego momentu nie wiedzieliśmy, jakie dokumenty będą nam potrzebne, więc żadnych nie przygotowywaliśmy. Z lenistwa trochę też. Och zemści się to, zemści później…

    Nie jest to najlepsze rozwiązanie, więc nie idź tą drogą! 😀

    Bo później ma się tylko określony czas na dostarczenie dokumentów (90 dni).

    Jakie dokumenty potrzebne do pobytu stałego możesz przygotować wcześniej?

    Nie wszystkie da się mieć wcześniej, bo tracą ważność np. po upływie roku.

    Możesz wcześniej (ale nie za wcześnie) wystąpić o zaświadczenia o niekaralności z krajów, gdzie byłeś 6 miesięcy i dłużej.

    Na niektóre z dokumentów czeka się dłużej (wyobrażasz to sobie? – prosisz o coś FBI?!), a czas na ich dostarczenie niepokojąco się kurczy.

    Nie będę się rozpisywała, jakie są po kolei kroki w wpisywaniu informacji, bo system sam podpowiada dość wyraźnie, co i jak masz teraz wpisać czy dołączyć. A jak są wątpliwość, to pytaj w internecie.

    Już po wpisaniu wszystkich informacji osobistych do Express Entry (a trochę ich jest), pojawiło się info o punktach przyznanych za każdy z elementów składowych. U nas było ich około 800 (sama oferta pracy z LMIA dawała 600 punktów, do listopada 2016).

    W czerwcu 2016  ITA (Invitation to Apply, zaproszenie do składania wniosku o pobyt stały) przyznawane były od około 500 punktów.

    Wiedzieliśmy więc od początku, że powinniśmy dostać zaproszenie (które oczywiście wcale nie gwarantuje, że urzędnik pozytywnie rozpatrzy naszą późniejszą aplikację o pobyt stały).

    Czas leci, czas leci jak szalony. Na aplikowanie o pobyt stały w Kanadzie masz tylko określoną ilość czasu

    W teorii większość aplikacji złożonych przez Express Entry powinna być rozpatrzona do 6 miesięcy.

    W praktyce, dolicz jeszcze te dwa-trzy miesiące potrzebne na zebranie papierów, zanim prześlesz kompletną aplikację.

    Po tygodniu od założenia profilu odbyło się losowanie i 29. czerwca przyszła automatyczna wiadomość, że zostało nam przyznane zaproszenie i mamy kilkadziesiąt dni na uzupełnienie dokumentów, skompletowanie papierów i przesłanie wszystkiego elektronicznie.

    Tik-tak, zaczęło się odliczanie.

    Główny aplikant to Kuba i to od niego wymagana była większość dokumentów.

    Na szczęście Kuba nigdzie nie mieszkał poza Polską dłużej niż 6 miesięcy, więc odpadło nam uzyskiwanie zaświadczenia o niekaralności dla niego z różnych ciekawych krajów.

    Jakie dokumenty do pobytu stałego w Kanadzie były wymagane ode mnie?

    Ja z kolei, 30. czerwca spotkałam się spotkanie z konsulem honorowym Węgier, celem autoryzacji mojego podpisu. Musiałam wystąpić do urzędu w Budapeszcie o wydanie mi zaświadczenia o niekaralności.

    Dlaczego? Dlatego, że studiowałam na Węgrzech przez półtora roku. I żeby dostać taki papier, będąc w Vancouver, musiałam poprosić o pośrednictwo konsula, a potem ambasadę Węgier w Ottawie. Papier zdobyłam, nadałam kurierem (bo akurat Canada Post zapowiedziała na ten czas strajk).

    W tym miejscu chcę serdecznie podziękować bratankom- Węgrom, bo konsul nie wziął ode mnie pieniędzy za podpis notarialny, a kazał iść do domu i kibicować polskim piłkarzom (akurat w czerwcu/lipcu 2016 jakieś zawody były).

    I teraz już widzisz, dlaczego warto zadbać przynajmniej o niektóre dokumenty wcześniej? (Ale znów nie za wcześnie, bo niektóre mają termin ważności, i muszą być aktualne w trakcie przyznawania statusu stałego rezydenta).

    Zaświadczenia o niekaralności były wymagane od nas, dorosłych.

    Zaświadczenia o niekaralności z Polski.

    Dołączyliśmy zaświadczenia z Polski (wydane nam w Warszawie od ręki) oraz węgierskie dla mnie.

    Jak możesz uzyskać takie zaświadczenie?

    • Poprosić kogoś w Polsce, żeby załatwił i wysłał (może być potrzebne notarialne upoważnienie dla tej osoby).
    • Wysłać pocztą wniosek i dowód opłaty do urzędu w Polsce (np. do głownego biura na Czerniakowskiej w Warszawie) i poprosić o wysyłkę do Kanady.
    • Załatwić przez internet przez firmy pośredniczace (to prywatne firmy więc ostrożnie!)
    • NIE załatwiaj zaświadczenia przez profil zaufny/ePuap bo te elektronicznie wygenerowane zaświadczenia nie sa akceptowane przez kanadyjski urząd imigracyjny.

    Nie musieliśmy załączać zaświadczenia o niekaralności z Kanady.

    Przy polskim zaświadczeniu mieliśmy zagwozdkę, czy dodać gdzieś info, do czego to potrzebujemy ten papier. W końcu dopisaliśmy już na dokumencie: do wizy stałego pobytu w Kanadzie, i tak nam przetłumaczyła tłumaczka.

    Wymagana wizyta u lekarza, specjalnie dedykowanego do wiz pobytu stałego

    Cała rodzina musiała stadnie udać się na badania lekarskie, ale nie do pierwszego lepszego lekarza, czy nawet lekarza rodzinnego, o nie.

    Trzeba umówić wizytę u lekarza uprawnionego do wykonywania badań do celów imigracyjnych (panel physician).

    I sporo za to zapłacić. Data badania też nie może być przypadkowa – są one ważne przez 12 miesięcy i muszą być ważne w momencie, kiedy fizycznie stawisz się na granicy po uruchomienie stałego pobytu. Dlatego najlepiej wykonać je, jak już otrzymasz ITA.

    U lekarza pobrano nam krew, zrobiono prześwietlenie klatki piersiowej, badanie moczu i oczu, oraz ogólnie wywiad.

    Przy rejestracji potrzebny był paszport, ale same wyniki badań zostały przesłane bezpośrednio do urzędu imigracyjnego.

    Kilka miesięcy później dostaliśmy informacje w emailu, że zaliczyliśmy te badania.

    Wydrukowane kartki od lekarza (w zamkniętej kopercie), na których zresztą niewiele było napisane, zabraliśmy ze sobą na granicę, kiedy aktywowaliśmy status Permanent Resident. Może o nie zapytać oficer imigracyjny, więc ich nie zgub przez te kilka miesięcy czekania.

    Tłumaczenia wszystkich potrzebnych dokumentów na angielski zrobiliśmy w Warszawie – znowu skorzystaliśmy z opcji: tanio i blisko, na Woli.

    Najwięcej zachodu przysporzyło nam zdobycie  wszystkich zaświadczeń od  wszystkich naszych pracodawców.

    Zdecydowaliśmy się poprosić o te zaświadczenia wszystkich pracodawców, choć czytaliśmy też rady, żeby nie wszystkich wymieniać. Zwłaszcza tych, u których się pracowało za czasów dinozaurów 😉 Canadian Experience Class wymagało udowodnienia jedynie roku pracy u kanadyjskiego pracodawcy.

    Ale jeśli dostaniesz punkty za doświadczenie zawodowe, musisz je udowodnić dokumentami.

    I oczywiście z pracodawcami z Polski mieliśmy najwięcej problemów.

    Jak szukaliśmy pomocy w zdobyciu dokumentów na pobyt stały w Kanadzie wśród dawnych polskich pracodawców.

    Czyli pokłosie dobrej zmiany w TVP.

    Nie pracuje tam już nikt, kto przed dziesięciu laty znał Kubę. Odbyło się wielkie poszukiwanie po mediach społecznościowych kogoś, kto znał kogoś, kto znał kogoś. A na końcu ten ktoś niestety nie mógł swoim nazwiskiem poświadczyć faktu zatrudnienia Kuby. Jedyne, co dostaliśmy to wyciągi z księgowości, pokazujące przelew pensji na konto. I zero informacji o tym, za co, w jakim wymiarze, na jakim stanowisku.

    Wszystko to opisaliśmy w liście dodatkowym (letter of explanation) dołączonym do dokumentów w naszym profilu Expres Entry.

    Letter of Explanation to zresztą twój przyjaciel – możesz go wykorzystać do wyjaśnienia wszystkich kwestii niejasnych w dokumentach.

    Dla przykładu: CIC chciał ode mnie dokumentu potwierdzającego zmianę nazwiska. Bo przecież przed ślubem byłam Ignatowicz, a po ślubie Jeziorska. Konia z rzędem temu, kto taki dokument wydaje 😉 Ja dołączyłam akt małżeński oraz właśnie letter of explanation, gdzie napisałam coś w stylu: w Polsce zwyczajowo kobieta przyjmuje nazwisko męża po ślubie i wiele z tych nazwisk ma formę żeńską i męską.  I przeszło.

    Załączyliśmy również proof of funds, czyli wyciąg z konta.

    Teoretycznie nie jest to potrzebne, jeśli masz pracę na cały etat i na czas nieokreślony oraz jesteś już w Kanadzie. W praktyce dostaliśmy od ręki taki papier w TD Canada, więc czemu nie dodać?

    Jak zorganizować tę górę dokumentów?

    Jednym z czynników, które przemawiają za tym, aby skorzystać z usług doradcy, jest konieczność zajęcia się całą papierkologią.

    Bardzo dużo wypełniania online, załączania pdfów w jednym pliku, odhaczania, co jeszcze zostało do zrobienia, pilnowania terminów.

    My zrobiliśmy to sami i piszę te słowa już jako stały rezydent, ale jak najbardziej rozumiem potrzebę wynajęcia kogoś do pomocy.

    Papiery spływały z różnych źródeł, my większość dostawaliśmy jako skany. Wszystkie zaświadczenia od pracodawców z Polski dostaliśmy jako skany (oryginały papierowe czasami nam wysyłali na adres polski, ale nikt w Kanadzie nie kazał nam ich przedstawiać, wystarczyły te skany)

    Trello plus Google Calendar plus Google Drive

    Jest taki program- aplikacja do zarządzania notatkami, Trello. Wersja podstawowa bezpłatna. To rodzaj tablicy, na której przypinasz informacje, notatki, luźne myśli. W naszym przypadku było to wszystko, ale to wszystko, o Permanent Residency. Screeny ze strony Immigration Canada, linki, daty, komentarze.

    Do kart na tablicy możesz dołączyć dokumenty, pliki, zdjęcia, a wszystko to zsynchronizować z kalendarzem.

    Stworzyliśmy jedną tablicę Trello, którą mogliśmy wspólnie edytować. Trello można zintegrować z kalendarzem Google, skąd otrzymywaliśmy powiadomienia o nadchodzących terminach.

    Zerknij, jak to wyglądało.

    Jak dostaliśmy pobyt stały w Kanadzie_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady
    Tablica współdzielona Trello

    Aby wszystkie dokumenty zeskanowane przechowywać w jednym miejscu i mieć do nich dostęp, użyliśmy dysku w chmurze czyli Google Drive.

    Na zdjęciu zobaczysz nasz system folderów. Również do nich mieliśmy dostęp ze wszystkich urządzeń i naszej poczty emailowej.

    Jak dostaliśmy pobyt stały w Kanadzie_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_4
    Foldery na Google Drive

    Ok, dobrnęliśmy do prawie końca.

    Nasza aplikacja o pobyt stały się procesowała, a my czekaliśmy

    Co jakiś czas przychodził automatyczny email, który pokazywał status aplikacji.

    W pewnym momencie poproszono nas o wpłatę, co do której byliśmy przekonani, że już ją uiściliśmy. Zatem niefrasobliwie napisaliśmy, że ale halo, macie błąd w papierach! Okazało się po dwóch dniach, że zapłaciliśmy, ale za coś innego (opłata za procesowanie aplikacji dla naszej czwórki: 1400 CAD), a nie opłatę za PR (980 CAD).

    Lekkie przerażenie w oczach, że teraz to już na pewno nas odrzucą, ale nie, dopuścili email wyjaśniający i potwierdzenie przelewu. Więc nie takie straszne CIC, jak je malują 😉 Tam też pracują ludzie.

    W ostatnim tygodniu stycznia 2017 dostaliśmy informację, że aplikacja została przeprocesowana. Done.

    Na granicy ze Stanami, czyli jak zrobiliśmy fizyczny landing

    Trochę ogólnych informacji o tym, jak wystąpić o pobyt stały na granicy.

    Tydzień po tym, jak dostaliśmy CoPR czyli dokument Confirmation of Permanent Residency, pojechaliśmy na granicę ze Stanami.

    Nie musisz jechać na granicę, możesz umówić się w biurze CIC w Vancouver i tak zrobić tzw. landing.

    Być może spotkasz się z terminem: flagpole, czyli akcją, że nie musisz wjeżdżać do USA, tylko zostać zawróconym z granicy (dostać odmowę wjazdu do USA) i wrócić do Kanady.

    Nie wjeżdżając do USA, robisz właśnie taki objazd słupa z flagą (choć oczywiście nie jest to tylko objazd, musisz z samochodu wysiąść, przynajmniej w tym punkcie granicznym, gdzie my się stawiliśmy).

    W internecie przeczytasz, że flagpole to najprostsza metoda przekroczenia granicy, aby wrócić do Kanady jako stały rezydent.

    Podobno nie potrzeba mieć wtedy wizy turystycznej do USA, bo skoro i tak celnik odmawia ci wjazdu, to po co wiza?

    Pojawiają się jednak opinie, że odmowa wjazdu do Stanów może zaważyć na twoich następnych próbach wjechania do USA.

    Musisz sam zdecydować, jak chcesz to rozwiązać. Być może wizyta w biurze CIC w twoim mieście wystarczy?

    My mamy wizy do Stanów, już raz wjechaliśmy do tego kraju, żeby podczas powrotu otrzymać nowy Work Permit.

    Nasza wycieczka do USA, żeby wystąpić na granicy o pobyt stały w Kanadzie

    Dlatego 11 lutego 2017 wyruszyliśmy na granice z USA, do Peace Arch.

    I to był błąd.

    Bo 11 lutego to była sobota tuż przed Family Day, kiedy setki mieszkańców B.C. wyruszyło poza miasto, także do południowych sąsiadów. Sznur samochodów do granicy skutecznie nas otrzeźwił i zmusił do podjęcia decyzji: zostawiamy auto, idziemy pieszo.

    Samochód zostawiliśmy na darmowym parkingu tuż przy budynku kanadyjskiego urzędu imigracyjnego.

    Mijamy więc najpierw celników kanadyjskich, którzy oczywiście hałdujudu i co my tutaj robimy?

    Odpowiadamy, że musimy zrobić landing for PR, ale samochodów tyle, że idziemy pieszo.

    Celnik macha ręką w stronę majaczącego w oddali budynku amerykańskiego urzędu imigracyjnego, że mamy iść tam i dostać papier, że weszliśmy do USA (albo, że nie weszliśmy do USA, ale przynajmniej wyszliśmy z Kanady, o matko bosko i córko!).

    Idziemy, dobrze, że słońce świeci, ale jest zimno i trawa jest mokra. Chodnik kończy się przy fladze amerykańskiej, w USA to już na chodnik nie starczyło? [żart]

    Wchodzimy do budynku amerykańskiego urzędu, a tam tłok większy niż na arabskim bazarze. Ja już się ustawiam w kolejkę, która wije się z wszystkich możliwych stron, ale Kuba puka się w głowę i zarządza: zawracamy.

    Oczywiście wracamy przez trawnik (ziemia niczyja?), bez żadnych dokumentów od urzędnika USA. Nikt nas nie zatrzymuje, nikogo nie interesuje, czego my tak sobie spacerujemy pomiędzy Kanadą a USA.

    Zasieki niby są, celnicy nas mijają, ale nikt o nic nie pyta. Dochodzimy do budynku kanadyjskiego i już sobie układam w głowie, co powiem, jak mnie jednak zapytają, dlaczego wchodzę do Kanady [hehehe].

    Kanadyjska urzędniczka pyta, to zgodnie z prawdą odpowiadamy, że próbowaliśmy wejść do Stanów, żeby dostać odmowę wejścia do Stanów, żeby móc wejść do Kanady. [uwielbiam to zdanie, serio, chyba je sobie na jakimś plakacie wydrukuję!]

    Ale nam się nie udało (nie)wejść do Stanów, bo ludzi za dużo. Dlatego przepraszamy ale na dziś wystarczy, kiedy indziej przyjedziemy zrobić landing.

    No to jak w końcu? Udało się dostać ten pobyt stały?

    Ta historia brzmi surrealistycznie i pewnie tak jest, bo celniczka patrzy na nas, później na sznur samochodów, coś tam pisze i mówi: idźcie do okienka B, zróbcie landing, widziałam Was, jak przez trawnik szliście z USA (sic!).

    Dalej to już nuda, zero kolejek przed kanadyjskim celnikiem, kilka pytań, kilka zapewnień (także takich, że karty stałego obywatela czyli PR Cards mogą przyjść nawet po 4 miesiącach. To dość istotne, bo bez takiej karty nie możemy wrócić do Kanady, eh).

    To również ten czas, kiedy deklarujesz majątek, jaki wwozisz do Kanady. Żeby ci potem nie naliczyli podatku czy cła.

    Ważna sprawa, jeśli np. przyjeżdżasz wyładowanym po brzegi autem i robisz landing.

    Cały nasz kanadyjski majątek ruchomy to mały miki, więc nie było co deklarować.

    I jeszcze na granicy były proporczyki kanadyjskie dla chłopaków i Welcome to Canada. Oraz: nie zgubcie kartki, bo od teraz liczy się wasza rezydentura w Kanadzie, potrzebna do obywatelstwa.

    Ale to jeszcze minimum 4 lata.

    Uff.

    PS. Karty plastikowe przyszły po trochę ponad miesiącu.

    Podsumowanie całego naszego wpisu o tym, jak w Vancouver aplikowaliśmy o pobyt stały!

    Mieliśmy całą górę przygody: Po drodze były zagubione i zawrócone dokumenty, wystąpienie do MSP o zwrot kosztów badania imigracyjnego, zastanawianie się, czy na zaświadczeniu o niekaralności powinno być napisane, że jest do wizy, czy że nie powinno?

    A i tak nie przewidzieliśmy wszystkiego, bo i wszystkiego nie da się przewidzieć! Przyjęliśmy taktykę: według naszej najlepszej wiedzy jest tak…. i po prostu liczyliśmy, że jak będą pytania (np. o tę nieszczęsną współpracę z Telewizją Polską), to urzędnik się do nas zwróci.

    Nic takiego nie nastąpiło. Jest więc duża szansa, że u ciebie będzie podobnie. Może potrwa to dłużej, może będzie wymagać więcej wysiłku, ale jeśli chcesz zostać stałym rezydentem Kanady, to pewnie się uda! Tego ci życzymy!

    Powodzenia i do zobaczenia w Kanadzie!

    Ten artykuł ma ponad 4 tysiące słów. Sporo nad nim pracowałam. Jeśli przydał ci się choć oddrobinę, będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz. Dziękuję!

  • Jakieś takie lewe jest to moje polskie prawo jazdy w Kanadzie

    To będzie post-wspomnienie o tym, jak robiliśmy prawo jazdy w Kanadzie. Takie trochę pojękiwania z drogi.

    Rozpocznę z przytupem: No jakże to, hola hola, taki ze mnie świetny polski kierowca,  a w Kanadzie to pies z kulawą nogą się nie zainteresuje? Ano tak, niestety….

    Ponieważ kupno samochodu nie było na naszej liście priorytetów zaraz po przylocie, doświadczenie mamy w sumie dość krótkie. Ale bogate w emocje, więc nie omieszkam się podzielić swoim zdaniem, a co!

    Cała ta sytuacja z prawem jazdy nie była nawet jakoś specjalnie nieprzyjemna, ale lekki niesmaczek pozostał. I coś na kształt zdziwienia. Że jak to, że serio jakieś lewe to moje polskie prawo jazdy?
    Ale od początku:

    Co zabrać z Polski, żeby zrobić kanadyjskie prawo jazdy?

    Ja mam prawo jazdy od roku 1999, Kuba podobnie. W Warszawie mieliśmy samochód, używany często, aczkolwiek niecodziennie. Ja siadałam za kółkiem zdecydowanie rzadziej.

    Postanowiliśmy jednak, że zawczasu przygotujemy sobie polskie dokumenty na wypadek, jakby nam się jednak odwidziało z samochodem i w Kanadzie będziemy użytkować intensywnie. Better save than sorry 😉

    W tym celu udaliśmy się do naszego urzędu na Woli i wystąpiliśmy o międzynarodowe prawo jazdy (taka szara książeczka) dla każdego z nas oraz o zaświadczenie, że żadne z nas nie miało nigdy cofniętego/zabranego prawa jazdy (kartka formatu A4 z pieczątkami i podpisami urzędników; warto się upewnić, że są na niej dane wymagane na tej stronie). Nie czekaliśmy na to długo, jakoś do tygodnia.Te zaświadczenia (po jednej kartce na każdego z nas) daliśmy potem do przetłumaczenia naszej tłumaczce przysięgłej w Warszawie (koszt chyba 20 zł od strony).

    Czyli lecąc do Kanady każde z nas miało po trzy dokumenty stwierdzające, że możemy kierować samochodem osobowym.

    Jak traktuje się polskie prawo jazdy w Kanadzie?

    [dane na rok 2017]

    Polskie prawo jazdy nie jest dokumentem pozwalającym na poruszanie się po drogach Kolumbii Brytyjskiej, jeśli pozostajesz w prowincji dłużej niż 90 dni.

    Opcje są więc dwie: albo co 90 dni przekraczasz granicę kanadyjską (ze Stanami na przykład), żeby sobie odnowić możliwość jeżdżenia na dokumencie polskim, albo robisz kanadyjskie prawo jazdy. Nie ma to jak mieć wybór, co?

    Wiem, że są Polacy (i nie tylko oni), którzy granicę przekraczają, żeby mieć od nowa te 90 dni.

    Inni decydują się na kanadyjskie prawo jazdy. (To nasz przypadek. Na początek wybrany do zadania został Kuba)

    Jest jedna niewątpliwa korzyść z posiadania kanadyjskiego prawa jazdy – podobnie jak w Stanach, driving licence jest uznawane tutaj za dokument tożsamości. Nigdy nie wiesz, w jakich okolicznościach może ci się przydać, no i łatwiej je ze sobą nosić niż paszport z wbitą wizą.

    Egzamin na kanadyjskie prawo jazdy

    Najpierw test z przepisów, logiki zachowania na drodze i takie tam

    [tak to wyglądało w 2015, a w 2017, kiedy ja zdawałam wyglądało… tak samo ;)]

    Ponieważ Kuba jeździł w Polsce autem dłużej niż dwa lata, nie musiał brać udziału w kursie, tylko mógł od przystąpić do egzaminu. Dostarczył dokumenty z Polskie [wszystkie szczegółowe dane, co i jak ma to wyglądać są na stronie ICBC] i zarezerwował termin. Dobrze jest zrobić to jak najwcześniej, bo w miesiącach letnich kolejki na egzamin praktyczny (road test) sięgają 12 tygodni oczekiwania. Podczas rejestrowania (i płacenia) otrzymał książkę papierową z wszystkimi przepisami i pytaniami do komputerowej wersji testu (knowledge test).

    Pytania różne, książeczka darmowa do pobrania jest z ośrodka, testy można też robić w domu na komputerze. Mój faworyt: co robić, jak przed maskę wparaduje ci łoś? Albo inny niedźwiedź? No co robić?

    Jak czujesz, że jesteś dobrze przygotowany, idziesz do jednego z ośrodków ICBC (otwarte od godzin porannych), zgłaszasz się do okienka i mówisz. A co mówisz? No to już zależy od ciebie, ja proponowałabym prawdę mówić.

    Czyli, że jesteśmy z Polski i mamy polskie prawo jazdy. I chcemy uzyskać kanadyjskie.

    I tutaj pani, mniej lub bardziej miła (albo pan) rzuci okiem na prawko, zobaczy, kiedy wydane, i zaordynuje: musisz zdać test z wiedzy oraz test praktyczny. Test z wiedzy możesz zdawać od razu, na wielkiej maszynie al’a jednoręki bandyta, na jazdy musisz się umówić. Koszt testu: 15 CAD.

    Musisz mieć 40 pytań dobrze z 50, jak jakiegoś nie wiesz, możesz kliknąć funkcję: omiń i potem wrócić do niego. System pokazuje ci, ile masz dobrze odpowiedzianych, a ile błędnych, więc się nie musisz denerwować, jak czegoś nie wiesz  – możesz ominąć, a kto wie, może w ogóle nie będziesz musiał wracać do tego pytania. Pytania są jak w książeczce, nie takie same słowo w słowo, ale logika taka sama. Więc się nie stresuj. Na to przyjdzie czas.

    Jak masz 40 pytań z głowy, pani macha na ciebie, odhacza coś w systemie i daje ci kartkę z linkiem i hasłem do logowania na stronę zapisów na road test. Login i hasło ustaw sobie jakieś takie łatwe i najlepiej napisz jej na kartce, żeby wstukała do komputera, bo odkręcanie błędnie podanego loginu wymaga osobistej wizyty w ośrodku ICBC. A po co ci to?

    W tym momencie następuje też moment, kiedy pani żywo interesuje się twoim prawem jazdy i ci chce je zabrać. I teraz taka kwestia: słyszałam wiele historii o tym, jak Polacy “załatwiają sobie” nieoddawanie polskiego prawa jazdy. Nie powiem ci, co robić i jak, bo to nie moja sprawa.

    Prawo B.C. mówi jasno: nie możesz mieć dwóch driving licences. Ale jaki jest powód i dlaczego prywatna firma może zabrać oficjalny dokument wystawiony przez inne państwo, tego nie wiem.

    Oczywiście zapytałam. Dialog jak z Barei poniżej:

    • Pani na moje pytanie odpowiedziała w stylu iście polskim: Bo tak!
    • No to ja na to: Ale co zrobicie z moim polskim prawem jazdy?
    • Pani: Zniszczymy! (czy mi się wydawało, czy złowieszczy błysk w oku dojrzałam?)
    • A ja: Ale ja jadę do Polski za trzy miesiące, jak będę jeździć?
    • Pani na to: Będziesz mieć kanadyjskie!
    • Ja: Ale dlaczego myślisz, że mogę w Polsce jeździć na kanadyjskim, skoro w Kanadzie nie mogę na polskim?
    • Pani: milczenie….. dłuższe milczenie….w końcu: To sobie zrobisz międzynarodowe!
    • Ja: Ale ja już mam międzynarodowe! Chcesz zobaczyć?
    • Pani nie chciała.

    Zabrała moje polskie prawo jazdy, powiedziała, że i tak jest nieważne, bo ważne było tylko 90 dni od mojego pierwszego przylotu do Kanady i tyle. Na nic moje utyskiwania, że jak to, nie miałam jeszcze praktycznego egzaminu, a co jak nie zdam, a co jak w trybie awaryjnym będę wracać do Polski? Nie żebym się awanturowała, o nie, ale no jakże to tak, panie kochany?

    Zabrała i już.

    Wzięłam kartkę z linkiem do strony logowania i w domu wpisałam się na pierwszy możliwy termin egzaminu praktycznego. I tak, terminy oczekiwania są długie, ale, ale jak często zaglądasz na stronę, to zwalniają się terminy na jutro czy pojutrze, bo ludzie odwołują w ostatniej chwili. Możesz też telefonicznie się umówić na egzamin.

    A co na egzaminie praktycznym?

    Po pierwsze przyjedżasz swoim samochodem, może być nawet pick up 😉 Nie to, co w Polsce kiedy się zdawało tylko na Fiatach Uno.

    Zgłaszasz się do ośrodka, w którym zarezerwowałeś termin i placisz 50 CAD. Ja miałam w Północnym Vancouver, Kuba w Point Grey. Oczywiście usłyszysz w internetach, że w jakimś zdaje się łatwiej, w innym trudniej. Może. Ja myślę, że to bardziej zależy od egzaminatora niż konkretnego ośrodka.  Ja, korzystając z rad tych, co zdawali wcześniej, miałam nadzieję dostać kolesia z tatuażem, który podobno za ostry nie jest. I co? I oczywiście do mnie przyszedł Bob, a pan z tatuażem podszedł do młodego Azjaty tuż za mną! No pięknie się zaczyna…. nie ma to jak pozytywne myśli przed egzaminem.

    Egzaminatorzy są różni i chociaż nie czepiają się tak, jak w Polsce, w sensie nie podpuszczą cię (Bob mi zresztą powiedział no tricks), ale jak się trafi bardzo skrupulatny, to dostaniesz więcej punktów za błędy.

    A te mogą być różne:

    • ✔ Przede wszystkim wbij sobię w głowę nawyk kręcenia nią na wszystkie strony. Tzw. shoulder checks, czyli sprawdzanie przez ramię, czy nic nie nadjeżdża z prawa/lewa. Bardzo na to zwracają uwagę! I potem jak ci tik zostanie, to rodzina z Polski na wizycie w Kanadzie się dziwi, co tak głową machasz….
    • ✔ Odpowiednie zatrzymywanie się – jak jest stop, to stajesz, a nie tylko zwalniasz, że prawie stajesz. Prawie robi różnicę.
    • ✔ Skręcanie w lewo – dużo płyciej wjeżdża się na skrzyżowanie. Właśnie ten manewr w moim wykonaniu Bob skomentował na koniec: we could have been almost grilled….
    • ✔ Skręcanie w prawo – patrz na rowerzystów. Pamiętaj: W Vancouverze ludzie jeżdżą na rowerze. W ogóle to rozdział o rowerzystach poczytaj z książeczki – bo mogą zapytać o znaki sygnalizowania ręcznego. Wiedziałeś, że jak rowerzysta skręca w prawo, to może unieść lewą rękę do góry? No właśnie!
    • ✔ Światła, klakson, podgrzewanie szyby i wycieraczki to twoi przyjaciele – zawsze będziesz ich przedstawiał instruktorowi na egzaminie. Zapoznaj się.
    • ✔ Różnie bywa z prędkością – jak hamujesz ruch na drodze, to minusik, lepiej jechać nawet lekko więcej niż dozwolone. Pamiętaj, że na autostradę musisz wjechać z dostosowaną prędkością. (Nie pamiętam, ale w Polsce chyba nie minusują za zbyt wolną jazdę?) Ale, ale jeśli tylko kilomer czy dwa kilometry na godzinę więcej pojedziesz ponad limit 30 km w strefie szkolnej, to na bank masz minus.

    Egzamin trwa około 40 minut, egzaminator w trakcie nie mówi ci, jak idzie, jedynie gdzie masz jechać i jeszcze: do this, do than when YOU think is safe. Na koniec dostaniesz kartkę z wszystkimi jego notatkami – jak nie zdałeś, to sobie poczytaj i do następnego testu już będziesz wiedział. Jak zdałeś, idziesz za egzaminatorem, płacisz opłatę za wydanie plastikowego prawa jazdy, robią ci zdjęcie i voila! Dostajesz papier, że możesz jeździć, a karta przyjdzie pewnie po tygodniu. Uważaj na jej ważność – Kuby prawo jazdy było ważne tak długo jak długo miał pierwsze pozwolenie na pracę. Później trzeba wymienić.

    Suplement

    PS. Nie musisz mieć jazd z instruktorem wcześniej, żeby przystąpić do egzaminu praktycznego. Ale instruktor sporo podpowiada o właśnie takich, typowo kanadyjskich smaczkach na drodze. Może warto to rozważyć? Jak nie masz swojego auta, to i tak musisz wynająć, żeby na nim móc zdać egzamin, może dodaj te pół godziny wcześniej i przejedź z instruktorem trasę? Wcześniej zdających poznasz na trasie po tym, że w ich samochodach są dwa lusterka.

    PS2. W Polsce jeździłeś na manualnej skrzyni biegów? Automatyczna jest łatwiejsza, ale pamiętaj: przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, weź ze dwa razy przejedź się na automatcznej, zanim ruszysz na egzamin. Ja ćwiczyłam w garażu, a cały pierwszy dzień lewą nogą próbowałam nacisnąć sprzęgło.

    Ufff, tyle, wyszedł z tego prawie post poradnikowy. Inne może cię zainteresują: o pracy i o służbie zdrowia?

    Na koniec pytanie: Czy też myślisz, że w B.C. są najgorsi kierowcy w Kanadzie?

    A co z kupnem samochodu?

    Dodaję kilka słów, chociaż my obywamy się aktualnie bez auta. Do 2016 roku wypożyczaliśmy samochody z:

    • systemów współdzielenia się samochodami (carsharing) Modo i z Evo;
    • komercyjnych wypożyczalni: Enterprise, Budget, Avis

    W 2016 roku kupiliśmy używaną Mazdę 5, sześcioosobową, która nam dzielnie służyła aż do jesieni 2019. Potem wymieniliśmy ją na punkty, które z kolei wymieniliśmy na używanie samochodu w Modo.

    Samochód kupiliśmy u dilera na Craigslist. Płacąc kartą kredytową (wtedy mieliśmy 10,000CAD limit kredytu na karcie).

    Musisz samochód ubezpieczyć w ICBC (monopolista ubezpieczeniowy w Kolumbii Brytyjskiej, i pewnie daltego wzbudza tak wiele negatywnych uczyć wśród kierowców). To oni wydają tablice rejestracyjne (za które musisz zapłacić). Ubezpieczenie jest drogie i dlatego dobrze przemyśl, czy aby na pewno potrzebujesz samochodu.

    Polskie autocasco (czyli AC) wykupiliśmy w BCAA. Nie jest obowiązkowe, ale my się na nie zdecydowaliśmy, bo ma w pakiecie m.in. darmowe holowanie nawet z Hope (150 km od Vancouver).

    No dobrze, zdecydowałeś się na kupno samochodu. To teraz jak to finansować?

    Możesz skorzystać:

    • kredyt na samochód – opcja bezpieczniejsza, w razie konieczności, może szybko sprzedać samochód i spłacić kredyt (np kiedy nie uda Ci się przedłużyć legalnego pobytu w Kanadzie i będziesz musiał opuścić kraj)
    • leasing na samochód – my nie zdecydowaliśmy się na tę opcję, mimo kuszącego finansowania. Leasing bardziej opłaca się, kiedy masz firmę i opłaty leasingu możesz wrzucić w koszty. Nie jest to do końca nasz samochód, więc trochę nas to obciążało emocjonalnie.

    Ale to nasze powody. Od zawsze mamy pecha do samochodów, więc jesteśmy nawet zbyt ostrożni przy takich decyzjach.

    Czy trzeba mieć samochód?

    Jak ze wszystkim w życiu, to zależy. Głównie od tego, gdzie mieszkasz, gdzie pracujesz i jak spędzasz czas wolny.

    • Jesteś singlem i mieszkasz w Downtown (Mount Pleasant, Kits, East Van)? Powinno Ci wystarczyć członkostwo w Modo i / lub Evo. Możesz wypożyczać samochód na godziny. Dla samochodów z carshare jest wiele darmowych parkingów, także w miejscach tradycyjnie obleganych. Na dłuższe wycieczki, np do Whistler możesz zarezerwować samochód z wyprzedzeniem. Po mieście poruszasz się wtedy komunikacją miejską (autobusy i metro) lub rowerem (własnym albo z miejskiej sieci wypożyczalni);
    • Jeśli mieszkasz poza Vancouver, bez samochodu może być ciężko. Będziesz go potrzebował, żeby dojechać do pracy albo, żeby dojechać do parkingu park and ride, gdzie samochód zostawisz i dalej pojedziesz komunikacją miejską. Jeśli masz dzieci, to samochód pomoże w organizacji dojazdów do szkół i zajęć po szkole. Jeśli co weekend wyruszasz na kemping poza miasto, duży samochód to wygoda i oszczędność czasu.

    Czyli coś za coś. Ty znasz swój styl życia i wiesz, czy samochód jest Ci niezbędny.

    Powodzenia na egzaminie na prawko! I daj znać, jaki samochód kupiłeś!

  • Czy święta muszą kosztować zdrowie, czas i pieniądze? Szczególnie na emigracji?!

    Temat Gwiazdki, Bożego Narodzenia, prezentów zapełnia czasoprzestrzeń internetu już od dobrych dwóch tygodni.

    Może już gdzieś wpadło Ci w oko to pytanie: czy święta muszą być kosztowne? Mnie tam ono nurtuje i daltego postanowiłam napisać ten post.

    W realu to znacznie wcześniej próbują nam zaserwować porcję christmasowej magii, bo już od ponad 4 tygodni.

    Wiem, że wielu się nie podoba, że Gwiazdka zaczyna się w listopadzie. Mnie też nie.

    Ale w grudniu to już coś zupełnie innego. Wzruszenie chwyta za gardło nie tylko przy tej reklamie.

    W Vancouver nawet pogoda jest przychylna – zima zeszła z gór i nieśmiało panoszy się po ulicach.

    Próbujemy ją pokonać na rowerach, ale cwana nie zawsze się da.

    W internetach znajdziesz sporo opowieści o tym, że w Święta liczy się jakość nie ilość, że nie ma co do upadłego garnków szorować i pierników piec, zastawić się, a postawić się.

    Prawda stara jak świat, a i tak co roku perfekcyjne panie domu stają do zawodów [w końcu to ulubiona dyscyplina każdej prawdziwej Polki 😉 ]

    I znowu wydamy wszyscy, jak ludzkość długa i szeroka, pieniędzy więcej niż w zeszłym roku. Takie życie.

    Święta na emigracji? W dodatku mieszkasz w Kanadzie? Konkretnie w Vancouver, gdzie wszystko jest naj-najdroższe?

    Pani kochana, no weź, no weź ten kredyt na święta, wysprzątaj jak ta lala, nakupuj, ile wlezie, bo przez Skype i na instagramach nie możesz pokazać byle czego. Rodzina i przyjaciele patrzą. Z Polski patrzą. Więc nie mogą byle czego zobaczyć! W końcu w Kanadzie jesteś, więc wiadomo, pokaż jak masz dobrze. Lepiej niż w Polsce, bogaciej, przecież mąż zarabia te dolary!

    Nie wiem, jak Ty, ale ja walczę z tą Paniusią.

    Mniej lub bardziej skutecznie, ale się staram. Nasza pierwsza Gwiazdka w Vancouver była skromna. Trochę z przekonania, a trochę z musu.

    Ludzi brakowało, to jasne, ale też potrawy wigilijne i nastrój ogólny były jakieś takie stonowane.

    I choć tęsknota bolała mocno, to jednak wciąż było gwiazdkowo. Magicznie, świątecznie, domowo.

    Zeszłoroczne Święta były już od niebo lepsze, chociaż w sumie główne składowe pozostały te same. Przygotowania do nich i samo świętowanie na prawdę nie były kosztowne.

    Boże Narodzenie nie musi Cię wiele kosztować. Ani pieniędzy, ani czasu, ani zdrowia.

    Ani w Polsce, ani w Kanadzie, ani pod żadną inną szerokością geograficzną!


    Ogranicz do minimum:

    Przygotowania do Świąt

    Nikt w kąty nie zagląda, bo dalszej rodziny nie ma na emigracji, jupikajej! I co z tego, że okna nieumyte! Gwarantuję, że przez Skypa nikt nie dojrzy.

    Chcesz wymienić czasochłonną rybę na kupne sushi? Nikt Ci nie zabroni, a zdjęcia na instagrama zrobisz zanim wyłożysz danie na talerz. Sam talerz przecież prezentuje się doskonale, taki biały (Ikea) na białym obrusie (też Ikea).

    A najlepiej to podziel przygotowania na kilka osób (to właśnie nam się sprawdziło najbardziej w zeszłe Święta, dzięki ekipa L.!) Było wszystko, a nawet więcej, i trzy dziewczyny, które z pomocą chłopaków przygotowały Wigilię. Da się? Da się!

    Mały offtop: ekonomia współdzielenia jest bardzo popularna w Kanadzie, kiedyś popełnię na ten temat obszerniejszy wpis, bo to świetna sprawa!

    Wydawanie pieniędzy na Święta

    Co ja Ci będę pisać, że przed Świętami wszystko drożeje, jak Ty to pewnie wiesz.

    Może jesteś mądrzejszy niż my i prezenty gwiazdkowe leżą gotowe od zeszłorocznych wyprzedaży.

    My co roku mamy taki plan, a wychodzi jak zwykle, więc zasada, jaką stosujemy od zawsze, a od przylotu do Vancouver w szczególności: żadnego kupowania z dziećmi.

    Żadnych galerii z dziećmi. W ogóle żadnych galerii handlowych!

    Po pierwsze za daleko, po drugie ludzie dostają tam amoku, po trzecie, jak już wejdziesz, to musisz coś kupić. Bo inaczej dopadnie Cię myśl: co się bez celu szwendasz?

    Zakupów nie robimy żadnych, okazji z Black Friday czy  Last Monday nie wykorzystujemy.

    Zabawki Święty Mikołaj kupi albo na amazonie albo w sklepie z zabawkami na Main. Modnie jest być minimalistą, więc i ja jestem 😉 Kto z nami, palec do budki?

     Pierwszy lepszy przykład wydawania mniej: Żeby przygotować świąteczne ozdoby, korzystamy z opcji sklepów niskobudżetowych, i chociaż rzeczy z OneDollarStore czy Dollarama bywają wątpliwej jakości, to sam proces tworzenia jest dobrze spędzonym czasem.

    Ale żeby post nie był tylko o świątecznych ograniczeniach, zachęcam Cię do rozpusty w jednej dziedzinie:

    Aktywność fizyczna podczas Świąt

    Już wkrótce więcej o tym, jak być fit w Vancouver, sportowo i darmowo, ale dzisiaj napiszę tylko jedno – łyżwy!

    Idź na łyżwy! A najlepiej umów się z kilkorgiem znajomych na łyżwy, na którymś z licznych lodowisk w Vancouver.

    I dla dzieci i dla dorosłych (bilet rodzinny na czwórkę dorosłych to 12 CAD, wypożyczenie łyżew to 3,5CAD od osoby). Znacznie tańszy sport zimowy niż narty.

    Tniemy koszty Gwiazdki na maksa? Można i za darmo pójść na ślizgawkę! Robson Square już jest otwarty. Kosztuje Cię tylko wypożyczenie łyżew (4 CAD).

    A jak tam u Was z przygotowaniem do Świąt? Wszyscy gotowi, można zaczynać?

  • Bilans in plus czyli moje znajomości i przyjaźń w Kanadzie.

    Jesień wywołała przygnębienie deszczem, który zdaje się nie mieć końca. W pewnym momencie zapominałam nawet to, kiedy się zaczął. Po prostu pada i pada, i pada. Bez końca.

    Człowieka łapie chandra gigant i nicniechcenie. I rozczarowanie jest wielkie, większe niż bardziej słoneczną porą roku.

    Co zwykle pomaga w takiej sytuacji poza oczywiście solidnym kubkiem kakałka? Ludzie oczywiście, właśni ludzie wokół siebie.

    W sieci, na blogu Moniki trafiłam na wywiad z Ines mieszkającą od prawie roku w Toronto i piszącą o swoich wrażeniach na blogu “Sakwy i walizy”.

    Wywiad jak to wywiad, przekazuje osobiste spojrzenie na kanadyjską rzeczywistość. Można się z taką oceną zgadzać, albo nie, co część czytelników wyraźnie pokazała w komentarzach.

    Moją uwagę szczególnie przyciągnęło zdanie, że:

    Kanadyjczycy, z którymi zetknęła się rozmówczyni, wydają się zimni, zamknięci na innych.

    Pierwsze wrażenie kanadyjskiej życzliwości i otwartości nie przekłada się na powstanie głębszej relacji, nie wspominając o przyjaźni.

    A przyjaźni, zostawionej na innym kontynencie, budowanej od dawna i cementowanej tyloma wspólnie spędzonymi chwilami nad piwem/kawą/plotkami/, o takiej właśnie przyjaźni żal najbardziej.

    To jest ten aspekt emigracji, który mnie również uwiera najmocniej. Nieraz dawałam temu wyraz na blogu.

    Pierwsze miesiące życia w Kanadzie, kiedy skończył się miesiąc miodowy, te miesiące były najtrudniejsze.

    Bo samotne. Nawet będąc w rodzinie, samotne.

    Wyobrażam sobie, jak ciężko musi być tym z Was, którzy do Kanady przylecieli sami.  Chylę czoła przed Wami. Każdy potrzebuje ludzi.

    Przylecieliśmy, a tutaj nikogo nie znamy.

    Kanadyjczycy uśmiechają się w windzie, zagadają przyjaźnie, ale przecież nie usiądą z  Tobą przy stole wigilijnym ani nawet przy popołudniowej herbacie. Nie od razu. Nie przez pierwszy rok na emigracji. Może nawet nie przez drugi.

    A może właśnie usiądą, ale to nie będzie to samo. Mimo najlepszych chęci nawet posłodzona herbata będzie smakować gorzko.

    Spotkasz w nowym miejscu nowych ludzi, pięciu, a nawet piędziesięciu i mimo, że ta liczba robi wrażenie, to jednak poza wrażeniem z tej znajomości nie zostanie nic. Nie przeniesie się na wyższy poziom.

    Wtedy, na przełomie 2014 i 2015, pierwszej kanadyjskiej zimy, wkurzona byłam, rozczarowana i smutna.

    Przecież to nie moja wina, że tak trudno mi kogoś poznać, z kimś się zaprzyjaźnić w Vancouver. Przyjaciele, znajomi, rodzina zostawieni w Polsce świadczą na moją korzyść.

    To nie to, że nie umiem z ludźmi rozmawiać. Znam angielski, znam polski, inteligentna jestem (w normie), więc co?

    Czemu z pierwszą poznaną Polką okazało się nam być nie po drodze? Z pierwszą ?!

    Dlaczego Kanadyjczycy, którzy przecież rozumieją mój angielski, a ja rozumiem ich, dlaczego oni się do mnie uśmiechają, ale nic za tym nie idzie?

    Coż zatem wynika z tych smutnych rozważań? Co dobrego z przypominania chwil, które dla mnie są już przeszłością, ale dla kogoś nowego w Kanadzie mogą być czasem teraźniejszym. A ci z Was, którzy dopiero chcą przylecieć i właśnie teraz czytają taki przygnębiający zapis?  Czy ich to nie zniechęci?

    Piszę tego posta, żebyście wiedzieli, że taki stan jest ok. Że to normalne nie mieć ludzi i za nimi tęsknić.

    I że nie jest to powód do wstydu, oznaka słabości, czy porażka.  

    Że możesz być rozczarowany Kanadyjczykami i Kanadą.

    Możesz o tym pisać/śpiewać/krzyczeć i płakać nad tym. I się miotać, i się zastanawiać, i nie być pewnym.

    Wszyscy jesteśmy ludźmi, a ludzie chcą oswajać lisy dla siebie i mieć róże na wyłączność. A nie tylko tułać się od planety do planety. Koniec końców, dobre życie sprowadza się do ludzi wokół.

    Jest nadzieja. Czas. Daj czasowi czas. Daj sobie czas. I daj ludziom czas.

    I będzie dobrze. Będą ludzie !

    Poznasz Kanadyjczyków i Polaków mieszkających w Kanadzie, i całe mnóstwo innych osób też.

    Tylko potrzeba na to czasu. Imho, najmniej roku. A bywa, że dłużej.

    Może to tylko w tym bloku w Toronto Kanadyjczycy są zamknięci na nowych sąsiadów?  Może to tylko w tej dzielnicy Vancouver, silnie zdominowanej przez jedną grupę etniczną, jest dość ciężko znaleźć pokrewną duszę, z którą można porozmawiać?

    Przez pierwsze 10 miesięcy emigracji w Kanadzie poznałam kilka Polek.

    Wpadłyśmy na siebie na ulicy.  

    Z jedną wymieniłam się numerem telefonu. Nie udało nam się zdzwonić do dziś.

    Z drugą poszłyśmy na kawę, potem na spacer, potem przypadkowo spotkałyśmy się w górach. Tyle.

    Z inną Polką spotykałyśmy się regularnie na placu zabaw, ale nasze drogi się rozeszły.

    Dwie kolejne Polki zaczepiłam sama. Jedną na zajęciach sportowych, drugą w górach. Spotykamy się do dziś z mniejszą lub większą intensywnością.

    Mam to szczęście, że blog i internet bardzo mi ułatwiają poznawanie nowych ludzi. Dziękuję, że teraz to wy mnie zaczepiacie!

    A ile Polek-emigrantek poznałam w sieci, o mamo, jak ja mam dobrze ! Z Mają [piąteczka] to prowadzimy nawet cotygodniowy czat przyjacielsko-biznesowy na Skypie.

    Ktoś może powiedzieć: ale ja wcale nie chcę się spotykać z Polakami ! I nie chcę mieć przyjaźni wirtualnych ! Dlaczego nie mogę się zaprzyjaźnić z Kanadyjczykami? Dlaczego to jest takie trudne?

    Też sobie zadaje to pytanie. Serio. Właśnie z potrzeby szukania odpowiedzi, zaczęłam serię: Jak rozmawiać z Kanadyjczykami? [niewiele jest na razie, ale nie bój nic, będzie więcej]. 

    Bo znajomość zaczyna się od rozmowy. Przyjaźń to taki etap tej rozmowy, kiedy już właściwie słowa są zbędne.

    Można szukać wytłumaczenia w mentalności Kanadyjczyków. Są zimni i zamknięci, bo…. pogoda, multikulturowość, brak zainteresowania Polską i nami z Polski. Ale w sumie czemu mieliby się interesować?

    Bariera językowa nie ułatwia sprawy.

    Dla większości nas, emigrantów, językiem emocji jest polski. A tutaj musimy to samo wyrazić po angielsku. Mówienie o swoich uczuciach i potrzebach po polsku, w Polsce, nie jest łatwe, to co dopiero w Kanadzie?

    Nie podam Ci rozwiązania innego niż to, żeby wciąż próbować i dać czasowi czas. Spokornieć w oczekiwaniach wobec ludzi i się na nich otworzyć.

    I będzie dobrze !

  • 3 seriale kanadyjskie, które musisz zobaczyć, zanim przylecisz do Kanady

    Pytanie, co jak wańka-wstańka, pojawia się w internetach. Szczególnie jesienią.

    Co najlepsze na deszczowe popołudnie? Polecę seriale kanadyjskie

    Ponieważ pada, i pada, więc jęczę i jęczę. I nie ma to jak dobry serial w deszczowe popołudnie. Otulić się kocem, kubek kakałka do ręki, kanapa blisko i oglądamy seriale. Świadomie i rozsądnie czyli na raz maks odcinek, albo total odjazd, czyli lecimy sezonami.

    Zacierałam sobie rączki na ten wpis. Mniam, mniam seriale. Seriale na deszczowe dni, jakich dużo (dni, nie seriali) jest tą jesienią 2016, w Vancouver.

    Znamy 3 seriale kanadyjskie, które warto zobaczyć, zanim przylecisz do Kanady. A po przylocie są jeszcze lepsze 😉

    #1 MOTIVE

    Motive, czyli Motyw. Brzmi jak typowy serial policyjno-detyktywistyczny, czyli ustalamy, kto zabił i dlaczego.

    A wcale że nie! Nic nie trzeba ustalać, bo wszystko jasne od początku. Dla widza przynajmniej, bo ekipa policyjna musi się trochę nagłowić. Najczęściej mordercą okazał się ktoś bliski, najczęściej z błahego powodu.

    Serial Motive obejrzeliśmy jakiś miesiąc przed przeprowadzką do Vancity, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że to miasto, że ta historia dzieje się w Vancouver. I trochę nam zajęło zorientowanie się, że rzecz dzieje się w mieście, w którym mamy spędzić najbliższy rok. Trzeba przyznać, że maskują się świetnie – żadnych tam odwołań typowo kanadyjskich, unikają jak ognia nazw Vancouver police czy inne  NYPD.

    Tablic z nazwami ulic nie ma, Vancouver w kadrach przypomina dowolne północnoamerykańskie miasto. Pewnie taki był zamysł producentów, bo wtedy każde miasto może być tym miastem, gdzie dzielna pani detektyw Angie (w tej roli znana m.in z amerykańskiego The Killing, Kristin Lehman) szuka zabójcy z pomocą mocno francuskiego partnera, Oscara. Pomaga im bardzo kanadyjski detektyw Brian (grzeczny, co chwila przeprasza i śmiertelnie się oburza na brak recyklingu)

    W sumie w Wawie też morderstwa, Kryminalni czy Prawo Agaty, a o takim Sandomierzu to nawet nie wspomnę, strach mieszkać. Jednak Motive jest od nich mroczniejszy. I bardziej deszczowy. W pierwszym sezonie lało co niemiara, więc z odcinka na odcinek miny nam się wydłużały coraz bardziej. Dręczyło nas pytanie: pada, serio, tyle pada w tym Vancouver? [teraz już wiemy i odpowiemy: tak, serio, tyle pada]

    Motive bardzo lubimy oglądać, a jeszcze bardziej lubimy, jak go kręcą pod oknem naszym 🙂

    Dobry film, żeby zobaczyć miasto, poznać Vancouver. Będąc w Kanadzie można poszukać miejscówek z filmu (na szczęście, to niekoniecznie są miejsca, gdzie lepiej się nie zapuszczać).

    #2 FOUR IN THE MORNING

    To jest serial, który trudno nam było obejrzeć przed przylotem do Vancouver. Z prostego powodu – po prostu go jeszcze wtedy nie kręcili.

    Przeczytałam o Four in the morning kilka miesięcy temu w gazecie i od razu zechciałam zobaczyć. Głównie przez ten tytuł, Czwarta nad ranem. Ale niech Was nie zmyli, tak jak mnie – ze Starym Dobrym Małżeństwem, klimatem i tematem z ich piosenki Czarny blues o czwartej nad ranem, kanadyjski serial nie ma nic wspólnego.

    Obejrzałam kilka odcinków i nie jestem w stanie z ręką na sercu odpowiedzieć, czy serial mi się podoba. Wciąga, tak, ale czy się podoba? Nie umiem rozeznać się w uczuciach, jakie mi towarzyszą podczas oglądania, ani po.

    Rzecz się dzieje w Toronto, mamy czworo młodych ludzi, miasto i jego życie, ludzie i ich problemu. Często pokazane w sposób graniczący z absurdem. Obraz kanadyjskich dwudziestokilkulatków, multikulti, neurotyczne zachowania i pragmatyczne podejście do codzienności.

    Jesli zatem przylatujesz na IEC (International Experience Canada aka Working Holiday visa) i szukasz jak najwięcej informacji o życiu w kanadyjskiej metropolii, o tematach, jakie poruszają Twoi kanadyjscy rówieśnicy, a przy tym chcesz poczuć lekko abstrakcyjny klimat, to ten serial jest dla Ciebie. Krótki i napakowany.

    Szukasz kanadyjskich przyjaciół? Może po obejrzeniu tego serialu łatwiej będzie Ci ich zrozumieć, a co za tym idzie, nawiązać relację? Zawsze możesz przecież zacząć small talk od rzucenia mimochodem: Have you ever seen Four in the morning TV show?…

    #3 DUE SOUTH

    Due South musi być w tym zestawieniu. Musi. Dla nas to klasyka, bo oglądaliśmy, kiedy jeszcze w najśmielszych snach nie śniliśmy, że się znajdziemy kiedyś w Kanadzie.

    Ameryka, a w niej zabłąkany policjant z RCMP w parze z szyderczym Amerykaninem. Cudowne zderzenie dwóch kultur, amerykańskiej i kanadyjskiej. Akcja Na południe dzieje się latach 90tych, ale smaczki kulturowe nic nie tracą na znaczeniu. Miły i uprzejmy kanadyjski policjant konny, w nienagannie odprasowanym czerwonym mundurze, rozwiązuje zagadki kryminalne z uśmiechem i jakże charakterystycznym dla Kanadyjczyków zrozumieniem dla inności (a czasami dziwactw) Amerykanów. Z jednej strony spokój, opanowanie, tradycja, a z drugiej rozemocjonowana, pędząca, nowoczesna Ameryka. Dogadają się? W serialu a i owszem, jednak w rzeczywistości Kanada pozostaje w cieniu Ameryki i wciąż jest przez nią mniej lub bardziej dobrodusznie poszturchiwana…


    Dlaczego warto oglądać seriale kanadyjskie? Bo nawet jak nie jest powiedziane, że są o Kanadzie, to gwarantuję Ci, że znajdziesz sporo “kanadyjskości”. W ulicach na planie filmowym, w ujęciach przyrody, w zachowaniach aktorów, czy wreszcie w ich akcencie. Możesz mieć niezłą zabawę z wyszukiwaniem tych niuansów, które różnią kanadyjski serial i amerykański.

    A, jeszcze jedna sprawa. Wszystkie filmy należy oglądać w oryginale (polski lektor skutecznie przeszkadza). W końcu trzeba ćwiczyć język angielski, c’nie?

    Oglądając te wszystkie seriale, amerykańskie, kanadyjskie, te wszystkie filmy zachodnie, nie tylko spędzasz miło deszczowe popołudnie. Wyrabiasz sobie przy okazji jakąś wizję kraju.

    I jak to wygląda teraz, kiedy już tu mieszkasz?


  • Jak rozmawiać z Kanadyjczykami ? [część II] Boisz się mówić po angielsku? Bo ja się boję

    Cieszę się, że pierwsze rozmówki kanadyjskie przypadły Wam do gustu.

    Dla mnie te posty z pogranicza języka, komunikacji i różnic kulturowych są nieodzownym elementem obsługi początków emigracji w Kanadzie.

    Kiedy już ogarniemy najważniejsze [trochę już o nich napisałam na blogu], czyli załatwione zostanie: praca, mieszkanie, szkoła, warto na chwilę zatrzymać się i zastanowić.

    Nie wystarczy żyć w danym kraju. Warto dobrze żyć i podnosić sobie jakość codzienności. Najłatwiej za pomocą języka.

    Wszędzie o tym trąbię, ale napiszę jeszcze raz: naszym zdaniem największym Twoim kapitałem jako emigranta jest umiejętność komunikowania się po angielsku (ewentulnie francusku). Bez języka ani rusz !

    Znasz już moje główne grzechy, które skutecznie utrudniały mi rozmowę z Kanadyjczykami. Ale nie wiesz jeszcze, że właściwie od samego początku się bałam. Bałam się mówić po angielsku.

    [I teraz Ci co mnie znają osobiście mogą się mocno zdziwić, bo zwykle pierwsza wyrywam się do gadania. Ale boję się nadal. Tylko nieźle się maskuję]

    A jak to wygląda u ciebie? Boisz się mówić po angielsku? Poczytaj, co ja u siebie zdiagnozowałam

    Może też masz:

    • blokadę wewnętrzną? Miałam wrażenie, że chociaż uczyłam się angielskiego, to się nie nauczyłam i nic nie umiem, i nikt mnie nie zrozumie. Innym to idzie dobrze, a mnie nie. Jako rasowa Polka i 100% kobieta uwielbiam się porównywać, i  oczywiście moje poczucie własnej wartości w dużej mierze zależy od tego, co inni o mnie myślą. A co, jeśli powiem coś i inni będą myśleli, że jestem głupia i niedouczona, nic nie warta ?
    A może myślisz:
    • W ogóle to jestem nieśmiała i introwertyczna. Może lepiej nic nie mówić? Może się domyślą?
    I ok, można taką osobą być. I sobie dobrze żyć.

    Jednak w taki przypadku USA i Kanada to nie są Twoje kierunki emigracji.

    Bo tutaj jest tak, że jak się boisz, że się nie uda, to się nie uda. Wszyscy wierzą, że się uda, a tych, co w to nie wierzą, się nie lubi. I się z nimi nie rozmawia i nie zawraca się nimi głowy. Nikogo nie obchodzą Twoje uczucia strachu przed mówieniem. Nie mówisz, nie istniejesz.

    Kolejne zagadnienie, który mnie dotyczyło i blokował przed odezwaniem się do Kanadyjczyka:

    • Nadmiernie rozmyślałam o przeszłości i procesie nauczania angielskiego, zamiast pomyśleć o hands on training. Przez głowę przelatywało mi: Nie zacznę mówić, jeśli nie będę znać angielskiego perfekcyjnie. Najpierw nauczę się języka, a później pójdę do pracy. Dobrej pracy. Nie czuję się pewnie i nie wiem, jaką decyzję podjąć.

    i co się wtedy może wydarzyć?

    • Nie rozwijasz się, tkwisz w bezpiecznej bańce tych samych, często polskojęzycznych znajomych, tych samych, często niewystarczających tematów;
    • Jesteś strustrowana i zła;
    • Starasz się uczyć jeszcze więcej, kujesz na maksa, więc jesteś tym zmęczona na maksa;

    Zapytaj się siebie, co się może stać, jak ci się NIE uda powiedzieć czegoś po angielsku?

    Obrażą się?  ———> Nie

    Pogniewają na ciebie? ————>Nie

    Wyjdziesz na głupka?———> Nie

     
    Muszę cię rozczarować – nikogo to nie obchodzi !

    Ale Ty nie odniesiesz wymiernych korzyści:

    -nie załatwisz sprawy

    -nie poznasz nowych ludzi

    -nie rozwiniesz siebie

    -będzie nudno

    Więc rada jest jedna: bój się i mów. Nie da się inaczej. Ja tak robię.

    PS. Czytając ten post, zdałam sobie sprawę, że używałam cały czas formy żeńskiej czasownika. Nie wiem, czy panowie mają podobne zahamowania wewnętrzne, wydaje się, że łatwiej im przychodzi “rzucenie się na głęboką wodę” i niezastanawianie się, co też ludzie powiedzą. I dobrze 🙂

    Masz jakieś swoje sposoby na strach przed gadaniem po angielsku? A może temat według Ciebie jest sztuczny? Daj znać, a ktoś Ci za to podziękuje !

  • Poradnik – służba zdrowia w Kanadzie

    Często dostajemy od Was w mailach ogólne pytania o emigracyjne życie w Kanadzie. O to, jak wygląda służba zdrowia czy szkoła kanadyjska. Postanowiłam więc przygotować serię postów poradnikowych, kompleksowo ujmujących jakiś temat, taki trochę post- filar.

    To będzie pierwszy z nich.

    Po tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu, stwierdzam, wcale nie odkrywczo, że zdrowie jest najważniejsze. A jak się przyjeżdża do innego kraju (szczególnie z rodziną, szczególnie z małymi dziećmi) to warto jest mieć choć ogólne rozeznanie, jak to wygląda.

    To zaczynamy!

    Służba zdrowia w Kanadzie jest podobna do tej, którą mamy w Polsce. Czyli powszechna, ogólnie dostępna i przynajmniej w założeniu bezpłatna.

    Poniżej postaram się w miarę czytelnie opisać, jak wygląda, z naciskiem na Kolumbię Brytyjską.

    1 # powszechność i finansowanie służby zdrowia

    Kanada ma ogólnokrajowy system opieki medycznej (Medicare), finansowany w znacznej mierze z budżetu i administrowany na szczeblu samorządowym.

    W praktyce każda prowincja czy terytorium ma swój własny plan medyczny. W niektórych prowincjach jest on w całości finansowany z podatków mieszkańców.

    Ale w innych, niestety także w B.C., trzeba co miesiąc płacić składkę na ubezpieczenie zdrowotne (medical insurance premiums). Opłacenie tej składki czasami proponuje pracodawca, w ramach świadczeń pracowniczych, więc podczas rozmowy o pracę możesz się zapytać, czy firma płaci za MSP (Medical Service Plan in B.C.)

    Z płacenia podstawowej składki zdrowotnej zwolnieni są często seniorzy oraz rodziny o niskim dochodzie. Mitem jest jednak twierdzenie, że Kanada ma bezpłatną opiekę zdrowotną.

    Koszt składki dla osób mieszkających w Kolumbii Brytyjskiej znajdziesz TUTAJ.

    Od 2020 o ile przysługuje Ci ubezpieczenie, nie trzeba opłacać składki zdrowotnej w BC

    Podstawowe ubezpiecznie medyczne zapewnia dostęp do podstawowych usług medycznych:

    • wizyta u lekarza rodzinnego, prześwietlenia klatki piersiowej, nastawienie złamanej ręki
    • wizyta w przychodni, czyli walk-in clinic
    • pobyt w szpitalu – zagrożenie życia i zdrowa lub po skierowaniu od lekarza rodzinnego
    • badanie wzroku dzieci i osób starszych
    • aborcja

    Po listę zabiegów zawartych w podstawowym ubezpieczeniu medycznym Kolumbii Brytyjskiej zajrzyj TUTAJ.

    Rozszerzone ubezpiecznie medyczne dotyczy rzeczywiście dodatkowych zabiegów czy wizyt, nieujętych w programie podstawowym. Jest to na przykład wizyta/rehabilitacja u fizjoterapeuty czy badania laboratoryjne.

    Wygląda to inaczej niż w Polsce, gdzie prywatne ubezpieczenie medyczne to zazwyczaj łatwiejszy dostęp do tych śwadczeń, które są i tak płacone przez NFZ. 

    Myślałam na początku, przenosząc doświadczenia z Polski, że extended health care to coś właśnie jak abonament w Luxmedzie, gdzie ma się szybszy dostęp do lekarza pierwszego kontaktu czy pediatry. A to coś innego.

     

    2 # rozszerzone ubezpiecznie medyczne

    Budżet prowincji ma wpływ na to, jakie usługi medyczne są wliczone w podstawowy pakiet medyczny. Za wszystkie inne przyjdzie Ci niestety zapłacić dodatkowo. W przypadku konieczności skorzystania z usługi medycznej niezawartej w podstawowym ubezpieczeniu zapłacisz z własnej kieszeni (out-of-packet payment) albo zostanie ona pokryta z ubezpieczenia dodatkowego (extended health care plan). Szczegóły poniżej:

    Masz tylko podstawowe ubezpiecznie zdrowotne (MSP), a całość kosztów dodatkowych świadczeń sam płacisz  – to proste, dostajesz przy wyjściu fakturę i uiszczasz opłatę. Jeśli nie jest to sprawa zagrażająca życiu KONIECZNIE zapytaj najpierw o koszt usługi [wiem, oczywiste, ale lepiej przypomnieć, bo może zaboleć]. Przykład: u dentysty koszt wizyty – i nie piszę tutaj o jakimś zaawansowanym plombowaniu – to około 200-300 CAD. Jak mówią internety, często bardziej opłaca się wylecieć do Polski i wyleczyć co trzeba. Z biletem lotniczym i tak wyjdzie taniej niż w Kanadzie

    Masz dodatkowe ubezpiecznie zdrowotne (extended health care plan zwany też third-party insurance), koszty dodatkowych świadczeń współpłacisz z ubezpieczycielem. Tutaj również możliwe są różne warianty:

    1. Płacisz całość kwoty u lekarza, u dentysty czy okulisty (up-front payment) i później fakturę wysyłasz do ubezpieczyciela (towarzystwa ubezpieczeniowego), który zwraca Ci całą lub część tej kwoty na konto/czekiem. Sposób mniej przyjazny dla ciebie, bo oznacza konieczność wysłania dokumentów (extended health care claim) do ubezpieczyciela (pocztą lub emailem) i czasami dodatkowych wyjaśnień czy dyskusji o ten wydatek medyczny.
    2. Płacisz część opłaty (w zależności od Twojego planu może to być np. 20% całej kwoty, nie słyszałam o extended health care pokrywającym 100% wydatków medycznych). O resztę klinika/szpital/dentysta czy inna placówka medyczna występuje sama do ubezpieczyciela. Nie musisz się właściwie o nic martwić, pokazujesz tylko swoją kartę, że masz dodatkową opiekę medyczną i koniec formalności.

    Trochę informacji o prywatnym ubezpieczeniu zdrowotnym znajdziesz w artykule z Vancouver Sun [ang]

    Towarzystwa ubezpieczeniowe, w których mamy/mieliśmy dodatkowe ubezpiecznie extended health care plan:

    • SunLife – nasz obecny ubezpieczyciel (z firmy Kuby). Obsługa telefoniczna w miarę ok (czasami sobie zaprzeczają, więc zawsze notujemy imię konsultatnta, żeby nie było potem niedomówień), czas oczekiwania na połączenie z konsultantem w kanadyjskiej normie. Największy minus – przyjmują wnioski tylko w formie papierowej, więc musisz nadać list z rachunkami (koszt normalnego około 2 CAD)
    • Maunlife – poprzedni ubezpieczyciel (z firmy Kasi). Jakoś tak wyszło, że wszystkie opłaty dodatkowe za usługi medyczne były bezpośrednio ściągane przez przychodnie, więc nie mamy osobistych doświadczeń w kontakcie.

    Co warto wiedzieć: jeśli dwie soby mają w rodzinie ubezpieczenie od innych ubezpieczycieli (bo np. takie mają przyznane w ramach bonusów od pracodawców) to często można kumulować zwrot za usługi medyczne bądź podwyższać sumę świadczeń. Nigdy tak jeszcze nie robiliśmy, ale wiemy, ze można. I wtedy można dostać nawet 100% zwrotu zaplombowanie czy okulary.

    #3 – oczekiwanie na ubezpieczenie i aplikowanie o nie

    Wiesz już, że musisz być w jakiś sposób objęty ubezpieczeniem medycznym. Ponieważ to kanadyjskie nie przysługuje automatycznie, trzeba o nie wystapić. Dokumenty aplikacyjne są dostępne w przychodniach, szpitalach, a najlepiej rozejrzeć się online.

    Kanadyjskie ubezpieczenie zdrowotne zależy od Twojego statusu tutaj. Niebędąc rezydentem czy obywatelem niekoniecznie przysługuje Ci ubezpieczenie (znowu zależy od prowincji), a jeśli tak, to zwykle jest ono ważne tak długo, jak Twoja wiza.

    Okres oczekiwania na rozpoczęcie okresu ubezpieczeniowego może wynosić nawet 3 miesięce. Na ten czas musisz mieć ubezpieczenie komercyjne. Najczęściej kupione jeszcze w Polsce, polecam z jak najszerszym pakietem. [Uwaga: zapoznaj się dokładnie z Ogólnymi Warunkami Ubezpieczeń i upewnij, że nie dotyczy ono tylko pobytu turystycznego, ale także pobytu na wizie pracowniczej, czyli zwrócą Ci za ewentualny wypadek przy pracy].

    #4 – co NIE jest zawarte w bezpłatnym planie medycznym

    Poniżej najważniejsze trzy usługi okołomedyczne, za które w większości miejsc zapłacisz z własnej kieszeni całość kosztów:

    1. DENTYSTA: Praktycznie cała opieka stomatologiczna w Kanadzie jest prywatna. Oczywiście są miejsca, gdzie możesz zbadać czy leczyć zęby za darmo, ale są one dla ludzi o bardzo niskim dochodzie, albo tylko dla dzieci, albo tylko dla seniorów. W Polsce też teoretycznie usługi dentystyczne są płacone przez NFZ. A w praktyce? No właśnie, i tak wszyscy chodzimy leczyć zęby prytwanie (pozdrowienia dla naszej Pani Dentystki z Mcza, dr B. Ż !)


    Crime story pt: “My kontra dentyści w Vancouver“. Z litości nie wspominam o kosztach!


    2. OKULISTA i OPTYK: W B.C. dzieci i seniorzy mają prawo do bezpłatnego badania wzroku raz do roku. Za okulary się płaci dodatkowo. Dorośli płacą za wszystko. Koszt badania w Vancouver to około 70 CAD, koszt okularów 200-300 CAD.

    3. LEKI: lekarstwa (poza tymi, które dostaniesz w szpitalu, podczas hospitalizacji*) nie są zawarte w ogólnym, podstawowym planie medycznym. Dostajesz receptę, idziesz do apteki i płacisz. Częściowe współpłacenie jest możliwe z rozszerzonym ubezpieczeniem. Dla osób bez dodatkowego ubezpieczenia, które potrzebują stałych leków, rządy prowincji oferują pomoc finansową. O szczegóły musisz zapytać farmaceutę. W Kolumbii Brytyjskiej jest program PharmaCare dla osób o niewielkim dochodzie. Szczegóły TUTAJ.

    *może się zdażyć, że będzie wersja bezpłatna i płatna, np. zwykły gips jest bezpłatny, a ten wodoodporny lub termoplastyczny kosztuje. Jeśli się na niego zdecydujesz i przyjdzie Ci zapłacić, sprawdź czy dodatkowe ubezpiecznie medyczne Ci za to nie zwraca.

    Gdzie znaleźć aptekę? Pytaj Googla o Drugstores czy Pharmacies. 

    • My mamy najbliższą w Shopper’sie.
    • Możesz kupić lekarstwa bez recepty (non-prescription drugs lub over-the-counter drugs), stojące na regałach w sklepie, tak jak ogólnodostępne leki w polskich supermarketach.
    • Jeśli lekarz wypisze Ci leki na receptę (prescription), wtedy przynosisz ją do okienka z napisem drop off, gdzie zostawiasz receptę farmaceucie.
    • On przygotuje dla Ciebie lekarstwa (zwykle czeka się kilkanaście minut) i możesz je odebrać w następnym okienku (pick up).
    • Jeśli lekarstwa będziesz musial przyjmować stale, farmaceuta ustali z Tobą system uzupełniania zapasów (częstotliwość, jak je będziesz odbierał, czy farmaceuta ma dzwonić z przypomnieniem itd.).
    • Część ubezpieczycieli zwraca pewną kwotę także za lekarstwa, więc sprawdź czy masz to w swoim extended health care plan‘ie.

    CIEKAWOSTKA: Marihuana lecznicza jest legalna w Kanadzie. Napisałam kiedyś do Magazynu Fuss, jak wygląda sytuacja zioła w Vancouver. Chcesz poczytać?

    #5 – Jesteś chory, masz chore dziecko, co robić wtedy?

    • Jeśli jesteś chory, najpierw idziesz do swojego lekarza rodzinnego (jak  go masz), albo do przychodni (walk in clinic). Tam Cię zbadają i w razie konieczności dostaniesz skierowanie do lekarza specjalisty (także pediatry) czy na dodatkowe badania. Wizytę u lekarza rodzinnego zwykle rezerwujesz wcześniej, powinni Cię przyjąć w przeciągu kilku dni. Do przychodni, jak nazwa wskazuje, możesz wejść z ulicy i odczekać swoje w kolejce. Uwaga na odwoływanie wizyt: większość praktyk lekarskich stosuje (late) cancellation fee, jeśli za późno odwołasz wizytę lub w ogóle się na nią nie stawisz.
    • Nie ma limitu wizyt w przychodni czy u swojego lekarza rodzinnego. Nie jest łatwo znaleźć takiego, który przyjmuje nowych pacjentów. Przed wizytą należy podać powód tejże (jeden problem medyczny na wizytę!). Nie musisz mieć ani lekarza rodzinnego, ani ubezpieczenia, żeby zostać przyjętym do szpitala w razie zagrożenia życia.
    • Zajrzyj pod ten link, żeby się dowiedzieć, w której przychodni (walk in clinic) są najkrótsze kolejki!
    • Jeśli spotkał Cię wypadek, dzwonisz na 911 lub idziesz do najbliższego szpitala.
    • Jeśli nie wiesz, co robić, dzwonisz na 811. Porozmawiasz z pielęgniarką, która Cię pokieruje, co robić, da adres do lekarza, wskaże przychodnię. Miej przy sobie numer karty zdrowia (BC Health Care Card). Zadzwoń tam, jeśli masz dziecko z gorączką i nie wiesz, czy ktoś może przyjść obejrzeć je w domu. Wizyty domowe w Kanadzie nie są w standardzie !

    #6 różne ważne info

     A co jak wyjeżdżasz z Vancouver, albo z Kanady? Plan ubezpieczenia zdrowotnego zależy od prowincji/terytorium i wyjeżdżając z niej jesteś wprawdzie ubezpieczony, ale zorientuj się, czy nie jest wymagana dodatkowa rejestracja albo spełnienie innych warunków (out of province health care). Najczęściej ubezpiecznie jest ważne do sześciu miesięcy poza Kanadą. I pokrywa wydatki do wysokości kwot kanadyjskich (tzw. table-rates). Czyli np. w USA w razie wypadku zostaniesz poproszony o dopłacenie różnicy za usługi medyczne, które są tam droższe niż w Kanadzie.

    Sprawdź swoją polisę dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego ! Może masz coś, co możesz wykorzystać, np. wizyty u masażysty? Niewykorzystane w danym roku zabiegi nie przechodzą na następny rok i nie kumulują się. Jeśli korzystasz z wizyt u lekarza/masażysty/psychiatry, zorientuj się, czy mają zarejestrowaną praktykę medyczną (jesli nie, może być Ci trudniej odzyskać zwrot kosztów leczenia od ubepzieczyciela)

    Trzymaj rachunki od lekarza ! Ponieważ jak się zdążyłeś zorientować dostarczycieli usług medycznych jest kilku, a każdy rządzi się trochę innymi prawami, zawsze trzymaj wszystkie rachunki medyczne i faktury, żeby w razie czego móc wystąpić o zwrot kosztów leczenia. W Kanadzie służba zdrowia w dużo większym stopniu niż w Polsce opiera się na strategii biznesowej.

    Szczepionki. Kto nie ma dzieci, temu może wcale do głowy nie przyjść, że szczepienia to temat kontrowersyjny. Zdania rodziców co do szczepień dzieci Co do edukacji przed-szkolnej, to zależy od typu placówki (trzeba się informować u źródeł). Kalendarz szczepień dla dzieci w B.C. znajdziesz TUTAJ. O naszym doświadczeniu ze szczepionkami TUTAJ. Dobry wpis na blogu Polityki o szczepionkach w Kanadzie i nie tylko.

    Szpital. Wszelkie lekarstwa, procedury (zabiegi, znieczulenia, operacje, zdjęcia, testy laboratoryjne, poród, prowadzenie ciąży, opieka poporodowa) są zawarte w podstawowym planie medycznym. Badania zlecone dodatkowo przez inne instytucje (np. do prawa jazdy, do ubezpieczenia, do celów imigracyjnych) są płatne przez Ciebie. Uwaga: w wielu prowincjach transport karetką jest dodatkowo płatny, nieujęty w podstawowym ubezpieczeniu zdrowotnym.

    Planujesz ciążę w Vancouver? Przeczytaj te dwa posty, które napisałam wspólnie z dziewczynami z Polskich Babskich Spotkań:

    1. prowadzenie ciąży w Vancouver
    2. małe dziecko i urlop macieżyński w Vancouver

    Mam nadzieję, że teraz wiesz już więcej o tym, jak wygląda służba zdrowia w Kanadzie.

    Podsumowując moje odczucia: po dwóch latach mieszkania w Vancouver, widzę, że najlepiej nam było z abonamentami w Medicover czy Luxmedzie.

    Byliśmy szczęściarzami, mając do nich dostęp w Polsce. Ale w Vancouver też nie narzekamy, a w porównaniu z bardzo niedofinansowaną publiczną polską służbą zdrowia, bardziej nam się podoba publiczny system kanadyjski.

    I jest bardziej życzliwy, choć zaskakuje mnie wciąż…

    To co kochani ? Na zdrowie !

  • Jak rozmawiać z Kanadyjczykami ? [ część I ] Z czym ja miałam problem? No dobra, wciąż mam….

    Najpierw tytułem wstępu. Kto mnie zna, wie, co studiowałam. Kto mnie zna lepiej, wie, co teraz myślę o takim wyborze studiów [dyskretny chichocik w tym miejscu. Studiowałam hungarystykę].

    Zawsze lubiłam język i wielu się uczyłam (zważ na różnicę: uczyłam, a nie na-uczyłam).

    Wiele rzeczy, jeśli nie wszystkie w życiu, zależą od naszej umiejętności komunikowania się.

    Nie bój się, nie ja to wymyśliłam, więc gwarancja jest, że ktoś mądry już tę prawidłość udowodnił.

    Ja co najwyżej mogę się podpisać wszystkimi czterema kończynami pod tym stwierdzeniem, zwłaszcza po dwóch latach mieszkania w kraju, którego język wciąż jest dla mnie obcym.

    Często myśląc o tym, co stanowi  naszym powodzeniu na emigracji, nie poświęcamy za dużo uwagi komunikowaniu się czy językowi.

    Naturalnym jest myślenie o pracy, mieszkaniu, aklimatyzacji. Gdzieś może się zawahamy, co do angielskiego, no ale proszę Cię, angielski?! Ja nie dam rady? Kto, jak nie ja?

    Sama tak myślałam.

    Błąd! I mimo że nie obawiałam się o swój angielski, to z zaskoczeniem zobaczyłam, że się z Kanadyjczykami nie dogaduję.

    Zaczęłam się zastanawiać i lojalnie uprzedzam drodzy czytelnicy, że będzie na blogu seria postów pt. Jak rozmawiać z Kanadyjczykami? Bo mam potrzebę wygadania się na ten temat.

    I zapisania ku przestrodze i ku pamięci [mojej głównie]

    To zaczynamy:

    Jak rozmawiać z Kanadyjczykami? Moje grzechy komunikacyjne

    1. grzech główny – długość wypowiedzi

    Ja jestem gaduła, serio mogę zagadać każdego.

    Więc moja największą bolączką nie jest to, że kogoś nie interesuje, co mam do powiedzenia. Mnie nie interesuje, że jego nie interesuje, byleby słuchał.

    Kanadyjczycy to naród mający opinię grzecznych i uprzejmych ludzi.

    Myślisz, że stali i słuchali, jak Kasia nawija? O nie !

    Kanadyjczycy nie będą słuchać, oni dadzą jasno do zrozumienia, że nie mają czasu na dłuższą rozmowę. Taktownie ją skończą, ale skończą definitywnie.

    I mogą zacząć unikać rozmowy ze mną od tej pory, bo właśnie dostałam łatkę gaduły i zanudzacza.

    Trudno o drugą szansę.

    Oczywiście nadal będą uprzejmi, ale będzie to uprzejmość podszyta lekką nutką niecierpliwości i dystansu.

    Nie polecam !

    2. grzech główny, wypływający z 1. – monopol na rozmowę

    Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że jako gaduła podpadam dodatkowo pod kategorię monopolista rozmowy.

    Ciężko się samemu zdiagnozować, bo miałam święte przekonanie, że robię dobrze społeczeństwu, bo przecież podtrzymuję konwersację. I wchodziłam głębiej i głębiej w temat, obierając go jak cebulę z warstw i nie patrząc, że innym już od niej lecą łzy z oczu.

    I Kanadyjczycy mi pokazali (grzecznie, a jakże !), jak pohamować zapędy takiej monopolistki i gaduły . Mówili na przykład tak:

    Wow Kate, that’s amaizing that you you had a great time on camping. Before you continue I need to let you know that in few minutes I have to get back to…..

    Well, Kate that’s really something. I have to take care of…. right now. Maybe we can catch up later.

    A skoro o przerywaniu mowa….

    3. grzech główny – przerywam wypowiedzi innnych

    Niegrzeczne i wyjątkowo źle widziane w Kanadzie.

    Z wyjątkiem sytuacji opisanych powyżej, czyli przerywanie celem zatrzymania słowotoku, nie ma usprawiedliwienia.

    A ja? Przerywam komuś wpół zdania, zanim ktoś skończy, bo myślę, że wiem, co on chce powiedzieć i nie chce mi się czekać tych dwóch minut, żeby mógł skończyć.

    Nie będziemy tracić czasu, przecież jest tyle do obgadania.

    Albo uważam, że ta osoba się myli i przecież moim najświętszym obowiązkiem jest wyprowadzić ją z błędu.

    O rany….. (nawet jak o tym piszę, to się rumienię ze wstydu)

    Kończąc tę samokrytykę, chcę jeszcze napisać o dwóch postawach komunikacyjnych, które są równie źle odbierane.

    U mnie też występują (pocieszam się, że w mniejszym natężeniu), a przyszły mi do głowy podczas rozmów w gronie emigrantów. I nie, nie tylko Polaków 😀

    Grzech poboczny – ja mam gorzej i to nic nowego

    Po angielsku taka postawa nazywa się: the one upper – czyli ja narzekanie, że ja to mam gorzej/lepiej. Typowy wyścig na opowieści.

    W gronie kobiecym wygląda naprzebijanie się historiami negatywnymi i o dzieciach. Wśród panów występują przechwałki. Wybaczcie uproszczenie.

    Taki przykład. Ktoś z emigrantów dzieli się swoimi wrażeniami z poszukiwania pracy, a ktoś inny przebija to opowiadając, jak mu było ciężko, ale się udało, i żeby się nie przejmował. Jednocześnie nieofiarując tej osobie uznania jej opowieści, żadnych słów wsparcia, współczucia. Niegrzeczne i smutne.

    Najgorsze, kiedy przebijacz historiami myśli, że przerywając wyświadcza przysługę, bo oznacza to, że słuchał i niejako w odpowiedzi na wysłuchaną historię, musi dorzucić swoją.

    Can you top my story? Nie? Eeee, to spadaj.

    Lekka modyfikacja powyższego zachowania: zrównanie czyjeś historii z ziemią.  

    Czyli wysyłanie całym swoim ciałem i słowami komunikatu: A weź ty już lepiej nie opowiadaj, bo to odgrzewane kotlety i nic nowego, a właściwie nudne i oszczędź nam tej opowieści. Ja też tam byłem, też tak miałam, a nawet gorzej… (vide: przebijacz).

    Morał: mówić (nie tylko po angielsku) to można umieć, ale rozmawianie (nie tylko z Kanadyjczykami) to jest wyższa szkoła jazdy

    A Tobie się rozmawia z Kanadyjczykami? Luzik czy stresy są? Co pomaga, a co przeszkadza? Napisz w komentarzu, a ktoś Ci podziękuje za radę !

  • Praca z kanadyjskiej agencji? Czy warto pójść po pomoc do agencji Pracy?

    Pisanie o pracy w środku lata jest trochę okrutne. Urlop za pasem, albo właśnie się skończył, na trawkę trzeba iść, słoneczkiem kanadyjskim się cieszyć. A ja tutaj wyskakuję z postem ciężkim jak czołg – agencja pracy w Kanadzie. Agencja. No jak to brzmi?

    Ale cieszyć się, jak nie ma pracy, ciężko. Wiem.

    Na podstawie doświadczeń kilku moich koleżanek, oraz  pamiętając szukanie swojej pierwszej pracy w Vancouver, dziś napiszę, co może pomóc podczas tych poszukiwań. Jak korzystałam z usług agencji pracy w Kanadzie.

    Kiedy przylecieliśmy do Kanady, to przez pierwsze 6 miesięcy nie miałam pracy. Byłam na urlopie wychowawczym, udzielonym przez pracodawcę polskiego (mieliśmy wrócić zimą 2016 do Polski, a w maju 2016 powinnam była stawić się przy swoim polskim biurku na Torwarze). Zawsze to jakaś wymówka, żeby sobie wtedy pracą głowy nie zawracać.

    Może egoistycznie, ale gdzieś tkwiło we mnie to przekonanie, jeszcze z Polski – udało mi się w korporacji w Warszawie, to co ma mi się nie udać w Vancouver. Też w korporacji.

    To zbyt uproszczone rozumowanie i wyraz pewnej buty. Nie pomaga w szukaniu pracy. Niestety. I człowiek kończy jako rozczarowany emigrant.

    Podobno zajęcie zawsze można znaleźć. Zatem jak już na miejscu szukać pracy w Kanadzie?

    Są ludzie, którym udaje się znaleźć pracę w miarę szybko, na miejscu. I powiem Ci, że takich jest większość.

    Nie przeczytasz w tym poście o procedurze przyznawania pozwolenia na pracę.

    Zakładam, że masz otwarte pozwolenie na pracę. Bo na przyklad:

    • skorzystałeś z programu International Experience Canada i masz roczne pozwolenie na pracę
    • dostałeś czasowy work permit bo studiujesz
    • jesteś stałym rezydentem w Kanadzie (permanent resident) i nie potrzebujesz osobnego pozwolenia na pracę
    • jesteś obywatelem Kanady. I możesz pracować w dowolnym mieście i zawodzie

    Zaczynamy standardowo czyli od szukania oferty pracy

    Łatwiej napisać, trudniej zrobić. Szukanie pracy to też praca. I to w dodatku na cały etat!

    1. Od pierwszego dnia, a jeszcze lepiej zanim wylądujesz w Kanadzie pracuj nad swoimi papierami zawodowymi. Niektóre z nch przygotujesz jako część aplikacji o pozwolenie o pracę / na naukę.
    2. Podciągnij resume do standardów kanadyjskich.
    3. Przeglądaj oferty i aplikuj wszędzie tam, gdzie twoje doświadczenie/umiejętności pokrywają się z 60 % zawartości oferty.
    4. Rozważ skorzystanie z się agencji zatrudnienia.

    Jeśli jesteś na Working Holiday visa (czyli w ramach programu IEC) to pracę, to zacznij od agencji zatrudnienia (staffing agency / temporary job agency).

    Jeśli masz prawo do pobytu stałego, to zacznij od WorkBC, która nie jest typową agencją, ale strategie ma podobne.

    Szkodliwe mity o agencji pracy

    1. Praca z agencji, to nie jest praca, tylko taka “fake-job”.

    EEEEE, nawet jeśli, to i tak się liczy jako kanadyjskie doświadczenie. Nawet jeśli tylko na miesiąc, czy dwa, lepiej tak, niż wcale. I serio, są jeszcze osoby, które myślą, że raz rozpoczęta praca jest już na całe życie? Jeszcze jedno. Wielkie korporacje, te, które mają osoby zatrudnione na umowie o pracę, współpracują także z agencjami. Wiele firm wyprowadza pewne zajęcia do zewnętrznych podwykonawców (outsourcing) lub zatrudnia tych podwykonawców u siebie jako contract workers, a do poszukiwania takich pracowników wykorzystuje agencje zatrudnienia.

    2. Taka praca jest słabo płatna, bo jedyne zajęcie, które można przez nią znaleźć, to entry-level positions (pierwsza praca, zwykle oferowana absolwentom) lub surviving job (czyli mało prestiżowe zajęcia). 

    Znowu nie zgadzam się z tym do końca, bo agencjom zależy na tym, żeby obie strony były zadowolone. Dobry agent przypasuje Ciebie do pracy, a nie pracę do Ciebie.

    No dobrze, może ktoś zapytać, ale jeśli agencja akurat nie ma żadnej oferty dla mnie? Nie znalazłem nic na jej stronie, nie ma w żadnym agregatorze ofert.

    Jak zacząć kiedy nie widzę żadnej oferty pracy? I jak to zrobić, żeby nie tracić za dużo czasu?

    1. Wejdź na ten link z recenzjami agencji w Vancouver,  a potem na kartce napisz trzy najbliżej twojego domu.
    2. Zadzwoń do każdej z nich, zapytaj o procedury przyjęcia, powiedz, że jesteś specjalistą w tym i w tym i czy możesz podesłać swoje resume. Często zamiast resume proszą o wypełnienie aplikacji online, żeby od razu twoje dane trafiły do ich bazy.
    3. Zawsze proś o spotkanie. W Kanadzie wiele rzeczy załatwia się przez telefon, zdecydowanie więcej niż w Polsce, ale ja jestem zwolenniczką rozmowy twarzą w twarz. Nawet jeśli będzie to tylko 10 minut, to to już jest 10 minut więcej doświadczenia w kanadyjskim job hunting. 
    4. Kolejny plus agencji – poćwiczysz angielski, a może nawet przeprowadzą z tobą mock interview (czyli taką rozmowę kwalifikacyjną na sucho).
    5. Na koniec spotkania zabierz ulotki. Mimo że nie do końca przyjazne środowisku, mają aspekt psychologiczny, że ma się w ręku potwierdzenie swojego działania. A to zawsze pomaga.

    Refernecje czyli sprawdzanie

    Jedną z zasadniczych różnic w poszukiwaniu pracy pomiędzy Polską a Kanadą jest przygotowanie referencji. Ale nie wystarczy przygotować papierowych listów polecających z poprzednich, polskich miejsc pracy. Ja miałam takie papiery, przetłumaczone na angielski, z pieczątką działów kadrowych.

    Nie wystarczy.

    Kanadyjscy pracodawcy chcą uzyskać informacje u źródła, więc chcą często skontaktować się telefonicznie z osobami, które wskazaliśmy w referencjach. Ja prosiłam osoby z Polski na LinkedInie, czy mogę podzielić się kontaktem telefonicznym i wiem, że do niektórych moich byłych szefów dzwonili.

    Do instytucji finansowych popularne jest też przeprowadzanie wywiadu kryminalnego (criminal check).

    Na koniec bonus: linki do znanych nam i polecanych agencji pracy w Vancouver:

    Więc nie odrzucaj z marszu agencji pracy. To jest jedno z dobrych miejsc, gdzie po wylądowaniu w Kanadzie można szukać pracy. A jeśli interesuje Cię więcej artykułów o pracy w Kanadzie i w Vanouver, zerknij na te wpisy. Zwłaszcza ostatni – o tym, jak czasami agencja pracy potrafi oszukać!