Pracy szukanie i znajdowanie w Vancouver – moje obserwacje na początku emigracji


Napisałam ten post latem 2015, kiedy po trzech miesiącach pracy poprzez agencję pracy, firma zatrudniła mnie na stałe. Spisałam, co przyszło mi do głowy, czytając ogłoszenia o pracę, artykuły blogowe, informacje na LinkedIn, czy wreszcie słuchając historii wokół mnie.

Szukanie pracy w Vancouver to pestka dla osób z IT

Jak jesteś tym pożądanym tutaj (czytaj: programistą) to krótka rozmowa przez skype albo przez telefon jeszcze z Polski, (twoje) negocjacje, decyzja i już.

Wszystko za ciebie radośnie załatwia firma.

A jest co załatwiać :

  • ✔ Firma musi wystąpić o rodzaj zezwolenia na sprowadzenie obcokrajowca do pracy LIMA  (czytaj: nie było Kanadyjczyków którzy się nadają, więc zapłacimy 1000 CAD urzędowi emigracyjnemu, żeby w pozwolił pracownika z Polski zatrudnić, i to jak najszybciej).
  • ✔ No i już można pakować walizki, pozwolenie na pracę (inaczej wiza pracownicza) otrzymuje się na granicy (koszt około 150 CAD).

Wszystko fajnie, o ile pracodawca jest ok. Bo jak nie jest, i chce się z tej pracy odejść, to pozwolenie na pracę wygasa z automatu i nowy pracodawca musi występować o LIMA od początku.

No ale dobrze, dla potrzeb wpisu załóżmy, że posiadacz oferty pracy i pozwolenia na nią jest na miejscu, szczęśliwy, pracuje sobie i nic go nie obchodzi. To teraz żona (albo mąż oczywiście), czyli ten, co to pracy nie miał zagwarantowanej.

Czyli ja.

Jak ma przy okazji pracy małżonka załatwione przez jego firmę open work permit (czyli pozwolenie na pracę u dowolnego pracodawcy), to już jest coś.

Nawet jak zawód wyuczony nie tego, słabo jest poszukiwany. Język węgierski to raczej nie ta strona świata (z wykształcenia jestem magistrem hungarystyki i nie, nie jest to nauka o głodzie)

  • → to zawsze jest szansa w McDonalds czy Starbucks, dlaczego nie?

Najważniejsze to zacząć szukać, zacząć od byle czego, to się tutaj nazywa surviving job, czyli byle przeżyć, byle trochę doświadczenia kanadyjskiego mieć, byle się zaczepić.

#1

Zatem jak wygląda szukanie pracy w Vancouver? – polecam bibliotekę jako punkt wyjścia.

Znajdziesz tu:

  • darmowe kursy,
  • ocena CV i listu motywacyjnego,
  • warsztaty kariery.
  • i jeszcze wsparcie, oraz pełno innego dobra (biblioteka się kiedyś doczeka swojego wpisu, bo ja jestem psychofanką biblioteki publicznej)

W każdej bibliotece się odbywają, a w Centralnej to nawet cyklicznie. A także są miejscem, gdzie mówi się o innych miejscach, gdzie można się o kanadyjskiej pracy dowiedzieć i o pracę dowiadywać.

#2

No ale jeśli z racji bycia Polakiem jest się super przywiązanym do niezapomnianej obsługi z Powiatowego Urzędu Pracy, to proszę bardzo, można się wybrać do ośrodków rządowych, które pomogą w poszukiwaniach.

Tylko nie oczekujcie po nich bezsensownie długich kolejek, sfochowanej pani w okienku i nieaktualnych ofert dla spawaczy. To raczej kameralne kafejki WorkBC Centre, gdzie można skorzystać z internetu, ksero, kawy i wiedzy fachowej wolontariuszy, którzy pomogą podrasować cefałkę pod kanadyjskie standardy. Oczywiście bezpłatne.

No dobrze, więc popijamy sobie kawę, a pracy ani widu, ani słychu, no jakże to nie chcą nas i naszych wspaniałych umiejętności??? I to zagranicą??? A miało być łatwiej o pracę, niż w Polsce?!

I wtedy przychodzi ten moment, kiedy sobie uświadamiasz, że takich imigrantów jak Ty są setki, a kolejni czekają w kolejce, że niemalże co drugi z Azji chce do Kanady, no i pracę też chce, oczywiście.

A ludzie z Europy Zachodniej, myślicie, że ich tutaj nie ma, o nie, też jest ich sporo, w końcu pozwalniali te miejsca pracy w UK i w Irlandii, które teraz Polacy zapełniają.

#3

Dalej w temacie – przydaje się networking

Czym by nie był:

  • → ściana płaczu gdzieś w polskim sklepie/kościele,
  • → znajomi zaczepieni na ulicy,
  • → czy też profil na LinkedIn (Twiterze, Instagramie, Fejsie i gdzie tam sobie jeszcze chcesz też).

Jak kogoś poznajemy przy okazji wyżej wymienionych czynności (biblio czy kawka), to kontakt zapisany, mówimy, że jesteśmy specjalistą w tym czy w tamtym, i żeby jak ktoś coś słyszał, to my jesteśmy bardzo chętni.

Ja o sobie powiedziałam m.in. pastorce z kościoła i przelotnie poznanej mamie na placu zabaw, i po jakimś czasie dostałam info o pracy, która nie była nawet ogłaszana!

#4

To, co teraz robię, również  jest zasługą rekrutacji szeptanej (hihi), ktoś mnie znał i znał kogoś, kto chciałby mnie poznać.

Miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne, przeszłam background check (czyli pytają poprzedniego pracodawcę o mnie, i sprawdzają mój dyplom z UW) i dałam ofertę.

Na początku  byłam zatrudniona przez agencję pracy, obecnie podpisuję stały kontrakt z tutejszym pracodawcą. Robię to, co robiłam (kiedyś) w Polsce, ale o szczegółach może innym razem. Teraz cieszę się, że pracuję, choć stawka godzinowa nie powala, jak pracownik tymczasowy nie mam żadnych przywilejów pracowniczych typu płatny urlop :). Ale to jest pierwszy krok, put your feet into the door, pracuję.

Tytułem podsumowania: praca nie leży na ulicy, nie ma co śnić na jawie, tylko zrobić porządny wywiad, kogo potrzebują i z jakimi umiejętnościami. Zawsze też można zacząć od wolontariatu, to jest bardzo dobrze widziane.

Żeby zacząć. Potem się zobaczy 🙂


Przeczytaj inne posty o pracy w Kanadzie:

  1. Praca – poradnik
  2. Napisz CV czyli resume
  3. Słowo o agencji zatrudnienia
  4. 10 wskazówek co robić w Peak Hiring Season
  5. Szczegółowo jak pracy w Vancouver szukałam
  6. Kanadyjskie wykształcenie i doświadczenie – ważne?
  7. Kanadyjski start-up

Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.