Tag: dwujęzyczność

  • Wysłałam synów do dziadków i bardzo się cieszę! Dzieci na wakacjach w Polsce – zalety

    Wysłałam synów do dziadków i bardzo się cieszę! Dzieci na wakacjach w Polsce – zalety

    Wakacje się skończyły, życie wróciło na normalne, pospieszne tory. Do Vancouver wrócili nasi synowi, którzy lato 2019 (podobnie jak w 2015 roku) spędzali z dziadkami w Polsce.

    Do Polski latamy często. W 2018 byliśmy aż 3 razy. Podróż jest droga i daleka, i pewnie “bardziej się opłaca” lecieć na Hawaje albo do Meksyku. Ale ja nie myślę w ten sposób – to, co czuję, kiedy jestem z rodziną w Polsce, nie ma ceny.

    Chcę, żeby nasi synowie podobnie odczuwali Polskę i rodzinę w Polsce.

    Przez 10 miesięcy w roku to Kanada króluje w ich codzienności, więc te wyjazdy wakacyjne to jedyna okazja, żeby nauczyć się Polski – ich kraju pochodzenia.

    Na razie znają Polskę z:

    • z opowieści rodziców i dziadków;
    • z opowieści ogólnej: szkoła, książki (w tym szkolne podręczniki, ale o tym może innym razem…);
    • i właśnie z czasu wakacyjnego, z nami lub bez nas.

    Chcę napisać o korzyściach, jakie ma cała rodzina, kiedy dzieci mieszkające na stałe w Kanadzie są na wakacjach w Polsce.

    Mam nadzieję, że skorzystasz – może nie wszystkie zalety wymienione przeze mnie okażą się oczywiste?

    A na końcu wpisu jeszcze kilka słów, jak taki wyjazd ogarnąć.

    Na początek wielkie pozytywne zaskoczenie czyli:

    Komunikacja z nastolatkiem i nieoczekiwany benefit- rozmowy na Skypie.

    Rozmowy przez Skype wydawać się mogą nieprawdziwą rozmową. Wiadomo, od ruszania komórką boli głowa. Słowa czasami brzmią sztucznie. Coś miga, trzeszczy, w Polsce jest ciemno (zimą), w Vancouver jest jasno. Wygodne to to nie jest.

    Ale mimo to w te wakacje doceniłam Skype bo:

    Rozmowy na Skypie są świetne żeby zmusić dzieci, a zwłaszcza chłopców do komunikacji.

    Dzwoniliśmy do synów regularnie, a co więcej, Krzysiek (lat 12) sam inicjował te rozmowy! Miał komórkę ze sobą i do mnie dzwonił, jak tylko się obudziłam.

    I mimo odległości rozmowa toczyła się wtedy naturalnie! A jak świetnie poprawiła się komunikacja! Wielokrotne powtarzanie zdań, konieczność gawędzenia, zmusza do mówienia, czy się chce czy nie.

    To dobra okazja, żeby spokojnie porozmawiać z dzieckiem, nawet jeśli ta rozmowa odbywa się w niewygodnych warunkach.

    Z nastolatkiem na Skypie rozmawia mi się dużo łatwiej, niż z nastolatkiem bez Skypa.

    Poprosiłam też Krzyśka, żeby co wieczór napisał mi przez telefon kilka zdań po polsku o tym, co zrobili, gdzie byli, co jedli (tą infromacją dzielił się najczęściej, hehe). W ten, zupełnie nieinwazyjny, nieszkolny sposób ćwiczył pisanie po polsku, na komórce. I odsyłałam sparafrazowane zdania, powtarzając wyrazy, które napisał błędnie.

    O wiele łatwiej było mi namówić nastolatka na takie pisanie – mówienie, niż prosić o to, żeby się trochę pouczył.

    A skoro o języku i nauce. Wakacje w Polsce to jedna wielka przyjemna lekcja polskiego!

    Język polski – do przodu!

    Utrzymanie i rozwijanie języka polskiego u Krzyśka i Maćka to jeden z moich priorytetów rodzicielskich na emigracji. Wiele rzeczy odpuszczam (ah, ta cudowna magia olewania). Ale akurat język polski jest dla mnie super ważny.

    Dlatego z zachwytem przysłuchuję się młodszemu synowi – przez dwa miesiące fajnie nadgonił komunikację po polsku.

    Cieszy mnie zwłaszcza postęp w pisaniu! Znajomość polskiego to nie jest tylko mówienie po polsku. To także pisanie i czytanie w tym języku. Samo rozmawianie z dzieckiem po polsku w Kanadzie nie wyćwiczy tych dwóch umiejętności.

    Tutaj akurat z pomocą przyszły babcie – poprosiłam je, żeby codziennie z Maćkiem pisały/czytały krótki tekst. Nic wielkiego, maks 10-15 minut. Ale ponieważ robił te zdania z babciami w Polsce, to był zmuszony do mówienia po polsku tylko. I fajnie!

    Nie samym językiem wakacje stoją, a wakacje w Polsce to:

    Poznanie Polski – historia, tradycja, kultura!

    Pierwszy nasz urlop w Polsce, po roku mieszkania w Kanadzie, był wycieczką objazdową po ciekawych (naszym zdaniem) polskich miastach. Bardzo nam się ten wyjazd udał. Napatrzyliśmy się na to, co jest rzadkością w Kanadzie – starówki, historyczne miejsca, muzea.

    Szczegóły znajdziesz w poście z 2015 roku. Polecamy szeroko taką wycieczkę z dziećmi!

    W wakacje 2019 chłopaki pojechali z dziadkami pod Grunwald i …. przepadli z kretesem. Od czasu obejrzenia inscenizacji bitwy Krzysiek przeczytał chyba z 15 książek historycznych. A słowniczek Maćka wzbogacił się o takie polskie słowa, jak: kolczuga, topór, napierśnik, kołczan czy przyłbica 😀

    Opowiadali nam o Grunwaldzie z taką ekscytacją, że nie ma zmiłuj się, w przyszłym roku jedziemy tam wszyscy!

    Oprócz Grunwaldu było zwiedzanie Warszawy, Szczecina, Łodzi. Cieszę się, że dzieci na wakacjach w Polsce mogły poznać te miasta, w których mieszka ich rodzina, gdzie ich kuzynowie codziennie chodzą do szkoły, a wujek z ciocią jeżdżą do pracy.

    Dzięki temu znają Polskę codzienną, a nie podkolorowaną folklorem i tym polonijnym sentymentem, który, nie ma co kryć, jest obecny na każdym wydarzeniu polonijnym (zwłaszcza organizowanym przez starszą stażem Polonię).

    Codzienna Polska na wakacjach pozwala dostrzec i zalety, i wady. Dzieci oswajają się z takim obrazem świata, gdzie każdy medal ma dwie strony. I o to mi chodzi!

    Odwaga i odpowiedzialność – są tam sami, chociaż z dziadkami

    Jakby nie patrzeć, byli na wakacjach sami, bez mamy i bez taty.

    Widzę po Krzyśku wzrost odpowiedzialności za młodszego brata. Są też odważniejsi. Z dala od mamy i taty muszą być odważni.

    Nie jestem rodzicem helikopterowym – inaczej umierałabym ze strachu, nie wiedząc, co się z dziećmi dzieje. Kazałabym szczegółowo raportować, gdzie są i co robią. Na szczęście rozumiem, że odpowiedzialności wśród dzieci nie da się zbudować inaczej niż im na tę odpowiedzialność pozwalając.

    Bywały dni, że nie wiedziałam, czy synowie są w Polsce czy w Czechach. Ale wierzyłam i wiedziałam, że ich aktualni opiekunowie dadzą sobie świetnie radę.

    Strachy są tylko w mojej głowie. Czas najwyższy się ich pozbyć!

    Z odpowiedzialnością łączy się jeszcze jedna korzyść. Zwiększa się poziom wiedzy finansowej. Dzieci dostają jakieś drobne (albo i większe) kieszonkowe od rodziny i sobie nimi gospodarują. U nas wszystkie prezenty pieniężne w złotówkach będą przewalutowane na dolary i wpłacone na konto każdego syna. Ale żeby do tego doszło, synowie muszą podsumować swoje zasoby i pilnować zrobienia przelewu.

    To świetna okazja do porozmawiania o walutach różnych krajów, a także o możliwościach nabywczych w Kanadzie i w Polsce!

    Relacja dziadkowie – wnukowie. A korzystają rodzice

    Pewnie nie muszę cię specjalnie przekonywać do tego, że wnukowie mogą od dziadków dostać wiele dobrego. Uczucia, nauka, życiowa mądrość.

    Dziadkowie wychowują młodsze pokolenia inaczej niż rodzice. To świetna i rozwijająca wszystkich relacja, o ile poglądy dziadków nie stoją w sprzeczności z zasadami rodziców (takie rzeczy warto ustalić na początku wizyty!).

    Bardzo, bardzo mnie cieszy, że rolę “Złego policjanta”, który od 12 lat woła co noc: umyłeś zęby, synku? przejęli na okres wakacji dziadkowie.

    Dla mnie to wielka ulga emocjonalna. I sprzyja też mojej relacji z synami – bo w końcu nie tylko mama i tata są tacy zasadniczy. Dziadkowie też potrafią wymagać (a nie tylko słodyczami rozpieszczać)!

    A wujostwo? O, ci to dopiero dostają szkołę życia. Część naszego rodzeństwa nie ma jeszcze własnych dzieci, więc pobyt Krzyśka i Maćka u nich to całkiem ciekawe doświadczenie. I procentuje po obu stronach!

    Oczywiście, opisuję to, co dzieje się w mojej rodzinie. W twojej rodzinie może działać to zupełnie inaczej. I też dobrze!

    The best summer ever!

    Szczęśliwi, zrelaksowani rodzice to szczęśliwe dzieci!

    Dzięki wakacjom tylko we dwoje poznaliśmy się z Kubą jeszcze lepiej. Zachwyciliśmy się sobą i utwierdziliśmy w przekonaniu, że jest nam dobrze.

    Jesteśmy szczęściarzami. Jako dwudziestolatkowie nie mieliśmy okazji podróżować i odkrywać inne kraje. Nie było czasu na cieszenie się sobą, bo studia, synowie, praca, kredyt.

    Lato 2019 wynagrodziło nam te wszystkie lata, kiedy mieliśmy dla siebie mało czasu. Warto było czekać!

    Byłam na masażu (nie pomógł), byłam w górach (pomogło), byliśmy blisko siebie (ekhm ekhm 😀 ).

    Nie znoszę gotować, więc nie gotowałam, bo jak nie ma dzieci, to mogę być nieodpowiedzialna i zamiast gotowania, leżeć na macie do jogi (bardzo lubię!)

    Rodzicielstwo to pasmo bezustannych, małych decyzji i mikrospraw. Bombardują mój mózg od rana do wieczora. Nie jest łatwo w codzienności rodzica wpaść we flow, czyli taki stan głębokiego skupienia się na jednej rzeczy, na jednym rozwiązaniu.

    Dzięki pobytowi synów w Polsce odpoczął mój mózg – on też od czasu do czasu musi mieć szansę na wakacje! Udało mi się siedzieć na kanapie i długo myśleć o jednej, ważnej rzeczy. Albo pracować bez przerwy. Chodziliśmy na spacery w milczeniu.

    Spokój i cisza są towarem deficytowym, kiedy wokół są dzieci. Cieszę się, że dzięki wakacjom synów w Polsce mogłam sobie pozwolić na ten, jakby nie patrzeć, luksus 🙂

    Wyjazd dzieci do Polski wcale nie jest taki trudny do ogarnięcia!

    Oczywiście wszystko zależy od dobrej woli, ale na spokojnie da się ogarnąć podróż dzieci za ocean.

    Samodzielna podróż dziecka bez opiekuna jest jeszcze przed nami

    Ale już kilka razy chłopaki lecieli bez rodziców (z dziadkami tylko), lub z jednym rodzicem.

    Zawsze mam wtedy przygotowany dokument po angielsku ( nie, nie podpisałam go w obecności notariusza). Na stronie rządowej przeczytasz szczegóły oraz zobaczysz przykłady takiego listu – dokumentu.

    Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów na lotnisku. Ale wiem, że czasami oficerowie czy agenci na lotnisku lubią zapytać o zgodę obojga rodziców na podróż dziecka. Koniecznie sprawdź regulacje w danym kraju przed podróżą (tak, także jeśli masz tylko przesiadkę, sprawdź kraj tranzytowy).

    Kupowanie biletów lotniczych kiedy dzieci lecą z innymi osobami

    To również nie jest takie trudne, ale jednak czasochłonne.

    Około 2 godzin zajęło mi skoordynowanie wszystkich przelotów na wakacje 2019. Wisiałam na telefonie z Air Canada, a miły pan w Montrealu starał się mi pomóc.

    Utrudnieniem był fakt, że Krzysiek skończył w sierpniu 12 lat, czyli wyleciał do Polski na bilecie dla dziecka, ale wracał już jako dorosły.

    Nie mogłabym sama ustawić takiej opcji podczas rezerwacji online – dlatego dzwoniłam do Air Canada i robiłam rezerwację z ich agentem (wszystko bezpłatnie, cena biletu taka sama, jak w przypadku samodzielnego rezerwowania).

    Koniec końców mieliśmy trzy bilety: jeden dla Kuby, jeden dla synów i jeden dla mnie. Zostały one połączone w systemie i przypisane miejsca koło siebie.

    Wyjazd dzieci na wakacje do Polski ma więcej zalet niż minusów

    Tak, oboje z Kubą tęskniliśmy i byliśmy wręcz ogłupieni ciszą, jaka panowała w domu. Po 6 tygodniach tylko we dwoje zdarzało nam się żałować, że wysłaliśmy chłopaków na tak długo.

    Ale dzisiaj, kiedy jesteśmy już razem, kiedy ta codzienność kanadyjska bywa mocno przygnębiająca, wtedy wracam myślami do lata tylko we dwoje i dziękuję, że miałam możliwość spędzić ten czas tylko z mężem.

    Więc jest dobrze.

    Czego i tobie życzę!

  • Po polskiemu online – nauka języka polskiego w Kanadzie. Nasze doświadczenia

    Nie będę cię w tym wpisie przekonywać, że musisz posyłać swoje dziecko na naukę polskiego. Mam alergię na wszelkiego rodzaju polecenia rodzicielskie i rady parentingowe (chociaż ostatni post był mocno rodzicielstwem podlany).

    Sam(a) wiesz, czego potrzebuje twoja rodzina, to twoje dziecko i nic mi do tego, czy mówi/nie mówi/jak mówi po polsku.

    Chętnie podzielę się za to naszym doświadczeniem z nauką języka polskiego w Kanadzie. Na wypadek, jeśli ten temat byłby dla ciebie równie ważny, jak jest dla mnie.

    Wszyscy mówią emigrantom: ucz swoje dziecko języka kraju pochodzenia, dbaj o jego polski, dwujęzyczność to wielki dar.

    Mało kto powie ci, jak to zrobić. A nawet jak już ktoś powie, to wcale nie oznacza, że te metody będą działać w nauce akurat twojego dziecka. Ale próbować warto, c’nie?

    Ten wpis ukazuje się, kiedy Krzyś zdaje egzamin kończący czwartą klasę polskiej szkoły online, w programie uzupełniającym (18/8/2017).

    Przeczytaj, jak wyglądają nasze doświadczenia z nauką języka polskiego w Kanadzie.

    Nie znalazłam wiele informacji w internecie, jak codziennie organizować sobie naukę z dzieckiem, które jest na różnych stadiach rozwoju języka.  A jak masz więcej dzieci, o panie, toż to robota na dwa i pół etatu na stażu bezpłatnym. I nie licz na wdzięczność dzieci, przynajmniej nie od razu, a kto wie, czy w ogóle.

    Ostrzegłam? No! To teraz będzie mięsko czyli konkretnie jak jest u nas (stan liczebny dzieci: Krzyś 10 lat i Maciek 5 lat)

    Zanim opiszemy online, będzie offtop offline (hehehe)

    Nauka języka polskiego w szkole stacjonarnej

    W wielu miejscach za granicą są polskie szkoły (zwykle sobotnie) lub szkoły mające język polski w curriculum. Możesz nie cieszyć, się faktem, że masz w około wielu Polaków, ale dzięki temu masz więcej szkół polskich (przypuszczalnie). No chyba, że ten fakt cię nie rusza (to wtedy co ty robisz w tym wpisie, hę?)

    Także w Vancouver jest polska sobotnia szkoła, przy kościele parafialnym. Ale my nie posyłamy tam chłopaków ponieważ:

    • szkoła trwa kilka godzin w sobotę, a ja nie chcę weekendu przeznaczać na naukę ciurkiem od rana (i dojazdy);
    • nie przekonuje mnie materiał i sposób nauczania (ale przyznaję, wiedzę mam tylko ze słyszenia);
    • wolałabym, żeby szkoła była przy organizacji neutralnej światopoglądowo;

    Kasia, mama w uk, była taka dobra i poopowiadała mi trochę któregoś razu na Skypie o swojej sobotniej szkole w Anglii. Takiej super szkole, co dostała nagrodę, a powinna co najmniej dwie!

    I gdybym taką szkołę miała w Vancouver, być może chłopaki by do niej chodzili. Ale nie mam.


    No dobrze, ustaliliśmy już, że idziemy w formy nauki online. Poniżej trochę o szkołach (programach), które to umożliwiają (lub umożliwiały)

    Nauka języka polskiego online

    Jeśli znasz wpis o naszych początkach z nauką online, to wiesz, że wybraliśmy ten sposób, żeby zachować ciągłość w polskiej edukacji, bo planowaliśmy wrócić do Polski po roku pobytu w Kanadzie.

    Potem kontynuowaliśmy tę formę nauki niejako siłą rozpędu.

    #1

    Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą; ORPEG

    • bezpłatna;
    • pierwsze wrażenia w drugiej klasie opisaliśmy trzy lata temu;
    • dostaje się świadectwa polskiej szkoły, można wypożyczyć podręcznik (przysłano nam je do Vancouver), uczeń ma legitymację.

    Nasze uwagi po trzech latach nauki:

    Za dużo materiału nieprzystosowanego dla dziecka, które ma język polski jako język obcy, jako drugi język.

    Krzyś przyjechał do Kanady jako siedmiolatek czytający, piszący i mówiący po polsku bez akcentu. Ale dla niego słowa palisada czy podział wypowiedzeń ze względu na cel to są pojęcia tak abstrakcyjne jak…. dla każdego innego dziecka w Polsce (tak, materiał szkoły podstawowej polskiej jest przeładowany i niedostosowany do rozwoju emocjonalnego dziecka, jeśli polski rodzic w Polsce ma z tym problem, to co mają powiedzieć rodzice pracujący i mieszkający za granicą?).

    → Co roku Krzyś wykonał pięć prac kontrolnych (wysyłane skanem) oraz zdawał egzaminy ( w Warszawie), żeby przejść do następnej klasy. W klasach 1-3 egzamin był jeden (termin ustalaliśmy wcześniej, było sporo do wyboru), teraz ma dwa jednego dnia (jeden o 8 rano, drugi o 12). Można było mieć egzaminy rozłożone na kilka dni.

    → Lekcje pojawiają się na koncie ucznia na platformie, w formie plików pdf (prezentacja) i ćwiczeń do wydrukowania. Całość materiału oparta została na podręcznikach dla polskich dzieci w Polsce. Szkoda, że nie było dostępu do wszystkich lekcji od początku roku – łatwiej byłoby przygotować sobie plan nauczania.

    → Dzieci mogły uczestniczyć w webinariach. Co dwa tygodnie był język polski, wiedza o Polsce (historia oraz przyroda), a także dodatkowe zajęcia z ortografii. Ze względu na różnice czasowe, Krzyś od dwóch lat nie bierze udziału na żywo w tych webinariach (odsłuchujemy je potem, albo i nie, bo niestety często są nudnym odczytaniem przez nauczyciela punktów z prezentacji).

    → Są dyżury nauczycieli, ale na żaden jeszcze nie trafiliśmy.

    #2

    Polskie Szkoły Internetowe Libratus

    • bezpłatna;
    • w tej szkole Maciek zaczyna zerówkę we wrześniu 2017. Jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądała ta nauka i planuję napisać posta porównawczego.
    • do tej pory otrzymaliśmy informację o webinariach dodatkowych dla dziecka i dla rodzica (dotyczących m.in. metodyki), a otwarte wykłady można zobaczyć na ich kanale.
    • egzaminy można zdawać w innych miastach niż Warszawa, a także za granicą;
    • z informacji na stronie wynika, że szkoła nie prowadzi już naboru na rok szkolny 2017/2018. Zapraszają do swojego drugiego projektu – Polonijki (zerknij poniżej po informacjie o naszych wrażeniach z lekcji demo);

    #3

    Polonijna Szkoła Podstawowa Polonijka

    • płatna – aktualnie trwa promocja – 50% czesnego;
    • zanim zdecydujesz się na naukę w tej formie, masz dostęp do lekcji demo;
    • szkoła proponuje naukę dla dzieci w wieku od 5 do 15 lat, które po zweryfikowaniu poziomu języka realizują program danej klasy i korzystają z opracowanych materiałów;
    • ciekawa i wcześniej nam nieznana opcja: Kolega z ławki. Miałeś pen pala w dzieciństwie? No właśnie, teraz twoje dziecko może mieć takiego kolegę. Taki prosty pomysł, a jaki skuteczny we wzajemnej motywacji. Brawo za zachęcanie do uczenia się wspólnie z innymi – umiejętności miękkie są ważniejsze niż nauka dat czy reguł gramatycznych;
    • podoba mi się opcja wyboru przedmiotów, których będzie uczyło się dziecko – to dobry pomysł dla zapracowanych rodziców, którym bardziej niż na realizowaniu podstawy programowej, zależy na kontakcie z językiem polskim, nawet jeśli miałaby to być tylko jedna godzina tygodniowo;
    • strona internetowa i platforma są ładne i przejrzyste w obsłudze. Nie przeładowana dodatkowymi treściami i przy stronie oraz platformie ORPEG, Polonijka wypada na plus;
    • pełen kurs, podzielony na 35 tygodni, jest dostępny przez cały rok, co znowu pozwala uniknąć nerwowego sprawdzania, czy są na pewno wszystkie prezentacje potrzebne do wykonania prac kontrolnych (których to prac kontrolnych nie ma, ergo  mniej stresu dla dziecka);
    • lekcje odbywają się  raz w tygodniu (webinaria), a także dodatkowo są spotkania w małych trzyosobowych grupach;
    • na koniec roku szkolnego uczeń może podejść do egzaminu, ale nie musi. Dostanie certyfikat opisujący jego umiejętności. My akurat lubimy ten dodatkowy powód, żeby w wakacje odwiedzić Polskę na egzamin stacjonarny, ale umówmy się, przylot z Kanady tylko na egzamin to spore wyzwanie (i koszt).

    Nasze uwagi po lekcji testowej (porównując z ORPEG):

    → Dobrze, że wszystkie informacje są dostępne bezpośrednio w module, że nie trzeba całości prezentacji ściągać (w ORPEG czasami mieliśmy aż 60 stron prezentacji do przeczytania, halo Hela, to za dużo!).

    → Rodzic jest dużo bardziej prowadzony za rękę niż w ORPEG:

    • Na początku lekcji jest agenda (chociaż ja proszę, po co rodzicom pisać: doskonalimy umiejętność syntezy słuchowo-wzrokowej, hę?).
    • Później czytelny podział na to, co robimy: czytamy, piszemy. 
    • Są także przykłady pytań, które rodzic może zadać dzieciom. Spore ułatwienie dla rodzica, który musi sam dziecku opowiedzieć materiał, a nie wie, od czego zacząć (w ORPEG mamy po prostu załączone materiały, brakuje scenariusza, jak ten materiał przerobić ).

    → Treści interaktywne są wklejone bezpośrednio w lekcję, a nie dodatkowo, a więc nie trzeba przerywać czytania prezentacji, żeby np. posłuchać proponowanej piosenki.

    → Chłopakom podobało się, że nauka odbywa się nie tylko poprzez odczytywanie prezentacji, ale można obejrzeć filmy, zagrać w grę edukacyjną, zobaczyć treści multimedialne inne niż nudne pdfy.

    Zapowiada się ciekawie, bo dzięki takiej platformie zamiast uczyć się polskiego z dzieckiem, będziesz się z nim po prostu po polsku bawił. Zacieram ręce na zerówkę Maćka i mam nadzieję, że będzie nam coraz łatwiej z językiem polskim.

    Tak, wiem, że ta nauka kosztuje. Ale halo, serio na naukę języka obcego polskiego będziesz skąpił?

    Sam zobacz: w Anglii punktuje się znajomość polskiego jako języka obcego i można go w tej formie zdawać na egzaminach. O ile łatwiej się jest przygotować z języka, którym mówią rodzice i dziadkowie? Nie wiem, jak to wygląda w Kanadzie, bo rozkminianie edukacji ponadpodstawowej jeszcze przede mną (a co myślę obecnie, opisałam w tym poście). Jeśli jednak zostaniemy w Kanadzie na stałe, chcę, żeby chłopaki biegle posługiwali się językiem polskim. Tak jak, gdybyśmy byli w Polsce, chciałabym, żeby super znali angielski.

    I proszę mi tutaj nie pisać, że język polski niepotrzebny. Znajomość każdego, nawet najmniej popularnego języka jest super bonusem, to piszę ja, hungarysta z wykształcenia. I nigdy nie wiesz, czy język polski się twojemu dziecku nie przyda.

    Patrz, miało nie być moralizatorstwa i uwag parentingowych, ale jednak nie mogłam się powstrzymać 😉

    Jeśli masz swoje doświadczenia z nauką polskiego online, podziel się linkiem w komentarzu, a ktoś ci podziękuje.


    Ps. Ten post jest pierwszym sponsorowanym tekstem na blogu.

    PS2. Jeśli to jakoś wpłynęło na odbiór tekstu, śmiało mi napisz: Kaśka, nie idź tą drogą!

    I koniecznie trzymaj kciuki za Krzysia!

  • Halo! Halo! Tutaj polskie radio w klonowym gaju. Nadajemy audycję z kanadyjskiego kraju!

    Brzmi znajomo? Gdzieś tam przypominają sie słowa wierszyka dla dzieci? Dobrze pamiętacie.

    To będzie post o tym, jak rodzina Kanada się nada odwiedziła rodzinę radia….[hahaha, nie mogłam się powstrzymać]…. , jak Kanada się nada została zaproszona do audycji w polskim radiu IKS, nadającym ze studia w Surrey. Tadadam!

    Radio, radio, radio.

    Wciąż gra i wciąż ma się dobrze.

    Wyrywkowo spytana koleżanka, od 6 lat w Vancouver, była zaskoczona, że jest  tutaj polskie radio.

    Ja sama, przyznam szczerze, też byłam zaskoczona, kiedy dostaliśmy na facebooku pytanie od Rafała, czy chcemy opowiedzieć na antenie, jak nam się Kanada nada.

    Byłam zaskoczona słysząc, że są polskie audycje.

    A audycje są, bo są ludzie, którym się chce je robić.

    Więc w tym miejscu piszemy wielkie: DZIĘKUJEMY!
    Że Wam się chce robić polskie radio dla Polaków w Vancouver i okolicy.

    Jak wyglądała nasza wizyta w polskim radiu w Surrey?

    Sobota 18. lutego, godzina już-nie-tak-bardzo poranna, pakujemy się do samochodu, na szczęście sprawnego.

    Ustawiony GPS pokazuje 30 minut drogi, włączamy audiobook “Baśniobór” (ostatnia miłość Kuby i Krzysia) i ruszamy w drogę z Mount Pleasant do Surrey.

    W Surrey, którego nie znam za dobrze, ale ze słyszenia wiem, że sporo się tam dzieje polonijnych wydarzeń, chociaż my mijamy tylko Hindusów na ulicach, lokalizujemy budynek radia RED, z którego nadaje polskie radio IKS.

    I teraz nie będę się za bardzo rozpisywać, kim są ludzie, którym się chce robić radio, tylko dam linka do strony:

    Wchodzimy do budynku, chłopaki oczarowani widokiem tylu mikrofonów, bo już od dawna wizyta w radiu była na liście ich marzeń.

    Co niedzielę synów kusi trójkowa “Zagadkowa niedziela”, do której z Vancouver trudno się dodzwonić.

    A tu proszę, zaproszenie do Iksa i jeszcze będą mogli coś powiedzieć.

    “Ale mamo, co ja mam powiedzieć?” – Krzyś gorączkowo przygotowywuje sobie skrypt.

    “Ładnie i wyraźnie odpowiesz na pytania, czy lubisz Kanadę, i co byś poradził dzieciom, które przyjeżdżają do Kanady z Polski, jak mają znaleźć kolegów?”.

    Co Krzysiek powiedział, i czy Maciek lubi Vancouver usłyszycie w nagraniu poniżej.

    A także o tym, przy jakim filmie pracował Kuba, czego moim zdaniem potrzebują Polki w Vancouver oraz czy Kanada się nam nada?

    (jeśli chcesz posłuchać konkretnie nas, to jesteśmy od minuty: 28:05, 35:00, 46:30, 54:05, 1:11:10, 1:23:00; wyszukał kolega Paweł z grupy facebookowej)

    KLIKNIJ, ŻEBY POSŁUCHAĆ


    Radio, tak jak blog, ma sens tylko wtedy, kiedy są ludzie, którzy go słuchają.

    • Dajcie znać, co chcielibyście usłyszeć w polskim radiu, jaką muzykę, jakie informacje?
    • Ktoś chce pomóc chłopakom przy tworzeniu audycji? Zgłaszać się do Rafała – radioiks@gmail.com
  • Jak rozmawiać z Kanadyjczykami? (III) Gdzie ty mi tu z tym akcentem !? Czy warto pracować nad kanadyjską wymową?

    Wiem, wiem, nudna jestem. Znowu post o języku. Nauczycielem czy lingwistą nie jestem, a się wymądrzam. Trochę się może znam na węgierskim, a angielskim piszę. I o tym, jak rozmawiać. Serio, ktoś to czyta?

    Blog jest o Kanadzie, a Kanada to nawet się nie umie zdecydować na jeden język urzędowy. Eh.

    Jednak statystyki nie kłamią – pokazuje mi, że pozostałe dwa posty Jak rozmawiać z Kanadyjczykami (I i II), przeczytaliście. Nie wiem, czy z przyjemnością, ale na wszelki wypadek się nie pytam 😉

    Za to dzisiaj napiszę Wam o akcencie i czy warto pracować nad kanadyjską wymową

    Czy wiecie, że niektóre z ofert pracy wymagają od aplikantów senior level of English?

    Zawsze ilekroć wpadam na taki tekst, zastanawia mnie, co też autor miał na myśli. No dobrze, mniej więcej wiem, co autor miał na myśli, niemniej jednak zgrzytnęło trochę i zaleciało niepoprawnością polityczną. I jakże to tak Pani Kanado kochana, hę?

    Już widzę oczami wyobraźni rekrutację na takie stanowisko. Wchodzisz, mówisz dzień dobry, które po angielsku w Twoim wykonaniu może brzmieć dźnbry i pozamiatane. Pracy nie dostaniesz, bo nie jest to senior level of English. Choćbyś nie wiem jak dobre pierwsze wrażenie strojem, uśmiechem i mocnym uściskiem dłoni zrobił.

    W tym poście rozważania o akcencie będą. Czy w ogóle warto sobie pracą nad akcentem kanadyjskim głowę zawracać? W końcu dzień dobry, to dzień dobry, a nie do widzenia. Jasne chyba ! No więc nie do końca.

    Ilekroć ktoś się nas pyta, od czego zacząć marzenie o wyjeździe do Kanady, zawsze odpowiadam: angielskiego się ucz.

    Odpowiesz: angielski znam. Na poziomie. Często ludzie, którzy już trochę pomieszkali/popracowali za granicą w ogóle sobie poziomem języka głowy nie zawracają.

    Czy to jest senior level of English?

    Mój LinkedIn z dumą prezentuje, że mam fully professional level of English.

    Pracę w Kanadzie znalazłam i to nawet taką za więcej niż 20 CAD za godzinę. Więc może nie jest tak źle. Środkowowschodnioeuropejski akcent dał radę. Wystarczył szkolny angielski i korpomowa z Polski, i nawet zażółć gęślą jaźń wyzierające gdzieś za międzyzębowego “th” nie przeszkodziło pracy znaleźć, dogadać się, swobodnie funkcjonować w kanadyjskiej rzeczywistości !

    Ale, ale. Ponawiam pytanie: czy to się już kwalifikuje jako senior level of English?

    Na początku emigracji w ogóle o akcencie i wymowie mojej angielskiej nie myślałam. Serio, są ważniejsze sprawy. Emocje poukładać, życie przenieść za ocena. Gdzie ty mi tu z tym akcentem?!  Koleżanki-imigrantki miło komentowały moją wymowę. A Kanadyjczycy jedynie się uśmiechali podczas pogawędek.

    Ale po jakimś czasie, po wielu rozmowach, i jeszcze większej ilości uprzejmego niedowierzania na twarzy rozmówców, postanowiłam przyjrzeć się swojej wymowie.

    Kiedy ta myśl zakiełkowała w głowie, nie zaczęłam pytać ludzi. Po prawdzie to niektórzy niepytani wyrażali swoją opinie w stylu:

    Mamo, no weź nie mówisz tak, jak pani w szkole.
    #dzieckozawszeprawdepowie
     
    Spytany sąsiad [Serb] powiedział, żeby sobie tym głowy nie zawracać, bo nie ma to znaczenia i u niego w firmie (branża IT) są managerami Azjaci, których nikt nie rozumie, taki mają akcent, a ludźmi kierują.

    I tak to sobie trwało do momentu, kiedy poznałam Catherine, która od kilkudziesięciu lat uczy, jak sprawić, żeby wymowa była lepiej rozumiana przez mieszkańców Ameryki Północnej.

    [Od razu jestem winna jedno słowo wyjaśnienia: zdaję sobie sprawę, że akcentów kanadyjskich i amerykańskich jest sporo i różnią się między sobą. Termin “wymowa północnoamerykańska” to mocne uproszczenie, ale na początek dobre i to. Potem możesz się uczyć jak mówią w Montrealu, a jak w Yukonie.]

    I wiecie co mi Catherine powiedziała po naszym spotkaniu ? Oto ja się przedstawiam: My name is Kate. A co ona słyszy? ‘mining is gate‘.

    Lekko się zacukałam, no jakże to? Nawet swojego angielskiego imienia nie umiem wymówić? Zgrzyt.

    A potem było jeszcze gorzej. Nagle moje success stało się ‘sak as‘ (wystarczył akcent na pierwszej sylabie, żeby Kanadyjczyk z zakłopotanym uśmiechem zastanawiał się, o co chodzi). Że warto w imię poprawności politycznej nie wymawiać mocno Warsaw (‘łorsoł’), bo brzmi podobnie do: widziałam wojnę, a w obecnych gorących czasach i w obliczu wojny w Syrii może to zostać źle odebrane.

    Okazuje się, że mój angielski jest zrozumiały. Ale nad wymową mogłabym popracować. I osiągnąć kiedyś senior level of English!

    Można się pozbyć akcentu nawet będąc dorosłym. Może nie do końca, ale zredukować znacznie na pewno się da.

    I warto, bo to, jak nas słyszą, wpływa na nasze szanse kariery zawodowej.

    W Ameryce funkcjonuje już nawet pojęcie sufitu akcentowego. A to oznacza, że z akcentem silnie wskazującym na pochodzenie nie-północnoamerykańskie awansować możesz do pewnego stopnia. I raczej nie zostaniesz przyjęty do pracy, gdzie wymagany jest ten najwyższy poziom języka.

    Kiedy więc poczujesz, że to już ten czas, zastanów się nad swoim akcentem. I sam odpowiedz sobie na pytanie, czy warto pracować nad kanadyjską wymową. Ja uważam, że tak. Na kurs indywidualny na razie mnie nie stać i wciąż jeszcze nie jest to sprawa priorytetowa w moim emigranckim życiu. Za to korzystam z darmowych materiałów i meet upów.

    I cieszę się, że nie mam tak ciężko jak Azjaci, kiedy próbują powiedzieć “focus on” a wychodzi….’fakas’

    Nie przekonałam Cię? Koniecznie zajrzyj na youtube, żeby zobaczyć, ile tam filmików o akcencie w języku angielskim. Brytyjski, kanadyjski, z południa Stanów. Od wyboru do koloru.

    A jak masz problem z wymową, to z pomocą przybywa Google. Jak wpiszesz: how to pronunce xyz , wtedy Google pokaże okienko, jak na obrazku poniżej. Wybierasz akcent amerykański. Różni się od kanadyjskiego, ale jednak mniej niż brytyjski.

    show where to find pronunciation in Google Kanada się nada blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

    Napisz mi w komentarzu, czy twoim zdaniem warto pracować nad akcentem? Czy raczej skupiasz się na innych obszarach w swojej nauce angielskiego?

  • 8 stron internetowych które nas inspirują i pomagają ogarnąć dwujęzyczność w Kanadzie

    Lekcje polskiego online w czwartej klasie to nie przelewki. Skończyło się nauczanie początkowe, zaczęło się nauczanie końcowe [Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać od napisania tego, hihihi.]

    Wciąż nie mamy podręczników, które mają zostać przysłane nam na wypożyczenie, to na platformie ORPEG nauczycielki załączają całkiem sporo materiałów do pracy własnej.

    Wystarczy tylko wydrukować i już siadaj drogi synku i pisz, co to głoska, co litera, a co sylaba. Jest co robić i z czym pracować.

    Domyślasz się pewnie, że będzie to kolejny wpis opisujący dwujęzyczność dzieci w Kanadzie. Ano tak. Plus 8 wartościowych stron internetowych.

    Uzupełnię wcześniejsze notki o tym, jak to jest z mówieniem chłopaków po polsku i po angielsku. Staraliśmy się bez lukru opisywać, jak to wygląda.

    Jeśli śledzicie bloga od początku, to pewnie zauważyliście, że mam na tym punkcie lekkiego świra. Dwujęzyczności znaczy się.

    #kilka słów dla tych, co dopiero nas poznają. Czyli złe dobrego początki.

    Sytuacja po przyjeździe wyglądała pokrótce tak: Krzyś (wtedy 7 lat) niewiele umiał powiedzieć/napisać po angielsku, po polsku mówił dużo i poprawnie, gorzej z ortografią.

    Tak było w październiku 2014. Maciek (wtedy 2,5 roku) nie mówił po polsku, ani po angielsku. Teraz, po dwóch latach, sytuacja językowa wygląda już dużo lepiej, uff.

    Ponieważ wciąż nasze życie w Kanadzie ma charakter tymczasowy i założenie jest takie, że wracamy*  do polskiej szkoły/przedszkola [*czas przyszły nieokreślony, wiem, wiem, bo zaraz by się pojawiły pytania, kiedy wracamy] , najważniejsze jest dla nas, aby język polski (zagranicą mający status języka mniejszościowego) był przez chłopaków opanowany na poziomie rodzimego użytkownika.

    I o ile z Krzyśkiem nie będzie problemu z polską dykcją, to u Maćka wymowę trzeba ćwiczyć w większym zakresie.

    Nie zdziwicie się zatem, że często szukam pomocy i inspiracji w Internecie.

    Bardzo dziękuję logopedom, blogerom, słowem wszystkim, którzy się wiedzą dzielą 🙂

    #zebrałam linki do wartościowych blogów/stron/projektów, które pomagają nam z nauką polskiego. Oraz tłumaczą, jak emigracyjna rzeczywistość wpływa na dzieci, rodziców, komunikację i życie. O tak!

    • Blog bilingualhouse prowadzony przez polską logopedkę w Menchesterze. To  miejsce w internecie, opisujące doświadczenia rodziny dwujęzycznej. Aneta pisze ( i nagrywa filmiki) w prosty sposób o nauce języków, dwujęzyczności polsko-angielskiej. Znajdziesz tam ciekawie podane informacje naukowe oraz opisy codzienności. Bardzo podoba mi się również fanpage, na którym autorka poleca wartościowe treści innych logopedów, lingwistów czy wreszcie rodziców dzieci wielojęzycznych.
    • Serwis Dobra polska szkoła to polonijny portal informacyjny w Nowym Jorku.  Wbrew nazwie nie ogranicza się jedynie do tekstów informacyjnych czy promocyjnych dla Polonii w NYC. Ja często znajduje tam ciekawe refleksje, rady,  wzmianki o książkach dla dzieci wartych uwagi, czy linki do osób, które naukowo zajmują się dwujęzycznością. Jakoś tak ciepło mi się zrobiło w sercu, czytając, że projekt Cała Polska czyta dzieciom wsytępuje także w wersji Cała Polonia czyta dzieciom. Przyznam szczerze, że kiedy zaglądam na ten portal, to zazdroszczę rodakom, którzy mieszkają w miastach z liczniejszą Polonią. Tyle się dzieje….
    • Kasia w Anglii czyli mamaw.uk to bardzo ładny i wartościowy blog, na który zaglądam z przyjemnością. Czytam wpisy o wychowaniu dwujęzycznej córki w angielskiej rzeczywistości, która miejscami zdaje się być bardzo podobna do tej kanadyjskiej (rzeczywistość, nie córka). Kasia ma świetny dar plastycznego przekazywania informacji, nic więc dziwnego, że jej wpisy cieszą się dużą popularnością. Czekam na wpisy o tym, jak będzie im szła nauka w polskiej szkole online Libertus, bo my korzystamy z konkurencyjnego systemu ORPEG.
    • Kolejny blog logopedyczny, Dwujęzyczność i dwukulturowość, pisany przez Elżbietę. To z jej bloga ściągnęłam pomysł dzienniczka dla Krzyśka, zaraz na początku pobytu w Kanadzie. Podoba mi się również inicjatywa: Turnusy wakacyjne dla rodzin z dziećmi dwujęzycznymi. Świetna okazja, żeby wypocząć w gronie rodzin z podobnymi doświadczeniami i Polską się cieszyć.
    • [blog czasowo niedostępny] Pamiętam, że kiedy pierwszy raz wpadłam na blog Mai lifeabroad.pl, byłam zdumiona, że jest gdzieś na świecie dziewczyna, która zna odpowiedź na wiele z moich eimgracyjnych pytań i wątpliwości matki-ekspatki. Maja pisze z południa Stanów Zjednoczonych, ale w jej artykułach znajdziesz zgrabnie przekazane uniwersalne porady i ciekawostki, przydatne niezależnie od kraju Twojej emigracji.
    • Strona (blog) Dzieci dwujęzyczne Faustyny. Tutaj znajdziesz kolejną porcję informacji i historii o dzieciach dwujęzycznych. Autorka dzieli się linkami do innych stron (będzie co czytać w długie zimowe wieczory)…
    • Link podesłany przez koleżankę z dawnej pracy (dzięki Marta Z.) czyli Centrum Głoska. Krótkie, treściwe posty, napisane zrozumiałym językiem. Ciekawa propozycja dla rodzin niemających dostępu do szkół polskich  – z Kasią dzieci mogą się uczyć czytać po polsku przez Skype’a.

    Wszystkie powyższe strony pełne są wskazówek znacznie ułatwiających codzienną naukę języka polskiego w naszym domu.

    Ale najważniejsze dla mnie jest poczucie, że nie jesteśmy osamotnieni w naszych “zmaganiach” z językami.

    Uczenie się języka polskiego w Kanadzie to zajęcie czasochłonne.

    W dodatku ponieważ nauczycielem jestem najczęsciej ja, bywa, że mocno frustrujące (każdy kto mnie zna, powie, że cierpliwość nie jest moją największą zaletą).

    Bardzo mi wtedy pomaga czytanie postów innych mam-emigrantek, mam dzieci dwu- lub więcej- języcznych, które też czasami mają dość, brakuje im siły, pomysłu czy planu.


    Dziecku nie wystarczy powiedzieć:

    weź ucz się polskiego, bo to piękny język. Bo to nasz język. Bo jesteś Polakiem.


    Trzeba je cały czas zachęcać, motywować, zwłaszcza, że nie brakuje pokus spędzania czasu inaczej niż nad polską ortografią.

    Dwujęzyczność jest wspaniałym darem. Ale i sporo z nią roboty. Znasz nasze historie?

    Znasz dobry tekst o dwujęzyczności?  Podrzuć w komentarzu, a  ktoś Ci podziękuje!

  • Jak rozmawiać z Kanadyjczykami ? [ część I ] Z czym ja miałam problem? No dobra, wciąż mam….

    Najpierw tytułem wstępu. Kto mnie zna, wie, co studiowałam. Kto mnie zna lepiej, wie, co teraz myślę o takim wyborze studiów [dyskretny chichocik w tym miejscu. Studiowałam hungarystykę].

    Zawsze lubiłam język i wielu się uczyłam (zważ na różnicę: uczyłam, a nie na-uczyłam).

    Wiele rzeczy, jeśli nie wszystkie w życiu, zależą od naszej umiejętności komunikowania się.

    Nie bój się, nie ja to wymyśliłam, więc gwarancja jest, że ktoś mądry już tę prawidłość udowodnił.

    Ja co najwyżej mogę się podpisać wszystkimi czterema kończynami pod tym stwierdzeniem, zwłaszcza po dwóch latach mieszkania w kraju, którego język wciąż jest dla mnie obcym.

    Często myśląc o tym, co stanowi  naszym powodzeniu na emigracji, nie poświęcamy za dużo uwagi komunikowaniu się czy językowi.

    Naturalnym jest myślenie o pracy, mieszkaniu, aklimatyzacji. Gdzieś może się zawahamy, co do angielskiego, no ale proszę Cię, angielski?! Ja nie dam rady? Kto, jak nie ja?

    Sama tak myślałam.

    Błąd! I mimo że nie obawiałam się o swój angielski, to z zaskoczeniem zobaczyłam, że się z Kanadyjczykami nie dogaduję.

    Zaczęłam się zastanawiać i lojalnie uprzedzam drodzy czytelnicy, że będzie na blogu seria postów pt. Jak rozmawiać z Kanadyjczykami? Bo mam potrzebę wygadania się na ten temat.

    I zapisania ku przestrodze i ku pamięci [mojej głównie]

    To zaczynamy:

    Jak rozmawiać z Kanadyjczykami? Moje grzechy komunikacyjne

    1. grzech główny – długość wypowiedzi

    Ja jestem gaduła, serio mogę zagadać każdego.

    Więc moja największą bolączką nie jest to, że kogoś nie interesuje, co mam do powiedzenia. Mnie nie interesuje, że jego nie interesuje, byleby słuchał.

    Kanadyjczycy to naród mający opinię grzecznych i uprzejmych ludzi.

    Myślisz, że stali i słuchali, jak Kasia nawija? O nie !

    Kanadyjczycy nie będą słuchać, oni dadzą jasno do zrozumienia, że nie mają czasu na dłuższą rozmowę. Taktownie ją skończą, ale skończą definitywnie.

    I mogą zacząć unikać rozmowy ze mną od tej pory, bo właśnie dostałam łatkę gaduły i zanudzacza.

    Trudno o drugą szansę.

    Oczywiście nadal będą uprzejmi, ale będzie to uprzejmość podszyta lekką nutką niecierpliwości i dystansu.

    Nie polecam !

    2. grzech główny, wypływający z 1. – monopol na rozmowę

    Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że jako gaduła podpadam dodatkowo pod kategorię monopolista rozmowy.

    Ciężko się samemu zdiagnozować, bo miałam święte przekonanie, że robię dobrze społeczeństwu, bo przecież podtrzymuję konwersację. I wchodziłam głębiej i głębiej w temat, obierając go jak cebulę z warstw i nie patrząc, że innym już od niej lecą łzy z oczu.

    I Kanadyjczycy mi pokazali (grzecznie, a jakże !), jak pohamować zapędy takiej monopolistki i gaduły . Mówili na przykład tak:

    Wow Kate, that’s amaizing that you you had a great time on camping. Before you continue I need to let you know that in few minutes I have to get back to…..

    Well, Kate that’s really something. I have to take care of…. right now. Maybe we can catch up later.

    A skoro o przerywaniu mowa….

    3. grzech główny – przerywam wypowiedzi innnych

    Niegrzeczne i wyjątkowo źle widziane w Kanadzie.

    Z wyjątkiem sytuacji opisanych powyżej, czyli przerywanie celem zatrzymania słowotoku, nie ma usprawiedliwienia.

    A ja? Przerywam komuś wpół zdania, zanim ktoś skończy, bo myślę, że wiem, co on chce powiedzieć i nie chce mi się czekać tych dwóch minut, żeby mógł skończyć.

    Nie będziemy tracić czasu, przecież jest tyle do obgadania.

    Albo uważam, że ta osoba się myli i przecież moim najświętszym obowiązkiem jest wyprowadzić ją z błędu.

    O rany….. (nawet jak o tym piszę, to się rumienię ze wstydu)

    Kończąc tę samokrytykę, chcę jeszcze napisać o dwóch postawach komunikacyjnych, które są równie źle odbierane.

    U mnie też występują (pocieszam się, że w mniejszym natężeniu), a przyszły mi do głowy podczas rozmów w gronie emigrantów. I nie, nie tylko Polaków 😀

    Grzech poboczny – ja mam gorzej i to nic nowego

    Po angielsku taka postawa nazywa się: the one upper – czyli ja narzekanie, że ja to mam gorzej/lepiej. Typowy wyścig na opowieści.

    W gronie kobiecym wygląda naprzebijanie się historiami negatywnymi i o dzieciach. Wśród panów występują przechwałki. Wybaczcie uproszczenie.

    Taki przykład. Ktoś z emigrantów dzieli się swoimi wrażeniami z poszukiwania pracy, a ktoś inny przebija to opowiadając, jak mu było ciężko, ale się udało, i żeby się nie przejmował. Jednocześnie nieofiarując tej osobie uznania jej opowieści, żadnych słów wsparcia, współczucia. Niegrzeczne i smutne.

    Najgorsze, kiedy przebijacz historiami myśli, że przerywając wyświadcza przysługę, bo oznacza to, że słuchał i niejako w odpowiedzi na wysłuchaną historię, musi dorzucić swoją.

    Can you top my story? Nie? Eeee, to spadaj.

    Lekka modyfikacja powyższego zachowania: zrównanie czyjeś historii z ziemią.  

    Czyli wysyłanie całym swoim ciałem i słowami komunikatu: A weź ty już lepiej nie opowiadaj, bo to odgrzewane kotlety i nic nowego, a właściwie nudne i oszczędź nam tej opowieści. Ja też tam byłem, też tak miałam, a nawet gorzej… (vide: przebijacz).

    Morał: mówić (nie tylko po angielsku) to można umieć, ale rozmawianie (nie tylko z Kanadyjczykami) to jest wyższa szkoła jazdy

    A Tobie się rozmawia z Kanadyjczykami? Luzik czy stresy są? Co pomaga, a co przeszkadza? Napisz w komentarzu, a ktoś Ci podziękuje za radę !

  • Polski silny, angielski stabilny – znowu o językach chłopaków na wiosnę 2016

    O językach chłopaków, czyli kolejny raport lingwistyczny dla wszystkich zainteresowanych

    Wierszyki przez Skypa poopowiadali, a kto nie słyszał, temu…. kiedyś nagramy 😉

    A tymczasem, jak to z językami wygląda.

    Maciek to żongler słówek i zdań, jakby się bawił językami

    Pytanie logopedyczne, czy to norma, że zamienia spółgłoski/dodaje dodatkowe w polskich wyrazach np zamiast lew, mówi wlew ? [Ciocia Dorota?]

    Po angielsku mówi niewyraźnie i ciszej, tak jakby niechętnie usta otwierał, w ogóle mam wrażenie, że nie chce mu się po angielsku mówić, coś tak bąknie pod nosem, coś wymruczy. To w stosunku do dorosłych, którzy do niego po angielsku zagajają. Ale, ale, w stosunku do tych, co po polsku go zaczepią (mniej ich jest), też nie jest jakoś specjalnie wylewny. Ogólnie z obcymi dorosłymi najchętniej by nie gadał. Inaczej rzecz ma się z dziećmi – tutaj nie ma znaczenia, czy po polsku, czy po angielsku, rozmowa się toczy, nawoływania i zapraszania.

    Ciekawostka patriotyczna : konsekwentnie każe sobie czytać książki po polsku, niezależnie czy oryginał jest angielski czy polski. W przypadku łatwych książeczek po angielsku nie ma większego problemu. Ale niech tylko Kuba inaczej przetłumaczy niż ja wcześnie, a będzie sprzeciw. Trochę upierdliwe to jest.

    Czasami da się przekonać, żeby książkę angielską po angielsku przeczytać (chodzi przede wszystkim o te encyklopedyczne książki o Lego, których Krzysiek ma sporo). To dość ciekawe, bo w stosunku do filmów kryterium języka nie gra żadnej roli.

    Poza tym bezbłędnie odróżnia wyrazy angielskie od polskich, i wie, do kogo, w jakim języku powiedzieć. Mocniejszy jest w polskim.

    U Krzyśka nie ma większych zmian, angielski i polski w użyciu naprzemiennie, bez mieszania.

    Niewątpliwie Krzysiek czuje się najmocniejszy z angielskiego z całej rodziny i śmiało krytykuje naszą wymowę. I bardzo nas to cieszy, niech się czuje super pewnie w angielskim. Polski mówiony i pisany jak dla mnie jest na poziomie polskiego chłopca mieszkającego na stałe w Polsce.  Także ortografia jest w normie. Przekonamy się podczas lipcowego egzaminu w Polsce.

    Ostatnio dwujęzyczność i jej zalety wypłynęły nam w luźnej rozmowie o bogactwie. Krzysiowi się oczy zaświeciły, kiedy zrozumiał, że dzięki znajomości angielskiego łatwiej otrzyma wymarzoną pracę [aktualnie: konstruktor klocków Lego] i będzie mógł poprosić o taką pensję, która wystarczy na kupno Lego Millennium Falcon. No co, dzieciom potrzeba argumentów dostosowanych do wieku 😉

    A dalej o tym, jak sobie razem gaworzymy. Niekoniecznie o bogactwie.

    Moja strategia na rozmowy z nimi: w towarzystwie mieszanym językowo, prawie zawsze mówię do nich po angielsku, a potem powtarzam to samo po polsku.

    Niezależnie czy są to znajomi, czy zupełnie obcy nam ludzie, których więcej nie spotkamy.  Jeśli nie są to Polacy, mówię po angielsku, a potem po polsku, rzadziej odwrotnie.

    Np. w windzie, kiedy jedzie ktoś inny jeszcze, mówię do Krzyśka: please press the P3 button, a za chwilę: wciśnij P3 proszę.  Albo tłumaczę im, kiedy koniecznie coś potrzebują ode mnie, a ja z kimś rozmawiam: please wait, I am talking to this lady, a potem: poczekaj proszę, teraz rozmawiam z tą panią, zaraz mi powiesz, o co chodzi.

    Nie mówię obcym, że teraz będę mówić do dzieci po polsku, że jesteśmy z Polski. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś mnie zapytał, co też ja mówię po polsku do nich, więc zakładam (może błędnie), że ta osoba czuje, że mówię to samo po angielsku i po polsku.

    Wiem, że rodzice mieszkający zagranicą mają kilka strategii na swoje rozmowy z dziećmi. Jedni mówią tylko po polsku, inni z kolei, żeby nie mieszać, rozmawiają po angielsku. Jestem zdania, że każda rodzina wie najlepiej, co u nich się sprawdza i mądre głowy mogą jedynie sugerować recepty pomocnicze, a nie 100% rozwiązania.

    Ja mówię tak, żeby pokazać chłopakom, że żyjemy w rzeczywistości dwujęzycznej, polsko-angielskiej, takiej, gdzie oba te języki mają tak samo ważny status i używane są w zależności od wymagań sytuacji. Zaczynam od angielskiego z szacunku do osoby, która z nami przebywa. Dlaczego tak zaczęłam robić? Nie wiem, samo wyszło, wydawało mi się najwłaściwsze. Czy skuteczne i nieprzeszkadzające w rozwoju polskiego/angielskiego? To się okaże.

    Ufam w ich rozsądek i na bieżąco przyglądam się temu, jak sobie z językową rzeczywistością dają radę. Zachęcam, żeby sami odpowiedzieli na postawione przez obcych pytania, jeśli widzę, że Maciek nie rozumie, to powtarzam pytanie.

    Zdarzyło się, że na pytanie What’s your name? padła odpowiedź Four [ i nie, Maciek nie czytał “Divergent” ;)].

    Sami się uczą swojego small talku.

  • Jak siedmiolatek uczył się angielskiego. W Polsce i w Kanadzie

    To będzie kolejny post o szkole. Konkretnie o tym, jak Krzysiek się uczył  i nauczył angielskiego.

    Trochę poniekąd dlatego, że był to jeden z naszych celów, nazwijmy je, “edukacyjnych”, które mieliśmy nadzieję osiągnąć w Kanadzie.

    Żeby chłopaki mówili w ogóle (to Maciek) oraz po angielsku (to Krzysio).

    #1 Historia angielskiego po polsku

    W Polsce Krzyś uczył się angielskiego według standardu polskiego. Czyli jak większość przedszkolaków, miał kilka godzin zajęć z lektorką (chyba dwie godziny na tydzień, o ile dobrze pamiętam). Nie wiem, jakie są wymagania dla nauczycieli angielskiego w przedszkolu, wtedy mnie one nie interesowały, gdyż wychodziliśmy z założenia, że najważniejsze jest osłuchanie się z językiem, zrozumienie przez malucha, że jest więcej niż jeden sposób komunikacji. Liczyło się to, że śpiewali wspólnie piosenki, proste wierszyki, bawili się po prostu. Ponieważ wyjazdu nie było jeszcze w tedy w planach, nic nie robiliśmy dodatkowo. Ot, miał angielski w przedszkolu. Rytmikę i religię też miał.

    A później zaczął szkołę podstawową, polską.

    Ale zanim zaczął, to jeszcze na etapie decydowania, do której szkoły pójdzie, wydarzyła nam się zabawna historia. Opiszę ją tutaj, bo chociaż większości przyjaciół jest znana, to jak ulał pasuje do tematu uczenie angielskiego według standardu polskiego. Niestety.

    Odwiedzając którąś tam szkołę podstawową w ramach dni otwartych, mieliśmy okazję obejrzeć wnętrza klas i porozmawiać z nauczycielami. I mimo, że większość rodziców przemykała cichaczem po korytarzach, z rzadka zadając pytania, to nie ja, o nie, ja musiałam każdego wypytać. O to, czy dzieci już w pierwszej klasie czytają, kiedy na matematyce jest tabliczka mnożenia, oraz zaczepić panią od angielskiego. Zadałam pani od angielskiego proste pytanie: Czy może nam pani opowiedzieć coś o sobie? Pani wpadła w popłoch. Bo zapytałam ją po angielsku. Myślałam, że to normalne, że pytam lektorkę, która ma uczyć mojego syna języka obcego, że pytam ją w tym języku obcym. Pani mi odpowiedziała, że nie jest przygotowana. Po angielsku.

    Nic więcej nie mam do dodania w temacie, a Krzysiek zaczął chodzić do innej szkoły. Po roku nie mówił po angielsku. Tzn. umiał wskazać słowa angielskie na najważniejsze rzeczowniki typu mama, klasa, chleb, ale nie budował zdań. Nie wiem, czy np. przedstawienie się komuś po angielsku było dla niego trudne, bo nie wiedział jak to powiedzieć, czy raczej był nieśmiały.

    Pamiętam swoje uczenie się angielskiego i niemieckiego w podstawówce. Wkuwanie słówek, gramatyki, czytanki i ćwiczonka. I obezwładniający strach, kiedy miałam się do Niemca odezwać, po angielsku coś powiedzieć. Mi przeszło dopiero w szkole średniej. No to czego wymagać od siedmiolatka?

    A potem zapadła decyzja o wyjeździe do Vancouver.

    #2 Canadian immersion czyli teraz to już musisz po angielsku

    Krzysiek, kiedy przyjechaliśmy do Vancouver, zmagał się nie tylko z angielskim, ale przede wszystkim z emocjami, jakie niosło życie w innym kraju i komunikowanie się w innym niż zawsze języku.

    Tęsknota, niepewność, nieznane, brak kolegów i nauczyciele, którzy mimo że mili, to obcy językowo. Łatwo nie było, o czym doskonale wiecie z naszych pierwszych wpisów z jesieni 2014.

    W temacie angielskiego. Zaczyna się jak wszędzie od testu. Wyniki testu otrzymuje szkoła rejonowa i w oparciu o nie decyduje o konieczności przyznania wsparcia nauczycielskiego w angielskim.

    A najważniejszym zadaniem rodzica w tamtym okresie było stać obok, trzymać syna za rękę i mówić tak, żeby on widział, że mówię do kogoś po angielsku.

    Cel na pierwszy okres pobytu na emigracji: znaleźć kanadyjskiego kolegę.

    Najlepiej takiego, co jest fanem Lego i Star Wars.

    Nie potrzeba dużej wyobraźni, żeby wiedzieć, co robić. Warto:

    • ✔  się ruszyć z domu, pójść na plac zabaw, na zajęcia dodatkowe, do miejsc, gdzie jest szansa na znalezienie kolegów (darmowa biblioteka).
    • ✔ zaczepiać innych rodziców z propozycją playdate, czyli wspólnej zabawy dzieci raz w jednym domu, raz w drugim.
    • ✔ zachęcać do zapraszania kolegów do domu;
    • ✔ odpuszczać lekcje i naukę na rzecz zabawy wspólnej na podwórku (tak, tak przez pewnie czas Krzysiek miał kolegę na podwórku, co było super i przypominało mi nasze podwórkowe dzieciństwo).

     


    Zorganizowane study hours. By matka

    Ale oprócz zabawy i  kumpli, uczyliśmy się angielskiego w domu, z sylabusa, codziennie troszkę, choćby to było zadanie w stylu wpisz brakującą literkę w słowie. Wypożyczaliśmy książki dla zerówkowiczów i chociaż się zżymał, że on już duży, to jak oglądałam je z Maćkiem, Krzysiek też zaglądał, zaciekawiał się i chcąc nie chcąc uczył.

    Wiele razy usłyszałam, że on nie chce się uczyć, że po co.

    Zniechęcenie dziecka, moje rozczarowanie, że jak to tak, sam błyskawicznie nie pojął angielskiego, że tyle historii się słyszało: wyjedź zagranicę, a dziecko samo załapie język, zobaczysz, ani się obejrzysz.

    Zła byłam. Na siebie. Na niego.

    Nie mam przygotowania pedagogicznego, nie wiem, jak uczyć dzieci, jak raz w życiu dawałam korki z angielskiego, to dorosłym i trwało to może z pół roku.

    Każde dziecko jest inne, każda historia nauczenia się języka jest inna i nie ma co nastawiać się z góry na to, że np. po miesiącu twoje dziecko będzie szczęśliwie ćwierkało w obcym języku.

    Pierwszy raz usłyszałam, jak Krzysiek mówi po angielsku w okolicy Bożego Narodzenia 2014, czyli po około 4 miesiącach regularnej nauki w szkole.

    Od tego momentu poszło już z górki. Chociaż wciąż słyszę, że mówi po angielsku wyższym tonem niż po polsku, tak jakby mniej stanowczym głosem. Nie wiem, może mi się tylko wydaje?

    Nauka języka szła w nierozłącznej parze z oswajaniem Kanady. A po ponad 8 miesiącach w Vancouver Krzysiek czuł się jak u siebie.


    Nauka angielskiego teraz

    Teraz to mnie Krzysiek poprawia, jak wymowę mam inną niż jego pani w  szkole 😀

    Kawał niedawny- czytam Maćkowi coś tam po angielsku, o statkach. Krzysiek czyta sobie, ale przerywa i mówi: Mamo, to się nie mówi szip tylko szyp. No bo jak by to było: the harbour is filled with szip [port jest pełen…. hmm… owiec]

    W szkole czytanie książek jest codziennie, dzieci same wybierają sobie pozycje do czytania. Mogą przez tydzień czytać tylko jedną i tę samą książkę.

    Krzysiek czasami przynosi na lekcje książki po polsku i je czyta, nauczycielka nie robi problemów. Raz w tygodniu mają test ze słówek.

    Na zdjęciu zobaczysz raport oceniający umiejętności ucznia w zakresie angielskiego.

    Ten jest z poprzedniego semestru.Jak siedmiolatek uczy się języka obcego

    • Możecie dojrzeć, że poziom pierwszy jest już za nami, w tej chwili fazy rozwoju języka angielskiego to przede wszystkim pracowanie nad swobodną mową i wymową.
    • Czasami się waha, zanim coś powie, wyraźnie nie lubi mówienia do większej liczby osób.
    • Jednocześnie swobodnie przechodzi z jednego języka na drugi, nie miesza słówek, nie mówi polglishem.
    • Rozumie, że mówienie w dwóch językach, to nie jest używanie tych samych wyrazów i bezpośrednie tłumaczenie z polskiego na angielski  – jak w tym żarcie o spoglądaniu na kogoś z góry, czyli po angielsku look from the mountain.

     

    Zawsze, ZAWSZE, jestem z niego taka dumna, kiedy słyszę, jak mówi.

    Ale nie powstrzymam się, żeby nie skończyć cytacikiem 😉 To dla Ciebie, Synku !

    Much to learn you still have. Yoda


    Podobało się? Podziel się z innymi. Wtedy wiemy, co lubisz czytać i co jeszcze dla ciebie napisać!

  • SpeEch language patologist czyli logopeda po kanadyjsku

    Pisałam już o tym kilkakrotnie, bo temat Maćka mowy spędzał (nie tylko) mi sen z powiek od początku naszego przyjazdu do Vancouver. Trochę uporządkuję wspomnienia w tym wpisie, na wypadek jakby zajrzał tu ktoś z podobnym problemem. Proszę tylko nie traktować naszej historii jako wykładni medycznej prawdy absolutnej. To spisane doświadczenia z speech language patologist czyli logopedą.

    Historia, więc najpierw polski.

    Przyjechaliśmy do Kanady, zanim Maciek zaczął w pełni mówić po polsku. Miał wtedy 2,5 roku. Jego mowa nie była rozwinięta, jego sposób opisywania świata, komunikacji z innymi w zasadzie ograniczał się do pojedynczych słów. Martwiło mnie to, ale nieprzesadnie, chociaż mając tyle lat, Krzyś już śpiewał i komunikował się sprawnie. Maciek okazał się być tym, który swoje zdanie wyrazi później (late talker).

    Podczas przypadkowej rozmowy z kanadyjską mamą dowiedziałam się, że w okolicy jest klinika, w której mogą Maćka zbadać i w razie konieczności zalecić terapię mowy. Więc postanowiliśmy nie czekać, jak sytuacja się rozwinie, tylko zacząć działać. To był przełom roku 2014 i 2015.

    Fakt, że Maciek mówił niewiele, spowodował, że jeszcze w Polsce miał badanie słuchu. Powtórzyliśmy to badanie także w Kanadzie (bezpłatnie, czekaliśmy około 2 tygodnie, wyniki zostały przesłane pocztą do nas i do logopedy). Z uszami i słuchem wszystko w porządku.

    Nie zna polskiego? To z angielskim będzie nielekko.

    Podczas pierwszej wizyty logopedka zrobiła nam wywiad i powiedziała, co następuje. Otóż wbrew mojemu przekonaniu, że Maciek złapie angielski szybciej niż Krzysiek, jest zupełnie inaczej. Maćkowi jest dużo trudniej nadgonić z angielskim do poziomu native speaker, ponieważ przyjechał do Kanady bez przyswojenia sobie całego polskiego. Jego polski nie był taki rozwinięty, żeby mógł dokonać tranzycji na angielski. Co więcej było mu trudniej ruszyć z mową w ogóle, ponieważ te części mózgu odpowiedzialne za mowę wciąż się rozwijały, w miarę jak rósł z niemowlaka do przedszkolaka. W dodatku poszedł do kanadyjskiego przedszkola, co oznaczało, że ma mniej o 40 godzin tygodniowo polskiego niż jego rówieśnik w Polsce.

    To było dla mnie zaskoczenie. Myślałam bowiem, że im mniejsze dziecko i im więcej styczności z drugim, trzecim językiem, tym łatwiej i szybciej zacznie mówić. Otóż nie zacznie. Najpierw musi poznać dobrze jeden język, swój, ojczysty, żeby potem łapać szybko drugi. Maciek był przez 40 godzin w tygodniu otoczony tylko angielskim, czyli automatycznie pozbawiony tych 40 godzin polskiego, a to spowalnia jego rozwój mowy. Godzina, dwie, obcego języka, to nie robi wielkiej różnicy, ale już podział po połowie tak. Jesteśmy tego przykładem.

    Zaczęliśmy zajęcia z logopedką jakoś na wiosnę. Były to sesje jednogodzinne, raz w tygodniu, na których Maciek pracował z terapeutką mowy w towarzystwie Kuby. Uwielbiał te zajęcia, uwielbiał logopedkę, do teraz pamięta jej imię, drogę do przychodni. Zajęcia polegały na powtarzaniu słów angielskich, ćwiczeniu wymowy specyficznych głosek angielskich, nazywaniu rzeczy i interakcji podczas zabaw. Chłopaki chodzili do Kelly przez 3 miesiące.  W domu ćwiczyliśmy z materiałami z zajęć (kolorowe wydruki na pojedynczych kartkach), jednocześnie czytając polskie książeczki.

    A potem Maciek pojechał do Polski na dwa miesiące.

    100% polskiego. I sporo angielskiego.

    Po wakacjach w Polsce, gdzie był przez cały czas otoczony tylko polskim, Maciek mówi po polsku. Buduje zdania z trzema, czterema wyrazami, odmienia czasowniki i przymiotniki polskie, potrafi nawet dostrzec humor językowy. Śpiewa po polsku. Wymawia typowe dla polskiego głoski (np. t bez wkładania języka między zęby, które wcześniej brzmiało jak angielskie th).

    Co więcej, Maciek mówi też po angielsku. Po dwóch, trzech tygodniach od naszego powrotu do Vancouver, po ponownym przyzwyczajeniu się do przedszkola, okresie trudnym, Maciek rozmawia po angielsku.

    I to jest jeszcze raz dowód na to, że żeby mówić dobrze w drugim języku, trzeba najpierw mówić dobrze w pierwszym. Po angielsku mówi zdania trzywyrazowe, reaguje na polecenia i wyraża prośby typu More water please, John, come here, Look at me. W zabawie z kanadyjskimi dziećmi płynnie przechodzi na angielski. I śpiewa też 🙂 Nie umiem określić, czy jego akcent angielski jest poprawny, ale raczej nie odbiega od wymowy innych dzieci. W domu czasami czytamy po angielsku, czasami oglądamy po angielsku, ale mówimy między sobą tylko po polsku.

    Co dalej?

    Po wizycie kontrolnej na początku grudnia wiemy, że wszystko jest jak w najlepszym porządku, i na najlepszej drodze. Dostaliśmy obszerny raport, a w nim np. informację, że wymawia angielskie th jak f, bez wkładania języka między zęby! (najwyraźniej nie da się na tym etapie mówić prawidłowo po polsku t i po angielsku th).

    Nie ma potrzeby chodzić na dodatkowe zajęcia logopedyczne. Następna wizyta kontrolna za pół roku, pielęgniarka zadzwoni i umówi termin.

    Maciek kontynuuje rozmawianie po angielsku w przedszkolu, a w domu po polsku.

    I świetnie rozumie, że są dwa osobne języki. Na dowód angedotka:

    Kuba odprowadza Maćka do przedszkola.

    Zdejmując kurtkę, Maciek mówi do niego: Tato, ja teraz będę mówił po angielsku. 

    I zwracając się w stronę kolegów: Hello, everybody !!!

    I jeszcze na koniec: Za standard przyjmuje się tutaj, ze obcojęzyczny 2-, 3-latek, po przyjeździe do Kanady, potrzebuje około 5 lat, żeby poziomem angielskiego dorównać rodzimemu użytkownikowi języka. W przypadku dzieci, które wyemigrowały w starszym wieku, czyli np. jak nasz Krzyś, taki poziom na ogół osiąga się po 2 latach.

    Zdjątko z gatunku: Gimnastyka buzi i języka

    gimnastyka buzi i języka

    Jest dobrze. Pozdrawiamy wszystkich serdecznie.

    I na koniec dziękujemy raz jeszcze Cioci Dorocie – bez Ciebie byłoby nam znaczniej trudniej !

  • Jak się macie wiosną 2015? Krótko, co u chłopaków i w jakim języku mówią.

    u Krzysia wiosną 2015 :

    Krzyś wyliczył skrupulatnie, ze ma więcej przyjaciół w Vancouver niż w Wawie.

    Dokładnie to Keana, Logana i Vincenta i paru pomniejszych też. Więcej niż ty masz mamusiu i nie każdy kolega to przyjaciel. Aha, bystre dziecko 🙂

    Nie ma problemów z językiem, z włączeniem się do zabawy, właściwie w niczym nie odstaje od swoich rówieśników tutaj. Program kanadyjski nadgonił i myślę, że od przyszłego roku pójdzie do trzeciej klasy tutejszej podstawówki. Mogę go spokojnie zaprowadzić na zajęcia czy zabawę u kolegów, zostawić i wybyć. Nie zginie, nie zapłacze się, może czasami mu trudniej, no ale każdemu bywa trudniej, nawet w miejscu, które zna od urodzenia.

    Czyli cel: żeby był odważny i umiał zamówić wodę w sklepie, osiągnięty. Jupikajej.

    u Maćka wiosną 2015:

    Maciek jest super dumny ze swojego przedszkola.

    Zawsze, kiedy koło niego przechodzimy, pokazuje na siebie i na budynek, żebyśmy broń boże nie minęli bez komentarza : tak, tak, to twoje miejsce Maciusiu. A jak zobaczy gdzieś kolegę z grupy, to nie spocznie, dopóki nie podbiegnie i niemalże palcem nie dźgnie tegoż, że oto właśnie jest kolega Maćkowy, mamo patrz, patrz tutaj.

    Rozumie dzieci, wchodzi w interakcje z nimi – dzisiejszy hit zabawowy to skakanie wraz z 4letnią Leilą z 3 schodka na stos poduszek, zaśmiewając się przy tym do rozpuku. Mówi, pokazuje, jest zadowolony. Chociaż oczywiście za uszami też ma, ale to akurat taki wiek, a nie taki kraj ma na to wpływ.

    Co ja dzisiaj usłyszałam od Maćka? Mama, more pić.

    Czyli cel: żeby był odważny i umiał mówić, osiągnięty. Jupikajej po raz drugi.

    I jeszcze więcej w temacie językowym:

    Maciek po trzech miesiącach czekania zaczął zajęcia logopedyczne z kanadyjską terapeutką.

    Dostaliśmy od niej materiały, ulotki, mamy ćwiczyć wyrazy z s i sz, np. (auto)bus. Poza tym przebywanie z dziećmi kanadyjskimi wyraźnie wpływa na język Maćka, jego koledzy chwalą się, że Maciek z nimi rozmawia. Trochę martwi fakt, że nie wszystkie osoby prowadzące zajęcia z chłopakami, znają angielski jako pierwszy język (w końcu to imigrancka Kanada, no i ta bardziej azjatycko-filipińska jej część), no ale przynajmniej ich rówieśnicy mówią dobrym angielskim.  Maciek używa m.in.: here, the book, me, no, up, down, go, stop. A po polsku mówi Mama daj mi! Bardzo ciekawie jest z alfabetem, niektóre litery nazywa po angielsku, więc na e mówi i, ale na w mówi i abjlju i wu. Miesza i wybiera.

    Czytamy z nim książeczki przesłane przez Ciocię Dorotę, opisujące metodę uczenia polskiego sylabami.

    Bo podobno szybciej dzieciaki uczą się języka kiedy czytają mu jako mu a nie emu,  a widzę, że Maćkowi właśnie takie rozróżnienie sprawia trudność.

    Logopedka mówiła nam jak ważne jest Keep Your First Language czyli o podejściu do utrzymania języka ojczystego w rodzinie, żeby do babci w Polsce nie mówić: Go here, żeby nie zapomnieć, i żeby się go uczyć. Ja zmuszam Krzyśka do dyktand z polskiego i będę to robić nadal.

    więc tak

    tendencja wzrostowa, są szczęśliwi, jest dobrze

    🙂