Polski silny, angielski stabilny – znowu o językach chłopaków na wiosnę 2016


O językach chłopaków, czyli kolejny raport lingwistyczny dla wszystkich zainteresowanych

Wierszyki przez Skypa poopowiadali, a kto nie słyszał, temu…. kiedyś nagramy 😉

A tymczasem, jak to z językami wygląda.

Maciek to żongler słówek i zdań, jakby się bawił językami

Pytanie logopedyczne, czy to norma, że zamienia spółgłoski/dodaje dodatkowe w polskich wyrazach np zamiast lew, mówi wlew ? [Ciocia Dorota?]

Po angielsku mówi niewyraźnie i ciszej, tak jakby niechętnie usta otwierał, w ogóle mam wrażenie, że nie chce mu się po angielsku mówić, coś tak bąknie pod nosem, coś wymruczy. To w stosunku do dorosłych, którzy do niego po angielsku zagajają. Ale, ale, w stosunku do tych, co po polsku go zaczepią (mniej ich jest), też nie jest jakoś specjalnie wylewny. Ogólnie z obcymi dorosłymi najchętniej by nie gadał. Inaczej rzecz ma się z dziećmi – tutaj nie ma znaczenia, czy po polsku, czy po angielsku, rozmowa się toczy, nawoływania i zapraszania.

Ciekawostka patriotyczna : konsekwentnie każe sobie czytać książki po polsku, niezależnie czy oryginał jest angielski czy polski. W przypadku łatwych książeczek po angielsku nie ma większego problemu. Ale niech tylko Kuba inaczej przetłumaczy niż ja wcześnie, a będzie sprzeciw. Trochę upierdliwe to jest.

Czasami da się przekonać, żeby książkę angielską po angielsku przeczytać (chodzi przede wszystkim o te encyklopedyczne książki o Lego, których Krzysiek ma sporo). To dość ciekawe, bo w stosunku do filmów kryterium języka nie gra żadnej roli.

Poza tym bezbłędnie odróżnia wyrazy angielskie od polskich, i wie, do kogo, w jakim języku powiedzieć. Mocniejszy jest w polskim.

U Krzyśka nie ma większych zmian, angielski i polski w użyciu naprzemiennie, bez mieszania.

Niewątpliwie Krzysiek czuje się najmocniejszy z angielskiego z całej rodziny i śmiało krytykuje naszą wymowę. I bardzo nas to cieszy, niech się czuje super pewnie w angielskim. Polski mówiony i pisany jak dla mnie jest na poziomie polskiego chłopca mieszkającego na stałe w Polsce.  Także ortografia jest w normie. Przekonamy się podczas lipcowego egzaminu w Polsce.

Ostatnio dwujęzyczność i jej zalety wypłynęły nam w luźnej rozmowie o bogactwie. Krzysiowi się oczy zaświeciły, kiedy zrozumiał, że dzięki znajomości angielskiego łatwiej otrzyma wymarzoną pracę [aktualnie: konstruktor klocków Lego] i będzie mógł poprosić o taką pensję, która wystarczy na kupno Lego Millennium Falcon. No co, dzieciom potrzeba argumentów dostosowanych do wieku 😉

A dalej o tym, jak sobie razem gaworzymy. Niekoniecznie o bogactwie.

Moja strategia na rozmowy z nimi: w towarzystwie mieszanym językowo, prawie zawsze mówię do nich po angielsku, a potem powtarzam to samo po polsku.

Niezależnie czy są to znajomi, czy zupełnie obcy nam ludzie, których więcej nie spotkamy.  Jeśli nie są to Polacy, mówię po angielsku, a potem po polsku, rzadziej odwrotnie.

Np. w windzie, kiedy jedzie ktoś inny jeszcze, mówię do Krzyśka: please press the P3 button, a za chwilę: wciśnij P3 proszę.  Albo tłumaczę im, kiedy koniecznie coś potrzebują ode mnie, a ja z kimś rozmawiam: please wait, I am talking to this lady, a potem: poczekaj proszę, teraz rozmawiam z tą panią, zaraz mi powiesz, o co chodzi.

Nie mówię obcym, że teraz będę mówić do dzieci po polsku, że jesteśmy z Polski. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś mnie zapytał, co też ja mówię po polsku do nich, więc zakładam (może błędnie), że ta osoba czuje, że mówię to samo po angielsku i po polsku.

Wiem, że rodzice mieszkający zagranicą mają kilka strategii na swoje rozmowy z dziećmi. Jedni mówią tylko po polsku, inni z kolei, żeby nie mieszać, rozmawiają po angielsku. Jestem zdania, że każda rodzina wie najlepiej, co u nich się sprawdza i mądre głowy mogą jedynie sugerować recepty pomocnicze, a nie 100% rozwiązania.

Ja mówię tak, żeby pokazać chłopakom, że żyjemy w rzeczywistości dwujęzycznej, polsko-angielskiej, takiej, gdzie oba te języki mają tak samo ważny status i używane są w zależności od wymagań sytuacji. Zaczynam od angielskiego z szacunku do osoby, która z nami przebywa. Dlaczego tak zaczęłam robić? Nie wiem, samo wyszło, wydawało mi się najwłaściwsze. Czy skuteczne i nieprzeszkadzające w rozwoju polskiego/angielskiego? To się okaże.

Ufam w ich rozsądek i na bieżąco przyglądam się temu, jak sobie z językową rzeczywistością dają radę. Zachęcam, żeby sami odpowiedzieli na postawione przez obcych pytania, jeśli widzę, że Maciek nie rozumie, to powtarzam pytanie.

Zdarzyło się, że na pytanie What’s your name? padła odpowiedź Four [ i nie, Maciek nie czytał “Divergent” ;)].

Sami się uczą swojego small talku.