Golden-Ears_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

Jestem zapisana na wiele, zbyt wiele newsletterów (automatyczne emaile z różnych źródeł). Dobrze, że niektóre z wiadomości zaczynają się zdaniem: “Cześć Kasia, jak dawno do Ciebie nie pisałam/pisałem“. Nie powiem, zawsze mi lepiej, paskudnie lepiej, że ktoś tak, jak ja, miewa obsuwy czasowe.

No bo kto to widział, pisać post o wydarzeniu z połowy maja 2017. Mamy koniec roku szkolnego (w Polsce, bo w Vancouver jeszcze tydzień), mamy koniec czerwca. Lekko późno, żeby pokazywać zdjęcia z pierwszego w tym roku wyjazdu pod namiot.

Ale co poradzić, jak mi się nie chce?

Zwyczajnie-nie-zwyczajnie- dostałam komputerowstrętu. A właściwie codziennościowstrętu.

Siedzę sobie z moją niezawodną kanadyjską A. na placu zabaw i jedna do drugiej mówi, jak nam się nie chce. Nic się nie chce. Pisać, czytać, zdjęcia przeglądać, uczyć się, schabowe smażyć, pierogi lepić, playdate organizować i  z dzieckiem na plażę pójść.

Masakra. (I trochę wstyd, ale tylko trochę, bo ja się odzwyczajam wstydzić z byle powodu. A część zdjęć już na Instagramie pokazałam.)

Nagle: eureka! Jak już sobie o tym niechceniu myślałam, to wymyśliłam, że może komuś się nie chce na kemping jechać i wtedy ja mu napiszę, że biwak w Golden Ears to jest super propozycja na “jak mi się nie chce“! Brawo ja, fanfary i czerwona dywanka poproszę.

I jakoś tak się zebrałam, zawzięłam i tadadam, proszę bardzo, są zdjęcia z wyjazdu na kemping w Golden Ears Provincional Park. Zapraszam z herbatą, bo było zimno i padało, więc herbata potrzebna.

Na wymówkę: “nie chce mi się, bo za daleko”, Golden Ears Provincional Park zamyka usta.

Bo to jest park niemalże za rogatkami miasta. Około 40 minut jazdy od nas (Mount Pleasant). A jak mieszkasz w Maple Ridge, Pitt Meadows, czy Mission to wręcz zajęczy skok.

Więc jeśli masz nastrój: “nie chce mi się, bo dzieci w samochodzie będą się nudzić i mi urlop się skiśnie jak klapnięty ogórek”, to wyjazd na ten kemping jest dla ciebie! Podróż z Vancouver trwa krótko, więc jeden rozdział audiobooka wystarczy (u chłopaków teraz rządzi “Baśniobór”. Matko, jako matka już nie mogę tego słuchać, czy w tej książce są wszystkie potwory świata?).

A może dopadło cię: “nie chce mi się jechać, bo będzie padało”?

Ryzyko jest zawsze. Powiedziałabym, że w Vancouver wysoce prawdobodobne jest, że będzie deszcz 😉 Ale, ale z Golden Ears zawsze możesz się szybko zwinąć, jeśli pogoda będzie nieprzyjemna. Leje deszcz, więc najwyżej wrócisz wcześniej do domu.

W Golden Ears wyłączyło nam się zupełnie parcie urlopowe (czy jest takie słowo?). To takie uczucie, że jak już się tyle przygotowałeś, spakowałeś, wyjechałeś, to choćby się waliło i paliło, musisz wypoczywać. Namiot rozstawiać, ognisko robić i gluta z mielonką gotować (te słowa to dla moich kolegów z SKPB Wwa są).

Nie wiem, jak u Ciebie, ale mnie czasami takie (za)parcie dopada, i wtedy urlop zmienia się w koszmar. Gorączkowo sprawdzasz pogodę, bo przecież jest szansa, że prognoza się poprawiła i jest nadzieja, chociaż pięć minut temu jej nie było. Zapłacone, musisz jechać, choć “Raincouver is on its very best today”.

Połowa maja 2017, piątek wieczorem, Kuba zaorydnował: jedziemy, jak będzie padać, to się nie rozbijemy, tylko wracamy do domu. Zero  spiny i parcia na kemping. Cóż może być lepszego na “nie chce mi się” ?

Jak już zawalczysz i zwalczysz “nie chce mi się”, to pojawi się to fajne uczucie “teraz mi się chce i coś się wydarzy”. I tak właśnie było z nami w Golden Ears.

Sam kemping wyglądał tak, jak inne kempingi kanadyjskie, o np. nasz pierwszy, nad Cultus Lake, miał podobny standard.

Kiedyś napiszę posta z instrukcją obsługi kanadyjskiego kempingu, ale jeśli nie chcesz czekać, daj mi znać w komentarzu. Co wiemy, to powiemy.

Plusy kempingu w Golden Ears Provincional Park

W Golden Ears byliśmy sami! Bardzo lubimy naszę ekipę wycieczkową, żeby nie było! Jednak z pełnym przekonaniem napiszę, że kemping samodzielnie, tylko jednorodzinnie, jest super! Czworo par uszu na słuchanie siebie, zero rozpraszania się przy ognisku, czas (tylko) dla nas! No pięknie!

Kiedy mówiliśmy, że jedziemy do Golden Ears, część ludzi dziwnie patrzyła (to ta większa połowa ludzkości, która ma dzieci). Dlaczego? Bo to miejsce ma łatkę imprezowni dla bananowej młodzieży z Vancouver. Ostrzegano nas, że nie da się spać. Niespodzianka! Dało się spać, młodzieży rozrabiającej nie wiedzieliśmy.

Zerknijcie na zdjęcie niżej, miejsca na kempingu jest dosyć, te hulanki były pewnie na drugim polu namiotowym (my spaliśmy na Gold Creek).

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 1

W Golden Ears czujesz się jak w górach średnio wysokich, bo szczyt wyłania się zza drzew, a wcale nie trzeba się wysoko wspinać.  To nie jest Garibaldi Park.

Piękne jest jezioro Alouette Lake. Chłopakom udzieliła się magia miejsca i nawet rzucanie kamieniami odbywało się po cichu. Polecamy spacer nad jezioro pomiędzy 6:30 a 7 rano. Może zobaczysz mgłę, a może poczujesz zapach kawy wracając do namiotu?

Wokół jeziora prowadzi szlak, można dojść drogą w dolinie na plażę z drugiej strony (około godzinny spacer z kempingu, bez możliwości zrobienia pętli wokół jeziora).

Jak wiele parków prowincjonalnych, także w Golden Ears jest strefa dziennego pobytu (nie wiem dlaczego, ta nazwa kojarzy mi się z ośrodkiem spokojnej starości, ja to rzeczywiście jestem dziwna). To dobry pomysł dla tych, którym “się nie chce na kemping” ale “chce się w góry na spacer”.

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 2

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 7

Zostawiasz samochód na parkingu i idziesz w las. W parku jest ponad 80km szlaków!

Bardzo polecamy szlak upadłych gigantów (Trail of the Fallen Giants, kto nie ma ciarków, słysząc tę nazwę?). To właściwie ścieżka jest, albo wręcz zgubienie się na chwilę w gąszczu, który, przynajmniej na mapie, ma kształt pętli. Podobno pokonuje się go w 15 minut. No nie wiem, my spędziliśmy tam ponad godzinę i to wciąż za mało. Nie zawracaj sobie głowy kierunkiem, tylko tam wejdź.

Bo tam rządzi zielone.

Bardzo rządzi !

Jak wyjdziesz, nie będziesz tą samą osobą. Zwłaszcza jeśli zabierzesz ze sobą w krzaki książkę: Sekretne życie drzew.

Z całego serca ci polecam tę książkę, a znajdziesz ją w bibliotece publicznej w Vancouver.

Golden Ears Provincional Park jest idealny na kemping, wędrówkę i tę książkę!

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 8

 

Ale fajne te filtry w Google Photos! I odpada “ale mi się nie chce robić makijażu” 😉

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 4

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 9

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 10

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 11

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 12

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 13

Kemping na Golden Ears maj 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady 14

Polecamy kemping i park prowincjonalny na pierwsze koty za płoty z rodziną pod namiotem. Będzie Wam dobrze!

To na koniec jeszcze życzenia wszystkiego zielonego! Zwłaszcza jak Wam się nie chce!

Przeczytaj jeszcze:

[symple_posts_grid unique_id=”” post_type=”post” taxonomy=”” term_slug=”inside” count=”4″ columns=”4″ pagination=”false” order=”DESC” orderby=”date” thumbnail_link=”post” img_crop=”false” img_height=”150″ img_width=”150″ title=”false” excerpt=”false” excerpt_length=”30″ read_more=”false”]


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

 

 

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.

  • Agata

    My tez kempingowcy. Ale nie az tak hadkorowi – wolimy nasza przyczepke. 😉 Pod namiot w zyciu nie dam sie namowic. To troche ZA blisko natury jak dla mnie. 😀

    U Was to parki “prowincjonalne”, a u nas “stanowe”. Ale wychodzi na to samo, chociaz polskie tlumaczenie Waszych bardziej mi sie podoba. 🙂

    Doslownie kilka dni temu wrzucilam u siebie wlasnie sprawozdanie z naszego ostatniego kempingu. Zapraszam:
    http://www.co-to-bedzie.blogspot.com

    Pozdrawiam z Hameryki! 😉

  • Ty masz wyrzuty sumienia że sprzed półtora miesiąca nie opublikowalas zdjęć? jeżu, ja mam na dysku marzec 2016 który czeka na swój moment 😉
    nie no, to jest moj plan na życie. mieszkać w takim mieście, żeby miec 40 minut autem do takich miejsc. a jeśli to jest pocieszenie, to na chwile przed każdym wyjazdem ‘mi się nie chce’. ale mija, jak już tylko wsiądę do auta lub samolotu.

    • no to Vancouver to jest miejsce dla Ciebie! Ostatnio znowu szopy wyżarły nam rybki z oczka wodnego, a Kubę zaskoczyła wydra. Szła na komisariat (???).
      Takie miasto 🙂 Tylko na maksa drogie. Serdeczności!