Strona główna » My zdies emigranty czyli nasz status Emigracyjny po trzech miesiącach w Vancouver

My zdies emigranty czyli nasz status Emigracyjny po trzech miesiącach w Vancouver

Dzisiaj opowiadam, kim byliśmy w Vancouver w 2014, zanim zostaliśmy obywatelami Kanady w 2020. Nasz początkowy status emigracyjny w Kanadzie nie był najprostszy i wtedy wcale nie było oczywiste, że będziemy mogli zostać na dłużej (na stałe).

Piszę o tym dlatego, że wielu z Was zastanawia się, jak wyjechać do Kanady, jak wyjazd zorganizować, a jeśli jest to wyjazd tymczasowy, to jak go przedłużyć.

Napisałam jakiś czas temu krótką ściągę – mapę, która pokazuje najbardziej podstawową wersję możliwości emigracyjnych. Znajdziesz ją pod linkiem Newsletter czyli List z Kanady. Po zapisaniu się na osobiste listy, które nieregularnie wysyłam, dostaniesz dostęp do pdf.

Dlaczego piszę: my zdies emigranty? Może znacie tę książkę Manueli Gretkowskiej o jej paryskim życiu? Stamtąd ściągnęłam frazę otwierającą tytuł. Bo ładna jest. Po za tym mam z nią osobiste wspomnienie, bo to jedna (jeśli nie jedyna) książka o emigracji, którą przeczytałam, zanim wyjechaliśmy z Polski.

Jak wygląda nasz status emigracyjny od strony papierkowej?

Kiedy przylecieliśmy w 2014, Kuba miał kontrakt z pracodawcą na rok (roczną umowę o pracę) i pozwolenie na pracę na 3 lata.

Ja dostałam status osoby towarzyszącej, która ma open work permit (otwarte pozwolenie na pracę). Nasze dzieci miały study permit (pozwolenie na naukę).

Apetyt rośnie w miarę jedzenia i mimo, że sytuacja jest dobra jak na początki w nowym kraju, to ja bym chciała już, zaraz, natychmiast starać się o status rezydenta.

Przed wyjazdem nie myśleliśmy w ogóle o pozostaniu dłużej niż zakładany rok (przygody) w Kanadzie. Ale pierwsze trzy miesiące w Vancouver, kilka rozmów z tutejszą Polonią, kazały nam zastanowić się, co dalej.

Ty bądź mądrzejszy! Jeśli myślisz o Kanadzie, przeczytaj naszą historię o otrzymaniu statusu stałego rezydenta. A jeszcze lepiej, zacznij od zadania sobie ważnych pytań związanych z emigracją.

Odpowiedzi na pytanie, czy Kanada chce ciebie zatrzymać na dłużej najlepiej szukać na tej stronie.

Każda sytuacja jest inna, i już tylko się uśmiecham, kiedy słyszę od Polaków tutaj, że znajomy znajomych powiedział, że dostał status rezydenta od ręki, a inny, że się super długo czeka i że w ogóle to niemożliwe.

Byłoby super, gdyby status emigracyjny po prostu nam się pojawił, wraz z zasiedzeniem. Ale to już nie te czasy.

Kiedy będziesz się starał uporządkować swój status emigracyjny, nie słuchaj bezkrytycznie innych, nie szukaj pomocy podejrzanych biur oferujących pomoc w legalizacji pobytu, tylko zrób porządny research na jedynej właściwej stronie, czyli rządowej: Canada immigration.

Zwłaszcza teraz, kiedy od nowego roku ma wejść nowy program imigracyjny, a przepisy już istniejących szybko się zmieniają.

Kanada to ogromny kraj, podzielony na prowincje i terytoria. A każdy z tych obszarów to osobne państwo w państwie. Różnią się nie tylko pogodą, ale też przepisami emigracyjnymi (taki na przykład Quebec ma swój własny program emigracyjny).

Na stronie do której zalinkowała wyżej, zrobiłam szybką ankietę. Podałam kilka odpowiedzi, o pracę o wiek, o rodzinę w Kanadzie, o intencje itd, itp.

I na końcu pojawiła się informacja, że niestety nie jesteśmy uprawnieni do starania się o status rezydenta.

Czyli nie jest tak łatwo. Czyli nie jest to takie oczywiste, że przylecisz do Kanady nawet z pracą w ręku, z dobrym językiem, z długim doświadzczeniem zawodowym i pełen chęci. Jeśli nie zakwalifikujesz się na jakiś program emigracyjny, nie ma zmiłuj. Kanada się magicznie nie otworzy.

W takim przypadku masz dwie możliwości – albo planować Kanadę dalej, albo spróbować wyjechać do kraju Unii Europejeskiej (łatiwje, taniej i bliżej).

Nasz obecny status w Kanadzie: bulaaa, i weź zapomnij

Dwie główne przeszkody: jesteśmy za krótko (odpada program Canadian Experience Class) oraz Kuba ma pracę kontraktową z wskazaną datą zakończenia na lipiec 2015 (zatem nie może ubiegać się o nominację prowincji BCPNP ani wykorzystać ścieżkę programu Federal Skilled Workers).

więc tak…… trzeba czekać……… ehhhhhhh


Jak się czujemy po trzech miesiącahc w Vancouver?

22 listopada minęły trzy miesiące, od kiedy chłopaki i ja wylądowaliśmy na lotnisku w Vancouver.

Oczywiście muszę napisać, że czas minął, jak z bicza trzasnął, chociaż wciąż jeszcze nie czujemy się w pełni swobodnie, jak w domu.

Ale czujemy się szczęśliwi, miasto otwiera się przed nami i jest dobrze, mimo że wszyscy, WSZYSCY mówią nam, ze pogoda jest do bani, albo za chwilę będzie.

Jest takie uczucie, które pojawia się i znika, a które jest nieodłączną składową każdej zmiany. To rozczarowanie.

Kanada nie jest rajem na ziemi. Żaden kraj nie jest. Najlepiej przyzwyczaić się do tej myśli, zanim się podejmie decyzje o wyjeździe i wyda (za) dużo na bilet. Właśnie po to, żeby rozczarowanie było mniejsze. Bo potem, na miejscu, kiedy jest się jeszcze samotnym wśród tłumów, okazuje się, że nawet drobne niedoskonałości mogą odebrać radość ze zmiany i zepsuć humory na długo.

Krótka lista hitów i kitów.

HIT: wszyscy są pozytywni, nawet jeśli to sztuczne, nawet jeśli uśmiechy są przyklejone, mnie to uspokaja i pociesza, jak widzę jakieś 99% ludzi zadowolonych, przynajmniej na twarzy.

KIT: no ale może to zadowolenie ma swoją, wcale nie naturalną, przyczynę? Sporo ludzi pali marihuanę, widać ich ze skrętem w dłoni. Zapach wszechobecny także w pobliżu szkół, niestety.

HIT: chociaż z trzeciej strony, nie od dzisiaj wiadomo, ze endorfiny płyną ze sportu, zatem to może fitnessmania odpowiada za zadowolenie napotkanych lokalesów?

KIT: no ale jak już ćwiczą, to chyba nie powinni pozostawiać swoich ubrań, gdzie popadnie? Jak odpowiedzieć Krzyśkowi dlaczego, skąd i po co, na liniach wysokiego napięcia wiszą adidasy? Kto je tam (po)rzucił? Zabijcie mnie, nie wykoncypię.

HIT: Kuby praca, zawód potrzebny od zaraz

KIT: moje bliżej niesprecyzowane wykształcenie powoduje, że z pracą dla będzie ciężko.

I w zasadzie tyle. Zobaczymy, co dalej.

Serdeczności!