Kategoria: Emigracja emocje

Mieszkać zagranicą nie jest łatwo. Przeczytaj posty z bloga Kanada się nada, pisane w Vancouver w zachodniej Kanadzie. Zobacz jak ma się nasza emigracja i emocje.

  • Kanada jest piękna, a emigracja jest trudna. Dwa lata później i 3 rady jak dać radę

    Dwa lata nam stuknęły w Vancouver

    O matko. Albo innymi słowy: omg (o my god). Minęły zachwyty, minęły rozczarowania. Ale podstawowe emocje nie minęły, siedzą i co jakiś czas wyglądają ukradkiem zza bloga.

    Wiemy, że chcecie czytać, jak jest na emigracji w Kanadzie. Ten post pobił rekordy popularności na blogu. To będzie kolejny post w tym klimacie. Trochę słodko-gorzki.

    To lecimy z emigracyjnym kołczowaniem.

    Pełna dezorientacja jeśli chodzi o tę Kanadę

    Mówią, że Kanada miodem i mlekiem płynąca.

    Dobra, nie wszyscy mówią, na forum polskim  czarnowidzkie wizje przeplatają się z realistycznymi opisami dni tych, co już w Kanadzie są.

    Optymistów również nie brakuje (pisząca te słowa zalicza się do nich, chociaż mój optymizm jest sceptycyzmem podszyty).

    Kogo słuchać? W ogóle słuchać innych?

    Mówią, Kolumbia Brytyjska taka piękna.

    Góry, ocean, wszystko na jednym obrazku. Chcesz, idziesz na snowboard, chcesz, idziesz na kajak, orka przemknie koło ciebie, albo inny niedźwiedź.

    Wszystko ładnie, pięknie, ale co, jeśli zapierniczasz na dwie zmiany, overtajmy robisz, i zwyczajnie zmęczony nieziemsko nie masz czasu i chęci tym pięknem się zachwycać.

    Góry masz w nosie, bardziej Cię interesuje, czy te mieszkania to przestaną w końcu drożeć …

    Może tak jak my, już wiesz, że położenie, i praca, i możliwości, i lepsza przyszłość dla dzieci to nie wszystko.

    Jak by to najlepiej opisać, co nam po głowach chodzi? Chyba tym słowem: Confused

    Nie żałujemy przyjazdu do Kanady, ale żałujemy wyjazdu z Polski.

    Wiem, mało sensu, ale tak to mniej więcej wygląda. A podczas tegorocznego, dłuższego pobytu w Polsce, wszystkie te myśli zogniskowały się na nowo.

    Jest w nas żal. Emocje związane ze stratą. Nasza żałoba po tym, co zostało w Polsce. Ludzie, wspomnienia, miejsca. I także to, czego nie będzie nam dane doświadczyć.

    W Kanadzie podejmuję się walki o to, co miało znaczenie, ale w Polsce nigdy nie przywiązywałam do tego takiej wagi. Zwłaszcza ludzi z Polski żal. Przyjaciół i rodziny.

    Emigracja to ciągłe przekładanie planów na kiedy indziej i odczuwanie straty, po tym, czego nie doświadczymy w tej samej formie już nigdy.

    Once emigrant, always emigrant

    Szczerze napiszemy – nie wiemy, jak to z nami będzie.

    Dlatego tak trudno nam odpowiedzieć na pytanie: (kiedy i czy w ogóle) wracacie?

    Trudno nam, emigrantom, jest pozwolić sobie na żal, na odpuszczenie wspomnień.Trzeba sobie na tę emocję pozwolić. Swoje od-żałować i przeżyć. Dla jedynych to będzie rok, dwa na emigracji. I zrobi się miejsce na nowe. Inni potrzebują więcej czasu, żeby żal za Polską przeboleć. A jeszcze inni całe życie go będą zagłuszać. Są straty, na które czas nie pomaga.
    Jak żalowi pomóc? Spisałam trzy rady, które przyszły na myśl po wielu godzinach rozmów z życzliwymi ludźmi. Może i Tobie się przydadzą.

    3 rady, jak sobie dać radę

    • Znajdź czas na wakacje – wiem, że są tacy, co pracują na okrągło i są bardzo szczęśliwi. Nie chcą i nie potrzebują czasu wolnego. Ale w przypadku emigracji zatrzymanie się na chwilę, co jakiś czas, to jest sprytne rozwiązanie, żeby zregenerować siły. Bardzo istotne.
    • Znajdź czas dla swojej drugiej połowy. Nie ma co być twardszym od skały, kiedy emocje biorą górę, tylko szukać pocieszenia i zrozumienia u tej drugiej, najważniejszej osoby. Nie zakładaj z góry, że tylko tobie jest źle. Pociesz, przytul, opiekuj się. Na zmianę.
    • Nie staraj się jak najszybciej odtworzyć życia sprzed emigracji. Przyznam, że to mój największy problem. Mamy tendencję do powtarzania zachowań, zwłaszcza jeśli okazały się skuteczne przed wyjazdem. Tutaj wszystko może potoczyć się inaczej. Ryzykuj, ale i przyjmuj z pokorą nowe doświadczenie. Łatwiej się żyje.

    Więc bądź dla siebie, drogi kolego emigrancie i koleżanko emigrantko, dobry/dobra. I napisz swoje rady w komentarzu, a ktoś ci podziękuje. Karma wraca 😀

  • Rozczarowani emigranci czyli zawiodłaś mnie Kanado. Dwie strony emigracji

    Ruszam temat kontrowersyjny. Ale muszę. Siedzą gdzieś we mnie te dwie strony emigracji i właśnie się ulało. Bo niedawne spotkanie, bo Brexit też. Bo za chwilę urlop w Polsce…

    Zanim o rozczarowanych emigrantach, słowo wprowadzenia.

    W ostatnim czasie poznaliśmy wielu ciekawych Polaków, którzy przylecieli do Vancouver w ramach programu Working Holiday (część programu International Experience Canada).

    Za każdym z nich stoi poruszająca historia, bagaż doświadczeń, wiele energii i nadziei.

    Mimo że IEC nie jest programem emigracyjnym, to dla większości uczestników, jest wstępem do starań o kartę stałego pobytu.

    Występowanie o pobyt stały (czyli o status Permanent Resident → tutaj przeczytasz więcej o tym, jak my dostaliśmy pobyt stały ) rodzi wiele pytań i jeszcze więcej wątpliwości.

    Zanim jeszcze porozmawiamy o rozczarowanych emigrantach w Kanadzie, kilka słów wstępu.

    Odpowiedzi na pytanie, czy warto wyemigrować do Kanady, jest tyle, ile ludzkich przypadków.

    Każda rozmowa w polskim gronie prędzej czy później schodzi na temat, z jakiego programu emigracyjnego skorzystać, czy lepiej pracę tu, czy tam, a może w ogóle pójść do szkoły?

    Nieco zazdrośnie, ale i z nadzieją, patrzy się na tych emigrantów, którzy starania o legalizację / przedłużenie pobytu w Kanadadzie mają już za sobą.

    Starsi stażem emigracyjnym Polacy dają dobre rady i pomagają, jak mogą (wiem, może trudno w to uwierzyć, ale Polonia w Vancouver przeczy ogólnemu przekonaniu, że na emigracji największym wrogiem Polaka jest drugi Polak).

    Historie Polaków, którym się udało, działają motywująco na nowoprzybyłych. I bardzo dobrze.

    Rozumiem jak najbardziej chęć zostania w Kanadzie, zwłaszcza jeśli jest się młodym, mobilnym obywatelem świata.

    Kanada ma wiele do zaoferowania, Vancouver jest miastem cudnym wprost (na pewno?), dobrze można żyć.

    A i nasze kanadyjskie życie jest dobre. Mamy nadzieję, że czytając posty na Kanada się nada czujecie, że pozytywne emocje są w większości. Całkiem niedawno pisaliśmy o naszych ostatnich odczuciach związanych z mieszkaniem w Vancouver.

    Wniosek: chcemy kontynuować naszą przygodę z Vancouver.

    No właśnie, skoro dobrze można żyć, to skąd ci rozczarowani emigranci?

    Emigranci to zwykli ludzie, z takimi samymi emocjami.

    Wczoraj miałam spotkanie z koleżanką Wenezuelką, która pomaga mi przy nowym projekcie.

    Przyprowadziła ze sobą starszego mężczyznę, Meksykanina, który uśmiechnął się na widok  chłopaków (nieodłączna składowa wszystkich moich spotkań :D).

    Powiedział, że jest chirurgiem dziecięcym z 20letnim stażem. Ja na to oczy wielkie i wow na ustach.

    Już chciałam mu powiedzieć “zazdroszczę”, kiedy Sykarius dodał, że w Kanadzie pracuje jako doradca finansowy.

    Nie może otworzyć praktyki medycznej. Musiałby cofnąć się do szkoły, praktycznie jeszcze raz studiować to samo, tyle że na kanadyjskiej uczelni.

    A nie zrobi tego, bo lata już nie te, rodzinę ma na utrzymaniu i w ogóle, co to jest za pomysł.

    I wiecie co, ja go rozumiem.

    Że nie jest w stanie poświęcić tyle, żeby osiągnąć podobną pozycję w swoim zawodzie, jaką miał w Meksyku.

    Swoje już w szkole odsiedział. Nie każdy chce i może uczyć się całe życie.

    Rozumiem to rozczarowanie w jego głosie.

    Rozczarowanie, które jest doświadczeniem zwłaszcza starszych imigrantów w Kanadzie. Takich, co wiele, więcej niż 10 lat, pracowali w swoich krajach, dorobili się pewnego statusu zawodowego, byli kimś. No proszę was, chirurg dziecięcy?

    Znaczyli w społeczeństwie, a potem wyemigrowali do Kanady.

    Dwie strony emigracji to dwie emocje: radość i rozczarowanie.

    Emigracja to ciągłe żonglowanie dwiema emocjami.

    Radość, że możesz zacząć wszystko od nowa i być kimś innym, a poprzednie życie zostało w tamtym kraju.

    Oraz rozczarowanie, że musisz wszystko zacząć od nowa, a twoje poprzednie życie nic nie znaczy. Nas także nie omijają podobne rozterki.

    I wiem, że niektórzy pomyślą, skoro tak, to niech wraca, a w ogóle to po co się pchał do Kanady, skoro w Meksyku było mu tak dobrze. I mają prawo zadawać takie pytania i tak się dziwić.

    Tylko że to rozczarowanym emigrantom nie pomaga ani trochę.

    więcej o życiu na emigracji w Kanadzie przeczytasz w tych postach

      Kanada jest krajem-rajem dla emigrantów! No to skąd się biorą ci rozczarowani?

      Choć Kanada jest krajem o długiej tradycji imigracyjnej, a społeczeństwo kanadyjskie imigrantami stoi, to jednak kapitał społeczny i zawodowy nowoprzybyłych nie jest doceniany.

      Czasami te wszystkie lata przedemigracyjne są wręcz zmarnowane.

      W Vancouver, gdzie znalezienie lekarza rodzinnego jest niemożliwe, a na izbie przyjęć Szpitala Dziecięcego Kuba z Maćkiem czekał prawie 10 godzin na nastawienie złamanej ręki, więc w tym Vancouver chirurg dziecięcy sprzedaje produkty finansowe.

      Dla mnie to dziwne i świadczy o słabości systemu. (Inne rzeczy też mnie zaskakują, tak na marginesie)

      Nikt na tym nie zyskuje, a wszyscy na tym tracą.

      Opiekunka Maćka ze żłobka była doktorem inżynierii w Iraku. Moja koleżanka z Dubaju ma MBA w zarządzaniu szpitalem i doktorat z pielęgniarstwa, właśnie idzie do szkoły w Kanadzie. Jest bogata, stać ją, dzieci czwórkę odchowała.

      A inni? Ci, co jeżdżą taksówkami, choć u siebie byli profesorami? Chińczyk, który wraz ze mną aplikował o pracę jako analityk finansowy, a miał ponad  15 tak doświadczenia menadżerskiego w banku?

      Można im powiedzieć, bądźcie pokorni i zaczynajcie od nowa. I właśnie to robią. Głównie ze względu na dzieci, żeby im było łatwiej.

      Ale rozczarowani są.

      Zmarnowane lata ciężkich studiów, zaprzepaszczone wyrzeczenia. Bo choć pisałam o tym, ile znaczą kompetencje miękkie w poszukiwaniu pracy w Kanadzie, to starszym pracownikom nie jest tak łatwo je przyswoić. Zwłaszcza jeśli do tej pory w ich rodzinnych krajach liczyła się “twarda wiedza”.

      Badania z 2008 pokazują, że 40% wykwalifikowanych imigrantów opuściło Kanada w ciągu 10 lat od przyjazdu.

      Mimo że poświęcili tak wiele, żeby wyemigrować, to ich rozczarowanie i praca poniżej kwalifikacji sprawiają, że jakość życia w Kanadzie jest gorsza, niż była w rodzinnym kraju.

      Czasami dochodzi do tego ukryty rasizm.

      I tak, wiem, że takie rzeczy wydarzają się nie tylko w Kanadzie, że to tak wszędzie jest.

      Może być tak i w Anglii na zmywaku, i w Niemczech przy truskawkach. A także w Polsce, kiedy podwóch kierunkach studiów, rozczarowani Polacy pracują na śmieciówkach.

      Znam i akceptuję to powiedzenie: jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. 

      Ale rozumiem tych, których emigracja rozczarowała. A Kanada zawiodła.

      Bo skoro my tak bardzo chcemy, to czemu ona nas nie chce równie mocno?

    • Ekspata w Kanadzie po miesiącu miodowym. Czyli czy żałujemy wyjazdu?

      Ale o co chodzi? Ale, że co? Jaki miesiąc miodowy, jakie żałowanie? Zaraz się wszystko wyjaśni.

      To jest tak. Minęło 20 miesięcy na emigracji. Szmat czasu albo zaledwie kilkanaście miesięcy.

      Kiedyś już pisałam o 5 rzeczach, których dowiedziałam o sobie i naszej rodzinie po roku w Kanadzie. A że jestem dusza sentymentalna do tematu rozterek na obczyźnie wracam, podsumowania lubię i robię, więc o tym będzie ten post.

      Kim my jesteśmy, jacy jesteśmy mieszkając od ponad półtora roku zagranicą?

      Jak my myślimy o sobie w Kanadzie? Polska rodzina myślimy najpierw, jakoś ten przymiotnik polska jest nie do przeskoczenia, chociaż oczywiście w Polsce do głowy by nam nie przyszło się tak definiować. Zatem jesteśmy Polakami w Vancouver.

      Czy jesteśmy imigrantami? A może emigrantami? Imigrant dokądś przyjeżdża, a emigrant skądś wyjeżdża. Czyli jesteśmy i jednym i drugim, zależy jak spojrzeć. Czy bardziej definiujemy się jako ci, którzy przyjechali do Kanady, czy jako ci, co wyjechali z Polski ? Określenie emigrant kojarzy mi się z przymusowym opuszczeniem Polski, trochę ucieczką przed, dajmy na to, rządem nie-po-naszej myśli czy kryzysem ekonomicznym. Emigrantami byli opuszczający Polskę w stanie wojennym i ci, którzy wyjechali w 2004 r., kiedy Polska weszła do UE. Czy to my? Wyjechaliśmy do pracy, ale nie za pracą. Czujecie różnicę?

      A imigrant, no cóż, imigrantami nie nazwiemy się także, zwłaszcza w świetle tego, co się dzieje w Europie.To pojęcie nijak nie pasuje do naszej sytuacji.

      I jeszcze na dodatek imigrant/emigrant na ogół decyduje się na pobyt stały w tym innym od swojego kraju. Czyli wciąż nie o nas, bo starania o permanent residence nadal pozostają w naszej sferze rozważań.

      Słowem, nie wygląda na to, żebyśmy  się w którąś z tych kategorii wpisywali.

      Zatem kim jesteśmy? Jak się określić po tych 20 miesiącach?

      Jesteśmy ekspatami

      Według Oxford Dictonary jesteśmy ekspatami, ponieważ mieszkamy poza krajem naszego pochodzenia. Słownik Języka Polskiego doprecyzowuje tę definicję pisząc, że ekspaci to osoby wysoce wyspecjalizowane, które wyjechały do pracy poza krajem swojego pochodzenia. Jakby nie patrzeć 1/2 naszego małżeństwa się w tę definicję wpisuje, a druga połowa stara się nie przeszkadzać 😀

      Ok, czyli udało się nam mniej więcej zaszufladkować, kim jesteśmy. W sensie zawodowym przynajmniej.

      Ale skąd ten miesiąc miodowy w tytule?

      Jak to w każdej relacji, mamy z naszym nowym krajem dobre i złe dni.  Miesiąc miodowy mamy już za sobą. Tym terminem określa się początkowy etap emigracji, trwający zwykle od około 2 do 4 tygodni. I jak to podczas miesiąca miodowego, miłość do nowego kraju była ślepa, albo przynajmniej niedowidząca. Wszystko dookoła takie nowe i ekscytujące. Inne niż w Polsce [czytaj:lepsze]. Cieszyliśmy się tym czasem.

      A potem przyszły święta, czyli tradycyjny okres, kiedy ludzie gromadzą się wokół siebie. W Polsce w takich momentach było zawsze sporo bliskich. Święta z dala od rodziny rozkładają nawet najbardziej zahartowanych na łopatki. To wtedy najmocniej tęsknimy za Polską i Polakami. Naszymi ludźmi w naszych miejscach.

      W  święta rozkrok na emocjonalnym rozdrożu to prawie szpagat. Tam nas już nie ma, a tutaj jeszcze nie zaczęliśmy na prawdę być…..

      I wtedy jest trochę jak w słowach Stasiuka o Polsce:

      Wiemy, że wie­dzie nas ku zgu­bie, ale nie chcemy jej porzu­cić ani zdra­dzić. Nawet jak w końcu znaj­du­jemy jakąś porządną żonę, to i tak ją potem śnimy po nocach. W Anglii, w Ame­ryce. Nawet na Księ­życu urządza­li­by­śmy sobie Wigi­lię i Zaduszki.

      Lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Co czujemy?

      Pewnie gdybyśmy wtedy wiedzieli o mechanizmach emigracji, jej naturalnych fazach, bylibyśmy lepiej przygotowani emocjonalnie na to, jak będziemy się czuć. Jakie uczucia będą nam towarzyszyły dzień po dniu.

      My mieliśmy problem z rozeznaniem się we własnych myślach, a tu trzeba pomóc synom zrozumieć i oswoić ich przeżycia. W dwójnasób ciężej na duszy, kiedy jest się odpowiedzialnym za więcej niż swoje dobre życie.

      Teraz dużo łatwiej jest przyjmować codzienność innego kraju na klatę. Bywa, że mocno rozczarowuje i żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Wkurza wiele rzeczy, ale to temat na osobny wpis i listę zarzutów.

      Czy po 20 miesiącach żałujemy? Nie!

      Nawet po 5 latach nie żałujemy!

      A Ty z której strony jesteś? Chcesz wyjechać czy myślisz o powrocie?

    • 5 rzeczy, o które jestem mądrzejsza po roku w Kanadzie

      Dziś, po roku w Kanadzie i mieszkania w Vancouver, wiem o sobie i o naszej rodzinie więcej. Trochę Ci o tym poopowiadam, dobrze?

      Czuję, jak mi poziom mądrości życiowej się podniósł, z jednoczesnymi wahnięciami szczęścia to w górę, to w dół.

      Najważniejsze: istnieje więcej niż jeden sposób na życie. I żaden nie jest “równiejszy” od innych.

      Myśli nieuczesane o Kanadzie. Czy warto wyjechać? Czy żałujemy?

      Kanada jest najbardziej imigranckim krajem świata. Dzięki imigracji rozwija gospodarkę. Prawo imigracyjne zachęca do łączenia rodzin oraz zaprasza tych, których zawody są potrzebne.

      Mój wyjek wyemigrował do Kanady w latach około stanu wojennego. Czasami myślę, jak jego życie wyglądałby gdyby po porstu mógł się na Kanadę zdecydować. Bez przymusu. Z otwartą furtką na powrót.

      Czy czułby Kanadę inaczej? A Polskę? Który kraj rozumiałby lepiej?

      Kanada często zachęca do wyjazdu kolorowymi stronami internetowymi, miłymi politykami i ogólną atmosferą. Że tam jest jakoś tak normalniej, lepiej, fajniej.

      Po roku mieszkania w Kanadzie wciąż tego nie wiem.

      Ale czuję, że już na zawsze zostaniemi rozdarci na dwa kraje. Choćby decyzje poniosły nas w inne kąty, nie wyplenimy Kanady z nas. I Polski też nie porzucimy.

      No nie da się, i już.

      Co wiem o sobie i naszej rodzinie po roku w Kanadzie?

      1. Mniej rzeczy znaczy więcej wolności.

      Gdzieś tkwiło we mnie to przekonanie, że życie to mieszkanie, praca, kupowanie, bo dzieci potrzebują, bo w domu brak, bo trzeba.

      Przeprowadzka i życie tutaj skutecznie wyleczyło z takiego myślenia.

      Dookoła wciąż mam przykłady ludzi, którzy skądś przybyli i dokądś zmierzają, wzięli rok wolnego, żeby wyjechać do Nowej Zelandii albo Holandii, czy robią wyprzedaż garażową ze względu na wyprowadzkę do Meksyku.

      Ludzie zabierają, co najważniejsze, rzeczy materialne nie trzymają ich na miejscu.

      Nie przywiązują się do nich, pozbywają się ich równie często, jak kupują nowe.

      Stąd pewnie popularność sklepów z używanymi rzeczami.

      Mniej rzeczy to zatem nie tylko więcej wolności, to również recycling, drugie i kolejne życie.

      2. Praca, pomysły, pieniądze, nic nie jest na zawsze. Ani po roku w Kanadzie, ani nawet po dwóch.

      To, co powinno być na zawsze, to odrobina wewnętrznej pokory i przekory. Wobec życia i wobec ludzi.

      Taka postawa sprawiła, że było mi łatwiej i ciekawiej.

      Znam swoje ograniczenia, a jednocześnie jestem wolna i pełna nadziei.

      Bo skoro wczoraj byłam w Polsce i wiodłam poukładane życie, a dziś jestem w Kanadzie, i wciąż się udaje, to nie ma się czego bać. I nie ma na co czekać, ani czego żałować.

      3. Przyjaciele i rodzina – absolutny must have.

      Bardzo ważny jest (nie tylko) emocjonalny system wsparcia.

      Nie ma opcji, żeby się obyć bez ludzi wokoło.

      Czasami, w tych podłych chwilach, kiedy wszystko idzie źle, nawet najodleglejsze wspomnienie pomoże, gdzieś przywołana z zakamarków pamięci moment z rodziną postawi nas do pionu.

      Coś tak drobnego, jak uśmiech sąsiada, doda otuchy w emigracyjnej samotności. 

      Teraz, po roku, mam koleżanki tutaj, nawet coś na kształt kobiecego kręgu. [edit z 2019: od października 2016 prowadzę comiesięczne otwarte spotkania dla Polek w Vancouver. Czekamy tylko na ciebie!]

      Mamy znajomych, takich co to na kawę, albo z kawą podejdą, i co dziecka popilnują też.

      Z drugiej strony niestety przekonałam się na własnej skórze najboleśniej jak dotąd w życiu, że nie wystarczy mówić po polsku, aby się z Polakiem dogadać.

      Prawdziwe i w ojczyźnie, i na obczyźnie.

      I jeszcze jedno: nigdy nie wiesz, kiedy uda ci się spotkać kogoś, z kim da się porozmawiać w innym języku niż angielski i polski. Mi udało się powiedzieć po węgiersku (dwa razy) i po niemiecku (dwa zdania).

      4. Na emigracji zaufaj swoim dzieciom.

      One wiedzą, nie wiem, jakim szóstym zmysłem, ale wiedzą, jak się przystosować, nawet kiedy wokół wszystko, WSZYSTKO jest inne.

      Patrzę na naszych synków i oczom nie wierzę, jak się przez ten rok zmienili, jak wielu rzeczy mnie nauczyli.

      Na emigracji nasza rodzina jest mocniejsza, silniejsza, bardziej siebie słuchamy.

      W końcu przez ten rok mieliśmy tylko siebie, nie rozpraszaliśmy się, było więcej czasu na te najważniejszą relację. Na nas.

      Skutki emigracyjnej decyzji mogą ujawnić się dopiero za czas jakiś. Jakie będą? Się okaże….. ale żalu nie ma i nie będzie.

      Ale jeśli chcesz zminimalizować ryzyko, przeczytaj naszą listę o tym, jak się NIE przygotowywać na emigrację z dziećmi do Kanady.

      i punkt ostatni, bonusowy i z innej beczki:

      5. Dziś wiem, że chodzenie po górach to sport.

      I to wyczynowy. Ale to już chyba wiecie z innych naszych wpisów.

      [update z 2019 ]Łazimy po górach wciąż tak samo zachwyceni! Lubimy zimę w Vancouver i dziękujemy Kanadzie, że nauczyła nas jeździć na nartach!

      A co Ty pamiętasz najlepiej po pierwszym roku swojej emigracji w Kanadzie?

    • My zdies emigranty czyli nasz status Emigracyjny po trzech miesiącach w Vancouver

      Dzisiaj opowiadam, kim byliśmy w Vancouver w 2014, zanim zostaliśmy obywatelami Kanady w 2020. Nasz początkowy status emigracyjny w Kanadzie nie był najprostszy i wtedy wcale nie było oczywiste, że będziemy mogli zostać na dłużej (na stałe).

      Piszę o tym dlatego, że wielu z Was zastanawia się, jak wyjechać do Kanady, jak wyjazd zorganizować, a jeśli jest to wyjazd tymczasowy, to jak go przedłużyć.

      Napisałam jakiś czas temu krótką ściągę – mapę, która pokazuje najbardziej podstawową wersję możliwości emigracyjnych. Znajdziesz ją pod linkiem Newsletter czyli List z Kanady. Po zapisaniu się na osobiste listy, które nieregularnie wysyłam, dostaniesz dostęp do pdf.

      Dlaczego piszę: my zdies emigranty? Może znacie tę książkę Manueli Gretkowskiej o jej paryskim życiu? Stamtąd ściągnęłam frazę otwierającą tytuł. Bo ładna jest. Po za tym mam z nią osobiste wspomnienie, bo to jedna (jeśli nie jedyna) książka o emigracji, którą przeczytałam, zanim wyjechaliśmy z Polski.

      Jak wygląda nasz status emigracyjny od strony papierkowej?

      Kiedy przylecieliśmy w 2014, Kuba miał kontrakt z pracodawcą na rok (roczną umowę o pracę) i pozwolenie na pracę na 3 lata.

      Ja dostałam status osoby towarzyszącej, która ma open work permit (otwarte pozwolenie na pracę). Nasze dzieci miały study permit (pozwolenie na naukę).

      Apetyt rośnie w miarę jedzenia i mimo, że sytuacja jest dobra jak na początki w nowym kraju, to ja bym chciała już, zaraz, natychmiast starać się o status rezydenta.

      Przed wyjazdem nie myśleliśmy w ogóle o pozostaniu dłużej niż zakładany rok (przygody) w Kanadzie. Ale pierwsze trzy miesiące w Vancouver, kilka rozmów z tutejszą Polonią, kazały nam zastanowić się, co dalej.

      Ty bądź mądrzejszy! Jeśli myślisz o Kanadzie, przeczytaj naszą historię o otrzymaniu statusu stałego rezydenta. A jeszcze lepiej, zacznij od zadania sobie ważnych pytań związanych z emigracją.

      Odpowiedzi na pytanie, czy Kanada chce ciebie zatrzymać na dłużej najlepiej szukać na tej stronie.

      Każda sytuacja jest inna, i już tylko się uśmiecham, kiedy słyszę od Polaków tutaj, że znajomy znajomych powiedział, że dostał status rezydenta od ręki, a inny, że się super długo czeka i że w ogóle to niemożliwe.

      Byłoby super, gdyby status emigracyjny po prostu nam się pojawił, wraz z zasiedzeniem. Ale to już nie te czasy.

      Kiedy będziesz się starał uporządkować swój status emigracyjny, nie słuchaj bezkrytycznie innych, nie szukaj pomocy podejrzanych biur oferujących pomoc w legalizacji pobytu, tylko zrób porządny research na jedynej właściwej stronie, czyli rządowej: Canada immigration.

      Zwłaszcza teraz, kiedy od nowego roku ma wejść nowy program imigracyjny, a przepisy już istniejących szybko się zmieniają.

      Kanada to ogromny kraj, podzielony na prowincje i terytoria. A każdy z tych obszarów to osobne państwo w państwie. Różnią się nie tylko pogodą, ale też przepisami emigracyjnymi (taki na przykład Quebec ma swój własny program emigracyjny).

      Na stronie do której zalinkowała wyżej, zrobiłam szybką ankietę. Podałam kilka odpowiedzi, o pracę o wiek, o rodzinę w Kanadzie, o intencje itd, itp.

      I na końcu pojawiła się informacja, że niestety nie jesteśmy uprawnieni do starania się o status rezydenta.

      Czyli nie jest tak łatwo. Czyli nie jest to takie oczywiste, że przylecisz do Kanady nawet z pracą w ręku, z dobrym językiem, z długim doświadzczeniem zawodowym i pełen chęci. Jeśli nie zakwalifikujesz się na jakiś program emigracyjny, nie ma zmiłuj. Kanada się magicznie nie otworzy.

      W takim przypadku masz dwie możliwości – albo planować Kanadę dalej, albo spróbować wyjechać do kraju Unii Europejeskiej (łatiwje, taniej i bliżej).

      Nasz obecny status w Kanadzie: bulaaa, i weź zapomnij

      Dwie główne przeszkody: jesteśmy za krótko (odpada program Canadian Experience Class) oraz Kuba ma pracę kontraktową z wskazaną datą zakończenia na lipiec 2015 (zatem nie może ubiegać się o nominację prowincji BCPNP ani wykorzystać ścieżkę programu Federal Skilled Workers).

      więc tak…… trzeba czekać……… ehhhhhhh


      Jak się czujemy po trzech miesiącahc w Vancouver?

      22 listopada minęły trzy miesiące, od kiedy chłopaki i ja wylądowaliśmy na lotnisku w Vancouver.

      Oczywiście muszę napisać, że czas minął, jak z bicza trzasnął, chociaż wciąż jeszcze nie czujemy się w pełni swobodnie, jak w domu.

      Ale czujemy się szczęśliwi, miasto otwiera się przed nami i jest dobrze, mimo że wszyscy, WSZYSCY mówią nam, ze pogoda jest do bani, albo za chwilę będzie.

      Jest takie uczucie, które pojawia się i znika, a które jest nieodłączną składową każdej zmiany. To rozczarowanie.

      Kanada nie jest rajem na ziemi. Żaden kraj nie jest. Najlepiej przyzwyczaić się do tej myśli, zanim się podejmie decyzje o wyjeździe i wyda (za) dużo na bilet. Właśnie po to, żeby rozczarowanie było mniejsze. Bo potem, na miejscu, kiedy jest się jeszcze samotnym wśród tłumów, okazuje się, że nawet drobne niedoskonałości mogą odebrać radość ze zmiany i zepsuć humory na długo.

      Krótka lista hitów i kitów.

      HIT: wszyscy są pozytywni, nawet jeśli to sztuczne, nawet jeśli uśmiechy są przyklejone, mnie to uspokaja i pociesza, jak widzę jakieś 99% ludzi zadowolonych, przynajmniej na twarzy.

      KIT: no ale może to zadowolenie ma swoją, wcale nie naturalną, przyczynę? Sporo ludzi pali marihuanę, widać ich ze skrętem w dłoni. Zapach wszechobecny także w pobliżu szkół, niestety.

      HIT: chociaż z trzeciej strony, nie od dzisiaj wiadomo, ze endorfiny płyną ze sportu, zatem to może fitnessmania odpowiada za zadowolenie napotkanych lokalesów?

      KIT: no ale jak już ćwiczą, to chyba nie powinni pozostawiać swoich ubrań, gdzie popadnie? Jak odpowiedzieć Krzyśkowi dlaczego, skąd i po co, na liniach wysokiego napięcia wiszą adidasy? Kto je tam (po)rzucił? Zabijcie mnie, nie wykoncypię.

      HIT: Kuby praca, zawód potrzebny od zaraz

      KIT: moje bliżej niesprecyzowane wykształcenie powoduje, że z pracą dla będzie ciężko.

      I w zasadzie tyle. Zobaczymy, co dalej.

      Serdeczności!

    • Emigracyjny system wsparcia potrzebny od zaraz. Krąg kobiet – brak mi…

      Polski mi nie brak, brak mi Polek !

      A konkretnie TYCH Polek, WAS, mam, babć, cioć, kuzynek, sióstr, szwagierek, przyjaciółek, koleżanek, znajomych, sąsiadek,

      Wszystkie tworzycie dla mnie krąg kobiet o ogromnej sile.

      Nie zdawałam sobie sprawy, jaka to siła, jaka to moc, dopóki nie znalazłam się ponad 8 000 km od Was.
      Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mi jej tutaj brakuje, zwłaszcza wczesnym wieczorem kiedy jestem w totalnej mniejszości, otoczona z wszystkich stron testosteronem.

      więc dziękuję, że piszecie i skypicie….

      Kobiecy krąg, to coś, za czym tęsknię i próbuję go sobie tutaj powolutku zbudować. Żeby jednak nie ograniczać się, szukamy ludzi koedukacyjnie

      Mam tutaj koleżankę, Harprit, urodzoną w Kanadzie, rodzice wyemigrowali z Indii.

      Namówiła mnie na sushi i tak sobie rozmawiamy, to znaczy ona opowiada jak się mieszkało w Japonii (uczyła tam biznesmenów angielskiego), a ja opowiadam jak mi się mieszka w Kanadzie, w odróżnieniu od mieszkania w Polsce.

      Staram się nie brzmieć jakoś smutnawo, dołująco, czy co, no ale tęsknotę słychać w moich słowach.

      Harprit powiedziała wtedy:

      no tak, pewnie ci brakuje supporting system (systemu wsparcia).

      I oczywiście miała rację!

      Pierwszy raz w życiu, a trochę już żyję, zdałam sobie sprawę, że warto mieć taki system wsparcia.

      Aktywnie go budować, od pierwszego dnia w nowym miejscu.

      Nie czekać z założonymi rękami, bo może się uda, ktoś zauważy. Mam podpowiedź: nie zauważy.

      # nasz początkowy, pierwszoroczny system wsparcia nie ograniczał się tylko do pań.

      A nawet zupełnie odwrotnie, system ujawnił się w męskiej postaci naszego sąsiada Seana, ojca kolegi Krzyśka ze szkoły, Keana.

      Cała rodzina ich okazała nam wiele życzliwości, była bardzo pomocna i otwarta. Dzieciaki okoliczne wpraszały się bezpardonowo do nich, a i mnie Tanya wspomogła nieraz dobrym słowem.

      Podczas ferii wiosennych Krzyś przez pierwszy tydzień chodził na zajęcia razem z Keanem. Pierwszy dzień zajęć wypadał w poniedziałek, a wieczorem w niedzielę dostałam smsa od Seana, że ma wolne miejsce w samochodzie, czy Krzyśka też przywieźć.

      Napisał mi też, że potem fead him and take them to jujitsu class (da Krzyśkowi jeść i zabierze na zajęcia dodatkowe jujitsu). P

      ewnie, ucieszyłam się bardzo, nie trzeba się tłuc autobusem. Jak Krzyśka odbierałam od nich, to Sean mnie przeprasza, że codziennie nie może go przywozić, bo już innego chłopca wozi ze swoimi dziećmi, ale jakby co, to da mi znać.

      Miłe, c’nie?

      Drugi tydzień ferii Krzysiek był już w innym miejscu niż Keane (w tym wcześniejszym niestety nie mieli miejsc), więc wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy Sean do mnie zadzwonił i powiedział, że Krzysia odbierze we środę, żebym mu tylko adres dała.

      No szok, specjalnie załadował swoje dzieciaki do auta i pojechał naszego synka odebrać. I następnego dnia tak samo.

      Wzruszyłam się tą ogromną bezinteresownością, tym wysiłkiem przecież dodatkowym i kosztami (spróbuj samochód zaparkować w śródmieściu), poświęceniem dla nas, osób jakby nie było obcych, po to, żeby najzwyczajniej w świecie pomóc.

      Niestety sąsiedzi wyprowadzili się po niecałym roku znajomości i teraz Krzysiek nie ma już kolegi, którego uczy W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie…


      Wesprzeć. System wsparcia budować, rozwijać, podtrzymywać.


      #żeby poznać ludzi na miejscu, trzeba czasu. Nie da się inaczej, nie ma bata. Ale jednocześnie można prowadzić szeroko zakrojoną akcję poznawania ludzi online.

      W moim przypadku jest to czytanie blogów (uwielbiam) i poznawanie ludzi online. Widzę ich i trochę znam, bo czytam, jak piszą.

      I tak, wiem, że czasami jest to kreacja na potrzeby czytaczy, ale jednak wciąż sporo autentyczności, która mnie ciekawi i przyciąga.

      Kiedy uzupełniam ten post, jest lato 2016. Jestem już po wielu rozmowach, odwiedzinach, telefonicznych pogaduszkach z moimi ludźmi w Polsce. Wciąż czuję niedosyt i wciąż samej sobie przypominam napisz do tej i do tamtej, niech wie, że ja pamiętam, że chcę tę relację podtrzymać.