kasiaikod_pierwszy miesiąc nauki web development_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

Nie, nie zarzuciłam nauki, jak budować strony internetowe. Nie, nie zalało mi klawiatury syropem klonowym.

A jednak nie pisałam o mojej nauce już trzy miesiące, więc ci z was, którzy śledzili poprzednie wpisy, mogli pomyśleć, że to the end. Dead end w temacie.

Trzeci, czwarty i piąty miesiąc nauki web development przeminął cicho, z kilkoma zrywami

 

Rzeczywiście trochę tak było, że początkowy entuzjazm związany z nowością, lekko przygasł. Mimo całego wora motywacji zewnętrznej (a może właśnie dlatego, że zewnętrznej, a nie wypływającej bardziej ode mnie), pod koniec marca mój słomiany zapał już tylko tlił się.

Życie też zweryfikowało mi ilość czasu, jaką mogę poświęcić obecnie na naukę. I nie jest to tak dużo jak bym chciała. Dla jasności: nie uważam, że inni mają więcej czasu, albo są lepiej ogarnięci i stąd im wychodzi, a mnie nie. Wiem, że każdy ma do dyspozycji tyle samo czasu w ciągu dnia.

Zauważyłam przez te kilka ostatnich miesięcy, że niestety uczenie się w blokach krótszych niż 2-3 godzinne, nie przekłada się u mnie na zwiększenie wiedzy z programowania. Niby wiadomo, żeby robić coś metodą małych kroczków, a nie od razu rzucać się na wielkie projekty. Łatwiej zjeść słonia po kawałku, ale za to przeżuwać codziennie 😉

Teoria teorią. W rzeczywistości, mimo że codziennie myślałam o nauce, to się codziennie nie uczyłam. [przypomina mi się czerstwe: “- Jasiu nauczyłeś się na klasówkę? -Uczyłem się, prze pani, uczyłem….- Ale czy się nauczyłeś Jasiu?” Opad kurtyny.]

Jeśli opuszczałam jakiś dzień-dwa, albo, o zgrozo, weekend, to wtedy samo wrócenie do materiału już przerobionego, zajmowało mi sporo czasu. W efekcie niby uczyłam się więcej i więcej, ale wciąż umiem tyle samo. Niewiele.

Mam wrażenie, że znam jakieś fragmenty układanki, kształty odróżniam, ale całościowego obrazka wciąż nie widzę. Nie pomaga mi ogrom wiadomości dostępnych w internecie. Co więcej, wiem, że tyle informacji przeszkadza. Rozpraszam się na coraz to nowe blogi, teksty o programowanie, sprawdzanie narzędzi z  otrzymanych newsletterów.

[Rozpraszaczy mam też rzecz jasna całe mnóstwo innych, zupełnie z programowaniem niezwiązanych. Żebyście nie myśleli, że Kate to cyborg, czy co. Normalnie oglądam seriale (“Anne” już dostępna w Polsce!), normalnie książki czytam, także inne niż o rozwoju osobistym i biznesu, normalnie fejsa skroluję. Tak mam. Co nie przeszkadza mi być wierną wyznawczynią Pani swojego czasu. ]

kasiaikod_trzeci, czwarty i piąty miesiąc nauki web development_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

Ad rem. Podczas tych  trzech miesięcy wiele razy odpuściłam naukę z powodu: o raju, to gdzie ja skończyłam? co robiłam ostatnio? Zanim przypomniałam sobie, to co umiem, żeby na tej bazie budować nową wiedzę, mijało moje okienko czasowe.

Możliwe, że to wymówka marna. Że wystarczyłoby odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile ważna jest w tym momencie dla mnie nauka, żeby znaleźć czas właśnie na to. A nie na coś innego. Jednak okazało się, że to coś innego było podczas tych trzech miesięcy ważniejsze.

Trzeci, czwarty i piąty miesiąc nauki web developmentu – wynik: 1:0 dla nauki dziecka

 

Przede wszystkim upadł mój plan, żeby uczyć się rano. Nadal budzę się najwcześniej z całej rodziny, ale teraz większość poranków spędzam z Krzysiem. Uczymy się języka polskiego oraz wiedzy o Polsce. Krzyś ma egzamin kończący czwartą klasę w sierpniu. Zauważyłam, że uczenie się z nim rano daje dużo lepsze efekty, niż szukanie takiej możliwości po południu, po jego powrocie ze szkoły i zajęć dodatkowych.

Nie jestem nauczycielem, więc dopiero uczę się, jak uczyć. Planuję napisać o tym osobny post, bo w tym momencie nauczanie domowe chłopaków pochłania większość mojego czasu.

Po tych wszystkich sesjach jestem zmęczona i ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest jeszcze nauka samodzielna.

Odpuszczam.


Trzeci, czwarty i piąty miesiąc nauki web development – wynik: 2:0 dla blogowania

 

W ciągu tygodnia roboczego mam czas 4 razy  – to 3 godziny, kiedy Maciek jest w przedszkolu. Te godziny powinny być moim sprzymierzeńcem, jednak znowu okazało się, że przebranżowienie nie było dla mnie aż tak ważne czy pociągające, żeby wygrać z chęcią pisania.

W grudniu 2016 myślałam o tym, że skoro lubię grzebać w “bebechach” bloga, to naturalną kolejnością rzeczy będzie nauczenie się, jak to robić kompleksowo. Założyłam, że skoro to dla bloga i będę się uczyć w czasie przeznaczonym na blogowanie, to będę mieć podobną satysfakcję, jaką odczuwam, kiedy piszę. Okazało się, że jednak nie.

Pisanie artykułów na bloga, a pisanie kodu, nie dają mi poczucia zadowolenia w ten sam sposób. Odkrycie tej, pewnie dla wielu oczywistej, prawdy, też zmieniło mój tok myślenia. Pozwoliłam sobie na czas nie chce mi się kodować, bo wolę pisać. Stałam się spokojniejsza, odkąd postanowiłam, że nie muszę wyrzekać się jednego w imię drugiego. Po prostu to drugie zabierze mi więcej czasu.


Trzeci, czwarty i piąty miesiąc nauki web development – wynik 3:0 dla życia

Wyganiało mnie na dwór w weekendy na wiosnę (jaką wiosnę, hę? Mamy 1. czerwca, a Maciek poszedł do przedszkola w kurtce). Czy ty też tak masz, że ładna pogoda przeszkadza w pracy zamiast pomagać? U mnie zaraz włącza się tryb: outdoor time, ewentualnie gapię się przez okno na góry.

Mam wiele takich krótkich 20-30 minutowych okienek czasowych, kiedy się chłopaki zajmą sobą, albo oglądają bajki, ale wtedy najczęściej sięgam po książkę. Z dwóch powodów:

  1. nie muszę się aż tak intelektualnie wysilać, żeby zacząć, gdzie skończyłam (ach, ten mózgowy wysiłek ;));
  2. a po drugie, jak młodzi zobaczą mnie z książką, to nie ma błagania o tablet. Kiedy widzą mnie z komputerem, automatycznie jest prośba o granie. Rodzic daje przykład, i jak ja czytam, to sami też sięgają po książki.

Wakacje planuję. Bo będziemy w Polsce, bo rok 2017 to dziesiąte urodziny Krzysia, piąte urodziny Maćka i nasza 11. rocznica ślubu. Chcemy zrobić coś wyjątkowego. Małego, ale naszego.  Wspólne kilka godzin z Kubą, spa z przyjaciółką, jedna-dwie wycieczki tylko ja i Krzyś. Być może świętowanie w Legolandzie (ktoś był i poleci, jak to zorganizować?).

Planowanie życia przejada mi czas na naukę. Tak.


Trzeci, czwarty i piąty miesiąc nauki web development – co zrobiłam?

 

Kilkakrotnie podczas tego kwartału brałam udział w darmowych warsztatach z HTML, CCS i JavaScript, organizowanych  przez dwie instytucje: RED Academy oraz Lighthouse Lab.

#HTML500 means all day of coding with 500 people! That’s so exciting!!! Thanks @lighthouse_labs . Dzień off czyli #kasiaikod. Jedna z największych imprez w Kanadzie dla każdego, kto chce się nauczyć programować. ❤?❤?❤⌨❤ #vancouverbc #womenintech #womenpower #vancouverblogger #programowanie #canada_true #kasiaikod #learntocode #vancouver

Post udostępniony przez by Kasia Kate Jeziorska (@kanada_sie_nada)

Niestety ponownie przekonałam się, że takie jednorazowe zrywy niewiele dają. Bo zanim odświeżę sobie podstawy, prowadzący są już daleko w temacie. Pozostawiają wrażenie niedosytu. Dodatkowo byłam później wkurzona na rodzinę, że czas mi zabiera, kiedy ja chcę moja energię pospotkaniową przekuć w dalszą naukę.

Jeśli wybierasz się na takie spotkania w swoim mieście, mam dla ciebie jedną radę – wybieraj te całodniowe. I takie, gdzie są mentorzy. Praca jeden-na-jeden daje dużo więcej niż gapienie się na prowadzącego i przepisywanie jego kodu do swojego laptopa.

Po tych spotkaniach zostały mi trzy rozgrzebane strony: “o mnie”. Hmmm….

Mimo tego, wciąż pracuję i “dłubię” w kodzie. Zauważyliście, że blog ma nieco inny wygląd? Ostatni darmowy motyw na WordPress mi sie wysypał, więc kilka tygodni temu ściągnęłam inny, również darmowy. Wciąż go ustawiam pod swoje potrzeby.

Poza tym pracuję nad stroną lądowania dla Polskich Babskich Spotkań, tak, żeby mógł się pojawić na niej formularz zapisu (w tej chwili obsługiwany przez program wysyłający newsletter) oraz kalendarz najbliższych spotkań.

Nowa strona Zamostowa wciąż jest w fazie… koncepcyjnej. Kurtyna.


Mniej nauki nie oznacza braku nauki. Tego też się nauczyłam podczas tych trzech miesięcy.

Także wiecie, do przodu.

Wszystkiego najlepszego na Dzień Dziecka.

PS. Na FB ruszyła ciekawa grupa i wyzwanie: Programuj dziewczyno! Być może to coś dla ciebie? Ja będę obserwować, jak tylko przerobimy z Krzyśkiem uniwersalizm średniowieczny oraz rolę podgrodzia (omg!) i będzie czas. Eh.


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

 

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.

  • Zgadzam się z Michałem, że materiału jest bardzo dużo i ciągle dochodzi coś nowego, a to co jest wkrótce zniknie. Ale najważniejsze jest cały czas coś robić najlepiej konkretne projekty, niekoniecznie duże ale „do przodu” a prędzej czy później jak z językami obcymi wszystko będzie się układać coraz szybciej i płynniej bez konieczności odwoływania się do źródeł ;).

  • Hej Kasiu.
    Skąd ja to znam? Wiedzy jest ogrom, tyle tematów do nauki, a okienko w sumie krótkie. Tu ciekawe artykuły, tutaj trudny kawałek pasjonującej wiedzy, tam kolejne ciekawostki, jeszcze to by się chciało poznać. A czas leci na czytaniu wszystkiego po łebkach, w sumie to nie wiadomo, za co się zabrać, nic nie jest poznane i nic nie jest przećwiczone. Timeout! I kolejna sesja z głowy :).

    Ja sobie z tym poradziłem robiąc trochę porządku z tym, co jest mi potrzebne, czego chcę się nauczyć i co jest w mojej ocenie wiarygodnym źródłem wiedzy oraz do czego tę wiedzę wykorzystam. Uporządkowałem materiały, przestudiowałem wszystkie i następnie spróbowałem je zastosować w praktyce. W tym czasie nie zaprzątałem sobie głowy kolejnymi ciekawymi artykułami, ciekawostkami merytorycznymi i pasjonującymi kursami, choć korciło mnie jak nie wiem co, aby coś jeszcze przy okazji obejrzeć/poczytać itd. Zdyscyplinowałem się i skupiłem na określonym obszarze i materiałach wyznaczając sobie pewien okres, np. tygodnia na dane zadanie.

    Inaczej się nie da, blogerzy i twórcy treści tworzą je szybciej, niż my jesteśmy w stanie to wszystko przestudiować :).

    • Cześć Michał,

      bardzo Ci dziękuję za zajrzenie na bloga i Twoje słowa! Właśnie zastosowanie Twojej metody, prostej i w gruncie rzeczy jedynej logicznej nastręczało mi ostatnio tyle trudności. Cały czas łapię się na tym, że szukam blueprinta albo innej mapy, drogowskazu, jak tę samodzielną naukę ogarnąć.
      Kursy stacjonarne mają tę przewagę, że nie musisz się przejmować organizacją.
      No ale w moim przypadku na razie nie wchodzą w grę!
      Dzięki raz jeszcze i do zobaczenia wkrótce !(jeszcze chwila, jeszcze dwie….lalalala) Serdeczności 🙂