To nie plan na 2017. Rozważania o zmianie zawodu. Mojego.


Jeśli czytasz nasz blog od dawna, wiesz, że ten blog jest mniej o Kanadzie, a bardziej o nas w Kanadzie. Dlatego być może czasami trudno Ci jest znaleźć informacje nienaznaczone naszym subiektywnym spojrzeniem. Albo doświadczeniem.

O blogu

Często treści, którymi się z Tobą dzielę, wydają się sprzeczne. No bo jak, raz nam się Kanada podoba, a raz nie. Jak zachwyca, jak nie zachwyca. I w ogóle to lepiej byś Kaśka pisała więcej o tym, jak zdobyć prawo stałego pobytu w Kanadzie.

Podsumuję to tak: chcę pisać, to co Ty chcesz czytać. Nie wiem jeszcze, na jakich tematach skupię się na blogu, bo z planu na 2017 mam na razie tylko: napisać plan na bloga. Być może będzie więcej tekstów specjalistycznych, bo wiem, że ich szuka najwięcej osób. Z kolei posty o emocjach są najczęściej czytane. I takie też wypadałoby pisać.

Dodaj do tego odpowiedzi na pytania w mailach i rzeczy okołoblogowe (więcej we wpisie o tym, co na blogu w 2016 roku) i już mamy full time job, czyli pracę na cały etat. Którą to pracę muszę zmieścić w trzy godziny, kiedy Maciek jest w preschool, bo ciężko jest napisać coś sensownego ze skaczącym czterolatkiem u boku.

Maciek jak tylko widzi, że siadam do komputera, szelmowsko się uśmiecha i mówi: skoro ty pracujesz mamo, to ja chcę tablet. Uwierz mi, nie mam najmniejszych szans na wygranie takich negocjacji.

Bloga będzie mniej.

W 2017 planuję, że treści blogowej jest mniej i będzie się rzadziej ukazywała.  Postaram się utrzymać jeden wpis tygodniowo. Oprócz tego znajdziesz nas w mediach społecznościowych: Facebook i Instagram.

Nie wiem jeszcze, jaki priorytet nadam kanałowi You Tube, bo chociaż chciałabym nagrywać filmiki, to jednak jest to bardzo czasochłonne. I chociaż jestem jak najbardziej zwolenniczką hasła: Zrobione jest lepsze od doskonałego, to jednak pewien poziom chciałabym utrzymać. Z czystego szacunku do Ciebie jako czytelnika i widza 🙂

Myślę, że niewiele stracisz, bo na szczęście kanadyjska blogosfera i vlogosfera rośnie w siłę. Coraz więcej blogerów i blogerek pisze o swoim życiu w różnych kanadyjskich prowincjach, pomaga na grupach facebookowych czy organizuje spotkania w realu. Wiem, że znajdziesz swoich ludzi i odpowiedzi na nurtujące Cię pytania.

Tymczasem dla mnie 2017 to będzie rok próbowania i testowania. Chcę zmienić branżę i przekwalifikować się zawodowo.

Z kogo na kogo, być może zapytasz.

Kim byłam?

Jeśli jeszcze tego nie wiesz, napiszę, że jestem z wykształcenia hungarystą (to ktoś taki, który ogarnia Węgry i język węgierski). Studiowałam podyplomowo finanse i rachunkowość, bo kiedy byłam na 3 roku studiów hungarystycznych, pewien mądry człowiek powiedział mi: Kasia, rzadki język to plus, ale o czym będziesz w tym języku rozmawiać? Wybrałam więc finanse, bo po prawie 8 latach studiów filologicznych mój mózg domagał się sztywnych reguł i jasnych zasad, a rachunkowość jawiła się wtedy jako dobre rozwiązanie. Przez kilka lat pracowałam w outsorcingu księgowym, wykorzystując przy okazji węgierski i niemiecki. Bardzo moją pracę lubiłam.

I wtedy przytrafiła się Kanada.

Kiedy tutaj przylecieliśmy, byłam tak zwanym trailing spouse, czyli małżonkiem na doczepkę, bez większych planów zawodowych i jasnej odpowiedzi na pytanie, co ja chcę robić w Kanadzie.

Bo co Kuba tutaj robi, to już wiesz. Przypomnę: najpierw programował narzędzia do przygotowywania filmowych efektów specjalnych w Scanline, a teraz pracuje dla AnimalLogic. Jest bardzo zadowolony i czuje, że się rozwija.

Ja pracę w Vancouver znalazłam jako Account Payable Analyst, podobną do tego, co robiłam kilka lat temu w firmie w Polsce. Bez języka węgierskiego, bo tutaj nie jest on zbyt popularny.

Po 10 miesiącach, będąc jeszcze w niepewności, czy za chwilę nie wracamy do Polski, zdecydowaliśmy, że odchodzę z obecnej pracy.

Powodów było kilka. Myśląc o swojej pracy zawodowej w Kanadzie, chciałam, żeby była ona bardziej przyjazna naszej rodzinie. Czasowo bardziej elastyczna, mniej absorbująca, w większym stopniu zależna ode mnie. Nie wiem, czy to emigracja tak wpływa na ludzi, zmiana środowiska, efekt świeżego startu? Może to, a może coś więcej?

Wiem, że nie chcę pracować w finansach i księgowości w Vancouver.

Żeby się rozwijać, musiałabym uzyskać tutejsze wykształcenie, a najlepiej rozpocząć kursy na Chartered Professional Accountant. I później, za kilka lat (wiele lat) pracować jako księgowy w samodzielnym biurze lub w korporacji.

Brzmi kusząco, ale jednak po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że wolę nauczyć się czegoś bardziej ogólnego i uznawanego na całym świecie. Na wypadek, gdybyśmy się znowu przeprowadzili. Znajomość przepisów księgowości kanadyjskiej poza Kanadą na niewiele mi się zda. Tak jak znajomość języka węgierskiego poza Europą.

Co chcę robić?

Pracując nad naszym blogiem, nauczyłam się sporo o WordPressie, marketingu w mediach społecznościowych oraz narzędziach IT służących do budowania stron. I na to ostatnie chcę postawić w 2017 – nauczyć się, jak zostać Junior Front-End Developerem. Czyli umieć zbudować stronę internetową, w oparciu o CMS WordPressa.

Zamierzam to zrobić metodą samodzielnej nauki przez pierwszy kwartał. Później mam nadzieję, że dostaniemy Permanent Residence i będę mogła zapisać się na krótkie kursy na BCIT.

Pisałam już kiedyś, że w Vancouver jest łatwiej,  gdy masz pracę w branży IT.

Wiosną 2015 zaczęłam nawet kurs Pythona, z podobną myślą. Chwilę potem zaczęłam pracę na etacie w Accenture i niestety poległam czasowo.

Przekonam się, jak wyjdzie tym razem. I dam znać pod koniec roku. Napisałam to całemu światu, więc teraz już mus!

Trzymaj za mnie kciuki 🙂


Podobało się? Kliknij ikonki poniżej i pokaż nam, co lubisz czytać!