kasiaikod_kasiaikod-i-nie-dostalam-pracy-w-kanadyjskim-startupie

Wiesz już z tego wpisu, że 2017 to mój rok- krok w stronę IT. A konkretnie zdobycie umiejętności junior front-end developera. Wpisałam taki tytuł, ale jeszcze nie do końca wiem, czy to jest to, co chcę robić. Od czegoś trzeba jednak zacząć…

Uchuchu, już mi skóra cierpnie. Boję się. I trochę mam lenia. Ale będę walczyć z nim.

Zapytałam na FB, czy pisać na ten temat. Nie spodziewałam się takiego odzewu 🙂 Co jakiś czas będę zatem publikować krótki stan moich postępów. To też zabieg motywacyjny – muszę coś robić, żeby mieć o czym tutaj napisać, hehe.


Ponieważ temat przebranżowienia się odbiega nieco od standardowej tematyki naszego bloga, postanowiłam wyróżnić te posty nieco inną grafiką.

(A przy okazji. Nie poradzę. Dziś róż i już! W domu trzech facetów, tylko dresy i dżinsy, to sobie chociaż tak odbiję. Myślisz, że wyrosnę z tego?)


Ok, to teraz mięsko, czyli jak wyglądał:

Pierwszy miesiąc samodzielnej nauki zawodu Front-End Web Developer

Zaczynanie, zaczynanie, zaczynanie…

Wszyscy mówią: po prostu zacznij. Zrób pierwszy krok, bo od niego zaczyna się każda podróż. Nie przeczę, rada jak najbardziej słuszna. Ale co, jeśli nawet nie wiem, jak zacząć, gdzie zacząć, od czego zacząć?

2 lata temu po prostu weszłam w link do coursera.org, zobaczyłam kurs: Python for everybody i zapisałam się, i przez kilka tygodni uczyłam się według filmików instruktażowych. Ja go nie skończyłam, ale znam takich, co skończyli. Więc się da!

Teraz jest mi trudniej. Chociaż łatwiej też, w pewnym sensie.

Sposobów na rozpoczęcie nauki jest tak dużo, a większość z nich na wyciągnięcie ręki.

W samym Vancouver chyba ze trzy instytucje oferują IT bootcamps, czyli intensywne szkolenia całodniowe, trwające po kilka tygodni, gdzie poprzez praktykę nabędziesz niezbędną wiedzę. Poza tym dostępne są kursy w collegach, na uniwerkach, czyli standardowa akademicka ścieżka do zdobycia tytułu Master of Computer Science. I w końcu ogrom wiedzy w internecie, często za darmo, lub za grosze.

Jak się w tym nie pogubić? Niełatwo.


Strony i kursy, od których zaczęłam naukę

Ja najpierw przejrzałam bloga Żanety. Dziewczyna-blogerka-matka-programistka, kto, jak nie ona zrozumie drugą dziewczynę, też blogerkę, też matkę, i, mam nadzieję, programistę in spe? Żaneta ma całą serię postów, jak zacząć programowanie.

Rzeczy z listy “do zrobienia” w pierwszym miesiącu mojej nauki:

  • Zarejestrować się na codepen.io i tam próbować pisać kod.

Konto założone, coś tam już poklikałam. To jest takie miejsce w sieci, gdzie piszesz i od razu widzisz, jak to wygląda. Nie trzeba instalować nic na komputerze.

Któreś soboty przekonałam się jednak, co to znaczy to słynne zawołanie informatyków: No jak to nie działa?! U mnie działa! Na codepen.io nie wyświetliło mi się poprawne formatowanie, a po zapisaniu kodu w edytorze już tak. Hm…

Zapisałam się. Można tam robić króciutkie ćwiczenia, których rezultat od razu widzisz na stronie. Nie trzeba instalować żadnych konsoli (jeszcze nie wiem, co to takiego), ani edytorów tekstów.

Na codeacademy.com zrobiłam podstawowy kurs HTMLa i CSSa, na freecodecamp zrobiłam ćwiczenia i doszłam do momentu, kiedy czas już pisać stronę.

Nie wiem jeszcze nic o JavaScript, chociaż na freecodecamp były ćwiczenia z jQuery. Ale nie powiem, żebym wiedziała, co co chodzi.

  • W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że dużo też mi daje oglądanie filmików instruktażowych. Wyżej wymienione miejsca oferują naukę samodzielną bez komentarzy i video.

Wiem, wiem, od oglądania nikt się jeszcze nie nauczył pisać kodu, ale w moim przypadku, na początku, działa. Kurs, którego słuchałam w styczniu (i w lutym kontynuuję) to na coursera.orgHTML, CSS, and Javascript for Web Developers. Odpowiadał mi akcent, szybkość wymowy prowadzącego, i właśnie jestem w trakcie kodowania “wraz z nim” strony internetowej koszernej restauracji.

Słucham też czasami kursu Daniela Mizielińskiego na kursownik.pl (offtop: Kuba studiował z nim i jego żoną, Olą, na warszawskiej ASP) Jako jedyny z opisanych tutaj kursów, ten jest po polsku. Filmiki są dość długie i trochę nie do końca wpisują się w moje ramy czasowe. Jak masz więcej czasu, śmiało zaglądaj!

Żaneta przygotowała również na swojej grupie na FB bardzo pomocne posty z podsumowaniem jak zacząc, pełne linków jak keks rodzynek. Koniecznie przeczytaj.

Tyle w temacie materiałów, z których się uczę.

A teraz:

Mój sposób na samodzielną efektywną naukę z domu?
Jeszcze nad tym pracuję…

Przyznam się od razu, że muszę wiele rzeczy czytać po kilka razy i wracać do materiałów po kilka razy. Głównie dlatego, że moja nauka ma charakter “siadam, bo akurat mam czas, dzieci jedzą albo oglądają i jest cisza”.

Na początku stycznia nie wiedziałam, jaki sposób nauki będzie mi najbardziej odpowiadał. Kiedy będę się uczyć?Gdzie się będę uczyć? Korzystam z mojego starego laptopa, który czasy świetności ma już za sobą…

Postanowiłam wstawać trochę przed chłopakami, około 6-6:30 i te chwile przeznaczyć na naukę. Niestety zimowa, ponura noc kilkakrotnie mnie pokonała i ten nawyk muszę jeszcze w sobie wykształcić.

Chciałam też na naukę przeznaczyć godziny poranne, cztery razy w tygodniu, trzy godziny, kiedy Maciek jest w przedszkolu. I na tym polu muszę jeszcze popracować nad skutecznym planowaniem czasu i zadań.

W styczniu przytrafiło się prawo jazdy, do którego uczyłam się i jeździłam. Ostatnio choróbsko. Nie do końca ograniczyłam pracę nad blogiem. Posty styczniowe się ukazały przecież, trochę występów gościnnych, czy przygotowanie kolejnej rundy Polskich Babskich Spotkań.

Eeee, wygląda, że się tłumaczę.

W lutym będzie lepiej. W planie mam spotkanie Vancouver women in tech. A co! Kontunuuję rozpoczęte kursy i będę pisać prostą stronę w oparciu o bibliotekę Bootstrapa. Nie, nie będę się opierać o regał z książkami, ale i tak sporo czytania mnie czeka 😀

Serdeczności!


Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.