Mamo, chcę potarzać się w śniegu ! Pierwsze narty i sanki na Mount Seymour

Ten wpis będzie o początkach na nartach i sankach, czyli sportach ,do których uprawiania zasadniczo potrzebny jest śnieg. O łyżwach możecie poczytać tu.

A dziś zapraszamy na pokaz zdjęć z naszych pierwszych prób sanko – narciarskich na górze Mount Seymour. Którą latem też polecamy na miłe spacery.

Z górki na pazurki na sankach.

Co roku zimą w internecie krążą zdjęcia pokazujące, jak to dużo śniegu mają w Kanadzie. Zasypane domy, drogi, biało po czubek nosa i więźbę dachową. Oczywiście w Vancouver śnieg stanowi rewelacje prawie taką samą jak lądowanie kosmitów, ale już około godziny jazdy drogą na północ jest go całkiem sporo. W ilościach hurtowych wręcz. Choć nie po dziurki w nosie ;D

Wydaje mi się, że już gdzieś narzekałam na to, że ciężko znaleźć dla dzieci darmowe górki do zjeżdżania na sankach [ach, westchnięcie za górką na Moczydle] w obrębie miasta. Śniegu nie ma w Vancouver, stąd jeśli mamy ochotę na sanki, to trzeba wybrać do któregoś z ośrodków górskich, jednak trzeba się liczyć z tym, że będziemy płacić za zjeżdżane.

I nawet jak kupimy bilet, to nie ma tak, że dziecko może sobie zjeżdżać w dowolnym miejscu, o nie. Są wyznaczone tory ślizgawkowe. Takie zwyczajne, znane nam z Polski zjeżdżanie na sankach (czy to drewnianych, czy plastikowych jak te zielone ciągnięte przez Krzysia na zdjęciu poniżej) , takie sanki na Mount Seymour nosżą nazwę: tobogganing. W innych miejscach można się spotkać jeszcze z nazwą sliding. Bilet kosztuje od 10 do 12 CAD za 2 godziny, można kupić na miejscu sliding carpets czyli cienkie maty do zjeżdżania (ale nie polecam, bo to jest super cienkie i dziecko jest po tym mocno poobijane). Moim zdaniem najlepsze do takiego zjeżdżania są maty styropianowe, które latem można na falach wykorzystać, takie praktyczne, wielozadaniowe są ;D

Innym sposobem na sanki jest snow tubing czyli zjeżdżanie na wielkich pompowanych kołach. Na Seymour można skorzystać z torów dla początkujących i zaawansowanych, oraz nie trzeba taszczyć tego wielkiego koła z powrotem na górę, bo wyciąg jest 🙂 Taka zabawa jest zdecydowanie najdroższą opcją jeśli chodzi o sanki, ale sądząc po minach dzieci ( i wielu dorosłych) warto chociaż raz spróbować.

Sanki zaliczone, to może spróbujemy desek?

Nartom poświęcę osobny wpis, bo awansowały na główny sport zimowy tego sezonu i sporo jest do napisania. Na razie więc dzielę się tylko zdjęciami z pierwszego wyjścia na stok. Debiut Krzyśka (8 lat) i Maćka (prawie 4 lata) udał się nad podziw. Chłopakom bardzo bardzo się podobało, zostaliśmy aż do zapadnięcia zmroku, nie do wiary, jak przyjemnie ( i nietłoczono) jest na nartostradach nocą. Maciek najchętniej zjeżdżał między nartami Kuby, chociaż jak się go postawiło na mini górce, to w dół ochoczo pomknął. Krzyśkowi przyswojenie podstaw poszło nadspodziewanie dobrze, że aż za bardzo chojrakował i się wyrywał na trudniejsze trasy. Wbrew tytułowi, w śniegu się nie tarzał 😉

Dzienny bilet dla Krzyśka to około 20 dolarów, dla dorosłego 50 dolarów, Maciek jeździ na Seymour za free. Wypożyczenie sprzętu to koszt około 30 dolarów.

i jeszcze zdjęcia

1 2

zima trzyma 2015

 

Na Seymour można uprawiać jeszcze np snowshowing, czyli chodzenie na rakietach śnieźnych, o czym napiszę przy kolejnej okazji. Na rakietach można pójść np na Psią Górę, po sąsiedzku położoną przy Mount Seymour (szlak zaczyna się od tego samego parkingu).

Więcej zdjęć i opisów wkrótce, słowo daję !

tymczasem miłego zimowego dnia