Kategoria: Mieszkanie w Vancouver

Dobrze mieszkać to niełatwa sprawa. A co dopiero w mieście, które co i rusz ląduje w rankingu najlepszych do życia i jednocześnie najdroższych miejscówek świata.

Przeszukaj tę kategorię, żeby się dowiedzieć o naszych perypetiach z poszukiwaniem mieszkania w Vancouver. Co lubimy w naszym mieście, co nas wkurza. To jeszcze nie Alternatywy 4, ale już całkiem blisko…..

Polecamy dzielnice i lodowiska. Szkoły i przedszkola. Gdzie pójść do lekarza. Słowem, wszystko, co musisz wiedzieć, zanim przeprowadzisz się do drugiego największego miasta Kanady.

  • Wyjazd do Kanady? 4 pytania które musisz sobie zadać na początku

    Wyjazd do Kanady? 4 pytania które musisz sobie zadać na początku

    Zawsze kiedy zaczynam pisać post w cyklu emigracyjnym, wydaje mi się, że w temacie wyjazdu do Kanady powiedziano już wszystko. W 2020 jest tyle źródeł informacji, że kolejny artykuł o tym samym nie jest potrzebny.

    A potem dostaję pytanie na Instagramie. Albo wiadomość emailową.

    I wtedy wiem, że wciąż wielu z Was szuka takich najbardziej podstawowych wskazówek, jak zacząć z tą emigracją.

    Zwykle odsyłam pytających do strony rządowej Urzędu Imigracyjnego, bo nie ma lepszego źródła wiadomości o przepisach i procesach. Z nią zaplanuj swój swój wyjazd do Kanady.

    A jednak kiedy pytam, czy udało Ci się przeczytać informacje na tej stronie, często słyszę, że nie, jeszcze nie.

    Stąd wiem, że wciąż potrzebne są takie posty po polsku, omawiające temat emigracji. Poza tym jestem leniwa i będę mieć do czego linkować w odpowiedzi na pytania.

    Mam nadzieję, że ten artykuł też Ci się przyda.

    Dzisiaj absolutny wstęp wstępów. Zanim napiszesz z pytaniem o wyjazd do Kanady, odpowiedz sobie na te pytania.

    Coś Ci jeszcze poradzę. Przyłóż się do odpowiedzi na te pytania.

    Dlaczego?

    Załóżmy, że zdecydujesz się skorzystać z płatnej pomocy w przygotowaniach do emigracji. Pójdziesz do konsultanta lub prawnika emigracyjnego. Odpowiedzi na poniższe pytania pomogą Ci przygotować się do rozmowy i zaoszczędzą czas. Kto jak kto, ale konsultant na pewno zada Ci szczegółowe pytania o wyjazd do Kanady. Więc tak ogólnie możesz pomyśleć o tym już teraz.

    To co? Zaczynamy?

    1. Start with why, czyli dlaczego wyjazd do Kanady?

    W tym pytaniu będą różne pod-pytania (jest takie słowo?).

    Wtręt ode mnie: start with why to świetny sposób na rozjaśnienie sobie w głowie nie tylko tematów emigracyjnych. Polecam. Zadawanie pytania, dlaczego (trochę jak kilkuletnie dziecko), pomoże dotrzeć do sedna. I możesz się zdziwić, kiedy finalna odpowiedź będzie inna niż Ci się zdawało na początku.

    Wracając do Kanady i emigracji.

    Przygotuj kartkę, kubek z czymś do picia (albo kieliszek, ja tam Ci nie zaglądam ;D ). Wyłącz na chwilę komputer, odłóż telefon. I daj sobie chwilę na te pytania.

    Proponuję takie główne kategorie pytań,

    • Chcę coś zmienić w swoim życiu – otoczenie, ludzi, klimat.
    • Muszę się przeprowadzić, bo w Kanadzie zarobię więcej (będę żyć na wyższym poziomie niż obecnie).
    • Osiągnąłem już wszystko, co mogłem w swoim zawodzie w obecnym miejscu. W Kanadzie będę mieć więcej możliwości kariery.
    • Chcę studiować w Kanadzie.
    • Chcę zwiedzić dziką i wielką Kanadę – muszę zobaczyć to Morraine Lake.
    • Wyjeżdżam, żeby zdobyć obywatelstwo kanadyjskie.

    Kolejność pytań jest przypadkowa. Możesz pasować do jednej kategorii lub do wielu. Możesz się wahać. Właśnie dlatego tak ważne jest drążenie tego tematu. Czas zainwestowany w rozmyślania i spisanie sobie odpowiedzi to punkt wyjścia do planowania kolejnych kroków.

    Im lepiej odpowiesz sobie na te pytania, tym łatwiej będzie Ci wytrwać w podjętej decyzji. Szczególnie później, kiedy inni będą chcieli Ci udowodnić, jak zła to była decyzja. Wjedzie czołgiem emigracyjne życie, minie okres euforii (zwany miesiącem miodowym). Wtedy powrót do swojego: Dlaczego tu jestem? pomoże Ci uspokoić się emocjonalnie.

    Specjalnie nie piszę pod tymi pytaniami swoich komentarzy i uwag. Nie dlatego, że chcę Ci życie utrudnić. Przeciwnie.

    Nie chcę, żeby moje uwagi wpływały na Twoje odpowiedzi w pierwszym etapie rozmyślania. To TY musisz znać swoje WHY KANADA.

    Planuję jednak podzielić się swoimi komentarzami i odpowiedziami w innym poście. Wtedy znajdziesz w tym miejscu link do niego.

    Na razie wracaj do kartki i działaj.

    I to prowadzi nas do kolejnego pytania. ⤵

    2. Na jak długo planujesz wyjazd do Kanady?

    Nawet jeśli z poprzedniego pytania wyszło Ci, że wyjeżdżasz tylko na chwilę (bo na przykład wylosowano Cię do programu International Experience Canada), powięć trochę czasu i pomyśl, co dalej.

    Warto przygotować sobie opcje zapasowe, bo a nuż zechcesz zostać na dłużej?

    Tak, są możliwości, żeby po skończonym programie IEC, studiach, czy czasowym pozwoleniu o pracę, aplikować o:

    • kolejny czasowy program
    • pobyt stały w Kanadzie

    Ale musisz mieć tę opcję przemyślaną wcześniej, najlepiej już w momencie, kiedy zaczynasz przygotowywać się do wyjazdu do Kanady.

    O wielu opcjach przedłużania programów opowiadałam kiedyś na YouTube. Przygotowałam też mocno uproszczoną rozpiskę dróg emigracyjnych do Kanady. Możesz ją dostać na tej stronie: https://kanadasienada.pl/newsletter-list-z-kanady/

    Odpowiedziane? Świetnie, idziemy do następnego pytania.

    3. Kto wyjeżdża z Tobą do Kanady?

    Inaczej będziesz się przygotowywać do wyjazdu w pojedynkę, a inaczej jeśli emigrujesz lub wyjeżdżasz czasowo z dziećmi.

    • Sprawdź, czy program wyjazdowy, który Cię interesuje, obejmuje również najbliższych (dependents);
    • Na jaki rodzaj wizy / pozwolenia na pracę lub naukę będą mogli liczyć?

    Jeśli wyjeżdżasz z kimś, to możliwe są dwie opcje:

    1. Każde z Was będzie aplikowało osobno o możliwość czasowego lub stałego wjazdu do Kanady . Tak jest w przypadku pozwolenia na przylot (eTA), występowania o wizę w ramach programu International Experience Canada lub aplikowaniu o pozwolenie o pracę (Work Permit).
    2. Możecie złożyć wspólną aplikację. Tak jest na przykład podczas występowania o pobyt stały w systemie Express Entry.

    Koniecznie policz koszt życia i dopiero na tej podstawie wybierz prowincję / terytorium i miasto do życia.

    To prowadzi nas do kolejnego pytania. ⤵

    4. Gdzie będę mieszkać, studiować i pracować?

    Kanada to 10 prowincji i trzy terytoria (potocznie zwane the North). Wiele z prowincji jest większych od Polski, a sama Kanada jest drugim największym krajem świata.

    1/3 wszystkich obywateli mieszka w dwóch prowincjach: Ontario (gdzie największym miastem jest Toronto) i w Quebec ( w miastach: Montreal i Quebec City). Większość Kanadyjczyków mieszka w odległości 200 km od granicy ze Stanami Zjednoczonymi.

    Dlatego jeśli czytasz artykuł czy oglądasz video na YouTube o życiu w Kanadzie, dowiedz się, o której części Kanady jest mowa. “Wyjazd do Kanady” oznacza wyjazd do konkretnej miejscowości. A tam życie i przepisy mogą się znacznie różnić. Tak bardzo, że będziesz się zastanawiać, czy wciąż jesteś w Kanadzie (my mieliśmy to uczucie odwiedzając region Niagary, w Ontario. Wydał nam się zupełnie inny niż nasza prowincja, Kolumbia Brytyjska.)

    Czytając pytania osób na grupach kanadyjskich widzę, że wiele osób wybiera miejsce do życia w Kanadzie kierując się tzw. lifestyle tego miejsca. Prym wiodą Toronto (największe miasto Kanady), Montreal (najbardziej europejskie miasto Kanady) i Vancouver (największe miasto zachodniej Kanady). Każde z tych miast leży w innej prowincji. Różnią się klimatem, kosztami życia, a nawet głównym językiem (Kanada ma dwa: angielski i francuski)

    Wiem, że nie chcesz przecież żyć w mieście, którego energia Ci zupełnie nie odpowiada. Ale swojej decyzji nie opieraj jedynie na tym!

    Na to trzeba zwrócić uwagę:

    • jakie jest zapotrzebowanie na Twój zawód w danym regionie;
    • jaka jest konkurencja wśród osób wykonujących Twoją pracę w danym regionie;
    • ile kosztuje czesne na uniwersytecie / college / szkole niepublicznej;
    • jakie są wymagania danej prowincji w programie emigracyjnym Provincional Nominee Program;
    • jaki są połączenia lotnicze z Polską;
    • czy odpowiada Ci pogoda, położenie geograficzne, okolica.

    Z naszego podwórka, czyli mieszkanie w Vancouver. Koniecznie przeczytaj te posty:

    4 pytania jakie warto sobie zadac przed wyjazdem do Kanady | Kanada się nada blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady
    zdjęcie z naszej pierwszej wiosny w Vancouver, plaża Second Beach 2016

    Bonusowy słowniczek na zakończenie.

    Kiedy będziesz szukać informacji emigracyjnych, czy to na canada.ca czy na grupach blogach, na pewno przeczytasz te dwa akronimy: CIC i IRCC.

    • IRCC to skrót od Immigration, Refugees, and Citizenship Canada. To ta część rządu kanadyjskiego, która jest odpowiedzialna za emigrację i jej programy (na przykład International Experience Canada). W wielu programach rząd federalny współpracuje z prowincjami.
    • CIC: Citizenship and Immigration Canada. To dawna nazwa IRCC, ale czytając starsze posty i rozmowy na grupach możesz go spotkać.

    CIC i IRCC często używane są wymiennie.

    I jeszcze takie słowa od Joanny Girak-Onoszko, która kilka lat temu mieszkała w Toronto. Może znasz jej książkę o kanadyjskich szkołach rezydencjalnych?

    Spisała co polscy emigranci w Kanadzie polecają zabrać w walizkę:

    fragment artyukułu z bloga Mrs. Canada

    To co? Już się pakujesz? Powodzenia z planami na Kanadę!

  • No to siup czyli ciąża i poród w Vancouver

    Po napisaniu pierwszego posta o małym dziecku w Vancouver, czułam mocny niedosyt. Ba, czułam, że trochę jestem z tobą nieszczera, bo opowiadam ci o czymś, czego sama nie doświadczyłam. I mimo, że tamten post poruszał głównie finansowo-prawne zagadnienia, to jednak temat jest niepełny bez autentycznych wspomnień młodych matek.

    Więc dzisiaj więcej o ciąży w Kanadzie, a konkretnie w Vancouver.

    I jako bonus podział na placówki przedszkolno – żłobkowe w Vancouver.

    Pierwszą część o małym dziecku i o tym, jak moja kanadyjska koleżanka przygotowuje się na bycie matką poczytasz w tym poście. Chciałam przekazać jej emocje i jej rozmyślania. Chciałam też dowiedzieć się, co jest najtrudniejsze w życiu młodej matki, Polki w Vancouver.

    Po publikacji posta, popytałam na naszej grupie Polskie Matki w Vancouver, na Facebooku, i na podstawie wypowiedzi dziewczyn przygotowałam ten artykuł. Przeczytasz cytaty matek z grupy i trochę informacji porządkowych.

    Mam nadzieje, że pomogę. A jeśli masz jakieś pytania lub doświadczenia, podziel się nimi w komentarzu, a jakaś przyszła matka ci za to podziękuje!

    Ciąża, prowadzenie ciąży i poród w Vancouver w oczach Polek.

    Kto prowadzi ciąże ?

    Najpopularniejsza opcja w Polsce to prowadzenie ciąży pod okiem ginekologa (może być ten sam, co w szpitalu, w którym jest planowany poród).

    W Vancouver kobieta w ciąży jest pod opieką położnej. To one opiekują się przyszłą matką i prowadzą niezagrożone ciąże. Więcej o tym, jak wygląda taki model opieki przeczytasz tutaj: http://www.bcwomens.ca/our-services/pregnancy-prenatal-care/midwifery-care.

    Do ginekologa, jeżeli jest się w ciaży, nie trzeba skierowania. Można sie samemu skierować. To samo jest z położną. Moje dwie ciaże były prowadzone tutaj przez położne i to było naprawdę bardzo pozytywne doświadczenie.

    Opieka położnej jest finasowana przez ubezpiecznie Medical Service Plan (o MSP i o ubezpieczeniu zdrowotnym przeczytasz w poście o służbie zdrowia).

    Świetną sprawą jest prowadzenie ciąży u położnej. Wiem od dziewczyn, które tu rodziły że bardzo sobie chwalą, bo ta sama położna prowadzi ciążę, zleca badania, przyjmuje poród (w szpitalu lub w domu) i odwiedza w połogu, pomaga w laktacji. Fajnie jest rodzić z kimś, kogo sie zna i nie jest to przypadkowa osoba na dyżurze.

    Czasami jest więcej niż jedna położna, która prowadzi ciążę. Wyszukaj w Google hasło: midwifery clinics in Vancouver, i zobacz, jaki model pasuje ci bardziej.

    niezastąpione położne prowadzą ciąże i poród w vancouver

    W ciąży korzystałam z usług South hill birth program. Tam ciąże prowadzą położne. Założenie jest takie, że w czasie ciąży widujesz się tam z dwoma położnymi, żeby właśnie nie było ze stale ktoś obcy. Miałam szczęście, bo większość ciąży widywałam jedna położna która mi bardzo podpasowała i potem jeszcze trafiłam na nią w szpitalu przy porodzie.

    Dobre relacje z położnymi pamięta się długo:

    Ja zaczynałam ciążę w Vancouver z położnymi, potem wyleciałam na trochę do Polski i tam rodziłam. No i właśnie najbardziej było mi szkoda w całej ciąży tych moich położnych cudownych stąd, mimo że ledwie byłam na dwóch wizytach.

    Kto to jest doula?

    Doula to dziewczyna, która jest przy młodej matce przed porodem, w trakcie i po. Pomaga jej i dzieli się swoim doświadczeniem macierzyńskim. Ja w Polsce nie korzystałam, a widzę, że taka usługa jest coraz popularniejsza.

    Kult douli trochę mnie zmieszał, bo wszyscy tak doradzali i mówili jakie to doule są przydatne i potrzebne, ale się nie zdecydowałam i w sumie dobrze wyszło. Mąż mi się spisał, a pielęgniarka na sali porodowej była całkiem spoko mimo że młoda i mało doświadczona (zawsze jedna pielęgniarka siedzi, a położna lata po pokojach i sprawdza jak postęp, potem na sam poród przychodzi).

    Badania w ciąży – lepiej mniej czy więcej?

    Mówi się, że ciąża to nie choroba, a jednak w ciąży, w Polsce jest się cały czas u lekarza. Nie wiem, czy to dobrze, że polska opieka nad ciężarną jest mocno zmedykalizowana. Ale wiem, że każda przyszła mama ma inne potrzeby i wymagania.

    Jedne kobiety chcą jak najmniej interwencji ginekologa, a internetu nie sprawdzają z obawy, że na pewno wyczytają jakaś chorobę (to o mnie). Inne mamy wolą wiedzieć więcej i być często badane, żeby czuć się bezpieczne.

    Dziewczyny z Vancouver też różnią się w swoich wrażeniach z prowadzenia ciąży.

    • Mniej badań w ciąży niektórym mamom się podoba:

    Badań rzeczywiście nie zlecają zbyt dużo (w porównaniu do Polski) ale mi to zupełnie nie przeszkadzało, bo jak zdrowa ciąża, to po co drążyć.

    Miałam doświadczenie z Anglii gdzie jeszcze mniej się musiałam ciążą przejmować (w Anglii nawet mi cukru nie sprawdzali, a krew na badania pobierała mi położna na rutynowej wizycie, więc nie musiałam chodzić do żadnego life lab ). W Vancouver miałam zlecone jakieś dodatkowe usg i to chyba ze dwa, z jakichś tam „na wszelki” powodów.

    • Komentarze innych mam pokazują, że nie każdej rodzinie odpowiada ilość zleconych badań oraz opieka położnej w Vancouver.

    Ja osobiście nie byłam zadowolona z prowadzenia ciąży w Vancouver. Była to moja pierwsza ciąża. Wydaje mi się, że jest bardzo mało badań, dwa usg na całe 9 miesięcy. Żeby dowiedzieć się, jaka jest płeć dziecka, trzeba czekać cały tydzień aż lekarz dostanie wyniki usg, ponieważ pani, która robi usg nie może nic powiedzieć.

    Też nie byłam zadowolona. Tę samą położną spotkałam może dwa razy przez całą ciążę. Tak to co wizyta ktoś inny w klinice.

    Ja się czułam mocno niezaopiekowana w ciąży. O co by człowiek nie zapytał słyszał, że to normalne.

    Wspomnienia z porodu w Vancouver

    Sam poród, pobyt w szpitalu (BC woman) i podejście do mamy, dziecka i taty — wszystko na plusie.

    [Poród w ] BC Women’s Hospital oceniam bardzo dobrze. Organizacja szpitala i podejście do kobiety i dziecka mają cudowne.

    Jak mi skurcze ustały, to mnie położna wzięła na spacer po oddziale, kazała robić po drodze przysiady i zaprowadziła do kuchni po lody na patyku. Pomogło, poszłam rodzic. Plan porodu robiłam, ale nikt go chyba nie czytał za bardzo. Choć też nie miałam żadnych szczególnych życzeń…

    Dla przyjezdnych z Polski zaskoczeniem może być też to, że można wyjść ze szpitala już kilka godzin po porodzie.

    A co poza tym?Ciąża i poród to dopiero początek

    Pomoc w oswojeniu emocji

    Macierzyństwo jest trudne, a macierzyństwo na emigracji jest jeszcze trudniejsze. Więc nie bądź ze swoimi potrzebami i wątpliwościami sama. Dziewczyny mówią, że jak się poszuka, to jest dużo miejsc, gdzie przyszłe i młode matki mogą dostać wsparcie.

    Były grupy wsparcia i milion innych grup na które nie chodziłam, pytali o moje emocje i zdrowie psychiczne.

    Poszukaj w Google pod: Evergreen Health Centres .

    Mija sześć lat, odkąd jestem matką na emigracji w Kanadzie. Dwa lata temu pisałam, że czasami jest mi łatwiej, czasami trudniej. Dzisiaj wiem, że dzięki emigracji i Kanadzie jestem bardziej świadoma siebie, swoich potrzeb i emocji. Wiem też znacznie więcej o takim codziennym, kanadyjskim życiu, więc mniej się stresuję nieznanym.

    Żłobek, przedszkole i inne cuda…

    O żłobek i przedszkole zahaczyliśmy, bo młodszy syn miał 2,5 roku, kiedy przylecieliśmy do Vancouver. O naszych doświadczeniach przeczytasz w poprzednim poście o małym dziecku i tutaj:

    1. Kanadyjskie daycare w Vancouver – w naszym przypadku to był żłobek całodzienny, dla dzieci 2,5 -5 lat, z wyżywieniem
    2. Preschool czyli przedszkole w Vancouver – nasze przedszkole działało kilka godzin dziennie, przez 2-3 dni w tygodniu, i przyjmowało dzieci od 2 do 5 lat. Bez wyżywienia.

    W Polsce to było łatwo. Najpierw żłobek, potem przedszkole. Żłobek i przedszkole mogło być państwowe lub prywatne. Państwowe placówki podlegały odpowiedniemu ministerstwu, prywatne już niekoniecznie.

    W Kanadzie, w każdej prowinji może być inaczej, bo edukacja jest regulowana na szczeblu prowincjonalnym i terytorialnym ( o tak, taki na przykład terytorialny rząd Nunavat, ma duży wpływ na to, edukację inuckich dzieci, które uczą się w szkołach inuickiego języka. To jedyne miejsce w Kanadzie z inuickim w szkołach). A piszę ci o tym, żeby było jasne, że moje doświadczenia z przedszkolami i żłobkami są z Vancouver. I czasam nawet w Lower Mainland, czyli miejscowościach w okolicach Vancouver jest inaczej niż w Vancouver.

    opiekA nad dziećmi w osobnym pomieszczeniu (nie domu) – Child care center.

    Najczęściej licencjowana, czyli jest jakaś kontrola nad takim żłobkiem / przedszkolem

    • Full-Day Care (0 – 3 lata) Opieka całodniowa, zazwyczaj 12 dzieci w grupie, jeden opiekun na 4 dzieci. Zwykle działa cały rok, bez ferii wiosennych, letnich i bożonarodzeniowych.
    • Full-Day Care (2.5 – do zerówki) Opieka całodniowa, zazwyczaj 25 dzieci w grupie, jeden opiekun na 8 dzieci. Zwykle działa cały rok, bez ferii wiosennych, letnich i bożonarodzeniowych.
    • Pre-School (2.5 – do zerówki)Program na pół dnia, 4 godziny lub mniej. Zajęcia poranne lub popołudniowe. zazwyczaj 20 dzieci w grupie, jeden opiekun na 10 dzieci. Zwykle działają tylko w czasie roku szkolnego i mają przerwy na ferie.
    • Before and / or After School (5 – 12 lat)Świetlina przed i poszkolna. Nie musi być przy każdej szkole. Nie zawsze przyjmnie wszystkie dzieci (czasami są listy oczekujacych). 1 opiekun na 10 dzieci. Prowadzą zajęcia w trakcie dni wolnych od szkoły.
    • Multi-Age Child Care (0 – 12 lat )Mniejsza grupa dzieci – 8, i jeden opiekun.
    • Occasional Child Care ( 18 miesięcy – do zerówki)Opieka nad dzieckiem na część etatu lub na wezwanie. Zwykle maksimum to 40 godzin miesięcznie i nie więcej niż 8 godzin na dzień.

    Home Child Care czyli opieka nad dzieci w domu opieuna

    • Licensed Family Child Care (0 – 12 lat )maksimum 7 dzieci;
    • Registered License-Not-Required Family Child Care (0 – 12 lat)Opiekunowie są zarejestrowani w Child Care Resource i spełniają pewne, określone standardy wyznaczone przez prowincję. Opieka nad dwojgiem dzieci lub grupą rodzeństwa. Opiekun nie jest spokrewniony.
    • In-Home Multi-Age Child Care (0 – 12 lat)Maksymalnie 8 dzieci u domu opiekuna;

    Dwa słowa od młodej matki w Vancouver:

    I warto tez wspomnieć ze na miejsce w preschool czeka się kilka miesięcy a w daycare to i ponad rok , przynajmniej w mojej okolicy.

    To tyle na dziś. Mam nadzieję, że wiesz więcej, a ciąża i poród w Vancouver nie są już takie straszne.

    A jeśli potrzebujesz wsparcia, pożalić się komuś, wykrzyczeć czy pośmiać się w kobiecym gronie, przyjdź na nasze Polskie Babskie Spotkania. Będzie fajnie, zawsze jest!

    Serdeczności!

  • Dlaczego lubię Kanadę i mieszkanie w Vancouver? – moja lista powodów i fajnych historii

    Jakiś czas temu na Facebooku skomentowałam rozmowę w grupie Oh Kanada, podając link do mojego tekstu: Dlaczego Marianna nie lubi Vancouver? (uprzedzając pytanie: nie, tamten artykuł to nie jest anty – lista dlaczego nie lubię Kanady)

    Jak to bywa, posypały się komentarze, że ten tekst to bzdury, wyolbrzymione obserwacje, na dodatek nieaktualne.

    Pozostając przy swojej opinii (bo niestety, moim zdaniem, niewiele się zmieniło od czasu tamtego posta), chcę jednak napisać o tym, dlaczego ja lubię Vancouver i lubię mieszkać w Kanadzie.

    Jeśli jesteś z nami od początku, to pewnie wiesz, że daleka jestem od krytykowania Kanady. Opisuję nasze życie w Vancouver i mam się za szczęściarę. Doświadczyliśmy w Kanadzie bardzo dużo pozytywów i jest sporo rzeczy, za które jestem wdzięczna.

    Ten tekst ma to pokazać. To jest całkiem długa lista: dlaczego lubię Kanadę.

    To co? Gotowi na moją listę pozytywnych historii? Będzie trochę więcej mięska niż tradycyjna wyliczanka w stylu: TOP 10 Kanady.

    Za co lubię mieszkanie w Kanadzie, Vancouver i Kanadyjczyków? A przy tym kilka opowiastek z naszej pięcioletniej kanadyjskiej przygody.

    Zaczynamy. Na początek:

    Kanadyjczycy są mili, uprzejmi, nienachalni i często przepraszają

    To jedna z pierwszych cech (rzeczy?!), która przychodzi mi na myśl.

    Krewcy Polacy czasami poczytują kanadyjską uprzejmość za wadę. Podobno, częste przepraszanie może też świadczyć o wewnętrznych kompleksach.

    Ja się tym nie przejmuję, a podziwiam. Głośno i po cichu, ucząc się kanadyjskiej uprzejmości cały czas. Ta uprzejmość wyraża się także w sposobie mówienia – zobacz, jak boleśnie uczyłam się rozmawiać z Kanadyjczykami

    Łatwiej jest mieszkać w kraju pełnym uprzejmych ludzi, kiedy przychodzi do rozmowy z policjantem, który ma nam wlepić mandat.

    Drugi przykład: kiedy w 2017 roku stuknęłam naszą mazdą samochód obcego człowieka, zwykłe “I am sorry” ostudziło emocje i oszczędziło mi nieprzyjemności!

    O ileż przyjemniej jest w windzie każdego dnia – uśmiechają się dzieci, uśmiechają się dorośli, uśmiecha się nasza recepcjonistka.

    Wielokrotnie doświadczaliśmy życzliwości i bezinteresowności Kanadyjczyków.

    Stawianie na różorodność i wielonarodowość

    Tego punktu nie może zabraknąć na mojej liście powodów dlaczego lubię i podziwiam Kanadę!

    Tyle programów pomocowych, ile ma Kanada dla imigrantów, kobiet wracających po urlopie macierzyńskim do pracy, osób ze społeczności LGBT, to chyba nie ma nigdzie na świecie.

    Wiesz, że Kanada jest pierwszym krajem na świecie, który oficjalnie zadeklarował się jako kraj wielonarodowościowy?

    Ojciec obecnego premiera, ówczesny premier, Pierre Elliot Trudeau w 1971 roku przyjał ustawę Multiculturalism Act.

    Dzięki temu multi-kulti stało się oficjalnym symbolem Kanady, jednym z elementów jej tożsamościowego wizerunku i nieodłączną składową tego, co składa się na kanadyjski patriotyzm.

    W Kanadzie, należąc do mniejszości, możesz się czuć bezpieczniej niż w innych krajach.

    Naturalnie, Kanadyjczycy nie są wolni od uprzedzeń rasowych, religijnych albo względem płci, ale przynajmiej kanadyjskie prawo gwarantuje pełną swobodę wyboru i ochronę praw swoich mieszkańców.

    Od 2005 roku małżeństwa osób tej samej płci są legalne w całej Kanadzie.

    Przykłady mocno osobiste: na naszym lokalnym basenie wiszą plakaty: Transgender people welcome. A księgową w mojej firmie jest Natalie, która jeszcze rok temu była mężczyzną.

    Starość w Vancouver – wzbudza zazdrość

    Jedno z moich pierwszych, wzruszających kanadyjskich wspomnień z wycieczek okolicznych.

    Na skałach w Parku Latarnii odpoczywała grupka żwawych staruszków z kijkami. Wybrali się na gromadny spacer.

    W Kanadzie starsi ludzie są bardzo bardzo aktywni. Są widoczni. To dobra starość, taka niezamknięta w czterech ścianach, tylko wciąż wyzwalająca siły, by iść do przodu.

    Takiej jesieni życia bym chciała dla nas wszystkich. Być może za 20 lat skomentuję w tym miejscu, na ile nam się to udało…

    A już dzisiaj odkładamy z Kubą pieniądze na naszą kanadyjską emeryturę. I polecamy to również tobie!

    Religia nie jest w Kanadzie najważniejsza

    Nikt mi jej nie narzuca, nikt mi nie każe wierzyć, celebrować, świętować.

    Nie ma religii w szkole i nie ma religii bezustannie obecnej w życiu.

    A nasze dzieci, kierowane naturalną ciekawością i tak zdają pytania. O Eucharystię. O historię Kaina i Abla.

    Pierwsze nasze wspomnienie kanadyjskiego kościoła jest mega pozytywne – we wrześniu 2014, miejscowy kościół – 10th Church organizował zajęcia dla dzieci w trakcie strajku nauczycieli. Krzyś chodził na te zajęcia, poznając swoich pierwszych, lokalnych kolegów.

    Podczas Gwiazdki 2014, kiedy tęsknota przyginała nas do ziemi, to właśnie polska kolęda zaśpiewana w 10th Church pomogła najbardziej.

    Do 10th Church zabrałam moich rodziców, żeby zobaczyli, jak można radośnie, wzniośle i przyjemnie celebrować swoją wiarę, wśród innych, nieznając ani słowa po angielsku. To jedno z ich ulubionych, kanadyjskich wspomnień.

    Taki kościół to afirmacja społeczności i różnorodności, przyjazny każdemu.

    I za ten kościół lubię Vancouver!

    Camplife i outdoor love czyli życie na zewnątrz

    Na pierwszy kemping w Beskidzie Niskim zabraliśmy Krzysia, kiedy miał 8 miesięcy. Na Śnieżkę weszliśmy z kilkumiesięcznym Maćkiem. W Polsce pływaliśmy, jeździliśmy rowerami, chodziliśmy na spacery.

    Ale dopiero Vancouver pokazało nam i nauczyło nas, co to znaczy życie na zewnątrz!

    Najpiękniejsze momenty naszego kanadyjskiego czasu to wyjścia w góry, wyjazdy ze znajomymi pod namiot, narty zimą i łyżwy co wtorek.

    Vancouver nam na to pozwoliło. I w dodatku nie skasowało za to grubej kasy.

    Kanadyjczycy, Vancouverczycy uwielbiają wszystko, co jest fit, sportowe, więc i my szybko złapaliśmy bakcyla.

    Wciąż nie odpuszczamy! Najpiękniejsze szlaki, najzimniejsze jeziora i cały ogrom zachwytów przyrodniczych zawdzięczamy Kanadzie.

    Sam zobacz na Instagramie i zajrzyj pod te linki:

    Kiedy się jest “na zewnątrz”, wiele rzeczy widać inaczej.

    Spacer po lesie deszczowym i kanadyjska, epicka przyroda jest lepsza niż psychoterapia. Polecam w każdej dawce!

    Na osobny podpunkt zasługuje życie parkowe i deptanie trawników!

    W Vancouver można chodzić po trawie, a co za tym idzie można na niej wypoczywać.

    Ryzyko, że wdepniemy w psią niespodziankę jest nieporównywalnie mniejsze niż w Polsce.

    Masz ochotę na poranny spcerek boso po trawie? Da się.

    Można deptać trawniki i plaże też można deptać. Wiele parków znajduje się tuż przy plażach.  

    A co można robić na takich plażach? Oczywiście pikniki! Oraz:

    • chodzić na taśmach rozpiętych pomiędzy drzewami;
    • grać we freesbie (wersja tradycyjna i wersja zawodowa);
    • organizować urodziny niewielkim kosztem (a jeśli zaprosimy mniej niż 50 gości, to nawet nie trzeba zgłaszać się do urzędu miasta po pozwolenie!);

    I zima jest fajniejsza w Vancouver niż w Polsce

    Nigdy nie przepadałam za zimą. A potem przylecieliśmy do Vancovuer.

    Kupiliśmy używany sprzęt narciarski oraz najtańsze karnety na okoliczną górę i…. wpadliśmy po uszy.

    Uwielbiamy narty i lubimy łyżwy – nie byłoby nam tak łatwo zakochać się w tych sportach w Polsce.

    Kanadyjskie świętowanie jest radosne! I wolne od polityki!

    Nie będę ukrywać – nienawidzę Gwiazdki i Wielkanocy w Vancouver. Czuję się źle i mocno tęsknię za polską, rodzinną wersją tych dni.

    Ale podziwiam i lubię spędzać w Kanadzie wszystkie inne święta: państwowe, prowincjonalne, rocznicowe i te bez żadnej określonej przyczyny. Tak, także Halloween!

    Bo Kanadyjczy świętują radośnie i bez politycznych podtekstów. Nie palą tęczy, nie organizują “naszych-nie-waszych” marszów. Ich święta są dla wszystkich, a nie tylko dla true Canadian.

    Polskie Święto Niepodległości i kanadyjskie Remembrance Day wypadają tego samego dnia – 11 listopada.

    Pamiętam nasze pierwsze listopadowe święto w listopadzie 2014.

    Krzyś wrócił z kanadyjskiej szkoły z wpiętym znaczkiem – makiem, spojrzał mi przez ramię na relację z pochodu w Warszawie i zapytał: “Mamo, dlaczego w Polsce biją policjantów?”

    No właśnie, dlaczego? Jak to wytłumaczyć?

    Kanadyjczycy tego dnia na Facebooku po prostu dziękowali sobie i innym.

    A skoro o dziękowaniu, to:

    Jest też inne jesienne kanadyjskie święto, które lubię! Święto Dziękczynienia!

    W 2014 roku szukałam sposobu, jak obchodzić to nieznane nam wcześniej święto kanadyjskie.

    Google odpowiedział projektem Share Thanksgiving (niestety od kilku lat już niewznawianym).

    Pomysł był pyszny i mocno kanadyjski – lokalna rodzina miała zaprosić na obiad świętodziękczynny nowoprzybyłą rodzinę imigrantów.

    Niestety na pomyśle się skończyło, ponieważ zarówno rodzina nas goszcząca, jak i ja pochorowaliśmy się (pech, pech, pech).

    Ale nigdy nie zapomnę tego miłego uczucia ciepła w sercu. Jakby ta nigdy niewidziana Joanna, która była skłonna nas przyjąć do swojego domu, okryła mnie ciepłym kocem.

    Cywilizowana polityka dla obywatela

    Oczywiście kanadyjska polityka to nie jest cud, miód i orzeszki, i nawet boski Justin tego nie zmieni.

    Ale polityka w wydaniu codziennym, zwyczajnym, podoba mi się bardzo. Świadomość obywatelska kształtowana jest już w szkole.

    A potem jest tylko lepiej.

    Pamiętam wybory samorządowe w 2014 roku.

    Zaszokowało mnie:

    • że można głosować listownie;
    • że można głosować przez wiele dni;
    • że plakaty i ulotki były na prywatnych posesjach i trawnikach, a nie na wielkich plakatach przykrywających całe miasto;
    • że się chce zwykłemu człowiekowi pikietować zawzięcie na głównej stacji przesiadkowej przy Commercial Drive, albo publikując listy otwarte do premiera na swoim kontach fejsbukowych .
    • że można stać długo i spokojnie w wielkiej kolejce do głosowania w community center, do jednej maszyny i jednego pana, który karty pobierał i skanował. Nikt nie okazywał zniecierpliwienia, w kolejce rozmawiano, czytano, bawiono się z dziećmi i oczywiście pito kawę.

    Można? Można! Cieszę się, że nasze chłopaki mogą się tego nauczyć w Vancouver!

    Współdzielenie, współodpowiedzialność: śmieci i community gardens, carshare i shared potluck

    Na szczęście, byłam świadkiem dwóch budujących historii, które trochę złagodziły śmieciowy niesmak z posta o Mariannie.

    Historia o obywatelskim podejściu do dewastowania Vancouver.

    Na samym początku naszej emigracji, przy wejściu na plac zabaw, na chodniku, zobaczyliśmy wymazane graffiti.

    Po chwili przyszła jedna kanadyjska mama, przyszła druga kanadyjska mama i też zauważyły te napisy. Jedna do drugiej powiedziała, no ale co to, żeby w parku, ktoś tak dzieciakom przestrzeń nachalnie i nieładnie zdewastował, hmmmmm.

    Druga mama na to, że jakiś czas temu ktoś zostawił worek ze śmieciami domowymi w kącie parku, ale najwyraźniej już się tym zajęto z urzędu.

    Na co ta pierwsza odpowiedziała, że w takim razie ona zadzwoni do urzędu i zgłosi graffiti. Usiadła na ławce, wyjęła telefon i zadzwoniła. Słyszałam jak relacjonuje urzędniczce, że w takim i takim miejscu jest bohomaz.

    I jeszcze jedna historia, budujący przykład obywatelskiego zaangażowania.

    Znam pewną Koreankę (Marijanna też ją zna), bardzo aktywną i entuzjazmem zarażającą, która zorganizowała “pizza+sprzątanie” party.

    Cherry (pięćdziesięciolatka) chciała zorganizować jakąś akcję dla swoich kolegów z zajęć języka angielskiego dla emigrantów.

    Wymyśliła więc pizza party, ale żeby nie było tak całkiem bezproduktywnie, połączyła to z akcją sprzątania wokół budynku.

    I super to wyszło! Ludzie posprzątali, porozmawiali, zjednoczyli się we wspólnym działaniu dla większej społeczności.

    Zyskali poczucie dobrze wykonanej pracy, zadowolenie, jakie człowieka ogrania, kiedy przestrzeń wokół pięknieje.

    A na końcu można było zagryźć pizzą. Klasyczne win-win.

    I to wszystko owa Cherry zorganizowała korzystając z pieniędzy przyznanych przez urząd miasta:

    1. W Vancouver funkcjonuje budżet obywatelski. To niewielkie (ale wystarczające) kwoty dla chcących zorganizować coś dla swoich sąsiadów, kolegów i miasta też. Cherry skorzystała z programu Mała dotacja dla Zielonego Vancouver. Trzeba było napisać wniosek, zrobić budżet, odebrać czek, zrealizować wydarzenie i się nim pochwalić.
    2. Dla tych, którzy w sprzątanie miasta chcą się zaangażować na inny sposób jest program: Keep Vancouver spectacular.

    Biblioteka publiczna jest w istocie publiczna!

    O bibliotece zamierzałam napisać osobny post od dnia, kiedy się do niej zapisaliśmy.

    Wszyscy mamy karty biblioteczne, tak, Maciek także, bo jak już się zapisujesz, to najlepiej hurtem, całą rodzinę. Po co się rozmieniać na drobne.

    Biblioteka jest super i jest dla każdego. Często w bibliotece czas spędzają ci, którzy nie mają żadnego innego miejsca na świecie. Mam nadzieję, że dzięki temu czują się choć trochę lepiej!

    Uwielbiam Vancouver Public Library! Do tego stopnia, że wizytę w bibliotecę wpisałam na listę obowiązkowych rzeczy do zrobienia, kiedy się wyląduje w Vancouver!

    I nie tylko dlatego, że biblioteka publiczna prowadzi bezpłatne zajęcia dla rodziców z dziećmi. Te zajęcia są na wagę złota, bo znalezienie daycare czy miejsca w preschool w Vancouver jest bardzo trudne.

    Ponieważ mieszkamy po drugiej stronie community centre, w którym jest oddział Mount Pleasant VPL, biblioteka jest dla nas jak kolejny pokój w mieszkaniu. Bardzo porządany pokój!

    Z bilbioteki wypożyczamy książki i płyty DVD. Najczęściej rezerwujemy online jakąś pozycję i zaznaczamy, że chcemy ją odebrać w naszej bibliotece.

    I czasami widzimy z okna, jak pod bibliotekę zajeżdża wielki tir, wyładowany książkami.

    Jakie to wygodne i pomysłowe – książki wędrują pomiędzy filiami bibliotecznymi. Wszystko, żeby ułatwić czytelnikowi życie. Bo przeczytaną książkę możesz też oddać w dowolnej bibliotece.

    W bibliotece nie ma takiego przesadzonego, wręcz nabożnego szacunku, który zawsze mnie mocno onieśmielał w Polsce. Nie można było głośno mówić, jeść i pić. Brakowało zaufania, że czytelnikowi również zależy, żeby książki nie zniszczyć i innym nie przeszkadzać.

    Myślę, że luźniejsza atmosfera vancouveryjskiej biblioteki sprawia, że więcej ludzi z niej korzysta. A że przy okazji zniszczy się jakaś książka, bo ktoś niechcący wyleje na nią kawę? To się odkupi (wiem, bo sama tak kupowałam książkę, którą oblałam wodą).

    Wiesz, że w bibliotece centralnej jest cały dział polskich książek? Pokaż mi polską bibliotekę, w zwykłym mieście, w której jest cały dział książek po angielsku?

    A jak nie ma jakieś książki, to możesz zasugerować jej zakup bibliotekarzom. Jest formularz, online. W ten sposób kilka lat temu poprosiłam o kupno książki Kasi Tusk: “Elementarz stylu”. Książka była dostępna po dwóch miesiącach. Ha!

    Lubię Garage Sales

    Czyli wyprzedaże podwórkowe.

    Najpopularniejsze są yard sales oraz garage sales – nazwy częstostosowane są wymiennie. Czasami można trafić na yard sales w garażu.

    Sprzedawane przedmioty rozkłada się na stolikach, alejkach dojazdowych, parkach. Nieraz kilka rodzin wspólnie sprzedaje niepotrzebne już przedmioty. To świetna okazja do zaciśnięcia więzów sąsiedzkich i przygotowanie wspólnej akcji marketingowej.

    Chcesz poznać Kanadyjczyków? Zacznij od wyprzedaży. Dowiesz się, jak mieszkają, czym jeżdżą, co kupują i jaki mają gust. Co jeszcze może cię zaskoczyć? Na przykład rozmiar papieru.

    Przy okazji spacerów pomiędzy wyprzedażami uderzy cię brak płotów i zasieków w Vancouver.

    Ludzie się nie grodzą na potęgę, jak to bywa w większych polskich miastach.

    Za to lubię mieszkanie w Vancouver.

    Kawa jest dla każdego 😉

    Hehe, musiałam o tym napisać.

    Kultura picia kawy z sieciowych kawiarni podobała się zwłaszcza moim sześćdziesięcioletnim rodzicom, podczas ich kilkukrotnych wizyt w Vancouver.

    Kawa ze Starbucksa czy Tima Hortonsa nie jest może jakimś wielkim wyróżnikiem miasta, ale na pewno fajnym elementem kulturowym.

    Sama już rzadko chodzę z kubkiem (bo zwykle przemieszczam się na rowerze). Ale zawsze będę pamiętać, że moje pierwsze samotne spotkanie z Vancouver miało zapach kawy.

    27 sierpnia, w 2014 roku, siąpiło w Vancouver.

    Wszyscy ludzie na ulicach mieli zajęte ręce – niesili parasolki, smartfony i kubki z kawą. Ludzie idący do pracy, ludzie wracający z pracy, samotni, i z dziećmi, ci co właśnie zeszli z budowy kolejnego wieżowca, a także wszelkie lumpy z ulicy.

    Pili kawę.

    Ustaliłam wtedy, że:

    • prawo do kawy jest święte w Ameryce Północnej;
    • dwa Starbucksy nie mogą być od siebie dalej niż w zasięgu wzroku. Bo jak wypijesz jeden kubeczek, to możesz poprosić o refill!

    Polskie Dziewczyny w Vancouver

    Polki są fajne, ale Polki w Vancouver są super fajne! Na wielu spotkaniach (a spotykamy się od 2016 roku) dziewczyny mówią mi, jak ważne i pomocne są te nasze comiesięczne rozmowy.

    Chociaż znam niektóre Polki tylko ze spotkań, czasami pamiętam jedynie imię, to ta wielka energia, jaką dostaję na tych spotkaniach, sprawia, że Kanada ma dla mnie twarz Polki z Vancouver.

    I już zawsze będę wdzięczna temu miastu i Domowi Sąsiedzkiemu, że możemy się spotykać.


    Ta lista mogłaby nie mieć końca. Zachęcam cię do przeczytania całego bloga – znajdziesz tu wiele pozytywnych i inspirujących historii z naszego kanadyjskiego życia.

    Życzę ci, żeby twoja lista była równie długa. Zaglądanie do tych powodów bardzo pomaga, kiedy podczas emigracji zdarzają się gorsze chwile.

    Serdecznosci!

  • Poradnik – początki życia w Kanadzie

    Poradnik – początki życia w Kanadzie

    To jest wpis zbierający moje dobre rady o początkach życia w Kanadzie. Temat “chodzi za mną” odkąd zobaczyłam w statystykach, że bloga czyta ktoś więcej niż mój tata i koleżanka ze szkoły średniej (ale ona jednak sporadycznie).

    To jest też wpis, który piszę z lenistwa. Często pytacie mnie w emailu, o to, jak zacząć życie w Kanadzie, a ja po raz kolejny piszę to samo. To teraz nie będę pisać, tylko linkować.

    Ten wpis będzie poradnikiem o tym jak wygląda życie w Kanadzie. A szczególnie jakie są początki mieszkania w Vancouver

    Założenie: przyjeżdżasz do Kanady i możesz legalnie pracować, studiować, żyć.
    Nie ma znaczenia, czy jest to emigracja na stałe, czy przyjazd tymczasowy na wizę pracowniczą.

    Sposobami na emigrację, czyli o tym, co zrobić, żeby zamieszkać w Kanadzie, zajmę się kiedy indziej.

    Przede wszystkim to jest ok, jeśli jesteś zestresowany myślą o przeprowadzce!

    Być może marzysz o Kanadzie od dawna, być może planujesz wyjazd od wielu lat. Emigracja to nie bułka z masłem i masz prawo się bać. Serio, nie ma się czego wstydzić i prosić o pomoc.

    Ale zanim pogadamy o początkach życia w Kanadzie, krótkie przypomnienie, co przygotować, zanim wylądujesz na lotnisku YVR.

    • przetłumaczone dokumenty: (paszport, aktu urodzenia, akt ślubu, prawo jazdy + prawo jazdy międzynarodowe, dokumenty potwierdzające zatrudnienie i wykształcenie). Miej ze sobą wszystkie dokumenty, jakie dołączyłeś do wniosku o wizę, na podstawie której przylatujesz do Kanady;
    • ubezpieczenie zdrowotne (najwyższa kwota, na jaką możesz sobie pozwolić);
    • mieszkanie tymczasowe (najczęściej AirBnB, kanapa u znajmego, ho(s)tel);
    • pieniądze (jak najwięcej – zorientuj się, jakie kwoty będziesz musiał pokazać na granicy celnikowi. I w jakiej formie: cash / przetłumaczony wyciąg z konta);
    • bilet powrotny do Polski (jeśli nie emigrujesz na stałe);
    • pomysł, jak najlepiej wykorzystać czas podczas pobytu w Kanadzie (jeśli planujesz zostać i pracować dłużej niż pozwala na to twoja wiza, musisz zawczasu wiedzieć, jak to rozplanować. Np. kiedy i jak aktywować wizę, co powiedzieć celnikowi, jeśli przyjeżdżasz z partnerem bez ślubu, etc.);

    Początki życia w Kanadzie – co załatwić w ciągu pierwszych paru dni.

    Social Insurance Number – czyli tutejszy NIP

    Niezbędny papier, a właściwie numer na nim. Bez niego nie będziesz mógł pracować, choćbyś miał ważną wizę pracowniczą. Potrzebujesz SIN, żeby zaaplikować o świadczenia socjalne, rozliczyć podatki, czasami przyda się podczas szukania mieszkania.

    O SIN może zapytać CRA (urząd podatkowy), instytucje finansowe i rządowe. Pamiętaj, że jeśli zmieni ci się status emigracyjny, twój SIN najprawdobodobniej również się zmieni – wtedy koniecznie daj znać swojemu pracodawcy, bankom, w których masz konto. Jeśli jesteś tymczasowo w Kanadzie, twój SIN jest ważny tak, długo, jak twój pobyt.

    O SIN aplikuje się w urzędach Service Canada. Service Canada to dobre miejsce, żeby porozmawiać z urzędnikiem – kto wie, może udzieli ciekawych rad w temacie: “początki życia w Kanadzie”. Wyguglaj najbliższy urząd, bo nie ma znaczenia, gdzie mieszkasz. Albo zapytaj na Facebooku, gdzie są najkrótsze kolejki. Nie musisz się umawiać, ale może będziesz musiał poczekać na swoją kolej.

    Możesz też wyrobić numery SIN dla dzieci – będą potrzebne, jeśli wystąpisz o dofinansowanie oszczędności na ich przyszłą naukę (RESP).

    Otwórz konto w banku

    Na bank (hehehe) jakiś bank będzie miał promocję dla nowoprzybyłych. Być może będzie dodawał “darmowe” ipady przy otwarciu konta.

    Użyj mózgu, porównaj oferty z różnych banków i przede wszystkim przygotuj się na inny typ bankowości, który znasz z Polski. Dużo mniej załatwisz przez telefon czy internet, za to będziesz miał więcej możliwości rozmowy z panią w okienku.

    Żeby otworzyć konto w banku najczęściej będziesz musiał udać się do… banku. My mamy doświadczenie tylko z jednym bankiem, który pozwolił nam otworzyć konto drogą elektroniczną – to Tangerine (jak się zarejestrujesz , wpisując w Refer a friend ten kod: 48981511S1, to na wejściu dostaniesz 50 CAD z mojego polecenia).

    Przy otwieraniu pierwszego konta w banku możesz zostać poproszony o pokazanie paszportu, wizy, pozwolenia na pracę, umowy o pracę (job offer), umowy wynajmu mieszkania.

    Kanadyjczycy mają najczęściej dwa rodzaje kont:

    • savings (czyli oszczędnościowe)
    • checkings (konto na bieżące rozrachunki, powiązane z kartą debetową / kredytową / przelewem elektronicznym).

    Przy otwarciu konta dostaniesz książeczkę czekową, bo czeki wciąż są powszechnie akceptowanym środkiem płatniczym, zwłaszcza przy wynajmie mieszkania.

    Zaaplikuj o kartę kredytową – będzie niezbędna do sfinansowania wielu większych zakupów. Oczywiście, przeczytaj wszystkie umowy i dodatkowe opłaty.

    Nie zawsze uda Ci się dostać kartę kredytową, taką prawdziwą kartę kredytową, na samym początku. Często bank będzie chciał d Ciebie dodatkowego zabezpieczenia i np każe Ci wpłacić na konto 1000CAD, żebyś mógł dostać kartę kredytową z limitem… 1000CAD. Niby logiczne, a jednak dziwny ten kredyt.

    Od karty kredytowej zaczniesz budować swój credit store, czyli wskaźnik twojej odpowiedzialności kredytowej. To ważne, jeśli planujesz zakup nieruchomości (wiem, wiem, pomysł trochę wykracza poza początki życia w Kanadzie, ale kto wie…). Czasami wynajmujący mieszkanie może zechcieć sprawdzić, czy korzystasz z karty kredytowej i czy spłacasz ją w terminie.

    Tutaj przeczytasz więcej o naszych wydatkach i zarządzaniu pieniędzmi.

    Wymień prawo jazdy lub zrób prawo jazdy

    Akurat w Vancouver spokojnie dasz radę przeżyć bez samochodu (#bikelove). Ale jeśli planujesz jeździć samochodem, polskie prawo jazdy w Kanadzie będziesz musiał wymienić na kanadyjskie.

    Te sprawy są regulowane na szczeblu prowincjonalnym, a o naszych doświadczeniach w Vancouver przeczytasz w tym wpisie.

    Najczęściej będziesz musiał zdać test (pisemny oraz tzw. “jazdy”).

    A jeśli kupisz samochód, będziesz musiał go ubezpieczyć. To znaczny koszt, więc uwzględnij go w swoim budżecie. (W 2019 r. my płacimy 250 CAD za miesiąc, za używaną toyotę 5, którą kupiliśmy w 2016 r.)

    Znajdź pracę. To najważniejszy punkt na liście jak ogarnąć początki życia w Kanadzie.

    Poznaj system zdrowia i ubezpieczeń zdrowotnych / społecznych. Oraz podatki!

    Sporo szczegółów znajdziesz w poradniku – służba zdrowia.

    Kanada ma powszechne ubezpieczenie zdrowotne, za które płacimy.

    Nie przysługuje ono z automatu i jego nazwa, zasady przyznawania i korzystania są różne w zależności od prowincji. Dowiedz się, jak o nie aplikować i zrób to jak najszybciej.

    Sprawdź, jakie dodatkowe usługi medyczne są zawarte w rozszerzonym ubezpieczeniu, oferowanym przez pracodawcę.

    Dowiedz się również, czy przysługują ci socjalne dodatki na dziecko, czyli kanadyjskie 500+. Jeśl nie wiesz, jak szukać tych informacji online, wejdź do najbliższej biblioteki, community center lub neighbourhood house.

    Kanada jest krajem przygotowanym na imigrantów systemowo (bo czy oni się tutaj odnajdą, to inna sprawa). Wystarczy wpisać: “immigration services” + nazwa prowincji, żeby pojawiły się miejsca, do których warto zajrzeć.

    Dodam, że 4 lata po przyjeździe do Vancouver to właśnie dzięki organizacji pomagającej njukomersom (newcomers) dostałam 10 000 CAD dofinansowania na mój bootcamp programistyczny. Koniecznie szukaj opcji dla siebie!

    Ale od razu cię ostrzegę, że jeśli liczysz na tzw. szeroki socjal, czyli pieniądze wypłacane z jakiegoś tytułu, innego niż praca, to się zawiedziesz.

    Moim zdaniem nie da się w Vancouver utrzymać bez pracy, korzystając z pomocy społecznej (a i ta będzie ci przysługiwać w szczególnych przypadkach, o ile w ogóle).

    System podatkowy w Kanadzie jest łatwy do ogarnięcia, jeśli twoja sytuacja jest w miarę prosta – jedno źródło dochodu, jeden kraj rezydencji podatkowej.

    My od zawsze mamy problemy z tutejszymi podatkami. Trochę pisałam o tym we wpisie o beznadziejnym styczniu 2019.

    Poświęć czas na przygotowanie się do rozliczenia roku podatkowego i złożenia zeznania (do końca kwietnia), także kiedy nie masz jeszcze dochodu (po to, żeby otrzymać zwrot nadpłaconego tutejszego VATu oraz inne, zależne od prowincji odliczenia od dochodu, także zerowego).

    Dowiedz się również, jaki wylicza się i wlicza podatek VAT przy zakupie towarów i usług. Wiesz, że cena produktu na półce jest inna niż ta, którą przyjdzie ci zapłacić przy kasie?

    Jeśli planujesz zakup nieruchomości, poszukaj informacji o Property Tax System.

    Największym bólem jest jednak zapłata podatku dochodowego. My płacimy ogromne podatki, sięgające 30 000 CAD rocznie. Weź to pod uwagę, jeśli planujesz przyjazd do Kanady, żeby poprawić swoją sytuację ekonomiczną. Bo może się okazać, że pensja dyrektora, a nawet dwie, to za mało, żeby wygodnie żyć w Vancouver.

    Bardzo powszechne są w Kanadzie próby wyłudzenia pieniędzy. Oszuści podają się za kanadyjski urząd skarbowy. Do nas niejednokronie dzwonili ludzie, o dziwnym akcencie, i dysząc wykrzykiwali, że jedzie już po nas policja, bo nasze zeznanie podatkowe jest błędne, fałszywe. I że można to odkręcić, jeśli natychmiast zrobimy przelew na wskazane przez nich konto. Wiesz, ile to stresu, kiedy jesteś nowy w kraju i prawdobnie pomyliłeś się w zeznaniu? Naciągacze są świetnie przygotowani i wiele o tobie wiedzą.

    Ale ty pamiętaj, że tutejszy urząd skarbowy = CRA, czyli Canada Revenue Agency, nigdy nie dzwoni – wszystkie sprawy załatwia na piśmie!

    Kup kanadyjski numer telefonu

    Jeśli przywozisz swój telefon, upewnij się, że jest odblokowany (nie ma blokady karty SIM).

    Usługi telefoniczne są drogie i słabe w porównaniu z Europą – musisz zrobić zestawienie różnych opcji i przeczytać umowy. W każdym większym sklepie jest kilka stanowisk sieci telefonicznych.

    Więcej porad w wyborze operatora sieci komórkowej znajdziesz na blogu Moniki.

    Początki życia w Kanadzie są trudne, zwłaszcza dla najmłodszych. Przemyśl, gdzie i zarejestruj dzieci do szkoły

    Szkolnictwo to kolejny obszar regulowany i finansowany na szczeblu prowicjonalnym, więc przeczytaj informacje dotyczące twojej prowincji, bo te mogą się różnić.

    System szkolny składa się z trzech filarów: szkoły podstawowej (elementary, primary), średniej (secondary) i szkolnictwa po szkole średniej (post-secondary education: uniwersytet lub collage).

    Szkoła jest obowiązkowa, a rozpoczyna się w większości prowincji od zerówki (Kindergarten). Szkołę podstawową zaczynają dzieci 5-6 letnie, a kończą w klasie 7-8 (mając 13-14 lat).

    Program szkół może się różnić także w obrębie miasta, więc jeśli jest to dla ciebie ważny temat, koniecznie zorientuj się w wyborze szkół, zanim wybierzesz mieszkanie.

    Napisałam sporo postów o naszych dzieciach i żłobku / przedszkolu / szkole w Vancouver. Zacznij od tych:

    1. Jaka szkoła najlepsza w Vancouver?
    2. Organizacja dnia w szkole podstawowej
    3. Pierwsze wrażenia ze żłobka

    Emigracja jest ciężka, a emigracja z dziećmi jest jeszcze cięższa.

    Dajcie sobie czas, przygotujcie się na pełen wachlarz emocji, i bądźcie dla siebie – szczególnie jeśli jest to wasze pierwsze doświadczenie emigracyjne.

    A będzie dobrze!

    I co potem? Te kilka pierwszych dni za wami.

    No jak, co potem?!

    Życie!

    Będzie i radość, i duma, i żal, i tęsknota. Nie bój się swoich uczuć – są udziałem większości emigrantów.

    Wiem, co mówię – od 2016 roku wysłuchałam setek opowieści Polek w Vancouver! Poszukaj wokół siebie ludzi, niekoniecznie Polaków.

  • Kasia, a jakie są Kanadyjki? Co noszą, jak się malują i czym się różnią od Polek?

    Ohoho, no to się zabrałam za pisanie posta, który by pewnie i w encyklopedii się nie zmieścił. Ale nie ma zmiłuj, padła prośba o taki temat na naszym instagramie. Przy okazji przepraszam, że tak zaniedbałam Was online.

    W pierwszej wersji, ubraniowej, ten post ukazał się na blogu w lutym 2015. Spisałam wtedy moje spostrzeżenia po pół roku mieszkania w Vancouver.

    Jestem chyba ostatnią osobą, która mogłaby się wypowiadać w temacie Canadian Fashion i kosmetyków też.

    Bo choć wiele lat pracowałam w centrum finansowym Avon, (tak, tak, to ten od konsultantek i katalogów), to moja wiedza ekspercka w tym temacie jest bliska znajomości języka chińskiego. Czyli zerowa.

    Skoro nie wiem, to się wypowiem. Ha!

    Jakie są Kanadyjki? Jak się ubierają, z jakich kosmetyków korzystają? Płeć piękna po kanadyjsku znaczy….

    Ubrania na ulicach Vancouver

    Jest takie dowcipne zapytanie: po czym poznać Kanadyjczyka? Odpowiedź: po piżamie.

    Piżama to strój całodobowy i w ciągu dnia nie zdziwi nikogo. Podobnie jak dresy czy leginsy, pełni rolę uniwersalną. I w zasadzie stanowi podstawę garderoby.

    Dobra, trochę pokpiwam, ale coś w tym jest. Dopiero w Ameryce Północnej zobaczyłam ludzi bez skrupułów chodzących w piżamach po ulicy. Czy po szkole. Bo w szkole co jakiś czas organizowany jest pijama day – dzieci przychodzą, jakżeby inaczej, w piżamach. I nauczyciele też. Tak, nawet dyrektor(ka).

    Nie będę ściemniać – nie rozumiem akurat tego wyboru modowego. I niestety zbyt często widzę ludzi w piżamach w wersji mocno niechlujnej. Więc do piżamy w wydaniu dziennym-ulicznym się nie przekonałam.

    Inne nieodzowne elementy? Kawa, smartphone, parasolka, japonki. W Vancouver możesz je nosić prawie przez cały rok, a sezon na klapki o wdzięcznej nazwie: flip flops zaczyna się z pierwszymi promieniami wiosennego słońca.

    Obowiązuje luz, niezobowiązujący styl, pełen causal. Wygodnie i sportowo, bo w Vancouver każdy uprawia jakiś sport.

    Ekstrawagancja umiarkowana bym powiedziała, no cóż pogoda wymusza. Nawet na naszym hipsterskim przyjemnym wzgórzu.

    MP not so rainy fashion set

    Przykładowe zestawienie na większość zimowych dni w Vancouver – na uwagę zasługują paskudne buty UGG, brzydactwa takie, ale są super, hiper ciepłe.

    Znacznie częściej nosi się jednak kaloszki. Znaczy się huntery, czyli kalosze marki Hunter.

    Mam je. Nie wiem, czemu jest na nie taki szał. Kalosze jak kalosze. Kanadyjki noszą je w różnych konfiguracjach.

    Inne mocno popularne butki wprawdzie nie pochodzą z Kanady, tylko z Australi, ale w kraju klonowego liścia zadomowiły się na dobre. To Blundstone, czyli proste botki wciągane, z dwoma “jęzorami”. Nosi się je na wschodnim wybrzeżu i nad Pacyfikiem, do jeansów i do wiosnennych sukienek. Must have (ja akurat mam w jakieś takiej jednosezonowej, badziewnej wersji ).

    Reszta stroju mogłaby pochodzić na przykład z lululemon. To marka odzieży sportowej, założona w Vancouver i przebojem wchodząca na inne rynki.

    Inspirowana i przeznaczona mocno dla uprawiających jogę (chociaż i na jogging się nada).

    Nie mam żadnego ubrania tej marki, więc się nie wypowiem, ale jakby co, mogę ci pokazać, gdzie mają w Vancouver swoją siedzibę.

    Szukając informacji do tego posta, trafiłam m.in. na konto instagramowe Ani B. z Calgary / Toronto. Ponad 100 000 obserwujących to nie w kij dmuchał liczba, więc po modę odsyłam tam!

    Kosmetyki – słów kilka

    Nie wiem nic, a jeszcze mniej używam, no ale czego się nie robi dla Was – ścignęłam opowiednie dziewczyny, Polki w Vancouver i już wiem więcej.

    Poniżej przeczytacie, co o kosmetykach mają do powiedzenia Paulina i Marysia.

    Komentarz Pauliny w temacie kosmetyków w Vancouver

    Paulina po przyjedzie do Vancouver prowadziła z sukcesem sklep internetowy fromnature.com. Jej komentarz o kosmetykach i pielęgnacji wśród Kanadyjek:

    W sumie to nie ma jednego jednolitego trendu jeśli chodzi o pielegnację skóry w Kanadzie.

    Każda nacja wnosi tu swoje wpływy kosmetyczne. Np. w Vancouver jest bardzo wiele miejsc, gdzie można kupić kosmetyki z Azji, z racji tego, że jest spory napływ ludzi z tego kontynentu.

    Na pewno powstaje coraz wiecej marek kosmetycznych nastawionych na organiczne kosmetyki bez szkodliwych składników czy testowania na zwierzętach.

    Z ciekawych inicjatyw warto tu wspomnieć kanadyjką aplikację na telefon “Think Dirty” dzięki której można sprawdzić czy dany kosmetyk zawiera szkodliwe składniki. 

    Nadal dużo produktów jest importowanych ze Stanów, co np. widać w Sephorze lub sieciach drogerii takich jak London Drugs czy Shoppers Drugmart.

    Kanadyjskie kosmetyki potrafią być bardzo innowacyjne i radzą sobie całkiem nieźle na arenie miedzynarodowej jak np. szalenie popularna ( i dość kontorwersyjna w ostatnim czasie) linia kosmetyków klinicznych “Ordinary” marki Deciem czy też kandyjskie szminki marki Bite Beauty, która prowadzi specjalne laboratoria-sklepy w Toronto i Nowym Jorku, gdzie można zaprojektować swój własny odcień szminki.

    Komentarz Marysi

    Od Marysi, która pracuje dla kanadyjskiego producenta kosmetyków Nena dostałam m.in. listę kanadyjskich marek kosmetycznych.

    Jest bardzo dużo kanadyjskich firm kosmetycznych, tutaj znajdziesz ich listę (niewyczerpana) https://ca.hellomagazine.com/health-and-beauty/02017060536337/canadian-beauty-brands/10.

    Inne marki kanadyjskie:

    • Green Beaver (mają kosmetyki naturalne popularne wśród kanadyjskich mam);
    • Saje;
    • Skoah (też z Vancouver);
    • The Ordinary (kanadyjska marka wykupiona przez Estee);
    • Rocky Mountain Barber Company;

    Kosmetyki Nena są wytwarzane na bazie kanadyjskiej glinki lodowej, więc ciekawy „kanadyjski” koncept i pomysł na unikalny prezent. (A jak szukasz innych podarunków z Kanady, może ta lista ci pomoże)

    Gdzie kupić kosmetyki? Zebrałam informacje z grupy facebookowej Oh Kanada

    Na Facebooku znajdziesz i zapytasz o wszystko, więc i to pytanie padło:

    Pytanie chyba głównie do kobiet, jakie w Kanadzie można znaleźć odpowiedniki drogerii z kosmetykami takich jakich mamy w Polsce: Rossmann, Hebe, Drogerie Natura? Dopiero planuję wyjazd i chcę zrobić research w tej dziedzinie zakupkowej

    W odpowiedzi dziewczyny podały takie nazwy sklepów:

    • Shoppers Drugmart;
    • London Drugs;
    • Rexall;
    • Whole Foods;
    • Superstore – dział z kosmetykami organicznymi;
    • Zehrs;
    • Jean Coutu;
    • Hudson Bay;
    • Winners;
    • Walmart – stoisko z kosmetykami naturalnymi;
    • polskie sklepy, np. Starsky w Ontario;
    • Essence of Life Organics;
    • Noah’s Natural;
    • Leaves of Trees;

    Na koniec tego posta mała podpowiedź od dziewczyn z grupy:

    Wybór kosmetyków w porównaniu do Europy i USA jest tragiczny. Radzę zabrac z domu ulubione marki.

    A jak wymawiasz nazwę: Nivea?

    Dlaczego pytam akurat o najpopularniejszy krem w kultowym niebieskim opakowaniu. Zobacz reklamę Nivea Canada, a dowiesz się, jak pytać o ten krem w drogerii, żeby cię Kanadyjczycy zrozumieli.

    P.S. Zdałam sobie sprawę, że nie odpowiedziałam na pytanie, czym Kanadyjki różnią się od Polek w temacie fashion and beauty. Pociągnę jeszcze ten temat w innym poście. A może ty już znasz odpowiedź?

    Serdeczności!

  • Jak się macie w styczniu 2019? Różowo nie jest…

    Ehhh.

    Cześć.

    No do dupy się mamy!

    Dlaczego tak nam niefajnie, o tym za chwilę. Najpierw kilka słów ogółem.

    Nadchodzi taki czas, co jakiś czas zresztą, kiedy człowiek zaczyna się czuć w miarę komfortowo z rzeczywistością. Wszystko mniej więcej gra, emocje ogarnięte i lekko tylko przeszkadzające. W pracy jest dobrze i rozwijająco. Dzieci rosną i mądrzeją i mogą coraz więcej.

    Taka mała stabilizacja. Nic wielkiego, ale też nic wielkiego wcale nie jet pożądane.

    Spokój.

    Z takimi myślami i samozadowoleniem zaczynaliśmy rok 2019. Bez pośpiechu, bez nerwów, w końcu trochę spokojni, a nie rozczarowani. Kanada powoli i nieagresywnie zaczynała z nami współpracować. Zaczęliśmy 5 rok mieszkania w Vancouver. Przestaliśmy nawet myśleć o tym, czy za późno przyjechaliśmy do Kanady, bo nagle czas, czyli timing wydał nam się całkiem dopasowany i satysfakcjonujący.

    Było dobrze. Oczywiście człowiek głupi naiwny, myśli, że jak jest dobrze, to będzie dobrze.

    I przestało być dobrze.

    Najpierw dostaliśmy wezwanie do zapłacenia zaległego podatku od naszego mieszkania w Polsce.

    Nie ukrywaliśmy nigdy tego, że mamy mieszkanie poza Kanadą i że je wynajmujemy, i że w Polsce płacimy podatki, i że w Kanadzie też zapłacimy podatek. Okazało się jednak, że coś pomyliliśmy w 2016 roku i właśnie zrobiono nam kolejną rewaluację zeznania podatkowego. I nałożono karę za złe wypełnienie wniosku.

    Bum! Z podatkami kanadyjskimi mamy relację długą i skomplikowaną. Zasada jest jedna: płacimy. Oczywiście, że tak.

    Na samym początku w tym płaceniu pomagała nam firma zatrudniona u pracodawcy Kuby (wiosną 2015). Ale odkąd w następnym roku ta firma, już nieopłacona przez Scanline, zażądała od nas ponad 750CAD za wypełnienie dwóch zeznań podatkowych, zrezygnowaliśmy z jej usług. Nasze rozstanie z doradcą podatkowym przebiegło w burzliwej atmosferze, bo najpierw nas rozliczyli, a potem wystawili fakturę. Moim zdaniem nie dołożyli należytej staranności, żeby nas poinformować o swoich, wcale nie rynkowych, stawkach. I potraktowali dwoje szarych obywateli jak klienta korporacyjnego.

    Bardzo długo z nimi dyskutowałam, w końcu udało mi się obniżyć kwotę.

    Dla jasności – proste zeznania podatkowe to koszt najwięcej 150-200 CAD. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

    Od tamtej afery, podatki kanadyjskie rozliczamy sami. I nie ma roku, żeby nie wzywano nas do uzupełnienia czegoś. Cały czas się uczymy, prawo się zmienia, przepisy wcale nie są takie jasne.

    No i w styczniu 2019 zapłaciliśmy za kolejną nieuwagę.


    A skoro o przegapieniach mowa – dostaliśmy też pismo z polskiej szkoły, naszej rejonowej, warszawskiej, o tym, żebyśmy dostarczyli zaświadczenie o spełnianiu obowiązku szkolnego przez Maćka.

    Maciek, lat prawie 7, i Krzyś chodzą do tutejszej szkoły, Mount Pleasant Elementary oraz uczą się języka polskiego w systemie orpeg.pl.

    To oznacza, że są zapisani do polskiej warszawskiej szkoły im. KEN i dostają oficjalne świadectwa.

    To właśnie przekażemy naszej rejonowej wolskiej szkole, mając nadzieje, że pismo wystarczy.

    Niewygodnie jest załatwiać takie rzeczy zza granicy, angażując rodziców i prosząc o pomoc.

    Wiem, że kilkoro innych osób mieszkających w Kanadzie i uczących się w orpeg.pl dostało takie pisma od swoich szkół – napiszcie w komentarzu, jak rozwiązaliśce tę sytuacje. Dziękuję.


    Cześć z Was wie, że organizuję Polskie Babskie Spotkania w Vancouver, od 2016. W styczniu niestety dziewczyna – mój kontakt odeszła z Mount Pleasant Neighbourhood House – miejscówki, gdzie się co miesiąc spotykamy. Salę udostępniają nam tam za darmo. Styczniowe spotkanie skrócono, mówiąc, że skoro nie płacimy, to niestety musimy wyjść wcześniej.

    Próbuję negocjować, ale muszę od nowa budować sobie relację z kimś innym. Nie jest to ani łatwe, ani szybkie, a tu zaraz trzeba robić kolejne spotkanie dla fajnych Polek z Vancouver. Na ostatnie przyjechały dziewczyny spod Abbotsford (prawie 50 km!). Więc jest potrzeba tych spotkań. I są one ważne.

    I bardzo, bardzo bym nie chciała, żeby się skończyły.


    A czarę goryczy styczniowych zmartwień przelała kradzież roweru Kuby sprzed szkoły synów. Pisała o tym na Facebooku:

    Od wtorku jestem codziennie na East Hastings i codziennie jestem coraz bardziej przerażona, zgnębiona, smutna. Pojechałam ja, poszedł Kuba, żeby się rozejrzeć, bo według świadków, facet, który ukradł rower, wyglądał na bezdomnego, w okolicach 50-60.

    Rozmawiałam z policjantami, zostawiłam namiary na siebie. Zgłosiliśmy kradzież i bez większej nadziei rozwieszamy ogłoszenia w okolicy, monitorując craigslist (czyli tutejsze allegro , alegratka, gumtree).

    Mam całą listę rzeczy do zrobienia po kradzieży. Ogłoszenia to jedno, rozmowy z policją drugie. Chodzę też po sklepach rowerowych, zostawiając wizytówki. Zarejsetrowaliśmy się w aplikacji project529. Umieściłam post z informacją o kradzieży we wszystkich dostępnych mi kanałach social media i grupach na Slacku. Wysłałam prośbę do domów sąsiedzkich, szkoły, świetlicy, bibliotek, żeby w miarę możliwości umieściły informację o kradzieży w swoich newsletterach. W weekend idziemy na pchli market w Vancouver. Piszę do osób, które chcą kupić rower elektryczny, żeby w razie czego dały mi znać, kiedy zgłosi się do nich ktoś z propozycją sprzedaży.

    Dzisiaj usłyszałam od policjanta, co oni radzą w sytuacji, kiedy trafię w sieci na ogłoszenie sprzedaży. Wersja policjanta potwierdza to, co napisaliście mi na fanpage (chyba Paweł z Manitoby wspomniał). Żeby udać zainteresowanie kupne, sprawdzić dyskretnie numery, powiedzieć, że się jedzie do bankomatu (ATM) po gotówkę. Odejść i zawiadomić policję lub po prostu odjechać (wersja Pawła 😉 ).

    Proszę bardzo – na blogu Kanada się nada macie gotową receptę na to, jak odzyskać skradziony rower. Ha! Nie spodziewałam się, żę przyjdzie mi pisać o takich przykrych rzeczach…

    Jest jeszcze jedna sprawa – ta kradzież mnie tak nie przygnębia, jak świadomość tego, że ulica East Hastings jest dwie przecznice ode mnie. Że ludzie tam żyją ( o ile to można nazwać życiem), że na taki problem nie ma dobrego rozwiązania.

    Jeśli myślisz o Vancouver i o emigracji, to miej świadmości, że jest East Hastings. I, że ludzi żyjących na tutejszych ulicach przybywa.

    Że nie ma żadnej części miasta, która byłaby w 100% bezpieczna. Są miejsca trudniej dostępne i te o złej opinii. Trochę pisałam o tym we wpisie o dzielnicach Vancouver.


    Kończy się czwartek 31.01.2019. Wiem, że niewiele się zmieni jutro, wraz z nadejściem lutego, ale to symboliczne przejście i rozpoczęcie nowego, napawa mnie nadzieją.

    Wam życzę wszystkiego dobrego! Bo to dzięki Tobie mam dobrą wiadomość – w styczniu 2019 roku blog Kanada się nada został odwiedzony rekordową ilość razy, nawięcej w całej historii.

    W styczniu też “pękło” nam 2000 polubień na fanpage Kanada się nada. A ja z tej okazji zrobiłam pierwszą w życiu sesję lajf na fanpage, którą pomimo kłopotów technicznych, oglądało na żywo ponad 30 osób. Wybaczcie, że skumałam dopiero w połowie, gdzie są Wasze komentarze. Tutaj możesz zobaczyć nagranie.

    I za to, ze jesteście online tacy super, kiedy rzeczywistość offline nam skrzeczy, za to Wam ogromnie dziękuję!

    Serdeczności,

    Kasia

  • Paczka, prezent, niespodzianka czyli jak obdarować Kanadą?

    A myślałam sobie, że list prezentowych na blogu robić nie będę.
    Bo jest ich w internecie całkiem sporo, także tych o prezentach kanadyjskich.

    Pytanie o kanadyjski suwenir pojawia się jednak tak często, że i ode mnie będzie rekomendacja.

    A właściwie spis tego, co my przywozimy do Polski. Plus garść rzeczy do wypróbowania.

    Zanim o tym, chcę zaznaczyć, że jednak więcej z Polski wywozimy niż przywozimy.

    Zobacz, dlaczego tak się dzieje, w poście o naszych wydatkach.

    jak my Kanadą obdarowujemy polskich znajomych i rodzinę

    🎁 Rękawiczki – mittens, np.podobno te są unisex, Canada Roots, z paluszkami Czerwone z białym liściem klonowym, mogą być jednopalczaste.

    🎁 Dżem bekonowy, bo robi dzień każdej obdarowanej osobie samym pomysłem, że można jeść dżem z mięsem. Nie każdemy posmakują kawałki bekonu w pomarańczowej słodkości, i znam takich, co otrzymany od nas w roku 2016 dżem wciąż jeszcze jedzą 😉

    🎁 Syrop klonowy jest już wszędzie, no ale syrop klonowy z Kanady, to syrop klonowy z Kanady. Najczęściej przywozimy taki wielki z Coscto, bo służy części rodziny jako podstawa do sosów sałatkowych. Butla moze nie wygląda uroczyście i prezentowo, ale jaka praktyczna!

    Najczęściej jednak nie przywozimy samego syropu tylko jedzenie z syropem – np ciastka lub ciągutki nadziewane [cukierki], albo nawet i owsiankę instant z syropem klonowym z Real Canadian Superstore. Czy sos barbeque do grilla.

    🎁 Popcorn o smaku karmelu wymieszanego z serowym – zdaniem kilku kanadyjskich znajomych to smak ich dzieciństwa. Coś jak nasza bułka z pomidorem rzucana przez okno, kiedy siedzieliśmy na trzepaku. Lekkie [popcorn ofkors, chociaż bułka też], ale zajmuje miejsce w walizce. Do rozważenia.

    Co dziwne, w Shopper’s Drug Mart online znalazłam tylko takie słodko-słone. Ale przysięgam, że widziałam i jadłam te karmelowo-serowe.

    🎁 Czipsy o smaku vinegretu lub ketchupu [takie mogą być]. Są gdzie niegdzie dostępne w Polsce, ale wciąż robią wow.

    🎁 Paski suszonego mięsa czyli beef jerky. Zwłaszcza w glazurze z syropu klonowego [chociaż te akurat nie są]. Chociaż raz w życiu przełkniesz, prawda?

    🎁 Kalendarz na ścianę, kanadyjski, z kanadyjskimi świętami, obowiązkowo zaczynający się od niedzieli. Inaczej niż w standardzie polskim, a za to jak ciekawie. Gwarancja, że osoba obdarowana ilekroć spojrzy na kalendarz, pomyśli o nas. A na kalendarz się patrzy często. Genialny prezent!

    🎁 Pamiątka [albo zdaniem innych kurzołap aka durnostojka] czyli wytwór lokalny, czyli made by Aboriginal People. Np łapacz snów albo chociaż zakładka z motywem indiańskim. Niektórzy lubią.

    🎁 Kubki ze Starbucksa z kanadyjskich miast lub ogólnie, kubek kanadyjski.Taki jest z Vancouver.

    Ja wiem, że możesz się oburzyć, bo Starbucks jest amerykanski i że Kanada to nie Seattle, i w ogóle. Moim zdaniem, kubki z Timsa [Tom Hortons, kanadyjski odpowiednik Starbucksa]  ładne nie są. Ale możesz przywieźć Timsową kawę, w ramach ciekawostki kulinarnej [orginałkę może?]

    czego nigdy nie przywiozłam i muszę nadrobić? Albo i nie 😉

    🎁 Wino! Ice wine. Trochę się o nim naczytałam i coś mi sposób produkcji przypomina węgierskiego Tokaja. Czyli musi być bardzo słodkie i pewnie drogie. Zawiozę w tym roku na Święta! [a jak będzie za drogie, to chociaż herbatę o smaku wina zawiozę 😉

    🎁 I jeszcze na święta planowałam przywieźć Eggnog, czyli słodki napój jajeczno-waniliowy. Wersja z prądem zawiera rum. Smacznie i rozgrzewająco. Tylko nie wiem, czy się w walizce nie zepsuje, więc muszę ogarnąć logistykę transportu. Jakby się jednak miał zważyć i skwaśnieć, to zawsze się mogę pocieszyć kawą o smaku eggnogowym.

    🎁 Jestem całkiem beznadziejna w kosmetykach, ale podobno są takie, które warto przywieźć. Np. Lush. (edit: zapomniałam zupełnie o polskich dziewczynach, robiących kosmetyki i działających w Kanadzie, facepalm)

    🎁 Ubrania, a zwłaszcza bluzy z napisem Canada, np marki Roots. Kwestia gustu, ja bym nie kupowała, bo nigdy nie wiadomo, czy obdarowany chce tak światu obwieszczać, że… no właśnie, co? Że ma rodzinę w Kanadzie, że był, że jest wielbicielem? Wiem, że niektórym się podobają takie rzeczy, więc wiesz, use your profesional judgement 😉

    Jeszcze jedno, nie czekaj z zakupem do ostatniej chwili, bo ceny na lotnisku mogą Cię mocno znokautować. A i tak w większości są bez podatku 😉

    Jak jeszcze, Waszym zdaniem, obdarować Kanadą? Znasz inny post/video/tekst o kanadyjskich prezentach? Zalinkuj w komentarzu!


    Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.
  • Rekrutacja na najemcę i master of Craigslist czyli jak znaleźć mieszkanie w Vancouver?

    Kilka razy w życiu wynajmowaliśmy mieszkanie. Kilka razy dawaliśmy nasze mieszkanie do wynajmu. Zdarzyło się nawet nam mieszkanie sprzedać. A jak znaleźć mieszkanie w Vancouver?

    A w Vancouver dobrze mieszkać, to jak? Da się znaleźć mieszkanie? – często w emailach pytacie o mieszkanie. 

    Dlatego dziś znowu o mieszkaniu. Jak to u nas wyglądało. I trochę wskazówek plus linków.

    Jak znaleźć mieszkanie w Vancouver?

    Myślicie, że łatwo było? Nie było.

    Nasze początki w mieszkaniu w Downtown.

    Ustaliliśmy od początku, ze Kuba przylatuje do Kanady sam, w lipcu 2104 i będzie szukał dla nas mieszkania. W sierpniu mieliśmy do niego dołączyć.

    Dlaczego taka decyzja? No cóż, chciałam się jeszcze nasycić się latem w Polsce, u rodziców, a poza tym zapewniłam sobie jako taki bufor bezpieczeństwa.

    Jakby Kubie nie wyszło, nie podobało mu się już na wejściu, to zawsze łatwiej się spakować i wrócić w pojedynkę, niż całą rodzinę w te i we wte ciągnąć.

    → więcej naszej historii przeczytasz w poście o przyznaniu pobytu stałego.

    Pracodawca Kuby zapewniał mu mieszkanie przez miesiąc, wynajęte w odległości spaceru od pracy. Kuba przyleciał pod koniec lipca 2014, więc miał czynsz opłacony niemal do końca sierpnia. Za te kilka ostatnich dni to my płaciliśmy wynajmującej agencji.

    Tymczasowe lokum nie jest takie złe na początek mieszkania w Vancouver

    Niewątpliwa zaleta takiego tymczasowego mieszkania (oprócz tego, że za nie płaciliśmy, tak, ma się czasem w życiu szczęście), to możliwość zapoznania się z dzielnicą.

    Po kilku dniach już wiedziałam, że Downtown, czyli śródmieście Vancouver, to zdecydowanie nie moja bajka, i nie chcę tam z dziećmi mieszkać.

    → Gdzie mieszkać: nasz subiektywny przewodnik po dzielnicach Vancouver

    Polecam poszukanie sobie tymczasowego lokum, może hostel, może mieszkanie kątem u kogoś, ewentualnie najem krótkoterminowy (airbnb).

    Wiem, że jest to bardziej skomplikowane i kosztowniejsze, niż wprowadzenie się od razu do mieszkania docelowego, ale nie wyobrażam sobie inaczej, kiedy jest się nowym w mieście.

    Lepiej sobie oszczędzić frustracji całorocznej, kiedy przyjdzie nam przez rok mieszkać z grzybem, czy też w lokalizacji, która dobija hałasem 24/7.

    Więc lepiej przemyśl i wypróbuj,  która dzielnica podpasuje Ci najbardziej.

    Jak na Craiglist czytać ogłoszenia o wynajmie?

    Ogłoszenia o wynajmie mieszkania – apartment listing,  pojawiają się na ogół na miesiąc, dwa miesiące przed wprowadzeniem się. To standardowy okres wypowiedzenia, więc licz się z tym, że trudniej znaleźć mieszkanie z dnia na dzień.

    Poszukiwania mieszkania w Vancouver zaczęliśmy od  Craiglist (coś jak nasze gumtree, alegratka, najpopularniejszy serwis ogłoszeń w tej części Kanady). Tam, w opcji housing masz całkiem sporo opcji do wyboru:

    • apts / housing
    • housing swap
    • housing wanted
    • office / commercial
    • parking / storage
    • real estate for sale
    • rooms / shared
    • rooms wanted
    • sublets / temporary
    • vacation rentals

    Nas interesował pierwszy typ: apts / housing, bo to tam jest najwięcej mieszkań dla rodzin z dziećmi.

    Nasza rodzina według standardów kanadyjskich potrzebuje przynajmniej mieszkania z dwiema sypialniami, nie mniej niż 70 m2, więc przy naszym budżecie pozostawały nam odległe lokalizacje, coś jak warszawskie Bemowo lub nawet Mysiadło.

    Niepokoiliśmy się, że jak nawet zamieszkamy, to jak się będziemy przemieszczać. Samochód kupiliśmy prawie 2,5 roku po przeprowadzce do Vancouver.

    Wśród ogłoszeń można znaleźć enigmatyczne anonse bez zdjęć albo podania lokalizacji map (w stylu: chyba wynajmę pół mojego domu, czyli super przytulne mieszkanie w piwnicy ale tylko jak ktoś jest cichy, bez zwierząt i bez skłonności) ale i, na szczęście dla nas, normalne ofert wynajmu.

    Inne miejsca, gdzie możesz szukać mieszkania, a także jego wyposażenia to:

    • Bunz
    • Kijiji 
    • Padmaper – sprytnie zaczynasz poszukiwania od mapy
    • Rentseeker
    • Viewit
    • Navut 
    • Polacy i polskie media (gazety, radio, sklepy)
    • Jak chodzisz po okolicy, szukaj znaku apt for rent i dopytuj się telefonicznie.
    • Czytaj tablice ogłoszeń w community centre, bibliotekach oraz miejscach dla nowoprzybyłych (settelment agencies, trochę o nich pisałam wcześniej)
    • Grupy na facebooku: ogólne i lokalne (nie tylko polskie)

    UWAGA: bądź podwójnie czujny, jeśli ogłoszenie jest mega atrakcyjne, a tanie, właściciel wygląda podejrzanie i w ogóle intuicja ci mówi, że coś nie halo. Przekręty na mieszkaniach są wcale nierzadkie. (ang. scams).

    Właściciel może chcieć podpisać mowę wynajmu na rok z góry, ale nie może również zarządać płatności z góry (pre-pay) za okres wynajmu. Może za to wymagać czeków z datą realizacji na pierwszy dzień miesiąca.

    My wysyłamy czeki na pół roku płatności, a nasza właścicielka je sobie “keszuje” (to cash, realizuje/deponuje czeki), w danym miesiącu.

    Niestety płatność czekami sprawia, że nigdy nie wiemy, kiedy pobierze te 1850 CAD z konta, więc muszą one tam być przez cały miesiąc (utrudnia to zarządzanie finansami).

    → mieszkanie to nasz największy wydatek – chcesz wiedzieć o innych? przeczytaj post o wydatkach

    Na co zwrócić uwagę wybierając mieszkanie/dom

     Poniżej znajdziez spis rzeczy nieoczywistych, które mogę Cię zaskoczyć w ogłoszeniach o wynajmie:

    • Jakie jest wyposażenie – i czy zostaje po wyprowadzce poprzednich najemców. Większość mieszkań wynajmowana jest bez mebli.
    • Czy jest pralka (washing maschine) /  pralko-suszarka / pralka i suszarka.

    Taki urok Ameryki, że wciąż w wielu miejscach pralek nie ma w mieszkaniu (no laundry on site), ba, nie ma nawet przyłączy na pralkę (w/d hookups). I pranie robi się w publicznych pralniach miejskich lub w pralniach w budynku (laundry in building).  Jeśli masz dziecko, zastanów się dwa razy, zanim wynajmiesz mieszkanie bez pralki.

    My mamy pralkę i suszarkę (dwa osobne urządzenia), i bardzo sobie to chwalę. Ale znamy rodziny, które obywają się bez pralki i też jest ok.

    Jak nie masz pralki, ustaw sobie na półce słoik na 25centówki. Tymi monetami płaci się w publicznych pralniach najczęściej.

    • Czy jest zmywarka – dla nas tak samo “cenna” jak pralka. Wiem, rozpuszczona jestem i mam za wysokie wymagania 😉
    • Jakie są kaloryfery – często są elektryczne i niskoosadzone.

    Nie żeby było specjalnie zimno w Vancouver. Raczej chodzi o bezpieczeństwo małych paluszków oraz brak możliwości wysuszenia czegokolwiek na kaloryferze.

    A potrafią mieć taką moc, że raz nam stopiły buty. Serio! Buty narciarskie stojące w pobliżu nadtopiły się.

    • Ile jest sypialni, pomieszczeń, szaf czy składzików.

    Pomysłowość właścicieli nie zna granic! W ogłoszeniach znajdziesz informację, że mieszkanie ma pojemny den, który możesz przeznaczyć na osobną sypialnie. Den to właściwie taka większa szafa, w różnym miejscu w mieszkaniu. Den może być także zabudowanym balkonem.

    Co ciekawe, żeby pomieszczenie było sypialnią, wcale nie musi mieć okna! Musi mieć za to szafę. Najczęściej wbudowaną, typu walk-in, czyli dużą i pustą w środku (często bez półek czy szuflad wewnętrznych).

    • Będzie widok z okna? A drzwi od której strony?

    W Vancouver najchętniej by się chciało na góry popatrzeć. Za taki widok cena mieszkania może być nawet o 50 CAD wyższa niż za to na niższym piętrze. Odpowiednio drożej trzeba zapłacić za widok w miejscowościach wokół Fraser River.

    Mieszkanie (ale znacznie częściej dom) może być też opisane jako laneway, czyli w bocznej uliczce.  I niestety, przynajmniej w Vancouver, nie jest to ładna uliczka, tylko dojazd z tyły domu, pomiędzy parkingami (parking on rear), koszami na śmieci i wszelkiego rodzaju rupieciami.

    Czasami z takiego mieszkania widok jest zerowy, bo znajduje się ono w piwnicy (basement, poniżej więcej w temacie)

    • Ile pokoi ma mieszkanie?  – w skrócie: dwie sypialnie to zwykle mieszkanie z dwoma pokojami do spania, salonem (living room), częścią na jadalnie (dinnig), kuchnią i łazienką.
    • 1,5 łazienki czy 1,5 pokoju? I na takie cuś można trafić przeglądając ogłoszenia. Łazienka po połowie będzie oznaczała taką bez wanny. Podobno jest też 3/4 oraz 1.5 bathroom, ale się nie spotkałam.  Jest za to w google 😉

    Czy apartment to apartament? Penthouse prawie?

    Często w ogłoszeniach spotkasz nazwy suite / condo / apartment. Nie umiem jednoznacznie określić, jaka jest między nimi różnica (ktoś mądry w komentarzu niech się wypowie).

    Z grubsza znaczą one mniej więcej to samo: mieszkanie. Nie dom. I niekoniecznie apartament rozumiany jako mieszkanie o podwyższonym standardzie. Zwykłe mieszkanie.

    • może być w budynku (building  rental – building), gdzie część (większość) mieszkań wynajmuje agencja, a część jest własnościowa, czyli ma osobnych właścicieli.

    Jeśli będzie to condo, możesz spodziewać się, że będzie sala gimnastyczna, pokój wspólny z fotelami, czasami biblioteka albo basen dla mieszkańców. W takich budynkach bywają również portierzy.

    • może być w czyimś wolnostojącym domu (detached house), bliźniaku (duplex, nie do końca to samo, co w Polsce), rzadziej w szeregowcu (townhouse).

    Sporo właścicieli mieszkań ma pozwolenie na stworzenie tzw. secondary unit, którym jest właśnie dodatkowe mieszkanie, do wynajęcia. I, jak nazwa wskazuje, to mieszkanie bywa takie trochę drugorzędne. Czyli na przykład w piwnicy (basement). Znajdziesz mnóstwo takich ogłoszeń. Często wynajmując takie mieszkanie, nie będziesz mieć własnej pralki, tylko współdzieloną z właścicielem. Który będzie mieszkał nad tobą. I miał na wszystko oko. Możesz jednak trafić na własny kawałek trawnika i super ludzi, z którymi się zaprzyjaźnisz. Bo w sumie czemu nie?

    • może być w spółdzielni mieszkaniowej, czyli w co-op.

    To jest opcja tzw. affordable housing, czyli ceny wynajmu mieszkań są niższe niż średnia rynkowa, bo takie mieszkania są nastawione na tworzenie wspólnot sąsiedzkich. Mając mieszkanie w takiej wspólnocie, przygotuj się na dzielenie części wspólnych oraz obowiązki na rzecz wspólnoty. Co-op‘y mają długie listy oczekujących. Czasami trzeba wykupić udział w budynku, co może być dużym wydatkiem na początek.

    Lista dostępnych spółdzielni mieszkaniowych TUTAJ

    Kiedy w naszej okolicy pojawiło się ogłoszenie, że co-op przyjmuje zgłoszenia i można przyjść zobaczyć mieszkanie, poszliśmy i my, a co! My i jakieś 2 000 innych mieszkańców Vancouver. Nawet w wiadomościach była informacja- sensacja: z mieszkaniami w mieście jest tak strasznie, że na jedno apartament viewing stawia się cała dzielnica.

    A co jeśli to nadal nie opcja dla Ciebie? Możesz wtedy wynająć stancję, czyli room rental u kogoś w mieszkaniu lub wspólnie z innymi wynająć mieszkanie – shared apartment.

    Możesz skorzystać z usług agencji wynajmu (lub brokera). My nie korzystaliśmy, więc nie polecimy. Strony agencyjne z ogłoszeniami znajdziesz w poście Moniki.

    Jak Kuba rowerem jeździł i mieszkania oglądał czyli rekrutacja na najemcę

    Na początku pobytu nie mieliśmy samochodu (dorobiliśmy się go dopiero w ostatni dzień 2016 roku).

    Kuba nie miał lekko z poszukiwaniem mieszkania dla nas.

    Dzwonił po właścicielach z ogłoszeń na craigslist, jeździł rowerem (tak, także do Burnaby, nie, nie wiedział wtedy, że rower można przewieźć kolejką Sky Train), oglądał mieszkania, aplikował z CV swoim i moim też (że pracuję m.in. dla klienta z Kanady i jakby co to znam kogo trzeba) i z informacją, że chociaż mamy dwoje małych dzieci, to nasze dzieci ciche som!

    Piszę właściciele mieszkań, ale równie często są to agencje, które w imieniu właścieli nimi zarządzają. Zasady aplikowania o wynajem są takie same.

    Aplikowanie to wypełnianie papierków i wykazywanie swoich dochodów, a czasami także zaświadczenie od niekaralności (criminal check).

    Po aplikowaniu pozostaje czekać, aż właściciel mieszkania nas wybierze z tłumu kandydatów. Niestety nie ma wymogu kto pierwszy, ten lepszy ( first in, first served)

    Ale może pomóc, jeśli masz od razu pieniądze na depozyt lub czek, żeby go wypisać.

    Tak pokażesz właścicielowi, że jesteś poważnym wynajmującym.

    Preferowani najemcy to :

    • Kanadyjczycy
    • Najemcy z historią wynajmu (czyli referencje od poprzednich właścicieli, najlepiej kanadyjskich). My mieliśmy referencje od naszych sąsiadów z Polski (taki list, bez określonej urzędowej formy, napisany po angielsku i podpisany przez sąsiadów, dzięki M.). Nie musi pomóc, ale nie zaszkodzi.
    • Najemcy z historią kredytową (ale nie liczy się ta z polskiego BIKu, buu). Chodzi o credit score, który dla nowych w Kanadzie wynosi 0.
    • Najemcy z potwierdzeniem, że pracują i ich będzie stać na mieszkanie (employment letter – umowa / oferta pracy, payslips / pay stubs czy rozliczenie podatkowe tax return).

    Czasami, żeby wynająć mieszkanie,  trzeba mieć po prostu szczęście. Albo ziomków w okolicy. Polityka wynajmu i ceny mieszkań sprawiają, że wielu imigrantów zmieszkuje koło siebie, tworząc getta, zamykając się w swoich społecznościach.

    I tak Richmond jest chińską enklawą, Hindusi zamieszkują w Surrey, a Żydzi w Oakridge.

    Nie wpływa to dobrze na różnorodność społeczności i nie jest bez znaczenia dla ogólnego dobrobytu. Ale co robić? Jakiś pomysł?

    Jeśli w oczach właściciela jesteś raczej mało atrakcyjny jako najemca, możesz zaproponować wyższą cenę wynajmu, albo większą kaucję (deposit). Licytacje mieszań w porządanych lokalizacjach są od jakiegoś czasu powszechne w mieście.

    Dla fanów serialu Friends – pamiętasz, jak Ross próbował przejąć umowę wynajmu mieszkania po Ugly Naked Guy? Opowiadał,  że wykazał się daleko idącym sprytem i przekupił właściciela koszyczkiem babeczek. Po czym okazało się, że jego koszyk był najmniejszy z trzech, przysłanych przez innych “licytujących się” najemców. No właśnie. Myślisz, że takie rzeczy tylko w NYC? No to cię zaskoczę!

    A gdzie szukać mieszkania pytasz? Jaka dzielnica najlepsza? Tu już musisz sobie odpowiedzieć na kilka pytań:

    • czy blisko do pracy? (a może wciąż pracy szukasz? Agencja pomoże)
    • czy blisko do kolejki?( a jak się nią jeździ?)
    • czy blisko do przyrody? (outdoor ❤)
    • czy blisko do rozrywek wielkomiejskich? (dla niektórych to ważne)
    • czy blisko do szkoły? (trochę o tym pisałam tutaj)
    • czy …. najważniejsze właściwie…. czy cię stać (bo my nie mamy miliona na domek)

    My mieszkamy na Mount Pleasant, rejon cały nazywa się Uptown.

    → zobacz przewodnik po naszej, mocno hipsterskiej dzielnicy [ENG]

    Mieszkamy i mimo bardzo przeszkadzającego zapachu marihuany, zamierzamy na razie zostać tutaj. Ale nasza koleżanka – sąsiadka Marijanna już nie. Dlaczego? Zobacz, co ją wkurza, i będziesz wiedzieć.

    Krótka relacja z pierwszych chwil w naszym mieszkaniu w 2014

    Do przeprowadzenia się z mieszkania tymczasowego potrzebowaliśmy spakować nasz, wydawałoby się niewielki, dobytek.

    Ale wyszło sporo, bo pakowanie 5 waliz, 2 walizek, walizeczki, plecaka, gitary, dwóch rowerów oraz krzesełka dziecięcego Urban, nie było zajęciem łatwym, zwłaszcza, że pogoda się popsuła.

    Oczywiście przyoszczędziliśmy na ciężarówce przeprowadzkowej, w końcu te wszystkie rzeczy  to nic, prawda? Dzieci się nimi objuczy najwyżej.

    Żart. Ciężarówki wprawdzie nie mieliśmy, ale załadowaliśmy się elegancko do taksówki. Rowery podprowadziliśmy pieszo.

    Podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze. No więc, eeeeeee, pierwsze kanadyjskie mieszkanie słabe jakieś takie.

    Jesteśmy, w wielkim, pustym mieszkaniu. Co ciekawe, nie ma ono prawie wcale lamp górnych, więc musimy zakupić sobie nastrojowe światło stojące. Nie wiem, ale jakoś mnie to zdziwiło, że lamp nie ma.

    Są za to czujniki dymy, łypiące czerwonym okiem sygnalizacyjnym. Te czujniki dymu to samo zło! Nie zliczę, ile razy zawyły przeraźliwie, a tylko piekarnik był lekko uchylony. Mocno wrażliwe cholery z nich. Raz nas nawet przez nie wyciągnięto z domu, w środku nocy, cały blok ewakuowano, straż przyjechała i dopiero wtedy zamilkły. A niech je!

    Mamy pralko-suszarkę (stareńką jednak i ledwie dychająca, mają wymienić), lodówkę , kuchenkę elektryczną (kiedyś zrobię jej zdjęcie – jest ogromna), zmywarkę, mikrofalówkę, dwudziestoletnie łóżko półpiętrowe dla Krzyśka i materac dmuchany dla Maćka. I kilka rzeczy kuchennych, np. obierak do warzyw. Albo zestaw noży do steków, w eleganckim pudełku, po poprzednim właścicielu.

    Nabytki nasze – stół, trzy krzesła, taboret, taboreciki, łóżko z materacem rozmiar queen, sztućce Ikea, dwie szklanki Ikea, talerze Ikea, ręczniki Ikea.

    [edit w 2016 r.] Rzeczy nam niewiele więcej przybyło i  jakoś wciąż nie mamy śmiałości wbijać gwoździ w ściany. Chłopaki nie mają takich dylematów, tzn. gwoździami się nie interesują, ale podłoga nadaje się do wyścigów wyśmienicie, i nic to, że ryski będą.

    [edit w 2017] Zaczęliśmy wbijać gwoździe, obrazki na ścianie pozwalają bardzo dom osowić, a  plakaty przyklejone na plaster w 214 już się zaczęły odlepiać. Przybyło nam też mebli: dwie komody w Ikea i łóżko piętrowe z Ikea. Poza tym kupiliśmy używany rzutnik do płyt, wypożyczanych z bliblioteki i dwa używane biurka.

    Nie mamy żadnych rzeczy w wielkich rozmiarach, które przewieźlibyśmy z Polski. Nie wynajmowaliśmy kontenera na meble czy książki, wszystko albo zostało sprzedane, albo po prostu zostało.

    Wyszliśmy z założenia, że w Kanadzie kupimy, co będzie trzeba. I mieliśmy rację, wszystko jest. A że teraz trzeba nam mniej? To tylko dobrze!

    Najśmieśniejsze jest (choć to raczej wzgardliwy chichocik), że wciąż tutaj mieszkamy. Głównie ze względu na cenę.

    Dynamika cenowa w Vancouver jest taka sama jak w każdym innym mieście – im dalej od centrum, tym taniej. W Vancity jest jeszcze jeden wskaźnik – im bardziej na wschód, tym taniej.

    Część mieszkańców kierunek “na wschód” traktuje bardzo serio i przeprowadzają się na …. Wyspę Księcia Edwarda, atlantycką część Kanady, na drugą stronę kontynentu. Istnieje już nawet nazwa dla takiego zjawiska – eastsizing.

    Ciekawe, prawda? Zwykle ludzie migrują “na Zachód” w poszukiwaniu lepszych możliwości, a tutaj proszę, trend zupełnie odwrotny.

    W lipcu 2017 padł rekord – średnia miesięczna rata za wynajem mieszkania z jedną sypialnią (one-bedroom apt.) w mieście Vancouver wyniosła 2000 CAD!

    Na koniec trochę heheszków, czyli beka z ogłoszeń. Kto wynajmował choć raz w życiu stancję czy mieszkanie w Polsce, temu sentymentalnie zakręci się łza w oku, bo Kanadyjczycy podchodzą do tematu z naszą ułańską fantazją. Ale internet nie zapomina i najśmieszniejsze ogłoszenia znajdziesz pod tym linkiem

    Jeśli znasz jakieś dobre strony pomocne przy wynajmnie mieszkania w Vancouver, albo sam zajmujesz się Real Estate, daj znać w komenatrzu. Inni ci za to podziękują!

  • Jak być fit w Vancouver? Prosto, sportowo, darmowo. Plus emocje, a właściwie wyścig

    Z wrześniem jest jak z nowym rokiem – lubię robić plany. I postanowienia. Że coś zmienię i coś się zmieni. Na lepsze oczywiście. 

    Zwłaszcza, że po obżarstwie wakacjach w Polsce, moim numero uno jest zadbać o siebie i chłopaków, czyli więcej się ruszać, czyli być fit!

    Miesiąc wrzesień, oprócz hasła “szkoła woła”, sponsoruje zawołanie: ruch to zdrowie! I nie ma że boli, że drogo, że coś tam jeszcze.

    Kto ze mną?

    Uwaga: w poście będzie trochę pokrzykiwania trenerskiego rodem z boiska. Wiesz, zagrzewanie do boju i motywacja do działania. Się przygotuj.

    Być fit w Vancouver jest bardzo prosto. I często zupełnie za darmo.

    Mieszkać w Vancouver i nie uprawiać żadnego sportu, nawet nie spacerować, jest bardzo trudno. No, nie wypada wręcz 😉

    Za ładnie jest miasto położone, za blisko do góry i na plażę, za dużo ścieżek, gdzie się nie stoi jak w kolejce na Giewont.

    [ chociaż po prawdzie, jak się idzie na Quarry Rock, to bywa tłoczno. Albo na Grouse Mountain. Wciąż jednak można znaleźć miejsca zupełnie odosobnione.]

    I ta presja tłumu. Kanadyjczycy są aktywni na serio, biegają, grają w piłkę, jeżdżą na rowerach, pływają, chodzą na siłownię.

    Od ogółu do szczegółu, czyli jak żyć sportowo i co najbardziej mi się podoba ❤ w Vancouver (i często jest powszechne w Kanadzie)

    Lecimy w punktach. Bo ławiej się czyta. Podobno.

    • Dostępność siłowni, albo i nawet basenów w budynkach mieszkalnych, dla mieszkańców. W naszym budynku, starym jak świat (albo i starszym) jest siłownia. Byliśmy może z 5 razy, choć całkowicie za darmo, otwarta całą dobę, tłumów nie ma, a jest sporo sprzętu, choć akurat bieżni nie (ale głupia wymówka, c’nie?). A mieć basen w budynku to już w ogóle miodzio, wiem, bo przez tydzień mieliśmy taki w Downtown [westchnięcie].

    Sprawdź, czy masz w budynku swoim siłownię / basen.

    • Publiczne fontanny wody pitnej – mega pomysł. Dzięki niej można zaoszczędzić sporo pieniędzy, bo nie trzeba kupować butelkowanej wody mineralnej w cenie od 1,5 CAD w górę. A i matce na spacerze pomoże ogarnąć nagłe pragnienie dziecka, które musi zostać ugaszone natychmiast (pragnienie, nie dziecko). Taka fontanna składa się z małej misy i zaworu, ustawionego tak, aby dorosły mógł się napić bez używania kubka. Albo dziecko, albo pies (bo na takich wysokościach też się montuje fontanny). Często jest specjalny kranik na napełnienie bidonu, bo z butelkami na wodę chodzą tutaj wszyscy.  Fontanny stoją zarówno na zewnątrz i wewnątrz budynków sportowych też. Niektóre działają nawet zimą.

    Miej przy sobie butelkę z wodą – będziesz wyglądać na lokalasa!

    • Publiczne korty tenisowe, skateparki [tak to się pisze?], boiska sportowe przy szkołach. Spośród wszystkich obiektów, parków i boisk tylko kilka jest płatnych. Większość jest dostępna, niezamykana na noc.

    Nas spotkasz najczęściej na boiskach przy szkołach:

    • → Mount Pleasant Elementary (kort tenisowy, boisko trawiaste do piłki nożnej, plac do koszykówki);
    • → Simon Fraser Elementary (skatepark, wygumowany plac do koszykówki, świetne 3 place zabaw).

    Nie ma wymówki, że za daleko. Szkoła jest za rogiem!

    • Bezpłatne parki wodne (spray parks, splash pads) przy szkołach czy ścieżkach spacerowych. To rodzaj placu z fontannami, sikawkami do polewania się, małymi brodzikami, a czasami nawet ze zjeżdżalnią. Nie są tak ogromne jak parki wodne i nadają się nawet dla małych dzieci.

    Czynne latem. Nie ma na nich ratowników.  Sprawdzone przez nas i popularne to:

    •  → Granville Island Water Park w parku przy Granville Island. Są zjeżdżalnie!;
    •  → jeśli często bywasz w parku Stanleya, zwłaszcza rowerem, to taki park jest mniej więcej w połowie ścieżki rowerowej Seawall;
    •  → przy muzeum z prawdziwym pociągiem i placu zabaw w Steveston;
    •  →  Prince Edward Spray Park przy szkole David Livingstone;
    •  → przy Marpole Community Centre;

    Każdego lata jesteśmy przynajmniej kilka razy w zwykłej fontannie w parku Robson. Pracownicy wymieniają wodę średnio co godzinę.

    W czasie wakacji często w okolicy są dodatkowe atrakcje, organizowane przez miasto. Wspólne kolorowanie, gry w piłkę, wyścigi na jeździkach, czy hot dogi sprzedawane przez nastolatków. A także koncerty lokalnych artystów. Za darmo lub za niewielką opłatą można spędzić czas jak na pikniku.

    Lubisz wodę? Idź się popryskaj!

    • Centra sportowe. Jedna opłata i korzystasz ile wlezie. Albo i bez opłat.

    Miejska siłownia, basen, lodowisko, sala do tańca, sala gimnastyczna – mogą występować pojedynczo lub w różnych kombinacjach. Najlepiej znaleźć community centre koło siebie i zobaczyć, jakie zajęcia mają w ofercie.

    • → Na tej miejskiej stronie wyszukasz większość zajęć sportowych po rodzajach zajęć LINK
    • → Na tej stronie masz spis wszystkich obiektów sportowych i community centre LINK
    • → Kiedy już znajdziesz zajęcia dla siebie, rejestrujesz się poprzez system Vancouver Recreation LINK

    Emocjonujący dość, wręcz jak obstawianie wyścigów, uda się czy nie?

    Zajęcia popularne, takie jak nauka pływania czy nauka jazdy na łyżwach zapełniają się w mgnieniu oka. Teoretycznie są trzy możliwości rejestracji: online, telefonicznie i osobiście. Jednak w praktyce warto tuż przed 9 rano, w dniu rejestracji, być na stronie Vancouver Recreation i zarejestrować dzieci od razu. Bo o 9:05 już często jest pozamiatane.

    Stąd te emocje, hehe, palec na klawiaturę, karta kredytowa w pogotowiu i jeszcze tylko: 5…4…3…2…1… bach, zajęcia lądują w koszyku.

    Ale tak zupełnie serio nie musisz się stresować – takie atrakcje najczęściej mają miejsce w Hillcrest Community Centre (które jest równocześnie Hillcrest Aquatic Centre oraz Hillcrest Rink).

    W innych obiektach dużo łatwiej o miejsca. Rejestracja ma miejsce kilka razy do roku, więc jak nie te zajęcia, to będą następne.

    Wskazówka ode mnie: jak masz dwoje dzieci do zarejestrowania na zajęcia, zacznij od najmłodszych. Na zajęciach dla maluchów jest mniej miejsc w ogóle, a chętnych zawsze najwięcej.

    Sprawdzone przez nas miejsca:

    • →  basen: Britannia Pool (zimno zimą, potrzebna kłódka do szafek w przebieralni), Kerrisdale Pool (zimno, potrzebna kłódka do szafek w przebieralni ), Hillcrest Aquatic Centre (love, love, love, nowocześnie, ciepło, dużo miejsca);
    • →  lodowisko: Trout Lake Community Centre (ok, blisko bistrokawiarnia, ładne i nowe), Britannia Rink (ok minus, przydałby się remoncik), Kerrisdale Rink (ok minus, przydałby się remoncik), Hillcrest Rink (byłoby ok ok, ale tłumy takie, że ciężko się przebierać, więc w sumie tylko ok);

    A jeśli nie uda się Wam zapisać na zajęcia to nie ma co płakać, tylko wybrać się na lodowisko czy basen kiedy są “godziny dla publiczności” (public skating and ice-hockey, public swimming).

    Możesz kupić bilet jednorazowy, wejściówkę na miesiąc (nielimitowana liczba wejść monthly pass) lub karnet 10 wejść. Sprawdzaj stronę miasta Vancouver, bo co jakiś czas pojawiają się promocje, np. 50% off.

    Osoby o niższym dochodzie mogą wykupić zajęcia ze zniżką. Szczegóły w linku.

    Przykładowy cennik:

    • cykl zajęć pływackich (10 spotkań) – około 70 CAD,
    • nauka jazdy na łyżwach około 50 CAD.
    • wstęp jednorazowy na lodowisko z wypożyczniem łyżew : 10 CAD

    Znajdź najbliższe community centre!

    • Za darmo zupełnie – plaże, parki, szlaki. 

    No i co ja Ci będę pisać o wyjściach i wycieczkach, jak o tym co drugi post jest.

    I nie zapominajmy o nartach! Do końca września karnety na wiele okolicznych szczytów kupisz za połowę ceny!

    Także tak.

    Koniec wymówek. Ruszasz w miasto, albo poza miasto!

    A jak szukasz partnerki, daj mi znać. W przyszły wtorek testuję zajęcia: Adult Jazz Dance. Więc wiesz, możesz mnie namówić na wiele 😉

    PS. W Vancouver jest Groupon! Przetestowałam w ten sposób już dwa studia jogi. Całkiem przyjemne zniżki!

    Mam prośbę do Ciebie. Jeśli uprawiasz sport o którym nie napisałam, daj znać, jak to wygląda w Vancouver. Razem stworzymy post o aktywnym życiu w naszym mieście. Ktoś ci za to podziękuje!

  • Jak Vancouver wkurza Marijannę – 3 największe rozczarowania miastem

    Jak Vancouver wkurza Marijannę – 3 największe rozczarowania miastem

    Podobno do wszystkiego można się przyzwyczaić. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, czy jakoś tak. Owszem, owszem, nie żebym się nie zgadzała.

    Zgadzam się też, na ogół, z corocznie powtarzaną opinią o Vancouver – że to najlepsze miejsce do życia, albo przynajmniej w pierwszej dziesiątce.

    Marijanna też się z tym zgadza. Choć ten jeden raz się zgodziła jakby mniej. Eeeee, co ci będę ściemniać. Wcale się nie zgodziła, tylko się na miasto obraziła. 

    Vancouver wkurzyło Marijannę i zaraz mi opowiedziała swoje trzy największe rozczarowania miastem.

    Marijanna to moja dobra koleżanka – sąsiadka, Serbka, od 3 lat mieszkająca w Vancouver. Mąż i dziecko obywatele kanadyjscy, ona sama ma prawo do stałego pobytu. Ma wykształcenie wyższe, pracowała w firmach finansych w Belgradzie, zanim przenieśli się z mężem do Kanady.

    Jakiś czas temu poszłyśmy na kawę, do Starbucksa na rogu 15tej i Main, który po remoncie nie wygląda jak Starbucks [nie jest zielony, tylko czarno-brązowy oraz organizuje kursy baristy. Taki trochę Starbucks plus, widzę pierwszy raz na oczy].

    Nad kawą, która, choć w innym (ładniejszym) kubku, smakowała tak samo, Marjanna powiedziała mi, że się wyprowadzają na jakiś czas z miasta.

    Rozmowa naturalnie skręciła w stronę wymieniania plusów nowego miejsca . Wyjeżdżają do Nowej Zelandii.

    Żeby były plusy, muszą być minusy, więc ponarzekałyśmy sobie trochę na Vancouver, ona nawet bardziej niż ja, bo ja to przynajmniej mam blog do wylewania żali, a ona ma tylko mnie.

    Postanowiłam te 3 grzechy główne miasta Vancouver według Marijanny spisać* i zapytać was, co o tym myślicie. Może was też wkurzają?

    *w  tekście wykorzystałam też  post o śmieciach sprzed kilku lat

    #1 bezdomni i brak pomysłu miasta na rozwiązanie problemu.

    Marijanna ma córkę w daycare (wiesz, co to jest?→LINK) w okolicach Chinatown. Codziennie odbiera ją stamtąd, około 18. Codziennie wsiada z małą do autobusu, żeby z centrum miasta dojechać na naszą przyjemną górę.

    Jej spostrzeżenia o ludziach, których najczęściej wtedy spotyka – bezdomnych.

    Kate, ja już nie mogę, mówi Marianna. Nie płacą za bilety. Nie zachowują się normalnie. Straszą dzieci. Przy Science World walają się strzykawki. Community Centre publicznie dziękuje rodzicom, że oczyszczają na bieżąco plac zabaw ze strzykawek pozostawionych tam przez narkomanów.

    Mocne? Nawet bardzo.

    Na ulicach miasta, w parkach, na dworcach, pod witrynami sklepowymi. Bezdomni śpią, rozmawiają, wreszcie handlują. Ludzi, którym się w życiu noga powinęła, jest w mieście sporo.

    Chodzą pogłoski, że w czasie surowych zim w innym prowincjach kanadyjskich, władze oferują tamtejszym bezdomny one-way ticket do wspaniałego i ciepłego Vancouver.

    Są takie miejsca, gdzie lepiej się nie zapuszczać samemu. Ulice żyjące własnym życiem przez całą dobę.

    Jeśli spacerujesz po historycznej części Śródmieścia – Gastown, wystarczy zrobić krok dalej, a zobaczysz inną twarz Vancouver.

    Ludzi, którzy z przypadku lub wyboru żyją zupełnie innym “Canadian dream”

    Problem bezdomności jest także wynikiem nieprzemyślanego traktowania przez lata rdzennych mieszkańców Kanady. Pisałam już, dlaczego, kiedy widzę Indianina, wolę przejść na drugą stronę ulicy.

    Podobno na czas igrzysk 2010, miasto zapakowało ludzi z ulicy w autobusy i wywiozło, żeby nie kłuć problemem w oczy turystów.

    Więc jeśli masz przed oczyma dziką Kanadę, taką od Arkadego Fiedlera i “Ostatniego Mohikanina”, to wiedz, że jest i taka Kanada.


    #2 śmieci

    Śmieci w Vancouver są, wysypują się z przepełnionych pojemników, walają po ulicach, parkach, przystankach autobusowych.

    Nieważne jaka dzielnica- czy centrum Vancouver, czy też spokojna uliczka z domkami jednorodzinnymi. Różne rodzaje śmieci: kubki po kawie, opakowania, resztki jedzenia, czy tzw. gabaryty, czyli stare meble, a nawet elementy łazienki!

    Najbardziej zadziwiające jest, że ludzie potrafią przesiadywać na trawie, na leżaku, na plaży, a tuż obok walają się stosy śmieci. Nie wiem, nie przeszkadza im to, że w parku jest taki bałagan? I choć starają się sprzątać regularnie, to i tak jest niefajnie.

    Są śmieci, bo nie ma śmietników!

    Nie ma śmietników, no na prawdę nie wiemy z Marijanną, jak to jest możliwe, żeby nie było koszy na ulicach.

    Prędzej znajdziesz Starbucksa niż kosz. Nawet jakby się chciało wyrzucać śmieci przepisowo, to i tak nie ma do czego.

    I koło się zamyka.

    Jedyne, czego nie doświadczysz na chodnikach i ulicach to psie wiadomo-co. Mieszkańcy Vancouver sprzątają po swoich zwierzakach. Ale jak nie ma śmietnika, gdzie by się niewygodnej torebeczki pozbyć, to niestety ląduje ona na ziemi. I jest nawet gorzej, niż gdyby nie było sprzątnięte, c’nie? Przecież plastik to wiadomo jak długo się (nie)rozkłada.


    #3 rynek mieszkaniowy – bardzo gęsta dżungla, pełna dzikich zwierząt!

    Calkiem niedawno pisałam o naszym wydawaniu pieniędzy. I żeby nie było, że z nas burżuje, które niewiadomo jakiego mieszkania by chcieli, a w ogóle to by pewnie chcieli na własność (nie chcemy, dziękujemy, własne mieszkanie to masa kłopotów). Pisałam, że naszą największą oszczędnością jest brak przeprowadzek, o zakupie nieruchomości nawet nie myślimy.

    W Vancouver nie ma mieszkań do wynajmu ani kupna.

    Moje najdziwniejsze doświadczenia?

    • Widziałam ludzi koczujących przed biurem sprzedaży mieszkań w wieżowcu w naszej okolicy. Na dwa lata zanim budynek powstał, tfuu… przecież on wciąż powstaje.
    • Pamiętam to nieśmiałe zaglądanie przez szybkę do biura sprzedaży w Kerrisdale, gdzie buty jednej klientki były warte tyle, ile miesięczna wypłata na kredyt (mortage)

    Pamiętam też, jak mi Marijanna opowiedziała, że oni nawet odłożyliby na wkład własny (downpayment), ale co z tego. Z jednego biura sprzedaży została delikatnie wyproszona, bo mieszkania już i tak zaklepane dla konkretnych klientow (glównie azjatyckich) lub agentów nieruchomości. Zdaniem Marijanny nie ma co nawet myśleć o kupnie bez skorzystania z usług agenta.

    Jeśli już są mieszkania, zwykle super drogie.

    Nie jest niczym niespotykanym, że ludzie się licytują, oferując dużo powyżej ceny wyjściowej (asking price).  Są skłonni na kompromisy w innych dziedzinach życia, byleby tylko mieć gdzie mieszkać [no jacha!].

    Przeprowadzają się coraz bardziej na wschód Vancouver.


    Marijanna wraz z rodziną wyjeżdża z Vancouver. Nie wiem, czy wróci, czy będzie żałować, w końcu, jak wygląda to miejsce, gdzie zamieszka. Śmieci, ludzie żyjący na ulicy oraz wariactwo na rynku nieruchomości, to trzy poważne, jej zdaniem, zarzuty wobec miasta. A próby rozwiązania tych problemów nie przynoszą rezultatów.

    To ją wkurza.

    A czym ciebie Vancouver, albo Kanada, rozczarowała?

    Ps. Spodziewam się przynajmniej jednego komentarza w stylu: jak ci się nie podoba, to wracaj do Polski. Dużo takich niewiele wnoszących do dyskusju komentarzy przeczytałam pod wywiadem, którego udzieliłam polskiej gazecie  → Bankier.pl.

    Pamiętaj zatem, że to są MOJE odczucia i NASZE doświadczenia. Twoje mogą być zupełnie inne. I to jest w porządku!

Nová pravidla v evropském zákoně o hazardu ovlivňují provoz online i kamenných casin. Zahraniční online kasina se musí přizpůsobit, aby nabízela bezpečné prostředí, férové podmínky a podporovala zodpovědné hraní mezi uživateli.