Już marzec. Kilka myśli codzienności


a wciąż tyle rzeczy lutowych niepozamykanych.

Nie ma postu o tym, jak dostaliśmy PR. To znaczy jest wciąż “w pisaniu”. 2500 słów li i jedynie, a mam wrażenie, że temat ledwo liźnięty.

Więc czeka.

To samo z postem o samochodzie. Gdzieś tam myśli wirują, gdzieś się plan układa.

I tyle.

Planów mam całkiem sporo, serio. Kalendarze w trzech różnych formatach, a najbardziej zapisany, biedny ten na cały rok. Marcowy już pobazgrany. Minę ma taką samą, jak ja. Czyli rzadką.

Tego posta w planie nie było, ba, już dawno obiecałam sobie, że przecież teraz to tylko ścisle według planu, a w planie blog dostał miejsce w drugim rzędzie. Bo teraz programowanie, wyzwanie, nakręcanie wyzwania i siebie, i w ogóle.

Dzieci zaniedbane, gdzieś się tylko uda coś tam uczesać, umyć, ugotować i zawieźć-przywieźć. Mimochodem, ukradkiem.

I już czas się skończył, już po wszystkim. Trzeba się zabrać, życie prowadzić.

Jeszcze tylko grafikę na bloga, jeszcze spozycjonować, bo jak nie w gogle, nie ma wogle, promocję zaplanować na social media, w grupach blogerskich się podzielić. Dostarczać wartościowej treści.

A ten post nawet nie jest o Kanadzie.

Właściwie nie wiem, co czym jest.

Ale ponieważ ma mniej niż zalecane 300 słów, to pewnie zniknie gdzieś w czeluściach internetu. Słów kluczowych brak.

I nikt go nie skomentuje.

Bo kto chciałby komentować post o niczym!

Jeśli ktoś go jednak przeczyta, to przybijam wirtualną piątkę. Marzec mamy, wiosna idzie!

Czasami trzeba nic-napisać na nic-temat.

😉