Drugi miesiąc nauki web development

kasiaikod_kasiaikod-i-nie-dostalam-pracy-w-kanadyjskim-startupie
Drugi miesiąc, krótki z natury, lutowy, podsumuję krótko: regres.
Myślałam, że będąc “na fali”, czyli jeszcze mocno podekscytowana początkiem, zaczynaniem, tym, że, o dziwo, rozumiem, o co chodzi, że będąc w takim stanie, lutowa nauka pójdzie mi jak z płatka!
No i zgadnijcie co?
Nie poszła!
Małe przypomnienie: pierwszy raz czytasz o moim programowaniu? Zaczniij od posta o pierwszym miesiącu.

Drugi miesiąc samodzielnej nauki web development zaczął się od skoku w bok. Prosto w objęcia WordPressa.

WordPress to system budowania strony/sklepu internetowego/bloga, który pozwala na zarządzanie treścią. Po angielsku CMS czyli Content Management System.

Może to nie taka znowu straszna ta zdrada “czystego kodowania” czy też front-endowania, bo 25% wszystkich stron internetowych na świecie jest postawionych na silniku WordPressa. Takie tuzy, na przykład, jak The New Yorker, Fortune.com czy Reuters.com. Więc WordPress nie jest byle kim (czym). Blog Kanada się nada też stoi na WordPressie.

Poświęciłam część weekendowego wolnego czasu na pogłębienie swojej znajomości z panem WordPressem. I to z tym .com, jak i .org

Rezultatem są zabawy na stronach z domeną WordPress.com

i tak, wiedziałam, że WordPress.com jest niedoskonały i daje małą kontrolę nad treścią (i wciska reklamy), ale uważam, że jeśli ktoś chce zacząć przygodę z blogowaniem bezkosztowo i w miarę łatwy technicznie sposób, to może go rozważyć.

Krótki kurs o WordPress.com znajdziesz na lynda.com (płatny i po angielsku). Również tam jest kurs 6-godzinny: WordPress Essential Training o podstawach.

Dla mnie był to również czas na zgłębianie tematu motywu potomnego (child motive) oraz sprawdzenie, na ile w obu wordpresach możliwe są zmiany wyglądu poprzez nadpisywanie swojego kodu.

Z początkiem roku weszła aktualizacja systemu. I chociaż dwa blogi postawiłam na WordPress.org bez konieczności znania kodu, to teraz chcę mieć pełną kontrolę nad stroną i moc zmienić wszystko.

PS. Gdzieś wyczytałam, że w niektórych ogłoszeniach o pracę dla junior front-end developera wymagają znajomości wordpressa, więc wiesz, nie ma tego złego….

W marcu do WordPressa na pewno wrócę, przypomnę sobie kwestie instalacyjne na naszym hostingu oraz na localhost. Do tej poru robił to Kuba, a ja chcę również o tym mieć jako taki pojęcie. Celem jest postawienie nowej strony.  Powiem Wam, że to zaplecze nie jest wcale proste do ogarnięcia.  Zrobiłam sobie więc w lutym stronkę do ćwiczeń.

Poza tym chcę jeszcze publicznie podziękować Kasi z bloga kasialaeszczyk.pl, która poopowiadała mi trochę podczas spotkania na Skype. O swoich początkach w biznesie wordpressowo-webowym. Kasia zasugerował też skorzystanie z innej wtyczki na stronie Kontakt (napiszcie, czy działa) oraz innego hostingu niż home.pl ( który jest bardzo drogi). Kasiu, jeśli to czytasz, dziękuję Ci !

 


Lutowa przygoda z panem Rzemykiem

Kursy i tutoriale o Bootstrap. To framework do budowania stron.

Tak, jak pisałam w podsumowaniu pierwszego miesiąca, pod koniec stycznia doszłam do takiego momentu, że prowadzący darmowe kursy w sieci zaczęli pisać strony z wykorzystaniem właśnie Bootstrapa.
Nazwa niezmiernie radowała chłopaków, bo Bootstrap (Rzemyk, ciekawe, czy to słowo jest jeszcze w użyciu) to jedna z postaci w “Piratach z Karaibów”. Ach ci faceci….

W jednym z kursów prowadzący pisał stronę koszernego bistro. Tak paskudną wizualnie, że aż przykro mi się oglądało i co tu kryć, nauka szła ciężej.

Ja wiem, że na tym etapie kwestie techniczne są najważniejsze i nie ma co tracić czasu na szukanie idealnych obrazków czy połączeń kolorów, bo to jeden z rozpraszaczy i pożeraczy czasu (jeden z błędów popełnianych przez początkujących webmasterów – post na blogu devcorner.pl). Powiem tak: uczenie się czegoś, co jest brzydkie, jest trudne i nudne. (Chociaż akurat sam Bootstrap w nowoczesny sposób zmienia styl strony). I tak, wiem, że piękno i brzydota to pojęcia względne.

Dlatego sięgnęłam po inne, niż na coursera.org, kursy pisania strony w oparciu o Bootstrap.

Słuchałam kursu Bootstrap Essential Training, ale gdzieś w połowie zorientowałam się, że dotyczy wersji 3, a w użyciu jest już wersja 4. Wniosek nasuwa się sam: szukaj materiałów najświeższych lub przynajmniej niedawno aktualizowanych.

Zrobiłam również (ale już w marcu) moduł na codeacademy.com: Make a website, drugi krok po dostępnych tam kursach HTMLa i CCSa. Bardzo prosty i przez to dobrze utrwalający podstawy, polecam.

Teraz, w marcu, podczas czynności innych niż nauka, znowu słucham filmików. Tym razem kurs o Bootstrap na Udemy.com. Podczas pisania szukałam też odpowiedzi  na www.w3schools.com. Trochę tam jest o Bootstrapie i o  jego elementach składowych.

Ktoś może zapytać, ej Kaśka po co Ci tyle słuchania, weź pokaż stronę. A ja na to, że mimo że kursy są na ten sam temat, to nie są takie same. I z każdego robię sobie notatki, kiedy trafię na informację mi nieznaną.

I tak, stronę już sobie zakodowałam, ale jeszcze Wam jej nie pokażę. (Chociaż sneak peak był w tym filmiku). Jeszcze nad nią popracuję. Muszę również zorientować się, gdzie ją umieścić, żeby można było ją zobaczyć.

 

Ładne/brzydkie strony

Wracając do estetyki i funkcjonalności, zaczęłam w lutym szukać materiałów o wyglądzie strony, web-designie, podstawowych pojęciach, schematach. Bo przecież są dobre praktyki i standardy, prawda? Słuchałam kursu Design Aesthetics.

Nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale mam wrażenie, że dość lekceważąco traktuje się osóby, które kodują w oparciu o Bootstrapa. Że korzystają z gotowca, że wszystkie strony internetowe wyglądają potem tak samo.

Nawet jeśli, to od czegoś trzeba zacząć 😉 I nawet są zbiory, gdzie można pościągać strony zakodowane przy pomocy Bootstrapa.

Podsumowanie

Myślałam, że zrobię więcej. Szczególnie frustrujące, kiedy się patrzy wstecz na cały miesiąc pracy, którą prowadzący filmiki proponują zrobić w tydzień. Ale trudno, taki urok mamy opiekującej się dzieckiem w domu.

Przyznam się jeszcze do czegoś, chociaż może będą heheszki – nie umiem pisać bezwzrokowo. Miałam jedno nieudane podejście do Mistrza Klawiatury. Teraz postanowiłam, że się nie dam i ćwiczę. Pisanie postów, pisanie emaili, ogólnie pisanie przeciąga się przez to straaasznie. I stąd tak mało treści jest.

W lutym udało mi się trzy razy wstać wcześniej. Bozsz, nie wiem nawet po co to napisałam, przecież to pełna kompromitacja.

Staram się, żeby te najtrudniejsze rzeczy, pisanie kodu, robić w czasie, kiedy nie ma chłopaków. W czasie dodatkowym, na przykład podczas gotowania czy wracania z Maćkiem rowerem z zajęć, słucham filmików (nie widzę kodu, ale to nic, jak czuję, że rozumiem, to jest ok).

Nie byłam na zaplanowanych, techniczno-kobiecych, lutowych spotkaniach w Vancouver. Raz pokonał mnie śnieg, raz niedomaganie. Hmm…..

Ale za to w marcu przystąpiłam do wyzwania Pani Swojego Czasu i będę wyrabiać lepsze nawyki związane z programowaniem. Znowu.

Publicznie się zobowiązałam, to muszę. Wraz z Kasią, koleżanką z Kanady, meldujemy codziennie na fanpage Kasia i kod, jak nam idzie.
Możesz nas wyszukać pod hashtagiem: #kasiaikod oraz #wyzwaniepsc.

Marzec to WordPress.com, wizyta rodziców i początek JavaScript. AAAAAAAA

Serdeczności!