Co robić w zimowy wieczór w Vancouver? Nic tylko usiąść i płakać

Co tu można robić wieczorem, zimą? Takie pytanie (w tonie lekko poirytowanym) padło ze strony niedawno poznanej Turczynki, co z mężem od dwóch tygodni mieszka w Downtown.

Jej zdaniem Vancouver zamiera wieczorem, centrum zamknięte na głucho, żadnych rozrywek, no masakra. To jej mówię, że wieczorem to przyzwoici ludzie są już w swoich łóżeczkach [hehe, żart]. Zresztą, co ja tam wiem, jako rodzic powinnam przecież z definicji mieć bana na życie nocne miasta, więc jestem ostatnią osobą do rekomendowania rozrywek nocnych. Ale jakoś wierzyć mi się nie chce, że nic się nie dzieje.

My w każdym razie mieliśmy kilka wieczorów zimowych zorganizowanych  wielce przyjemnie. Niekoniecznie życie nocne, ale jak na dzieci późno wieczorne, a zatem atrakcyjne. Poniżej przeczytacie i obejrzycie (jeśli coś będzie widać), jak nam się w Vancouver zimowe wieczorne wyjścia udały. Zapraszam 🙂

Latarka niepotrzebna.

Wieczorny spacer w Ogrodzie Botanicznym Van Dusen podczas Festiwalu Światła

Można iść na spacer do Ogrodu Botanicznego i nic to, że zima i zasadniczo nie najlepsza pora na podziwianie roślinek. W Ogrodzie Botanicznym Van Dusen zimową porą to nie flora zielona magnetycznie przyciąga zwiedzających. W grudniu, a czasem i w styczniu do Van Dusen chodzi się wieczorem, żeby podziwiać ponad milion (!!!) lampek porozwieszanych na drzewach, instalacjach, ciągnących się długimi sznurami po ziemi, czy w specjalnie zaaranżowanych wystawach tematycznych (np na Gingerbread Garden, czyli w Ogródku Piernikowym). Spacerując niespiesznie, cieszymy oczy mrugającymi światełkami, w ręku dzierżąc kubek z gorącą kawą/czekoladą albo polukrowanym pączkiem z dziurką. Brzmi magicznie, czyż nie? I na zdjęciach ładnie wygląda . Bo wybraliśmy tylko te zdjęcia, na których nie widać tłumów. TŁUMÓW DZIKICH. A takie były, wierzcie mi na słowo. Bardzo dużo ludzi chciało lampki obejrzeć. Niektórzy, jak podsłuchałam w kolejce po bilety, przychodzą do Van Dusen z dziada pradziada, od pokoleń, najpierw z dziadkiem, a teraz z wnukami.

Więc tak, sporo ludzi było. Zimowym wieczorem trzeba się liczyć ze staniem w kolejce około 40 minut, zanim się kupi bilety (około 30 CAD za bilet rodzinny). Ale zanim trafimy do kolejki, trzeba do Van Dusen przyjechać. I tutaj rada – jedźcie autobusem, blisko jest przystanek. Samochodu i tak nie ma gdzie zaparkować, o czym przekonacie się stojąc około 30 minut w długim sznurze aut czekających na wjazd na parking.

Suma summarum, dużo czekania, ale warto. Chociaż raz. To światełka są przecież, a światełka oglądać zawsze jest miło 🙂

Festival of Lights

Spacer to za mało? To może zimowy wieczór w Vancouver na łyżwach?

Nie tylko wieczorem można wybrać się na łyżwy, ale światłem iście dyskotekowym dostać po oczach można tylko na jednym, jedynym takim lodowisku.

Wieczorem, na odkrytym lodowisku w Śródmieściu, czyli zapraszamy na Robson Ice Rink.

Największą zaletą tego lodowiska jest to, że nie trzeba płacić za wstęp. O ile masz swoje łyżwy, bo jak nie, to przydałoby się wypożyczyć, na czymś się przecież musisz ślizgać 😉 Wypożyczenie sprzętu jest tańsze niż na lodowiskach zakrytych. I pewnie dlatego, choć nie tylko dlatego, ślizgawka na Robson cieszy się wielką popularnością. Wieczorem służy głównie do lansowania się młodzieży i strzelania słitfoci na instagrama, bo tłumy nie pozwalają się porządnie rozpędzić ani przeplatanki poćwiczyć. Niemniej jednak, jak ktoś jest akurat na city breaku w Vancouver, i zobaczył już wszystko, co trzeba zobaczyć, to można pójść i na Robson Ice Rink. Dlaczego nie?

Swoją drogą ja nie wiem, jak im te zdjęcia wychodzą???

Robson Ice Rink 2016

Robson Ice Rink 2016

Za zimno na spacer w zimowy wieczór w Vancouver ? To może do kina?

Udało się ze dwa razy wyjść do kina. I od razu na wejściu zaskoczenie. Kupiliśmy bilety na “Gwiezdne wojny” dla nas wszystkich. Niech no tylko ktoś z Wam próbuje nas przekonać, że to nie dla Maćka. Maciek jest wielkim fanem Star Wars, i gdyby nie kupić dla niego biletu, to przy kasie działyby się sceny dantejskie. Zresztą co to za wybór: albo idą wszyscy, albo idą jedynie dwie osoby, a z tej dwójki pewniakiem jest tylko Krzysiek. O drugi bilet trzeba by rozsądny kompromis zawrzeć, tzn. mężowi go z ręki nie wyrywać. I cóż poradzić, że ja też chcę na “Gwiezdne wojny” ?! Koniec końców kupiliśmy 4 bilety, ale zanim je kupiliśmy, to dobre kilka minut zajęło nam rozpracowywanie, co to za bilet w opcji General, albo czym różni się 3D od UltraAVX albo od D-BOX UltraAVX 3D. I powiem Wam, że nadal nie wiem, w czym jest różnica. To znaczy, załapałam tyle, że General (najtańszy bilet) oznacza wejściówkę bez wskazania miejsca, czyli na “Przebudzenie mocy” trzeba ustawić się w kolejce około 1 h wcześniej, zanim zaczną wpuszczać !!! O nie !!! I żeby było jeszcze ciekawiej na każdy seans obowiązują inne rodzaje biletów. Nie pamiętam, jak kupiliśmy, ale na pewno miał jedną przydatną cechę – otóż można ten bilet zwrócić do 20 minut od rozpoczęcia seansu. Jak się ma szczęście, to nawet można obejrzeć kawałek filmu, po reklamach, i jak gniot, to pomknąć do kasy z reklamacją. I oddadzą pieniądze. Skąd to wiem? Bo Maćkowi po około 15 minutach się jednak odwidziało i przestał być takim gorącym fanem Star Wars, więc będąc w obowiązku, podążyłam za nim i przeczekaliśmy film na zewnątrz. A za bilety nam zwrócili.

Z innych rzeczy: pierwszy raz w kinie miałam kontrolowaną torebkę. Na okoliczność przemytu jedzenia innego niż bufetowe. Butelka z wodą dla dzieci przeszła, choć pan ochroniarz miny robił nie gorsze niż celnik na lotnisku.

Kuba z Krzysiem wyszli zadowoleni, więc wyprawa do kina udana. Zdjęć nie ma.

Zawsze też można wybrać DVD w zaciszu własnego pokoju. Gwarancja, że zimowy wieczór będzie udany.

I przynajmniej ma się opcję oglądania z podpisami 😀


Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać