Blog

  • Przeprowadzka do Polski czyli Kanada się jednak nie nada? – powody i emocje

    Przeprowadzka do Polski czyli Kanada się jednak nie nada? – powody i emocje

    O(h) Canada. Ogromny kraj, którego część – miasto Vancouver było naszym domem przez ostatnie 6 lat. Na tym blogu przeczytasz naszą love-hate relację z miastem, emigracją, ludźmi do nas podobnymi i zupełnie różnymi.

    Skoro tak, to skąd ta przeprowadzka do Polski z Kanady w tytule?

    Poważny update o naszej rodzinie (2+2 lub 3+1, zależy jak patrzeć) jest taki:

    Od lipca 2020 jesteśmy w Polsce. Tym razem na nieco dłużej niż dotychczasowe, wakacyjne, kilkutygodniowe odwiedziny. Postanowiliśmy przeprowadzić się do Polski na najbliższe kilkanaście miesięcy.

    A w tym wpisie dowiesz się, skąd taka decyzja i co dalej. Nie znajdziesz w nim konkretnych kroków i naszego harmonogramu, a raczej przemyślenia o naszym wyborze. Dlaczego właśnie teraz i właśnie tak.

    Wiem, że konkrety są ważne, i będę pisać, jak ogarnąć szkołę dzieci na dwa kraje, albo jak rozmawialiśmy z naszymi kanadyjskimi pracodawcami o możliwościach pracy zdalnej (remote work) z Europy. Ale to nie temat na dziś.

    Czym przeprowadzka do Polski nie jest?

    Czasami spotykam się z podejrzeniem, że przeprowadzka do Polski właśnie z Kanady to coś niedobrego. Ktoś obcy jest specjalistą od (Twojej) emigracji i koniecznie musi Ci o tym powiedzieć.

    Bardzo łatwo jest zafiksować się na jednym spojrzeniu. Wyjeżdżają do Polski, czyli to oznacza, że w Kanadzie się im nie udało.

    Zdziwi Was może, że kiedy powiedziałam, że przeprowadzamy się do Polski, dostałam kilka wiadomości prywatnych, sugerujących właśnie takie przekonania.

    Padały pytania:

    • wyjeżdżacie, bo macie dość Vancouver?
    • znudziła Wam się Kanada? (Kanada się jednak nie nada?)
    • nie wytrzymaliście w Kanadzie?

    Rozumiesz, prawda?

    Bardzo łatwo stać się zakładnikiem jednoznacznego podejścia. Myśleć, że przyczynami decyzji o wyjeździe było (głównie lub wyłącznie) niepowodzenie w Kanadzie.

    Powyższy powód wyjazdu jest dobry jak każdy inny, i jeśli działa w Twoim przypadku, to nic mi do tego.

    Chciałabym jednak, żebyśmy z automatu nie zakładali, że jak ktoś podejmuje decyzję o opuszczeniu Kanady, to dlatego, że poniósł porażkę w tym kraju.

    Nie zakładajmy, nie zgadujmy czyichś motywów, nie sugerujmy się własnymi odczuciami. Analizując czyjąś decyzję nie skupiajmy się przede wszystkim na negatywach.

    Użyjmy słów neutralnych, albo po prostu poczekajmy, aż osoba, którą pytamy, nam odpowie.

    I wszystkim będzie milej.

    Dlaczego takie porównanie jest szkodliwe?

    Może znajdzie się osoba, która przeczyta taki “życzliwy” komentarz i pomyśli, jezu, nie udało mi się, nie zaliczony sprawdzian z emigracji.

    Jeśli w dodatku masz skłonności do perfekcjonizmu, być może poczujesz winę, że nie spełniłaś swoich (a a przy okazji też cudzych) wysokich standardów. Wymagań, które kryją się w równaniu pod nazwą Kanada = dużo lepsze życie niż gdzie indziej.

    Już pewnie czujesz, że wyjeżdżamy z Kanady nie dlatego, że nam się nie udało. Poniżej znajdziesz szczegóły.

    Dlaczego przeprowadzamy się do Polski

    Nasze życie w Kanadzie w roku 2020 uważam za udane i nie wyjechaliśmy dlatego, że mamy go dość.

    Na początku stycznia 2020 spotkałam się z niewidzianą od 8 lat przyjaciółką. Poleciałyśmy na weekend do Nowego Jorku, gdzie było bardzo zimno, słonecznie i gęsto od rozmów.

    W lutym Kuba i nasi synowie, po 6 latach mieszkania w Vancouver, odebrali kanadyjskie obywatelstwo (i paszporty).

    Następnie przyszła informacja, że nasz starszy syn, Krzyś, lat 13, zakwalifikował się do programu mini-school w szkole średniej, jednej z dwóch w Vancouver, które realizują program IB i przygotowują do matury międzynarodowej.

    Ja wczesną wiosną dostałam w pracy awans i przestałam być koordynatorem, a zostałam menadżerem.

    Brzmi całkiem fajnie, prawda? Jeszcze daleko nam do Tygrysów Europy, ale nie byliśmy już tylko małymi płotkami w kanadyjskim jeziorze.

    A jak staliśmy finansowo? Przez te kilka lat w Kanadzie spłaciliśmy kredyt w Polsce i wynajmowaliśmy na atrakcyjnych warunkach nieatrakcyjne mieszkanie w Vancouver. Gdybyśmy zechcieli, dostalibyśmy też kredyt na kanadyjski dom. Niekoniecznie starczyłoby na nieruchomość w Vancouver, ale już dom w Lower Mainland byłby w zasięgu naszych możliwości. (Jeśli interesują Cię finanse, to więcej przeczytasz w poście o naszych wydatkach z 2018 roku)

    Kanada wydaje się być przez nas osowojona. Z boku wygląda jak sukces. Albo chociaż sukcesik.

    Czy można odnieść sukces i jednocześnie czuć się źle w Kanadzie?

    No właśnie problem polega na tym, że tego sukcesu nie czuliśmy. Nie dlatego, że mamy nie wiadomo jakie wymagania. Życie niejednokrotnie nauczyło nas pokory.

    Początek 2020 był dobry. A w połowie marca 2020 WHO ogłosiło stan pandemii z powodu Covid-19. Zamknęła się Europa, zamknęła Ameryka.

    Straciłam pracę na 6 tygodni z powodu temporary lay off (tymczasowe zwolnienie, na którym przysługiwał mi zasiłek dla bezrobotnych). Zostałam do pracy przywrócona, ale w biurze daleko było do stanu sprzed pandemii. Nowa normalność wcale nie była normalna.

    Kanada przestała nam wystarczać.

    Dlatego podjęliśmy decyzję, że w lipcu 2020 przeprowadzamy się na jakiś czas do Polski.

    Kiedy wyjechać z Kanady?

    Wiem od wielu z Was, że rozważacie wyjazd lub żałujecie, że już na niego za późno (hint: nie, nigdy nie jest za późno. Może być dużo trudniej, to prawda).

    Dlatego kilka myśli o szukaniu (dobrego) czasu na wyjazd.

    Wybór czasu na wyjazd z kanady- ogólne uwagi

    Po pierwsze, nie ma magicznego, uniwersalnego momentu wyjazdu. Nie musi minąć 30 lat na emigracji, żeby można było wyjechać z Kanady. Nie musisz mieć konkretnej kwoty pieniędzy na koncie, żeby już było można się pakować.

    Nie musi nastąpić jakieś wyraźne wydarzenie, tragiczne, zmieniające bieg życia, czy takie, po którym już nigdy nie jesteś tą samą osobą. Oczywiście takie wydarzenie może nastąpić. Ale nie musi.

    Naszym zdaniem, czas na wyjazd jest wtedy, kiedy czujesz, że coś Cię w Kanadzie uwiera, że nie styka, że musisz się zatrzymać i wyrzucić ten kamień z buta, bo dalej nie da się już iść.

    Samo uczucie niewygody to dla wielu za mało, żeby życie do góry nogami wywracać. Dla nas wystarczyło, żeby myśl o zmianie zakiełkowała nam w głowie.

    Podejmując taką decyzję trzeba wziąć pod uwagę własne życie i plany wobec niego. My lubimy zastanawiać się dziś, jak będzie wyglądało nasze życie za kilka lat. I wstępnie je planować.

    Najpierw pojawiła się myśl coś uwiera, ta wskazana wyżej. A potem ten plan.

    Wyjazd do Polski latem 2020 to wynik naszego podejścia do życia. I decyzji, że chcemy mieszkać i żyć w dwóch krajach.

    Kiedy wyjechać z dziećmi?

    Wielokrotnie słyszę, że ktoś nie decyduje się na wyjazd ze względu na dzieci. Ciekawe, że zwykle taki powód działa odwrotnie, kiedy mówimy o przyjeździe do Kanady. Pada wtedy stwierdzenie, że ludzie emigrują tutaj z powodu dzieci.

    Rodziny wyjeżdżają z Polski właśnie po to: żeby było lepiej, żeby życie coś znaczyło. Albo znaczyło bardziej. Dla dzieci.

    Ale już “przyjazd do Polski” dla niektórych brzmi dużo trudniej, bo są dzieci.

    Kiedy więc będziesz myślał o konkretnej dacie wyjazdu, weź pod uwagę:

    • Zakończenie i rozpoczęcie roku szkolnego. Lub jakiegoś etapu edukacji szkolnej. Poczucie zamykania za sobą pewnych spraw i rozpoczynania nowych rozdziałów pomaga i dzieciom, i dorosłym połączyć kropki emigracyjne. Jeśli się da, unikaj zmiany kraju w trakcie roku szkolnego. My wybraliśmy lato 2020, bo Krzysiek skończył szkołę podstawową w Vancouver;
    • Jeśli możesz, przeprowadź się do miejsca, które dzieci znają. Nawet jeśli nie pamiętają, bo wyjechały dawno temu, albo znają to miasto tylko z krótkich wakacyjnych wyjazdów. Opowiadanie historii i wspomnienia z tego miejsca sprawia, że dzieci czują się bezpieczniejsze. My tak mamy z Warszawą, Łodzią i Zamostowem (lubuskie). To są miejsca mniej (Łódź) lub bardziej (Ziemia Lubuska) znane naszym synom z Polski.

    Z dziećmi wyjeżdża się trudniej. Ale nie jest to niemożliwe. To doświadczenie bardzo scaliło naszą rodzinę i mogę dziś śmiało powiedzieć, że życie na dwa kraje przysłużyło się naszej rodzinie.

    Trzymam kciuki, żeby i Twojej Rodzinie się udało!

    Okej, to wiesz już, dlaczego właśnie w 2020 zmieniliśmy Kanadę na Polskę.

    Był jeszcze jeden powód, myśl, pragnienie, które wpłynęło na naszą decyzję.

    Mała emerytura w Polsce – o co nam chodzi?

    W naszym obecnym wyjeździe nie chodzi tylko z zmianę jednego kraju na drugi,

    Na początku 2018 roku przeczytałam książkę Tima Ferrisa “Czterogodzinny tydzień pracy”. Mocno poruszyła mnie jedna rzecz.

    Tim zaproponował zrobienie sobie w życiu tak zwanej małej emerytury. Pisał, że czekanie na odpoczynek i cieszenie się życiem, aż będziemy staruszkami, jest złym pomysłem.

    Pamiętam, że kiedy to przeczytałam, pomyślałam sobie: oraju, tak, tak, tak, zgadzam się z tym mocno. Tylko jak to zrobić?

    Etat 9-17 i praca dla kogoś rzadko umożliwiają przerwę w życiu zawodowym. Wymagania wizy pracowniczej czy kanadyjskiego stałego pobytu nie pozwalają na totalną wolność, mają czasowe ograniczenia. Dochód pasywny też nie jest taki łatwy, jak go reklamują amerykańscy guru marketingu.

    Wiedziałam wtedy, że choćby nie wiem co, muszę być w IT, bo ta branża dawała największe nadzieje na elastyczną karierę pracując dla kogoś lub też na swoim. Wiedzieliśmy też, że choćby nie wiem co, chcemy zdobyć kanadyjskie paszporty, żeby mieć wybór teraz, za 10 lat i po 60tce też.

    W Wielkanoc 2018 postanowiliśmy, że za jakiś czas chcemy zamieszkać blisko naszej rodziny, w lasach Ziemi Lubuskiej. Nie planowaliśmy, że będzie to rok 2020.

    Chcieliśmy być z bliskim. I odpocząć.

    Niekoniecznie rezygnując całkowicie z pracy zawodowej, ale przynajmniej mieć kogoś do pomocy przy chłopakach.

    Zaczęliśmy odkładać pieniądze, tak, żeby przez rok móc mieszkać w Polsce. Zakładaliśmy scenariusz, że ani moja firma, ani Kuby pracodawca nie będą chcieli z nami pracować, kiedy im powiemy, że dziękujemy za etat w Vancouver, że teraz przenosimy się do Polski na co najmniej kilka(naście) miesięcy, na małą emeryturę.

    To, że obie firmy poszły nam na rękę i oferują zdalne zatrudnienie z Polski było zaskoczeniem. I nieco zepsuło nam plany, co do pełnego korzystania z małej emerytury😉 ale narzekać nie będziemy.

    Na początku 2020 nie mieliśmy biletów z wyznaczoną datą przylotu do Polski.

    I, sądząc po tym, jak udanie zaczął nam się rok 2020, wcale nie było oczywiste, że właśnie teraz się przeprowadzimy.

    Ale koronawirus i Covid-19 zmienił świat i skłonił nas do wielu przemyśleń. Dlatego na przełomie kwietnia i maja 2020 wizja przeprowadzki stała się konkretnym planem.

    Dlaczego mówię o “PRZEPROWADZCE do Polski z Kanady”, a nie “POWROCIE do Polski”.

    Słowa kształtują rzeczywistość, więc bardzo mi zależy, żebyśmy się tutaj dobrze zrozumieli.

    Przeprowadzamy się do Polski, tak, jak w 2014 roku podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do Kanady. Nie myśleliśmy, że to na zawsze, na stałe i że już nigdy nie obejrzymy się na miejsce, z którego wyjechaliśmy (wtedy była to Warszawa).

    Podobnie jest teraz. Przeprowadzamy się na co najmniej rok do Polski, ale nie zamykamy życia w Kanadzie, w Vancouver.

    Ja jestem przeciwnikiem stawiania granic słowami: nigdy i na zawsze,

    Mam nadzieję, że Ci to wyjaśniłam.

    I na koniec ostatnie pytanie:

    Czy płakałam, jak wyjeżdżaliśmy z Kanady?

    To pytanie dostałam na Instagramie.
    Nie, nie płakałam, choć oczywiście nie pozostałam obojętna.

    Rozmawialiśmy we czworo (mąż i synowie, lat 13 i 8) o tym, dlaczego wyjeżdżamy, co się teraz zmieni. Opowiadaliśmy sobie o swoich lękach. A strachom często towarzyszy rwący się głos i załzawione spojrzenie.

    Wiem, z jakich etapów składa się emigracja (i re-emigracja do Polski), więc tak, zakładałam, że łzy się pojawią, jak skończy się czas miesiąc miodowego w Polsce, a zacznie życie (czytaj: polska szkoła stacjonarna i ponura listopadowa jesień).

    Nie płakaliśmy, zamykając po raz ostatni mieszkanie w Mount Pleasant. Nie płakaliśmy również wyjeżdżając z Warszawy w 2014. Obie decyzje podjęliśmy świadomie, bierzemy za nie odpowiedzialność. I nikt nas nie zmuszał, żeby porzucić kraj, więc nie było łez z powodu żalu, że musimy wyjechać.

    Te wyjazdy są częścią naszego życia, doświadczeniem jak wszystkie inne.
    Jesteśmy szczęściarzami – emigrantami, bo wielu ludzi do wyjazdu zmusza konieczność.
    Wtedy rzeczywiście jest powód do płaczu.

    Mam na koncie nie tylko Kanadę – mieszkałam prawie 2 lata w Budapeszcie, w 2002 roku porzuciłam Poznań na rzecz Warszawy, a dom rodzinny opuściłam mając 15 lat.

    Płaczę, owszem, ale nie dlatego, że wyjeżdżam.
    Płaczę, żeby dać ujście emocjom złości, strachu i rozczarowania.

    A jeśli nadejdzie taki czas, że zacznę płakać z tęsknoty za Kanadą, to spakuję walizkę i polecę.

    Zaplanowaliśmy życie na dwa kraje i wierzymy, że się uda.

    Teraz czas na Polskę.

  • Wyjazd do Kanady? 4 pytania które musisz sobie zadać na początku

    Wyjazd do Kanady? 4 pytania które musisz sobie zadać na początku

    Zawsze kiedy zaczynam pisać post w cyklu emigracyjnym, wydaje mi się, że w temacie wyjazdu do Kanady powiedziano już wszystko. W 2020 jest tyle źródeł informacji, że kolejny artykuł o tym samym nie jest potrzebny.

    A potem dostaję pytanie na Instagramie. Albo wiadomość emailową.

    I wtedy wiem, że wciąż wielu z Was szuka takich najbardziej podstawowych wskazówek, jak zacząć z tą emigracją.

    Zwykle odsyłam pytających do strony rządowej Urzędu Imigracyjnego, bo nie ma lepszego źródła wiadomości o przepisach i procesach. Z nią zaplanuj swój swój wyjazd do Kanady.

    A jednak kiedy pytam, czy udało Ci się przeczytać informacje na tej stronie, często słyszę, że nie, jeszcze nie.

    Stąd wiem, że wciąż potrzebne są takie posty po polsku, omawiające temat emigracji. Poza tym jestem leniwa i będę mieć do czego linkować w odpowiedzi na pytania.

    Mam nadzieję, że ten artykuł też Ci się przyda.

    Dzisiaj absolutny wstęp wstępów. Zanim napiszesz z pytaniem o wyjazd do Kanady, odpowiedz sobie na te pytania.

    Coś Ci jeszcze poradzę. Przyłóż się do odpowiedzi na te pytania.

    Dlaczego?

    Załóżmy, że zdecydujesz się skorzystać z płatnej pomocy w przygotowaniach do emigracji. Pójdziesz do konsultanta lub prawnika emigracyjnego. Odpowiedzi na poniższe pytania pomogą Ci przygotować się do rozmowy i zaoszczędzą czas. Kto jak kto, ale konsultant na pewno zada Ci szczegółowe pytania o wyjazd do Kanady. Więc tak ogólnie możesz pomyśleć o tym już teraz.

    To co? Zaczynamy?

    1. Start with why, czyli dlaczego wyjazd do Kanady?

    W tym pytaniu będą różne pod-pytania (jest takie słowo?).

    Wtręt ode mnie: start with why to świetny sposób na rozjaśnienie sobie w głowie nie tylko tematów emigracyjnych. Polecam. Zadawanie pytania, dlaczego (trochę jak kilkuletnie dziecko), pomoże dotrzeć do sedna. I możesz się zdziwić, kiedy finalna odpowiedź będzie inna niż Ci się zdawało na początku.

    Wracając do Kanady i emigracji.

    Przygotuj kartkę, kubek z czymś do picia (albo kieliszek, ja tam Ci nie zaglądam ;D ). Wyłącz na chwilę komputer, odłóż telefon. I daj sobie chwilę na te pytania.

    Proponuję takie główne kategorie pytań,

    • Chcę coś zmienić w swoim życiu – otoczenie, ludzi, klimat.
    • Muszę się przeprowadzić, bo w Kanadzie zarobię więcej (będę żyć na wyższym poziomie niż obecnie).
    • Osiągnąłem już wszystko, co mogłem w swoim zawodzie w obecnym miejscu. W Kanadzie będę mieć więcej możliwości kariery.
    • Chcę studiować w Kanadzie.
    • Chcę zwiedzić dziką i wielką Kanadę – muszę zobaczyć to Morraine Lake.
    • Wyjeżdżam, żeby zdobyć obywatelstwo kanadyjskie.

    Kolejność pytań jest przypadkowa. Możesz pasować do jednej kategorii lub do wielu. Możesz się wahać. Właśnie dlatego tak ważne jest drążenie tego tematu. Czas zainwestowany w rozmyślania i spisanie sobie odpowiedzi to punkt wyjścia do planowania kolejnych kroków.

    Im lepiej odpowiesz sobie na te pytania, tym łatwiej będzie Ci wytrwać w podjętej decyzji. Szczególnie później, kiedy inni będą chcieli Ci udowodnić, jak zła to była decyzja. Wjedzie czołgiem emigracyjne życie, minie okres euforii (zwany miesiącem miodowym). Wtedy powrót do swojego: Dlaczego tu jestem? pomoże Ci uspokoić się emocjonalnie.

    Specjalnie nie piszę pod tymi pytaniami swoich komentarzy i uwag. Nie dlatego, że chcę Ci życie utrudnić. Przeciwnie.

    Nie chcę, żeby moje uwagi wpływały na Twoje odpowiedzi w pierwszym etapie rozmyślania. To TY musisz znać swoje WHY KANADA.

    Planuję jednak podzielić się swoimi komentarzami i odpowiedziami w innym poście. Wtedy znajdziesz w tym miejscu link do niego.

    Na razie wracaj do kartki i działaj.

    I to prowadzi nas do kolejnego pytania. ⤵

    2. Na jak długo planujesz wyjazd do Kanady?

    Nawet jeśli z poprzedniego pytania wyszło Ci, że wyjeżdżasz tylko na chwilę (bo na przykład wylosowano Cię do programu International Experience Canada), powięć trochę czasu i pomyśl, co dalej.

    Warto przygotować sobie opcje zapasowe, bo a nuż zechcesz zostać na dłużej?

    Tak, są możliwości, żeby po skończonym programie IEC, studiach, czy czasowym pozwoleniu o pracę, aplikować o:

    • kolejny czasowy program
    • pobyt stały w Kanadzie

    Ale musisz mieć tę opcję przemyślaną wcześniej, najlepiej już w momencie, kiedy zaczynasz przygotowywać się do wyjazdu do Kanady.

    O wielu opcjach przedłużania programów opowiadałam kiedyś na YouTube. Przygotowałam też mocno uproszczoną rozpiskę dróg emigracyjnych do Kanady. Możesz ją dostać na tej stronie: https://kanadasienada.pl/newsletter-list-z-kanady/

    Odpowiedziane? Świetnie, idziemy do następnego pytania.

    3. Kto wyjeżdża z Tobą do Kanady?

    Inaczej będziesz się przygotowywać do wyjazdu w pojedynkę, a inaczej jeśli emigrujesz lub wyjeżdżasz czasowo z dziećmi.

    • Sprawdź, czy program wyjazdowy, który Cię interesuje, obejmuje również najbliższych (dependents);
    • Na jaki rodzaj wizy / pozwolenia na pracę lub naukę będą mogli liczyć?

    Jeśli wyjeżdżasz z kimś, to możliwe są dwie opcje:

    1. Każde z Was będzie aplikowało osobno o możliwość czasowego lub stałego wjazdu do Kanady . Tak jest w przypadku pozwolenia na przylot (eTA), występowania o wizę w ramach programu International Experience Canada lub aplikowaniu o pozwolenie o pracę (Work Permit).
    2. Możecie złożyć wspólną aplikację. Tak jest na przykład podczas występowania o pobyt stały w systemie Express Entry.

    Koniecznie policz koszt życia i dopiero na tej podstawie wybierz prowincję / terytorium i miasto do życia.

    To prowadzi nas do kolejnego pytania. ⤵

    4. Gdzie będę mieszkać, studiować i pracować?

    Kanada to 10 prowincji i trzy terytoria (potocznie zwane the North). Wiele z prowincji jest większych od Polski, a sama Kanada jest drugim największym krajem świata.

    1/3 wszystkich obywateli mieszka w dwóch prowincjach: Ontario (gdzie największym miastem jest Toronto) i w Quebec ( w miastach: Montreal i Quebec City). Większość Kanadyjczyków mieszka w odległości 200 km od granicy ze Stanami Zjednoczonymi.

    Dlatego jeśli czytasz artykuł czy oglądasz video na YouTube o życiu w Kanadzie, dowiedz się, o której części Kanady jest mowa. “Wyjazd do Kanady” oznacza wyjazd do konkretnej miejscowości. A tam życie i przepisy mogą się znacznie różnić. Tak bardzo, że będziesz się zastanawiać, czy wciąż jesteś w Kanadzie (my mieliśmy to uczucie odwiedzając region Niagary, w Ontario. Wydał nam się zupełnie inny niż nasza prowincja, Kolumbia Brytyjska.)

    Czytając pytania osób na grupach kanadyjskich widzę, że wiele osób wybiera miejsce do życia w Kanadzie kierując się tzw. lifestyle tego miejsca. Prym wiodą Toronto (największe miasto Kanady), Montreal (najbardziej europejskie miasto Kanady) i Vancouver (największe miasto zachodniej Kanady). Każde z tych miast leży w innej prowincji. Różnią się klimatem, kosztami życia, a nawet głównym językiem (Kanada ma dwa: angielski i francuski)

    Wiem, że nie chcesz przecież żyć w mieście, którego energia Ci zupełnie nie odpowiada. Ale swojej decyzji nie opieraj jedynie na tym!

    Na to trzeba zwrócić uwagę:

    • jakie jest zapotrzebowanie na Twój zawód w danym regionie;
    • jaka jest konkurencja wśród osób wykonujących Twoją pracę w danym regionie;
    • ile kosztuje czesne na uniwersytecie / college / szkole niepublicznej;
    • jakie są wymagania danej prowincji w programie emigracyjnym Provincional Nominee Program;
    • jaki są połączenia lotnicze z Polską;
    • czy odpowiada Ci pogoda, położenie geograficzne, okolica.

    Z naszego podwórka, czyli mieszkanie w Vancouver. Koniecznie przeczytaj te posty:

    4 pytania jakie warto sobie zadac przed wyjazdem do Kanady | Kanada się nada blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady
    zdjęcie z naszej pierwszej wiosny w Vancouver, plaża Second Beach 2016

    Bonusowy słowniczek na zakończenie.

    Kiedy będziesz szukać informacji emigracyjnych, czy to na canada.ca czy na grupach blogach, na pewno przeczytasz te dwa akronimy: CIC i IRCC.

    • IRCC to skrót od Immigration, Refugees, and Citizenship Canada. To ta część rządu kanadyjskiego, która jest odpowiedzialna za emigrację i jej programy (na przykład International Experience Canada). W wielu programach rząd federalny współpracuje z prowincjami.
    • CIC: Citizenship and Immigration Canada. To dawna nazwa IRCC, ale czytając starsze posty i rozmowy na grupach możesz go spotkać.

    CIC i IRCC często używane są wymiennie.

    I jeszcze takie słowa od Joanny Girak-Onoszko, która kilka lat temu mieszkała w Toronto. Może znasz jej książkę o kanadyjskich szkołach rezydencjalnych?

    Spisała co polscy emigranci w Kanadzie polecają zabrać w walizkę:

    fragment artyukułu z bloga Mrs. Canada

    To co? Już się pakujesz? Powodzenia z planami na Kanadę!

  • No to siup czyli ciąża i poród w Vancouver

    Po napisaniu pierwszego posta o małym dziecku w Vancouver, czułam mocny niedosyt. Ba, czułam, że trochę jestem z tobą nieszczera, bo opowiadam ci o czymś, czego sama nie doświadczyłam. I mimo, że tamten post poruszał głównie finansowo-prawne zagadnienia, to jednak temat jest niepełny bez autentycznych wspomnień młodych matek.

    Więc dzisiaj więcej o ciąży w Kanadzie, a konkretnie w Vancouver.

    I jako bonus podział na placówki przedszkolno – żłobkowe w Vancouver.

    Pierwszą część o małym dziecku i o tym, jak moja kanadyjska koleżanka przygotowuje się na bycie matką poczytasz w tym poście. Chciałam przekazać jej emocje i jej rozmyślania. Chciałam też dowiedzieć się, co jest najtrudniejsze w życiu młodej matki, Polki w Vancouver.

    Po publikacji posta, popytałam na naszej grupie Polskie Matki w Vancouver, na Facebooku, i na podstawie wypowiedzi dziewczyn przygotowałam ten artykuł. Przeczytasz cytaty matek z grupy i trochę informacji porządkowych.

    Mam nadzieje, że pomogę. A jeśli masz jakieś pytania lub doświadczenia, podziel się nimi w komentarzu, a jakaś przyszła matka ci za to podziękuje!

    Ciąża, prowadzenie ciąży i poród w Vancouver w oczach Polek.

    Kto prowadzi ciąże ?

    Najpopularniejsza opcja w Polsce to prowadzenie ciąży pod okiem ginekologa (może być ten sam, co w szpitalu, w którym jest planowany poród).

    W Vancouver kobieta w ciąży jest pod opieką położnej. To one opiekują się przyszłą matką i prowadzą niezagrożone ciąże. Więcej o tym, jak wygląda taki model opieki przeczytasz tutaj: http://www.bcwomens.ca/our-services/pregnancy-prenatal-care/midwifery-care.

    Do ginekologa, jeżeli jest się w ciaży, nie trzeba skierowania. Można sie samemu skierować. To samo jest z położną. Moje dwie ciaże były prowadzone tutaj przez położne i to było naprawdę bardzo pozytywne doświadczenie.

    Opieka położnej jest finasowana przez ubezpiecznie Medical Service Plan (o MSP i o ubezpieczeniu zdrowotnym przeczytasz w poście o służbie zdrowia).

    Świetną sprawą jest prowadzenie ciąży u położnej. Wiem od dziewczyn, które tu rodziły że bardzo sobie chwalą, bo ta sama położna prowadzi ciążę, zleca badania, przyjmuje poród (w szpitalu lub w domu) i odwiedza w połogu, pomaga w laktacji. Fajnie jest rodzić z kimś, kogo sie zna i nie jest to przypadkowa osoba na dyżurze.

    Czasami jest więcej niż jedna położna, która prowadzi ciążę. Wyszukaj w Google hasło: midwifery clinics in Vancouver, i zobacz, jaki model pasuje ci bardziej.

    niezastąpione położne prowadzą ciąże i poród w vancouver

    W ciąży korzystałam z usług South hill birth program. Tam ciąże prowadzą położne. Założenie jest takie, że w czasie ciąży widujesz się tam z dwoma położnymi, żeby właśnie nie było ze stale ktoś obcy. Miałam szczęście, bo większość ciąży widywałam jedna położna która mi bardzo podpasowała i potem jeszcze trafiłam na nią w szpitalu przy porodzie.

    Dobre relacje z położnymi pamięta się długo:

    Ja zaczynałam ciążę w Vancouver z położnymi, potem wyleciałam na trochę do Polski i tam rodziłam. No i właśnie najbardziej było mi szkoda w całej ciąży tych moich położnych cudownych stąd, mimo że ledwie byłam na dwóch wizytach.

    Kto to jest doula?

    Doula to dziewczyna, która jest przy młodej matce przed porodem, w trakcie i po. Pomaga jej i dzieli się swoim doświadczeniem macierzyńskim. Ja w Polsce nie korzystałam, a widzę, że taka usługa jest coraz popularniejsza.

    Kult douli trochę mnie zmieszał, bo wszyscy tak doradzali i mówili jakie to doule są przydatne i potrzebne, ale się nie zdecydowałam i w sumie dobrze wyszło. Mąż mi się spisał, a pielęgniarka na sali porodowej była całkiem spoko mimo że młoda i mało doświadczona (zawsze jedna pielęgniarka siedzi, a położna lata po pokojach i sprawdza jak postęp, potem na sam poród przychodzi).

    Badania w ciąży – lepiej mniej czy więcej?

    Mówi się, że ciąża to nie choroba, a jednak w ciąży, w Polsce jest się cały czas u lekarza. Nie wiem, czy to dobrze, że polska opieka nad ciężarną jest mocno zmedykalizowana. Ale wiem, że każda przyszła mama ma inne potrzeby i wymagania.

    Jedne kobiety chcą jak najmniej interwencji ginekologa, a internetu nie sprawdzają z obawy, że na pewno wyczytają jakaś chorobę (to o mnie). Inne mamy wolą wiedzieć więcej i być często badane, żeby czuć się bezpieczne.

    Dziewczyny z Vancouver też różnią się w swoich wrażeniach z prowadzenia ciąży.

    • Mniej badań w ciąży niektórym mamom się podoba:

    Badań rzeczywiście nie zlecają zbyt dużo (w porównaniu do Polski) ale mi to zupełnie nie przeszkadzało, bo jak zdrowa ciąża, to po co drążyć.

    Miałam doświadczenie z Anglii gdzie jeszcze mniej się musiałam ciążą przejmować (w Anglii nawet mi cukru nie sprawdzali, a krew na badania pobierała mi położna na rutynowej wizycie, więc nie musiałam chodzić do żadnego life lab ). W Vancouver miałam zlecone jakieś dodatkowe usg i to chyba ze dwa, z jakichś tam „na wszelki” powodów.

    • Komentarze innych mam pokazują, że nie każdej rodzinie odpowiada ilość zleconych badań oraz opieka położnej w Vancouver.

    Ja osobiście nie byłam zadowolona z prowadzenia ciąży w Vancouver. Była to moja pierwsza ciąża. Wydaje mi się, że jest bardzo mało badań, dwa usg na całe 9 miesięcy. Żeby dowiedzieć się, jaka jest płeć dziecka, trzeba czekać cały tydzień aż lekarz dostanie wyniki usg, ponieważ pani, która robi usg nie może nic powiedzieć.

    Też nie byłam zadowolona. Tę samą położną spotkałam może dwa razy przez całą ciążę. Tak to co wizyta ktoś inny w klinice.

    Ja się czułam mocno niezaopiekowana w ciąży. O co by człowiek nie zapytał słyszał, że to normalne.

    Wspomnienia z porodu w Vancouver

    Sam poród, pobyt w szpitalu (BC woman) i podejście do mamy, dziecka i taty — wszystko na plusie.

    [Poród w ] BC Women’s Hospital oceniam bardzo dobrze. Organizacja szpitala i podejście do kobiety i dziecka mają cudowne.

    Jak mi skurcze ustały, to mnie położna wzięła na spacer po oddziale, kazała robić po drodze przysiady i zaprowadziła do kuchni po lody na patyku. Pomogło, poszłam rodzic. Plan porodu robiłam, ale nikt go chyba nie czytał za bardzo. Choć też nie miałam żadnych szczególnych życzeń…

    Dla przyjezdnych z Polski zaskoczeniem może być też to, że można wyjść ze szpitala już kilka godzin po porodzie.

    A co poza tym?Ciąża i poród to dopiero początek

    Pomoc w oswojeniu emocji

    Macierzyństwo jest trudne, a macierzyństwo na emigracji jest jeszcze trudniejsze. Więc nie bądź ze swoimi potrzebami i wątpliwościami sama. Dziewczyny mówią, że jak się poszuka, to jest dużo miejsc, gdzie przyszłe i młode matki mogą dostać wsparcie.

    Były grupy wsparcia i milion innych grup na które nie chodziłam, pytali o moje emocje i zdrowie psychiczne.

    Poszukaj w Google pod: Evergreen Health Centres .

    Mija sześć lat, odkąd jestem matką na emigracji w Kanadzie. Dwa lata temu pisałam, że czasami jest mi łatwiej, czasami trudniej. Dzisiaj wiem, że dzięki emigracji i Kanadzie jestem bardziej świadoma siebie, swoich potrzeb i emocji. Wiem też znacznie więcej o takim codziennym, kanadyjskim życiu, więc mniej się stresuję nieznanym.

    Żłobek, przedszkole i inne cuda…

    O żłobek i przedszkole zahaczyliśmy, bo młodszy syn miał 2,5 roku, kiedy przylecieliśmy do Vancouver. O naszych doświadczeniach przeczytasz w poprzednim poście o małym dziecku i tutaj:

    1. Kanadyjskie daycare w Vancouver – w naszym przypadku to był żłobek całodzienny, dla dzieci 2,5 -5 lat, z wyżywieniem
    2. Preschool czyli przedszkole w Vancouver – nasze przedszkole działało kilka godzin dziennie, przez 2-3 dni w tygodniu, i przyjmowało dzieci od 2 do 5 lat. Bez wyżywienia.

    W Polsce to było łatwo. Najpierw żłobek, potem przedszkole. Żłobek i przedszkole mogło być państwowe lub prywatne. Państwowe placówki podlegały odpowiedniemu ministerstwu, prywatne już niekoniecznie.

    W Kanadzie, w każdej prowinji może być inaczej, bo edukacja jest regulowana na szczeblu prowincjonalnym i terytorialnym ( o tak, taki na przykład terytorialny rząd Nunavat, ma duży wpływ na to, edukację inuckich dzieci, które uczą się w szkołach inuickiego języka. To jedyne miejsce w Kanadzie z inuickim w szkołach). A piszę ci o tym, żeby było jasne, że moje doświadczenia z przedszkolami i żłobkami są z Vancouver. I czasam nawet w Lower Mainland, czyli miejscowościach w okolicach Vancouver jest inaczej niż w Vancouver.

    opiekA nad dziećmi w osobnym pomieszczeniu (nie domu) – Child care center.

    Najczęściej licencjowana, czyli jest jakaś kontrola nad takim żłobkiem / przedszkolem

    • Full-Day Care (0 – 3 lata) Opieka całodniowa, zazwyczaj 12 dzieci w grupie, jeden opiekun na 4 dzieci. Zwykle działa cały rok, bez ferii wiosennych, letnich i bożonarodzeniowych.
    • Full-Day Care (2.5 – do zerówki) Opieka całodniowa, zazwyczaj 25 dzieci w grupie, jeden opiekun na 8 dzieci. Zwykle działa cały rok, bez ferii wiosennych, letnich i bożonarodzeniowych.
    • Pre-School (2.5 – do zerówki)Program na pół dnia, 4 godziny lub mniej. Zajęcia poranne lub popołudniowe. zazwyczaj 20 dzieci w grupie, jeden opiekun na 10 dzieci. Zwykle działają tylko w czasie roku szkolnego i mają przerwy na ferie.
    • Before and / or After School (5 – 12 lat)Świetlina przed i poszkolna. Nie musi być przy każdej szkole. Nie zawsze przyjmnie wszystkie dzieci (czasami są listy oczekujacych). 1 opiekun na 10 dzieci. Prowadzą zajęcia w trakcie dni wolnych od szkoły.
    • Multi-Age Child Care (0 – 12 lat )Mniejsza grupa dzieci – 8, i jeden opiekun.
    • Occasional Child Care ( 18 miesięcy – do zerówki)Opieka nad dzieckiem na część etatu lub na wezwanie. Zwykle maksimum to 40 godzin miesięcznie i nie więcej niż 8 godzin na dzień.

    Home Child Care czyli opieka nad dzieci w domu opieuna

    • Licensed Family Child Care (0 – 12 lat )maksimum 7 dzieci;
    • Registered License-Not-Required Family Child Care (0 – 12 lat)Opiekunowie są zarejestrowani w Child Care Resource i spełniają pewne, określone standardy wyznaczone przez prowincję. Opieka nad dwojgiem dzieci lub grupą rodzeństwa. Opiekun nie jest spokrewniony.
    • In-Home Multi-Age Child Care (0 – 12 lat)Maksymalnie 8 dzieci u domu opiekuna;

    Dwa słowa od młodej matki w Vancouver:

    I warto tez wspomnieć ze na miejsce w preschool czeka się kilka miesięcy a w daycare to i ponad rok , przynajmniej w mojej okolicy.

    To tyle na dziś. Mam nadzieję, że wiesz więcej, a ciąża i poród w Vancouver nie są już takie straszne.

    A jeśli potrzebujesz wsparcia, pożalić się komuś, wykrzyczeć czy pośmiać się w kobiecym gronie, przyjdź na nasze Polskie Babskie Spotkania. Będzie fajnie, zawsze jest!

    Serdeczności!

  • Matko bosko, czyli małe dziecko w Vancouver i o urlopie macierzyńskim w Kanadzie

    Nasze dzieci nie są już małe. W 2020 Krzysiek ma 13 lat, a Maciek 8 (“ale prawie dziewięć, mamo!” ). Do Kanady przyjechaliśmy, kiedy młodszy syn miał 2,5 roku.

    Nie przeżyliśmy tutaj porodu ani urlopu macierzyńskiego – synowie urodzili się w małym szpitalu w Polsce, w moim mieście rodzinnym. Pracowałam wtedy w Polsce na cały etat i miałam prawo do urlopu macierzyńskiego, zasiłku i nawet dodatkowego ubezpieczenia z pracy.

    Więc dlaczego dzisiaj piszę o małym dziecku w Vancouver i macierzyńskim w Kanadzie?

    Zainspirowała mnie rozmowa z koleżanką z pracy. Dziewczyna poprosiła o dyskrecję, więc bez imion będzie. (chociaż wątpię, że ktokolwiek z mojej agencji czyta bloga).

    Koleżanka jest Kanadyjką, dobrze zarabia na wyższym managerskim stanowisku, ma wieloletniego partnera, z którym wynajmuje mieszkanie w Vancouver.

    Marzy o dziecku, a nawet dzieciach!

    Zdziwiłam się trochę, bo zwykle nie słyszę takich wyznań, nawet na naszych Polskich Babskich Spotkaniach (na których mówimy sobie na prawdę dużo!) W pracy, jeśli któraś dziewczyna się dzieli mocno osobistą informacją, to raczej, że mówi, że dzieci mieć nie chce.

    A ta właśnie koleżanka chce. Ale boi się. I chce się przygotować na te sytuacje, zaplanować, co się da.

    Od słowa do słowa dowiedziałam się, jak planowanie ciąży i małego dziecka wygląda w jej wykonaniu.

    Oszczędzanie pieniędzy, czyli najpierw policz, czy stać cię na dziecko

    Brzmi może brutalnie, ale pieniądze to najważniejszy temat na liście przygotowań na dziecko mojej koleżanki. Dlaczego? Urodzenie dziecka to duży wydatek, a dochody podczas urlopu macierzyńskiego (czyli zasiłek macierzyński) prawie nigdy nie stanowią 100% pensji sprzed ciąży.

    Dlatego warto przeliczyć, na ile pieniędzy matka może liczyć. Część wypłaci rząd, a część być może pokryje pracodawca.

    Poszperałam trochę w internecie i w naszej polityce firmowej – poniżej znajdziesz kilka przydatnych informacji i linków.

    Podaję ci informację według mojego rozumienia i najlepszej wiedzy. ALE mogę się mylić, bo nie prowadziłam ciąży w Vancouver. Jeśli znajdziesz błąd, daj mi proszę znać w komentarzu, a ktoś ci podziękuje za aktualne informacje.

    Zasiłek macierzyński i rodzicielski

    Na stronie canada.ca (najlepsze źródło informacji o Kanadzie) znajdziesz kalkulator zasiłku macierzyńskiego (EI maternity and parental benefit).

    Na wysokość zasiłku wpływa twoje miejsce zamieszkania, od którego zależy, ile musisz pracować, żeby kwalifikować się do zasiłku (insurable hours) oraz dochody “oskładkowane” (jak powiedzieć po polsku: insurable earnings ?!): m.in. pensja, dodatkowe świadczenia pieniężne typu prowizje, napiwki, dodatki.

    Jesteś uprawniona do pobierania zasiłku macierzyńskiego jeśli:

    • w twojej pracy odkłada się składki;
    • kwalifikujesz się, żeby otrzymać świadczenia wypłacane w wypadku utraty pracy (employment insurance – EI)
    • Twoja zwykła tygodniowa pensja została zmniejszona o 40%
    • przepracowałaś minimum 600 godzin w wymiarze godzin potrzebnym do uzyskania składek IE, w wymaganym okresie

    W momencie aplikowania o zasiłek wypłacany przez rząd, wybierasz jedną z dwóch opcji:

    1. Standardowy czas otrzymywania zasiłku: Standard parental benefits płatne tygodniowo w wysokości 55% twoich średnich, tygodniowych dochodów brutto podlegających ubezpieczeniu (insurable earnings), w maksymalnej wysokości $543 na tydzień, wypłacane przez 35 tygodni.
    2. Rozszerzony czas otrzymywania zasiłku: Extended parental benefits płatne tygodniowo w wysokości 33% twoich średnich, tygodniowych dochodów brutto podlegających ubezpieczeniu (insurable earnings), w maksymalnej wysokości $326 na tydzień, wypłacane prze 61 tygodni.

    Często w firmach oferuje się dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne (extended medical / dental benefit). Sprawdź w swojej pracy, czy będzie ci to przysługiwało na urlopie macierzyńskim. Pamiętaj, że to od pracodawcy zależy, czy wszystkie dodatkowe świadczenia, które otrzymujesz z tytułu swojej pracy, będą ci nadal przysługiwać podczas urlopu.

    W naszej firmie dla pracowników z dłuższym stażem podwyższa się dodatkowo wysokość tygodniowych świadczeń do 90% wynagrodzenia sprzed porodu. Sprawdź w swoim dziale HR, jak to wygląda.

    A jeśli do Kanady przyjeżdżacie, bo mąż dostał pracę, niech wtedy on sprawdzi w soim dziale kadr, jak to wygląda. Kiedy negocjuje swój kontrakt (ofertę pracy), może również popytać o to i owo, jeśli planujecie powiększenie rodziny

    Urlop macierzyński czy rodzicielski? Ogólne uwagi

    • Urlop macierzyński czyli Maternity Leave, przysługuje matce biologicznej. Najwcześniej można rozpocząć go na 12 tygodni przed planowanym porodem, a skończyć nie później niż 17 tygodni po porodzie.
    • Urlop wychowawczy (rodzicielski) czyli Parental Leave, przysługuje obojgu rodzicom. Jest wypłacany w dwóch formach: standardowej i rozszerzonej.

    Jak widzisz, urlop macierzyński i urlop wychowawczy rządzą się innymi zasadami niż w Polsce. Wiele spraw jest regulowanych przez wewnętrzną politykę firmy, a nie przez państwowe przepisy.

    Pracodawca nie ma wymogu zapewnić ciągłości zatrudnienia po urlopie. I takie historie też słyszałam – że matka po powrocie do pracy chciała zmniejszyć etat, a w odpowiedzi została zwolniona 🙁

    Przylecieć, żeby urodzić dziecko w kanadzie…

    Mała dygresja. Temat turystyki urodzeniowej (birth tourism) mojej koleżanki akurat nie interesował, ale wczytując się w internety, trafiłam na to zagadnienie.

    Na początek krótka anegdotka z naszego życia. Mogłam dzieci urodzić w Warszawie, zdecydowałam się zrobić to w Międzyrzeczu. Dlaczego? Bo wiedziałam, że moi rodzice pomogą nam w ogarnianiu codzienności. Dlatego postanowiliśmy wprowadzić się do mojego domu rodzinnego na kilka pierwszych tygodni po porodzie.

    To była świetna decyzja. Wiem, wiem, nie każdy ma tę możliwość, nie każdy chce wychowanie dziecka dzielić z dziadkami. Rozumiem doskonale. Ale jeśli w Waszej rodzinie to możliwe, ja polecam tę opcję.

    Urodzenie dzieci poza Warszawą wywołało pewne zdziwienie wśród rodziny męża. No jak to, chłopaki nie będą mieli wpisanego warszawskiego adresu urodzenia? Kiedyś, żeby zdobyć meldunek warszawski, trzeba się było w Warszawie urodzić. Stąd może przekonanie, że miejsce urodzenia jest ważne.

    Dziś w Polsce nie ma to znaczenia.

    Ale w Kanadzie wciąż ważne jest prawo ziemi, czyli dziecko urodzone w Kanadzie ma prawo do kanadyjskiego obywatelstwa. Stanie się tak również jeśli jego rodzice nie mają prawa do legalnego pobytu w Kanadzie. Nawet jeśli zdecydowali się przyjechać do Kanady tylko po to, żeby urodzić tutaj dziecko.

    Czy jest to uczciwe, zasadne, opłacalne, to już każdy musi zdecydować sam. Dziecko urodzone w Kanadzie otrzyma kanadyjskie obywatelstwo, ale to wcale nie oznacza, że rodzice tego dziecka dostaną kanadyjski paszport z automatu.

    Co więcej, cała rodzina może nie mieć prawa do pobytu na terenie Kanady. Jeśli nie masz prawa do pobytu turystycznego, ważnej wizy studenckiej czy pracowniczej, sam fakt, że twoje dziecko jest Kanadyjczykiem, nie umożliwi wam życia w Kanadzie.

    Dziecko z kanadyjskim paszportem będzie mogło w przyszłości zamieszkać w Kanadzie, ale czy jego rodzice przybędą z nim – to już inny problem. Takie sytuacje emigracyjne reguluje między innymi program imigracyjny: sponsorowanie rodzin (Family Sponsorship).

    Czy w Kanadzie są świadczenia socjalne? 500 + wpadnie czy nie?

    To dalej będzie znowu o pieniądzach. A skoro pieniądze, to emocje, i sławetne 500plus, które ma (podobno) wpływać na zwiększenie dzietności.

    Od razu ci powiem, że jeśli liczysz na tzw. socjal na dziecko, to Kanada nie jest Twoim kierunkiem emigracji.

    Owszem, są świadczenia na dziecko, ale zależne są od dochodu i z pewnością nie wystarczą jako główne źródło utrzymania.

    Sprawdź przed wyjazdem zasady ogólne, a potem poszukaj wytycznych dla danej prowincji:

    1. Zacznij od przeczytania o Canada Child Benefit na tej stronie rządowej: https://www.canada.ca/en/revenue-agency/services/child-family-benefits/canada-child-benefit-overview.html . To jest świadczenie rodzinne wypłacane przez rząd federalny.
    2. Dla Vancouver i Kolumbii Brytyjskiej informacje o dodatkach na dziecko znajdziesz na tej stronie: https://www.canada.ca/en/revenue-agency/services/child-family-benefits/provincial-territorial-programs/province-british-columbia.html

    Najszybszym sposobem, żeby wypełnić wniosek o te ( i inne świadczenia lub dodatki) jest założenie konta w serwisie kanadyjskiego urzędu skarbowego, czyli Canada Revenue Agency. My Account założysz na tej stronie: https://www.canada.ca/en/revenue-agency/services/e-services/e-services-individuals/account-individuals.html

    Dość o prawach i pieniądzach. Teraz trochę o innych sprawach, które trzeba ogarnąć z małym dzieckiem

    Ciąża i poród. Jak i gdzie?

    Na ten temat jest drugi wpis z tej serii, a znajdziesz go tutaj: https://kanadasienada.pl/ciaza-i-porod-w-vancouver/ . Jest naszpikowany wspomnieniami i radami Polek z Vancouver. Na pewno się przyda!

    Pomocne informacje o ciąży znajdziesz na stronie canada.ca. Jest tam m.in. poradnik o tym, jak być zdrową w ciąży.

    Zapytałam moje niezawodne Polki na grupie fejsbukowej. Koleżanka – położna tak pisze:

    Ja bym dodała ze swojej perspektywy ze świetna sprawa jest prowadzenie ciąży u poloznej. Wiem od dziewczyn które tu rodziły ze bardzo sobie chwała bo ta sama położna prowadzi ciąże, zleca badania, przyjmuje poród (w szpitalu lub w domu) i odwiedza w połogu, pomaga w laktacji. Fajnie jest rodzic z kimś kogo sie zna i nie jest to przypadkowa osoba na dyżurze. Plus jest to wsparcie w początkach macierzyństwa. Ekstra bajer zupełnie inny model niż w Polsce. 

    Rodzicielkie gadżety

    Nie śledzę na bieżąco trendów rodzicielskich, ale z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć – wśród rodziców rządzi Amazon!

    Przez 6 lat, kiedy mieszkamy w dzielnicy Mount Pleasant, widziałam dwa sklepy z modnymi akcesoriami dzieciowymi. Oba już się zamknęły.

    Czyli rodzice zaopatrują się gdzie indziej. Gdzie? Na Amazonie!

    Można oczywiście (i tę metodę polecamy) kupować rzeczy używane. W Vancouver jest kilka sklepów Armii Zbawienia (Salvation Army Trift Store), są mniejsze “używańce”, są w końcu lokalne grupy sprzedażowe na Facebooku. Także i my, polskie mamy, mamy swoją grupę. Dołącz do nas.

    Dwie rzeczy mi się na oczy rzuciły:

    1. Wózek typu gondola znany mi z Polski, w Vancouver jest jakby mniej popularny. No weź, zapomnij, nie widziałam żadnej gondoli, szerokiej i głębokiej jak nasza emmaljunga (czy fakt, że pamiętam nazwę wózka Krzyśka to jednak nie jest dowód na jakieś skrzywienie? hmmm). Najczęstszy widok na ulicach w naszej hipsterskiej dzielnicy, to fotelik wpięty w ramę spacerówki.
    2. Za to chusty są. (I teraz wzruszenie, bo ostatni raz dziecko w chuście miałam 5 lat temu. A pamiętam czasy, kiedy na chusty dla Krzyśka wydaliśmy majątek, i trzeba było prosić dziewczynę z Niemiec, żeby dla nas specjalnie zrobiła aukcję na Allegro. Koniec offtopa). Nosidełka dla dzieci też widziałam w Vancouver. Rządzi Ergo Baby i Tula. Widziałam też wisiadła Babybjorn. 99% rodziców nosi małe dzieci z przodu, dydnające biednie. Ja nie z tych, co to zwrócą uwagę młodej matce, że krzywdę dziecku robi, bo to niefizjologiczne ustawienie. Ale na blogu swoim własnym mogę napisać: Przodem do świata dziecka nie noś. (I tak blog Kanada się nada wpadł w nurt blogów parentingowych. Może mi statystki podskoczą, co?)

    Żłobek i przedszkole

    W Vancouver brakuje miejsc w przedszkolach i żłobkach. Szukając miejsca dla swojego dziecka, wpisuj w Google:

    1. daycare – żłobko-przedszkola całodzienne i funkcjonujące przez cały tydzień. Przyjmują dzieci już od kilku miesięcy, chociaż zwykle mają max dwa miejsca dla takich maluchów. W daycare zazwyczaj jest wyżwienie, ale bardzo wiele zaley od dzielnicy Vancouver czy miejscowości w Lower Mainland (dostałam informację od czytelniczki na Facebooku, że w Mission, Burnaby i Surrey w daycare nie ma wyżywienia). Nasze doświadczenia z 2014 znajdziesz w tym poście.
    2. preschool – zajęcia przedszkolne, zwykle kilka godzin, dwa-trzy dni w tygodniu. To zajęcia dla starszych dzieci, od dwóch lat wzwyż. Maciek i jego preschool, do którego chodził dwa lata, zanim poszedł do szkoły podstawowej, opisałam w tym poście.

    Rozróżnienie pomiędzy daycare a preschool nie jest wyraźne. Może trafisz na placówki, które będą hybrydami tych dwóch miejsc. Słuchaj swojej intuicji, popytaj na placu zabaw czy na zajęciach w bibliotece (mówiłam już, że biblioteka w Vancouver to nasze ulubione miejsce?).

    Wybierz się na spacer po swojej okolicy i po prostu pytaj bezpośrednio w żłobkach czy przedszkolach. Wiele z nich prowadzi jakąś listę chętnych, i być może twoje zainteresowanie sprawi, że wskoczysz na wyższe miejsce na liście. Tylko nie przychodź w trakcie drzemki dzieci. Najlepiej wstępować nieco po otwarciu przedszkola, albo tuż przed odbiorem dzieci.

    Z Polski pamiętam wyczekiwanie na start systemu rejestracji dzieci do przedszkoli. Jak się system wieszał i wszyscy rodzicie w biurze chodzili wkurzeni. Pamiętam koczowanie przed żłobkiem, żeby być tuż po otwarciu i złożyć podanie o przyjęcie. Nie wiem, czy nadal jest tak ekstremalnie, ale emocji pewnie nie brakuje.

    Przygotuj się na podobne emocje w Vanvcouver. Ja nie straszę, ja przygotowuję 😀

    A jeśli możesz lub chcesz zostać z dzieckiem w domu, przeczytaj ten post o pięciu fajnych miejscówkach dla rodziców z dziećmi w Vancouver. My polecamy zwłaszcza program strong start, dostępny w większości szkół podstawowych.

    Niestety z powodu braku żłobków i przedszkoli sporo Kanadyjek nie wraca do pracy.

    Emigranci radzą sobie jeszcze w inny sposób – niektórzy na kilka lat wysyłają dzieci do dziadków, do kraju pochodzenia. Mam taką koleżankę, Julie, Chinkę, która swojego syna widziała kilka razy podczas jego pierwszych trzech lat życia. Wysyłanie dzieci do dziadków nie jest związane tylko z brakiem opieki, bo rodzice pracują. Często chodzi o naukę języka i życia w kraju pochodzenia. Ale to temat na zupełnie inny post…

    Zapytałam młode matki na naszych Babskich Spotkaniach, co jest największym ich wyzwaniem w życiu z małym dzieckiem w Vancouver

    Dziewczyny napisały mi to samo. Bez umawiania się!

    Największe wyzwanie w rodzicielstwie na emigracji w Vancouver to samotność i brak pomocy.

    Doskonale pamiętam, że kiedy w 2007 roku urodził się Krzysiek, moim dominującym uczuciem była samotność. I niewiedza. Miałam poczucie totalnej izolacji. To uczucie zabiera jakieś 98% tego, czego doświadcza każdy rodzic. A zwłaszcza matka pierwszego dziecka.

    Jesteś w ciąży, niedawno urodziłaś dziecko, i jeszcze do tego przechodzisz przez emigracyjny szok kulturowy. To wszystko duże wyzwania emocjonalne, mocne obciążenie i nic dziwnego, że jest bardzo ciężko.

    Pamiętaj, żeby dać sobie prawo do tego, że nie jesteś perfekcyjna i że “nie ogarniasz”.

    W Vancouver znajdziesz sporo miejsc i inicjatyw, które pomogą Ci poczuć się mniej “samotnie”. Może spotkasz koleżanki i stworzysz swój krąg wsparcia? A wtedy już z górki – tematy do rozmowy się znajdą.

    Dobre rady od mam w Vancouver:

    Polecam chodzić na zajęcia w community centers na tzw Baby time, story time I inne zeby poznać inne mamy i nawiązać kontakty. No i oczywiście jest grupa polskich mam gdzie można sie nawzajem wesprzeć. Mnie bardzo pomogła nawiązać znajomosci i mam dzięki temu przyjaźnie z wieloma fajnymi rodzinami. Bo ta samotność o której piszesz jest na prawdę trudna gdy nakłada sie na samotne macierzyństwo (czyt bez dodatkowej rodziny). Młode mamy obowiązkowo powinny planować sobie czas na wyjścia tylko dla siebie z koleżankami i oddawać malucha ojcom aby nie zwariować 🙂 i to bez wyrzutów sumienia!! Bo jak sobie nie zaplanujesz to sie nie zdarzy 🙂

    Nie namawiam cię na sprowadzenie pomocy z Polski w postaci mamy, teściowej czy babci. Wiem, że niektóre rodziny chwalą sobie takie rozwiązanie, ale nie zawsze się sprawdza. Odwiedziny rodziny, nawet pełnej najlepszych chęci, warto dobrze przemyśleć.

    My od kilku lat zapraszamy moich rodziców na marzec do Vancouver. I nie jest to najpiękniejsza pora roku, ale w przypadku naszej rodziny ten czas sprawdza się dobrze. Akurat trwają ferie wiosenne i można wziąć kilka dni urlopu. Nasi synowie z dziadkami na spokojnie spacerują po mieście, albo grają w planszówki. A my nie musimy z wywieszonym językiem odstawiać dzieci co rano na półkolonie (spring camps).

    Biet dla dwójga dziadków Berlin – Vancouver – Berlin kosztuje około 1400CAD, zaś koszt półkolonii (takich bardziej wypasionych, sprofilowanych) to wydatek około 300CAD za tydzień, za jedno dziecko.

    Nam się kalkuluje. Finansowo i emocjonalnie.

    Sama oceń, co zadziała w waszym przypadku.

    Serdeczności!

  • Wysłałam synów do dziadków i bardzo się cieszę! Dzieci na wakacjach w Polsce – zalety

    Wysłałam synów do dziadków i bardzo się cieszę! Dzieci na wakacjach w Polsce – zalety

    Wakacje się skończyły, życie wróciło na normalne, pospieszne tory. Do Vancouver wrócili nasi synowi, którzy lato 2019 (podobnie jak w 2015 roku) spędzali z dziadkami w Polsce.

    Do Polski latamy często. W 2018 byliśmy aż 3 razy. Podróż jest droga i daleka, i pewnie “bardziej się opłaca” lecieć na Hawaje albo do Meksyku. Ale ja nie myślę w ten sposób – to, co czuję, kiedy jestem z rodziną w Polsce, nie ma ceny.

    Chcę, żeby nasi synowie podobnie odczuwali Polskę i rodzinę w Polsce.

    Przez 10 miesięcy w roku to Kanada króluje w ich codzienności, więc te wyjazdy wakacyjne to jedyna okazja, żeby nauczyć się Polski – ich kraju pochodzenia.

    Na razie znają Polskę z:

    • z opowieści rodziców i dziadków;
    • z opowieści ogólnej: szkoła, książki (w tym szkolne podręczniki, ale o tym może innym razem…);
    • i właśnie z czasu wakacyjnego, z nami lub bez nas.

    Chcę napisać o korzyściach, jakie ma cała rodzina, kiedy dzieci mieszkające na stałe w Kanadzie są na wakacjach w Polsce.

    Mam nadzieję, że skorzystasz – może nie wszystkie zalety wymienione przeze mnie okażą się oczywiste?

    A na końcu wpisu jeszcze kilka słów, jak taki wyjazd ogarnąć.

    Na początek wielkie pozytywne zaskoczenie czyli:

    Komunikacja z nastolatkiem i nieoczekiwany benefit- rozmowy na Skypie.

    Rozmowy przez Skype wydawać się mogą nieprawdziwą rozmową. Wiadomo, od ruszania komórką boli głowa. Słowa czasami brzmią sztucznie. Coś miga, trzeszczy, w Polsce jest ciemno (zimą), w Vancouver jest jasno. Wygodne to to nie jest.

    Ale mimo to w te wakacje doceniłam Skype bo:

    Rozmowy na Skypie są świetne żeby zmusić dzieci, a zwłaszcza chłopców do komunikacji.

    Dzwoniliśmy do synów regularnie, a co więcej, Krzysiek (lat 12) sam inicjował te rozmowy! Miał komórkę ze sobą i do mnie dzwonił, jak tylko się obudziłam.

    I mimo odległości rozmowa toczyła się wtedy naturalnie! A jak świetnie poprawiła się komunikacja! Wielokrotne powtarzanie zdań, konieczność gawędzenia, zmusza do mówienia, czy się chce czy nie.

    To dobra okazja, żeby spokojnie porozmawiać z dzieckiem, nawet jeśli ta rozmowa odbywa się w niewygodnych warunkach.

    Z nastolatkiem na Skypie rozmawia mi się dużo łatwiej, niż z nastolatkiem bez Skypa.

    Poprosiłam też Krzyśka, żeby co wieczór napisał mi przez telefon kilka zdań po polsku o tym, co zrobili, gdzie byli, co jedli (tą infromacją dzielił się najczęściej, hehe). W ten, zupełnie nieinwazyjny, nieszkolny sposób ćwiczył pisanie po polsku, na komórce. I odsyłałam sparafrazowane zdania, powtarzając wyrazy, które napisał błędnie.

    O wiele łatwiej było mi namówić nastolatka na takie pisanie – mówienie, niż prosić o to, żeby się trochę pouczył.

    A skoro o języku i nauce. Wakacje w Polsce to jedna wielka przyjemna lekcja polskiego!

    Język polski – do przodu!

    Utrzymanie i rozwijanie języka polskiego u Krzyśka i Maćka to jeden z moich priorytetów rodzicielskich na emigracji. Wiele rzeczy odpuszczam (ah, ta cudowna magia olewania). Ale akurat język polski jest dla mnie super ważny.

    Dlatego z zachwytem przysłuchuję się młodszemu synowi – przez dwa miesiące fajnie nadgonił komunikację po polsku.

    Cieszy mnie zwłaszcza postęp w pisaniu! Znajomość polskiego to nie jest tylko mówienie po polsku. To także pisanie i czytanie w tym języku. Samo rozmawianie z dzieckiem po polsku w Kanadzie nie wyćwiczy tych dwóch umiejętności.

    Tutaj akurat z pomocą przyszły babcie – poprosiłam je, żeby codziennie z Maćkiem pisały/czytały krótki tekst. Nic wielkiego, maks 10-15 minut. Ale ponieważ robił te zdania z babciami w Polsce, to był zmuszony do mówienia po polsku tylko. I fajnie!

    Nie samym językiem wakacje stoją, a wakacje w Polsce to:

    Poznanie Polski – historia, tradycja, kultura!

    Pierwszy nasz urlop w Polsce, po roku mieszkania w Kanadzie, był wycieczką objazdową po ciekawych (naszym zdaniem) polskich miastach. Bardzo nam się ten wyjazd udał. Napatrzyliśmy się na to, co jest rzadkością w Kanadzie – starówki, historyczne miejsca, muzea.

    Szczegóły znajdziesz w poście z 2015 roku. Polecamy szeroko taką wycieczkę z dziećmi!

    W wakacje 2019 chłopaki pojechali z dziadkami pod Grunwald i …. przepadli z kretesem. Od czasu obejrzenia inscenizacji bitwy Krzysiek przeczytał chyba z 15 książek historycznych. A słowniczek Maćka wzbogacił się o takie polskie słowa, jak: kolczuga, topór, napierśnik, kołczan czy przyłbica 😀

    Opowiadali nam o Grunwaldzie z taką ekscytacją, że nie ma zmiłuj się, w przyszłym roku jedziemy tam wszyscy!

    Oprócz Grunwaldu było zwiedzanie Warszawy, Szczecina, Łodzi. Cieszę się, że dzieci na wakacjach w Polsce mogły poznać te miasta, w których mieszka ich rodzina, gdzie ich kuzynowie codziennie chodzą do szkoły, a wujek z ciocią jeżdżą do pracy.

    Dzięki temu znają Polskę codzienną, a nie podkolorowaną folklorem i tym polonijnym sentymentem, który, nie ma co kryć, jest obecny na każdym wydarzeniu polonijnym (zwłaszcza organizowanym przez starszą stażem Polonię).

    Codzienna Polska na wakacjach pozwala dostrzec i zalety, i wady. Dzieci oswajają się z takim obrazem świata, gdzie każdy medal ma dwie strony. I o to mi chodzi!

    Odwaga i odpowiedzialność – są tam sami, chociaż z dziadkami

    Jakby nie patrzeć, byli na wakacjach sami, bez mamy i bez taty.

    Widzę po Krzyśku wzrost odpowiedzialności za młodszego brata. Są też odważniejsi. Z dala od mamy i taty muszą być odważni.

    Nie jestem rodzicem helikopterowym – inaczej umierałabym ze strachu, nie wiedząc, co się z dziećmi dzieje. Kazałabym szczegółowo raportować, gdzie są i co robią. Na szczęście rozumiem, że odpowiedzialności wśród dzieci nie da się zbudować inaczej niż im na tę odpowiedzialność pozwalając.

    Bywały dni, że nie wiedziałam, czy synowie są w Polsce czy w Czechach. Ale wierzyłam i wiedziałam, że ich aktualni opiekunowie dadzą sobie świetnie radę.

    Strachy są tylko w mojej głowie. Czas najwyższy się ich pozbyć!

    Z odpowiedzialnością łączy się jeszcze jedna korzyść. Zwiększa się poziom wiedzy finansowej. Dzieci dostają jakieś drobne (albo i większe) kieszonkowe od rodziny i sobie nimi gospodarują. U nas wszystkie prezenty pieniężne w złotówkach będą przewalutowane na dolary i wpłacone na konto każdego syna. Ale żeby do tego doszło, synowie muszą podsumować swoje zasoby i pilnować zrobienia przelewu.

    To świetna okazja do porozmawiania o walutach różnych krajów, a także o możliwościach nabywczych w Kanadzie i w Polsce!

    Relacja dziadkowie – wnukowie. A korzystają rodzice

    Pewnie nie muszę cię specjalnie przekonywać do tego, że wnukowie mogą od dziadków dostać wiele dobrego. Uczucia, nauka, życiowa mądrość.

    Dziadkowie wychowują młodsze pokolenia inaczej niż rodzice. To świetna i rozwijająca wszystkich relacja, o ile poglądy dziadków nie stoją w sprzeczności z zasadami rodziców (takie rzeczy warto ustalić na początku wizyty!).

    Bardzo, bardzo mnie cieszy, że rolę “Złego policjanta”, który od 12 lat woła co noc: umyłeś zęby, synku? przejęli na okres wakacji dziadkowie.

    Dla mnie to wielka ulga emocjonalna. I sprzyja też mojej relacji z synami – bo w końcu nie tylko mama i tata są tacy zasadniczy. Dziadkowie też potrafią wymagać (a nie tylko słodyczami rozpieszczać)!

    A wujostwo? O, ci to dopiero dostają szkołę życia. Część naszego rodzeństwa nie ma jeszcze własnych dzieci, więc pobyt Krzyśka i Maćka u nich to całkiem ciekawe doświadczenie. I procentuje po obu stronach!

    Oczywiście, opisuję to, co dzieje się w mojej rodzinie. W twojej rodzinie może działać to zupełnie inaczej. I też dobrze!

    The best summer ever!

    Szczęśliwi, zrelaksowani rodzice to szczęśliwe dzieci!

    Dzięki wakacjom tylko we dwoje poznaliśmy się z Kubą jeszcze lepiej. Zachwyciliśmy się sobą i utwierdziliśmy w przekonaniu, że jest nam dobrze.

    Jesteśmy szczęściarzami. Jako dwudziestolatkowie nie mieliśmy okazji podróżować i odkrywać inne kraje. Nie było czasu na cieszenie się sobą, bo studia, synowie, praca, kredyt.

    Lato 2019 wynagrodziło nam te wszystkie lata, kiedy mieliśmy dla siebie mało czasu. Warto było czekać!

    Byłam na masażu (nie pomógł), byłam w górach (pomogło), byliśmy blisko siebie (ekhm ekhm 😀 ).

    Nie znoszę gotować, więc nie gotowałam, bo jak nie ma dzieci, to mogę być nieodpowiedzialna i zamiast gotowania, leżeć na macie do jogi (bardzo lubię!)

    Rodzicielstwo to pasmo bezustannych, małych decyzji i mikrospraw. Bombardują mój mózg od rana do wieczora. Nie jest łatwo w codzienności rodzica wpaść we flow, czyli taki stan głębokiego skupienia się na jednej rzeczy, na jednym rozwiązaniu.

    Dzięki pobytowi synów w Polsce odpoczął mój mózg – on też od czasu do czasu musi mieć szansę na wakacje! Udało mi się siedzieć na kanapie i długo myśleć o jednej, ważnej rzeczy. Albo pracować bez przerwy. Chodziliśmy na spacery w milczeniu.

    Spokój i cisza są towarem deficytowym, kiedy wokół są dzieci. Cieszę się, że dzięki wakacjom synów w Polsce mogłam sobie pozwolić na ten, jakby nie patrzeć, luksus 🙂

    Wyjazd dzieci do Polski wcale nie jest taki trudny do ogarnięcia!

    Oczywiście wszystko zależy od dobrej woli, ale na spokojnie da się ogarnąć podróż dzieci za ocean.

    Samodzielna podróż dziecka bez opiekuna jest jeszcze przed nami

    Ale już kilka razy chłopaki lecieli bez rodziców (z dziadkami tylko), lub z jednym rodzicem.

    Zawsze mam wtedy przygotowany dokument po angielsku ( nie, nie podpisałam go w obecności notariusza). Na stronie rządowej przeczytasz szczegóły oraz zobaczysz przykłady takiego listu – dokumentu.

    Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów na lotnisku. Ale wiem, że czasami oficerowie czy agenci na lotnisku lubią zapytać o zgodę obojga rodziców na podróż dziecka. Koniecznie sprawdź regulacje w danym kraju przed podróżą (tak, także jeśli masz tylko przesiadkę, sprawdź kraj tranzytowy).

    Kupowanie biletów lotniczych kiedy dzieci lecą z innymi osobami

    To również nie jest takie trudne, ale jednak czasochłonne.

    Około 2 godzin zajęło mi skoordynowanie wszystkich przelotów na wakacje 2019. Wisiałam na telefonie z Air Canada, a miły pan w Montrealu starał się mi pomóc.

    Utrudnieniem był fakt, że Krzysiek skończył w sierpniu 12 lat, czyli wyleciał do Polski na bilecie dla dziecka, ale wracał już jako dorosły.

    Nie mogłabym sama ustawić takiej opcji podczas rezerwacji online – dlatego dzwoniłam do Air Canada i robiłam rezerwację z ich agentem (wszystko bezpłatnie, cena biletu taka sama, jak w przypadku samodzielnego rezerwowania).

    Koniec końców mieliśmy trzy bilety: jeden dla Kuby, jeden dla synów i jeden dla mnie. Zostały one połączone w systemie i przypisane miejsca koło siebie.

    Wyjazd dzieci na wakacje do Polski ma więcej zalet niż minusów

    Tak, oboje z Kubą tęskniliśmy i byliśmy wręcz ogłupieni ciszą, jaka panowała w domu. Po 6 tygodniach tylko we dwoje zdarzało nam się żałować, że wysłaliśmy chłopaków na tak długo.

    Ale dzisiaj, kiedy jesteśmy już razem, kiedy ta codzienność kanadyjska bywa mocno przygnębiająca, wtedy wracam myślami do lata tylko we dwoje i dziękuję, że miałam możliwość spędzić ten czas tylko z mężem.

    Więc jest dobrze.

    Czego i tobie życzę!

  • Dlaczego lubię Kanadę i mieszkanie w Vancouver? – moja lista powodów i fajnych historii

    Jakiś czas temu na Facebooku skomentowałam rozmowę w grupie Oh Kanada, podając link do mojego tekstu: Dlaczego Marianna nie lubi Vancouver? (uprzedzając pytanie: nie, tamten artykuł to nie jest anty – lista dlaczego nie lubię Kanady)

    Jak to bywa, posypały się komentarze, że ten tekst to bzdury, wyolbrzymione obserwacje, na dodatek nieaktualne.

    Pozostając przy swojej opinii (bo niestety, moim zdaniem, niewiele się zmieniło od czasu tamtego posta), chcę jednak napisać o tym, dlaczego ja lubię Vancouver i lubię mieszkać w Kanadzie.

    Jeśli jesteś z nami od początku, to pewnie wiesz, że daleka jestem od krytykowania Kanady. Opisuję nasze życie w Vancouver i mam się za szczęściarę. Doświadczyliśmy w Kanadzie bardzo dużo pozytywów i jest sporo rzeczy, za które jestem wdzięczna.

    Ten tekst ma to pokazać. To jest całkiem długa lista: dlaczego lubię Kanadę.

    To co? Gotowi na moją listę pozytywnych historii? Będzie trochę więcej mięska niż tradycyjna wyliczanka w stylu: TOP 10 Kanady.

    Za co lubię mieszkanie w Kanadzie, Vancouver i Kanadyjczyków? A przy tym kilka opowiastek z naszej pięcioletniej kanadyjskiej przygody.

    Zaczynamy. Na początek:

    Kanadyjczycy są mili, uprzejmi, nienachalni i często przepraszają

    To jedna z pierwszych cech (rzeczy?!), która przychodzi mi na myśl.

    Krewcy Polacy czasami poczytują kanadyjską uprzejmość za wadę. Podobno, częste przepraszanie może też świadczyć o wewnętrznych kompleksach.

    Ja się tym nie przejmuję, a podziwiam. Głośno i po cichu, ucząc się kanadyjskiej uprzejmości cały czas. Ta uprzejmość wyraża się także w sposobie mówienia – zobacz, jak boleśnie uczyłam się rozmawiać z Kanadyjczykami

    Łatwiej jest mieszkać w kraju pełnym uprzejmych ludzi, kiedy przychodzi do rozmowy z policjantem, który ma nam wlepić mandat.

    Drugi przykład: kiedy w 2017 roku stuknęłam naszą mazdą samochód obcego człowieka, zwykłe “I am sorry” ostudziło emocje i oszczędziło mi nieprzyjemności!

    O ileż przyjemniej jest w windzie każdego dnia – uśmiechają się dzieci, uśmiechają się dorośli, uśmiecha się nasza recepcjonistka.

    Wielokrotnie doświadczaliśmy życzliwości i bezinteresowności Kanadyjczyków.

    Stawianie na różorodność i wielonarodowość

    Tego punktu nie może zabraknąć na mojej liście powodów dlaczego lubię i podziwiam Kanadę!

    Tyle programów pomocowych, ile ma Kanada dla imigrantów, kobiet wracających po urlopie macierzyńskim do pracy, osób ze społeczności LGBT, to chyba nie ma nigdzie na świecie.

    Wiesz, że Kanada jest pierwszym krajem na świecie, który oficjalnie zadeklarował się jako kraj wielonarodowościowy?

    Ojciec obecnego premiera, ówczesny premier, Pierre Elliot Trudeau w 1971 roku przyjał ustawę Multiculturalism Act.

    Dzięki temu multi-kulti stało się oficjalnym symbolem Kanady, jednym z elementów jej tożsamościowego wizerunku i nieodłączną składową tego, co składa się na kanadyjski patriotyzm.

    W Kanadzie, należąc do mniejszości, możesz się czuć bezpieczniej niż w innych krajach.

    Naturalnie, Kanadyjczycy nie są wolni od uprzedzeń rasowych, religijnych albo względem płci, ale przynajmiej kanadyjskie prawo gwarantuje pełną swobodę wyboru i ochronę praw swoich mieszkańców.

    Od 2005 roku małżeństwa osób tej samej płci są legalne w całej Kanadzie.

    Przykłady mocno osobiste: na naszym lokalnym basenie wiszą plakaty: Transgender people welcome. A księgową w mojej firmie jest Natalie, która jeszcze rok temu była mężczyzną.

    Starość w Vancouver – wzbudza zazdrość

    Jedno z moich pierwszych, wzruszających kanadyjskich wspomnień z wycieczek okolicznych.

    Na skałach w Parku Latarnii odpoczywała grupka żwawych staruszków z kijkami. Wybrali się na gromadny spacer.

    W Kanadzie starsi ludzie są bardzo bardzo aktywni. Są widoczni. To dobra starość, taka niezamknięta w czterech ścianach, tylko wciąż wyzwalająca siły, by iść do przodu.

    Takiej jesieni życia bym chciała dla nas wszystkich. Być może za 20 lat skomentuję w tym miejscu, na ile nam się to udało…

    A już dzisiaj odkładamy z Kubą pieniądze na naszą kanadyjską emeryturę. I polecamy to również tobie!

    Religia nie jest w Kanadzie najważniejsza

    Nikt mi jej nie narzuca, nikt mi nie każe wierzyć, celebrować, świętować.

    Nie ma religii w szkole i nie ma religii bezustannie obecnej w życiu.

    A nasze dzieci, kierowane naturalną ciekawością i tak zdają pytania. O Eucharystię. O historię Kaina i Abla.

    Pierwsze nasze wspomnienie kanadyjskiego kościoła jest mega pozytywne – we wrześniu 2014, miejscowy kościół – 10th Church organizował zajęcia dla dzieci w trakcie strajku nauczycieli. Krzyś chodził na te zajęcia, poznając swoich pierwszych, lokalnych kolegów.

    Podczas Gwiazdki 2014, kiedy tęsknota przyginała nas do ziemi, to właśnie polska kolęda zaśpiewana w 10th Church pomogła najbardziej.

    Do 10th Church zabrałam moich rodziców, żeby zobaczyli, jak można radośnie, wzniośle i przyjemnie celebrować swoją wiarę, wśród innych, nieznając ani słowa po angielsku. To jedno z ich ulubionych, kanadyjskich wspomnień.

    Taki kościół to afirmacja społeczności i różnorodności, przyjazny każdemu.

    I za ten kościół lubię Vancouver!

    Camplife i outdoor love czyli życie na zewnątrz

    Na pierwszy kemping w Beskidzie Niskim zabraliśmy Krzysia, kiedy miał 8 miesięcy. Na Śnieżkę weszliśmy z kilkumiesięcznym Maćkiem. W Polsce pływaliśmy, jeździliśmy rowerami, chodziliśmy na spacery.

    Ale dopiero Vancouver pokazało nam i nauczyło nas, co to znaczy życie na zewnątrz!

    Najpiękniejsze momenty naszego kanadyjskiego czasu to wyjścia w góry, wyjazdy ze znajomymi pod namiot, narty zimą i łyżwy co wtorek.

    Vancouver nam na to pozwoliło. I w dodatku nie skasowało za to grubej kasy.

    Kanadyjczycy, Vancouverczycy uwielbiają wszystko, co jest fit, sportowe, więc i my szybko złapaliśmy bakcyla.

    Wciąż nie odpuszczamy! Najpiękniejsze szlaki, najzimniejsze jeziora i cały ogrom zachwytów przyrodniczych zawdzięczamy Kanadzie.

    Sam zobacz na Instagramie i zajrzyj pod te linki:

    Kiedy się jest “na zewnątrz”, wiele rzeczy widać inaczej.

    Spacer po lesie deszczowym i kanadyjska, epicka przyroda jest lepsza niż psychoterapia. Polecam w każdej dawce!

    Na osobny podpunkt zasługuje życie parkowe i deptanie trawników!

    W Vancouver można chodzić po trawie, a co za tym idzie można na niej wypoczywać.

    Ryzyko, że wdepniemy w psią niespodziankę jest nieporównywalnie mniejsze niż w Polsce.

    Masz ochotę na poranny spcerek boso po trawie? Da się.

    Można deptać trawniki i plaże też można deptać. Wiele parków znajduje się tuż przy plażach.  

    A co można robić na takich plażach? Oczywiście pikniki! Oraz:

    • chodzić na taśmach rozpiętych pomiędzy drzewami;
    • grać we freesbie (wersja tradycyjna i wersja zawodowa);
    • organizować urodziny niewielkim kosztem (a jeśli zaprosimy mniej niż 50 gości, to nawet nie trzeba zgłaszać się do urzędu miasta po pozwolenie!);

    I zima jest fajniejsza w Vancouver niż w Polsce

    Nigdy nie przepadałam za zimą. A potem przylecieliśmy do Vancovuer.

    Kupiliśmy używany sprzęt narciarski oraz najtańsze karnety na okoliczną górę i…. wpadliśmy po uszy.

    Uwielbiamy narty i lubimy łyżwy – nie byłoby nam tak łatwo zakochać się w tych sportach w Polsce.

    Kanadyjskie świętowanie jest radosne! I wolne od polityki!

    Nie będę ukrywać – nienawidzę Gwiazdki i Wielkanocy w Vancouver. Czuję się źle i mocno tęsknię za polską, rodzinną wersją tych dni.

    Ale podziwiam i lubię spędzać w Kanadzie wszystkie inne święta: państwowe, prowincjonalne, rocznicowe i te bez żadnej określonej przyczyny. Tak, także Halloween!

    Bo Kanadyjczy świętują radośnie i bez politycznych podtekstów. Nie palą tęczy, nie organizują “naszych-nie-waszych” marszów. Ich święta są dla wszystkich, a nie tylko dla true Canadian.

    Polskie Święto Niepodległości i kanadyjskie Remembrance Day wypadają tego samego dnia – 11 listopada.

    Pamiętam nasze pierwsze listopadowe święto w listopadzie 2014.

    Krzyś wrócił z kanadyjskiej szkoły z wpiętym znaczkiem – makiem, spojrzał mi przez ramię na relację z pochodu w Warszawie i zapytał: “Mamo, dlaczego w Polsce biją policjantów?”

    No właśnie, dlaczego? Jak to wytłumaczyć?

    Kanadyjczycy tego dnia na Facebooku po prostu dziękowali sobie i innym.

    A skoro o dziękowaniu, to:

    Jest też inne jesienne kanadyjskie święto, które lubię! Święto Dziękczynienia!

    W 2014 roku szukałam sposobu, jak obchodzić to nieznane nam wcześniej święto kanadyjskie.

    Google odpowiedział projektem Share Thanksgiving (niestety od kilku lat już niewznawianym).

    Pomysł był pyszny i mocno kanadyjski – lokalna rodzina miała zaprosić na obiad świętodziękczynny nowoprzybyłą rodzinę imigrantów.

    Niestety na pomyśle się skończyło, ponieważ zarówno rodzina nas goszcząca, jak i ja pochorowaliśmy się (pech, pech, pech).

    Ale nigdy nie zapomnę tego miłego uczucia ciepła w sercu. Jakby ta nigdy niewidziana Joanna, która była skłonna nas przyjąć do swojego domu, okryła mnie ciepłym kocem.

    Cywilizowana polityka dla obywatela

    Oczywiście kanadyjska polityka to nie jest cud, miód i orzeszki, i nawet boski Justin tego nie zmieni.

    Ale polityka w wydaniu codziennym, zwyczajnym, podoba mi się bardzo. Świadomość obywatelska kształtowana jest już w szkole.

    A potem jest tylko lepiej.

    Pamiętam wybory samorządowe w 2014 roku.

    Zaszokowało mnie:

    • że można głosować listownie;
    • że można głosować przez wiele dni;
    • że plakaty i ulotki były na prywatnych posesjach i trawnikach, a nie na wielkich plakatach przykrywających całe miasto;
    • że się chce zwykłemu człowiekowi pikietować zawzięcie na głównej stacji przesiadkowej przy Commercial Drive, albo publikując listy otwarte do premiera na swoim kontach fejsbukowych .
    • że można stać długo i spokojnie w wielkiej kolejce do głosowania w community center, do jednej maszyny i jednego pana, który karty pobierał i skanował. Nikt nie okazywał zniecierpliwienia, w kolejce rozmawiano, czytano, bawiono się z dziećmi i oczywiście pito kawę.

    Można? Można! Cieszę się, że nasze chłopaki mogą się tego nauczyć w Vancouver!

    Współdzielenie, współodpowiedzialność: śmieci i community gardens, carshare i shared potluck

    Na szczęście, byłam świadkiem dwóch budujących historii, które trochę złagodziły śmieciowy niesmak z posta o Mariannie.

    Historia o obywatelskim podejściu do dewastowania Vancouver.

    Na samym początku naszej emigracji, przy wejściu na plac zabaw, na chodniku, zobaczyliśmy wymazane graffiti.

    Po chwili przyszła jedna kanadyjska mama, przyszła druga kanadyjska mama i też zauważyły te napisy. Jedna do drugiej powiedziała, no ale co to, żeby w parku, ktoś tak dzieciakom przestrzeń nachalnie i nieładnie zdewastował, hmmmmm.

    Druga mama na to, że jakiś czas temu ktoś zostawił worek ze śmieciami domowymi w kącie parku, ale najwyraźniej już się tym zajęto z urzędu.

    Na co ta pierwsza odpowiedziała, że w takim razie ona zadzwoni do urzędu i zgłosi graffiti. Usiadła na ławce, wyjęła telefon i zadzwoniła. Słyszałam jak relacjonuje urzędniczce, że w takim i takim miejscu jest bohomaz.

    I jeszcze jedna historia, budujący przykład obywatelskiego zaangażowania.

    Znam pewną Koreankę (Marijanna też ją zna), bardzo aktywną i entuzjazmem zarażającą, która zorganizowała “pizza+sprzątanie” party.

    Cherry (pięćdziesięciolatka) chciała zorganizować jakąś akcję dla swoich kolegów z zajęć języka angielskiego dla emigrantów.

    Wymyśliła więc pizza party, ale żeby nie było tak całkiem bezproduktywnie, połączyła to z akcją sprzątania wokół budynku.

    I super to wyszło! Ludzie posprzątali, porozmawiali, zjednoczyli się we wspólnym działaniu dla większej społeczności.

    Zyskali poczucie dobrze wykonanej pracy, zadowolenie, jakie człowieka ogrania, kiedy przestrzeń wokół pięknieje.

    A na końcu można było zagryźć pizzą. Klasyczne win-win.

    I to wszystko owa Cherry zorganizowała korzystając z pieniędzy przyznanych przez urząd miasta:

    1. W Vancouver funkcjonuje budżet obywatelski. To niewielkie (ale wystarczające) kwoty dla chcących zorganizować coś dla swoich sąsiadów, kolegów i miasta też. Cherry skorzystała z programu Mała dotacja dla Zielonego Vancouver. Trzeba było napisać wniosek, zrobić budżet, odebrać czek, zrealizować wydarzenie i się nim pochwalić.
    2. Dla tych, którzy w sprzątanie miasta chcą się zaangażować na inny sposób jest program: Keep Vancouver spectacular.

    Biblioteka publiczna jest w istocie publiczna!

    O bibliotece zamierzałam napisać osobny post od dnia, kiedy się do niej zapisaliśmy.

    Wszyscy mamy karty biblioteczne, tak, Maciek także, bo jak już się zapisujesz, to najlepiej hurtem, całą rodzinę. Po co się rozmieniać na drobne.

    Biblioteka jest super i jest dla każdego. Często w bibliotece czas spędzają ci, którzy nie mają żadnego innego miejsca na świecie. Mam nadzieję, że dzięki temu czują się choć trochę lepiej!

    Uwielbiam Vancouver Public Library! Do tego stopnia, że wizytę w bibliotecę wpisałam na listę obowiązkowych rzeczy do zrobienia, kiedy się wyląduje w Vancouver!

    I nie tylko dlatego, że biblioteka publiczna prowadzi bezpłatne zajęcia dla rodziców z dziećmi. Te zajęcia są na wagę złota, bo znalezienie daycare czy miejsca w preschool w Vancouver jest bardzo trudne.

    Ponieważ mieszkamy po drugiej stronie community centre, w którym jest oddział Mount Pleasant VPL, biblioteka jest dla nas jak kolejny pokój w mieszkaniu. Bardzo porządany pokój!

    Z bilbioteki wypożyczamy książki i płyty DVD. Najczęściej rezerwujemy online jakąś pozycję i zaznaczamy, że chcemy ją odebrać w naszej bibliotece.

    I czasami widzimy z okna, jak pod bibliotekę zajeżdża wielki tir, wyładowany książkami.

    Jakie to wygodne i pomysłowe – książki wędrują pomiędzy filiami bibliotecznymi. Wszystko, żeby ułatwić czytelnikowi życie. Bo przeczytaną książkę możesz też oddać w dowolnej bibliotece.

    W bibliotece nie ma takiego przesadzonego, wręcz nabożnego szacunku, który zawsze mnie mocno onieśmielał w Polsce. Nie można było głośno mówić, jeść i pić. Brakowało zaufania, że czytelnikowi również zależy, żeby książki nie zniszczyć i innym nie przeszkadzać.

    Myślę, że luźniejsza atmosfera vancouveryjskiej biblioteki sprawia, że więcej ludzi z niej korzysta. A że przy okazji zniszczy się jakaś książka, bo ktoś niechcący wyleje na nią kawę? To się odkupi (wiem, bo sama tak kupowałam książkę, którą oblałam wodą).

    Wiesz, że w bibliotece centralnej jest cały dział polskich książek? Pokaż mi polską bibliotekę, w zwykłym mieście, w której jest cały dział książek po angielsku?

    A jak nie ma jakieś książki, to możesz zasugerować jej zakup bibliotekarzom. Jest formularz, online. W ten sposób kilka lat temu poprosiłam o kupno książki Kasi Tusk: “Elementarz stylu”. Książka była dostępna po dwóch miesiącach. Ha!

    Lubię Garage Sales

    Czyli wyprzedaże podwórkowe.

    Najpopularniejsze są yard sales oraz garage sales – nazwy częstostosowane są wymiennie. Czasami można trafić na yard sales w garażu.

    Sprzedawane przedmioty rozkłada się na stolikach, alejkach dojazdowych, parkach. Nieraz kilka rodzin wspólnie sprzedaje niepotrzebne już przedmioty. To świetna okazja do zaciśnięcia więzów sąsiedzkich i przygotowanie wspólnej akcji marketingowej.

    Chcesz poznać Kanadyjczyków? Zacznij od wyprzedaży. Dowiesz się, jak mieszkają, czym jeżdżą, co kupują i jaki mają gust. Co jeszcze może cię zaskoczyć? Na przykład rozmiar papieru.

    Przy okazji spacerów pomiędzy wyprzedażami uderzy cię brak płotów i zasieków w Vancouver.

    Ludzie się nie grodzą na potęgę, jak to bywa w większych polskich miastach.

    Za to lubię mieszkanie w Vancouver.

    Kawa jest dla każdego 😉

    Hehe, musiałam o tym napisać.

    Kultura picia kawy z sieciowych kawiarni podobała się zwłaszcza moim sześćdziesięcioletnim rodzicom, podczas ich kilkukrotnych wizyt w Vancouver.

    Kawa ze Starbucksa czy Tima Hortonsa nie jest może jakimś wielkim wyróżnikiem miasta, ale na pewno fajnym elementem kulturowym.

    Sama już rzadko chodzę z kubkiem (bo zwykle przemieszczam się na rowerze). Ale zawsze będę pamiętać, że moje pierwsze samotne spotkanie z Vancouver miało zapach kawy.

    27 sierpnia, w 2014 roku, siąpiło w Vancouver.

    Wszyscy ludzie na ulicach mieli zajęte ręce – niesili parasolki, smartfony i kubki z kawą. Ludzie idący do pracy, ludzie wracający z pracy, samotni, i z dziećmi, ci co właśnie zeszli z budowy kolejnego wieżowca, a także wszelkie lumpy z ulicy.

    Pili kawę.

    Ustaliłam wtedy, że:

    • prawo do kawy jest święte w Ameryce Północnej;
    • dwa Starbucksy nie mogą być od siebie dalej niż w zasięgu wzroku. Bo jak wypijesz jeden kubeczek, to możesz poprosić o refill!

    Polskie Dziewczyny w Vancouver

    Polki są fajne, ale Polki w Vancouver są super fajne! Na wielu spotkaniach (a spotykamy się od 2016 roku) dziewczyny mówią mi, jak ważne i pomocne są te nasze comiesięczne rozmowy.

    Chociaż znam niektóre Polki tylko ze spotkań, czasami pamiętam jedynie imię, to ta wielka energia, jaką dostaję na tych spotkaniach, sprawia, że Kanada ma dla mnie twarz Polki z Vancouver.

    I już zawsze będę wdzięczna temu miastu i Domowi Sąsiedzkiemu, że możemy się spotykać.


    Ta lista mogłaby nie mieć końca. Zachęcam cię do przeczytania całego bloga – znajdziesz tu wiele pozytywnych i inspirujących historii z naszego kanadyjskiego życia.

    Życzę ci, żeby twoja lista była równie długa. Zaglądanie do tych powodów bardzo pomaga, kiedy podczas emigracji zdarzają się gorsze chwile.

    Serdecznosci!

  • Poradnik – początki życia w Kanadzie

    Poradnik – początki życia w Kanadzie

    To jest wpis zbierający moje dobre rady o początkach życia w Kanadzie. Temat “chodzi za mną” odkąd zobaczyłam w statystykach, że bloga czyta ktoś więcej niż mój tata i koleżanka ze szkoły średniej (ale ona jednak sporadycznie).

    To jest też wpis, który piszę z lenistwa. Często pytacie mnie w emailu, o to, jak zacząć życie w Kanadzie, a ja po raz kolejny piszę to samo. To teraz nie będę pisać, tylko linkować.

    Ten wpis będzie poradnikiem o tym jak wygląda życie w Kanadzie. A szczególnie jakie są początki mieszkania w Vancouver

    Założenie: przyjeżdżasz do Kanady i możesz legalnie pracować, studiować, żyć.
    Nie ma znaczenia, czy jest to emigracja na stałe, czy przyjazd tymczasowy na wizę pracowniczą.

    Sposobami na emigrację, czyli o tym, co zrobić, żeby zamieszkać w Kanadzie, zajmę się kiedy indziej.

    Przede wszystkim to jest ok, jeśli jesteś zestresowany myślą o przeprowadzce!

    Być może marzysz o Kanadzie od dawna, być może planujesz wyjazd od wielu lat. Emigracja to nie bułka z masłem i masz prawo się bać. Serio, nie ma się czego wstydzić i prosić o pomoc.

    Ale zanim pogadamy o początkach życia w Kanadzie, krótkie przypomnienie, co przygotować, zanim wylądujesz na lotnisku YVR.

    • przetłumaczone dokumenty: (paszport, aktu urodzenia, akt ślubu, prawo jazdy + prawo jazdy międzynarodowe, dokumenty potwierdzające zatrudnienie i wykształcenie). Miej ze sobą wszystkie dokumenty, jakie dołączyłeś do wniosku o wizę, na podstawie której przylatujesz do Kanady;
    • ubezpieczenie zdrowotne (najwyższa kwota, na jaką możesz sobie pozwolić);
    • mieszkanie tymczasowe (najczęściej AirBnB, kanapa u znajmego, ho(s)tel);
    • pieniądze (jak najwięcej – zorientuj się, jakie kwoty będziesz musiał pokazać na granicy celnikowi. I w jakiej formie: cash / przetłumaczony wyciąg z konta);
    • bilet powrotny do Polski (jeśli nie emigrujesz na stałe);
    • pomysł, jak najlepiej wykorzystać czas podczas pobytu w Kanadzie (jeśli planujesz zostać i pracować dłużej niż pozwala na to twoja wiza, musisz zawczasu wiedzieć, jak to rozplanować. Np. kiedy i jak aktywować wizę, co powiedzieć celnikowi, jeśli przyjeżdżasz z partnerem bez ślubu, etc.);

    Początki życia w Kanadzie – co załatwić w ciągu pierwszych paru dni.

    Social Insurance Number – czyli tutejszy NIP

    Niezbędny papier, a właściwie numer na nim. Bez niego nie będziesz mógł pracować, choćbyś miał ważną wizę pracowniczą. Potrzebujesz SIN, żeby zaaplikować o świadczenia socjalne, rozliczyć podatki, czasami przyda się podczas szukania mieszkania.

    O SIN może zapytać CRA (urząd podatkowy), instytucje finansowe i rządowe. Pamiętaj, że jeśli zmieni ci się status emigracyjny, twój SIN najprawdobodobniej również się zmieni – wtedy koniecznie daj znać swojemu pracodawcy, bankom, w których masz konto. Jeśli jesteś tymczasowo w Kanadzie, twój SIN jest ważny tak, długo, jak twój pobyt.

    O SIN aplikuje się w urzędach Service Canada. Service Canada to dobre miejsce, żeby porozmawiać z urzędnikiem – kto wie, może udzieli ciekawych rad w temacie: “początki życia w Kanadzie”. Wyguglaj najbliższy urząd, bo nie ma znaczenia, gdzie mieszkasz. Albo zapytaj na Facebooku, gdzie są najkrótsze kolejki. Nie musisz się umawiać, ale może będziesz musiał poczekać na swoją kolej.

    Możesz też wyrobić numery SIN dla dzieci – będą potrzebne, jeśli wystąpisz o dofinansowanie oszczędności na ich przyszłą naukę (RESP).

    Otwórz konto w banku

    Na bank (hehehe) jakiś bank będzie miał promocję dla nowoprzybyłych. Być może będzie dodawał “darmowe” ipady przy otwarciu konta.

    Użyj mózgu, porównaj oferty z różnych banków i przede wszystkim przygotuj się na inny typ bankowości, który znasz z Polski. Dużo mniej załatwisz przez telefon czy internet, za to będziesz miał więcej możliwości rozmowy z panią w okienku.

    Żeby otworzyć konto w banku najczęściej będziesz musiał udać się do… banku. My mamy doświadczenie tylko z jednym bankiem, który pozwolił nam otworzyć konto drogą elektroniczną – to Tangerine (jak się zarejestrujesz , wpisując w Refer a friend ten kod: 48981511S1, to na wejściu dostaniesz 50 CAD z mojego polecenia).

    Przy otwieraniu pierwszego konta w banku możesz zostać poproszony o pokazanie paszportu, wizy, pozwolenia na pracę, umowy o pracę (job offer), umowy wynajmu mieszkania.

    Kanadyjczycy mają najczęściej dwa rodzaje kont:

    • savings (czyli oszczędnościowe)
    • checkings (konto na bieżące rozrachunki, powiązane z kartą debetową / kredytową / przelewem elektronicznym).

    Przy otwarciu konta dostaniesz książeczkę czekową, bo czeki wciąż są powszechnie akceptowanym środkiem płatniczym, zwłaszcza przy wynajmie mieszkania.

    Zaaplikuj o kartę kredytową – będzie niezbędna do sfinansowania wielu większych zakupów. Oczywiście, przeczytaj wszystkie umowy i dodatkowe opłaty.

    Nie zawsze uda Ci się dostać kartę kredytową, taką prawdziwą kartę kredytową, na samym początku. Często bank będzie chciał d Ciebie dodatkowego zabezpieczenia i np każe Ci wpłacić na konto 1000CAD, żebyś mógł dostać kartę kredytową z limitem… 1000CAD. Niby logiczne, a jednak dziwny ten kredyt.

    Od karty kredytowej zaczniesz budować swój credit store, czyli wskaźnik twojej odpowiedzialności kredytowej. To ważne, jeśli planujesz zakup nieruchomości (wiem, wiem, pomysł trochę wykracza poza początki życia w Kanadzie, ale kto wie…). Czasami wynajmujący mieszkanie może zechcieć sprawdzić, czy korzystasz z karty kredytowej i czy spłacasz ją w terminie.

    Tutaj przeczytasz więcej o naszych wydatkach i zarządzaniu pieniędzmi.

    Wymień prawo jazdy lub zrób prawo jazdy

    Akurat w Vancouver spokojnie dasz radę przeżyć bez samochodu (#bikelove). Ale jeśli planujesz jeździć samochodem, polskie prawo jazdy w Kanadzie będziesz musiał wymienić na kanadyjskie.

    Te sprawy są regulowane na szczeblu prowincjonalnym, a o naszych doświadczeniach w Vancouver przeczytasz w tym wpisie.

    Najczęściej będziesz musiał zdać test (pisemny oraz tzw. “jazdy”).

    A jeśli kupisz samochód, będziesz musiał go ubezpieczyć. To znaczny koszt, więc uwzględnij go w swoim budżecie. (W 2019 r. my płacimy 250 CAD za miesiąc, za używaną toyotę 5, którą kupiliśmy w 2016 r.)

    Znajdź pracę. To najważniejszy punkt na liście jak ogarnąć początki życia w Kanadzie.

    Poznaj system zdrowia i ubezpieczeń zdrowotnych / społecznych. Oraz podatki!

    Sporo szczegółów znajdziesz w poradniku – służba zdrowia.

    Kanada ma powszechne ubezpieczenie zdrowotne, za które płacimy.

    Nie przysługuje ono z automatu i jego nazwa, zasady przyznawania i korzystania są różne w zależności od prowincji. Dowiedz się, jak o nie aplikować i zrób to jak najszybciej.

    Sprawdź, jakie dodatkowe usługi medyczne są zawarte w rozszerzonym ubezpieczeniu, oferowanym przez pracodawcę.

    Dowiedz się również, czy przysługują ci socjalne dodatki na dziecko, czyli kanadyjskie 500+. Jeśl nie wiesz, jak szukać tych informacji online, wejdź do najbliższej biblioteki, community center lub neighbourhood house.

    Kanada jest krajem przygotowanym na imigrantów systemowo (bo czy oni się tutaj odnajdą, to inna sprawa). Wystarczy wpisać: “immigration services” + nazwa prowincji, żeby pojawiły się miejsca, do których warto zajrzeć.

    Dodam, że 4 lata po przyjeździe do Vancouver to właśnie dzięki organizacji pomagającej njukomersom (newcomers) dostałam 10 000 CAD dofinansowania na mój bootcamp programistyczny. Koniecznie szukaj opcji dla siebie!

    Ale od razu cię ostrzegę, że jeśli liczysz na tzw. szeroki socjal, czyli pieniądze wypłacane z jakiegoś tytułu, innego niż praca, to się zawiedziesz.

    Moim zdaniem nie da się w Vancouver utrzymać bez pracy, korzystając z pomocy społecznej (a i ta będzie ci przysługiwać w szczególnych przypadkach, o ile w ogóle).

    System podatkowy w Kanadzie jest łatwy do ogarnięcia, jeśli twoja sytuacja jest w miarę prosta – jedno źródło dochodu, jeden kraj rezydencji podatkowej.

    My od zawsze mamy problemy z tutejszymi podatkami. Trochę pisałam o tym we wpisie o beznadziejnym styczniu 2019.

    Poświęć czas na przygotowanie się do rozliczenia roku podatkowego i złożenia zeznania (do końca kwietnia), także kiedy nie masz jeszcze dochodu (po to, żeby otrzymać zwrot nadpłaconego tutejszego VATu oraz inne, zależne od prowincji odliczenia od dochodu, także zerowego).

    Dowiedz się również, jaki wylicza się i wlicza podatek VAT przy zakupie towarów i usług. Wiesz, że cena produktu na półce jest inna niż ta, którą przyjdzie ci zapłacić przy kasie?

    Jeśli planujesz zakup nieruchomości, poszukaj informacji o Property Tax System.

    Największym bólem jest jednak zapłata podatku dochodowego. My płacimy ogromne podatki, sięgające 30 000 CAD rocznie. Weź to pod uwagę, jeśli planujesz przyjazd do Kanady, żeby poprawić swoją sytuację ekonomiczną. Bo może się okazać, że pensja dyrektora, a nawet dwie, to za mało, żeby wygodnie żyć w Vancouver.

    Bardzo powszechne są w Kanadzie próby wyłudzenia pieniędzy. Oszuści podają się za kanadyjski urząd skarbowy. Do nas niejednokronie dzwonili ludzie, o dziwnym akcencie, i dysząc wykrzykiwali, że jedzie już po nas policja, bo nasze zeznanie podatkowe jest błędne, fałszywe. I że można to odkręcić, jeśli natychmiast zrobimy przelew na wskazane przez nich konto. Wiesz, ile to stresu, kiedy jesteś nowy w kraju i prawdobnie pomyliłeś się w zeznaniu? Naciągacze są świetnie przygotowani i wiele o tobie wiedzą.

    Ale ty pamiętaj, że tutejszy urząd skarbowy = CRA, czyli Canada Revenue Agency, nigdy nie dzwoni – wszystkie sprawy załatwia na piśmie!

    Kup kanadyjski numer telefonu

    Jeśli przywozisz swój telefon, upewnij się, że jest odblokowany (nie ma blokady karty SIM).

    Usługi telefoniczne są drogie i słabe w porównaniu z Europą – musisz zrobić zestawienie różnych opcji i przeczytać umowy. W każdym większym sklepie jest kilka stanowisk sieci telefonicznych.

    Więcej porad w wyborze operatora sieci komórkowej znajdziesz na blogu Moniki.

    Początki życia w Kanadzie są trudne, zwłaszcza dla najmłodszych. Przemyśl, gdzie i zarejestruj dzieci do szkoły

    Szkolnictwo to kolejny obszar regulowany i finansowany na szczeblu prowicjonalnym, więc przeczytaj informacje dotyczące twojej prowincji, bo te mogą się różnić.

    System szkolny składa się z trzech filarów: szkoły podstawowej (elementary, primary), średniej (secondary) i szkolnictwa po szkole średniej (post-secondary education: uniwersytet lub collage).

    Szkoła jest obowiązkowa, a rozpoczyna się w większości prowincji od zerówki (Kindergarten). Szkołę podstawową zaczynają dzieci 5-6 letnie, a kończą w klasie 7-8 (mając 13-14 lat).

    Program szkół może się różnić także w obrębie miasta, więc jeśli jest to dla ciebie ważny temat, koniecznie zorientuj się w wyborze szkół, zanim wybierzesz mieszkanie.

    Napisałam sporo postów o naszych dzieciach i żłobku / przedszkolu / szkole w Vancouver. Zacznij od tych:

    1. Jaka szkoła najlepsza w Vancouver?
    2. Organizacja dnia w szkole podstawowej
    3. Pierwsze wrażenia ze żłobka

    Emigracja jest ciężka, a emigracja z dziećmi jest jeszcze cięższa.

    Dajcie sobie czas, przygotujcie się na pełen wachlarz emocji, i bądźcie dla siebie – szczególnie jeśli jest to wasze pierwsze doświadczenie emigracyjne.

    A będzie dobrze!

    I co potem? Te kilka pierwszych dni za wami.

    No jak, co potem?!

    Życie!

    Będzie i radość, i duma, i żal, i tęsknota. Nie bój się swoich uczuć – są udziałem większości emigrantów.

    Wiem, co mówię – od 2016 roku wysłuchałam setek opowieści Polek w Vancouver! Poszukaj wokół siebie ludzi, niekoniecznie Polaków.

  • Kasia, a jakie są Kanadyjki? Co noszą, jak się malują i czym się różnią od Polek?

    Ohoho, no to się zabrałam za pisanie posta, który by pewnie i w encyklopedii się nie zmieścił. Ale nie ma zmiłuj, padła prośba o taki temat na naszym instagramie. Przy okazji przepraszam, że tak zaniedbałam Was online.

    W pierwszej wersji, ubraniowej, ten post ukazał się na blogu w lutym 2015. Spisałam wtedy moje spostrzeżenia po pół roku mieszkania w Vancouver.

    Jestem chyba ostatnią osobą, która mogłaby się wypowiadać w temacie Canadian Fashion i kosmetyków też.

    Bo choć wiele lat pracowałam w centrum finansowym Avon, (tak, tak, to ten od konsultantek i katalogów), to moja wiedza ekspercka w tym temacie jest bliska znajomości języka chińskiego. Czyli zerowa.

    Skoro nie wiem, to się wypowiem. Ha!

    Jakie są Kanadyjki? Jak się ubierają, z jakich kosmetyków korzystają? Płeć piękna po kanadyjsku znaczy….

    Ubrania na ulicach Vancouver

    Jest takie dowcipne zapytanie: po czym poznać Kanadyjczyka? Odpowiedź: po piżamie.

    Piżama to strój całodobowy i w ciągu dnia nie zdziwi nikogo. Podobnie jak dresy czy leginsy, pełni rolę uniwersalną. I w zasadzie stanowi podstawę garderoby.

    Dobra, trochę pokpiwam, ale coś w tym jest. Dopiero w Ameryce Północnej zobaczyłam ludzi bez skrupułów chodzących w piżamach po ulicy. Czy po szkole. Bo w szkole co jakiś czas organizowany jest pijama day – dzieci przychodzą, jakżeby inaczej, w piżamach. I nauczyciele też. Tak, nawet dyrektor(ka).

    Nie będę ściemniać – nie rozumiem akurat tego wyboru modowego. I niestety zbyt często widzę ludzi w piżamach w wersji mocno niechlujnej. Więc do piżamy w wydaniu dziennym-ulicznym się nie przekonałam.

    Inne nieodzowne elementy? Kawa, smartphone, parasolka, japonki. W Vancouver możesz je nosić prawie przez cały rok, a sezon na klapki o wdzięcznej nazwie: flip flops zaczyna się z pierwszymi promieniami wiosennego słońca.

    Obowiązuje luz, niezobowiązujący styl, pełen causal. Wygodnie i sportowo, bo w Vancouver każdy uprawia jakiś sport.

    Ekstrawagancja umiarkowana bym powiedziała, no cóż pogoda wymusza. Nawet na naszym hipsterskim przyjemnym wzgórzu.

    MP not so rainy fashion set

    Przykładowe zestawienie na większość zimowych dni w Vancouver – na uwagę zasługują paskudne buty UGG, brzydactwa takie, ale są super, hiper ciepłe.

    Znacznie częściej nosi się jednak kaloszki. Znaczy się huntery, czyli kalosze marki Hunter.

    Mam je. Nie wiem, czemu jest na nie taki szał. Kalosze jak kalosze. Kanadyjki noszą je w różnych konfiguracjach.

    Inne mocno popularne butki wprawdzie nie pochodzą z Kanady, tylko z Australi, ale w kraju klonowego liścia zadomowiły się na dobre. To Blundstone, czyli proste botki wciągane, z dwoma “jęzorami”. Nosi się je na wschodnim wybrzeżu i nad Pacyfikiem, do jeansów i do wiosnennych sukienek. Must have (ja akurat mam w jakieś takiej jednosezonowej, badziewnej wersji ).

    Reszta stroju mogłaby pochodzić na przykład z lululemon. To marka odzieży sportowej, założona w Vancouver i przebojem wchodząca na inne rynki.

    Inspirowana i przeznaczona mocno dla uprawiających jogę (chociaż i na jogging się nada).

    Nie mam żadnego ubrania tej marki, więc się nie wypowiem, ale jakby co, mogę ci pokazać, gdzie mają w Vancouver swoją siedzibę.

    Szukając informacji do tego posta, trafiłam m.in. na konto instagramowe Ani B. z Calgary / Toronto. Ponad 100 000 obserwujących to nie w kij dmuchał liczba, więc po modę odsyłam tam!

    Kosmetyki – słów kilka

    Nie wiem nic, a jeszcze mniej używam, no ale czego się nie robi dla Was – ścignęłam opowiednie dziewczyny, Polki w Vancouver i już wiem więcej.

    Poniżej przeczytacie, co o kosmetykach mają do powiedzenia Paulina i Marysia.

    Komentarz Pauliny w temacie kosmetyków w Vancouver

    Paulina po przyjedzie do Vancouver prowadziła z sukcesem sklep internetowy fromnature.com. Jej komentarz o kosmetykach i pielęgnacji wśród Kanadyjek:

    W sumie to nie ma jednego jednolitego trendu jeśli chodzi o pielegnację skóry w Kanadzie.

    Każda nacja wnosi tu swoje wpływy kosmetyczne. Np. w Vancouver jest bardzo wiele miejsc, gdzie można kupić kosmetyki z Azji, z racji tego, że jest spory napływ ludzi z tego kontynentu.

    Na pewno powstaje coraz wiecej marek kosmetycznych nastawionych na organiczne kosmetyki bez szkodliwych składników czy testowania na zwierzętach.

    Z ciekawych inicjatyw warto tu wspomnieć kanadyjką aplikację na telefon “Think Dirty” dzięki której można sprawdzić czy dany kosmetyk zawiera szkodliwe składniki. 

    Nadal dużo produktów jest importowanych ze Stanów, co np. widać w Sephorze lub sieciach drogerii takich jak London Drugs czy Shoppers Drugmart.

    Kanadyjskie kosmetyki potrafią być bardzo innowacyjne i radzą sobie całkiem nieźle na arenie miedzynarodowej jak np. szalenie popularna ( i dość kontorwersyjna w ostatnim czasie) linia kosmetyków klinicznych “Ordinary” marki Deciem czy też kandyjskie szminki marki Bite Beauty, która prowadzi specjalne laboratoria-sklepy w Toronto i Nowym Jorku, gdzie można zaprojektować swój własny odcień szminki.

    Komentarz Marysi

    Od Marysi, która pracuje dla kanadyjskiego producenta kosmetyków Nena dostałam m.in. listę kanadyjskich marek kosmetycznych.

    Jest bardzo dużo kanadyjskich firm kosmetycznych, tutaj znajdziesz ich listę (niewyczerpana) https://ca.hellomagazine.com/health-and-beauty/02017060536337/canadian-beauty-brands/10.

    Inne marki kanadyjskie:

    • Green Beaver (mają kosmetyki naturalne popularne wśród kanadyjskich mam);
    • Saje;
    • Skoah (też z Vancouver);
    • The Ordinary (kanadyjska marka wykupiona przez Estee);
    • Rocky Mountain Barber Company;

    Kosmetyki Nena są wytwarzane na bazie kanadyjskiej glinki lodowej, więc ciekawy „kanadyjski” koncept i pomysł na unikalny prezent. (A jak szukasz innych podarunków z Kanady, może ta lista ci pomoże)

    Gdzie kupić kosmetyki? Zebrałam informacje z grupy facebookowej Oh Kanada

    Na Facebooku znajdziesz i zapytasz o wszystko, więc i to pytanie padło:

    Pytanie chyba głównie do kobiet, jakie w Kanadzie można znaleźć odpowiedniki drogerii z kosmetykami takich jakich mamy w Polsce: Rossmann, Hebe, Drogerie Natura? Dopiero planuję wyjazd i chcę zrobić research w tej dziedzinie zakupkowej

    W odpowiedzi dziewczyny podały takie nazwy sklepów:

    • Shoppers Drugmart;
    • London Drugs;
    • Rexall;
    • Whole Foods;
    • Superstore – dział z kosmetykami organicznymi;
    • Zehrs;
    • Jean Coutu;
    • Hudson Bay;
    • Winners;
    • Walmart – stoisko z kosmetykami naturalnymi;
    • polskie sklepy, np. Starsky w Ontario;
    • Essence of Life Organics;
    • Noah’s Natural;
    • Leaves of Trees;

    Na koniec tego posta mała podpowiedź od dziewczyn z grupy:

    Wybór kosmetyków w porównaniu do Europy i USA jest tragiczny. Radzę zabrac z domu ulubione marki.

    A jak wymawiasz nazwę: Nivea?

    Dlaczego pytam akurat o najpopularniejszy krem w kultowym niebieskim opakowaniu. Zobacz reklamę Nivea Canada, a dowiesz się, jak pytać o ten krem w drogerii, żeby cię Kanadyjczycy zrozumieli.

    P.S. Zdałam sobie sprawę, że nie odpowiedziałam na pytanie, czym Kanadyjki różnią się od Polek w temacie fashion and beauty. Pociągnę jeszcze ten temat w innym poście. A może ty już znasz odpowiedź?

    Serdeczności!

  • Jak się macie w styczniu 2019? Różowo nie jest…

    Ehhh.

    Cześć.

    No do dupy się mamy!

    Dlaczego tak nam niefajnie, o tym za chwilę. Najpierw kilka słów ogółem.

    Nadchodzi taki czas, co jakiś czas zresztą, kiedy człowiek zaczyna się czuć w miarę komfortowo z rzeczywistością. Wszystko mniej więcej gra, emocje ogarnięte i lekko tylko przeszkadzające. W pracy jest dobrze i rozwijająco. Dzieci rosną i mądrzeją i mogą coraz więcej.

    Taka mała stabilizacja. Nic wielkiego, ale też nic wielkiego wcale nie jet pożądane.

    Spokój.

    Z takimi myślami i samozadowoleniem zaczynaliśmy rok 2019. Bez pośpiechu, bez nerwów, w końcu trochę spokojni, a nie rozczarowani. Kanada powoli i nieagresywnie zaczynała z nami współpracować. Zaczęliśmy 5 rok mieszkania w Vancouver. Przestaliśmy nawet myśleć o tym, czy za późno przyjechaliśmy do Kanady, bo nagle czas, czyli timing wydał nam się całkiem dopasowany i satysfakcjonujący.

    Było dobrze. Oczywiście człowiek głupi naiwny, myśli, że jak jest dobrze, to będzie dobrze.

    I przestało być dobrze.

    Najpierw dostaliśmy wezwanie do zapłacenia zaległego podatku od naszego mieszkania w Polsce.

    Nie ukrywaliśmy nigdy tego, że mamy mieszkanie poza Kanadą i że je wynajmujemy, i że w Polsce płacimy podatki, i że w Kanadzie też zapłacimy podatek. Okazało się jednak, że coś pomyliliśmy w 2016 roku i właśnie zrobiono nam kolejną rewaluację zeznania podatkowego. I nałożono karę za złe wypełnienie wniosku.

    Bum! Z podatkami kanadyjskimi mamy relację długą i skomplikowaną. Zasada jest jedna: płacimy. Oczywiście, że tak.

    Na samym początku w tym płaceniu pomagała nam firma zatrudniona u pracodawcy Kuby (wiosną 2015). Ale odkąd w następnym roku ta firma, już nieopłacona przez Scanline, zażądała od nas ponad 750CAD za wypełnienie dwóch zeznań podatkowych, zrezygnowaliśmy z jej usług. Nasze rozstanie z doradcą podatkowym przebiegło w burzliwej atmosferze, bo najpierw nas rozliczyli, a potem wystawili fakturę. Moim zdaniem nie dołożyli należytej staranności, żeby nas poinformować o swoich, wcale nie rynkowych, stawkach. I potraktowali dwoje szarych obywateli jak klienta korporacyjnego.

    Bardzo długo z nimi dyskutowałam, w końcu udało mi się obniżyć kwotę.

    Dla jasności – proste zeznania podatkowe to koszt najwięcej 150-200 CAD. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

    Od tamtej afery, podatki kanadyjskie rozliczamy sami. I nie ma roku, żeby nie wzywano nas do uzupełnienia czegoś. Cały czas się uczymy, prawo się zmienia, przepisy wcale nie są takie jasne.

    No i w styczniu 2019 zapłaciliśmy za kolejną nieuwagę.


    A skoro o przegapieniach mowa – dostaliśmy też pismo z polskiej szkoły, naszej rejonowej, warszawskiej, o tym, żebyśmy dostarczyli zaświadczenie o spełnianiu obowiązku szkolnego przez Maćka.

    Maciek, lat prawie 7, i Krzyś chodzą do tutejszej szkoły, Mount Pleasant Elementary oraz uczą się języka polskiego w systemie orpeg.pl.

    To oznacza, że są zapisani do polskiej warszawskiej szkoły im. KEN i dostają oficjalne świadectwa.

    To właśnie przekażemy naszej rejonowej wolskiej szkole, mając nadzieje, że pismo wystarczy.

    Niewygodnie jest załatwiać takie rzeczy zza granicy, angażując rodziców i prosząc o pomoc.

    Wiem, że kilkoro innych osób mieszkających w Kanadzie i uczących się w orpeg.pl dostało takie pisma od swoich szkół – napiszcie w komentarzu, jak rozwiązaliśce tę sytuacje. Dziękuję.


    Cześć z Was wie, że organizuję Polskie Babskie Spotkania w Vancouver, od 2016. W styczniu niestety dziewczyna – mój kontakt odeszła z Mount Pleasant Neighbourhood House – miejscówki, gdzie się co miesiąc spotykamy. Salę udostępniają nam tam za darmo. Styczniowe spotkanie skrócono, mówiąc, że skoro nie płacimy, to niestety musimy wyjść wcześniej.

    Próbuję negocjować, ale muszę od nowa budować sobie relację z kimś innym. Nie jest to ani łatwe, ani szybkie, a tu zaraz trzeba robić kolejne spotkanie dla fajnych Polek z Vancouver. Na ostatnie przyjechały dziewczyny spod Abbotsford (prawie 50 km!). Więc jest potrzeba tych spotkań. I są one ważne.

    I bardzo, bardzo bym nie chciała, żeby się skończyły.


    A czarę goryczy styczniowych zmartwień przelała kradzież roweru Kuby sprzed szkoły synów. Pisała o tym na Facebooku:

    Od wtorku jestem codziennie na East Hastings i codziennie jestem coraz bardziej przerażona, zgnębiona, smutna. Pojechałam ja, poszedł Kuba, żeby się rozejrzeć, bo według świadków, facet, który ukradł rower, wyglądał na bezdomnego, w okolicach 50-60.

    Rozmawiałam z policjantami, zostawiłam namiary na siebie. Zgłosiliśmy kradzież i bez większej nadziei rozwieszamy ogłoszenia w okolicy, monitorując craigslist (czyli tutejsze allegro , alegratka, gumtree).

    Mam całą listę rzeczy do zrobienia po kradzieży. Ogłoszenia to jedno, rozmowy z policją drugie. Chodzę też po sklepach rowerowych, zostawiając wizytówki. Zarejsetrowaliśmy się w aplikacji project529. Umieściłam post z informacją o kradzieży we wszystkich dostępnych mi kanałach social media i grupach na Slacku. Wysłałam prośbę do domów sąsiedzkich, szkoły, świetlicy, bibliotek, żeby w miarę możliwości umieściły informację o kradzieży w swoich newsletterach. W weekend idziemy na pchli market w Vancouver. Piszę do osób, które chcą kupić rower elektryczny, żeby w razie czego dały mi znać, kiedy zgłosi się do nich ktoś z propozycją sprzedaży.

    Dzisiaj usłyszałam od policjanta, co oni radzą w sytuacji, kiedy trafię w sieci na ogłoszenie sprzedaży. Wersja policjanta potwierdza to, co napisaliście mi na fanpage (chyba Paweł z Manitoby wspomniał). Żeby udać zainteresowanie kupne, sprawdzić dyskretnie numery, powiedzieć, że się jedzie do bankomatu (ATM) po gotówkę. Odejść i zawiadomić policję lub po prostu odjechać (wersja Pawła 😉 ).

    Proszę bardzo – na blogu Kanada się nada macie gotową receptę na to, jak odzyskać skradziony rower. Ha! Nie spodziewałam się, żę przyjdzie mi pisać o takich przykrych rzeczach…

    Jest jeszcze jedna sprawa – ta kradzież mnie tak nie przygnębia, jak świadomość tego, że ulica East Hastings jest dwie przecznice ode mnie. Że ludzie tam żyją ( o ile to można nazwać życiem), że na taki problem nie ma dobrego rozwiązania.

    Jeśli myślisz o Vancouver i o emigracji, to miej świadmości, że jest East Hastings. I, że ludzi żyjących na tutejszych ulicach przybywa.

    Że nie ma żadnej części miasta, która byłaby w 100% bezpieczna. Są miejsca trudniej dostępne i te o złej opinii. Trochę pisałam o tym we wpisie o dzielnicach Vancouver.


    Kończy się czwartek 31.01.2019. Wiem, że niewiele się zmieni jutro, wraz z nadejściem lutego, ale to symboliczne przejście i rozpoczęcie nowego, napawa mnie nadzieją.

    Wam życzę wszystkiego dobrego! Bo to dzięki Tobie mam dobrą wiadomość – w styczniu 2019 roku blog Kanada się nada został odwiedzony rekordową ilość razy, nawięcej w całej historii.

    W styczniu też “pękło” nam 2000 polubień na fanpage Kanada się nada. A ja z tej okazji zrobiłam pierwszą w życiu sesję lajf na fanpage, którą pomimo kłopotów technicznych, oglądało na żywo ponad 30 osób. Wybaczcie, że skumałam dopiero w połowie, gdzie są Wasze komentarze. Tutaj możesz zobaczyć nagranie.

    I za to, ze jesteście online tacy super, kiedy rzeczywistość offline nam skrzeczy, za to Wam ogromnie dziękuję!

    Serdeczności,

    Kasia

  • Matka polka kwoka helikopterowa zlądowała i pilnuje dzieci w Kanadzie. Ale że co?

    Cześć i czołem! Obiecałam na Facebooku, że wpis będzie o kosmetykach, ale jednak wyszło, że jeszcze nie teraz. Znowu napiszę o dzieciach w Kanadzie i o mnie, czyli ich matce.

    Jak jesteś tutaj pierwszy raz, to się poznajmy: ja jestem Kasia, mam 36 lat, #matkaoddekady, na stanie mam dwóch synów: Krzysiek, lat 11 i Maciek, sześciolatek. Nasza kanadyjska historia jest pod tym linkiem.

    Jak wyglądam kiedy piszę o dzieciach w Kanadzie?

    O synach piszę o 7:41 rano. Za oknem chmury na deszcz i śnieg, a w domu cisza, bo chłopaków nie ma.

    Nasi chłopcy spędzili ostatnią noc na “nocowance”, czyli sleepover u kolegów. Spali osobno, w różnych rodzinach. Dla Maćka to pierwsze takie doświadczenie, więc jest moc.

    Dzieci w Kanadzie (i w USA też!) często nocują poza domem. Naturalnie, nasi synowie muszą i tego doświadczyć!

    Dzieci w domu nie ma, jest cisza, ja sobie czytam o szwajcarskim nakazie nieodprowadzania dzieci do szkoły,

    Kuba przegląda emaile i widzi list od tutejszego kuratorium, i to wszystko razem do kupy natchnęło mnie do napisania tego posta.

    Chcę Wam opowiedzieć, jak wygląda samodzielność naszych synów na tle kanadyjskiej codzienności i prawa.

    Najpierw o moim podejściu:

    Jestem matką, która przejmuje się bezpieczeństwem dzieci, ale jednocześnie szczerze wierzę w ich zdrowy rozsądek.

    Wiem, że wypadki się zdarzają, że pedofile czyhają wszędzie, nawet w ulubionym kraju świata, czy w uporządkowanej Szwajcarii. Wiem, że dzieci bywają mniej lub bardziej samodzielne, a rodzice mniej lub bardziej wytrzymali nerwowo.

    Chciałabym powiedzieć, że mam sposób na to, żeby lęki matki polki kwoki helikopterowej opanować. Ale nie mam. Sama się uczę.

    Aaaaa, a może Ty w ogóle nie wiesz, co to ta matka helikopter?

    Helikopterowy rodzic to taki, który mało dziecku pozwala na samodzielność, a wiele spraw za dziecko rozwiązuje i je przed życiem chroni. W imię bezpieczeństwa, troski, miłości.

    Ja, rzecz jasna, jestem trochę helikopterem, trochę kwoką, a trochę rodzicem uświadomionym i dzikim.

    Zresztą te wszystkie łatki przyklejane rodzicom nie mają sensu, moim zdaniem, bo nie ma tak, że każdy jest taki sam przez całe życie. Dzieci rosną, helikoptery maleją, matki kwoki odchodzą do swoich zajęć. Przynajmniej te, które znam. 

    Kiedy zaczynaliśmy z Kubą bycie rodzicami, nikt nam nie powiedział, że będziemy musieli myśleć o takich sprawach. Odpowiadać na pytania, kiedy dziecko jest już wystarczająco duże na coś, kiedy może o czymś samo zdecydować. Gdzieś pójść samodzielnie, wyjść niepilnowane, przestać trzymać się tej mojej, przysłowiowej spódnicy.

    Nasi rodzice nie przeprowadzali z nami rozmów ostrzegawczych, bo kiedyś było łatwiej i bezpieczniej (podobno). Wszystkie dzieciaki latały z kluczami na szyi, kupowały oranżadę w paczuszkach i wisiały na trzepaku i czekały z młodszym bratem na mamę (pozdro dla brata Bartka, mego jedynego). 

    Ciężko powiedzieć, czy byłam jestem matką helikopterową. Chłopakom zostawiam dużo samodzielności, ale jednak dwa razy Krzysia w Polsce zgubiłam.

    Raz zgubił się w sklepie, ale poszedł do ekspedientki i mnie przywołali. Mandatu nie dostałam, i chyba łatki wyrodnej matki też nie. Byłam dumna, że sobie poradził, chociaż oczywiście popłakałam się i ja, widząc ślady łez na jego twarzy. Krzysiek miał wtedy 6 lat.

    Drugi raz, który był właściwie pierwszym, bo sprzed sklepowego incydentu, to było wtedy, kiedy ja kolejkowałam w aptece, a Krzyśkowi (lat 4)  się znudziło i wyszedł przed budynek. Po czym się zgubił. Ja odchodzę od kasy, a syna nie ma! Wypadłam jak szalona na zewnątrz, oczami duszy widzę porywacza małych chłopców. Oczywiście nawoływałam jak szalona, na dworze było już ciemno. Krzysiek płakał i krzyczał też, więc po krótkiej chwili, która dla mnie była wiecznością, się odnaleźliśmy w krzakach przed apteką. 

    Trzeci raz Krzysia zgubiło przedszkole, a szczegółach tej grubej sprawy pisałam tutaj.

    Potem była pierwsza klasa Krzysia, i chodzenie po bułki do sklepu za rogiem. Ja wywieszona przez okno, czekałam na niego, trochę zestrachana, a trochę dumna.

    Do szkoły był odprowadzany przez nas i przez nianię, bo ulica Obozowa w Warszawie ma i spory ruch samochodowy, i pędzące tramwaje, a nie ma sygnalizacji świetlnej (stan na 2011 rok).

    No, a potem to już wyjechaliśmy do Kanady.

    Jak to jest z tą samodzielnością dzieci w Kanadzie, kiedy matka je spod skrzydeł wypuszcza?

    Ha! Najdziwniejsze jest to, że kogo spytasz, to co innego Ci powie. Ja najczęściej googlam, ale nie wyskakują mi  fragmenty ustaw, tylko orzeczenia sądowe albo doniesienia prasowe.

    O co pytam internet najczęściej? Ile lat ma mieć dziecko, żeby mogło w Vancouver samodzielnie:

    • pójść do/ze szkoły
    • pójść po chleb do pobliskiego sklepu
    • pójść na plac zabaw z kolegami
    • przyprowadzić rodzeństwo
    • zostać w domu samo / z rodzeństwem
    • wziąć nóż, zrobić kanapkę, obiad odgrzać
    • pójść na basen
    • jeździć na rowerze
    • sprzedawać używane rzeczy i robić na nich kasę?

    Oczywiście pytam po angielsku i oczywiście dodaję nazwę prowincji, bo jak wiele różnych spraw, także i ta może być regulowana na szczeblu lokalnym.

    Pierwsze ważne zagadnienie rodzica posyłającego dziecko do podstawówki w Vancouver brzmi:

    Czy do szkoły dzieci chodzą nieodprowadzane przez dorosłych?

    I tak i nie. Przede wszystkim nie ma żadnego prawa, zapisu w kodeksie rodzinnym czy karnym, które to reguluje. Kuratorium może co najwyżej sugerować, ale decyzję podejmuje szkoła. 

    Możliwość samodzielnego przyjścia zależy m.in od tego, czy w szkole jest świetlica przed i po lekcjach, bo świetlica nie jest oczywistą sprawą i w wielu szkołach nie funkcjonuje. Liczy się także, czy do szkoły dzieci przyjeżdżają, czy przychodzą. 

    W naszej szkole dziecko może przychodzić i wychodzić samodzielnie, odkąd skończy 8 lat. Przynajmniej tak było w przypadku Krzysia – ja musiałam podpisać dokument, że się na to zgadzam. 

    W dokumencie nie było ani słowa o tym, czy 8letni Krzyś może swoje młodsze rodzeństwo przyprowadzić do domu, więc założyłam, że może.

    Ale jeśli poszukasz w Internecie, najczęściej trafisz na odpowiedź, że dopiero 12-13 latek może sam być na dworze czy opiekować się rodzeństwem.

    Wielu rodziców kanadyjskich ma swoje zdanie na temat tego, ile lat może mieć dziecko, żeby coś mogło….

    Kiedy w pracy powiedziałam, że Krzysiek (obecnie 11letni), przyprowadza ze szkoły Maćka (6letniego) i na mnie czekają razem w domu, to Michelle powiedziała, że mogę mieć problemu. Bo Krzysiek za młody, to raz. Po drugie, nie ma zrobionego kursu z “babysittingu”. Po trzecie, czy ja wiem, co na temat dzieci samych w domu myśli zarząd budynku (bo może się w ogóle nie zgadza). A po czwarte, żebym uważała na “życzliwych” donosicieli, którzy w trosce o bezpieczeństwo dzieci, zawiadomią kogo trzeba.

    Z kolei Sean, ojciec Logana, kolegi Krzysia, nie widzi problemu – ba, Logan samodzielnie odprowadza i przyprowadza Luka (lat6) i to jeszcze na czas! (Nasi synowie na pewno by się spóźniali). A mieszkają nawet dalej od szkoły niż my.

    Żeby pójść na basen samemu, wystarczy mieć 8 lat.

    To przynajmniej jest napisane na tablicy na basenie. A ile lat musi mieć dziecko, żeby mogło wypożyczać książki z biblioteki? Myślałby kto, że im młodsze, tym lepiej dla niego i dla całego społeczeństwa, prawda? Będzie oczytane, mądrzejsze.

    Ale nie. Dziecko może samo pójść na basen, jak ma 8 lat, ale nie jest wystarczająco samodzielne na wypożyczenie książki z biblioteki. Tak!

    Ale z biblioteką uważaj!

    Wiem to stąd, że jak Krzysiek miał 8 lat, to poszedł do biblioteki, która jest po drugiej stronie naszej ulicy i chodzimy do niej w kapciach.

    Syn został odprowadzony do domu przez panią bibliotekarkę, która poinformowała mnie, że to dziecko, moje dziecko, przebywało bez opieki dorosłego w bibliotece. Na to ja mówię, że wiem, sama go tam wysłałam. A pani bibliotekarka na to, że tak nie można, że dziecko musi mieć 9 lat co najmniej i że tylko dlatego nie zgłosiła tego na policję, bo Krzysiek znał adres domowy i można było przyprowadzić.

    Zdziwiłam się ogromnie i po raz kolejny przekonałam, że Kanada to kraj jak każdy inny.

    Samodzielne spacery to jedno, a co, jeśli dziecko chce się rowerem przejechać? Albo autobusem?

    Pamiętasz zdawanie na kartę rowerową w Polsce? W Vancouver nie ma takiej fajnej akcji. Widziałam dzieci z klasy Krzysia, które rowerem nie umieją jeździć. Siłą rzeczy mniej z nich jeździ samodzielnie rowerem, ale za to sporo z rodzicami, w samochodzie.

    Z samodzielną jazdą autobusem to była głośna, lokalna sprawa, jakiś czas temu. Kilkoro rodzeństwa, w wieku od 8 lat, jeździło do szkoły komunikacją miejską, aż tu nagle kierowca ich przestał wpuszczać. Przestraszył się odpowiedzialności.

    Nic się nie dzieciom stało, nie wydarzyła się żadna historia, ale skończyło się rozprawą sądową. Pracujący rodzic argumentował, że dzieci są na tyle rozsądne, że same mogą jeździć. Sąd jednak zakazał rodzicom pozwalać na samodzielne przejażdżki dzieci komunikacją miejską.

    Szkoda, ja bym już chętnie puściła Krzyśka autobusem do kolegi w sąsiedniej dzielnicy. Może za rok, jak skończy tutejszą podstawówkę?

    Ostatnia sprawa, która nas mocno dotyczy, to samodzielne zakupy dzieci.

    Często posyłam Krzyśka do pobliskiego sklepu. I zdaniem niektórych popełniam przy tym przynajmniej dwa wykroczenia: po pierwsze, sam nie powinien robić zakupów . Wciąż nie wiem, ile lat musi mieć tutejszy małoletni, żeby mógł dokonać wiążącej transakcji kupna-sprzedaży w sklepie. Z drugiej strony już przecież wczesnoszkolne dzieci sprzedają używane zabawki podczas wyprzedaży garażowych. Czy produkują lemoniadę i sprzedają w upalny dzień na rogu ulicy.

    Sprawa samodzielnych zakupów jest niejasna.

    Drugie wykroczenie, którego się dopuszczam posyłając Krzyśka, to dawanie mu mojej karty kredytowej celem zapłacenia za zakupy. I to już jest poważne oszustwo, a bank ma prawo pociągnąć mnie do odpowiedzialności. Wiem, jak to brzmi. Dlatego muszę pamiętać o tym, żeby dawać mu gotówkę.

    Bo jedno jest pewne. Zwracam uwagę na przepisy, oczywiście. Ale na życie zwracam jednak większą uwagę.

    I dzieci swoje zostawiam w domu, bo je znam. I im ufam. Krzysiek sam podgrzewa obiad, kroi chleb i ser na grzanki, wstawia pizzę do piekarnika. Niektórzy koledzy z jego klasy chodzi na kursy typu “home alone” (love Kevin! ;)). Na tych kursach dziecko dowie się, jak to jest być samemu w domu, czy jak posługiwać się nożem.

    Kiedy są sami, Krzyś czasami do mnie dzwoni, żebym przez telefon nakładła Maćkowi, że się źle zachowuje. Maciek wie, że nie może się wyrywać na ulicy Krzyśkowi, że mają razem wracać, najlepiej trzymając się za rękę. Że Maciek musi zadbać o to, żeby wszystko ze szkoły zabrać.

    Oczywiście, że się denerwuję. Jak na zegarku widzę 3:15, dzwonię zapytać, czy doszli do domu. Z każdym dniem jednak coraz mniej się boję, bo wierzę, że w ten sposób edukują się i moi synowie, i kanadyjscy sąsiedzi.

    Co chcę ci tymi wszystkimi historiami przekazać? Chyba to, że choćbyś nie wiem, jak się starała i helikopterowała, to pewne rzeczy się wydarzą, bo wymusi je życie.

    Nie ma znaczenia, w jakim kraju jesteś. Zrób research, popytaj znajomych, i porządnie poznaj swoje dzieci. I im zaufaj. To moje zasady.

    Ten list z kuratorium, który przeglądał Kuba, dotyczył sprawy 6letniej dziewczynki, którą obcy mężczyzna wywabił spod lokalnej szkoły i skrzywdził. Oczywiście serce mi krwawi, brak mi słów, żeby okazać jak bardzo współczuję i bardzo mocno przeżywam tę sytuację. Słucham żądań rodziców, żeby w szkołach był monitoring i płot.

    Ale ta sytucja, chociaż tragiczna, nie zmieni mojego podejścia do wypuszczania synów na samodzielność. Porozmawiam z nimi (zwłaszcza z Maćkiem) po raz kolejny. Będę ich ostrzegać i chronić, jak tylko mogę.

    Jestem bardzo ciekawa, co myślisz na ten temat. Może masz historię związaną z samodzielnością dzieci do opowiedzenia? Jeśli tak, podziel się w komentarzu, a ktoś Ci podziękuje!

    Serdeczności!