Ania z Zielonego Wzgórza w styczniu. Czas na nowe

Rok z Anią zaczynam.

Bo lubię ją, bo inspiruje, bo rozśmiesza i wzrusza. Była małą dziewczynką, a potem stała się żoną i matką. Marzyła i wzdychała. Bywała w bezdennej rozpaczy i rozpływała się w oceanie szczęścia. Pisała pamiętnik i opowiadania. Każda z dziewczyn chciała być choć przez chwilę taka, jak ona, to znaczy najpierw rąbnąć kolegę tabliczką po głowie, a potem zostać jego żoną 🙂

Dlaczego?

Czy to jest tak, że coś się nagle wydarzyło, wymyśliło, że podpatrzyłam i zgapiłam gdzieś coś ?! Może…

Projektów, postanowień, będę robić to i tamto codziennie od teraz, albo do poniedziałku najpóźniej, tego jest dużo w internecie. Każdy chce rzeczywistość porządkować, nadawać swojemu dorosłemu życiu trochę szkolnego drygu, dyscypliny. A już na początku roku, to szczególnie. Mój absolutny faworyt w kategorii “W 2016 roku będę….” to wydarzenie z bloga withlove.pl, o odwiedzeniu wszystkich bacówek w Beskidach. Bomba  i powtórzę, jak tylko wrócimy do Polski.

A tymczasem dla mnie

kolejny rok w Kanadzie będzie rokiem “Ani z Zielonego Wzgórza”.

Nie mogłam wybrać innej postaci, no nie mogłam. Rudowłosa Ania to przecież kanadyjska dziewczyna, więc kiedy jak nie teraz przyjrzeć na jej rzeczywistość? Jestem wprawdzie po drugiej stronie Kanady, dalej od Wyspy Księcia Edwarda chyba już nie można, ale bez przesady, zawsze to ten sam kraj.

Chcecie przeczytać serię o Ani na nowo? Ja już zaczęłam. I teraz zamierzam Wam co miesiąc trochę o Ani napisać. Nie będzie to czytanie chronologiczne, bo te zaliczyłam będąc młodą Kasią, nie będzie większego tematycznego uporządkowania. Będą luźne myśli i kartki z kalendarza.

Jaki jesteś styczniu?

Zaczniemy opisem pogody/przyrody, czegoś, co absolutnie zachwyca w książkach o Ani. Mnie zachwyca. Kwieciście, bogato, żaden tam minimalizm w słowach czy odczuciach. Niewyobrażalne piękno mocno dźwięczy w uszach.

January so far has been a month of cold gray days with an occasional storm whirling accros the habour and filling Spook’s Lane with drifts. But last night we had a silver thaw and today the sun shone. My maple grove was a place of unimaginable splendors. Even the commonplaces had been made lovely. Every bit of wire fencing was a wonder of crystal lace.  Ania z Szumiących Topoli

zdjęcie jest z Whistler, tegoroczno zimowe

Styczeń to czas nowego.

Nie tak dawno, ucząc się z Krzysiem języka polskiego, oglądaliśmy prezentacje o miesiącach. Wiecie skąd pochodzi nazwa styczeń? Od stykania się starego i nowego roku 🙂 W życiu bym na to nie wpadła. Uczenie się nazw miesięcy jest zawsze świetną zabawą dla dzieci, nie zgadniecie, jakie to pomysły przychodzą czasami do głowy. Na tym blogu mama z Ameryki opisuje jak jej dwujęzyczne dzieci się miesięcy uczyły – super sprawa 🙂.

To obietnica i przyrzeczenie. Mój czas, czas dla mnie. Nieskończenie wiele możliwości, 365 dni czystych dni.

Ania mawiała, że wyobraża sobie i swoim wymyślonym bohaterom pozwala na nieskończenie wiele rodzajów czasu: czas wiosenny, księżycowy, krótki i długi, czas na dobranoc, ale nie czas najwyższy, bo on jest zbyt wymagający i smutny jak na życie baśń…

Pociągający w brzmieniu był dla niej czas górski, czyli jedna z 6 stref czasowych właściwych dla Kanady i USA.

mountain time… because that has such a fascinating sound. Ania z Szumiących Topoli

I w bajkach, i w życiu musi być czas stary i czas nowy;

old time, young time….. because if there is an old time, there ought to be a young time, too;

Ania z Szumiących Topoli

Ania nie przepadała za bed time, czyli gasimy światło i do łóżeczka myk. Ja osobiście go bardzo lubię. Bed time to czas zasypiania, marzenia, czytania książek i książeczek, nawet jeśli dla mnie jako rodzica będzie to wciąż ta sama historia, którą Maciek uwielbia i każe sobie w kółko i od nowa czytać. Jeśli tylko nie wskakuje się po ciemku na śpiące bogate ciotki, tak jak ta mała rudowłosa dziewczynka, marząca o spędzeniu chociaż jednej nocy w gościnnym pokoju, bed time może być całkiem przyjemny 🙂

Taka jest moja Ania z Zielonego Wzgórza w styczniu. Zmarznięta, bosymi stopami bębniąca o podłogę swojego pokoiku na poddaszu i bez zegarka na ręku.

Drodzy, dużo dobrego, magicznego czasu w 2016 roku. I dni dobrych, z sopelkami i bez.

[symple_box color=”blue” fade_in=”false” float=”center” text_align=”center” width=””]Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.[/symple_box]

PODZIEL SIĘ