Ania z Zielonego Wzgórza we wrześniu. Dziewczyna o wielu twarzach

Ten post miał się zaczynać zupełnie inaczej. Nawet sobie na brudno nakreśliłam, co chcę napisać.

Ale nie wyszło. A raczej wyszło, jak wyszło.

Tak sobie myślę, że wrzesień to jest świetna pora, żeby coś zacząć. Zresztą nie tylko ja tak myślę, trend jest ogólnointernetowy co najmniej.

Dla niektórych jesień to przymusowe rozpoczynanie szkółki kochanej. Dla innych jest w końcu czas za zabranie się za projekty, postanowienia. Za szukanie pomysłu na siebie też.

We wrześniu (ze dwa tygodnie temu) spotkałam koleżankę Anię (pierwsza poznana Ania w realu tutaj). Kanadyjka z Kijowa, od 6 lat w Vancouver. Okazuje się, że wiele nas łączy, choć życie nam się zupełnie inaczej układa.

Pewnie znacie to uczucie: rozmawiasz z kimś i już po kilku słowach wiesz, o co chodzi w tej drugiej osobie. Nawet nie o co jej chodzi, tylko właśnie o co w niej chodzi, jaka jest, kim jest. Czasami nie wystarczą lata, żeby poczuć się tak w obecności kogoś, a czasami “kliknie” już po chwili.

Tak sobie myślę i wspominam i wychodzi mi, że ja swoje “klikanie” właśnie z Aniami przeżyłam najpierwsze. I z Jo-Anną 😀 tak mi się w życiu ułożyło.

Symbolicznie jakoś czy co? I chociaż drogi z dwiema moimi Animi nam się rozeszły, w świat wywiało każdą, to jednak to najważniejsze zostało. I zostanie już we mnie na zawsze, te dni z internatu, te wychodzenia z siebie i nauka na podłodze.

Poznański czas zostanie. [a jak któraś tu zajrzy, to niech przeczyta ode mnie, że jej dziękuję. Za tamten czas i za to, że ten czas bez tamtego nie byłby tym samym]

Z kanadyjską, inną-ode-mnie-że-bardziej-się-już-nie-da Anią postanowiłyśmy zacząć projekt. Ponieważ na razie stanęło na: ” to co, robimy coś razem?”, więc nie za bardzo jest się czym chwalić po internetach. I nawet nie wiem, czy nam coś z tego wyjdzie, ale ekscytacja na maksa.

A piszę to wszystko w poście o Ani z Zielonego Wzgórza po to, żeby cytat umieścić. Jeden z moich ulubionych.

Różne są Anie dookoła, różne są Kasie we mnie. Czasu potrzeba, żeby to wszystko na spokojnie podpatrzeć, a żeby zrozumieć, to często i czasu za mało. Żeby jednak za bardzo w mędrkowanie nie popaść, zwyczajnie przyjmuję, jak jest.

Każda z nas to w istocie wiele z nas w jednej z nas. No nie da się inaczej.

I chociaż wygodniej by było pojedyńczą osobowością żyć, to jednak tak jest ciekawiej. Kiedy są różni wkoło nas i wewnątrz nas są różne.

Ot co. Ale napisałam, prawda?

There’s such a lof of different Annes in me. I sometimes think that is why I’m such a troublesome person. If I was just the one Anne it would be very so much more comfortable, but then it wouldn’t be half so interesting.

Ania z Zielonego Wzgórza

Słowa Ani o sobie to obietnica i zagrożenie. To pozwolenie na wiele. I przyklaskiwanie sobie , że jest się taką, jaką się jest. Poszukującą. Zmieniającą zdanie. Farbującą włosy na zielono. Szukającą aż do upadłego pokrewnych dusz, a już zwłaszcza Ań.

There is really no fun in being sensible all the time, Diana.

Ania na Uniwersytecie

Wrześniowo życzę Ci ciepło jesiennych zaskoczeń i rozpoczyniania od nowa. Może myślisz, że to tylko nowy dzień, który zaczynasz. A to aż 24 godziny przed Tobą. Tyle ludzi i rozmów może przynieść. Niespodzianek. Nie bój się siebie.

You are never safe from being surprised till you’re dead.

słowa Maryli, wynotowałam, ale nie zapisałam z której książki [wtopa]

Ania pokazuje, że możesz być więcej niż jedną osobą. I niech się świat dziwi !

[symple_highlight color=”blue”]Post ten dedykuję malutkiej, we wrześniu urodzonej kuzynce chłopaków, Marysi, pierwszej od dawna dziewczynce w rodzinie. Marysiu kochana, niech Twój czas na ziemi będzie dobry ! [/symple_highlight]

Masz ochotę na jeszcze jeden tekst o Ani? Kliknij po więcej