Ania z Zielonego Wzgórza w maju. Dom czyli mama

Maj. Miesiąc matur i bzów i wyświęconych ogrodów. Piękny taki. I ma ze świąt wszelakich to jedno, wyjątkowe. Dzień Matki.

Ciężko cokolwiek napisać, żeby nie wpaść w banał. Jak ładnie dziękować, co przygotować, jak uczynić ten dzień wyjątkowym napisano  już tak wiele. Jeszcze więcej jest o tym, kim jest matka, kim jest dobra matka, a kim matka Polka. Nie będę się powtarzać przecież.

Ania, mama, dom

Ale skoro to cykl o Ani, to zerknę, jak tam u niej z mamą. Sierotą była, wiemy wszyscy. Rozpaczliwie łaknęła bliskości, drugiego człowieka. To też jasne.

Przychodzi mi do głowy coś jeszcze innego. Myślę, że dla Ani, matka jako pojęcie była równoznaczna  z domem. To dom, Zielone Wzgórze, dawał jej wszystko to, co matka może dać dziecku. Otaczał ją ścianami – ramionami jak matka, chronił w wypadku sztormów, nie oceniał, nie wyśmiewał. Był. Czy nie tak właśnie robią nasze mamy?

Domownicy na Zielonym Wzgórzu, tak różni w okazywaniu uczuć,  składali się na portret matki Ani: zarówno surowość Maryli, jak bezwarunkowa akceptacja Mateusza, czy wreszcie serdeczne, choć wścibskie dogadywania pani Małgorzaty. To oni byli Ani rodziną, jej mamą, jej domem. Stąd czerpała siły i radości. Dom-matka, wywalczony, wymarzony, wybłagany, wcale nie taki chętny, żeby od początku zająć się małą wyrośniętą dziewczynką.

Trochę jak z matczyną miłością na początku – niby powinna pojawić się z pierwszym rzutem oka na nowonarodzone dziecko, ale przecież wszystkie wiemy, jak jest. Jednak kiedy już się jest, to nic matki nie ruszy. Stoi murem do końca. Jak dom stabilna. I jak dom, co jakiś czas potrzebująca remontu 😉

Odchodzenie na zawsze i powracanie na moment

I kiedy zostawiamy dom, to zostawiamy ją. Odchodzimy na studia, do pracy, do swoich rodzin, wreszcie emigrujemy. Dobrze chociaż, że kiedy wracamy, możemy przez chwilę zanurzyć się w ten wyjątkowy stan bycia zaopiekowanym. Możemy być dzieckiem, które uwielbia się przytulać, śmiać, wykrzykuje z radości i oczywiście zawsze ma ochotę na pomidorówkę made by mama.

 

“There’s just one spot on this road where I always feel suddenly….I’m home,'” said Anne. “It’s the top of the next hill, where we’ll see the lights of Green Gables. I’m just thinking of the supper Marilla will have ready for us. I believe I can smell it here. Oh, it’s good… good… good to be home again !”

At Green Gables every tree in the yard seemed to welcome her back…every lighted window was beckoning. And how good Marilla’s kitchen smelled as they opened the door. There were hugs and exclamations and laughter.

Ania z Szumiących Topoli

Dziękowanie mamom w dniu Matki, to dziękowanie za to, że był dom. Codziennie. I że jest dokąd wracać. Z daleka.

Cytatem o wiośnie się żegnam. Kapryśna, piękna, kwitnąca. Kanadyjska 🙂

Spring had come once more to Green Gables – the beautiful, capricious, reluctant Canadian spring, lingering along through April and May in a succession of sweet, fresh, chilly days, with pink sunsets and miracles of resurrection and growth.

Ania z Zielonego Wzgórza

[symple_box color=”blue” fade_in=”false” float=”center” text_align=”center” width=””]Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.[/symple_box]

PODZIEL SIĘ