Halo! Halo! Tutaj polskie radio w klonowym gaju. Nadajemy audycję z kanadyjskiego kraju!

Tym razem blogowo-radiowo, czyli Krzysiek i Maciek mówią w radiu, czy lubią Kanadę. Dorośli też coś tam wspomną od czasu do czasu 😉

Brzmi znajomo? Gdzieś tam przypominają sie słowa wierszyka dla dzieci? Dobrze pamiętacie. To będzie post o tym, jak rodzina Kanada się nada odwiedziła rodzinę radia….[hahaha, nie mogłam się powstrzymać]…. , jak Kanada się nada została zaproszona do audycji w polskim radiu IKS, nadającym ze studia w Surrey. Tadadam!

Radio, radio, radio. Wciąż gra i wciąż ma się dobrze. Wyrywkowo spytana koleżanka, od 6 lat w Vancouver, była zaskoczona, że jest  tutaj polskie radio. Ja sama, przyznam szczerze, też byłam zaskoczona, kiedy dostaliśmy na facebooku pytanie od Rafała, czy chcemy opowiedzieć na antenie, jak nam się Kanada nada. Zaskoczona, że są polskie audycje. A audycje są, bo są ludzie, którym się chce je robić.

Więc w tym miejscu piszemy wielkie: DZIĘKUJEMY!
Że Wam się chce robić polskie radio dla Polaków w Vancouver i okolicy.

 

Sobota 18. lutego, godzina już-nie-tak-bardzo poranna, pakujemy się do samochodu, na szczęście sprawnego. Ustawiony GPS pokazuje 30 minut drogi, włączamy audiobook “Baśniobór” (ostatnia miłość Kuby i Krzysia) i w drogę.

W Surrey, którego nie znam za dobrze, ale ze słyszenia wiem, że sporo się tam dzieje polonijnych wydarzeń, chociaż my mijamy tylko Hindusów na ulicach, lokalizujemy budynek radia RED, z którego nadaje polskie radio IKS.

I teraz nie będę się za bardzo rozpisywać, kim są ludzie, którym się chce robić radio, tylko dam linka do strony.

Kliknij i przeczytaj, kto robi polskie radio dla Polonii w Vanoucouver i okolicy

Fanpage radia IKS na Facebooku

Wchodzimy, chłopaki oczarowani widokiem tylu mikrofonów, bo już od dawna wizyta w radiu była na liście ich marzeń. Co niedzielę kusi ich trójkowa “Zagadkowa niedziela”, do której z Vancouver trudno 😉 się dodzwonić. A tu proszę, zaproszenie do Iksa i jeszcze będą mogli coś powiedzieć.

“Ale mamo, co ja mam powiedzieć?” – Krzyś gorączkowo przygotowywuje sobie skrypt. “Ładnie i wyraźnie odpowiesz na pytania, czy lubisz Kanadę, i co byś poradził dzieciom, które przyjeżdżają do Kanady z Polski, jak mają znaleźć kolegów?”.

Co Krzysiek powiedział, i czy Maciek lubi Vancouver usłyszycie w nagraniu poniżej. A także o tym, przy jakim filmie pracował Kuba, czego moim zdaniem potrzebują Polki w Vancouver oraz czy Kanada się nam nada?

(jeśli chcesz posłuchać konkretnie nas, to jesteśmy od minuty: 28:05, 35:00, 46:30, 54:05, 1:11:10, 1:23:00; wyszukał kolega Paweł z grupy facebookowej)

KLIKNIJ, ŻEBY POSŁUCHAĆ


Radio, tak jak blog, ma sens tylko wtedy, kiedy są ludzie, którzy go słuchają.

  • Dajcie znać, co chcielibyście usłyszeć w polskim radiu, jaką muzykę, jakie informacje?
  • Ktoś chce pomóc chłopakom przy tworzeniu audycji? Zgłaszać się do Rafała – radioiks@gmail.com

Bo skoro to radio dla nas, to nic o nas bez nas 😉


Podobało się? Kliknij ikonki poniżej i podziel się z innymi! Wtedy wiemy, co lubisz czytać

O Walentynek (zgubnym) wpływie… Dzień zakochanych po kanadyjsku

Całkiem nietypowy post walentynkowy…

Jakie to by było piękne napisać: historia miłosna tak się zaczyna, był pewien chłopak i pewna dziewczyna. W sam raz love story na Walentynki. Może innym razem tak będzie. Bo w życiu, naszym także, wzruszeń i miłości nie brakuje. Ale dziś mam dla Was całkiem nietypowy post walentynkowy, na szybko pisany.

Jak wygląda Dzień Zakochanych po kanadyjsku nie będę pisać.

Haha, spodziewaliście się  czegoś innego?

Mam dla Was scenkę rodzajową za to:

Akt pierwszy, czas akcji: zeszły tydzień

miejsce: sklep

Pani w sklepie zachwycona widząc,że wychodzimy z naręczem kolorowych kartek. Radośnie, niemal w pląsach, zagaja small talkiem: sami zrobicie kartki na Walentynki, a nie kupicie, pięknie, cudownie, dzisiaj wszyscy tylko gotowe kupują! Ja na to, że pewnie i tak ja będę wycinać, no i mam rację, od dwóch dni wycinam. I cały czas w gotowości, bo ze strony chłopaków cały czas słyszę: potrzebuję nożyczki, a nawet:  Mamo, nie słyszysz, że Krzysio potrzebuje nożyczki!?

miejsce: dom

Krzysiek zostaw tę książkę i zrób te Walentynki, żebyś je w końcu miał z głowy – no to jest zdanie, którego nie spodziewałam się powiedzieć… Krzysiek siedzi, a minę ma wcale niezadowoloną, bo pani powiedziała: Albo robisz kartki dla wszystkich, albo dla nikogo.

I Krzysiek siedzi i robi. I jęczy, że jeszcze mu brakuje, że potrzebuje jeszcze pięć. A muszę coś w nich napisać? A mogę we wszystkich to samo napisać? ojeju jeju.

Karteczki powycinane, naklejki ponaklejane, rysunki narysowane, popakowane w torebeczki, cicho czekają na Walentynki. Dwadzieścia kilka serduszek dla Maćkowych kolegów, i podobna ilość dla Krzysiowych.

Akt drugi, czas akcji: wieczór przed Walentynkami

miejsce: dom

Krzysio chory, charchocze i kaszle, prawie płuca wyplute, oj nie będziesz synku Walentynek w klasie obchodził. Mamo, mamo, jeszcze musimy do każdej kartki poprzyklejać po cukierku. O raju, godzina 22, wołam na pomoc posiłki: Kuba chodź, pomóż cukierki wklejać, ty wycinaj taśmę dwustronną, ja będę przyklejać czekoladki w środku.

Zrobione, popakowane, uff

Akt trzeci, czas akcji: dzisiaj tj. 14.02.2017, godzina coś około 9:30 rano PST

Krzysiek pod kołdrą, chory, rozpalony, dobra, to ja lecę do szkoły, zaniosę te Walentynki, co je od tygodnia robimy, niech się nie zmarnują.

Wychowawczyni Krzyśka wdzięczna, mówi, że kartki dla niego pozbiera i zostawi na biurku, w końcu inne dzieci też się narobiły (albo rodzice naprodukowali ;))

Już wracam do domu, zadowolona, dzwoni komórka.

Kuba: Oddaliśmy kartki Maćkowe, ale wiesz, że tam były jeszcze takie mniejsze trzy pudełka na Walentynki dla cioć z przedszkola? O żesz, no pewnie, że nie wiem, nie spodziewałam się, kartki dla nauczycielek niezrobione. Chryja, afera i wtopa.

Markotna wlokę się do domu, Krzysiek już w trochę lepszym stanie.

I dostaję od niego to:kartka walentynkowa od Krzysia_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

:))))))))))))))))))))


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi! Wtedy wiemy, co lubisz czytać.

 

Kanadyjskie góry zimą 2017. Narciarskie zdjęcia

Kolejna porcja zimowych zdjęć. Bo nasze “tu i teraz” to góry i narty, czasem słońce, czasem śnieg…

Jak są kanadyjskie góry zimą 2017, możecie spytać.

I co ja mam napisać? Mało mam doświadczenia z ośrodkami narciarskimi, bo to dopiero drugi sezon na nartach. Całe nasze doświadczenie sprowadza się do  miejsc dla narciarzy i snowboardzistów w Kolumbii Brytyjskiej tylko. Na pytanie: “jakie są?”, mogę napisać: “dobre są!” Zobacz poniższe zdjęcia, a także codziennie dodawaną porcję zimówek na naszym Instagramie. I sam zdecyduj!

Mount Washington położone jest na Wyspie Vancouver. Czy to wada czy raczej zaleta? Wada, bo pewnie będzie drogo, jak we wszystkich odizolowanych miejscach, do których większość rzeczy codziennego użytku i ciągłej potrzeby trzeba dowieźć. Z powodu oddalenia jest drożej, benzyna tak 1.5 raza.

Ale izolacja może też mieć swoje dobre strony: dalej znaczy mniej ludzi dojedzie. Może, ale nie musi. My wybraliśmy się na przedłużony weekendu, myśląc że w piątek to na pewno nie będzie ludzi. Przecież powinni być w pracy, albo przynajmniej w szkole. Jakie było nasze zdziwienie, widząc że na parkingu tłoczno, a i kolejki do wyciagu są.

Tłumy było “robione” przez starszych państwa, którzy już do pracy ani szkoły nie muszą się spieszyć. Muszą za to budzić zazdrość reszty kolejkowiczów, opowiadając jak to w czasie ferii wiosennych jadą na Hałaji, że mają tam kolegę i że zaoszczędzą dzięki niemu na mieszkaniu jakieś 8000 dolcow (omg jakie drogie są Hawaje, co?).

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_4

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_11

Poza miejsami występującym tłumem, Mount Washington Alpine Resort jest całkiem, całkiem. Trzy, w porywach do czterech, wyciągi. Jeden nawet 6-osobowy.

Nie muszę pisać, że na takich wyciągach, to dopiero życie towarzyskie kwitnie. A jakie lekcje angielskiego można pobrać! I wiedzy nabrać o: Kanadzie, premierze, pracy układacza wykładzin, sytuacji w sektorze paliwowym  w Albercie, jak to jest mieć 5 dzieci i wnuczka, kiedy dziecko kanadyjskie jest gotowe na łyżwy, i usłyszeć po chwili, oczywiście, że Polska to piękny kraj.

Lubię wyciągi, a te na górze Washington dają radę.

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_3

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_15

Jest też sporo tras narciarskich, największy do tej pory wybór, z jakiego mogliśmy skorzystać.

Trasy zielone szerokie, niebieskie strome i czarne, nawet podwójnie czarne, czyli one way ticket, śmierć w oczach i siup w dół. I może cię latem odnajdą. Jak śniegi stopnieją…

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_5

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_16

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_14

Cenowo nie oceniamy, bo nie płaciliśmy za bilet (one day pass). W ramach programu współpracy pomiędzy Mount Seymour a Mount Washington mamy dwa bilety wstępu za darmo. Juikajej ? !

Płaciliśmy za hotel w Campbell River 300 CAD za trzy noce. Standard przyzwoity: śniadanie kontynentalne czyli buła i dżem, oraz basen dla dzieci i jacuzzi dla doroslych (pytajcie o hot tub, bo to tutejszy odpowiednik wanny z ciepłymi bąbelkami).

Widoki też przyzwoite, nie wiem czemu, ale myśleliśmy, że z góry jedzie widać wyspę, jak na dłoni. Tak, orły geografii z nas.

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_6

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_10

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_9

Szlak narciarski:  Emerytura! Ochocho….

mount washington 2017_kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w vancouver i emigracji do kanady_12

A Manning Park?

To był nasz drugi wyjazd do Manning Park. Chcesz przeczytać relację z pierwszego? Znajdziesz tam szczegóły o pobycie w tym narciarskim ośrodku (mniejszy niż Mount Washington)

Trafiła nam się miodzio pogoda.

A resztę dopowiedzą zdjęcia.

Manning Park 2017_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_4

Manning Park 2017_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_2

Manning Park 2017_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_1

Manning Park 2017_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_3

A jak u Was ferie zimowe? Śniegowo-górskie czy raczej zaciszno-domowe (marzę o takich….)?

więcej śniegowych zdjęć obejrzysz pod tym linkiem


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi! Wtedy wiemy, co jeszcze dla Ciebie napisać!

 

Pierwszy miesiąc nauki web development

Wiesz już z tego wpisu, że 2017 to mój rok- krok w stronę IT. A konkretnie zdobycie umiejętności junior front-end developera. Wpisałam taki tytuł, ale jeszcze nie do końca wiem, czy to jest to, co chcę robić. Od czegoś trzeba jednak zacząć…

Uchuchu, już mi skóra cierpnie. Boję się. I trochę mam lenia. Ale będę walczyć z nim.

Zapytałam na FB, czy pisać na ten temat. Nie spodziewałam się takiego odzewu 🙂 Co jakiś czas będę zatem publikować krótki stan moich postępów. To też zabieg motywacyjny – muszę coś robić, żeby mieć o czym tutaj napisać, hehe.


Ponieważ temat przebranżowienia się odbiega nieco od standardowej tematyki naszego bloga, postanowiłam wyróżnić te posty nieco inną grafiką.

(A przy okazji. Nie poradzę. Dziś róż i już! W domu trzech facetów, tylko dresy i dżinsy, to sobie chociaż tak odbiję. Myślisz, że wyrosnę z tego?)


Ok, to teraz mięsko, czyli jak wyglądał:

Pierwszy miesiąc samodzielnej nauki zawodu Front-End Web Developer

Zaczynanie, zaczynanie, zaczynanie…

Wszyscy mówią: po prostu zacznij. Zrób pierwszy krok, bo od niego zaczyna się każda podróż. Nie przeczę, rada jak najbardziej słuszna. Ale co, jeśli nawet nie wiem, jak zacząć, gdzie zacząć, od czego zacząć?

2 lata temu po prostu weszłam w link do coursera.org, zobaczyłam kurs: Python for everybody i zapisałam się, i przez kilka tygodni uczyłam się według filmików instruktażowych. Ja go nie skończyłam, ale znam takich, co skończyli. Więc się da!

Teraz jest mi trudniej. Chociaż łatwiej też, w pewnym sensie.

Sposobów na rozpoczęcie nauki jest tak dużo, a większość z nich na wyciągnięcie ręki.

W samym Vancouver chyba ze trzy instytucje oferują IT bootcamps, czyli intensywne szkolenia całodniowe, trwające po kilka tygodni, gdzie poprzez praktykę nabędziesz niezbędną wiedzę. Poza tym dostępne są kursy w collegach, na uniwerkach, czyli standardowa akademicka ścieżka do zdobycia tytułu Master of Computer Science. I w końcu ogrom wiedzy w internecie, często za darmo, lub za grosze.

Jak się w tym nie pogubić? Niełatwo.


Strony i kursy, od których zaczęłam naukę

Ja najpierw przejrzałam bloga Żanety. Dziewczyna-blogerka-matka-programistka, kto, jak nie ona zrozumie drugą dziewczynę, też blogerkę, też matkę, i, mam nadzieję, programistę in spe? Żaneta ma całą serię postów, jak zacząć programowanie.

Rzeczy z listy “do zrobienia” w pierwszym miesiącu mojej nauki:

  • Zarejestrować się na codepen.io i tam próbować pisać kod.

Konto założone, coś tam już poklikałam. To jest takie miejsce w sieci, gdzie piszesz i od razu widzisz, jak to wygląda. Nie trzeba instalować nic na komputerze.

Któreś soboty przekonałam się jednak, co to znaczy to słynne zawołanie informatyków: No jak to nie działa?! U mnie działa! Na codepen.io nie wyświetliło mi się poprawne formatowanie, a po zapisaniu kodu w edytorze już tak. Hm…

Zapisałam się. Można tam robić króciutkie ćwiczenia, których rezultat od razu widzisz na stronie. Nie trzeba instalować żadnych konsoli (jeszcze nie wiem, co to takiego), ani edytorów tekstów.

Na codeacademy.com zrobiłam podstawowy kurs HTMLa i CSSa, na freecodecamp zrobiłam ćwiczenia i doszłam do momentu, kiedy czas już pisać stronę.

Nie wiem jeszcze nic o JavaScript, chociaż na freecodecamp były ćwiczenia z jQuery. Ale nie powiem, żebym wiedziała, co co chodzi.

  • W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że dużo też mi daje oglądanie filmików instruktażowych. Wyżej wymienione miejsca oferują naukę samodzielną bez komentarzy i video.

Wiem, wiem, od oglądania nikt się jeszcze nie nauczył pisać kodu, ale w moim przypadku, na początku, działa. Kurs, którego słuchałam w styczniu (i w lutym kontynuuję) to na coursera.orgHTML, CSS, and Javascript for Web Developers. Odpowiadał mi akcent, szybkość wymowy prowadzącego, i właśnie jestem w trakcie kodowania “wraz z nim” strony internetowej koszernej restauracji.

Słucham też czasami kursu Daniela Mizielińskiego na kursownik.pl (offtop: Kuba studiował z nim i jego żoną, Olą, na warszawskiej ASP) Jako jedyny z opisanych tutaj kursów, ten jest po polsku. Filmiki są dość długie i trochę nie do końca wpisują się w moje ramy czasowe. Jak masz więcej czasu, śmiało zaglądaj!

Żaneta przygotowała również na swojej grupie na FB bardzo pomocne posty z podsumowaniem jak zacząc, pełne linków jak keks rodzynek. Koniecznie przeczytaj.

Tyle w temacie materiałów, z których się uczę.

A teraz:

Mój sposób na samodzielną efektywną naukę z domu?
Jeszcze nad tym pracuję…

Przyznam się od razu, że muszę wiele rzeczy czytać po kilka razy i wracać do materiałów po kilka razy. Głównie dlatego, że moja nauka ma charakter “siadam, bo akurat mam czas, dzieci jedzą albo oglądają i jest cisza”.

Na początku stycznia nie wiedziałam, jaki sposób nauki będzie mi najbardziej odpowiadał. Kiedy będę się uczyć?Gdzie się będę uczyć? Korzystam z mojego starego laptopa, który czasy świetności ma już za sobą…

Postanowiłam wstawać trochę przed chłopakami, około 6-6:30 i te chwile przeznaczyć na naukę. Niestety zimowa, ponura noc kilkakrotnie mnie pokonała i ten nawyk muszę jeszcze w sobie wykształcić.

Chciałam też na naukę przeznaczyć godziny poranne, cztery razy w tygodniu, trzy godziny, kiedy Maciek jest w przedszkolu. I na tym polu muszę jeszcze popracować nad skutecznym planowaniem czasu i zadań.

W styczniu przytrafiło się prawo jazdy, do którego uczyłam się i jeździłam. Ostatnio choróbsko. Nie do końca ograniczyłam pracę nad blogiem. Posty styczniowe się ukazały przecież, trochę występów gościnnych, czy przygotowanie kolejnej rundy Polskich Babskich Spotkań.

Eeee, wygląda, że się tłumaczę.

W lutym będzie lepiej. W planie mam spotkanie Vancouver women in tech. A co! Kontunuuję rozpoczęte kursy i będę pisać prostą stronę w oparciu o bibliotekę Bootstrapa. Nie, nie będę się opierać o regał z książkami, ale i tak sporo czytania mnie czeka 😀

Serdeczności!