Poradnik – praca w Kanadzie

Post-kolos czyli poradnik o pracy w Kanadzie. Tak. Taki post musi być!

To będzie drugi post z cyklu: poradnik. Spodobał Wam się ten pierwszy, o służbie zdrowia.

Poradnik-praca w Kanadzie to jest temat na grubaśną książkę, bo praca w Kanadzie to najczęściej wyszukiwana fraza przez osoby chcące wyemigrować do kraju klonowego liścia.


Post z założenia ma charakter “ciąg dalszy nastąpi”, czyli będzie uzupełniany o nowe informacje. Jeśli jest jakieś zagadnienie, które Cię interesuje, a dotyczy pracy w Kanadzie, koniecznie daj znać. A jeśli coś wygląda inaczej, niż napisałam, daj znać tym bardziej. Inni czytelnicy Ci za to podziękują!


 

Zacznę tak: znajdziesz pracę w Kanadzie. Praca jest. Pytanie tylko, w jakim stopniu wpisuje się ona w Twoje oczekiwania. Bo te, jak pokazuje niejedna ludzka historia, mogą się nieco rozmijać z rzeczywistością.

 

First things first. Czyli masz pozwolenie na pracę.

I zanim jeszcze ktokolwiek będzie czytać dalej, napiszę, że to nie jest post z radami, jak zdobyć pozwolenie na pracę czyli work permit. O tym być może będzie kiedy indziej. Tutaj chcę kompleksowo potraktować temat pracy w Kanadzie, z naciskiem na Kolumbię Brytyjską. Czyli działkę employment and business [westchnięcie, bo o business mam bardzo mgliste pojęcie]

Zacznę od kilku terminów:

#1 credentials, czyli kwalifikacje

Aby dobrze pracować w Kanadzie potrzebujesz mieć potwierdzenie tego, co już umiesz. Czyli musisz pokazać, jakie masz kwalifikacje, żeby dany zawód wykonywać.

Gromadząc informacje o swoim zawodzie w Kanadzie możesz się spotkać z następującymi wyrażeniami: credentials [kwalifikacje zawodowe w formie papierowej], diplomas [dyplomy], certificates of merit [potwierdzenie dokonań naukowych/zawodowych], school completion records albo reports [świadectwa szkolne / akademickie], licence to practise [licencja zawodowa]. Przydadzą się także referencje z poprzednich miejsc pracy [zawsze możesz napisać kilka zdań samemu i poprosić przełożonego czy dział kadr o podpisanie się].

Wszystkie te dokumenty powinieneś mieć po angielsku lub francusku, żeby w razie konieczności łatwiej wystąpić o uznanie Twoich kwalifikacji zgodnie z wymogami w Kanadzie.

Więc jeśli powziąłeś decyzję: będę pracować (i żyć) w  Kanadzie, to o tych dokumentach zacznij myśleć od razu. Szczególnie jeśli wykonujesz zawód regulowany.

Co prowadzi nas do drugiego punktu:

#2 regulated occupations, czyli zawody regulowane

Problemem jest brak spójności w tej dziedzinie na szczeblu krajowym. Każda prowincja/terytorium ma swoje zasady uznawalności dyplomów zdobytych zagranicą (czy poza prowincją) i swoje wymagania, co do uzupełnienia wykształcenia / treningu zawodowego, żeby wykonywać zawód regulowany.

W samej Kolumbii Brytyjskiej jest ponad 280 zawodów, które są regulowane, czyli można je wykonywać tylko będąc zarejestrowanym. Każda z tych profesji ma inne wymagania, które trzeba spełnić, żeby móc je wykonywać jako internationally trained worker.

Wszystkie informacje o zawodach regulowanych w Kolumbii Brytyjskiej znajdziesz pod tym linkiem, a tutaj jest lista zawodów regulowanych w B.C.

Uwaga: te same zawody nie muszą być regulowane na terenie całej Kanady!


Żeby znaleźć informacje o wymaganiach dotyczących Twojego zawodu w danej prowincji/terytorium:

1. wpisz w wyszukiwarkę: “nazwa zawodu”+”requirements (lub) regulatory body”+”nazwa prowincji/terytorium”

2. idź do tej strony: The Canadian Information Centre for International Credentials (CICIC)


Strona CICIC nie jest ośrodkiem, który oceni Twoje kwalifikacje czy wyda Ci zaświadczenie. Znajdziesz tam informacje o swoim zawodzie w Kanadzie, a linki pokierują Cię dalej.

Jak wspomniałam, poszczególne zawody wymagają różnych dokumentów. Prawie na pewno zostaniesz poproszony o ocenę (ewaluację) Twojego wykształcenia pod kątem wykonywania danej profesji. Niektóre z organizacji zawodowych robią to same, wewnętrznie, inne korzystają z usług zewnętrznych “oceniaczy”. Zanim wyślesz gdzieś swoje świadectwo, sprawdź zasady (żebyś nie przepłacał za niepotrzebne ocenianie Twoich dyplomów). Organizacją, która zajmuje się  odpłatnie oceną edukacji spoza Kanady jest The International Credential Evaluation Service (ICES).

Poza powyższym, możesz zostać poproszony o:

  • udowodnienie znajomości języka angielskiego / francuskiego,
  • podjęcie dodatkowej nauki na terenie Kanady
  • zdanie egzaminu zawodowego przed komisją

Całość może trwać długo i kosztować sporo. Spróbuj zapytać również w Polsce, czy w innym kraju, gdzie aktualnie pracujesz, czy nie mają programów partnerskich z Kanadą. Zdziwisz się, jak wiele można się dowiedzieć, pytając w mało oczywistych miejscach.

Jeśli jesteś w B.C, być może masz szansę na pomoc finansową podczas rejestracji. Sprawdź również te strony:

#3 zawody nieregulowane

W przypadku zawodów nieregulowanych (non-regulated occupation) nie jest konieczne posiadanie licencji czy rejestracja, żeby pracować w tym zawodzie w Kanadzie. Większość z takich zawodów ma jednak swoje organizacje (association of) więc śmiało guglaj je w poszukiwaniu rad (best practices). Możesz pracować, jak tylko pomyślnie uda Ci się znaleźć pracę. Polecam jednak być przygotowanym do szukania pracy tak jak w zawodach regulowanych, czyli mieć historię pracy, referencje z poprzednich miejsc pracy czy potwierdzenie kwalifikacji.

Najbardziej popularne zawody regulowane: lekarz, inżynier, fizjoterapeuta, pielęgniarka, prawnik, nauczyciel, pracownik socjalny.

#4 prawo pracy

Prawo pracy, standardy zatrudnienia, minimalna liczba godzin, nadgodziny, płaca minimalna, wszystkie te pracowe aspekty różnią się w zależności od prowincji / terytorium.  To, co jest wspólne dla całego kraju: 40-godzinny tydzień pracy i prawo do półgodzinnej przerwy co 5 godzin.  W większości firm płaci się również za nadgodziny (oczywiście będą firmy, które tego nie robią, ale to akurat nie jest wyjątkowe dla Kanady).


Żeby znaleźć aktualne prawo pracy, wpisz w wyszukiwarkę Employment Standards Act +nazwa prowincji/terytorium.


#5 NOC czyli National Occupation Classification

Jeśli zdecydujesz się na emigrację do Kanady, na pewno zetkniesz się z pojęciem: NOC. Do wielu programów emigracyjnych wymagana jest bowiem kanadyjska oferta pracy, której wartość wyraża się właśnie poprzez kwalifikację NOC.

To jest ogólnokrajowy system, który pokazuje klasyfikacje zawodów w Kanadzie. W uproszczeniu zawody (zarówno regulowane, jak i nieregulowane) podzielone są na 5 grup:

  • 0: Management jobs – stanowiska dyrektorskie, zarządzające, menadżerskie, kierownicze
  • A: Professional jobs – specjaliści z wyższym wykształceniem, “białe kołnierzyki”
  • B: Technical jobs and skilled trades – pracownicy z wykształceniem kierunkowym o określonym fachu
  • C: Intermediate jobs
  • D: Labour jobs – zawody niewymagające wykształcenia

Znajdź swój NOC próbując dopasować wykonywany obecnie zawód do kanadyjskiego opisu. Numer będzie ci potrzebny także do aplikowania o pobyt stały.

 #6 Rodzaje zatrudnienia: permanent / temporary job, full time / part-time job, freelancer, contractor

Umowa na czas nieokreślony czyli permanent job to najczęstsza forma zatrudnienia. Zwykle permanent job to jednocześnie full time job, czyli praca na cały etat.

Będziesz miał określoną pensję (czasami z prowizją), czas i miejsce pracy, płatne urlopy (choć zapomnij o 26 dniach wolnego, jaki ustawowo przysługuje w Polsce). Urlopy wypoczynkowe, zwolnienia lekarskie, dni “na dziecko” czy urlopy okolicznościowe, wszystko to powinno zostać zawarte w Twojej umowie o pracę. Ponieważ Act of Labour czyli odpowiednik polskiego Kodeksu Pracy jest dość elastyczny w wielu kwestiach i zostawia je w gestii pracodawcy. Od Twojej pensji (paycheck, payroll) będą odciągane składki na ubezpieczenie społeczne (jak na polski ZUS) – Employment Insurance oraz Canada Pension Plan, składki na podatek dochodowy: Income Tax, czasami również składki na ubezpiecznie zdrowotne (podstawowe: premiums i rozszerzone: extended medical care; więcej poczytaj w poradniku o służbie zdrowia) oraz składki na związki zawodowe: Union Fees / Dues (w Kanadzie wciąż dość popularne w wielu dużych firmach).

Kiedy stracisz taką pracę nie z własnej woli, najpewniej będzie Ci przysługiwał zasiłek wypłacany z Employmeny Insurance.

#stawka minimalna czyli ile zarobisz na godzinę?

Stawka minimalna w B.C. jest naprawdę minimalna, ale od jakiegoś czasu nie jest najniższa w Kanadzie. Obecnie wynosi 10.85 CAD. Wszystkie dane o stawce godzinowej w różnych prowincjach znajdziesz na tej stronie. A jeśli interesuje Cię, na ile ta kwota zmieni się w przyszłych latach, zajrzyj tutaj (i wybierz w okienku: Select the decade odpowiednie daty).

>>>> post o stawce minimalnej

a skoro przy stawce minimalnej jesteśmy:

#pensja i czy wystarczy na życie

W końcu przede wszystkim dlatego pracujemy.

Podrzucam link, z którym jesienią podzieliła się z nami czytelniczka (dziękujemy Małgosiu). Na tej stronie po wpisaniu swojego dochodu z Polski będziesz mógł porównać ceny produktów i usług w Vancouver. Możesz wpisać dowolne polskie i kanadyjskie miasto. Bardzo dobra porównywarka.

W tym miejscu stawiam kropkę, ale to na pewno nie jest ostatnie słowo.


I jeszcze bonus, czyli spis treści tekstów o pracy w Kanadzie:

Inni blogerzy i vlogerzy kanadyjscy o pracy:

ps. Znasz dobry tekst o pracy w Kanadzie? Napisz w komentarzu linka, a dodamy do listy. Nowe osoby szukające informacji na pewno ci podziękują!


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

 

Jak się macie zimą 2016-2017?

Dłuższy wpis o grudniu i styczniu. W grudniu było fajnie, bo sporo atrakcji, a styczniu jest spokojnie, bo codzienność się kłania. I wymaga uwagi.

Pod wpisem o moich planach zawodowych napisaliście mi sporo miłych i ciepłych słów. Czuję się zmotywowana i tym chętniej przedzieram się przez linijki kodu. Zima nie odpuszcza, a ja, chociaż chętniej odpuściłabym sobie wstawanie przed chłopakami, jednak wstaję i klikam drobnym maczkiem.

Korzystam z darmowych kursów na codeacademy.com oraz na coursera.com

Szkoła i przedszkole trwają zwykle od 9 rano do południa / popołudnia, a potem czas na inne zajęcia. Jak wypada pro-d day, czas tylko na zadania typowo “mamowe”. Zwykłe życie.

Codzienność grudnia Anno Domini 2016 przemknęła na blogu wręcz niezauważona. Co to te kilka zdawkowych wpisów? Nadrabiam zatem, pisząc kilka słów o tym, co robiliśmy w grudniu. I co możemy polecić.

Atrakcje wyjściowe w grudniu 2016: opera i balet w Vancouver

W sumie trzeci grudzień w Kanadzie nie różnił się za wiele od tych dwóch poprzednich. Nie powtarzaliśmy w tym roku niektórych atrakcji, takich jak jarmarki bożonarodzeniowe, śniadanie z Mikołajem czy Festival of Lights w ogrodzie VanDusen.

Balet

Za to pierwszy raz wybraliśmy się rodzinnie na balet Dziadek do orzechów wystawiany przez Goh Ballett. O tym przedstawieniu koleżanka Sarah mówi, że to must-see każdego kanadyjskiego dziecka, więc tym bardziej mieliśmy ochotę zobaczyć. Bilety niestety nie należą do najtańszych, ale mieliśmy wyjątkowe szczęście skorzystać z darmowych wejściówek  z biblioteki publicznej w Vancouver. (W osobnym wpisie o VPL napiszę więcej). Mogę z czystym sumieniem polecić balet, bo wszystkim nam się bardzo podobało, a Maciek był zauroczony i przez cały czas wpatrywał się w scenę.

Opera

W grudniu byliśmy także na przedstawieniu Hansel i Gretel w Operze. I znowu strzał w dziesiątkę – przedstawienie ma wprawdzie oznaczenie kategorii wiekowej +6lat, ale Maciek i tym razem był wdzięcznym słuchaczem. Nie bez znaczenia był fakt, że opera była bardzo dziecio-przyjazna, sporo zmian dekoracji, wychodzenie do widowni, dodatkowe napisy nad sceną, dla tych, którzy nie usłyszeli kwestii aktorów.

Żal mam jedynie do siebie. Organizując na szybko nasze wyjście, zapomniałam, że “specjalna okazja wymaga specjalnego stroju” i byliśmy w tej kwestii nieprzygotowani. Nie powtarzajcie naszego błędu, bo wielu Vankuwerczyków było ubranych odświętnie i z przyjemnością się na nich patrzyło. Nie to, co my. Dżinsy rules, ale nie na widowni teatralnej [wstydzę się].

Święta

Święta minęły miło i szybko. W tym wpisie podałam nasz przepis na Gwiazdkę i przyznam, że i w tym roku była bardzo dobra. I smaczna.

Jedna uwaga: czas pomiędzy Bożym Narodzeniem a Sylwestrem jest wolny od szkoły i pracy dla wielu mieszkańców. To również taki czas, kiedy atrakcje turystyczne miasta przeżywają oblężenie i nierzadko stoi się w kilkugodzinnych kolejkach. Do wyciągu, kolejki, czy nawet na lunch w któreś z modnych knajpek. Nie polecamy! Szczególnie jeśli wybieracie się z małymi dziećmi, którym nijak nie wytłumaczysz, że swoje trzeba odczekać.

Nasza rada jak zwykle ta sama: homing czyli domówki, czyli spotykamy się raz u jednych, raz u drugich. I u trzecich też. Pogoda i tak nie zachęca do dłuższego pobytu na dworze.

No dobrze, to grudzień tak wyglądał. A styczeń?

Dzień za dniem, czyli styczeń 2017. Samochód, PR, zajęcia, zdrowie i inne drobiazgi

Samochód

W styczniu staliśmy się posiadaczami przechodzonego samochodu mazda 6, kolor czarny (jak akurat jest umyty), miejsc 6, bo zapobiegawczo myślimy już o tej części rodziny, która nie przylatuje do Kanady, tylko dlatego, że nie mieliśmy samochodu 😉 Kochani, już jest! Możecie się pakować i przylatywać do nas.

Skoro jest samochód, musi być i prawo jazdy (temat na osobny wpis, nie bój się, będzie). Teraz tylko wspomnę, że właśnie je robię. Jak zrobię, to się pochwalę. Jak nie zrobię, to się pożalę.

Pobyt stały

Mamy też nadzieję na w miarę szybki finał starań o stały pobyt. I o tym również napiszę więcej w osobnym poście, dość, że właśnie dostaliśmy kolejny email od Immigration Canada, że musimy dosłać dokumenty, zdjęcia i płatności. Wszystko razy 4. Zdjęcia muszą być komercyjne i pewnie dlatego każdy z nas wygląda na nich jak skazaniec. Z wyjątkiem Maćka, który wygląda jak zombie (słowa kochającego braciszka). Zdjęć zatem litościwie nie pokażemy Wam. Jeszcze jakieś koszmary się przyśnią…

Zajęcia dodatkowe popołudniowe chłopaków

Styczeń to również zajęcia popołudniowe niemal co dzień. Nie jest to najlepsze rozwiązanie i już odczuwam skutki negatywne takiego przeładowania programu, ale jeszcze ciągniemy ten maraton: poniedziałek: łyżwy/gitara Krzyśka, wtorek: basen, środa: łyżwy, czwartek: zajęcia sportowe, piątek: playdates (zabawa u kogoś w domu) u nas albo trzeba gdzieś chłopaków zawieźć, weekend: narty. Na zajęcia sporotowe, łyżwy i basen chodzimy na najpiękniejszy kompleks sportowy w Vancouver, czyli do Hillcrest Community Centre (Hillcrest Ice Rink oraz Hillcrest Aquatic Centre). Wybudowany na Olimpiadę 2010, wciąż jest nowy i funkcjonalny. Jakby ktoś nas szukał, popołudniami tam jesteśmy.

Lekcje polskiego

A po powrocie, wieczorem, mamy jeszcze lekcje polskiego. Bardzo dużo zadają i bardzo dużo materiału jest. Za dużo. Nie wiem, czy w przyszłym roku szkolnym będziemy kontynuować naukę z orpeg.pl. Bo chociaż forma jest wygodna i potrzeba nauki niezaprzeczalna, to jednak coraz więcej rzeczy nas uwiera przy takiej formie uczenia się. Przeładowanie nauką na pewno nie pomaga. Kolejny raport językowo-oświatowy chłopaków już wkrótce!

Taki tryb życia lekko nas oszołomił, jakoś w Warszawie wszystko szło bardziej spokojnie, ale może to wciąż kwestia przyzwyczajenia?

Zdrowie

Badamy się też i lekarsko wizytujemy. Ja na przykład muszę odwiedzić neurologa. Bo jak nie ma zdrowia, to i tak reszta psu na budę. Przyjmę dobre myśli i życzenia powodzenia w każdej ilości.

Staramy się wypracować codzienne nawyki, nawet niewielkie, np. żeby Krzysiek zjadł jabłko. Jedno na dzień. Albo, żeby wyjść, chociaż na 10 minut, na spacer. I nie dogryzać wieczorami. Zrobiliśmy sobie tabelkę na ścianę i się wpisujemy, a jak ktoś przez 30 dni wytrzyma, będzie nagroda!

W styczniu zaczęliśmy też wycieczki poza Vancouver i już wkrótce więcej o Wyspie Vancouver i o naszych nartach w Manning Park (a tak było w zeszłym roku)

I tak sobie mija dzień za dniem, 2,5 roku w Kanadzie! Więcej nie piszę, bo nie ma o czym 😉


Podobne posty o codzienności i emocjach:


Ruszyły losowania na program International Experience Canada! Dajcie znać, kto ma w planach Zachodnią Kanadę na 2017? Zobaczymy się w Vancouver?

 


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

 

Akcja “Zima w mieście!” Co różni polską zimę od kanadyjskiej?

Zima, zima, zima trzyma. Cywilizowana w Vancouver czy raczej standardowe “śnieg zaskoczył drogowców”. Przeczytaj jak miasto sobie radzi. A właściwie, jak sobie nie radzi.

Takiej zimy najstarsi Vankuwerczycy nie pamiętają, przynajmniej zdaniem mojej koleżanki Heather, urodzonej w Kelownie, zamieszkałej w Vancouver… w sumie to nie wiem, jak długo. Otóż ta koleżanka twierdzi, że ostatni raz tak śnieżyło 8 lat temu.

Pewna kanadyjska babcia, której imienia nie pamiętam, a której wnuczek chodzi z Maćkiem do preschool, potakuje.

Znaczy zima 2016-2017 ciężka jest. Jak na Vancouver. Bo przy reszcie Kanady może się schować ta zima.

Ale ponieważ każda pliszka swój ogonek chwali, to post będzie o naszej zimie. W mieście. Z deszczem to ona ma niewiele wspólnego, za to dużo ze śniegiem.

Chcę Was zaprosić do zabawy znajdź różnicę. Co różni polską zimę od kanadyjskiej?

Ale nie tylko różnice znajdziesz w poniższym wpisie. Będą też podobieństwa.

To zaczynamy:

#przygotowanie na spodziewane opady śniegu

 

Zima w Vancouver może wydawać się łagodniejsza niż w innych regionach Kanady, ale dyskutowanie o niej i reakcje na nią są takie, jakby zasypało miasto po czubek góry Grouse Mountain.

Po prawdzie nikt nie wrzuca postów na fejsbuku czy nie publikuje zdjęć na instagramie, gdzie od 3 rano łopatką dzielnie odśnieża swoje auto, ale dużo się o zimie w mieście mówi.

Przed pierwszym spodziewanym większym opadem śniegu dostałam trzy emaile ze szkoły i przed-szkoły (preschool) informujące o potencjalnym zamknięciu placówek. Z powodu śniegu oczywiście.

Emaile przyszły w odstępach kilkugodzinnych, a najważniejsze zdanie napisane grubą czcionką brzmiało: NIE DZWONIĆ DO SZKOŁY, KIEDY ZAMKNIĘTA! Tylko dowiadywać się na infoliniach specjalnych, w mediach społecznościowych i słuchając radia. I rzeczywiście od rana na twitterze trwała konferencja pani z odpowiedniego departamentu w ratuszu, która mówiła o śniegu.

Ale, uwaga podobieństwo, niewiele z tego mówienia wynikało. Bo kiedy wszyscy o śniegu mówili, z góry przepraszali za zimowe niedogodności i warunki pogodowe, to w tym czasie nie było już nikogo, kto by śnieg sprzątał.

Co prowadzi nas do następnego punktu:

#odśnieżanie bocznych ulic. A właściwie odśnieżanie w ogóle. Całego miasta

 

Mieszkasz w domu w dzielnicy domków jednorodzinnych? Miasto może mieć problem z odśnieżeniem dojazdu do twojego domu.

A także problem bardziej palący – odbiór śmieci, które potrafią długo zalegać na ulicy. W tym czasie władze Vancouver na swoim fanpage przepraszają za brak odbioru śmieci.

Podczas tych kilku dni, kiedy w Vancouver padał śnieg, miasto nie było odśnieżane. Trudno wywinąć się hasłem: Zima zaskoczyła drogowców, bo, patrz punkt pierwszy, o opadach wiedziano już wcześniej.

 

To, co najbardziej zaskoczyło, to śnieg. A nie deszcz. Bo deszcz już nikogo nie zaskakuje.

 

 

Do tej pory, wysoce regularnie i z prawie 100% pewnością, jak przewidywano śnieg, to padał deszcz. A na deszcz nie trzeba wysyłać piaskarek czy pługów śnieżnych. Nastąpiło więc tak zwane zdziwko. Zima zaskoczyła drogowców.

Podobnie, jak w Polsce, część ludzi na Facebooku pomstowała na nieprzygotowanie miasta. Na błoto pośniegowe zalegające stosami na chodnikach.

Autobusy zmieniły trasy. W jeden taki śnieżny dzień po odstaniu prawie godziny na przystanku autobusowym zrezygnowaliśmy z wycieczki publicznym transportem.

Trochę inaczej niż w Polsce, na Facebooku było słychać też tych, którzy tonowali emocje i mówili: Ludzie wyluzujcie, jest zima, to musi być zimno.

Ta strona obywatelskiej myśli publicznej była nawet głośniejsza. I radośniejsza.

Nikt się nie obrażał na memy przygotowane przez Kanadyjczyków z prowincji centralnych, gdzie zima trwa najmniej miesięcy i jest minus 30 stopniu w słońcu, którzy radzili Vankuwerczykom jak przetrwać te ponure, śniegowo-deszczowe dni. I nie zapaść na depresję. Albo co powiedzieć szefowi, po tym, jak się dwie godziny spóźnisz do pracy.

Tak było jakoś do trzeciej, może czwartej śnieżycy. Bo ostatnie dwa tygodnie przestało być miło. Serio.

Wspomniana wyżej babcia opowiedziała nam na placu zabaw mrożącą krew w żyłach historię.

Któregoś dnia, rano, wybrała się pod remizę nr 14 po piasek. Miasto i straż pożarna zapowiedzieli, że mieszkańcy mogą zgłaszać się po bezpłatny piasek i sól, dzięki którym będą mogli samodzielnie uporać się ze zlodowaciałym śniegiem.

Niestety zasobów było za mało  dla wszystkich. Doszło do przepychanek w kolejce, złożonej głównie z seniorów.

Babcia Masona była poruszona – wyobrażasz to sobie? Wojna o piasek! PIASEK!

Czy władzom zabrakło wyobraźni, że zabraknie soli i piasku? Otóż nie. Co bardziej zapobiegliwi mieszkańcy pobrali ponadprzydziałowe ilości. A potem rozkręcali handelek na craiglist (jak polskie Allegro), sprzedając wiaderko darmowej miejskiej soli za 80CAD.

Ha! Nie wiem, jak ty, ale ja widzę podobieństwo do polskich historyczno-kulurowo-ekonomicznych zachowań 😉

Wisienka na torcie: małe zdjęcie – przepis na miksturę roztapiającą śnieg. Domowe sposoby najlepsze i nie trzeba się przepychać w kolejce po wiaderko piasku!

Ice melt_recipe_Kanada się nada_blog o polekije rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

Gotowi na jeszcze trochę? To punkt następny

#jakość śniegu – sprzątanie po psach

Śnieg w Vancouver jest taki, jaki powinien być. Czyli biały i czysty. Przynajmniej zaraz po tym, jak spadnie. I tak, tutaj też rodzice wołają za dziećmi: do not eat yellow snow!

Ale ryzyko, że dzieciak buty przyniesie uwalone niespodzianką po psie, jest bliskie zeru. Zresztą ryzyko jest tak samo niewielkie latem, kiedy nie ma śniegu, ale jest trawa, po której dzieci lubią biegać. Psy też lubią, co się dziwisz.

Ale niespodzianek po sobie nie zostawiają, bo właściciele sprzątają. Normalna sprawa.

 

Chyba tyle. I tak najlepsze z całej zimy w Vancouver jest to, że szybko można z miasta czmychnąć w góry. A tam to już bajka i poezja w jednym. Nie wierzysz? Zajrzyj na nasz instagram po śnieg i słońce.

A dla wszystkich tych, co zimy nie lubią – wygodnego leżenia pod kocem! Ty też leżysz?


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

 

To nie plan na 2017. Rozważania o zmianie zawodu. Mojego.

W ostatnim wpisie było, ze jestem zbyt zmęczona, żeby planować 2017. To zatem nie jest plan. A raczej ogólna wytyczna, czym się będę zajmować. Jak nie będę się zajmować chłopcami. I blogiem 🙂

Jeśli czytasz nasz blog od dawna, wiesz, że ten blog jest mniej o Kanadzie, a bardziej o nas w Kanadzie. Dlatego być może czasami trudno Ci jest znaleźć informacje nienaznaczone naszym subiektywnym spojrzeniem. Albo doświadczeniem.

O blogu

Często treści, którymi się z Tobą dzielę, wydają się sprzeczne. No bo jak, raz nam się Kanada podoba, a raz nie. Jak zachwyca, jak nie zachwyca. I w ogóle to lepiej byś Kaśka pisała więcej o tym, jak zdobyć prawo stałego pobytu w Kanadzie.

Podsumuję to tak: chcę pisać, to co Ty chcesz czytać. Nie wiem jeszcze, na jakich tematach skupię się na blogu, bo z planu na 2017 mam na razie tylko: napisać plan na bloga. Być może będzie więcej tekstów specjalistycznych, bo wiem, że ich szuka najwięcej osób. Z kolei posty o emocjach są najczęściej czytane. I takie też wypadałoby pisać.

Dodaj do tego odpowiedzi na pytania w mailach i rzeczy okołoblogowe (więcej we wpisie o tym, co na blogu w 2016 roku) i już mamy full time job, czyli pracę na cały etat. Którą to pracę muszę zmieścić w trzy godziny, kiedy Maciek jest w preschool, bo ciężko jest napisać coś sensownego ze skaczącym czterolatkiem u boku.

Maciek jak tylko widzi, że siadam do komputera, szelmowsko się uśmiecha i mówi: skoro ty pracujesz mamo, to ja chcę tablet. Uwierz mi, nie mam najmniejszych szans na wygranie takich negocjacji.

Bloga będzie mniej.

W 2017 planuję, że treści blogowej jest mniej i będzie się rzadziej ukazywała.  Postaram się utrzymać jeden wpis tygodniowo. Oprócz tego znajdziesz nas w mediach społecznościowych: Facebook i Instagram.

Nie wiem jeszcze, jaki priorytet nadam kanałowi You Tube, bo chociaż chciałabym nagrywać filmiki, to jednak jest to bardzo czasochłonne. I chociaż jestem jak najbardziej zwolenniczką hasła: Zrobione jest lepsze od doskonałego, to jednak pewien poziom chciałabym utrzymać. Z czystego szacunku do Ciebie jako czytelnika i widza 🙂

Myślę, że niewiele stracisz, bo na szczęście kanadyjska blogosfera i vlogosfera rośnie w siłę. Coraz więcej blogerów i blogerek pisze o swoim życiu w różnych kanadyjskich prowincjach, pomaga na grupach facebookowych czy organizuje spotkania w realu. Wiem, że znajdziesz swoich ludzi i odpowiedzi na nurtujące Cię pytania.

Tymczasem dla mnie 2017 to będzie rok próbowania i testowania. Chcę zmienić branżę i przekwalifikować się zawodowo.

Z kogo na kogo, być może zapytasz.

Kim byłam?

Jeśli jeszcze tego nie wiesz, napiszę, że jestem z wykształcenia hungarystą (to ktoś taki, który ogarnia Węgry i język węgierski). Studiowałam podyplomowo finanse i rachunkowość, bo kiedy byłam na 3 roku studiów hungarystycznych, pewien mądry człowiek powiedział mi: Kasia, rzadki język to plus, ale o czym będziesz w tym języku rozmawiać? Wybrałam więc finanse, bo po prawie 8 latach studiów filologicznych mój mózg domagał się sztywnych reguł i jasnych zasad, a rachunkowość jawiła się wtedy jako dobre rozwiązanie. Przez kilka lat pracowałam w outsorcingu księgowym, wykorzystując przy okazji węgierski i niemiecki. Bardzo moją pracę lubiłam.

I wtedy przytrafiła się Kanada.

Kiedy tutaj przylecieliśmy, byłam tak zwanym trailing spouse, czyli małżonkiem na doczepkę, bez większych planów zawodowych i jasnej odpowiedzi na pytanie, co ja chcę robić w Kanadzie.

Bo co Kuba tutaj robi, to już wiesz. Przypomnę: najpierw programował narzędzia do przygotowywania filmowych efektów specjalnych w Scanline, a teraz pracuje dla AnimalLogic. Jest bardzo zadowolony i czuje, że się rozwija.

Ja pracę w Vancouver znalazłam jako Account Payable Analyst, podobną do tego, co robiłam kilka lat temu w firmie w Polsce. Bez języka węgierskiego, bo tutaj nie jest on zbyt popularny.

Po 10 miesiącach, będąc jeszcze w niepewności, czy za chwilę nie wracamy do Polski, zdecydowaliśmy, że odchodzę z obecnej pracy.

Powodów było kilka. Myśląc o swojej pracy zawodowej w Kanadzie, chciałam, żeby była ona bardziej przyjazna naszej rodzinie. Czasowo bardziej elastyczna, mniej absorbująca, w większym stopniu zależna ode mnie. Nie wiem, czy to emigracja tak wpływa na ludzi, zmiana środowiska, efekt świeżego startu? Może to, a może coś więcej?

Wiem, że nie chcę pracować w finansach i księgowości w Vancouver.

Żeby się rozwijać, musiałabym uzyskać tutejsze wykształcenie, a najlepiej rozpocząć kursy na Chartered Professional Accountant. I później, za kilka lat (wiele lat) pracować jako księgowy w samodzielnym biurze lub w korporacji.

Brzmi kusząco, ale jednak po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że wolę nauczyć się czegoś bardziej ogólnego i uznawanego na całym świecie. Na wypadek, gdybyśmy się znowu przeprowadzili. Znajomość przepisów księgowości kanadyjskiej poza Kanadą na niewiele mi się zda. Tak jak znajomość języka węgierskiego poza Europą.

Co chcę robić?

Pracując nad naszym blogiem, nauczyłam się sporo o WordPressie, marketingu w mediach społecznościowych oraz narzędziach IT służących do budowania stron. I na to ostatnie chcę postawić w 2017 – nauczyć się, jak zostać Junior Front-End Developerem. Czyli umieć zbudować stronę internetową, w oparciu o CMS WordPressa.

Zamierzam to zrobić metodą samodzielnej nauki przez pierwszy kwartał. Później mam nadzieję, że dostaniemy Permanent Residence i będę mogła zapisać się na krótkie kursy na BCIT.

Pisałam już kiedyś, że w Vancouver jest łatwiej,  gdy masz pracę w branży IT.

Wiosną 2015 zaczęłam nawet kurs Pythona, z podobną myślą. Chwilę potem zaczęłam pracę na etacie w Accenture i niestety poległam czasowo.

Przekonam się, jak wyjdzie tym razem. I dam znać pod koniec roku. Napisałam to całemu światu, więc teraz już mus!

Trzymaj za mnie kciuki 🙂


Podobało się? Kliknij ikonki poniżej i pokaż nam, co lubisz czytać!