3 seriale kanadyjskie, które musisz zobaczyć, zanim przylecisz do Kanady

Polecam 3 seriale kanadyjskie, które warto zobaczyć przed przylotem do Kanady. Ale nie bój się, oglądane tu, też smakują wybornie. Zajrzyj !

Pytanie, co jak wańka-wstańka, pojawia się w internetach. Szczególnie jesienią.

Co najlepsze na deszczowe popołudnie?

Ponieważ pada, i pada, więc jęczę i jęczę. I nie ma to jak dobry serial w deszczowe popołudnie. Otulić się kocem, kubek kakałka do ręki, kanapa blisko i oglądamy seriale. Świadomie i rozsądnie czyli na raz maks odcinek, albo total odjazd, czyli lecimy sezonami.


W internecie z łatwością znajdziesz zestawienia seriali i polecenia filmów. Ja chcę Ci szczególnie polecić te, które napisały koleżanki z Klubu Polek, w ramach projektu o filmach z naszych krajów


Zacierałam sobie rączki na ten wpis. Mniam, mniam seriale. Seriale na deszczowe dni, jakich dużo (dni, nie seriali) jest tą jesienią 2016, w Vancouver.

Znamy 3 seriale kanadyjskie, które warto zobaczyć, zanim przylecisz do Kanady. A po przylocie są jeszcze lepsze 😉

#1 MOTIVE

Motive, czyli Motyw. Brzmi jak typowy serial policyjno-detyktywistyczny, czyli ustalamy, kto zabił i dlaczego.

A wcale że nie! Nic nie trzeba ustalać, bo wszystko jasne od początku. Dla widza przynajmniej, bo ekipa policyjna musi się trochę nagłowić. Najczęściej mordercą okazał się ktoś bliski, najczęściej z błahego powodu.

Serial Motive obejrzeliśmy jakiś miesiąc przed przeprowadzką do Vancity, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że to miasto, że ta historia dzieje się w Vancouver. I trochę nam zajęło zorientowanie się, że rzecz dzieje się w mieście, w którym mamy spędzić najbliższy rok. Trzeba przyznać, że maskują się świetnie – żadnych tam odwołań typowo kanadyjskich, unikają jak ognia nazw Vancouver police czy inne  NYPD.

Tablic z nazwami ulic nie ma, Vancouver w kadrach przypomina dowolne północnoamerykańskie miasto. Pewnie taki był zamysł producentów, bo wtedy każde miasto może być tym miastem, gdzie dzielna pani detektyw Angie (w tej roli znana m.in z amerykańskiego The Killing, Kristin Lehman) szuka zabójcy z pomocą mocno francuskiego partnera, Oscara. Pomaga im bardzo kanadyjski detektyw Brian (grzeczny, co chwila przeprasza i śmiertelnie się oburza na brak recyklingu)

W sumie w Wawie też morderstwa, Kryminalni czy Prawo Agaty, a o takim Sandomierzu to nawet nie wspomnę, strach mieszkać. Jednak Motive jest od nich mroczniejszy. I bardziej deszczowy. W pierwszym sezonie lało co niemiara, więc z odcinka na odcinek miny nam się wydłużały coraz bardziej. Dręczyło nas pytanie: pada, serio, tyle pada w tym Vancouver? [teraz już wiemy i odpowiemy: tak, serio, tyle pada]

Motive bardzo lubimy oglądać, a jeszcze bardziej lubimy, jak go kręcą pod oknem naszym 🙂

Dobry film, żeby zobaczyć miasto, poznać Vancouver. Będąc w Kanadzie można poszukać miejscówek z filmu (na szczęście, to niekoniecznie są miejsca, gdzie lepiej się nie zapuszczać).

#2 FOUR IN THE MORNING

To jest serial, który trudno nam było obejrzeć przed przylotem do Vancouver. Z prostego powodu – po prostu go jeszcze wtedy nie kręcili.

Przeczytałam o Four in the morning kilka miesięcy temu w gazecie i od razu zechciałam zobaczyć. Głównie przez ten tytuł, Czwarta nad ranem. Ale niech Was nie zmyli, tak jak mnie – ze Starym Dobrym Małżeństwem, klimatem i tematem z ich piosenki Czarny blues o czwartej nad ranem, kanadyjski serial nie ma nic wspólnego.

Obejrzałam kilka odcinków i nie jestem w stanie z ręką na sercu odpowiedzieć, czy serial mi się podoba. Wciąga, tak, ale czy się podoba? Nie umiem rozeznać się w uczuciach, jakie mi towarzyszą podczas oglądania, ani po.

Rzecz się dzieje w Toronto, mamy czworo młodych ludzi, miasto i jego życie, ludzie i ich problemu. Często pokazane w sposób graniczący z absurdem. Obraz kanadyjskich dwudziestokilkulatków, multikulti, neurotyczne zachowania i pragmatyczne podejście do codzienności.

Jesli zatem przylatujesz na IEC (International Experience Canada aka Working Holiday visa) i szukasz jak najwięcej informacji o życiu w kanadyjskiej metropolii, o tematach, jakie poruszają Twoi kanadyjscy rówieśnicy, a przy tym chcesz poczuć lekko abstrakcyjny klimat, to ten serial jest dla Ciebie. Krótki i napakowany.

Szukasz kanadyjskich przyjaciół? Może po obejrzeniu tego serialu łatwiej będzie Ci ich zrozumieć, a co za tym idzie, nawiązać relację? Zawsze możesz przecież zacząć small talk od rzucenia mimochodem: Have you ever seen Four in the morning TV show?…

#3 DUE SOUTH

Due South musi być w tym zestawieniu. Musi. Dla nas to klasyka, bo oglądaliśmy, kiedy jeszcze w najśmielszych snach nie śniliśmy, że się znajdziemy kiedyś w Kanadzie.

Ameryka, a w niej zabłąkany policjant z RCMP w parze z szyderczym Amerykaninem. Cudowne zderzenie dwóch kultur, amerykańskiej i kanadyjskiej. Akcja Na południe dzieje się latach 90tych, ale smaczki kulturowe nic nie tracą na znaczeniu. Miły i uprzejmy kanadyjski policjant konny, w nienagannie odprasowanym czerwonym mundurze, rozwiązuje zagadki kryminalne z uśmiechem i jakże charakterystycznym dla Kanadyjczyków zrozumieniem dla inności (a czasami dziwactw) Amerykanów. Z jednej strony spokój, opanowanie, tradycja, a z drugiej rozemocjonowana, pędząca, nowoczesna Ameryka. Dogadają się? W serialu a i owszem, jednak w rzeczywistości Kanada pozostaje w cieniu Ameryki i wciąż jest przez nią mniej lub bardziej dobrodusznie poszturchiwana…


Dlaczego warto oglądać seriale kanadyjskie? Bo nawet jak nie jest powiedziane, że są o Kanadzie, to gwarantuję Ci, że znajdziesz sporo “kanadyjskości”. W ulicach na planie filmowym, w ujęciach przyrody, w zachowaniach aktorów, czy wreszcie w ich akcencie. Możesz mieć niezłą zabawę z wyszukiwaniem tych niuansów, które różnią kanadyjski serial i amerykański.

A, jeszcze jedna sprawa. Wszystkie filmy należy oglądać w oryginale (polski lektor skutecznie przeszkadza). W końcu trzeba ćwiczyć język angielski, c’nie?

Oglądając te wszystkie seriale, amerykańskie, kanadyjskie, te wszystkie filmy zachodnie, nie tylko spędzasz miło deszczowe popołudnie. Wyrabiasz sobie przy okazji jakąś wizję kraju. Twoje kanadyjskie wrażenie.  

I jak to wygląda teraz, kiedy już tu mieszkasz?


Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi! Wedy wiemy, co lubisz czytać

 

Jak rozmawiać z Kanadyjczykami ? [część II] Boisz się mówić po angielsku? Bo ja się boję

Znasz angielski super i nic Ci nie straszne? Emigracja w Kanadzie czy USA to piece of cake. Ale może boisz się mówić po angielsku? Zajrzyj !

Cieszę się, że pierwsze rozmówki kanadyjskie przypadły Wam do gustu.

Dla mnie te posty z pogranicza języka, komunikacji i różnic kulturowych są nieodzownym elementem obsługi początków emigracji w Kanadzie. Kiedy już ogarniemy najważniejsze [trochę już o nich napisałam na blogu], czyli załatwione zostanie: praca, mieszkanie, szkoła, warto na chwilę zatrzymać się i zastanowić.

Nie wystarczy żyć w danym kraju. Warto dobrze żyć i podnosić sobie jakość codzienności. Najłatwiej za pomocą języka.

Wszędzie o tym trąbię, ale napiszę jeszcze raz: naszym zdaniem największym Twoim kapitałem jako emigranta jest umiejętność komunikowania się po angielsku (ewentulnie francusku). Bez języka ani rusz !

Znasz już moje główne grzechy, które skutecznie utrudniały mi rozmowę z Kanadyjczykami. Ale nie wiesz jeszcze, że właściwie od samego początku się bałam. Bałam się mówić po angielsku.

[I teraz Ci co mnie znają osobiście mogą się mocno zdziwić, bo zwykle pierwsza wyrywam się do gadania. Ale boję się nadal. Tylko nieźle się maskuję]

A jak to wygląda u ciebie? Boisz się mówić po angielsku? Poczytaj, co ja u siebie zdiagnozowałam

Może też masz:

  • blokadę wewnętrzną? Miałam wrażenie, że chociaż uczyłam się angielskiego, to się nie nauczyłam i nic nie umiem, i nikt mnie nie zrozumie. Innym to idzie dobrze, a mnie nie. Jako rasowa Polka i 100% kobieta uwielbiam się porównywać, i  oczywiście moje poczucie własnej wartości w dużej mierze zależy od tego, co inni o mnie myślą. A co, jeśli powiem coś i inni będą myśleli, że jestem głupia i niedouczona, nic nie warta ?
A może myślisz:
  • W ogóle to jestem nieśmiała i introwertyczna. Może lepiej nic nie mówić? Może się domyślą?
I ok, można taką osobą być. I sobie dobrze żyć.

rozmowki-kanadyjskie-ii_boisz-sie-mowic-po-angielsku_kanada-sie-nada_blog-o-polskiej-rodzinie-w-vancouver-i-emigracji-do-kanady

Jednak w taki przypadku USA i Kanada to nie są Twoje kierunki emigracji.

Bo tutaj jest tak, że jak się boisz, że się nie uda, to się nie uda. Wszyscy wierzą, że się uda, a tych, co w to nie wierzą, się nie lubi. I się z nimi nie rozmawia i nie zawraca się nimi głowy. Nikogo nie obchodzą Twoje uczucia strachu przed mówieniem. Nie mówisz, nie istniejesz.

Kolejne zagadnienie, który mnie dotyczyło i blokował przed odezwaniem się do Kanadyjczyka:

  • Nadmiernie rozmyślałam o przeszłości i procesie nauczania angielskiego, zamiast pomyśleć o hands on training. Przez głowę przelatywało mi: Nie zacznę mówić, jeśli nie będę znać angielskiego perfekcyjnie. Najpierw nauczę się języka, a później pójdę do pracy. Dobrej pracy. Nie czuję się pewnie i nie wiem, jaką decyzję podjąć.

i co się wtedy może wydarzyć?

  • Nie rozwijasz się, tkwisz w bezpiecznej bańce tych samych, często polskojęzycznych znajomych, tych samych, często niewystarczających tematów;
  • Jesteś strustrowana i zła;
  • Starasz się uczyć jeszcze więcej, kujesz na maksa, więc jesteś tym zmęczona na maksa;

Zapytaj się siebie, co się może stać, jak ci się NIE uda powiedzieć czegoś po angielsku?

Obrażą się?  ———> Nie

Pogniewają na ciebie? ————>Nie

Wyjdziesz na głupka?———> Nie

Muszę cię rozczarować – nikogo to nie obchodzi !

Ale Ty nie odniesiesz wymiernych korzyści:

-nie załatwisz sprawy

-nie poznasz nowych ludzi

-nie rozwiniesz siebie

-będzie nudno

Więc rada jest jedna: bój się i mów. Nie da się inaczej. Ja tak robię.

PS. Czytając ten post, zdałam sobie sprawę, że używałam cały czas formy żeńskiej czasownika. Nie wiem, czy panowie mają podobne zahamowania wewnętrzne, wydaje się, że łatwiej im przychodzi “rzucenie się na głęboką wodę” i niezastanawianie się, co też ludzie powiedzą. I dobrze 🙂

Masz jakieś swoje sposoby na strach przed gadaniem po angielsku? A może temat według Ciebie jest sztuczny? Daj znać, a ktoś Ci za to podziękuje !


Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcesz czytać !

 

Ania z Zielonego Wzgórza jesiennie. Kłucie szpilkami

Jesienne szpilki czyli codzienność listopada kuje skutecznie. Anię też.

To najpierw ręka do góry, kto zauważył, że w październiku nie było Ani? Nikt nie zgłosił zastrzeżeń, więc nabrałam podejrzeń, że cykl o Ani tak sobie przypadł Wam do gustu. Prawda jest też taka, że niespecjalnie miałam pomysł na post październikowy. Padało wtedy 28 dni, więc umysł mi do cna rozmiękł i kreatywność siadła.

Wszyscy rozsądni mówili, no weź Kasia przestań, przecież nie wkurzaj się na pogodę, co to da, przecież to głupie i dziecinne. Oczywiście zgadzam się, że wkurzenie na deszcz jest sprawą dość głupią. I w sumie, co mi deszcz szkodzi. Parasolka, płaszcz, kalosze i już można iść w miasto.

Jednak taki drobny deszcz, niby nic, a zostajesz z uczuciem, że wprawdzie nikt ci nie przyłożył z piąchy, ale cały czas kłuje cię szpilkami. Drobne niedogodności (a deszcz koniec końców jest niedogodnością) powtarzane dzień w dzień, uporczywie, nachalnie, może od razu nie rozwalają na łopatki, ale skutecznie zniechęcają. Kłują.

Ania też zauważyła, że często małe rzeczy są bardziej upierdliwe i robią więcej szkody niż duże przeszkadzacze:

I think the little things in life often make more trouble than the big things…”

Ania z Avonlea

ania-z-zw_-jesiennie_blog-o-polskiej-rodzinie-w-vancouver-i-emigracji-do-kanady_ruda dziewczyna patrzy przed siebie w dal

W listopadzie też pada. Eh. Słaby ten listopad, słaby. Opisany Aninymi słowami, miesiąc prawie że ostatni w roku, zachowuje się jak staruszka, co rozpacza nad upływem czasu. I coś w tym jest. Siwy, szary na twarzy listopad leje łzy. A góry w północnym Vancouver sme=ętnie zwisają głowami. W chmmurach.

November is usually such a disgreeable month…. as if the year had suddenly found out that she was growing old and could do nothing but weep and fret over it”

Ania z Avonlea

Beznadziejny. Bez-nadziejny. Nadziei na wiosnę brak.

“In November I sometimes feel as if spring could never come again….”

Wymarzony dom Ani

Czuję się nieco rozgrzeszona z mojego ponurego i negatywnego jesiennego nastroju. Bo skoro także Ania twierdzi, że małe rzeczy potrafią zepsuć nastrój, wywiercić dziurę w żołądku, czy przyćmić szczęscie, to znaczy, że ze mną jest wszystko w porządku.

Mam prawo mieć jesienny zły humor. Bo deszcz, bo zmęczenie, bo wiele, zbyt wiele drobnych nieprzyjemności.

“And yet…it’s the little things that fret the holes in life… like moths… and ruin it.”

Ania na uniwersytecie

a na koniec słówko od Juliana Tuwima, bo on też miał swoje zdanie o listopadzie. Młodą panienką nie był, nie musiał się krępować i mógł dosadnie się wyrazić:

“Listopad: jeden z dotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku”

Jedyne co dobre w listopadzie, to urodziny. Moje, kolejne. Co roku w listopadzie dziękuję, że mam dobre życie i dobrych ludzi wkoło. [ps. Dobrze, że jest FB, c’nie?]

I nawet te szpile jakoś mniej kłują.

Życząc Wam dobrego jesiennego nastroju i słoneczności !

ps. Chcesz poczytać inne wpisy o Ani z Zielonego Wzgórza?


Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i powiedz nam, o czym chcesz czytać

 

8 stron internetowych które nas inspirują i pomagają ogarnąć dwujęzyczność w Kanadzie

W poszukiwaniu informacji jak do dzieci mówić, żeby mówiły po polsku. Czyli kilka stron nie tylko logopedycznych

Lekcje polskiego online w czwartej klasie to nie przelewki. Skończyło się nauczanie początkowe, zaczęło się nauczanie końcowe [Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać od napisania tego, hihihi.]

Wciąż nie mamy podręczników, które mają zostać przysłane nam na wypożyczenie, to na platformie ORPEG nauczycielki załączają całkiem sporo materiałów do pracy własnej.

Wystarczy tylko wydrukować i już siadaj drogi synku i pisz, co to głoska, co litera, a co sylaba. Jest co robić i z czym pracować.

Domyślasz się pewnie, że będzie to kolejny wpis opisujący dwujęzyczność dzieci w Kanadzie. Ano tak. Plus 8 wartościowych stron internetowych.

Uzupełnię wcześniejsze notki o tym, jak to jest z mówieniem chłopaków po polsku i po angielsku. Staraliśmy się bez lukru opisywać, jak to wygląda.

Jeśli śledzicie bloga od początku, to pewnie zauważyliście, że mam na tym punkcie lekkiego świra. Dwujęzyczności znaczy się.

#kilka słów dla tych, co dopiero nas poznają. Czyli złe dobrego początki.

Sytuacja po przyjeździe wyglądała pokrótce tak: Krzyś (wtedy 7 lat) niewiele umiał powiedzieć/napisać po angielsku, po polsku mówił dużo i poprawnie, gorzej z ortografią.

Tak było w październiku 2014. Maciek (wtedy 2,5 roku) nie mówił po polsku, ani po angielsku. Teraz, po dwóch latach, sytuacja językowa wygląda już dużo lepiej, uff.

Ponieważ wciąż nasze życie w Kanadzie ma charakter tymczasowy i założenie jest takie, że wracamy*  do polskiej szkoły/przedszkola [*czas przyszły nieokreślony, wiem, wiem, bo zaraz by się pojawiły pytania, kiedy wracamy] , najważniejsze jest dla nas, aby język polski (zagranicą mający status języka mniejszościowego) był przez chłopaków opanowany na poziomie rodzimego użytkownika.

I o ile z Krzyśkiem nie będzie problemu z polską dykcją, to u Maćka wymowę trzeba ćwiczyć w większym zakresie.

Nie zdziwicie się zatem, że często szukam pomocy i inspiracji w Internecie.

Bardzo dziękuję logopedom, blogerom, słowem wszystkim, którzy się wiedzą dzielą 🙂

 

#zebrałam linki do wartościowych blogów/stron/projektów, które pomagają nam z nauką polskiego. Oraz tłumaczą, jak emigracyjna rzeczywistość wpływa na dzieci, rodziców, komunikację i życie. O tak!

  • Blog bilingualhouse prowadzony przez polską logopedkę w Menchesterze. To  miejsce w internecie, opisujące doświadczenia rodziny dwujęzycznej. Aneta pisze ( i nagrywa filmiki) w prosty sposób o nauce języków, dwujęzyczności polsko-angielskiej. Znajdziesz tam ciekawie podane informacje naukowe oraz opisy codzienności. Bardzo podoba mi się również fanpage, na którym autorka poleca wartościowe treści innych logopedów, lingwistów czy wreszcie rodziców dzieci wielojęzycznych.

 

  • Serwis Dobra polska szkoła to polonijny portal informacyjny w Nowym Jorku.  Wbrew nazwie nie ogranicza się jedynie do tekstów informacyjnych czy promocyjnych dla Polonii w NYC. Ja często znajduje tam ciekawe refleksje, rady,  wzmianki o książkach dla dzieci wartych uwagi, czy linki do osób, które naukowo zajmują się dwujęzycznością. Jakoś tak ciepło mi się zrobiło w sercu, czytając, że projekt Cała Polska czyta dzieciom wsytępuje także w wersji Cała Polonia czyta dzieciom. Przyznam szczerze, że kiedy zaglądam na ten portal, to zazdroszczę rodakom, którzy mieszkają w miastach z liczniejszą Polonią. Tyle się dzieje….

 

  • Kasia w Anglii czyli mamaw.uk to bardzo ładny i wartościowy blog, na który zaglądam z przyjemnością. Czytam wpisy o wychowaniu dwujęzycznej córki w angielskiej rzeczywistości, która miejscami zdaje się być bardzo podobna do tej kanadyjskiej (rzeczywistość, nie córka). Kasia ma świetny dar plastycznego przekazywania informacji, nic więc dziwnego, że jej wpisy cieszą się dużą popularnością. Czekam na wpisy o tym, jak będzie im szła nauka w polskiej szkole online Libertus, bo my korzystamy z konkurencyjnego systemu ORPEG.

 

  • Kolejny blog logopedyczny, Dwujęzyczność i dwukulturowość, pisany przez Elżbietę. To z jej bloga ściągnęłam pomysł dzienniczka dla Krzyśka, zaraz na początku pobytu w Kanadzie. Podoba mi się również inicjatywa: Turnusy wakacyjne dla rodzin z dziećmi dwujęzycznymi. Świetna okazja, żeby wypocząć w gronie rodzin z podobnymi doświadczeniami i Polską się cieszyć.

 

  • [blog czasowo niedostępny] Pamiętam, że kiedy pierwszy raz wpadłam na blog Mai lifeabroad.pl, byłam zdumiona, że jest gdzieś na świecie dziewczyna, która zna odpowiedź na wiele z moich eimgracyjnych pytań i wątpliwości matki-ekspatki. Maja pisze z południa Stanów Zjednoczonych, ale w jej artykułach znajdziesz zgrabnie przekazane uniwersalne porady i ciekawostki, przydatne niezależnie od kraju Twojej emigracji.

 

  • Strona (blog) Dzieci dwujęzyczne Faustyny. Tutaj znajdziesz kolejną porcję informacji i historii o dzieciach dwujęzycznych. Autorka dzieli się linkami do innych stron (będzie co czytać w długie zimowe wieczory)…

 

  • Link podesłany przez koleżankę z dawnej pracy (dzięki Marta Z.) czyli Centrum Głoska. Krótkie, treściwe posty, napisane zrozumiałym językiem. Ciekawa propozycja dla rodzin niemających dostępu do szkół polskich  – z Kasią dzieci mogą się uczyć czytać po polsku przez Skype’a.

 

  • i jeszcze taki artykuł, o wspieraniu dzieci dwujęzycznych.  Spodobało mi się wyważone podejście autora do tematu dwujęzyczności.

 

Wszystkie powyższe strony pełne są wskazówek znacznie ułatwiających codzienną naukę języka polskiego w naszym domu.

Ale najważniejsze dla mnie jest poczucie, że nie jesteśmy osamotnieni w naszych “zmaganiach” z językami.

Uczenie się języka polskiego w Kanadzie to zajęcie czasochłonne.

W dodatku ponieważ nauczycielem jestem najczęsciej ja, bywa, że mocno frustrujące (każdy kto mnie zna, powie, że cierpliwość nie jest moją największą zaletą).

Bardzo mi wtedy pomaga czytanie postów innych mam-emigrantek, mam dzieci dwu- lub więcej- języcznych, które też czasami mają dość, brakuje im siły, pomysłu czy planu.


Dziecku nie wystarczy powiedzieć:

weź ucz się polskiego, bo to piękny język. Bo to nasz język. Bo jesteś Polakiem.


Trzeba je cały czas zachęcać, motywować, zwłaszcza, że nie brakuje pokus spędzania czasu inaczej niż nad polską ortografią.

Dwujęzyczność jest wspaniałym darem. Ale i sporo z nią roboty. Znasz nasze historie?

 

Znasz dobry tekst o dwujęzyczności?  Podrzuć w komentarzu, a  ktoś Ci podziękuje!


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

Poradnik – służba zdrowia w Kanadzie

Służba zdrowia w Kanadzie – to jak to jest? Darmowa i dobra czy wręcz przeciwnie? Post z serii “Poradnik”.

Często dostajemy od Was w mailach ogólne pytania o emigracyjne życie w Kanadzie. O to, jak wygląda służba zdrowia czy szkoła kanadyjska. Postanowiłam więc przygotować serię postów poradnikowych, kompleksowo ujmujących jakiś temat, taki trochę post- filar.

To będzie pierwszy z nich.

Po więcej informacji oraz osobiste nasze doświadczenia w temacie pracy, mieszkania, lekarza czy szkoły w Kanadzie, zapraszamy do kategorii w Vancouver.


Po tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu, stwierdzam, wcale nie odkrywczo, że zdrowie jest najważniejsze. A jak się przyjeżdża do innego kraju (szczególnie z rodziną, szczególnie z małymi dziećmi) to warto jest mieć choć ogólne rozeznanie, jak to wygląda.

To zaczynamy 🙂

Służba zdrowia w Kanadzie jest podobna do tej, którą mamy w Polsce. Czyli powszechna, ogólnie dostępna i przynajmniej w założeniu bezpłatna. Poniżej postaram się w miarę czytelnie opisać, jak wygląda, z naciskiem na Kolumbię Brytyjską.

1 # powszechność i finansowanie służby zdrowia

Kanada ma ogólnokrajowy system opieki medycznej (Medicare), finansowany w znacznej mierze z budżetu i administrowany na szczeblu samorządowym. W praktyce każda prowincja czy terytorium ma swój własny plan medyczny. W niektórych prowincjach jest on w całości finansowany z podatków mieszkańców. Ale w innych, niestety także w B.C., trzeba co miesiąc płacić składkę na ubezpieczenie zdrowotne (medical insurance premiums). Opłacenie tej składki czasami proponuje pracodawca, w ramach świadczeń pracowniczych, więc podczas rozmowy o pracę możesz się zapytać, czy firma płaci za MSP (Medical Service Plan in B.C.)

Z płacenia podstawowej składki zdrowotnej zwolnieni są często seniorzy oraz rodziny o niskim dochodzie. Mitem jest jednak twierdzenie, że Kanada ma bezpłatną opiekę zdrowotną.

Koszt składki dla osób mieszkających w Kolumbii Brytyjskiej znajdziesz TUTAJ.

Podstawowe ubezpiecznie medyczne zapewnia dostęp do podstawowych usług medycznych. Np. wizyta u lekarza rodzinnego, prześwietlenia klatki piersiowej, nastawienie złamanej ręki. Po listę zabiegów zawartych w podstawowym ubezpieczeniu medycznym Kolumbii Brytyjskiej zajrzyj TUTAJ.

Rozszerzone ubezpiecznie medyczne dotyczy rzeczywiście dodatkowych zabiegów czy wizyt, nieujętych w programie podstawowym. Jest to na przykład wizyta/rehabilitacja u fizjoterapeuty czy badania laboratoryjne.

Wygląda to inaczej niż w Polsce, gdzie prywatne ubezpieczenie medyczne to zazwyczaj łatwiejszy dostęp do tych śwadczeń, które są i tak płacone przez NFZ. Myślałam na początku, przenosząc doświadczenia z Polski, że extended health care to coś właśnie jak abonament w Luxmedzie, gdzie ma się szybszy dostęp do lekarza pierwszego kontaktu czy pediatry. A to coś innego.


Kanadyjskie ubezpiecznie zdrowotne = MUSISZ MIEĆ plan podstawowy (albo finansowany przez prowincję, albo ty płacisz sam, albo pracodawca płaci za Ciebie jako bonus) + MOŻESZ MIEĆ plan rozszerzony (ty płacisz sam albo pracodawca płaci za Ciebie jako bonus pracowniczy, zwany z polska: benefitem)


2 # rozszerzone ubezpiecznie medyczne

Budżet prowincji ma wpływ na to, jakie usługi medyczne są wliczone w podstawowy pakiet medyczny. Za wszystkie inne przyjdzie Ci niestety zapłacić dodatkowo. W przypadku konieczności skorzystania z usługi medycznej niezawartej w podstawowym ubezpieczeniu zapłacisz z własnej kieszeni (out-of-packet payment) albo zostanie ona pokryta z ubezpieczenia dodatkowego (extended health care plan). Szczegóły poniżej:

[symple_column size=”one-half” position=”first” fade_in=”false”]Masz tylko podstawowe ubezpiecznie zdrowotne (MSP), a całość kosztów dodatkowych świadczeń sam płacisz  – to proste, dostajesz przy wyjściu fakturę i uiszczasz opłatę. Jeśli nie jest to sprawa zagrażająca życiu KONIECZNIE zapytaj najpierw o koszt usługi [wiem, oczywiste, ale lepiej przypomnieć, bo może zaboleć]. Przykład: u dentysty koszt wizyty – i nie piszę tutaj o jakimś zaawansowanym plombowaniu – to około 200-300 CAD. Jak mówią internety, często bardziej opłaca się wylecieć do Polski i wyleczyć co trzeba. Z biletem lotniczym i tak wyjdzie taniej niż w Kanadzie[/symple_column]

[symple_column size=”one-half” position=”last” fade_in=”false”]Masz dodatkowe ubezpiecznie zdrowotne (extended health care plan zwany też third-party insurance), koszty dodatkowych świadczeń współpłacisz z ubezpieczycielem. Tutaj również możliwe są różne warianty:

  1. Płacisz całość kwoty u lekarza, u dentysty czy okulisty (up-front payment) i później fakturę wysyłasz do ubezpieczyciela (towarzystwa ubezpieczeniowego), który zwraca Ci całą lub część tej kwoty na konto/czekiem. Sposób mniej przyjazny dla ciebie, bo oznacza konieczność wysłania dokumentów (extended health care claim) do ubezpieczyciela (pocztą lub emailem) i czasami dodatkowych wyjaśnień czy dyskusji o ten wydatek medyczny.
  2. Płacisz część opłaty (w zależności od Twojego planu może to być np. 20% całej kwoty, nie słyszałam o extended health care pokrywającym 100% wydatków medycznych). O resztę klinika/szpital/dentysta czy inna placówka medyczna występuje sama do ubezpieczyciela. Nie musisz się właściwie o nic martwić, pokazujesz tylko swoją kartę, że masz dodatkową opiekę medyczną i koniec formalności.[/symple_column]

Trochę informacji o prywatnym ubezpieczeniu zdrowotnym znajdziesz w artykule z Vancouver Sun [ang]

Towarzystwa ubezpieczeniowe, w których mamy/mieliśmy dodatkowe ubezpiecznie extended health care plan:

  • SunLife – nasz obecny ubezpieczyciel (z firmy Kuby). Obsługa telefoniczna w miarę ok (czasami sobie zaprzeczają, więc zawsze notujemy imię konsultatnta, żeby nie było potem niedomówień), czas oczekiwania na połączenie z konsultantem w kanadyjskiej normie. Największy minus – przyjmują wnioski tylko w formie papierowej, więc musisz nadać list z rachunkami (koszt normalnego około 2 CAD)
  • Maunlife – poprzedni ubezpieczyciel (z firmy Kasi). Jakoś tak wyszło, że wszystkie opłaty dodatkowe za usługi medyczne były bezpośrednio ściągane przez przychodnie, więc nie mamy osobistych doświadczeń w kontakcie.

Co warto wiedzieć: jeśli dwie soby mają w rodzinie ubezpieczenie od innych ubezpieczycieli (bo np. takie mają przyznane w ramach bonusów od pracodawców) to często można kumulować zwrot za usługi medyczne bądź podwyższać sumę świadczeń. Nigdy tak jeszcze nie robiliśmy, ale wiemy, ze można. I wtedy można dostać nawet 100% zwrotu zaplombowanie czy okulary.

#3 – oczekiwanie na ubezpieczenie i aplikowanie o nie

Wiesz już, że musisz być w jakiś sposób objęty ubezpieczeniem medycznym. Ponieważ to kanadyjskie nie przysługuje automatycznie, trzeba o nie wystapić. Dokumenty aplikacyjne są dostępne w przychodniach, szpitalach, a najlepiej rozejrzeć się online.

Kanadyjskie ubezpieczenie zdrowotne zależy od Twojego statusu tutaj. Niebędąc rezydentem czy obywatelem niekoniecznie przysługuje Ci ubezpieczenie (znowu zależy od prowincji), a jeśli tak, to zwykle jest ono ważne tak długo, jak Twoja wiza.

Okres oczekiwania na rozpoczęcie okresu ubezpieczeniowego może wynosić nawet 3 miesięce. Na ten czas musisz mieć ubezpieczenie komercyjne. Najczęściej kupione jeszcze w Polsce, polecam z jak najszerszym pakietem. [Uwaga: zapoznaj się dokładnie z Ogólnymi Warunkami Ubezpieczeń i upewnij, że nie dotyczy ono tylko pobytu turystycznego, ale także pobytu na wizie pracowniczej, czyli zwrócą Ci za ewentualny wypadek przy pracy].

#4 – co NIE jest zawarte w bezpłatnym planie medycznym

Poniżej najważniejsze trzy usługi okołomedyczne, za które w większości miejsc zapłacisz z własnej kieszeni całość kosztów:

1. DENTYSTA: Praktycznie cała opieka stomatologiczna w Kanadzie jest prywatna. Oczywiście są miejsca, gdzie możesz zbadać czy leczyć zęby za darmo, ale są one dla ludzi o bardzo niskim dochodzie, albo tylko dla dzieci, albo tylko dla seniorów. W Polsce też teoretycznie usługi dentystyczne są płacone przez NFZ. A w praktyce? No właśnie, i tak wszyscy chodzimy leczyć zęby prytwanie (pozdrowienia dla naszej Pani Dentystki z Mcza, dr B. Ż !)


Crime story pt: “My kontra dentyści w Vancouver“. Z litości nie wspominam o kosztach!


2. OKULISTA i OPTYK: W B.C. dzieci i seniorzy mają prawo do bezpłatnego badania wzroku raz do roku. Za okulary się płaci dodatkowo. Dorośli płacą za wszystko. Koszt badania w Vancouver to około 70 CAD, koszt okularów 200-300 CAD.

3. LEKI: lekarstwa (poza tymi, które dostaniesz w szpitalu, podczas hospitalizacji*) nie są zawarte w ogólnym, podstawowym planie medycznym. Dostajesz receptę, idziesz do apteki i płacisz. Częściowe współpłacenie jest możliwe z rozszerzonym ubezpieczeniem. Dla osób bez dodatkowego ubezpieczenia, które potrzebują stałych leków, rządy prowincji oferują pomoc finansową. O szczegóły musisz zapytać farmaceutę. W Kolumbii Brytyjskiej jest program PharmaCare dla osób o niewielkim dochodzie. Szczegóły TUTAJ.

*może się zdażyć, że będzie wersja bezpłatna i płatna, np. zwykły gips jest bezpłatny, a ten wodoodporny lub termoplastyczny kosztuje. Jeśli się na niego zdecydujesz i przyjdzie Ci zapłacić, sprawdź czy dodatkowe ubezpiecznie medyczne Ci za to nie zwraca.

Gdzie znaleźć aptekę? Pytaj Googla o Drugstores czy Pharmacies. 

  • My mamy najbliższą w Shopper’sie.
  • Możesz kupić lekarstwa bez recepty (non-prescription drugs lub over-the-counter drugs), stojące na regałach w sklepie, tak jak ogólnodostępne leki w polskich supermarketach.
  • Jeśli lekarz wypisze Ci leki na receptę (prescription), wtedy przynosisz ją do okienka z napisem drop off, gdzie zostawiasz receptę farmaceucie.
  • On przygotuje dla Ciebie lekarstwa (zwykle czeka się kilkanaście minut) i możesz je odebrać w następnym okienku (pick up).
  • Jeśli lekarstwa będziesz musial przyjmować stale, farmaceuta ustali z Tobą system uzupełniania zapasów (częstotliwość, jak je będziesz odbierał, czy farmaceuta ma dzwonić z przypomnieniem itd.).
  • Część ubezpieczycieli zwraca pewną kwotę także za lekarstwa, więc sprawdź czy masz to w swoim extended health care plan‘ie.

CIEKAWOSTKA: Marihuana lecznicza jest legalna w Kanadzie. Napisałam kiedyś do Magazynu Fuss, jak wygląda sytuacja zioła w Vancouver. Chcesz poczytać?


#5 – Jesteś chory, masz chore dziecko, co robić wtedy?

  • Jeśli jesteś chory, najpierw idziesz do swojego lekarza rodzinnego (jak  go masz), albo do przychodni (walk in clinic). Tam Cię zbadają i w razie konieczności dostaniesz skierowanie do lekarza specjalisty (także pediatry) czy na dodatkowe badania. Wizytę u lekarza rodzinnego zwykle rezerwujesz wcześniej, powinni Cię przyjąć w przeciągu kilku dni. Do przychodni, jak nazwa wskazuje, możesz wejść z ulicy i odczekać swoje w kolejce. Uwaga na odwoływanie wizyt: większość praktyk lekarskich stosuje (late) cancellation fee, jeśli za późno odwołasz wizytę lub w ogóle się na nią nie stawisz.
  • Nie ma limitu wizyt w przychodni czy u swojego lekarza rodzinnego. Nie jest łatwo znaleźć takiego, który przyjmuje nowych pacjentów. Przed wizytą należy podać powód tejże (jeden problem medyczny na wizytę!). Nie musisz mieć ani lekarza rodzinnego, ani ubezpieczenia, żeby zostać przyjętym do szpitala w razie zagrożenia życia.
  • Zajrzyj pod ten link, żeby się dowiedzieć, w której przychodni (walk in clinic) są najkrótsze kolejki!
  • Jeśli spotkał Cię wypadek, dzwonisz na 911 lub idziesz do najbliższego szpitala.
  • Jeśli nie wiesz, co robić, dzwonisz na 811. Porozmawiasz z pielęgniarką, która Cię pokieruje, co robić, da adres do lekarza, wskaże przychodnię. Miej przy sobie numer karty zdrowia (BC Health Care Card). Zadzwoń tam, jeśli masz dziecko z gorączką i nie wiesz, czy ktoś może przyjść obejrzeć je w domu. Wizyty domowe w Kanadzie nie są w standardzie !

Zagrożenie życia – jedziesz do szpitala

Brak bezpośredniego zagrożenia życia – jedziesz do przychodni / swojego lekarza rodzinnego.


#6 różne ważne info

 A co jak wyjeżdżasz z Vancouver, albo z Kanady? Plan ubezpieczenia zdrowotnego zależy od prowincji/terytorium i wyjeżdżając z niej jesteś wprawdzie ubezpieczony, ale zorientuj się, czy nie jest wymagana dodatkowa rejestracja albo spełnienie innych warunków (out of province health care). Najczęściej ubezpiecznie jest ważne do sześciu miesięcy poza Kanadą. I pokrywa wydatki do wysokości kwot kanadyjskich (tzw. table-rates). Czyli np. w USA w razie wypadku zostaniesz poproszony o dopłacenie różnicy za usługi medyczne, które są tam droższe niż w Kanadzie.

Sprawdź swoją polisę dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego ! Może masz coś, co możesz wykorzystać, np. wizyty u masażysty? Niewykorzystane w danym roku zabiegi nie przechodzą na następny rok i nie kumulują się. Jeśli korzystasz z wizyt u lekarza/masażysty/psychiatry, zorientuj się, czy mają zarejestrowaną praktykę medyczną (jesli nie, może być Ci trudniej odzyskać zwrot kosztów leczenia od ubepzieczyciela)

Trzymaj rachunki od lekarza ! Ponieważ jak się zdążyłeś zorientować dostarczycieli usług medycznych jest kilku, a każdy rządzi się trochę innymi prawami, zawsze trzymaj wszystkie rachunki medyczne i faktury, żeby w razie czego móc wystąpić o zwrot kosztów leczenia. W Kanadzie służba zdrowia w dużo większym stopniu niż w Polsce opiera się na strategii biznesowej.

Szczepionki. Kto nie ma dzieci, temu może wcale do głowy nie przyjść, że szczepienia to temat kontrowersyjny. Zdania rodziców co do szczepień dzieci Co do edukacji przed-szkolnej, to zależy od typu placówki (trzeba się informować u źródeł). Kalendarz szczepień dla dzieci w B.C. znajdziesz TUTAJ. O naszym doświadczeniu ze szczepionkami TUTAJ. Dobry wpis na blogu Polityki o szczepionkach w Kanadzie i nie tylko.

Szpital. Wszelkie lekarstwa, procedury (zabiegi, znieczulenia, operacje, zdjęcia, testy laboratoryjne, poród, prowadzenie ciąży, opieka poporodowa) są zawarte w podstawowym planie medycznym. Badania zlecone dodatkowo przez inne instytucje (np. do prawa jazdy, do ubezpieczenia, do celów imigracyjnych) są płatne przez Ciebie. Uwaga: w wielu prowincjach transport karetką jest dodatkowo płatny, nieujęty w podstawowym ubezpieczeniu zdrowotnym.

 

Mam nadzieję, że teraz wiesz już więcej o tym, jak wygląda służba zdrowia w Kanadzie.

Podsumowując moje odczucia: po dwóch latach mieszkania w Vancouver, widzę, że najlepiej nam było z abonamentami w Medicover czy Luxmedzie.

Byliśmy szczęściarzami, mając do nich dostęp w Polsce. Ale w Vancouver też nie narzekamy, a w porównaniu z bardzo niedofinansowaną publiczną polską służbą zdrowia, bardziej nam się podoba publiczny system kanadyjski.

I jest bardziej życzliwy, choć zaskakuje mnie wciąż…

To co kochani ? Na zdrowie !


Przeczytaj jeszcze:

[symple_posts_grid unique_id=”” post_type=”post” taxonomy=”” term_slug=”inside” count=”4″ columns=”4″ pagination=”false” order=”DESC” orderby=”date” thumbnail_link=”post” img_crop=”false” img_height=”150″ img_width=”150″ title=”false” excerpt=”false” excerpt_length=”30″ read_more=”false”]

 


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.