Spacerem wokół Rice Lake: dołem jesień, górą zima

Byliśmy latem, byliśmy jesienią, to i zimą poszliśmy. Na spacer wokół Jeziora Ryżowego, śnieg pooglądać z dołu.

Spacer wokół Jeziora Ryżowego (Rice Lake) jeszcze w świątecznym nastroju.

Jezioro Ryżowe to bardzo przyjemne i niewymagające miejsce na spacer zimowy. Jeśli potrzebujecie potwierdzenia, zapraszam na stronę vancouver trails. Dzieci można puścić luzem, bez tchu ganiają się po chaszczach wzdłuż szlaku, wyskakują spod nisko zwieszających się gałęzi z głośnym  buuuu, szukają baz tajemnych, wspinają się na większe i mniejsze kamienie, czy podglądają promienie słoneczne wśród ogromnie zielonych drzew. To ostatnie to zresztą moja ulubiona rozrywka też 🙂

Mniejsze dzieci można pchać w wózku, albo mogą pomykać na rowerkach biegowych. Sporo ludzi biega po tym szlaku, także w towarzystwie psów,chociaż przynajmniej w teorii psy na szlaku nie są dozwolone. Ale nie jest ani głośno, ani tłumnie. Można przysiąść nie tylko na pomoście, ale także na większych głazach, wystawić twarz do słońca, lub w stronę gór. W spokoju się pogapić i zdecydować, że ten śnieg to jednak dobrze wygląda z dołu i wcale niekoniecznie musimy się pchać na zaśnieżone szlaki w wyższe partie. (Oczywiście nie przekonałam samej siebie i już kilka dni później byliśmy wśród drzew mocno zaśnieżonych, ale o tym będzie inny wpis i inne zdjęcia)

W Rice Lake można też wędkę pomoczyć w wodzie – specjalność to pstrąg tęczowy. Będzie potrzebne pozwolenie na łowienie oraz warto wcześniej przeczytać o limitach połowu w jeziorze.

Kilka szczegółów trasy.

Całość to około 3 km, spokojnym, niespiesznym krokiem dwie godziny wystarczą. Oczywiście dzięki dzieciom takie spacery przeciągają się niebezpiecznie, bo ilość przerw na popas nigdy nie jest wystarczająca, a patykami można się tak fajnie bawić w miecze świetlne ze Star Wars.

Dojechać się da komunikacją miejską – łatwo można połączyć ten szlak np. z przejściem przez most wiszący w Lynn Valley. Przy łaczeniu szlaków jest też spory parking i toalety, a także miejsca piknikowe z widokiem na góry. Na piękne góry.

A w te szczególne gwiazdkowe dni ktoś pomysłowo zawiesił mini bombki na drzewie, w miejscu gdzie się szlak rozpoczyna. Niech miło się wędruje Mikołajom i nie tylko.

I jeszcze zdjęcia z Rice Lake. Trochę jesieni, trochę zimy i czekolada, co się zawsze nada 🙂

Rice Lake Vancouver Kanada

Rice Lake Vancouver Kanada

Rice Lake Vancouver Kanada Rice Lake Vancouver Kanada


Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać

Ania z Zielonego Wzgórza w styczniu. Czas na nowe

Rok z Anią zaczynam. Bo lubię ją, bo inspiruje, bo rozśmiesza i wzrusza. I jest Kanadyjką.

Rok z Anią zaczynam.

Bo lubię ją, bo inspiruje, bo rozśmiesza i wzrusza. Była małą dziewczynką, a potem stała się żoną i matką. Marzyła i wzdychała. Bywała w bezdennej rozpaczy i rozpływała się w oceanie szczęścia. Pisała pamiętnik i opowiadania. Każda z dziewczyn chciała być choć przez chwilę taka, jak ona, to znaczy najpierw rąbnąć kolegę tabliczką po głowie, a potem zostać jego żoną 🙂

Dlaczego?

Czy to jest tak, że coś się nagle wydarzyło, wymyśliło, że podpatrzyłam i zgapiłam gdzieś coś ?! Może…

Projektów, postanowień, będę robić to i tamto codziennie od teraz, albo do poniedziałku najpóźniej, tego jest dużo w internecie. Każdy chce rzeczywistość porządkować, nadawać swojemu dorosłemu życiu trochę szkolnego drygu, dyscypliny. A już na początku roku, to szczególnie. Mój absolutny faworyt w kategorii “W 2016 roku będę….” to wydarzenie z bloga withlove.pl, o odwiedzeniu wszystkich bacówek w Beskidach. Bomba  i powtórzę, jak tylko wrócimy do Polski.

A tymczasem dla mnie

kolejny rok w Kanadzie będzie rokiem “Ani z Zielonego Wzgórza”.

Nie mogłam wybrać innej postaci, no nie mogłam. Rudowłosa Ania to przecież kanadyjska dziewczyna, więc kiedy jak nie teraz przyjrzeć na jej rzeczywistość? Jestem wprawdzie po drugiej stronie Kanady, dalej od Wyspy Księcia Edwarda chyba już nie można, ale bez przesady, zawsze to ten sam kraj.

Chcecie przeczytać serię o Ani na nowo? Ja już zaczęłam. I teraz zamierzam Wam co miesiąc trochę o Ani napisać. Nie będzie to czytanie chronologiczne, bo te zaliczyłam będąc młodą Kasią, nie będzie większego tematycznego uporządkowania. Będą luźne myśli i kartki z kalendarza.

Jaki jesteś styczniu?

Zaczniemy opisem pogody/przyrody, czegoś, co absolutnie zachwyca w książkach o Ani. Mnie zachwyca. Kwieciście, bogato, żaden tam minimalizm w słowach czy odczuciach. Niewyobrażalne piękno mocno dźwięczy w uszach.

January so far has been a month of cold gray days with an occasional storm whirling accros the habour and filling Spook’s Lane with drifts. But last night we had a silver thaw and today the sun shone. My maple grove was a place of unimaginable splendors. Even the commonplaces had been made lovely. Every bit of wire fencing was a wonder of crystal lace.  Ania z Szumiących Topoli

zdjęcie jest z Whistler, tegoroczno zimowe

Styczeń to czas nowego.

Nie tak dawno, ucząc się z Krzysiem języka polskiego, oglądaliśmy prezentacje o miesiącach. Wiecie skąd pochodzi nazwa styczeń? Od stykania się starego i nowego roku 🙂 W życiu bym na to nie wpadła. Uczenie się nazw miesięcy jest zawsze świetną zabawą dla dzieci, nie zgadniecie, jakie to pomysły przychodzą czasami do głowy. Na tym blogu mama z Ameryki opisuje jak jej dwujęzyczne dzieci się miesięcy uczyły – super sprawa 🙂.

To obietnica i przyrzeczenie. Mój czas, czas dla mnie. Nieskończenie wiele możliwości, 365 dni czystych dni.

Ania mawiała, że wyobraża sobie i swoim wymyślonym bohaterom pozwala na nieskończenie wiele rodzajów czasu: czas wiosenny, księżycowy, krótki i długi, czas na dobranoc, ale nie czas najwyższy, bo on jest zbyt wymagający i smutny jak na życie baśń…

Pociągający w brzmieniu był dla niej czas górski, czyli jedna z 6 stref czasowych właściwych dla Kanady i USA.

mountain time… because that has such a fascinating sound. Ania z Szumiących Topoli

I w bajkach, i w życiu musi być czas stary i czas nowy;

old time, young time….. because if there is an old time, there ought to be a young time, too;

Ania z Szumiących Topoli

Ania nie przepadała za bed time, czyli gasimy światło i do łóżeczka myk. Ja osobiście go bardzo lubię. Bed time to czas zasypiania, marzenia, czytania książek i książeczek, nawet jeśli dla mnie jako rodzica będzie to wciąż ta sama historia, którą Maciek uwielbia i każe sobie w kółko i od nowa czytać. Jeśli tylko nie wskakuje się po ciemku na śpiące bogate ciotki, tak jak ta mała rudowłosa dziewczynka, marząca o spędzeniu chociaż jednej nocy w gościnnym pokoju, bed time może być całkiem przyjemny 🙂

Taka jest moja Ania z Zielonego Wzgórza w styczniu. Zmarznięta, bosymi stopami bębniąca o podłogę swojego pokoiku na poddaszu i bez zegarka na ręku.

Drodzy, dużo dobrego, magicznego czasu w 2016 roku. I dni dobrych, z sopelkami i bez.

[symple_box color=”blue” fade_in=”false” float=”center” text_align=”center” width=””]Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.[/symple_box]

PODZIEL SIĘ

Mamo, chcę potarzać się w śniegu ! Pierwsze narty i sanki na Mount Seymour

Pierwsze sanki i debiut narciarski na Mount Seymour. Zima trzyma.

Ten wpis będzie o początkach na nartach i sankach, czyli sportach ,do których uprawiania zasadniczo potrzebny jest śnieg. O łyżwach możecie poczytać tu.

A dziś zapraszamy na pokaz zdjęć z naszych pierwszych prób sanko – narciarskich na górze Mount Seymour. Którą latem też polecamy na miłe spacery.

Z górki na pazurki na sankach.

Co roku zimą w internecie krążą zdjęcia pokazujące, jak to dużo śniegu mają w Kanadzie. Zasypane domy, drogi, biało po czubek nosa i więźbę dachową. Oczywiście w Vancouver śnieg stanowi rewelacje prawie taką samą jak lądowanie kosmitów, ale już około godziny jazdy drogą na północ jest go całkiem sporo. W ilościach hurtowych wręcz. Choć nie po dziurki w nosie ;D

Wydaje mi się, że już gdzieś narzekałam na to, że ciężko znaleźć dla dzieci darmowe górki do zjeżdżania na sankach [ach, westchnięcie za górką na Moczydle] w obrębie miasta. Śniegu nie ma w Vancouver, stąd jeśli mamy ochotę na sanki, to trzeba wybrać do któregoś z ośrodków górskich, jednak trzeba się liczyć z tym, że będziemy płacić za zjeżdżane.

I nawet jak kupimy bilet, to nie ma tak, że dziecko może sobie zjeżdżać w dowolnym miejscu, o nie. Są wyznaczone tory ślizgawkowe. Takie zwyczajne, znane nam z Polski zjeżdżanie na sankach (czy to drewnianych, czy plastikowych jak te zielone ciągnięte przez Krzysia na zdjęciu poniżej) , takie sanki na Mount Seymour nosżą nazwę: tobogganing. W innych miejscach można się spotkać jeszcze z nazwą sliding. Bilet kosztuje od 10 do 12 CAD za 2 godziny, można kupić na miejscu sliding carpets czyli cienkie maty do zjeżdżania (ale nie polecam, bo to jest super cienkie i dziecko jest po tym mocno poobijane). Moim zdaniem najlepsze do takiego zjeżdżania są maty styropianowe, które latem można na falach wykorzystać, takie praktyczne, wielozadaniowe są ;D

Innym sposobem na sanki jest snow tubing czyli zjeżdżanie na wielkich pompowanych kołach. Na Seymour można skorzystać z torów dla początkujących i zaawansowanych, oraz nie trzeba taszczyć tego wielkiego koła z powrotem na górę, bo wyciąg jest 🙂 Taka zabawa jest zdecydowanie najdroższą opcją jeśli chodzi o sanki, ale sądząc po minach dzieci ( i wielu dorosłych) warto chociaż raz spróbować.

Sanki zaliczone, to może spróbujemy desek?

Nartom poświęcę osobny wpis, bo awansowały na główny sport zimowy tego sezonu i sporo jest do napisania. Na razie więc dzielę się tylko zdjęciami z pierwszego wyjścia na stok. Debiut Krzyśka (8 lat) i Maćka (prawie 4 lata) udał się nad podziw. Chłopakom bardzo bardzo się podobało, zostaliśmy aż do zapadnięcia zmroku, nie do wiary, jak przyjemnie ( i nietłoczono) jest na nartostradach nocą. Maciek najchętniej zjeżdżał między nartami Kuby, chociaż jak się go postawiło na mini górce, to w dół ochoczo pomknął. Krzyśkowi przyswojenie podstaw poszło nadspodziewanie dobrze, że aż za bardzo chojrakował i się wyrywał na trudniejsze trasy. Wbrew tytułowi, w śniegu się nie tarzał 😉

Dzienny bilet dla Krzyśka to około 20 dolarów, dla dorosłego 50 dolarów, Maciek jeździ na Seymour za free. Wypożyczenie sprzętu to koszt około 30 dolarów.

i jeszcze zdjęcia

1 2

zima trzyma 2015

 

Na Seymour można uprawiać jeszcze np snowshowing, czyli chodzenie na rakietach śnieźnych, o czym napiszę przy kolejnej okazji. Na rakietach można pójść np na Psią Górę, po sąsiedzku położoną przy Mount Seymour (szlak zaczyna się od tego samego parkingu).

Więcej zdjęć i opisów wkrótce, słowo daję !

tymczasem miłego zimowego dnia

Peak Hiring Period – znowu o szukaniu pracy w Vancouver

Teraz jest dobry czas na szukanie pracy. Kilka rad i linków o tym, jak zacząć. Sprawdzi się nie tylko w Kanadzie.

Początek roku to w wielu północo-amerykańskich firmach okres, kiedy zwiększają się szanse, że cię zatrudnią.

W ciągu roku takich momentów, które są peak hiring period  jest kilka, oczywiście wiele zależy od branży czy też sezonowości pracy. Ale jeśli twoim celem na 2016 jest mieć (lepszą) pracę, to czas, kiedy zatrudniają sporo nowych ludzi, właśnie trwa. Firmy zabudżetowały nowe stanowiska, zaczynają rekrutacje, a zadaniem działu HR jest znalezienie nowego pracownika. Będą się chcieli wyrobić przed końcem pierwszego kwartału (przed pierwszą ewaluacją performance planu hehehe)

Poniżej spisałam kilka punktów, popartych moimi doświadczeniami w szukaniu pracy w Vancouver. Której to pracy szukałam już po wylądowaniu w Kanadzie, mając przyznane otwarte pozwolenie na prace.

Myślę, że przynajmniej część tych zasad jest uniwersalna, więc śmiało używaj, ile wlezie.

Co powinieneś zrobić w peak hiring period ?

1. Odśwież resume, albo najlepiej napisz je od nowa.

I nie w Wordzie (no chyba, że wymagają). Możesz skorzystać z gotowych szablonów, ładnych, minimalistycznych, darmowych, jakich w sieci pełno. Żadnych zdjęć, stanu cywilnego, wieku oraz wyciągu z konta nie należy dołączać. No chyba że chcesz mieć gwarancję, żeby twoje resume wylądowało koszu. Wtedy śmiało dołączaj.

2. Zajrzyj na Linkedin, napisz maila “Hej co tam, pamiętasz mnie ?” do kolegów z pracy, których masz w znajomych.

Napisz też do tych nowych, co na LinkedIn są twoim trzecim kręgiem znajomych – może twój manager z Polski ma zakumlowanego kolegę z Kanady? Przecież grzeczne zaczepienie w sieci jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Najwyżej cię zlekceważą. Ale może nie. A może chcesz dołączyć do moich znajomych LinkedInie?

3. Znajdź agencję pracy tymczasowej.

Od czegoś trzeba zacząć. Ale przyjdź do nich przygotowanym, z papierami (przynajmniej z resume) i z uśmiechem. Może będzie coś od razu?

4. Idź do najbliższego community centre, neighbourhoud house czy biblioteki, podejdź do tablicy informacyjnej albo jeszcze lepiej do żywego człowieka i zapytaj, czy w temacie pracy, coś się będzie działo.

Na 100 % coś się dzieje, albo za chwilę się zacznie. Warsztat, sesja informacyjna, grupa wsparcia. Pomogą odświeżyć resume, potrenują z tobą rozmowę. A może kogoś znają i ten ktoś będzie ciebie potrzebował?

5. Męża sąsiadki spytaj, koleżankę, panią na ulicy.

Nie żeby tak prosto z mostu walić z pytaniem do nieznajomych, ale wyczuj moment. Najlepiej najpierw zapytaj o pogodę. Potem płynnie przejdź na życie zawodowe tej osoby, i jak już się rozwinie w odpowiedzi, gwarantowane, że ta osoba będzie chciała usłyszeć, jak to wygląda u ciebie.

6. Pochodź po internecie, szukaj Vancouver job fair, job events, itp.

Często są, często za darmo.

7. Zajrzyj na strony internetowe.

ja szukałam głównie na tej: craiglist oraz w zakładce jobs na Linkedinie. Bardziej specjalistyczne od kątem IT:  techvibes.

8. Nie bój się.

Znalazłeś ogłoszenie i chcesz aplikować, ale nie masz kanadyjskiego dyplomu? Ja też nie. Ale mam umiejętności, które są wszędzie przydatne, niezależnie od kraju i wykształcenia. To się nazywa transferable skills. Prowadziłeś spotkania, robiłeś raporty, jesteś dobry w słuchaniu i odpowiadaniu na potrzeby ludzi, umiesz mówić do publiczności? To najpierw napisz o tym w liście motywacyjnym, a potem powiedz rekruterowi. Może ten dyplom nie będzie najważniejszy.

9. I przypomnij sobie, co dobrego zrobiłeś kiedyś, dla kogoś za free.

Wolontariat, nawet minimalny, ma znaczenie. Poćwicz, czy umiesz powiedzieć choćby dwa zdania o tym.

10. I nie myśl, że się nie uda. Myśl, że się uda 🙂

Zmieniacie / szukacie (pierwszej, nowej, innej) pracy w tym roku? Grupa wsparcia by się przydała – może znajdziecie ją na FB?


Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi ! Wtedy wiemy, co lubisz czytać !


Jak się macie zimą 2015? część II

Czynności zimowych wyliczanie trwa. O tym, jak jeździmy na łyżwach. Mikołaj też jeździł.

Chciałabym napisać o takich zwykłych rzeczach, robionych przez nas zimą. Tak, żeby ten post był podobny do tych jesiennych, migawkowych, pokazujących kawałki codzienności. Ale jakoś tak wychodzi, że się robi mocno tematycznie, puchnie post od zdań i zdjęć, więc muszę je dzielić, przemyślenia i opisy obracać i skracać. Mam nadzieję, że mimo to udaje się Wam przeczytać, co u nas zimą się dzieje dowiedzieć, a jak ktoś szuka informacji o Vancouver, to co nieco znajdzie.

Mimo tego, że mam jeszcze sporo do napisania w klimacie świąteczno-noworocznym, dzisiaj kilka zdań o naszych wyjściach na łyżwy. Lubię je bardzo i stąd będą miały osobną notkę, a co !

O wyjściu na łyżwy

Być w Kanadzie i nie jeździć na łyżwach? Nie da się – Kanada w końcu hokejem stoi.

I  jeszcze te wspomnienia z dzieciństwa, zamarzniętego stawu, gdzie się na łyżwy wychodziło. Najpierw na lód wchodził tata, na sam środeczek, porządnie stukał butem, czy aby na pewno lód jest wystarczająco gruby, Dzień był taki cichy, zimowy, mroźny, że aż szczypało. Na staw mogliśmy wychodzić sami, a na jezioro już nie. A pamiętasz Bartek, jak siedziałeś na sankach, a ja na łyżwach popychałam te sanki na stawie u Dziadków? Sentyment do łyżew mam wielki, dawno nie jeździłam, ostatni raz na warszawskiej Ochocie, na ślizgawce, chyba z 8 lat temu !?

Jak się zatem nadarzyła okazja, żeby w roli rodzica pojechać z klasą Krzysia na szkolne łyżwowanie w towarzystwie Mikołaja, nie wahałam się ani chwili. Jeździliśmy sobie z Krzysiem, jeździł i Mikołaj, a na koniec poczęstowano wszystkich pizzą.

To było moje pierwsze spotkanie z łyżwami w Kanadzie i od razu daję lajka za łatwość, z jaką w Vancouver można ten sport uprawiać.

Gdzie pójść na łyżwy w Vancouver?

Najlepiej zacząć od tej stronki. To spis wszystkich zadaszonych lodowisk prowadzonych przez miasto, najczęściej przy różnych community centrach. Przy każdym lodowisku jest aktualny grafik publicznej dostępności (drop-in schedule). Czasami wejścia są dla wszystkich, czasami preferowani są rodzice z maluchami albo seniorzy. Wejście kosztuje około 6 CAD dla dorosłego, około 2 CAD dla dziecka (bez limitu czasu). Często lodowiska organizują wejścia za pół ceny, a niektóre nawet zupełnie za darmo. Wypożyczenie łyżew jest dodatkowo płatne (rozmiary są wszystkie, łyżwy figurowe i hokejowe, plus kaski, dla dzieci obowiązkowe). Niektóre z zajęć otwartych mają motyw przewodni, np. zabawy hokejowe dla dzieci i dorosłych. Takie zajęcia trwają około 1 – 1,5 h. Jak dobrze poszukać, to codziennie można sobie pójść pojeździć za niewielką kwotę, co też staram się czynić 😀

Jeśli kogoś interesuje nauka, zajęcia zorganizowane, zdobycie konkretnych umiejętności, to jest to jak najbardziej możliwe. Organizowane są dla wszystkich, choć zajęcia dla przedszkolaków i uczniów cieszą się taką popularnością, że w momencie otwarcia rejestracji online (register for activities) czasami siada przeciążony system. Zapisujemy się na dany poziom, zgodnie z sugestiami podanymi na stronie. Np. Krzysiek, który w tym roku pierwszy raz wszedł na lodowisko, ale umie już stać, upaść, powstać, przejechać całe lodowisko bez trzymania się bandy i zakręcić, łapie się na poziom 2.

No a jak Maciek daje sobie radę? Wybornie ! Maciek próbował łyżew jak dotąd ze trzy razy, sam nie jest w stanie utrzymać się jeszcze, ale na szczęście na każdym lodowisku dostępne są stojaki, coś na kształt wieżyczek, które dzieci ( a czasem i dorośli) popychają przed siebie, mknąc po lodzie. Maćkowskiego najczęściej pcham ja, ten wygodnicki gapi się tylko na boki, a łyżwy w rozmiarze 25 rozjeżdżają mu się na wszystkie strony. Zazdrość mnie łapie, jak widzę maluchy w jego wieku, pomykające na lodzie szybciej ode mnie.

I jeszcze lista odwiedzonych przez nas lodowisk w kolejności od najulubieńszych:

  1. Hillcrest, duże, ładne, kolejka szybko się rozładowuje, można dojechać od nas rowerem
  2. Britannia: dalej, ale ciągle blisko Mount Pleasant, nie takie ładne, minus, że kasa i wypożyczalnia są w dwóch różnych budynkach
  3. Kerrisdale: najdalej, od nas tylko komunikacją miejską, kolejka długaaaa, ale za to możemy jeździć w doborowym towarzystwie (L. pozdrawiamy !)
  4. Kitsilano – duże, ładne, sporo miejsca na przebranie się, nawet obok jest plac zabaw, jakby nie wszystkie dzieci chciały się bawić, ale daleko niestety

zdjęć niewiele i tylko z jednego lodowiska

łyżwy Vancouver

łyżwy Vancouver

To są zapiski dotyczące lodowisk krytych w Vancity. Przy okazji innych postów napiszę także o lodowiskach odkrytych, bo i tych nie brakuje.
A jak w Zamostowie? Da się jeździć po stawie?

Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać

Fundraising czyli jak w Kanadzie zbiera się pieniądze dla potrzebujących

Kwestować każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej.
Pomysły, jak zebrać pieniądze w (nie tylko kanadyjskiej) podstawówce oraz korporacji.

Zbiórka pieniędzy na cel dowolny, fundraising, zrzutka dobrowolna, co łaska panie.

Już niedługo w Polsce zacznie znowu grać WOŚP. Będzie głośno, wesoło, szlachetnie. Całe mnóstwo czerwonych serduszek, ciekawych akcji i aukcji, uśmiechu na twarzy i otwartych portfeli. I chociaż co roku kontrowersje wzbudza (zazdroszczą, ot co), to i tak Orkiestra będzie grała do końca świata i o jeden dzień dłużej.

Moja przygoda ze zbiórką pieniędzy zaczęła się własnie od Orkiestry.

Wczesna podstawówka, dwie przyjaciółki i brat (zgłosić się, czy pamiętacie) i plakat wymalowany na prześcieradle. Coś o rock & rollu, pieniądzach i miłości. Pamiętam mroźny styczniowy wiatr na twarzy, kiedy machałyśmy tym transparentem zatrzymując samochody. Pamiętam też uczucie niesamowitej dumy, kiedy udało się coś uzbierać. I później dorzucić do wspólnego koszyczka.

Oprócz Orkiestry niewiele mam innych doświadczeń w proszeniu o pieniądze. To raczej mnie prosili, np. o składki na komitet rodzicielski 🙂

Odkąd przyjechaliśmy do Kanady z ciekawością przyglądam się, jak ludzie tutaj zbierają pieniądze.

Akcji dla potrzebujących jest sporo, cały czas się coś dzieje. Znając już trochę mentalność Kanadyjczyków i ich podejście do wolontariatu i pomagania innym, nie dziwię się wcale, że zbiórki pieniędzy są na porządku dziennym. Kwestować każdy może, zarówno dorosły, jak i dziecko.

W szkole Krzyśka nie ma składki miesięcznej na komitet rodzicielski. Skąd więc PAC (Parent Advisory Council) bierze pieniądze np. na wycieczki szkolne czy dofinansowanie stołówki? No właśnie poprzez kwestowanie czyli fundraising.

Ale, ale, zbierają pieniądze nie prosząc o nie bezpośrednio! Czyli co robią, zapytacie.

Często organizowane jest kino szkolne, czyli Movie Night Out.

Na sali gimnastycznej, na ekranie wyświetlana kreskówka. Wstęp co łaska. Można na miejscu kupić pizzę i popcorn. Żeby było zabawniej, można przyjść w pidżamie (nie wiem w sumie dlaczego, no ale cóż szkodzi ). Wszystkie zebrane pieniądze idą na potrzeby szkoły. A pizzę i popcorn zwykle dostarcza najbliższy supermarket, który współpracuje ze szkołą nie tylko przy takich okazjach. Takie wieczorne oglądanie to także okazja to poznania sąsiadów, innych rodziców, wszystkich tych, którzy potem budują twoją społeczność (community). Zawsze sala wyładowana jest po brzegi !

Inną formą zbierania pieniędzy (nie tylko) dla szkoły są targi.

Zarówno rzeczy używanych jak i wyrobów własnych. Przynosisz to, co już niepotrzebne, sprzedajesz, a kwota idzie na fundusz potrzebujących. A co to wyroby własne zapytacie (nie wiem dlaczego to słowo mi się jakoś z wędlinami kojarzy)? To nie tylko rękodzieło. To również wypieki czy dania przygotowane przez rodziców/nauczycieli/uczniów sprzedawane na targach. Można popróbować ciasteczek mamy kolegi z klasy. I swoim chlebkiem bananowym się pochwalić. A przy okazji za te smakołyki pobrać niewielkie pieniądze, żeby pomóc.

Targom często towarzyszy loteria.

Można kupić jeden los, można dwa, a można i kilkanaście (tyle, ile wynosi długość łokcia). Potem takie losy uczestniczą w loterii 50/50, czyli wygrany bierze połowę uzbieranych pieniędzy. Raffle to także okazja, żeby oddać nieużywane rzeczy, które nam już nie posłużą, ale mogą dostać drugie życie u kogoś innego. A przy okazji przechodzenia z rąk do rąk, kilka toonie (2 CAD) czy loonie (1 CAD) wyląduje w skarbonce dla potrzebujących.

Wyścigi i zawody sportowe w szkole to również świetna okazja, żeby zebrać pieniądze.

Chociaż kontrowersją powiało, kiedy Krzysiek powiedział o ostatnim pomyśle na zbiórkę w biegu Terrego Foxa. Otóż żeby dzieciaki zmotywować do kwestowania, nauczyciele zapowiedzieli, że za każde 500 CAD zebrane w klasie będzie możliwość rzucenia ciastem w wychowawcę ! Albo w dyrektorkę. Nie wiem, czy Krzyś pamięta, na co wtedy zbierali, ale na pewno pamięta, komu z nauczycieli w śmietanie z ciasta było najbardziej do twarzy (sic!). Pomysł jest 😀

I jeszcze 3 pomysły tym razem z mojej pracy. Firma niejednokrotnie włączała się w akcje charytatywne. To norma, że kanadyjskie biznesy, i to wcale nie tylko to największe, kwestują, jak mogą i do pomocy zachęcają.

Quarter toss– czyli rzucanie ćwierćdolarówkami w stronę butelki wina. Czyja moneta jest najbliżej, ten wygrywa butelkę, a reszta monet idzie do potrzebujących. Dla niepijących (tak, tak, niematotamto) przygotowywana jest butelka dobrej wody gazowanej.

Bad tie day – płacisz dolara/dwa wpisowego, przychodzisz w baaaardzooo brzydkim krawacie, a w losowaniu możesz wygrywać połowę z pieniędzy za wpisowe. Wersja dla panien: Funny hut day, czyli kapelusik zamiast krawata.

Jeans day – płacisz dolara/dwa, żeby móc przyjść w dżinsach do pracy. Przydatne zwłaszcza jeśli dress code w firmie jest bardzo oficjalny. Uwaga: szorty raczej nie przejdą 😉

A Wy macie jakieś patenty na kwestowanie? Ciekawe doświadczenia w temacie? Ręką do góry a komentarz do okienka !

Do tematu jeszcze wrócę, bo jest o czym pisać. Tymczasem pozdrawiamy 🙂

[symple_box color=”blue” fade_in=”false” float=”center” text_align=”center” width=””]Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.[/symple_box]

PODZIEL SIĘ