Coś ostatnio mało zdjęć jest na blogu. Nie żebym się czuła odpowiedzialna (no może troszkę), raczej winię pogodę.

Wstręciucha – deszczowa pogoda, nie pozwoliła na zrealizowanie bardzo wielu wycieczkowych planów.

Wyobraź sobie, że płacisz 5 tysięcy za wycieczkę zagraniczną, a tam pada cały czas. No właśnie!Dobrze, że dla rodziców to był drugi pobyt w Kanadzie, mogli sobie odpuścić wiele zwiedzania bez większego żalu. Ale co tu kryć, lekki żal był, że spacery mikre, że deszcz w kółko, że gór nie widać.

Jeśli były zdjęcia, to mokre. Przykład z FB podaję poniżej.

Na szczęście jedna niedziela była słoneczna, jedna taka, z trzech tygodni wizyty. Jak tylko prognoza pokazała, że się da, wyruszyliśmy samochodem w szóstkę poza Vancouver.

Tam słońce było! Fajna okazała się ta nasza jednodniowa wycieczka do Victorii, stolicy B.C.

Victoria nam się spodobała, serio.  Jednak chyba za wiele się nasłuchaliśmy achów i ochów o tym mieście, by tym naszym wyśróbowanym wymaganiom biedna stolica Kolumbii Brytyjskiej mogła sprostać.

PS. Czy we wszystkich prowincjach jest tak, że największe miasto regionu NIE jest stolicą? Paweł, jak jest w Manitobie?

Victoria jest ładna. Tyle, ile mogliśmy w jeden dzień zobaczyć. Zresztą wydaje mi się, że dwa dni na stolicę to sporo, zwłaszcza jak masz tydzień na całą B.C. W jeden dzień ogarniesz najważniejsze.

Ale zacznę od początku.

Na początku jest prom. W tym roku pierwszy raz płynęliśmy kanadyjskimi promami, to trochę o nich napiszę.

Brzmi ciekawie? Ha, nie da się ukryć, że jest to atrakcja. Jak jest pogoda i można się pogapić zza burty. Ale jak nie ma pogody, to masz poczucie, że te 120 CAD za samochód i 6 ludzi w jedną stronę, to jednak spory wydatek.

BC Ferries są drogie. Z Vancouver wypływają z dwóch portów: na południu z Tsawwassen i z Horseshoe Bay na w Wschodnim Vancouver na North Shore. Jak płynęliśmy do Nanaimo (żeby na nartach pojeździć), to startowaliśmy z Horseshoe Bay, jak do Victorii, to z Tsawassen.

Procedury są takie same: podjeżdżasz samochodem do okienka, uiszczasz opłatę, wjedżasz na prom, zostawiasz samochód. Potem możesz zostać w aucie i spać, albo wyjść na pokład, posiedzieć.

Dla dzieci jest kącik, są też stanowiska do pracy, z gniazdkiem. Na promie jest co robić, a zawsze i tak najtłoczniej jest w restauracji  – chyba podróż tak wpływa na ludzi ;).

Zjeść możesz jeszcze zanim wjedziesz na prom , bo samochody czekają w długiej kolejce. Można wysiąść z auta, łazienkę zaliczyć, albo plac zabaw (wiadomo!) i w sklepikach pobuszować. Trochę jak na lotnisku.

Nie bój się, zawołają, jak trzeba będzie wracać do samochodów.

A, jeszcze jedno – jak wybierasz się we popularne turystyczne dni, to warto wcześniej zrobić rezerwację. Niestety mówi ona jasno, że i tak musisz pojawić się najpóźniej godzinę przed startem, żeby rezerwacja była honorowana. Kosztuje 18 CAD w jedną stronę.

Raz przyjechaliśmy 15 minut przed odpłynięciem i niestety nie wjechaliśmy już na prom. Mimo kupionego biletu. Ale nie mieliśmy rezerwacji.

Victoria 2017_prom_Kanada się nada blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_1

Victoria 2017_prom_Kanada się nada blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_2

Obie przystanie promowe są osiągalne także dla ludzi bez samochodu!

Dojeżdżają autobusy miejskie, więc jak nie masz auta, też skorzystasz. W dodatku, jak masz samochód, a chcesz co nieco zaoszczędzić, możesz samochód zostawić na parkingu i wsiąść na prom jako pieszy pasażer. Jeszcze nie sprawdzaliśmy, jak to działa, ale jak będziemy płynąć na Bowen Island, to pewnie tak zrobimy.

Połowa posta, a o Victorii dopiero zaczynam pisać.

Wjechaliśmy w rogatki miasta i pierwsze zdziwko, co tutaj tyle hoteli. Sporo większych i mniejszych. Dla zamożnych turystów i dla tych z chudszym portfelem.

My spać nie zamierzaliśmy, więc tylko ruszyliśmy w kierunku centrum. Nie nastawialiśmy się na mocne zwiedzanie. Nasze chłopaki i tak z zabytków najbardziej lubią oglądać Lego Store 😉 Nie jeździliśmy również na rowerze po Victorii, ale widać, że jest to bardzo dobry sposób na jej zwiedzanie. Sporo rowerzystów, w różnym wieku.

My chcieliśmy przede wszystkim zobaczyć, czym Victoria różni się od innych kanadyjskich miast. I zobaczyliśmy. To właśnie ta inność, obecność dużej ilości historycznych budynków, klimat z lekka europejski sprawia, że Victoria nam się spodobała. Chociaż wygląda na senne miasteczko, to jednak jest to miasteczko inne niż Vancouver, Seattle czy New York City (te amerykańskie miasta znamy, fakt nie za dobrze, ale wydają się nam dość podobne do siebie, takie wiecie, na jedno kopyto.) A Victoria jest inna. Myślę, że Monteal i Quebeck też nas zachwycą swoim klimatem, jak już kiedyś tam zawitamy.

Było zwiedzanie zza szyby samochodu oraz spacerowanie po ulicach w sąsiedztwie Parlamentu (zamknięty do zwiedzania w weekend).

Victoria 2017_Parlament_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_2

Victoria 2017_Parlament_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_1

 

Przeszliśmy się też słynną wąziutką uliczką w najstarszym kanadyjskim Chinatown. Nie mam za dużo doświadczenia z chińskimi dzielnicami. Ta w Vancouver, choć odwiedzona przez nas zaraz na początku pobytu, nie doczekała się nawet wzmianki na blogu (ani zdjęcia w pierwszym blogowym poście). Nie podpasowało nam.

Ale Chinatown w Victorii to całkiem przyjemnie miejsce. Nawet z lekka romantyczne. (No dobra, przesadzam trochę, ale na spacer jak najbardziej polecam)Victoria Chinatown 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

 Victoria Chinatown 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_brama do Chinatown

Spacerowaliśmy po uroczej wiosce pływających domków Fisherman’s Wharfs. Chłopakom się bardzo podobało bo te domki są niewiele większe od pudełka z zapałkami. I w dodatku na wodzie! Przyglądając się niektórym ciężko było nie kwestionować gustu ich właścicieli, no ale o gustach się nie dyskutuje. Podobno 😉

Victoria- Fisherman 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_1

Victoria-Fisherman-2017_Kanada-się-nada_blog-o-polskiej-rodzinie-w-Vancouver-i-emigracji-do-Kanady_6

Victoria- Fisherman 2017_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady_2

A na koniec zjedliśmy szeroko sławione fish and chips (smażony kawałek ryby plus frytki plus mini sałatka), które smakowało tak samo jak popularne (GO Fish) and chips w False Creek w Vancouver, do którego kiedyś staliśmy ponad 40 minut w kolejce (ja mam niepotwierdzone przekonanie, że wszystkie fish and chips smakują tak samo, nieważne jak sławne by były!)

Kilka godzin w słonecznym, spokojnym mieście dobrze nam zrobiło. Victoria to dobre miejsce na jednodniowy getaway (wycieczka za miasto, dosł. ucieczka ;))


Chętnie poczytamy inne pomysły na jednodniowe wycieczki poza miasto. A jeśli byliście w Victorii, napiszcie, co jeszcze zobaczyć!

Przeczytaj jeszcze:

Jak być fit w Vancouver? Prosto, sportowo, darmowo. Plus emocje, a właściwie wyścig
Jak Vancouver wkurza Marijannę – 3 największe rozczarowania miastem
Jak się macie latem 2017? Lipiec w Kanadzie, sierpień w Polsce. Skansen, wakacyjna qlturka, u dziadków i Legoland
Lepszy, lepsiejszy, najlepsiejszy (i/e)migrant czyli ja się znam na Kanadzie, a ty nie!

 


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

 

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.