pierwsze polskie wakacje_Kanada się nada_blog o emigracji do Kanady i polskiej rodzinie w Vancouver

Już dawno postanowiliśmy, że część naszego wrześniowego pobytu w Polsce przypadnie na tzw. urlop właściwy, czyli będziemy zwiedzać i wypoczywać, i byczyć się, i poznawać coś nowego. A właściwie to poznawać coś starego, bo po roku w Kanadzie mieliśmy wielki niedosyt starówek, starych miast, zabytków starszych niż te z czasów, kiedy Ursynów budowano. Stąd koncepcja samochodowej wycieczki objazdowej po Polsce, skądinąd lekko chybiona, bo dzieci, no i polskie drogi, jakie są każdy widzi.

Żeby wszyscy przetrwali, żeby się dało i trzylatka, i ośmiolatka zaciekawić, pomysł zrodził się o taki: jedziemy do Wrocławia szukać krasnoludków, potem do Krakowa smoka przywitać, a na końcu w Toruniu pierniki upiec.

Żeby były starówki i rynki jak się patrzy, tłumy turystów i odpustowe stragany. Jak to ogrom natury kanadyjskiej człowiekowi się na mózg rzuca, że chce mu się pod Sukiennice pchać, za wycieczkami szkolnymi w Wieliczce się ustawiać, czule głaskać chaty w Biskupinie…… Taka nasza Polska była, mocno przesycona polskością właściwą, którą dla nas, nieco może naiwnie, właśnie miejskie starówki reprezentowały.

Dobrze, ze samochód był wygodny (dziękujemy 🙂 ). Rezerwacje zrobiłam albo na booking.com albo na airbnb, kryterium jedno – żeby było blisko tego, co chcemy zobaczyć. Ceny noclegów do około 350 zł za dwa dni w jednym mieście. Jedliśmy, co chcieliśmy (ja na ten przykład codziennie serniczek i drożdżówkę z makiem, a co!), oglądaliśmy bez spiny, co było po drodze. I to był strzał w dziesiątkę. Maciek, trzylatek, bez mrugnięcia okiem powie teraz, gdzie smok wawelski mieszka!

RAMOWY PLAN WYCIECZKI

  1. Wrocław – nabywamy mapę krasnoludków (7 pln) i idziemy ich szukać po rynku. Dzieciaki zajęte trwale, ganiają, więc jest szansa, że się zmęczą, pójdą spać, będzie można posiedzieć na tarasie wieczorem. Zapomnieliśmy zjeść knyszę, trzeba będzie wrócić w przyszłym roku.
  2. Wrocław – ZOO  the zło, dwa dni po naszym pobycie tygrys (ten ze zdjęć niżej) się wymknął ze skutkiem śmiertelnym dla opiekuna :(. Ale poza tym wrocławskie zoo jest MEGA !!! A Afrykanarium przebija nawet Aquarium z Vancouver (tutaj nie mają hipcia takiego ogromnego). Zwierząt jest dużo i są blisko (tygrysy i lwy to nawet za blisko, jak się okazuje). Wejście taniej w poniedziałki, my byliśmy około 6 h i wciąż było mało, przyzwoite jedzenie w restauracji.
  3. Rano Wrocław i Panorama Racławicka. Chłopakom się Panorama podobała (pokaz półgodzinny). Mnie też się podobała. Potem Kraków – spacer po wiślanych bulwarach plus poznajemy Podgórze (dopiero później nam powiedziano, że to dzielnica o specyficznej sławie, hmmm, kuzynka warszawskiej Pragi?).
  4. Kraków – Wieliczka, dopłata 10 zł, jeśli chce się zdjęcia w kopalni robić (nie warto moim zdaniem, zdjęć z Wieliczki nie pokażemy, bo złe wyszły). Maćkowi najbardziej podobało się, że ścianę można polizać.  Po południu krakowska starówka i Kazimierz, ale zapiekanki sławetne jakoś nas nie zachwyciły. Może dlatego, że pani zapiekanka stanowczo odmówiła wydania nam butelki z keczupem do samodzielnego dozowania. Nie bo nie.
  5. Kraków – Smok i bye bye, jedziemy w stronę Torunia. A po drodze, na spanie trafił nam się Piotrków Trybunalski. No to teraz pytanie – kto wie, co to za miasto? My nie wiedzieliśmy, a tymczasem miasto ma ładną starówkę, na której kręcono Vabank i W ciemnościach. Miasto do odkrycia. Są też koty = zachwyt Maćka.
  6. Toruń welcome. Mieszkaliśmy pomiędzy dwoma rynkami, w rankingu Kuby ta starówka wygrywa ! Jest też bardzo sensowny plac zabaw w odległości spaceru, w obrębie Starego Miasta; no proszę mi wskazać, gdzie jeszcze na polskich starówkach place zabaw są, hę? W Warszawie na Bugaju jest, liczy się? Naleśniki w Manekinie takie se, ale żurek w chlebie pyszny!
  7. Toruń – hit nad hity czyli Żywe Muzeum Piernika. Żeby wszystkie muzea tak wyglądały, żeby się tak muzealnikom chciało, jak tym młodym ludziom,  historią czarować i ciekawić, toby się muzea od turystów nie opędziły. GENIALNY pokaz godzinny (rezerwujcie sporo wcześniej !), pieczenie własnych pierników, opowiadanie ze swadą i piękną polszczyzną już tylko z książek znaną.
  8. Biskupin – ale się nam trafiło, Festiwal Smaków Dawnych. Mimo, że kociołków z bulgocącą zawartością było sporo, smacznych wielce, Maciek, pomny doświadczeń z Wieliczki, wziął się za lizanie ścian chat łużyckich. Słone nie były. Za czyste też nie. Glinobabranie też do czystych zajęć nie należy, ale za to z pewnością do najulubieńszych. Kubeczkami zostali obdarowani wdzięczni (prawda?) dziadkowie.

I JESZCZE ZDJĘCIA W PORZĄDKU CHAOTYCZNYM

wakacje w Polsce Septemeber 2015

wakacje w Polsce Septemeber 2015

wakacje w Polsce Septemeber 2015

wakacje w Polsce Septemeber 2015

wakacje w Polsce Septemeber 2015

wakacje w Polsce Septemeber 2015

I już. To wszystko. Plan dziecioprzyjazny. I rodzicom też się podobało.

Kliknij, żeby obejrzeć super filmik promujący Polskę. Kuba przy nim pracował, jupikajej !

Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.

PODZIEL SIĘ

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Pingback: Jak dostaliśmy pobyt stały w Kanadzie czyli droga do Permanent Residency - Kanada się nada()

  • Fajnie, że udało wam się zwiedzić kawałek Polski :). Miło usłyszeć, że Toruń Wam się spodobał. Ja tam studiowałam i jestem w nim zakochana :D! Moja córcia była w Muzeum Piernika z dziadkami i też była oczarowana. Jeśli jeszcze kiedyś będziecie w tym pięknym mieście to koniecznie zajrzyjcie do Planetarium. Przedstawienia dla dzieciaków są podobno rewelacyjne (Karolcia nie mogło przestać o nim mówić jeszcze dłuuuuugo po spektaklu :)). Pozdrawiam, J.

    • Kasia Jeziorska

      Dzięki,dzięki za cynk, na pewno do Torunia jeszcze wrócimy, bo miasto bardzo nam przypadło do gustu. Ach, żeby tak po tygodniu mieć w każdym z miast, to dopiero można by poczuć ducha każdego, popróbować, zakręcić się i zakochać. Się rozmarzyłam 🙂

  • Zamostowianie

    Nam też się podobało i nie było męczące a kolacja na wrocławskim tarasie na długo gościć będzie w naszej pamięci.

    • Kasia Jeziorska

      Cieszymy się bardzo. Do następnego razu !