Vancouver_wkurza_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

Podobno do wszystkiego można się przyzwyczaić. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, czy jakoś tak. Owszem, owszem, nie żebym się nie zgadzała.

Zgadzam się też, na ogół, z corocznie powtarzaną opinią o Vancouver – że to najlepsze miejsce do życia, albo przynajmniej w pierwszej dziesiątce.

Marijanna też się z tym zgadza. Choć ten jeden raz się zgodziła jakby mniej. Eeeee, co ci będę ściemniać. Wcale się nie zgodziła, tylko się na miasto obraziła. 

Vancouver wkurzyło Marijannę i zaraz mi opowiedziała swoje trzy największe rozczarowania miastem.

Marijanna to moja dobra koleżanka – sąsiadka, Serbka, od 3 lat mieszkająca w Vancouver. Mąż i dziecko obywatele kanadyjscy, ona sama ma prawo do stałego pobytu. Wykształcenie wyższe, pracowała w finansach w Belgradzie, zanim przenieśli się z mężemdo Kanady.

Jakiś czas temu poszłyśmy na kawę, do Starbucksa na rogu 15tej i Main, który po remoncie nie wygląda jak Starbucks [nie jest zielony, tylko czarno-brązowy oraz organizuje kursy baristy. Taki trochę Starbucks plus, widzę pierwszy raz na oczy].

Nad kawą, która, choć w innym (ładniejszym) kubku, smakowała tak samo, Marjanna powiedziała mi, że się wyprowadzają na jakiś czas z miasta.

Rozmowa naturalnie skręciła w stronę wymieniania plusów nowego miejsca (nie byle jakiego, bo wyjeżdżają do Nowej Zelandii).

Żeby były plusy, muszą być minusy, więc ponarzekałyśmy sobie trochę na Vancouver, ona nawet bardziej niż ja, bo ja to przynajmniej mam blog do wylewania żali, a ona ma tylko mnie.

Postanowiłam te 3 grzechy główne miasta Vancouver według Marijanny spisać* i zapytać was, co o tym myślicie. Może was też wkurzają?

*w  tekście wykorzystałam też  post o śmieciach sprzed kilku lat

#1 bezdomni i brak pomysłu miasta na rozwiązanie problemu.

Marijanna ma córkę w daycare (wiesz, co to jest?→LINK) w okolicach Chinatown. Codziennie odbiera ją stamtąd, około 18. Codziennie wsiada z małą do autobusu, żeby z centrum miasta dojechać na naszą przyjemną górę.

Jej spostrzeżenia o ludziach, których najczęściej wtedy spotyka – bezdomnych.

Nie płacą za bilety. Nie zachowują się normalnie. Straszą dzieci. Przy Science World walają się strzykawki. Community Centre publicznie dziękuje rodzicom, że oczyszczają na bieżąco plac zabaw ze strzykawek pozostawionych tam przez narkomanów.

Mocne? Nawet bardzo.

Na ulicach miasta, w parkach, na dworcach, pod witrynami sklepowymi. Są. Śpią, rozmawiają, wreszcie handlują. Ludzi, którym się w życiu noga powinęła, jest w mieście sporo.

Chodzą pogłoski, że w czasie surowych zim w innym prowincjach kanadyjskich, władze oferują tamtejszym bezdomny one-way ticket do wspaniałego i ciepłego Vancouver.

Są takie miejsca, gdzie lepiej się nie zapuszczać samemu. Ulice żyjące własnym życiem przez całą dobę. Jeśli spacerujesz po historycznej części Śródmieścia – Gastown, wystarczy zrobić krok dalej, a zobaczysz inną twarz Vancouver. Ludzi, którzy z przypadku lub wyboru żyją zupełnie innym „Canadian dream”

Problem bezdomności jest także wynikiem nieprzemyślanego traktowania przez lata rdzennych mieszkańców Kanady. Pisałam już, dlaczego, kiedy widzę Indianina, wolę przejść na drugą stronę ulicy.

Podobno na czas igrzysk 2010, miasto zapakowało ludzi z ulicy w autobusy i wywiozło, żeby nie kłuć problemem w oczy turystów.

Więc jeśli masz przed oczyma dziką Kanadę, taką od Arkadego Fiedlera i „Ostatniego Mohikanina”, to wiedz, że jest i taka Kanada.

 


#2 śmieci

Śmieci w Vancouver są, wysypują się z przepełnionych pojemników, walają po ulicach, parkach, przystankach autobusowych.

Nieważne jaka dzielnica- czy centrum Vancouver, czy też spokojna uliczka z domkami jednorodzinnymi. Różne rodzaje śmieci: kubki po kawie, opakowania, resztki jedzenia, czy tzw. gabaryty, czyli stare meble, a nawet elementy łazienki!

Nie wiem w sumie dlaczego, ale jakoś tak tkwiło w nas przekonanie, że Kanada, piękna, dzika przyroda, niczym nie zmącona, czysta, dziewicza natura, a ludzie sprzątający po sobie, kulturalni, mający na względzie innych.

Najbardziej zadziwiające jest, że ludzie potrafią przesiadywać na trawie, na leżaku, na plaży, a tuż obok walają się stosy śmieci. Nie wiem, nie przeszkadza im to, że w parku jest taki bałagan? I choć starają się sprzątać regularnie, to i tak jest niefajnie.

Są śmieci, bo nie ma śmietników!

Nie ma śmietników, no na prawdę nie wiemy z Marijanną, jak to jest możliwe, żeby nie było koszy na ulicach.

Prędzej znajdziesz Starbucksa niż kosz. Nawet jakby się chciało wyrzucać śmieci przepisowo, to i tak nie ma do czego.

I koło się zamyka.

Jedyne, czego nie doświadczysz na chodnikach i ulicach to psie wiadomo-co. Mieszkańcy Vancouver sprzątają po swoich zwierzakach. Ale jak nie ma śmietnika, gdzie by się niewygodnej torebeczki pozbyć, to niestety ląduje ona na ziemi. I jest nawet gorzej, niż gdyby nie było sprzątnięte, c’nie? Przecież plastik to wiadomo jak długo się (nie)rozkłada.


#3 rynek mieszkaniowy – bardzo gęsta dżungla, pełna dzikich zwierząt!

Calkiem niedawno pisałam o naszym wydawaniu pieniędzy. I żeby nie było, że z nas burżuje, które niewiadomo jakiego mieszkania by chcieli, a w ogóle to by pewnie chcieli na własność (nie chcemy, dziękujemy, własne mieszkanie to masa kłopotów). Pisałam, że naszą największą oszczędnością jest brak przeprowadzek, o zakupie nieruchomości nawet nie myślimy.

W Vancouver nie ma mieszkań do wynajmu ani kupna.

Moje najdziwniejsze doświadczenia?

  • Widziałam ludzi koczujących przed biurem sprzedaży mieszkań w wieżowcu w naszej okolicy. Na dwa lata zanim budynek powstał, tfuu… przecież on wciąż powstaje.
  • Pamiętam to nieśmiałe zaglądanie przez szybkę do biura sprzedaży w Kerrisdale, gdzie buty jednej klientki były warte tyle, ile miesięczna wypłata na kredyt (mortage)

Pamiętam też, jak mi Marijanna opowiedziała, że oni nawet odłożyliby na wkład własny (downpayment), ale co z tego. Z jednego biura sprzedaży została delikatnie wyproszona, bo mieszkania już i tak zaklepane dla konkretnych klientow (glównie azjatyckich) lub agentów nieruchomości. Zdaniem Marijanny nie ma co nawet myśleć o kupnie bez skorzystania z usług agenta.

Jeśli już są mieszkania, zwykle super drogie.

Nie jest niczym niespotykanym, że ludzie się licytują, oferując dużo powyżej ceny wyjściowej (asking price).  Są skłonni na kompromisy w innych dziedzinach życia, byleby tylko mieć gdzie mieszkać [no jacha!].

Przeprowadzają się coraz bardziej na wschód Vancouver.


Poczytaj więcej o mieszkaniu w Vancouver [kliknij w obrazek]

dzielnice Vancouver_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady (3)..szukanie domu_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady (4)..Jak w Kanadzie kupujemy, oszczędzamy i wydajemy_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady..Jakie jestes Vancouver_Vancouver is awesome_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady


Marijanna wraz z rodziną wyjeżdża z Vancouver. Nie wiem, czy wróci, czy będzie żałować, w końcu, jak wygląda to miejsce, gdzie zamieszka. Śmieci, ludzie żyjący na ulicy oraz wariactwo na rynku nieruchomości, to trzy poważne, jej zdaniem, zarzuty wobec miasta. A próby rozwiązania tych problemów nie przynoszą rezultatów.

To ją wkurza.

A czym ciebie Vancouver, albo Kanada, rozczarowała?

 

Ps. Spodziewam się przynajmniej jednego komentarza w stylu: jak ci się nie podoba, to wracaj do Polski. Tyle, ile się naczytałam, przy okazji wywiadu w  → Bankier.pl, to moje.


Przeczytaj jeszcze:

Jak być fit w Vancouver? Prosto, sportowo, darmowo. Plus emocje, a właściwie wyścig
Jak Vancouver wkurza Marijannę – 3 największe rozczarowania miastem
Jak się macie latem 2017? Lipiec w Kanadzie, sierpień w Polsce. Skansen, wakacyjna qlturka, u dziadków i Legoland
Lepszy, lepsiejszy, najlepsiejszy (i/e)migrant czyli ja się znam na Kanadzie, a ty nie!

Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Dominika

    ciekawy wpis, dał mi do myślenia, że raczej nie znajdę w Vancouver nic innego niż w Berlinie. Śmieci, smród, bezdomni, kastingi do mieszkań, (kiedyś 76osób naliczyłam do jednego mieszkania). Jedyne co jeszcze mnie zachęca to teoretycznie mili ludzie, bo niestety ale Niemcy mają ciężki charakter, co spowodowało naszą chęć przenosin, choć obecnie mamy świetny status i nowo oddane przez developera mieszkanko, to i tak nie zmieni to tego jak Niemcy traktują innych ;).
    Mam do Ciebie prośbę, czy mogłabyś napisać jeszcze jeden taki post, rozszerzający o jeszcze jakieś minusy, oraz plusy dla równowagi? Pozwoliłoby mi przynajmniej zrobić rozeznanie po między krajami, czego mogę się spodziewać :D. dziękuje 🙂

    • Cześć Dominika, dziękuję za sugestię – będzie post o plusach 🙂 Powodzenia z planem na Kanadę!

  • Małgorzata Szadkowska

    Ja byłam do tego stopnia przerażona bezdomnymi w downtown, że sama bałam się wychodzić z mieszkania tymczasowego, które mieliśmy na miesiąc 😀 Bardziej niż to, ze tam są, przeraża mnie to jak się zachowują…wiadomo po czym. Zastanawiałam się też nad śmietnikami…szukałam i nie znalazłam, więc zaniosłam śmieci do mieszkania ;p Na szczęście przenieśliśmy się do North Vancouver i jest przepięknie 🙂 więc problem rozwiązany. Trudniej niestety rozwiązać inny problem…opieka medyczna. Ja chcę do luxmedu, obiecuję, ze już nigdy nie będę na niego narzekać 😉

    • Cieszę się, że podoba Wam się w Północnym Vancouver. W jakim rejonie mieszkacie? Co do opieki medycznej – my też tęsknimy za abonamentem w Luxmedzie. Serdeczności!

      • Małgorzata Szadkowska

        Lower Lonsdale czyli blisko do wszystkiego i do promu, więc omija się wszelkie korki 🙂

  • AgulaW

    No ale oj tam, nie. Nigdzie nie jest idealnie. Ale sa miejsca, gdzie czlowiek lubi byc.
    Albo gdzie jest praca.
    Albo gdzie rzuci los.
    Powodow jest mnostwo i co czlowiek to powod do bycia w jakims miejscu.
    Ja sobie tak spokojnie wlasnie szukam miejsca do zycia i przeniesienia rodziny. Najpierw myslalam, ze jestem bez szans. Ale okazalo sie, ze w moim zawodzie, jak sie poszuka, to bardzo chca zatrudnic.
    W zwiazku z tym przygladam sie wlasnie Nowej Zelandii, bo oferta, ktora dostalam jest ciekawa.
    Niestety Kanada mnie nie chce, choc ja do Kanady i owszem. Ooooo, patrz, no to tym mnie Kanada rozczarowala!
    Zaraz jak zaczelam czytac to pomyslalam, ze jeszcze moment i beda komentarze, ze do Polski wracaj jak Ci sie nie podoba. Haha.
    Vanc jest przecudne, zachywcilam sie, a byla dosc dlugo. Ale tez baaaardzo dawno temu. I ten zachwyt pamietam najmocniej.
    Pzdr cieplo
    AgulaW

    • AgulaW, dzięki! Zapisuję sobie to zdanie: „miejsca, gdzie człowiek lubi być” jako odpowiedź na pytania: to po co mieszkacie w Kanadzie. Właśnie takie jest nasze Vancouver – to miejsce, gdzie lubimy być. Teraz. Co potem, to się okaże. Przecież nie musi być tak, że człowiekowi pisane tylko jedno miejsce na ziemi (nudaaaa) 😉
      Powodzenia z szukanie swojego miejsca! 🙂

  • green-eyed fella

    Siema
    Kasia, fajny post. Mam nadzieję, że koleżanka nie wyprowadza się do
    Auckland, bo tam dopiero zobaczy, co to jest problem bezdomności. Wydaje
    mi się, że w Kanadzie, NZ i Australii bezdomnym jest się na życzenie (w
    większości przypadków, bo są też tragiczne
    sytuacje, na które niekiedy nie ma się wpływu), chyba że jesteś
    rdzennym mieszkańcem (Indianie, Maorysi, Aborygeni) – oni mają taki
    raczej „lifestyle” zgodny z naturą. Ceny nieruchomości już nie tylko w
    Vancouver są „crazy” w stosunku do zarobków, ale i w Toronto oraz Sydney
    (australijskim, nie kanadyjskim) i Auckland. Fajnie mieszkać w Calgary –
    nieruchomości tanie, a the money is good $$$. Halifax też tani. I nawet
    nad morzem. Nie myślicie o tym, żeby Kuba zaczął szukać pracy w innym kanadyjskim mieście (lub nawet prowincji) i by się tam przenieść? Chodzi o miejsce, gdzie siła nabywcza będzie wyższa, gdzie nabycie na własność swoich czterech kątów nie będzie graniczyło z cudem tudzież mortgage do końca życia? Pozdrowienia

    • Dzięki za komentarz 😊 co do pracy, to w Vancoiver jest najwięcej w tej branży. Poza tymi trzema wkurzeniami, wiele jest do zachwycania się w Vancouver. Także wiesz, nie dogodzisz 😊. Ps. Nie wiem, dokąd się wyprowadza, ale skoro to ta sama branża ( efekty filmowe) to pewnie do jakiegoś większego miasta w NZ. Serdeczności!

  • Asia

    Zaskakujace. Z tym brakiem smietnikow, ktory niestety i w naszych okolicach jest problemem, to sie zastanawiam: czy to takie glupie zaklinanie rzeczywistosci? Nie postawimy smietnikow, to ludzie nie beda wyrzucac smieci? Ta logika zdecydowanie nie zdaje egzaminu, dziwie sie wiec, ze z takim upodobaniem „wladze” ja stosuja.

    • Kasia Jeziorska

      bladego pojęcia nie mam, co kieruje takim myśleniem. Te śmietniki, co są, nie wyglądają najlepiej, często powykrzywiane i brudne.

      • Monika

        W Japonii i w Korei w ogóle nie ma smietnikow na zewnątrz i jest bardzo czysto wszędzie. Też nie rozumiałam o co chodzi aż trochę się zaczęłam interesować ogólnie problemem śmieci i się okazało że tam grzecznie ludzie biorą śmieci że sobą do domu, zgniataja bądź myją i dokładnie segreguja w kilku różnych pojemnikach. Stąd nawet lubię idee braku smietnikow żeby poczuć ile tego niepotrzebnego brudu sami codziennie wytwarzamy i że może za pomocą kilku łatwych sposobów można to zmniejszyć. Niestety wrzucenie do śmietnika nie znaczy że coś znika i problem z głowy tak jak większość ludzi czuje.

        • Kasia

          O tak, zgadzam się, że myślenie o śmieciach zaczyna się w głowie. Jednak ułatwianie wyrzucania śmieci pomaga kształtować dobre nawyki. Albo przynajmniej lubię tak myśleć, że pomaga. Ps. Sporo ludzi zostawia gdzie popadnie kubki po kawie na wynos. Nie wiem, czemu. Zapomnieli czy jak? 😔

  • Zamostowianie

    No to koleiny zawód i dowód na to , że niema miejsc idealnych. Trzeba szukać dalej.

    • Kasia Jeziorska

      nie ma miejsc idealnych, są tylko takie do których trudniej lub łatwiej się przyzwyczaić