Jedna z wielu rozterek emigranta – odwiedziny (u) rodziny. Stres u nas był !

Powiem tak – temat: rodzina z Polski przyjeżdża, to nie jest błaha sprawa i sama intuicja nie zawsze wystarczy.

No bo jak to wygląda? Każdy mówi, że chciałby przyjechać, cię odwiedzić, ale jakoś zwykle tak wychodzi, że nie zawsze się da.

Odległość (za duża), pieniądze (za mało), czas (nie ma), język (się nie zna).

Albo z innej strony. Jakiś niewyjaśniony żal tu i tam, który nie pozwala wizytą się cieszyć.

Ale jak rodzina z Polski już się zdecyduje przylecieć, to radość oczekiwania przeplata się ze zdenerwowaniem, jak tu zrobić, żeby wyszło.

Wiem, co piszę. Dwa razy to przerabiałam. Nawet na grupie fejsbukowej szukałam inspiracji i pocieszenia, kiedy mnie panika dopadła.

Teraz już wiem, że:

Podstawą udanej wizyty jest jak zawsze plan. Nie musi być w Excelu, może być spisany na luźnej kartce.

Tak, brzmi jak dodatkowa robota, a i bez tego jesteśmy w  ciągłym niedoczasie. Więc po co wyskakuję z tym planem?

Po pierwszej wizycie rodziców [Mama i Tata J. pozdrawiamy], pozostało w nas wrażenie niedosytu i zbyt błahego przygotowania się do wizyty, a co za tym idzie, mniej świadomego przeżycia tejże.

Może gdybyśmy więcej zaplanowali, radość z wizyty byłaby większa?

Plan się przydaje, bo:

  • Pomaga pozbyć się wszystkich pomysłów z głowy  – spisujemy jak leci, co potrzeba przed wizytą załatwić, a co już podczas wizyty.

Odpowiednio wcześniej można zdecydować: gdzie kto będzie spał (u nas czy w hotelu), kto z gospodarzy bierze wolne z pracy i czy w ogóle (polecam zwłaszcza podczas pierwszej wizyty nie zostawiać rodziny samej sobie).

Warto też porozmawiać o kosztach wizyty, tak żeby żadna ze stron nie czuła się niekomfortowo.

  •  Spisując plan, można zobaczyć, ile Vancouver ma do zaoferowania.

Atrakcje, wycieczki, miejsca warte odwiedzenia układam potem jak puzzle, żeby nie było za dużo jednego dnia.

Grupuję wyjścia na takie, które można zrobić w deszczu, albo takie, które wymagają samochodu (bo w 2015 i 2016 musieliśmy na wizytę rodziny samochód wypożyczyć)

  • Na podstawie planu ogólnego, warto przygotować plan dnia.

Polecam zrobić albo dzień wcześniej, albo przy śniadaniu – od razu można skonsultować z rodziną, zobaczyć, jakie są nastroje i czy nie warto dzisiaj wyluzować.

  • Plan pozwala przyjrzeć się na spokojnie, czy aby nie wpadliśmy w pułapkę wizyta rodziny=100% turystyka.

Może się zdarzyć, że wizyta rodziny wygląda jak objazdówka z biura podróży, zorganizowana do ostatniej minuty, i w gruncie rzeczy mało osobista, za to bardzo męcząca.

Nie idźcie tą drogą! Nie samym zwiedzaniem rodzina żyje, a na pierwszej wizycie  turystyka powinna moim zdaniem zająć nie więcej niż 60-70 % wspólnego czasu. Tak żeby starczyło jeszcze na zwyczajne bycie ze sobą.

I to jest właśnie ten zasadniczy powód, dla którego rodzina z Polski przyjeżdża. Bo chcą być z Wami. A Wy chcecie być z nimi.


Dzięki planowi panujemy nad czasem, ale jak tutaj zapanować nad emocjami?

Psychologiczne przygotowanie się do wizyty streszczę banalnie: wyluzować.

Wizyta teściowej czy mamy w Vancouver w gruncie rzeczy nie różni się od wizyty w Warszawie.

Jeśli będzie powód do niesnasek, to położenie geograficzne jest tutaj jedynie katalizatorem.

Oczywiście może tak być, że rodzina z Polski przyjeżdża i zupełnie nie rozumie emigracyjnej rzeczywistości wokół. Są niezadowoleni, rozczarowani i ciągle porównują, jak to tutaj jest źle, a tam lepiej.

Albo porównują w drugą stronę, maskując słabo skrywaną zazdrością.

Cóż, niewiele można poradzić, bo na pewno odległość  nie pomoże w wyprostowaniu takich emocji.

Może w takim razie warto zaprosić tylko część rodziny, tę, o której wiecie, że się będzie lepiej czuła?

Emocji będzie sporo, więc trzeba na nie znaleźć miejsce i czas.

Mówiąc miejsce mam na myśli fizyczną przestrzeń. Po dwóch-trzech tygodniach nawet najbardziej kochające się osoby mogą mieć siebie dość.

I co wtedy?

Spacer! Niech goście pójdą na chwilkę na pobliski skwerek, sami. Albo niech wyjdą gospodarze.

To jest zły pomysł, żeby podczas wizyty rodziny z Polski być ze sobą 24/7. Choćbyśmy nie wiem jak byli stęsknieni, trzeba mieć przestrzeń wokół siebie.

I jeszcze o emocjach podczas wizyty.

Przygotowując się na przyjazd rodziny myślałam, że będziemy prowadzić długaśne Polaków rozmowy do późna w nocy. Jakoś do głowy mi nie przyszło, że byłoby to trochę dziwne, skoro takich rozmów nie prowadziliśmy w Polsce.

Nie wiem, może myślałam, że emigracja zmienia również i takie zachowanie?

Okazało się, że czas na rozmowy znalazł się sam, niewymuszony, nienachalny, odpowiadający obu stronom. Nic nie było na siłę. Trzeba dać czasowi czas.  Nie spinać się i nie wymagać zbyt wiele.

[Ale tego nauczyła mnie dopiero druga wizyta]

I nie przejmować się, że rodzice jako główne danie z Vancouver poznali poutine.

Cóż robić, dzieci niespecjalnie chciały pójść na sushi 🙂

Na koniec wskazówki praktyczne. To, co najważniejsze !

  • Język angielski. Tak, to bywa problemem.

Z dobrych rad (dzięki Ewa B.): warto przygotować dla rodziny mini słowniczek z podstawowymi zwrotami po angielsku, zwłaszcza z terenu lotniska: czyli np. gate=bramka do wejścia, departures=odloty, itd. Żeby rodzina czuła się w miarę komfortowo podczas rozmowy z celnikiem.

  • A jak mają rozmawiać z celnikiem na granicy? Co mają powiedzieć?

Jeśli znają angielski, to rozmowa powinna być krótka i bez ściemniania. Skoro przyjeżdżają w odwiedziny, to to właśnie trzeba powiedzieć.

Jak padnie pytanie, z czego się utrzymują w Polsce, trzeba mieć odpowiedź przygotowaną.

Nie mówić, że jest się bezrobotnym (wiem, oczywiste, ale lepiej przypomnieć). Ogólnie nie mówić nic, co mogłoby wzbudzić podejrzenia, że się nie chce odwiedzać, tylko pracować w Kanadzie. Nielegalnie.

Mówić mniej niż więcej.

Jak do czegoś nieprzyjemnego dojdzie, nie awanturować się, tylko poprosić o pomoc.

Kanadyjczycy są spokojni, krzykiem się nic nie wskóra (wiem, oczywiste, ale lepiej przypomnieć).  Tłumacz zwykle jest, a obywatele polscy mają zagwarantowaną pomoc konsula zagranicą.

  • Podczas przylotu do Kanady wymagane jest wystąpienia o eTA – wszystko o obowiązkowym elektronicznym zgłoszeniu swojego przylotu do Kanady przeczytacie na blogu Moniki

 

  • Ponieważ nie ma bezpośrednich lotów do Vancouver z Polski, pozostaje wybrać przesiadkę.

Stanowczo odradzamy fundowanie rodzinie międzylądowania w Kanadzie, czy w Stanach. Chcecie wiedzieć dlaczego? Tutaj opisaliśmy swoje przeżycia z drugiego przylotu przez Toronto.

Najlepiej wybrać lotnisko w takim z europejskich miast, gdzie rodzina się może dogadać lub gdzie mieszka ktoś, kto w razie czego mógłby pomóc na lotnisku.

  • Warto przygotować dokument a’la letter of invitation do pokazania celnikowi w Kanadzie.

Nie jest to dokument wymagany, Polacy podczas wjazdu do Kanady dostaną wizę turystyczną, ale wszystko i tak zależy od decyzji celnika na lotnisku.

A jak się dogadać, kiedy rodzina z Polski akurat po angielsku nic nie powie? Przyda się wydrukowana kartka.

Co my napisaliśmy na naszym zaproszeniu dla rodziny z Polski (kartka A4)?

  • List rozpoczęliśmy prośbą o pomoc podczas wjazdu do Kanady, ponieważ rodzice nie mówią po angielsku;
  • Imiona i nazwiska rodziców, daty urodzenia, numery paszportów, telefon i adres w Polsce;
  • Kim dla nas są, po co przyjeżdżają, jak długo zostaną (u nas po angielsku było o tym, że to są dziadkowie, którzy nie widzieli swoich wnuków od 6 miesięcy i przyjechali na ferie wiosenne, na trzy tygodnie);
  • Gdzie się zatrzymają i kto będzie za to płacił;
  • Nasze dane osobowe, gdzie mieszkamy, gdzie pracujemy (dobrze jest podać telefon do pracodawcy, jakby celnik chciał potwierdzić) i jaki jest nasz obecny status w Kanadzie (czyli, że mamy dwuletnie pozwolenie o pracę). Ksero naszych pozwoleń rodzice dołączyli do listu;
  • Na końcu były nasze numery telefonów z informacją, że czekamy na lotniksu i jeśli celnik chce nas wezwać na rozmowę, to jesteśmy w pobliżu;
  • I podziękowanie za pomoc.

I tyle. Nie było żadnych problemów na granicy. Celnik spojrzał na list, nie zadał żadnych pytań, wziął paszporty, oddał paszporty.

To co teraz?

Udanej wizyty! Cieszcz się rodziną, albo przyjaciółmi i pokaż im swój obecny dom! W końcu o to chodzi! Potrzebujesz więcej informacji? Daj znać!


Przeczytaj jeszcze:

Bokiem na Mount Baker, czyli jednodniowy wypad do USA na górę,”tę co widać z Vancouver, mamo”
Rekrutacja na najemcę i master of Craigslist czyli jak znaleźć mieszkanie w Vancouver?
Rockies rock! czyli w górach jest wszystko co kocham, a w Górach Skalistych jest jeszcze więcej
Jak być fit w Vancouver? Prosto, sportowo, darmowo. Plus emocje, a właściwie wyścig

Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

 

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Hej Kasia, rany, muszę nadrobić czytanie Twojego bloga 🙂 Bardzo dobre porady, ja się też z tym tematem borykałam, ale dobrze to ujęłaś „Psychologiczne przygotowanie się do wizyty streszczę banalnie: wyluzować.” Lepiej bym tego nie powiedziała 😉

  • Też miałam straszny stres lecąc do Kanady, mimo, że byłam „przygotowana” na wszelkie ewentualności. Człowiek się naogląda programów z kanadyjskiego lotniska, a potem z duszą na ramieniu leci, wpuszczą, nie wpuszczą…
    Samych przyjemności z rodziną życzę!

    • No tak, stres zawsze jest, choćby człowiek jechał z „najczystszymi” zamiarami. Miłego dnia !