Hahaha, nie ma to jak osoba bezrobotna (czyli ja) opisuje pomysł na poszukiwanie pracy w Kanadzie. Nie bój nic, poprzednie posty o pracy napisałam (w większości) będąc pełnoetatowym pracownikiem Accenture Canada, więc się mogłam wymądrzać.

Dzisiejszy post to historyczne czasy, wspomnienie z 2015. Nasz młodszy syn, Maciek od miesiąca był w daycare (kanadyjski żłobek; więcej w temacie znajdziesz we wpisie o daycare/preschool) Ja rozsyłałam swoje CV…. wróć, swoje resume, bez większego przekonania, ale nadrabiając nadzieją.

Od początku moje poszukiwanie pracy w Kanadzie miało bardziej wymiar życzeniowy niż było konkretnym planem.  Ciężko nawet powiedzieć, dlaczego? Czyżby z powodu stanu „tymczasowości”? Wciąż byliśmy pod wpływem myśli, że wracamy latem 2015 do Warszawy.

Dość, że wysiłki w kierunku znalezienia pracy podejmowałam nieregularnie, a jak już do nich dochodziło, to działy się rzeczy co najmniej dziwne. Może ciśnie ci się na usta pytanie: to jak Kasia wylądowałaś jako AP Analyst w Burnaby? Spróbuję sobie przypomnieć.

Napiszę ci też, co to ten szalony pomysł na poszukiwanie pracy w Kanadzie.

W skrócie: Udając studentkę University of B.C. wpadłam na wydarzenie organizowane przez firmę rekrutującą absolwentów. Zrobiłam klasyczne: crash the party, zjadłam dwa kawałki pizzy, udawałam mądrzejszą niż jestem w rzeczywistości (łatwizna), zdobyłam wizytówkę. (pamiętaj, że wizytówki to cel każdego networkingowego spotkania, im więcej, tym lepiej, bierz, jak leci. Stop. To żart jest. Nie bierz, jak leci. O tym, jak się zachować, napiszę innym razem)

Pracy oczywiście nie dostałam.

Ale i tak było warto.

Jak do tego doszło? Ale o co chodzi? To jak dostałaś pracę, Kate?

Poniżej znajdziesz spis wydarzeń.

  • Dowiedziałam się z tablicy w community center, że jest  warsztat współprowadzony przez Accenture. Na kartce było napisane, że tylko dla osób z PR (wtedy byłam na wizie pracowniczej), ale się nie przejęłam. Napisałam do prowadzącego i zostałam zaproszona.

 

  • Warsztaty były przez trzy soboty, kilka godzin przedpołudniem. Dwie soboty w styczniu, jedna w lutym.

 

  • Kiedy przyszłam po raz pierwszy, byłam jedną z nielicznych dziewczyn. Rasy kaukaskiej. Oprócz mnie była jeszcze jedna dziewczyna, więc siłą rozpędu usiadłam obok, zagadałam (znacz cykl Rozmówki kanadyjskie ?), zaprzyjaźniłyśmy się. Yulianna jest z Armenii, pracowała w dziale finansowym dla tamtejszej Coca-Coli, trzy tygodnie wcześniej przeniosła się do Vancouver i wtedy szukała pierwszej pracy. Na tym spotkaniu zadano nam pracę domową  – napisać kanadyjskie resume oraz przygotować się do ćwiczebnej rozmowy kwalifikacyjnej (czyli do mock interview).

 

  • Kolejnej soboty nie byłam już tak zestresowana  – bo znałam Yuliannę 😉 Przyniosłam też ze sobą resume.  Moderator przydzielił nas do różnych mentorów z Accenture i zaczęło się ćwiczenie rozmowy kwalifikacyjnej po kanadyjsku.  I tutaj zadziałało szczęście – trafiłam do pary ze starszym Azjatą o przebogatym życiu zawodowym. Ha, myślisz, przecież to żadne szczęście, nie mam szansy przy takim VIP. Ale, ale rywal mój się nie przygotował. Zero, nul, nic. Nie przyniósł resume, nie przećwiczył pytań, słowem, dał ciała. Naszym mentorem była Amanda, HR manager. Ponieważ kolega z ławki nie odrobił zadania, pani pytała tylko mnie 😉

 

  • Amanda mnie zapamiętała, po spotkaniu wysłałam jej podziękowanie na LinkedIn oraz prośbę o nawiązanie kontaktu. A pod koniec lutego do mnie napisała, że dział AP w Accenture w Burnaby szuka pracowników i żebym przesłała swoje resume. Przesłałam jej, ona przesłała komuś innemu, ten ktoś pokierował mnie do agencji (na początku taka była moja forma zatrudnienia). O samej rozmowie kwalifikacyjnej, a właściwie trzech, napiszę osobno. Kiedyś.

 

  • Dostałam pracę w ciągu tygodnia.

 

Chwila przerwy, bo w lutym 2015 działy się inne rzeczy, które wprawdzie pracy mi nie dały, ale dodały śmiałości! Czyli owe kamon barbi letsgo parti.

Czytasz te wszystkie rady, jak zacząć szukać pracy, prawda? Ja też czytałam, głównie po angielsku. I wszędzie jest napisane: wykaż zainteresowanie, inicjatywę, daj się zapamiętać.

Postanowiłyśmy z Yulianną dać się zapamiętać. Ustaliłyśmy, które firmy (finansowo-księgowe) nas interesują. Dużo było (jest) ofert pracy dla juniorów w start-upach. Nas interesowały te, które pomagają małym biznesom prowadzić księgowość. Takie firmy fajne są, zobacz sam.

Polubiłyśmy  firmowe profile na Facebooku, Twitterze, LinkedInie i tadadam, jakoś w połowie lutego 2015 jedna z firm się ogłasza, że robi wydarzenie rekrutacyjne, ale takie swobodne, coś właśnie jak recruitment party.  Miejsce: UBC, zaproszeni goście: Accounting and Finance students.

Żeby uczestniczyć w wydarzeniu trzeba było być członkiem koła naukowego albo przynajmniej mieć indeks UBC. Nie jestem członkiem (ale stwierdzenie, c’nie?) i nie mam (już) indeksu, a z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej to już w ogóle.

Poszłam tak czy inaczej, no bo co mi sie może stać? Najwyżej mnie nie wpuszczą i stracę 2.75 CAD za bilet w jedną stronę. Yulianna tym razem wymiękła 😉

Dojechałam na kampus, podeszłam do wejścia i mówię, że ja też na to spotkanie. A jesteś na liście? Nie jestem, tak jakoś wyszło, ale czy mogę wejść? Zależy mi bardzo. Pozwolili, a mogli nie pozwolić, więc szczęście 🙂

Już na sali wykładowej HR dziewczyny ze startupu opowiadały i zachęcały studentów, żeby aplikować nawet jak stanowisko wydaje się nie dla nas. Często są takie ogłoszenia: Awesome? Apply here! – w ten sposób firmy budują sobie bazę przyszłych pracowników.

Dziewczynom z HR można było zadać im pytania. Przygotowałam sobie jedno pytanie, mądre, żeby wypaść profesjonalnie. Chyba coś o zamknięciu miesiąca w aplikacji finansowej. Było to, nieskromnie mówiąc, jedno z nielicznych pytań merytorycznych.

To też sposób, żeby dać się zapamiętać w gąszczu pytań o elastyczny czas pracy czy ile jest przerw na jogę. Nie mówię, że jedyny słuszny, mówię, że warty wypróbowania.

W międzyczasie podano pizzę i się już w ogóle zrobiła imprezowa atmosfera, gdzie ja z moimi latami 30plus, czułam się trochę jak dinozaur (a rzadko się tak czuję). Szybko więc umknęłam. Z wizytówką i anegdotką, którą mogę dziś opisać.

Gdybym jednak kiedyś przyszła na rozmowę rekrutacyjną do tej firmy, to wspomnę tamto wydarzenie, wizytówkę mam, kontakt na LinkedIn też, więc znowu jest większa szansa, że będę kimś bardziej znanym niż aplikant „z ulicy”. Że będziemy mieć coś wspólnego, jakiś punkt wyjścia do rozmowy.

I że praca się znajdzie.

Życzę ci, żebyś takich punktów wyjścia i znajomości miał jak najwięcej.  Zrób coś nieoczywistego, daj się zapamiętać, albo przynajmniej przygotuj się.

Włóż trochę wysiłku.

Najwyżej zostaniesz tylko z dobrą historią. I z wyższym poziomem śmiałości. A to w Ameryce jest solidna waluta 🙂


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się. Wtedy wiem, co lubisz czytać!

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.