5 rzeczy po roku w Kanadzie_Kanada się anda_blog o polskiej rodzinie w Vanocuver i emigracji do Kanady

Dziś, po roku mieszkania w Vancouver, wiem o sobie i o naszej rodzinie więcej.

Czuję, jak mi poziom mądrości życiowej się podniósł, z jednoczesnymi wahnięciami szczęścia to w górę, to w dół.

Najważniejsze: istnieje więcej niż jeden sposób na życie. I żaden nie jest „równiejszy” od innych.

A ponadto:

1. Mniej rzeczy znaczy więcej wolności.

Gdzieś tkwiło we mnie to przekonanie, że życie to mieszkanie, praca, kupowanie, bo dzieci potrzebują, bo w domu brak, bo trzeba. Przeprowadzka i życie tutaj skutecznie wyleczyło z takiego myślenia. Dookoła wciąż mam przykłady ludzi, którzy skądś przybyli i dokądś zmierzają, wzięli rok wolnego, żeby wyjechać do Nowej Zelandii albo Holandii, czy robią wyprzedaż garażową ze względu na wyprowadzkę do Meksyku. Zabierają, co najważniejsze, rzeczy materialne nie trzymają ich na miejscu.Nie przywiązują się do nich, pozbywają się ich równie często, jak kupują nowe. Stąd pewnie popularność sklepów z używanymi rzeczami (trift stores). Mniej rzeczy to zatem nie tylko więcej wolności, to również recycling, drugie i kolejne życie. Tutaj pisałam więcej w tym klimacie.

wypływający z 1. punkt 2.  Praca, pomysły, pieniądze, nic nie jest na zawsze.

To, co powinno być na zawsze, to odrobina wewnętrznej pokory i przekory. Wobec życia i wobec ludzi. Taka postawa sprawiła, że było mi łatwiej i ciekawiej. Znam swoje ograniczenia, a jednocześnie jestem wolna i pełna nadziei. Bo skoro wczoraj byłam w Polsce i wiodłam poukładane życie, a dziś jestem w Kanadzie, i wciąż się udaje, to nie ma się czego bać. I nie ma na co czekać, ani czego żałować.

3. Przyjaciele i rodzina – absolutny must have.

I system wsparcia też . Nie ma opcji, żeby się bez nich obyć. Czasami, w tych podłych chwilach, kiedy wszystko idzie źle, nawet najodleglejsze wspomnienie pomoże, gdzieś przywołana z zakamarków pamięci moment z rodziną postawi nas do pionu., uśmiech sąsiada doda otuchy w emigracyjnej samotności. Teraz, po roku, mam koleżanki tutaj, nawet coś na kształt kobiecego kręgu. Mamy znajomych, takich co to na kawę, albo z kawą podejdą, i co dziecka popilnują też. Z drugiej strony niestety przekonałam się na własnej skórze najboleśniej jak dotąd w życiu, że nie wystarczy mówić po polsku, aby się z Polakiem dogadać. Prawdziwe i w ojczyźnie i na obczyźnie. I jeszcze jedno: nigdy nie wiesz, kiedy uda ci się spotkać kogoś, z kim da się porozmawiać w innym języku niż angielski i polski: po węgiersku (udało się dwa razy) i po niemiecku (udało się dwa zdania powiedzieć).

4. Zaufaj swoim dzieciom.

One wiedzą, nie wiem, jakim szóstym zmysłem, ale wiedzą, jak się przystosować, nawet kiedy wokół wszystko, WSZYSTKO jest inne. Patrzę na naszych synków i oczom nie wierzę, jak się przez ten rok zmienili, jak wielu rzeczy mnie nauczyli. Na emigracji nasza rodzina jest mocniejsza, silniejsza, bardziej siebie słuchamy. W końcu przez ten rok mieliśmy tylko siebie, nie rozpraszaliśmy się, było więcej czasu na te najważniejszą relację. Na nas.

Skutki emigracyjnej decyzji mogą ujawnić się dopiero za czas jakiś. Jakie będą? Się okaże….. ale żalu nie ma i nie będzie.

i punkt ostatni, bonusowy i z innej beczki:

5. dziś wiem, że chodzenie po górach to sport.

I to wyczynowy. Ale to już chyba wiecie z innych naszych wpisów 😉

Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.

PODZIEL SIĘ

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Jestes bardzo silna, Kasiu.

    • Dziękuję Ci – to słowa od innych ludzi dają siłę ! Najlepszości w Szwecji !