Pierwszy raz w przedszkolu_Kanada się nada_Blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

Akcja odświeżanie bloga 2016. Połączyliśmy krótkie wpisy dotyczące uczuć i zachowań chłopców podczas tych pierwszych emigracyjnych dni w jedną dłuższą notkę, żeby było łatwiej czytać. Wpisy są z listopada i grudnia. O szkole i o przedszkolu. Ale przede wszystkim o tym, co się dzieje w sercu i w głowie.

Słowem wstępu o naszym daycare [dodane w 2016]

Ponieważ ciężko jest mi znaleźć odpowiednik polski daycare, bo to nie jest do końca przedszkole, ani do końca żłobek, ani tym bardziej przechowalnia dzieci, będę używać nazwy angielskiej daycare lub polskiej: punkt opieki [mam nadzieję, że nie brzmi to jakoś dziwnie :)]

Maciek chodził do St. Michael Daycare (znalazłam taką stronę internetową, ale od razu napiszę, że jest nieaktualna niestety), na początek na trzy godziny dziennie, od 9 do 12. Po jakimś czasie zostawał na drzemkę i wtedy był odbierany o 15. Kiedy zaczęłam pracę, mogłam go odbierać najwcześniej o 16:30. Punkt opieki otwarty jest do 17:30.

Zaczął chodzić do daycare w listopadzie 2014, ja poszłam do pracy na cały etat w marcu 2015.


 

Notki poniżej  opowiadają o jego emocjach i naszym postrzeganiu tego, jak Maciek się przystosowuje nie tylko do Kanady, ale do bycia przedszkolakiem.

notki z listopada 2014

Początek listopada [wpis przeklejony, nieedytowany]

Dzisiaj Maciuś został beze mnie na zajęciach na trzy godziny !!!

Był bardzo dzielny, nie płakał jak wychodziłam, nie płakał jak przychodziłam, podobno troszkę płakał pomiędzy, ale na gimnastyce świetnie się bawił i zjadł dwie miski zupy (cały Maciek hehe)

Teraz śpi, pełen wrażeń. Wszystko opowiadał po swojemu, przejęty wielce. Chyba zadowolony.

Zobaczymy co będzie jutro – trzymajcie kciuki 🙂

a deszcz leje i leje i leje……..

Połowa listopada [2 wpisy przeklejone, nieedytowane]

Maciek jest dużo bardziej spokojny w tym tygodniu, nie żeby był radosny z rana na wieść, że idziemy do przedszkola , ale nie płacze, a dzisiaj mnie nawet wypychał za drzwi i poszedł sam myć ręce. Umówiłam się, że zobaczymy, czy będzie chciał zostać na drzemkę. Panie mówią, że Maciek jest bardzo mądry, wie, kiedy co i jak, nawet jak nie mówi, to komunikuje. W zeszłym roku się nie udało ze żłobkiem w Polsce, ale to dobrze, bo dzięki temu poznaliśmy ciocię nianię Paulinę (pozdrawiamy).

Jeśli teraz się uda, to i Maciuś i Krzyś będą mieli zajęcia i opiekę od 9 do 15, a to oznacza, że mogłabym pracować na 1/2 etatu, np od 10 do 14. To byłby dobry scenariusz.

Po początkowym entuzjazmie, Maciuś wykazuje spore oznaki niezadowolenia kiedy przychodzimy na zajęcia i wie, że na 3 godziny zostanie beze mnie.

Dana, która prowadzi zajęcia, pociesza go po czesku, angielski wciąż go onieśmiela.

Dzieci różnie mówią po angielsku, są takie co tak jak Maciek, dopiero się uczą.

Sporo zjada, nawet i dwie porcje, choć z hot dogów zjadł tylko kiełbaskę, bułą pogardzi (Krzysiek zagląda mi przez ramię i potwierdza, że jemu Maciek też kiedyś zjadł tylko parówkę z hot doga; nasuwa mi się nieodparte skojarzenie z nieśmiertelnym parówkowym skrytożercą…..)

Dzieci się bardzo cieszą na jego widok, próbują zachęcać do zabawy. Wszystkie dzieci, niezależnie od wieku bawią się razem, nie tak jak w Polsce, że maluchy z maluchami, a starszaki w drugiej turze na podwórze….

zobaczymy w jakim kierunku to się potoczy

notki z grudnia 2014

Początek grudnia [wpis przeklejony, edytowany]

Właśnie wróciłam po odprowadzeniu Maćka na zajęcia. Ciężko mi na sercu, widać jak na dłoni wszystkie jego emocje z rana, nie jest zadowolony, że idzie do dzieci. Potem, już podczas zajęć, jest bardzo ciekawy wszystkiego, śpiewa, rysuje i buduje, bo jak przychodzimy po niego, to zawsze ciągnie mnie i Krzysia do sali, żeby pokazać, co dzisiaj robił.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie miała wątpliwości, czy jest szczęśliwy.

Wiem, że Maciek potrzebuje towarzystwa, nie lubi siedzieć w domu, chce wychodzić na zajęcia.

Teraz w przedszkolu, znają go dzieci, znają go panie, on zna otoczenie, bawiłby się wyśmienicie, gdyby nie tęsknota za mną na samym początku każdego dnia.

Dyrektorka mówi, że w swojej 40 letniej praktyce miała wiele dzieci, które nie mówiły i były w podobnej sytuacji, co my – nowe środowisko, nowy język. I że wszystko się wyrównało, uspokoiło z czasem. Że mam się nie martwić, bo Maciek jest super bystry, a to, że tęskni, świadczy tylko o jego inteligencji emocjonalnej.

A więc tak to wygląda z Maciusiem. Czekamy na telefon z ośrodka zdrowia, gdzie będzie miał konsultacje z logopedą (swoją drogą logopeda to zawód tutaj bardzo pożądany, pewnie również ze względu na dużą liczbę małych imigrantów, więc Dorotka, jakby co, to wiesz :), oraz badanie słuchu.

Połowa grudnia [wpis przeklejony, edytowany]

Melduje pospiesznie, że dzisiaj pierwszy raz Maćkowski nawet się za mną nie obejrzał, kiedy zostawał w przedszkolu (day care), szybkie papa (albo raczej bye bye), całusek posłany w przelocie, i już leciał do kolegów, budować jakąś wymyślną wieżę z klocków. Tak więc odetchnijcie Babcie i Dziadkowie, jest do przodu !!!

I jeszcze jedno: w naszym przedszkolu nie ma podziału na grupy wiekowe, wszystkie dzieci bawią się razem, u Maćka jest on i jeszcze jeden trzylatek, a poza tym czterolatki i prawie pięciolatki. W Polsce nie spotkałam takiego połączenia różnych wiekowo przedszkolaków w żadnej z kilku placówek państwowych, w których chłopaki byli. A pomysł wydaje się dobry – młodsze uczą się od starszych, starsze opiekują się młodszymi. Czyż nie?

I taka była ta pierwsza kanadyjska jesień Maćka. Trudniejsza i łatwiejsza. Ale będzie dobrze, no bo jak inaczej?

pozdrawiamy z deszczowej ulicy Ósmej Wschodniej

Chcesz przeczytać inne przedszkolne posty? Kliknij po więcej


Podobało się? Kliknij w ikonki i podaj dalej ! Wtedy wiemy, co lubisz czytać !


 

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Anonim

    No to świetnie.Cieszymy się z tego przełomu. Teraz to już z górki. Zawsze wierzyliśmy w Waszą wyjątkową możliwość adaptacji do niecodziennych warunków.