Jakie to by było piękne napisać: historia miłosna tak się zaczyna, był pewien chłopak i pewna dziewczyna. W sam raz love story na Walentynki. Może innym razem tak będzie. Bo w życiu, naszym także, wzruszeń i miłości nie brakuje. Ale dziś mam dla Was całkiem nietypowy post walentynkowy, na szybko pisany.

Jak wygląda Dzień Zakochanych po kanadyjsku nie będę pisać.

Haha, spodziewaliście się  czegoś innego?

Mam dla Was scenkę rodzajową za to:

Akt pierwszy, czas akcji: zeszły tydzień

miejsce: sklep

Pani w sklepie zachwycona widząc,że wychodzimy z naręczem kolorowych kartek. Radośnie, niemal w pląsach, zagaja small talkiem: sami zrobicie kartki na Walentynki, a nie kupicie, pięknie, cudownie, dzisiaj wszyscy tylko gotowe kupują! Ja na to, że pewnie i tak ja będę wycinać, no i mam rację, od dwóch dni wycinam. I cały czas w gotowości, bo ze strony chłopaków cały czas słyszę: potrzebuję nożyczki, a nawet:  Mamo, nie słyszysz, że Krzysio potrzebuje nożyczki!?

miejsce: dom

Krzysiek zostaw tę książkę i zrób te Walentynki, żebyś je w końcu miał z głowy – no to jest zdanie, którego nie spodziewałam się powiedzieć… Krzysiek siedzi, a minę ma wcale niezadowoloną, bo pani powiedziała: Albo robisz kartki dla wszystkich, albo dla nikogo.

I Krzysiek siedzi i robi. I jęczy, że jeszcze mu brakuje, że potrzebuje jeszcze pięć. A muszę coś w nich napisać? A mogę we wszystkich to samo napisać? ojeju jeju.

Karteczki powycinane, naklejki ponaklejane, rysunki narysowane, popakowane w torebeczki, cicho czekają na Walentynki. Dwadzieścia kilka serduszek dla Maćkowych kolegów, i podobna ilość dla Krzysiowych.

Akt drugi, czas akcji: wieczór przed Walentynkami

miejsce: dom

Krzysio chory, charchocze i kaszle, prawie płuca wyplute, oj nie będziesz synku Walentynek w klasie obchodził. Mamo, mamo, jeszcze musimy do każdej kartki poprzyklejać po cukierku. O raju, godzina 22, wołam na pomoc posiłki: Kuba chodź, pomóż cukierki wklejać, ty wycinaj taśmę dwustronną, ja będę przyklejać czekoladki w środku.

Zrobione, popakowane, uff

Akt trzeci, czas akcji: dzisiaj tj. 14.02.2017, godzina coś około 9:30 rano PST

Krzysiek pod kołdrą, chory, rozpalony, dobra, to ja lecę do szkoły, zaniosę te Walentynki, co je od tygodnia robimy, niech się nie zmarnują.

Wychowawczyni Krzyśka wdzięczna, mówi, że kartki dla niego pozbiera i zostawi na biurku, w końcu inne dzieci też się narobiły (albo rodzice naprodukowali ;))

Już wracam do domu, zadowolona, dzwoni komórka.

Kuba: Oddaliśmy kartki Maćkowe, ale wiesz, że tam były jeszcze takie mniejsze trzy pudełka na Walentynki dla cioć z przedszkola? O żesz, no pewnie, że nie wiem, nie spodziewałam się, kartki dla nauczycielek niezrobione. Chryja, afera i wtopa.

Markotna wlokę się do domu, Krzysiek już w trochę lepszym stanie.

I dostaję od niego to:kartka walentynkowa od Krzysia_Kanada sie nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

:))))))))))))))))))))


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi! Wtedy wiemy, co lubisz czytać.

 

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.

  • Piękna laurka, wyjątkowy dar, bo od serca <3