nietolerancja pokarmowa_Kanada się nada_Blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

o mamusiu …..

wczoraj pojechaliśmy zbadać Kubę, w sumie klinika wciąż w Vancouver, ale wybitnie azjatycka część, serio, zaczęliśmy nawet dla zabawy wyszukiwać na ulicy białego człowieka (trzech było). Klinikę znaleźliśmy, badania zrobione, ale ja nie wiem, co mnie podkusiło, żeby w tej dzielnicy zakupić celem popróbowania, wypieki chińskie.

Weszłam do jednej piekarni, z szyldem, co to miał więcej znaczków chińskich niż ciastek na ladzie.

Trzeba próbować nowych rzeczy, tej zasady się trzymamy, choć szczerze może ze 20% tego co do tej pory jedliśmyw  Vancouver, wzięlibyśmy jeszcze raz do ust. Ale ok, rozglądam się po chińskiej piekarni, nic, NIC, nie wygląda znajomo, ale się decyduję zakupić po trzy sztuki słodkie i słone (pani łamanym angielskim powiedziała mi o promocji- jak kupię 6 sztuk, nie naliczą mi tutejszego VATu).

Przynajmniej w teorii różniły się smakami, w rzeczywistości chiński pączek nie smakował niczym, poza tłuszczem.

I kształtem też pączka z Górczewskiej czy od Bliklego nie przypominał, albo chociaż poczciwego kanadyjskiego donata (pączka z dziurką). Długa, powyginana pałka, ociekająca tłuszczem. Na sześć ciastko-pączko-wypieków, JEDEN był jadalny. I to nie w całości (strasznie pikantny i tłusty). Reszta pęczniała w ustach, kawałki mięsa w nadzieniu miały dziwny kształt, fakturę, o smaku nie wspomnę, a po pierwszym gryzie wszystko wylądowało w śmietniku. No jacie nie mogę, a mówią, że Polacy jedzą tłusto. BLEEEEEEEE, żadnych więcej piekarniczych specjałów kuchni azjatyckiej. Dobrze, że migusiem udaliśmy się gdzie indziej, gdzie przepłukałam sobie gardło poczciwą niezdrową coca colą. Ale to już poza azjatycką dzielnicą, bo w tej jedyny napój dostępny na każdym kroku to Bubble Tea, co jest chyba nawet jeszcze gorsze od tych nieszczęsnych pączków (mieszanka mleka, herbaty i ciągnący się, lepiących, supersłodkich kulek z żelatyny, omg).

finał dnia: potężne dolegliwości żołądkowe o ujściu dolnym i górnym. Cały sobotni wieczór 🙁

I tak oto cierpię ukarana za kulinarną ciekawość…

Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.

PODZIEL SIĘ
Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Zamostowianie

    Już nie ale jak dolecicie to będą wspaniałe śliwki , kalifornijskie z nazwy ale smak zamostowski. Warto poczekać

    • Kasia Jeziorska

      już się nie możemy doczekać,a na razie mamy na śniadanie (prawie) domowy twarożek ze szczypiorkiem i rzodkiewką z europejskich delikatesów Elenka 🙂

  • Asia

    Wspolczuje dolegliwosci. Cala przygoda przypomina mi nasza probe w Indiach, by zakupic tamtejsze slodycze. Apetyczne, cos jak Rafaello lub kostki bialej czekolady. 5 smakow, po jednym dla mnie i dla Michala. Zaden nie przeszedl proby pierwszego kesu, po niektorych dlugo plukalismy usta woda. Na pocieszenie kupilismy Oreo w sklepiku za rogiem.

    • Kasia Jeziorska

      no wlaśnie, nawet podejrzanie nie wygląda, bierzesz toto do ust i KATASTROFA. z innej beczki : o rety jak ja tęsknię za truskawkami – próbowaliśmy już importowanych ze stanów i z china (bleee) i tutejszych uprawianych na okolicznych wege biofarmach (trochę mniejsze bleee, w sensie zjeść się da i nawet pachną). a w Polsce jeszcze są truski?

      • Asia

        U nas jeszcze truskawki da sie kupic, ale smak juz nie ten. Za to zajadamy sie czeresniami. Mniam mniam.

        • Kasia Jeziorska

          o czeresnie tez pychotka, tutaj nawet niezle 🙂