Jesień wywołała przygnębienie deszczem, który zdaje się nie mieć końca. W pewnym momencie zapominałam nawet to, kiedy się zaczął. Po prostu pada i pada, i pada. Bez końca.

Człowieka łapie chandra gigant i nicniechcenie. I rozczarowanie jest wielkie, większe niż bardziej słoneczną porą roku.

Co zwykle pomaga w takiej sytuacji poza oczywiście solidnym kubkiem kakałka? Ludzie oczywiście, właśni ludzie wokół siebie.

W sieci, na blogu Moniki trafiłam na wywiad z Ines mieszkającą od prawie roku w Toronto i piszącą o swoich wrażeniach na blogu „Sakwy i walizy„. Wywiad jak to wywiad, przekazuje osobiste spojrzenie na kanadyjską rzeczywistość. Można się z taką oceną zgadzać, albo nie, co część czytelników wyraźnie pokazała w komentarzach.

Moją uwagę szczególnie przyciągnęło zdanie, że Kanadyjczycy, z którymi zetknęła się rozmówczyni, wydają się zimni, zamknięci na innych. Pierwsze wrażenie kanadyjskiej życzliwości i otwartości nie przekłada się na powstanie głębszej relacji, nie wspominając o przyjaźni. A tej, zostawionej na innym kontynencie, budowanej od dawna i cementowanej tyloma wspólnie spędzonymi chwilami nad piwem/kawą/plotkami/, o takiej właśnie przyjaźni żal najbardziej.

To jest ten aspekt emigracji, który mnie również uwiera najmocniej. Nieraz dawałam temu wyraz na blogu. O tęsknocie za przyjaźnią, czy o braku ludzi wokół siebie.

Pierwsze miesiące życia w Kanadzie, kiedy skończył się miesiąc miodowy, te miesiące były najtrudniejsze. Bo samotne. Nawet będąc w rodzinie, samotne. Wyobrażam sobie, jak ciężko musi być tym z Was, którzy do Kanady przylecieli sami.  Chylę czoła przed Wami. Każdy potrzebuje ludzi.

Przylecieliśmy, a tutaj nikogo nie znamy. Kanadyjczycy uśmiechają się w windzie, zagadają przyjaźnie, ale przecież nie usiądą z  Tobą przy stole wigilijnym ani nawet przy popołudniowej herbacie. Nie od razu. Nie przez pierwszy rok na emigracji. Może nawet nie przez drugi. A może właśnie usiądą, ale to nie będzie to samo. Mimo najlepszych chęci nawet posłodzona herbata będzie smakować gorzko.

Spotkasz w nowym miejscu nowych ludzi, pięciu, a nawet piędziesięciu i mimo, że ta liczba robi wrażenie, to jednak poza wrażeniem z tej znajomości nie zostanie nic. Nie przeniesie się na wyższy poziom.

Wtedy, na przełomie 2014 i 2015, pierwszej kanadyjskiej zimy, wkurzona byłam, rozczarowana i smutna. Przecież to nie moja wina, że tak trudno mi kogoś poznać, z kimś się zaprzyjaźnić w Vancouver. Przyjaciele, znajomi, rodzina zostawieni w Polsce świadczą na moją korzyść. To nie to, że nie umiem z ludźmi rozmawiać. Znam angielski, znam polski, inteligentna jestem (w normie), więc co?

Czemu z pierwszą poznaną Polką okazało się nam być nie po drodze? Z pierwszą ?! Dlaczego Kanadyjczycy, którzy przecież rozumieją mój angielski, a ja rozumiem ich, dlaczego oni się do mnie uśmiechają, ale nic za tym nie idzie?

Coż zatem wynika z tych smutnych rozważań? Co dobrego z przypominania chwil, które dla mnie są już przeszłością, ale dla kogoś nowego w Kanadzie mogą być czasem teraźniejszym. A ci z Was, którzy dopiero chcą przylecieć i właśnie teraz czytają taki przygnębiający zapis?  Czy ich to nie zniechęci?


Piszę tego posta, żebyście wiedzieli, że taki stan jest ok. Że to normalne nie mieć ludzi i za nimi tęsknić. I że nie jest to powód do wstydu, oznaka słabości, czy porażka.  Że możesz być rozczarowany Kanadyjczykami i Kanadą. Możesz o tym pisać/śpiewać/krzyczeć i płakać nad tym. I się miotać, i się zastanawiać, i nie być pewnym.


Wszyscy jesteśmy ludźmi, a ludzie chcą oswajać lisy dla siebie i mieć róże na wyłączność. A nie tylko tułać się od planety do planety. Koniec końców, dobre życie sprowadza się do ludzi wokół.

Jest nadzieja. Czas. Daj czasowi czas. Daj sobie czas. I daj ludziom czas.

I będzie dobrze. Będą ludzie ! Poznasz Kanadyjczyków i Polaków mieszkających w Kanadzie, i całe mnóstwo innych osób też. Tylko potrzeba na to czasu. Imho, najmniej roku. A bywa, że dłużej.

Może to tylko w tym bloku w Toronto Kanadyjczycy są zamknięci na nowych sąsiadów?  Może to tylko w tej dzielnicy Vancouver, silnie zdominowanej przez jedną grupę etniczną, jest dość ciężko znaleźć pokrewną duszę, z którą można porozmawiać?

Przez pierwsze 10 miesięcy emigracji w Kanadzie poznałam kilka Polek. Wpadłyśmy na siebie na ulicy.  Z jedną wymieniłam się numerem telefonu. Nie udało nam się zdzwonić do dziś. Z drugą poszłyśmy na kawę, potem na spacer, potem przypadkowo spotkałyśmy się w górach. Tyle. Z inną Polką spotykałyśmy się regularnie na placu zabaw, ale nasze drogi się rozeszły.

Dwie kolejne Polki zaczepiłam sama. Jedną na zajęciach sportowych, drugą w górach. Spotykamy się do dziś z mniejszą lub większą intensywnością. Mam to szczęście, że blog i internet bardzo mi ułatwiają poznawanie nowych ludzi. Dziękuję, że teraz to Wy mnie zaczepiacie 🙂

A ile Polek-emigrantek poznałam w sieci, o mamo, jak ja mam dobrze ! Z Mają [piąteczka] to prowadzimy nawet cotygodniowy czat przyjacielsko-biznesowy na Skypie.

Ktoś może powiedzieć: ale ja wcale nie chcę się spotykać z Polakami ! I nie chcę mieć przyjaźni wirtualnych ! Dlaczego nie mogę się zaprzyjaźnić z Kanadyjczykami? Dlaczego to jest takie trudne?

Też sobie zadaje to pytanie. Serio. Właśnie z potrzeby szukania odpowiedzi, zaczęłam serię: Jak rozmawiać z Kanadyjczykami? [niewiele jest na razie, ale nie bój nic, będzie więcej]. Bo znajomość zaczyna się od rozmowy. Przyjaźń to taki etap tej rozmowy, kiedy już właściwie słowa są zbędne.

Można szukać wytłumaczenia w mentalności Kanadyjczyków. Są zimni i zamknięci, bo…. pogoda, multikulturowość, brak zainteresowania Polską i nami z Polski. Ale w sumie czemu mieliby się interesować?

Bariera językowa nie ułatwia sprawy. Dla większości nas, emigrantów, językiem emocji jest polski. A tutaj musimy to samo wyrazić po angielsku. Mówienie o swoich uczuciach i potrzebach po polsku, w Polsce, nie jest łatwe, to co dopiero w Kanadzie?

Nie podam Ci rozwiązania innego niż to, żeby wciąż próbować i dać czasowi czas. Spokornieć w oczekiwaniach wobec ludzi i się na nich otworzyć.

I będzie dobrze !

PS. Jeśli mieszkasz w Vancouver i chcesz poznać świetne Polki, zapisz się na Polskie Babskie Spotkania. Tam to dopiero jest moc!


Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi ! Wtedy wiem, co lubisz czytać !

 

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Pingback: Polska jest Polką. O Polskim Babskim Spotkaniu w Vancouver()

  • Pingback: Keep things simple - pochwała prostoty. Rzeczy nigdy nie za mało - Kanada się nada()

  • pawel115

    Ja mieszkam w Ontario w malej miejscowosci w Regionie Niagara.Do Kanady przyjechalem z rodzina w 1992 roku zona Polka w Kanadzie od 2004 roku mamy znajomych rodzimych kanadyjczykow ale dalej przewazaja Polscy znajomi u nich po prostu nie ma takich tradycji jak w Polsce sa bardziej prywatni przynajmniej ja mam takie odczucia mieszkam w tym samym domu od 1997 roku a sasiadow prawie nie znam inaczej jak W Polsce zobaczysz z czasem jest lepiej zwlaszcza jak sie dobrze jezyk pozna.

  • Jakbym czytała swoje myśli.
    Od ponad tygodnia mam kryzys samotności wśród ludzi (przyjechałam do Szwajcarii sama, jestem tu 1,5 roku). Odkąd w październiku wyjechała stąd moja bliska koleżanka, średnio raz w tygodniu jęczę moim bliskim z Polski, jaka czuję się tutaj samotna… Mam już dość poznawania kolejnych nowych ludzi, angażowania się w znajomość tylko po to, żeby po czasie samo z siebie się rozsypywało… O przyjaźniach nie mówię, na to trzeba naprawdę sporo czasu. Jedynym rozwiązaniem jakie na to widzę to brać się w garść, zaakceptować to, co jest, nie zmuszać się do niczego i, tak jak piszesz, dać czasowi czas.
    Od paru dni zastanawiam się, czy nie wylać posta o właśnie o samotności na swoim blogu a tu voila – trafiam na takie coś u Ciebie – dziękuję! I właśnie to jest to, nie ma się czego wstydzić, to normalny stan, że nie ma się ludzi na emigracji – do tego też wciąż dojrzewam.
    No i swoją drogą ciekawe, że Szwajcarzy są zimni i zamknięci, Kanadyjczycy są zimni i zamknięci i pewnie jeszcze niejedna narodowość 🙂

    • Cześć 🙂 wygląda na to, że problem jest uniwersalny, choć pewnie w przypadku jednyj narodowości zawiązywanie przyjaźni wychodzi łatwiej. Chętnie poczytam Twój post – wklej tutaj link, jak go napiszesz. I trzymaj się, przynajmniej online nie jesteś sama 🙂

  • Dorota

    Ja myśle ze to nie do końca jest wina narodowości tylko momentu w życiu. W szkole, na studiach czy nawet pracując ale będąc samemu łatwo nawiązuje sie przyjaźnie, człowiek myśli tylko o tym co by tu robić w weekend (w uproszczeniu) i zbiera wokół siebie ludzi o podobnych poglądach, zainteresowaniach. To wychodzi tak naturalnie gdy ma sie czas na wspolne spędzanie czasu 😉 gdy emigrujesz z dziećmi, masz wiecej obowiązków i mniej wolnego czasu (i to w określonych godzinach a nie spontanicznie) na poznawanie innych. Majac rodzine trudno zawiązać nowe przyjaźnie bo cenny czas poświęca sie zwykle najbliższym.

    • Zgodzę się tak do połowy 🙂 Bo o ile w młodości nawiązywanie przyjaźni przychodzi niejako samo, tak w momencie, kiedy pojawiają się dzieci, zmienia się model nawiązywania relacji. Owszem, czasu na nie jest mniej, ale generalnie jak się jest rodzicem, to czasu jest mniej 🙂 Ja większość znajomych z początkowej fazy emigracji poznałam właśnie dzięki dzieciom. Pozdarwiamy serdecznie!

  • Marta Zielinska

    To jest chyba dla mnie najtrudniejsze do przejścia na emigracji. Szczególnie w Londynie. Jak tylko poczułam ze zaczynam budować sobie jakąś faktycznie fajna grupę znajomych to jedna się wyprowadzila na drugi koniec świata, druga na drugi koniec Londynu, po czym ja też zmieniłam dzielnice i nagle okazuje się ze spotkać się nie na czasu, że planujemy kawę która nigdy nie następuje i tak to się jakoś naturalnie rozpada. I w nowej dzielnicy znowu zaczynasz zagadywac ludzi, szukać miejsc do realizowania hobby i świat się dalej kręci.
    W Polsce te przyjaźnie były jakby od zawsze. Ze szkoły jednej drugiej, że studiów, gdzie mieszkanie na drugim końcu miasta nie było problemem. No cóż… Chyba trzeba przebolec ten fakt emigracji i próbować się odnaleźć, wychodząc z inicjatywa! 🙂 nie ma co się zalamywac tylko działać! 🙂

    • Cześć Marta, dzięki za komentarz 🙂 wyjście z inicjatywą czy wyjście do ludzi nie dla każdego jest komfortowe. Ale co robić, trzeba działać!

  • Mieszkałam w Kanadzie rok. Poznałam to miejsce i ludzi też. Bardzo miło wpominam ten czas i mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane odwiedzić te strony jeszcze raz. Ciepło pozdrawiam.