Spcaery po Vancouver_wiosna 2016_Kanada się nada_blog o polksiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

Szczerze? Gdybym mogła, siedziałabym w domu. Lubię nasze mieszkanie, lubię herbatę ciepłą i lubię góry. Jak je widzę za oknem, to lubię je tym bardziej. Nie chce mi się wychodzić, jak nie muszę.

Miejsce spacery nie są dla mnie !

Nie wiem, czy kiedykolwiek uczyłam się, jak spacerować. I pewnie dlatego mi się nie chce. A teraz jestem na dodatek chora, więc tylko leżę i jęczę. Bardziej niż to wskazane.

Ale dzięki temu mogę sobie powspominać. Bo siły na tworzenie nowych wspomnień nie mam.

Pamiętam włóczenie się po Budapeszcie. Samej. Miło było, nawet mi się podobało, ale żal jakiś, smuteczek,  że jednak sama. Rozsądek podpowiadał, że tak najlepiej poznam miasto. I ludzi poznam też.

Spacerowanie po Warszawie nie było dla mnie. Sama Warszawa nie była dla mnie. Dopóki M. nie zabrała mnie na grę miejską na Pragę. [gra miejska to rodzaj spaceru z podchodami] Polubiłam Warszawę. Nie dane mi było za często samej się po niej włóczyć bo….

…….dzieci i spacerowanie jedynie z chustą, nosidłem, wózkiem, czyli najczęściej snucie się bez celu po najbliższej okolicy. Raz na jakiś czas spacer z J. na Starówce – uwielbiałam, ratował mi humor na cały tydzień.

W Vancouver mój pierwszy spacer taki sobie. Na jaw wyszły wszystkie nieogarnięte nauki o spacerowaniu. Na przykład ta: przyjrzyj się, jak inni spacerują i rób to samo (z poradnika początkującego spacerowicza). Czyli kawy nie miałam i towarzysza. To taki idealny miks, jeśli chodzi o chodzenie po Downtown. Ewentualnie za towarzysza robi smarfon (też nie miałam).

Więc jakieś te moje miejskie spacery blade. Nieudatne.

Za dużo zastanawiania się, za mało spacerowania. Już wiem, że zegarek nie pomaga na spacerowanie. Więc co pomaga?

A na przykład posiadanie starszych dzieci pomaga. Bo można już pójść w inne rejony niż tylko za róg. I jest więcej do wyboru niż tylko plac zabaw z małpim gajem, czy pomarańczowy? Jak dzieci starsze, można więcej.

Jest tylko jeden problem – dzieci zawsze chcą na dwór (czyli na spacer), ale nigdy nie chcą iść. Mam taki jeden totalnie zbuntowany egzemplarz na stanie. I proszę mi tu nie pisać, że się doigrałam, bo w chuście noszony. Krzysiek też noszony, a jednak chodzi. A Pana Maćka Nogi-mnie-bolą-od-stania to trzeba wozić.

I na tę okazję zaopatrzyliśmy się w Costco w „wózeczek” . Niby sprzęt z działu kemping, ale zmieści Maćka. I Krzyśka czasem też. Oraz drewno, sto książek z biblioteki, 10 kilo mąki bo akurat była na wyprzedaży i biurko (używane). Więc ten „wózeczek” daje radę i jest naszym niedołącznym spacerowym towarzyszem.

I Vancouver daje radę, serio. Już wiem, skąd hashtag #vancouverisawsom !

Zdjęcia z naszych spacerów po  słonecznym Gastown wczesną wiosną i  po pochmurnej Wiosce Olimpijskiej w czerwcowe przedpołudnie. Specjalnie nie piszę więcej o tych miejscach, żeby coś na następny post zachować. Aa, zdjęcie z góry posta jest ze Steveston.

spacer miejskie wiosno-latem_kanada się nada 5

spacer miejskie wiosno-latem_kanada się nada 8

spacer miejskie wiosno-latem_kanada się nada 7

spacer miejskie wiosno-latem_kanada się nada 6

spacer miejskie wiosno-latem_kanada się nada 4

spacer miejskie wiosno-latem_kanada się nada 3

spacer miejskie wiosno-latem_kanada się nada 2

P.S. Wędrówki po górach to nie spacer, się nie liczy.


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się. Wtedy wiemy, co lubisz czytać!

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.