Dwa lata nam stuknęły w Vancouver

O matko. Albo innymi słowy: omg (o my god). Minęły zachwyty, minęły rozczarowania. Ale podstawowe emocje nie minęły, siedzą i co jakiś czas wyglądają ukradkiem zza bloga.

Wiemy, że chcecie czytać, jak jest na emigracji w Kanadzie. Ten post pobił rekordy popularności na blogu. To będzie kolejny post w tym klimacie. Trochę słodko-gorzki.

To lecimy z emigracyjnym kołczowaniem.

Pełna dezorientacja jeśli chodzi o tę Kanadę

Mówią, że Kanada miodem i mlekiem płynąca. Dobra, nie wszyscy mówią, na forum polskim  czarnowidzkie wizje przeplatają się z realistycznymi opisami dni tych, co już w Kanadzie są. Optymistów również nie brakuje (pisząca te słowa zalicza się do nich, chociaż mój optymizm jest sceptycyzmem podszyty).

Kogo słuchać? W ogóle słuchać innych?

Mówią, Kolumbia Brytyjska taka piękna. Góry, ocean, wszystko na jednym obrazku. Chcesz, idziesz na snowboard, chcesz, idziesz na kajak, orka przemknie koło ciebie, albo inny niedźwiedź. Wszystko ładnie, pięknie, ale co, jeśli zapierniczasz na dwie zmiany, overtajmy robisz, i zwyczajnie zmęczony nieziemsko nie masz czasu i chęci tym pięknem się zachwycać. Góry masz w nosie, bardziej Cię interesuje, czy te mieszkania to przestaną w końcu drożeć …

Może tak jak my, już wiesz, że położenie, i praca, i możliwości, i lepsza przyszłość dla dzieci to nie wszystko.

Jak by to najlepiej opisać, co nam po głowach chodzi? Chyba tym słowem: Confused

Nie żałujemy przyjazdu do Kanady, ale żałujemy wyjazdu z Polski.

Wiem, mało sensu, ale tak to mniej więcej wygląda. A podczas tegorocznego, dłuższego pobytu w Polsce, wszystkie te myśli zogniskowały się na nowo.

Jest w nas żal. Emocje związane ze stratą. Nasza żałoba po tym, co zostało w Polsce. Ludzie, wspomnienia, miejsca. I także to, czego nie będzie nam dane doświadczyć.

W Kanadzie podejmuję się walki o to, co miało znaczenie, ale w Polsce nigdy nie przywiązywałam do tego takiej wagi. Zwłaszcza ludzi z Polski żal. Przyjaciół i rodziny [dlatego zastanawiam się, jak nad tą relacją pracować]

Emigracja to ciągłe przekładanie planów na kiedy indziej i odczuwanie straty, po tym, czego nie doświadczymy w tej samej formie już nigdy.

Once emigrant, always emigrant.

Szczerze napiszemy – nie wiemy, jak to z nami będzie. Dlatego tak trudno nam odpowiedzieć na pytanie: (kiedy i czy w ogóle) wracacie?

Trudno nam, emigrantom, jest pozwolić sobie na żal, na odpuszczenie wspomnień.  Trzeba sobie na tę emocję pozwolić. Swoje od-żałować i przeżyć. Dla jedynych to będzie rok, dwa na emigracji. I zrobi się miejsce na nowe. Inni potrzebują więcej czasu, żeby żal za Polską przeboleć. A jeszcze inni całe życie go będą zagłuszać. Są straty, na które czas nie pomaga.

 

Jak żalowi pomóc? Spisałam trzy rady, które przyszły na myśl po wielu godzinach rozmów z życzliwymi ludźmi. Może i Tobie się przydadzą.

3 rady, jak sobie dać radę

  • Znajdź czas na wakacje – wiem, że są tacy, co pracują na okrągło i są bardzo szczęśliwi. Nie chcą i nie potrzebują czasu wolnego. Ale w przypadku emigracji zatrzymanie się na chwilę, co jakiś czas, to jest sprytne rozwiązanie, żeby zregenerować siły. Bardzo istotne.
  • Znajdź czas dla swojej drugiej połowy. Nie ma co być twardszym od skały, kiedy emocje biorą górę, tylko szukać pocieszenia i zrozumienia u tej drugiej, najważniejszej osoby. Nie zakładaj z góry, że tylko tobie jest źle. Pociesz, przytul, opiekuj się. Na zmianę.
  • Nie staraj się jak najszybciej odtworzyć życia sprzed emigracji. Przyznam, że to mój największy problem. Mamy tendencję do powtarzania zachowań, zwłaszcza jeśli okazały się skuteczne przed wyjazdem. Tutaj wszystko może potoczyć się inaczej. Ryzykuj, ale i przyjmuj z pokorą nowe doświadczenie. Łatwiej się żyje.

Więc bądź dla siebie, drogi kolego emigrancie i koleżanko emigrantko, dobry/dobra. I napisz swoje rady w komentarzu, a ktoś ci podziękuje. Karma wraca 😀


Pisałam już o emocjach nie raz, wiesz?

 


Przeczytaj jeszcze:

Jak być fit w Vancouver? Prosto, sportowo, darmowo. Plus emocje, a właściwie wyścig
Jak Vancouver wkurza Marijannę – 3 największe rozczarowania miastem
Jak się macie latem 2017? Lipiec w Kanadzie, sierpień w Polsce. Skansen, wakacyjna qlturka, u dziadków i Legoland
Lepszy, lepsiejszy, najlepsiejszy (i/e)migrant czyli ja się znam na Kanadzie, a ty nie!

 


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

 


Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.