Pogoda miejscami wcale nie „pod psem”, zatem idziemy na Dog Mountain.

Wejście już mocno zimowe, śnieg nas zaskoczył (a kogo on nie zaskakuje, co?). Wszyscy wrócili przemoczeni tak, że wodę można było wylewać z butów. Te buty to „zimowe” są tylko z nazwy.

Słowo wstępne.

Dog Mountain to łatwy szczyt w obrębie Mount Seymour Provincional Park. Park znaliśmy już troszkę z podejścia letniego. Tym razem oprócz wyjścia na szlak chcieliśmy rozejrzeć się po terenie narciarskim, saneczkowym. Już nieraz wspominaliśmy o tym, że planujemy zimą nauczyć się jeździć na nartach, więc taka wycieczka zapoznawcza była konieczna. Na terenie kompleksu narciarskiego (chociaż może  „kompleks” to za wielkie słowo), w każdym razie na terenie jest miejsce gdzie można pozjeżdżać na sankach, dwa wyciągi narciarskie i miejsce do ogarnięcia się. Parking też jest. Z komunikacją miejską jest ciężko (brak połączenia), ale w sezonie kursuje busik dowożący narciarzy z przystani autobusu wodnego z North Vancouver.

W czasie, kiedy my byliśmy, wyciągi jeszcze nie działały, chociaż śnieg już leżał. Sporo było ludzi z małymi dziećmi, które chciały trochę pobawić się w śniegu, ale możliwość pozjeżdżania na sankach (swoich lub wypożyczonych) była tylko w jednym miejscu. I płatna. Szkoda, że obsługa przeganiała z nieczynnych jeszcze stoków, gdzie spokojnie dzieci mogłyby pozjeżdżać 🙁

Zimowe wejście na Dog Mountain.

Wprawdzie na stronie vancouver trails polecają szlak do przejścia latem, jednak zimowe wejście było jak najbardziej możliwe i bardzo przyjemne. Śnieg leżał sobie cichutko, zamarznięte sople tu i ówdzie lśniły w popołudniowym słońcu. Szlak niezbyt wymagający, podejście niewysokie. Teren popularny, więc sporo turystów, spacerujących i biegających też.

Z poleceń: po drodze na Dog Mountain znajduje się miłe miejsce na przegryzkę – First Lake, czyli jeziorko z gatunku malutkie, urokliwe, górskie jeziorko w pobliżu Vancouver. Chyba zacznę je katalogować 😉

Zdjęcia takie sobie.

I klops, na obiektywie ślad śniegowy. Wybaczcie, nie umiem usunąć, zabieram się za naukę Photoshopa.

Ta wredna smuga zasłania ośnieżone szczyty gór, które widzieliśmy z góry. A te szczyty kochani to już Stany. Ach [tutaj westchnięcie, bo chciałoby się pojechać tam, ale po pierwsze: nie mamy wizy, po drugie: dla dzieci chyba nieteges].

Nic to, odbijemy sobie na innych szlakach 🙂

pozdrawiamy serdecznie

 

Vancouver zdjęcia górskie 2015 Vancouver zdjęcia górskie 2015 Vancouver zdjęcia górskie 2015


Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.