Hahaha, gór, co widać z Vancouver, jest całe mnóstwo, powiesz. I rację mieć będziesz (me Yoda said)

Mount Baker nie jest jedną z całego mnóstwa gór dookoła, uwierz mi. No chyba, że mieszkasz w Vancouver i nie trzeba cię przekonywać.

Mount Baker to szczyt w USA, który widać prze dobrej pogodzie z niemalże każdego miejsca w Vancouver, a już z trasy na Hope i doliny Fraser Valley, to najlepiej!

Jednodniowy wypad na Mount Baker, wczesną jesienią, polecamy bardzo, zwłaszcza jeśli szlaki w okolicy naszego miasta już znasz i szukasz zaskoczeń.

Zaskoczy cię, zaskoczy ta góra.

Ale zanim góra zaskoczy, to najpierw nie bądź taki i daj się zaskoczyć na granicy z USA.

#wypad na Mount Baker wymaga wyjechania z Kanady

Niby wszystko oczywiste – masz wizę turystyczną do Stanów. My mamy (a jak się o nią staraliśmy w Vancouver, mając kanadyjskie pozwolenie o pracę wiesz?)

Niby powinno być łatwiej przekraczać granicę, zwłaszcza teraz, kiedy mamy już kartę stałego pobytu (PR). Jednak amerykańskich celników na przejścu granicznym twój status w Kanadzie mało obchodzi.

Interesuje ich, czy masz wizę. Oraz czy masz jedzenie. Nie można do Stanów wwozić pewnych produktów spożywczych i czasami celnik o nie pyta: czy masz owoce albo ogólnie jedzenia. My zwykle odpowiadamy, że mamy snacks, czyli przekąski. I tak, pod tę kategorię podpadają także owoce, kanapki, napoje.

Jeszcze nas nikt z tego powodu nie kontrolował.

Za to kilka razy po białe karteczki musieliśmy swoje odstać. Tym razem także.

Granicę przekraczaliśmy w Sumas, które jest tylko trochę mniej popularnym przejściem od tego w White Rock (Peace Arch /Blaine). Też sporo ludzi, też kolejki.

Musieliśmy kupić białe karteczki do paszportów (po 6$ od głowy, można płacić kartą). Mają ważność 6 miesięcy. Nasłuchaliśmy się wielu historii o nich – a to niektórym zabrali je przy wyjeździe ze Stanów, albo dali tylko na jeden dzień. Tak więc widzisz – w życiu jak w piosence, wszystko się może zdarzyć.

Byliśmy na granicy około 11, w niedzielę.

Od przejścia granicznego w Sumas jedzie się cały czas mało zatłoczoną drogą na południe (547) a potem na wschód (542).

Naszym pierwszym przystankiem był szlak Heliotrope Ridge Trailhead.

# na szlaku Heliotrope Ridge Trailhead czyli podchodzimy pod lodowiec

Wejście na szlak znajduje się na końcu drogi szutrowej, dość krętej i miejscami wąskiej. Jesienią nie było na niej błota, ale nie wiem, czy zimą da się ją pokonać bez napędu na cztery koła.

Jest parking, który ze względu na popularność szlaku, szybko się zapełnia. Przy parkingu są toalety.

Przy wjeździe zobaczysz tablice informujące, że za pobyt w parku się płaci (dotyczy to parkowania, chodzenia po szlakach, ogólnie przebywania). My kupiliśmy sobie jednodnowi karnet wstępu za 5$, przez internet i wydrukowany zatknęliśmy za szybę auta. Na parkingu nikt nie sprzedawał biletów, było miejsce, gdzie możesz płatność gotówką zostawić i napisać, za jaki samochód.

Szlak nie jest długi ani wymagający. Maciek (lat 5 i trochę) rwał do przodu i mimo kilkurazowego męczącego podejścia, dał radę przejść całość samodzielnie.

To jest świetny szlak, bo mocno zróżnicowany – najpierw idzie się gęstym lasem, potem w paśmie krzaków i roślin, a na końcu łąkami przypominającymi nasze połoniny. Czasami szlak wiedzie po luźnych kamieniach i przez potoki.

Słowem: zero nudy.

A na końcu lodowiec.

M podeszliśmy tylko na tyle, żeby zdjęcie zrobić, bo wejście na sam lodowiec wymaga sprzętu, przygotowania i pozwoleń. Widzieliśmy człowieka, który mozolnie piął się po jęzorze lodu do góry. Usłyszeliśmy też wielki huk, kiedy lodowiec tapnął i część go odpadła. [ale nie na tego człowieka, uff]

Całość szlaku zajęła nam 4 godziny. Zaczęliśmy podchodzić około 12, skończyliśmy trochę po 16.

Mt.Baker2017_Kanada-sie-nada-blog-o-polskiej-rodzinie-w-Vancouver-i-emigracji-do-Kanady

#w drodze na parking

Ponieważ wypad był jednodniowy, nie nastawialiśmy się na inne szlaki w okolicy. Pojechaliśmy do końca drogą nr 542, aż do ośrodka narciarskiego Mount Baker.

Droga nosi nazwę Mount Baker Scenic Byway i rzeczywiście, ostatnie kilometry zapierają dech w piersiach.

A na końcu jest… parking. Hehehe.

Ale nie taki sobie parking, tylko z widokiem na wszystkie strony świata i wszystkie góry dookoła (czyli w bonusie dostajesz też Mount Shuksan).

Jeśli masz tylko moment, żeby „zaliczyć” Mount Baker, to jedź na ten parking… tfuuu… Artist Point. Tylko zobacz najpierw, czy jest otwarty.

Możesz tylko wyjść z samochodu i się pogapić, albo pójść którymś z okolicznych szlaków. Ja musowo następnym razem pójdę na Fire and Ice Interpretive Trail (bo mi się z „Grą o tron” kojarzy mocno, i właściwie to wystarczy, hihih)

Na parkingu również obowiązuje opłata. W 2017 rooku było to 5$ za samochód.

Jak już sobie popatrzysz, to powrót tą samą drogą i 2 godziny później jesteś w domu.

Fajnie, c’nie?

Kto był w okolicy? A jak nie byłeś, to chociaż zerknij na te filmiki.


Przeczytaj jeszcze:

[symple_posts_grid unique_id=”” post_type=”post” taxonomy=”” term_slug=”inside” count=”4″ columns=”4″ pagination=”false” order=”DESC” orderby=”date” thumbnail_link=”post” img_crop=”false” img_height=”150″ img_width=”150″ title=”false” excerpt=”false” excerpt_length=”30″ read_more=”false”]

 


Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

 

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.

  • Poszedłbym sobie do takiego lodowca, ech…
    Widzę, że przekraczanie granicy z USA jest problematyczne nawet dla Kanadyjczyków? Wszystkie te obostrzenia przy przekraczaniu sprawiają, że chyba nigdy w życiu do USA nie pojadę, łatwiej przekroczyć granicę z Białorusią…

  • AgulaW

    Och!!!!!
    To mi przypomina Alpy i wyprawy na szczyt lodowcow.
    Ach i och!!!!
    Tego Ci Kasiu zazdroszcze! Tej przyrody!!!
    Pzdr cieplo:)
    AgulaW