jAK SIĘ MACIE JESIENIĄ 2015_kANADA SIĘ NADA_bLOG O POSLKIEJ RODZINIE W vANCOUVER i emigracji do Kanady

Mimo, że to post otwierający grudzień,zimowy sezon, to u nas jeszcze wciąż na jesienną nutę. Bo jesień to nie tylko owoce i warzywa, jakby to wynikało z pierwszej części jesiennego newslettera 😉

To czas  na jesienne święta.

W tym okresie najpierw wypada kanadyjskie Święto Dziękczynienia.

Jest ono prawie miesiąc wcześniej niż w US. My w tym roku spędziliśmy je jak przykazano, czyli iście rodzinnie. Był indyk, brukselka, mashed potates (puree ziemniaczane), a na deser Mama Applesauce Cake (ciemne, wilgotne ciasto na bazie przecieru jabłkowego, aromatyczne i wdzięczne). Mimo rozlicznych obaw rodziny udało się nawet Pumpkin Pie made by me. Okej, puree było z puszki, ale i tak smacznie. I dobrze było się zaszyć w domu, bo za oknem lało, wiało i huczało.

A o innej miłej rodzinnej inicjatywie i kilka słów o genezie święta znajdziecie we wpisie z 2014.

Na koniec października jest Halloween.

To najważniejsze święto dzieci. Nie zauważyliśmy, żeby był w Kanadzie dzień Dziecka, ten pierwszo-czerwcowy, więc dzieciakom pozostaje tylko Boże Narodzenie. I Halloween.

Ja wiem, że w Polsce to święto wzbudza wiele emocji, są głosy niechęci, że takie to ono zachodnie i kulturowo obce. I komercyjne na wskroś. Nie dajmy się zwariować. Święto jak święto, dobrze, że jest okazja pobyć razem. A że otoczką są duchy, upiory, straszydła, nietoperze, pajęczyny i cała masa słodyczy?

W tym roku Krzysiek pierwszy raz miał okazję doświadczyć tego, co każde amerykańskie dziecko zna od dzieciństwa, czyli chodzenia po domach i proszenia o cukierki. Trick or treat-owania. Na początku się wzbraniał, niepewność i brak odwagi brały górę.  Ale zachęcony przykładem najlepszego swego kolegi z klasy, Logana, rozkręcił się i śmiało stukał do drzwi. Mamy w naszej okolicy Mount Pleasant świetną ulicę, Dziesiątą, na której stoją piękne domy, niektóre już zabytkowe, i to właśnie tam chłopcy przebrani za żołnierza (Krzyś) oraz Indiana Jones (Logan) zaczęli zbieranie cukierków do toreb, a czasami wręcz torbiszczy. Sean, tata Logana, powiedział mi, że niewielu właścicieli domów nie przygotowuje słodyczy. Często sami są przebrani, stojąc w drzwiach i witając dzieci chodzące w mniejszych lub większych grupkach. A jak się słodycze skończą, wywieszają karteczkę ran out of candy.  Słodyczy jest mnóstwo i przyjemnie się je potem dzieli uwzględniając część dla mamy, taty i Maćka.

Domy zmieniają kolor na pomarańczowy, udekorowane dyniowymi latarniami (jack-o lantern). Przed niektórymi rozgrywają się małe pantomimy z czołgającymi się kościotrupami. Dobra zabawa, to właśnie przyświeca dorosłym, którzy się przebierają i odgrywają role. Mimo obaw różnych takich oficjeli sednem Halloween nie jest oddawanie czci szatańskim siłom. A może chcecie zobaczyć, jak wyglądało nasze pierwsze Halloween, m.in. w kościele ? Na ten dzień Vancouver zmienia się w Gravecouver (grave to grób), ale na wesoło, sympatycznie, z fajerwerkami, których podobno nie puszcza się w tym dniu w innych częściach Kanady.

Moim zdaniem Halloween jest dobrym momentem, żeby przy całej tej popkulturowej otoczce związanej z umieraniem, porozmawiać z dzieckiem o śmierci, odchodzeniu, zrobić wstęp do polskiego rozumienia święta Zmarłych. A poza tym dzieci przebierając się za potwory i duchy oswajają strach przed tymi, sprowadzając swoje lęki do formy przebrania.

Święto Zmarłych, czyli Wszystkich Świętych i Zaduszki.

Ja je bardzo lubię w Polsce, a odkąd zamieszkaliśmy przy warszawskich Powązkach, lubię je jeszcze bardziej. W Vancouver 1 i 2 listopada całkowicie pozostają w cieniu Halloween. Chociaż nazwa Halloween pochodzi od All Hallows’ Eve, czyli wigilii Wszystkich Świętych.

Spytałam znajomych, czy znają te święta, ale oprócz filipińskich koleżanek, nikt nic nie wiedział. Przynajmniej nie w takim kształcie, w jakim mamy je w Polsce. Filipinki się orientowały, o co chodzi w All Saints’ Day, pewnie ze względu na wiarę rzymsko-katolicką. W Vancouver jest jeden cmentarz, z widokiem na góry. Co roku, na przełomie października i listopada odbywa się tam festiwal All Souls (za wszystkie dusze). Można przyjść, zapalić świeczkę, wysłuchać okolicznościowego koncertu. Pomyśleć w spokoju po szaleństwach Halloween.

Bardzo podoba mi się, że w wielu miejscach stają ławki, murki, fontanny, ufundowane ku pamięci zmarłych. Nie nagrobki, ale rzeczy użyteczności publicznej, łączące tych, co odeszli z tymi, co zostali.

Święto Niepodległości w Polsce, a w Kanadzie Remeberance Day.

Ta sama data: 11 listopada. Marsze pamięciowe, okolicznościowe. Tego roku akurat nie lało, wiało i huczało, więc można było wyjść na spacer z makiem wpiętym w kurtkę. I porozmawiać o tym, co to jest niepodległość. I o byciu Polakiem w Kanadzie. Nie myślcie sobie, że tylko dorośli mają takie rozterki. Ośmiolatek całkiem zgrabnie formułuje swoje wątpliwości, zaczynając poszukiwania kulturowej i historycznej tożsamości, pytając o patriotyzm. Takich pytań nie zbywa się lekkim powiem ci, jak będziesz starszy. Święto Niepodległości  to Święto Pamięci. Często pamięci wspólnej historii.

Mamy w domu świetną książkę Nasza paczka i niepodległość, gdzie oczywiście  to święto listopadowe występuje. W książce przyczynkiem do rozmowy o 11 listopada jest odzyskanie bazy, którą podstępnie zagarnęły starsze dzieci. Baza, ich miejsce na świecie, mała ojczyzna, zostaje odbita, a tytułowa paczka przy okazji dowiaduje się o Święcie Niepodległości, o zaborach, wojskach i żołnierzach. Polecamy dla każdego polskiego dziecka i rodzica, a już na emigracji koniecznie.

i ostatnie starcie czyli Andrzejki kontra Halloween

Odniosłam wrażenie, że w tym roku nikt nie obchodził Andrzejek 🙁 Na Facebooku głucho, na gazeta.pl nic, foch.pl nie wypuścił ni słóweczka, blogi emigracyjne zero postów na ten temat. Jakie zwyczaje andrzejkowe, jakie wróżby, zabawy? Przecież pamiętacie ze szkoły zabawy andrzejkowe, prawda?

Jeśli Halloween pozostaje w cieniu Bożego Narodzenia, to Andrzejki już w ogóle są poszkodowane.

Ale nie odpuściliśmy – zabawy andrzejkowe się odbyły w wersji domowej. I przy okazji kilka słów o tym, że to cenny polski zwyczaj, przyjemny i dla panien i dla chłopców. W wersji zmodyfikowanej można zainteresować także młodsze dzieci. Zamiast wróżyć sobie imię żony (zobaczylibyście minę Krzyśka na te słowa) można powiedzieć dzieciom, że sprawdzamy jak będą mieli na imię nowi przyjaciele w 2016. Z wróżbą o butach też nie trzeba od razu wiązać ożenku 🙂 Można ustalić, że temu, którego but pierwszy za próg wyjdzie, wszystkie życzenia się spełnią w przyszłym roku.

My wróżyliśmy z wosku, lejąc na zimną wodę przez klucz (pamiętać: opracować lepszą metodę topienia), przekuwaliśmy pinezką (auć) tekturowe serca z imionami, obieraliśmy jabłka i rzucaliśmy za siebie skórki, żeby zobaczyć jaka litera się ułoży. Trafialiśmy też grosikami do celu (trzeba pomyśleć życzenie i jak się trafi, to ono się spełni) i oczywiście ustawialiśmy buty jeden za drugim. Śmiechu sporo i radości wśród dzieci. A ja mam takie wewnętrzne przekonanie, że oto w nieinwazyjny a przyjemny sposób dzieci trochę więcej wiedzą o polskich zwyczajach. I może zapamiętają, że jesień to nie tylko Halloween !

I zdjęcia jeszcze 🙂

jesień 2015

jesień 2015

jesień 2015

Andrzejki 2015
Follow my blog with Bloglovin

Jesień nam minęła bardzo szybko, ale znaleźliśmy czas na rozmowę i świętowanie.

A jak u Was jesienią? Mikołaj już dotarł do miasta? Za chwilę Mikołajki….


Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, co lubisz czytać.

 

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.