If it is not broken_Kanada się nada_Blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

To będzie wpis z cyklu Przychodzi baba do doktora. 

Choć po prawdzie, do doktora poszliśmy razem z Kubą, chcąc odhaczyć kolejny punkt na liście rzeczy do zrobienia, kiedy będziemy mieć czas (czyli akuratnie teraz). Myślimy sobie, trzeba zajrzeć do lekarza, porobić badania krwi, oczy zbadać oraz narząd programisty nadmiernie eksploatowany – rękę. Słowem, dać się zbadać kompleksowo, wypadałoby chyba raz do roku, c’nie?

Zatem dobrze, jedziemy do walk in clinic, czyli tej przychodni co to już kilka razy w niej byłam, bo innego pomysłu gdzie by pójść nie ma, a wciąż nie mamy doktora pierwszego kontaktu (family doctor).

Zajeżdżamy, fajnie, tylko godzina czekania, no i próbuję wytłumaczyć recepcjonistce z czym ja przyszłam, że to nie jestem chora ani cierpiąca tylko tak profilaktycznie chcę zobaczyć doktora, ginekologa może (cytologia i te sprawy). I co się okazuje? Że po pierwsze to od takich spraw jest lekarz rodzinny, jak nie mam, to ona mi da kontakty do tych co akurat przyjmują nowych pacjentów (fajnie). A po drugie, owszem mogą w tej klinice mnie zbadać też, ale mam się zdecydować na jeden powód wizyty, słownie JEDNĄ dolegliwość, a jak mam dwie na przykład, to muszę przyjść na  kolejną wizytę, bo mi ubezpieczenie (Medical Service Plan) tego nie pokrywa. No ok, dziwne, ale ok, ja mówię, że idę po konsultację ginekologiczną, a K. że po zbadanie krwi.

Dalej będzie o tym, co nam doktor powiedział w gabinecie, ale bez drastycznych szczegółów.

Zaczął od tego, że on nie jest zwolennikiem badania osób zdrowych, czyli nas, bo  jak się coś znajdzie, to dopiero będziemy mieć problemy.

Przede wszystkim się zestresujemy niepotrzebnie, a poza tym bank nam nie da kredytu na mieszkanie, albo polisy na życie, bo już będziemy mieć w medycznych papierach, że coś nam zdrowie szwankuje. No i w ogóle, twierdzi, jak się szuka, to się znajdzie, a po co? Lepiej się nie przejmować, lepiej nie naprawiać czegoś, co popsute nie jest (vide tytuł posta). Moja reakcja –  SZOK. Pytam o profilaktykę, o badania przesiewowe, o standardy. I co się okazuje? Że w Kolumbii Brytyjskiej sytuacja wygląda inaczej niż bym to sobie wyobrażała. Na przykład – nie robią kobietą USG piersi (podobno szkodliwe). Aha, no a jak to się ma do tych wszystkich różowo-wstążkowych marszów i nawoływania do zwiększenia świadomości na temat raka piersi? No nijak się ma, nie ma takich badań i już.

Dalej w temacie kobiecych badań – cytologia owszem jest , co roku, a w takim np. Ontario podobno rzadziej (słowa lekarza).

Kiwa głową ze zrozumieniem i tłumaczy, że muszę zweryfikować swoje oczekiwania wobec tutejszej służby zdrowia, bo oni co i rusz mają jakieś audyty, a za zlecanie badań zdrowym ludziom dostają po łapkach.

OK, to może chociaż tabletki dostanę? I tu pozytywne zaskoczenie – są refundowane częściowo, jupikajej (w Polsce chyba nadal nie są?).

Co do badań męskich, się nie będę rozwodzić, K. dostał skierowania gdzie trzeba, więc się zbada. P0 raz kolejny się przekonaliśmy, że służba zdrowia działa tutaj na innych zasadach, nie piszę specjalnie  gorszych – lepszych, tylko innych, trzeba się przyzwyczaić.

Podsumowując tę scenkę rodzajową dzisiejszą, chcę napisać o naszych przemyśleniach już po wyjściu od doktora (skąd inąd miły był i powiedział, że Polacy robią najlepszą kapustę na świecie i że on nie tyka nawet kijem bigosu przygotowanego przez nie-Polaka).

Rozmawialiśmy sobie z K., że w sumie takie podejście –  zostawmy jak jest, póki nie jest zepsute (albo chore) – już kilka razy dało nam się zauważyć w kontaktach z Kanadyjczykami.

Weźmy na przykład sprawę naszej pralki. Właścicielka mieszkania jeszcze we wrześniu mówiła, że pralkę nam wymienią. Dawaliśmy znać, że głośno chodzi, że jakieś tam elementy powyginane są, ale temat się urwał, powiedziała: skoro pracuje, to niech będzie. No i proszę ze trzy tygodnie temu, K. daje jej znać, ze pralka cieknie. Nie mija nawet tydzień, kiedy podłoga w sypialni przylegającej do łazienki puchnie. A kulminacją był nocny alarm pożarowy, który zerwał WSZYSTKICH mieszkańców z łóżek o 2 nad ranem. Staliśmy sobie wszyscy na ulicy (dobrze, ze ciepło było), koło wozów strażackich i słyszymy, że alarm spowodowało spięcie instalacji elektrycznej, na którą skądś kapała woda. Aha, no możecie się domyślić, co nam przyszło do głowy – yeap, pralka zawiniła. No i teraz właścicielka mieszkania ma ze trzy razy większy (i kosztowniejszy) problem niż gdyby nam tę  18letnią pralkę wymieniła zeszłej jesieni. No ale nie chciała, bo przecież pralka działała.

Więc jak działa, to nie ruszać.

W pracy też to mamy – proces jest do dupy, ale nikogo nie interesuje, żeby go usprawnić, żeby życie ułatwić. Działało tak zawsze, zostawmy, aż się nie wywali. A wywali się NA PEWNO, i wtedy dopiero będzie.

No więc tak, refleksją się podzieliłam.

pozdrawiam(y) serdecznie

Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.

PODZIEL SIĘ
Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Pingback: Poradnik - służba zdrowia w Kanadzie - Kanada się nada()

  • Pawel Sztobryn

    Zauwazylem, ze Kanadyjczycy bardzo szanuja prace, robia swoje i nie pomagaja (nie wszyscy) i jak im chcesz pomoc to oskarzaja Cie, ze chcesz im ukrasc miejsce pracy.

  • Bartek

    Hmm… czyli nie stosują techniki „wyprzedzaj myślą”?? To mi się podoba, ale tylko w ujęciu leniuchowania:) a postęp cywilizacyjny to jak widzę robią Kanadzie cudzoziemcy:P

    • Kasia Jeziorska

      Wiecie, zaskakujące to jest, ale można by się zastawiać, czy aby nie mają trochę racji w tym ograniczeniu badania zdrowych. Jak fundusze nie pozwalają, to coś muszą zawiesić, bo ta kołderka jest zawsze za krótka. W Polsce też kiedyś ktoś coś tam pisał o koszyku świadczen gwarantowanych i chyba na pomyśle się skończyło….

  • Michal

    No faktycznie inne: „szokujaco inne”.

  • Asia

    Zaskakujace – tyle powiem.