szukanie domu w Vancouver_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady

Mieszkać każdy musi. Się nie da inaczej. Trzeba na Vancouver house hunting wyruszyć.

Ciekawą rzecz zaobserwowałam. Ostatnio temat mieszkaniowy pojawia się w rozmowach częściej niż zwykle. Oczywiście nie tak często jak Mikołaj, Święta, politycy i czemu tak pada, ale zawsze. Znajomi szukają nowego mieszkania, sąsiedzi się wyprowadzają, a posty nasze (dwa) o mieszkaniu w Vancouver wzbudzają zainteresowanie odwiedzających tego bloga (wiem, bo sobie zainstalowałam wtyczkę Google Analytics hehehe). Nas też od czasu do czasu napada chęć aby wyruszyć na house hunting, poszukać sobie innego mieszkania. Zwłaszcza jak odwiedzamy tych, co to wnętrza mają śliczne i oświetlone odpowiednią ilością lamp.

Skoro temat ważki, to go pociągniemy.

Ustalmy sobie, że house hunting to zasadniczo szukanie domu. W Vancouver.

Ale jeszcze częściej szukanie domu pod Vancouver. Spytacie dlaczego pod? Ceny, moi kochani ceny. Słynna na wiosnę kampania Nie mam miliona (#DontHave1Million), rozpoczęta przez mieszkankę Vancouver, taką zwykłą trzydziestokilkulatkę, z pracą normalną, odbiła się szerokim echem w całej Kanadzie i nawet na chwilę obudziła rządzących, którzy problem niebotycznych cen nieruchomości znają, ale nie garną się, żeby coś z tym zrobić. Młodzi ludzie, którzy mają pracę (dochód jednej osoby to około 40 tys. CAD na rok, ) i myślą o założeniu rodziny, nie mają szans na kupno domu w Vancouver. Możecie pomyśleć, ej no halo, a kto ma szansę, my w Polsce też raczej jako trzydziestolatkowie domów w mieście nie kupimy. Ale trzeba tutaj o jednej rzeczy napisać: ci kanadyjscy trzydziestolatkowie w sporej części wychowali się właśnie w domach jednorodzinych, z ogródkiem z tyłu, trawnikiem z przodu, położonych wcale nie tak daleko od centrum, w tzw. residential areas, gdzie ruch jest mniejszy, dzieci bawią się na ulicy, a Downtown widać z górnego piętra. Rzadko kto z tych trzydziestolatków wychowywany był w wieżowcach w śródmieściu (zresztą nie jestem pewna, czy takowe już wtedy były???). Dość, że teraz jako dorośli szukając dla swojej rodziny podobnych warunków, jakie zapewnili im ich rodzice, mają ogromny problem. Kupno domu przerasta ich możliwość finansowe.

Stąd kampania, stąd rozgoryczenie. Żeby kupić dom wolnostojący, na działce, w Vancouver trzeba mieć co najmniej 1 milion dolarów kanadyjskich (a to i tak w dzielnicy raczej na wschodzie niż na zachodzie, i dom to raczej klocek dość brzydki i do remontu). Więc jeśli rodzina decyduje się na kredyt hipoteczny i chce kupić dom, tak, żeby dzieci miały huśtawkę z opony przed wejściem, to niestety musi się z Vancouver wyprowadzić. I kupić dom pod. Np. w Port Moody (byliśmy, ładnie tam, zielono, blisko do szlaków, ale komunikacja dość słaba).

Nie mam miliona i w sumie to nie potrzebuję dużego domu. Kto to będzie sprzątał, co?

Można jeszcze pomyśleć o (nieco) tańszej alternatywie, jaką są tzw. townhouses, czyli domki-szeregowce, jakie są budowane przez deweloperów albo w osobnych inwestycjach, albo jako przyklejone domki do bloków mieszkalnych. Zwykle w dzielnicach bliżej śródmieścia, lub nawet w samym centrum. Za cenę niewiele niższą niż dom wolnostojący, właściciel ma namiastkę domu i dostęp do wszelkich dóbr jakie niesie życie w centrum (nie pytajcie mnie, jakich, bo za nic bym w centrum mieszkać nie chciała).

My np. mieszkamy w bloku, który ma 5 takich szeregowych domków. I mamy z nimi wspólne patio. Takie domki mają swoje niewielkie ogródeczki, osobne wejścia na ulicę, a wspólny z nami parking i zarządzających. W środku nie ma co marzyć o sporej przestrzeni, jest dość wąsko (wiem, bo odwiedzaliśmy sąsiadów), ale jest to dom. Twój. Osobny. I ma ogródeczek. Na grilla. I żeby dziecko wypuścić na pohasanie.

I właśnie do takiego miejskiego domku przeprowadzają się nasi znajomi z położonej nad zatoką i z widokiem na centrum Wioski Olimpijskiej, gdzie mieli mieszkanie dwupokojowe w nowoczesnym wieżowcu. Zamieniają mieszkanie na domek szeregowy z trawnikiem wielkości chusteczki, sporo większą przestrzenią mieszkalną. Będą mieszkać dalej od centrum (około 20 minut dojazdu). A cena jest o 1000 CAD niższa ! To jest właśnie to – Kanadyjczycy z rodziną są przyzwyczajeni i chcą przestrzeni (kto by nie chciał) więc wolą mieszkać nawet dalej, byle ją mieć.

To jest trochę pytanie w stylu: mieszkanie w centrum czy domek pod miastem. Ja wybieram mieszkanie w (prawie) centrum. Tylko cena za tę przyjemność zwala z nóg 🙁

Mieszkanie w centrum Vancouver a potrzeby życiowe rodziny z dziećmi.

Ok, temat dom(k)ów trochę ruszyliśmy, to jeszcze wrócę na chwilę do tego, dlaczego bym nie chciała mieszkać w Downtown, w Vancouver. Mogę się wypowiedzieć, bo mieszkaliśmy na początku pobytu naszego tutaj. Krótko bo krótko, ale zawsze. Zacznę od tego, ze znam tylko jedną rodzinę, która z dwójką dzieci mieszka w Śródmieściu. Inne rodziny jakie widzę na ulicach w centrum, to są młodzi ludzie z malutkimi dziećmi, zwykle jednym, zwykle niemowlakiem. Takich rodzin z kilkulatkami, młodszą czy trochę starszą młodzieżą, nie widuję za dużo, z powodów wymienionych powyżej (przestrzeń, chęć wychowywania dzieci w spokojnych dzielnicach). W Centrum jest tłoczno, głośno, z parków to tylko ci, co mieszkają na West Endzie mogą w miarę wygodnie skorzystać (blisko do Parku Stanleya). Gdzie dzieciak ma jeździć na rowerze, hę? Więc ja się bardzo cieszę, że w centrum nie mieszkamy, i do naszego parku relaksujących się kolesi Maciek spokojną uliczką pomyka na biegówce 🙂

Miałam jeszcze kilka innych myśli w tym temacie, ale wszystkie gdzieś uciekły. Jak złapię, to napiszę więcej.

A teraz idę kupić nam lampę. Chociaż tyle niech mam 😉

 

poniżej zdjęcia z naszego pierwszego mieszkania na Seymour St. w centrum oraz zdjęcia domków, ani za specjalnie ładnych, ani za brzydkich, ot takich typowych.

domy w Vancouver

domy w Vancouver

a Wy gdzie chcielibyście mieszkać? Wiem, wiem, na Zamostowie 😉


Podobało się? Kliknij w ikonki i podziel się z innymi ! Wtedy wiemy, co lubisz czytać !


Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Pingback: Jak się w Polsce przygotować do wyjazdu do Kanady? Żeby łatwiej było - Kanada się nada()

  • juwik

    Kasiu, jeśli Cie to pocieszy to w Luksemburgu, wcale nie w samym centrum miasta, za mieszkanie (ok 120m2) trzeba zapłacić około 1mln EURO!!! 🙁

    • Izu

      Ja chyba mam jakies inne wizje… mieszkanie? 120 metrów? toż to apartament! pięć pokoi, dwie łazienki, salon z kuchnią.. Po co?

      Kasiu – cos w okolicach 50m2, jedna sypialnia, salon, kuchnia, łazienka… czego szukać? I czy da się taki mały domek? Tak, też jestem domkowym dzieckiem i chce miec trawnik jak chusteczka. Nie w centrum 😀

      • 50 metrowy wolnostojący domek to raczej marne szanse, dla Kanadyjczyków wszystko musi mieć odpowiedni rozmiar 🙂 Ale townhouse to może by się udało, kto wie. Pozdrowienia serdecznie [u nas wciąż marzec]