grouse mountain i grouse grind_Kanadasienada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady (5)

Mam do Grouse Mountain stosunek zmiennocieplny. Raz zachwyca taką oczywistością, że nie ma co dyskutować. Innym razem myślę sobie „eh, serio?! To już? To tyle?!”

Ale nie da się ukryć, że Grouse Mountain i prowadzący nań szlak Grouse Grind to ikona Vancouver.

Największa zaleta Grouse jest taka, że to jedyna góra w pobliżu Vancouver, do której dojeżdża komunikacja miejska i potem gondola wynosi na szczyt.

Inne szczyty, piękne wprost, dostępne są już tylko, kiedy masz samochód lub też szlakiem pieszym. Jeśli ktoś jest tylko przejazdem w Vancouver, samochodem nie dysponuje, to Grouse Mountain jest dla niego!

Musisz tam pójść. Albo wjechać.

I to niezależnie od pory roku.

Ale się nie bój, opowiemy dokładnie co i jak.

Wiosna na Grouse

To jest bezsprzecznie najsłynniejszy szlak Vancouver, krótki, acz intensywny, zaczyna się przy dolnej stacji gondoli.

Grouse Mountain i Grouse Grind_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver i emigracji do Kanady
Tak ci tylko wkleję, wiesz, ku pamięci 😉

Jeśli chcesz wejść na górę wiosną, sprawdź, czy szlak Grouse Grind jest otwarty.

Bo my nie sprawdziliśmy za pierwszym razem, w kwietniu 2015. Myśleliśmy sobie: „to tylko 853 metry podejścia, przecież to niższe niż Śnieżka, niż Tarnica, a od Lackowej nieznacznie wyższy, no a wiadomo, kto Lackową od zachodniej ściany zdobył, temu już nic nie straszne.”

Chcieliśmy otworzyć w ten sposób wiosenny sezon ( w miarę) wysokogórskich wycieczek.  Z przytupem zacząć.

O słodka naiwności, jak to życie uczy pokory i podwójnego, a nawet poczwórnego przygotowywania się do zdobycia góry, nawet tej leżącej w granicach miasta i na pierwszy rzut oka, całkiem oswojonej.

Zaczyna się niewinnie, normalnie, chociaż może powinniśmy zwrócić uwagę na wielkie tablice informujące, że szlak jest zamknięty. Bo jakieś roboty na nim, bo warunki zimowe, bo coś jeszcze. Tablica wyglądała na dość starawą, więc pierwsza myśl, że może nieaktualna. To się przejęliśmy tylko trochę, nawet nas wstrzymało, coby się zastanowić, iść czy nie iść. Ale inni idą, tłumy idą, serio serio, część to nawet nie idzie, tylko biegnie, znaczy się kardio robi na szlaku.

I jeszcze jedno, szlak jest jednokierunkowy, czyli jak wejdziesz to idziesz na górę, no matter what, nie ma zawracania.

Idziemy, idziemy, trochę dziwi, że choć sporo ludzi na szlaku, dzieci oprócz naszych żadnych nie widać….

I już wiemy dlaczego dzieci nie ma. BO JEST ŚNIEG !!!

Tak mniej więcej od połowy szlaku. I nie żeby jakieś powalające ilości, ale śliski jest, mokry, zadziorny. Nie żebyśmy byli zupełnie nieprzygotowani, ale jednak mentalnie nienastawieni.

Buty Krzyśka, choć porządna podeszwa, słabo się sprawdziły, więc Maciek został przejęty z nosidłem przez Kubę, a ja ślizgami na lodo-śniegu próbuję Krzyśka asekurować.

Grouse Grind March 2015

Po dwóch godzinach, jednej płaczo-przerwie i niewidzeniu żadnego misia, jesteśmy przy górnej stacji kolejki, zadowoleni, choć mokrzy. Zwłaszcza skarpetki mokre, brrrr, dobrze, że dają jeść i pić na górze (masz do wyboru coffee-bar, alb bar-bar; co dają, zobaczysz na zdjęciach)

Grouse Grind March 2015

Grouse Grind March 2015

Na szczycie jest co robić, gdzie pójść, ale te mokre skarpetki jednak nie zachęcają i tak postanawiamy rekonesans przełożyć na kiedy indziej i teraz wrócić po pańsku gondolą (10 CAD od głowy). Widoki ładne, choć widoczność słaba.

Wrócimy latem!


Lato na Grouse

Jak się Peak of Vancouver prezentuje latem?

Żeby się przekonać, można iść szlakiem Grouse Grind (albo wbiec w czasie poniżej 40 minut, zobacz szczegóły wyżej), ale my wybraliśmy wersję „na lenia”, czyli wjechaliśmy gondolą. Na górze byliśmy wczesnym popołudniem, w sam raz, żeby zrobić miniaturowy spacer, 10 minut dosłownie z wypłaszczenia zwanego plateu na szczyt  z Eye of the Wind (wieża widokowa, wejście dodatkowo płatne 15 CAD, dzieci do lat 12 za darmo).

Najlepsze podczas tego spaceru nie były, o dziwo, widoki tylko przedstawienia. Birds in motion jak nazwa wskazuje dotyczył ptaków, drapieżników, które w liczbie sztuk cztery kołowały, pikowały, wznosiły się i opadały na rozkaz opiekunki. I to wszystko nad głowami zachwyconych widzów. Jak się nie schylić to taka sówka mogłaby niechcący pazurkiem zaczepić, albo sokół łypnąć z bliska i przestraszyć.

Mnie oczarowało. Nie widziałam nigdy ptaków, które, choć wytresowane, miałyby w sobie więcej wolności.

Drugi, genialny i prześmieszny show był o drwalach. Aha, dobrze czytacie, zacierałam rączki z uciechy, że sobie chłopców jak dęby pooglądam! Drwali było dwóch, w porywach trzech i tak sobie dogadywali, rzucali siekierami do celu, rąbali na czas i wspinali się na niebezpiecznie wysokie pale. Bardzo zabawne dla dorosłych, bardzo emocjonujące dla dzieci. Polecamy !

Uwaga – dobra nowina – oba przedstawienia zawarte w cenie biletów.

I jeszcze nie sposób nie napisać – miśki się już obudziły i łaziły sobie po swoim wybiegu. Ich fanem absolutnym zastał Maciek. Właściwie dla tych niedźwiedzi tylko szedł. No i dla frytek z bistro. Tak frytki i miśki – zestaw obowiązkowy.

A na zdjęciach zobaczysz, że lato 2016 było piękne, choć wcale nie musiało!

Góry wokół Vancouver Grouse mountain i Buntzen Lake lato 2016_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver

Góry wokół Vancouver Grouse mountain i Buntzen Lake lato 2016_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver

Góry wokół Vancouver Grouse mountain i Buntzen Lake lato 2016_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver

Góry wokół Vancouver Grouse mountain i Buntzen Lake lato 2016_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver

Góry wokół Vancouver Grouse mountain i Buntzen Lake lato 2016_Kanada się nada_blog o polskiej rodzinie w Vancouver


zima na Grouse

Ten tekst napisał Krzyś, kiedy wraz z babcią uczyli się języka polskiego, w czasie ferii zimowych 2016.

W ćwiczeniach dla klasy trzeciej trzeba było napisać relację z pierwszego dnia wiosny. Zmodyfikowaliśmy nieco polecenie i w efekcie mamy gotowy tekst na blog, a co.

W oryginale nie ma funkcji autokorekty, ale ku zadowoleniu Krzysia, podczas przepisywania wyrazów, komputer wskazywał mu błędy, wraz z poprawną formą. Ach, żeby tak było na dyktandach [westchnięcie Krzyśka]

Do Krzyśkowego posta doaliśmy zdjęcia i voila. Przeczytajcie, jak wyglądał: „Jeden dzień ferii zimowych 2016”

Dnia 28 Marca 2016 roku pojechałem w góry z Mamą, dziadkami i Maćkiem. Pogoda była ładna. Świeciło słońce. Było dużo śniegu, więc wybraliśmy się na rakiety. Jeździliśmy też na łyżwach. Przejechaliśmy się wielkimi saniami. Kiedy zgłodnieliśmy poszedłem po frytki, a później zjedliśmy Kanadyjski przysmak czyli słodkie „bobrowe ogony”. Góra nazywa się Grouse Mountain czyli szczyt wszystkiego. Wycieczka mi się podobała chociaż chciałbym zjeżdżać na nartach.

tyle Krzyś. I jeszcze poniżej dodane [by Kasia] informacje praktyczne

Od czasu pierwszego wiosennego naszego wejścia, Grouse Mountain sterczała sobie dostojnie, niezadeptywana przez nas wcale.

Kiedy jednak podczas świąt okazało się, że można kupić roczny rodzinny bilet wstępu na Grouse za pół ceny, nie wahaliśmy się ani chwili. W efekcie byliśmy na Grouse wielokrotnie w sezonie narciarskim 2015-2016.

Jednorazowy wjazd dla rodziny na Grouse to wydatek 114 $, bilet roczny 279$. Można kupić taki bilecik na jeden raz, a wracając poprosić, żeby został wliczony w cenę rocznego, jeśli się na niego zdecydujemy [bardzo podoba mi się takie „niekupowanie kota w worku”, tak robią we wszystkich ciekawych miejscach w Vancouver].

Co można robić na górze zimą?

Zimą, jak pokazują nasze zdjęcia poniżej i kilka innych, Grouse Mountain jest najlepsze dla początkujących narciarzy. Trasy są krótkie i niewymagające, ośla górka jak najbardziej przyjazna maluchom. A widok z The Cut jest niezapomniany (prosta i szeroka nartostrada, widoczna doskonale z wielu miejsc w mieście). Dla bardziej doświadczonych narciarzy (tak napiszę o nas w następnym sezonie) nartostrady na Grouse będą z lekka nudne (słowa Krzyśka).

Oprócz nart, w końcu nie każdy lubi (są tacy, serio?), można na szczycie (peak chalet, zawsze podśmiechujki uprawiamy, jak nazwę wypowiedzą głośno) jeździć na łyżwach (wypożyczenie płatne), pójść na krótszy lub dłuższy spacer pętelką na rakietach śnieżnych (wypożyczenie płatne), pozjeżdżać na dwutorowych torze saneczkarskim (płatny i mikry ten tor, nie zachęca).

Dla tych, co to już w ogóle nie mają ochoty na żaden sport (serio, są tacy?), jeździ pług śnieżny, który króciutko wywozi na stok. Podążając za zapachem wanilii i cukru, można wysiąść przy budce z napisem Beavertails (to są właśnie te bobrze ogony). Taki ogonek to jest kawałek ciasta pieczony w głębokim tłuszczu, ni to pączek, ni to langosz (taki słowacko-węgierski placek), serwowany na słodko.  Dobry, ale szału nie było (około 7 CAD za sztukę).

Małe co nieco można zjeść w bistro (niezłe frytki i megadolewka), w kawiarni (polecamy ciasto marchewkowe) oraz w restauracji (za wysokie progi jak na nasze nogi, więc nie próbowaliśmy). Przedtem lub potem pospacerować, popatrzeć, pooddychać. Zejdzie ze 4 godziny na górze.

i zdjęcia jeszcze. Tego śniegu już tam prawie nie ma, ale wtedy był i miał się dobrze 🙂

Grouse Mountain 2016_jeden dzień ferii zimowych Kanada się nada

Grouse Mountain 2016_jeden dzień ferii zimowych Kanada się nada

Grouse Mountain 2016_jeden dzień ferii zimowych Kanada się nada

Przeczytaj jeszcze:

Bokiem na Mount Baker, czyli jednodniowy wypad do USA na górę,”tę co widać z Vancouver, mamo”
Rekrutacja na najemcę i master of Craigslist czyli jak znaleźć mieszkanie w Vancouver?
Rockies rock! czyli w górach jest wszystko co kocham, a w Górach Skalistych jest jeszcze więcej
Jak być fit w Vancouver? Prosto, sportowo, darmowo. Plus emocje, a właściwie wyścig

Podobało się? Kliknij ikonki i podziel się z innymi. Wtedy wiem, co lubisz czytać.
Obserwuj nas na Facebooku i Instagramie. Albo zapisz się na List podlany syropem klonowym.

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.
  • Zamostowianie

    Tak się te nasze wnuczkowie po górach nabiegają, że pewnie np. w Zamostowie to będą „plackiem” leżeć nad jeziorem. Sama Wasza wyprawa bardzo odważna żeby nie nazwać ryzykowna.

  • Asia

    Wycieczka faktycznie ambitna – snieg kazdy szlak potrafi zamienic w trudna wspinaczke (wiem z opowiesci, empirycznie sprawdzic nie mam odwagi). Wszyscy jestescie herosami. Krzys faktycznie Giewont „wciagnie nosem” po takiej zaprawie. A tak duzego talerza frytek w zyciu nie widzialam. To porcja dla jednej osoby? Pozdrawiamy tez wiosennie 🙂