Zbiórka pieniędzy na cel dowolny, fundraising, zrzutka dobrowolna, co łaska panie.

Już niedługo w Polsce zacznie znowu grać WOŚP. Będzie głośno, wesoło, szlachetnie. Całe mnóstwo czerwonych serduszek, ciekawych akcji i aukcji, uśmiechu na twarzy i otwartych portfeli. I chociaż co roku kontrowersje wzbudza (zazdroszczą, ot co), to i tak Orkiestra będzie grała do końca świata i o jeden dzień dłużej.

Moja przygoda ze zbiórką pieniędzy zaczęła się własnie od Orkiestry.

Wczesna podstawówka, dwie przyjaciółki i brat (zgłosić się, czy pamiętacie) i plakat wymalowany na prześcieradle. Coś o rock & rollu, pieniądzach i miłości. Pamiętam mroźny styczniowy wiatr na twarzy, kiedy machałyśmy tym transparentem zatrzymując samochody. Pamiętam też uczucie niesamowitej dumy, kiedy udało się coś uzbierać. I później dorzucić do wspólnego koszyczka.

Oprócz Orkiestry niewiele mam innych doświadczeń w proszeniu o pieniądze. To raczej mnie prosili, np. o składki na komitet rodzicielski 🙂

Odkąd przyjechaliśmy do Kanady z ciekawością przyglądam się, jak ludzie tutaj zbierają pieniądze.

Akcji dla potrzebujących jest sporo, cały czas się coś dzieje. Znając już trochę mentalność Kanadyjczyków i ich podejście do wolontariatu i pomagania innym, nie dziwię się wcale, że zbiórki pieniędzy są na porządku dziennym. Kwestować każdy może, zarówno dorosły, jak i dziecko.

W szkole Krzyśka nie ma składki miesięcznej na komitet rodzicielski. Skąd więc PAC (Parent Advisory Council) bierze pieniądze np. na wycieczki szkolne czy dofinansowanie stołówki? No właśnie poprzez kwestowanie czyli fundraising.

Ale, ale, zbierają pieniądze nie prosząc o nie bezpośrednio! Czyli co robią, zapytacie.

Często organizowane jest kino szkolne, czyli Movie Night Out.

Na sali gimnastycznej, na ekranie wyświetlana kreskówka. Wstęp co łaska. Można na miejscu kupić pizzę i popcorn. Żeby było zabawniej, można przyjść w pidżamie (nie wiem w sumie dlaczego, no ale cóż szkodzi ). Wszystkie zebrane pieniądze idą na potrzeby szkoły. A pizzę i popcorn zwykle dostarcza najbliższy supermarket, który współpracuje ze szkołą nie tylko przy takich okazjach. Takie wieczorne oglądanie to także okazja to poznania sąsiadów, innych rodziców, wszystkich tych, którzy potem budują twoją społeczność (community). Zawsze sala wyładowana jest po brzegi !

Inną formą zbierania pieniędzy (nie tylko) dla szkoły są targi.

Zarówno rzeczy używanych jak i wyrobów własnych. Przynosisz to, co już niepotrzebne, sprzedajesz, a kwota idzie na fundusz potrzebujących. A co to wyroby własne zapytacie (nie wiem dlaczego to słowo mi się jakoś z wędlinami kojarzy)? To nie tylko rękodzieło. To również wypieki czy dania przygotowane przez rodziców/nauczycieli/uczniów sprzedawane na targach. Można popróbować ciasteczek mamy kolegi z klasy. I swoim chlebkiem bananowym się pochwalić. A przy okazji za te smakołyki pobrać niewielkie pieniądze, żeby pomóc.

Targom często towarzyszy loteria.

Można kupić jeden los, można dwa, a można i kilkanaście (tyle, ile wynosi długość łokcia). Potem takie losy uczestniczą w loterii 50/50, czyli wygrany bierze połowę uzbieranych pieniędzy. Raffle to także okazja, żeby oddać nieużywane rzeczy, które nam już nie posłużą, ale mogą dostać drugie życie u kogoś innego. A przy okazji przechodzenia z rąk do rąk, kilka toonie (2 CAD) czy loonie (1 CAD) wyląduje w skarbonce dla potrzebujących.

Wyścigi i zawody sportowe w szkole to również świetna okazja, żeby zebrać pieniądze.

Chociaż kontrowersją powiało, kiedy Krzysiek powiedział o ostatnim pomyśle na zbiórkę w biegu Terrego Foxa. Otóż żeby dzieciaki zmotywować do kwestowania, nauczyciele zapowiedzieli, że za każde 500 CAD zebrane w klasie będzie możliwość rzucenia ciastem w wychowawcę ! Albo w dyrektorkę. Nie wiem, czy Krzyś pamięta, na co wtedy zbierali, ale na pewno pamięta, komu z nauczycieli w śmietanie z ciasta było najbardziej do twarzy (sic!). Pomysł jest 😀

I jeszcze 3 pomysły tym razem z mojej pracy. Firma niejednokrotnie włączała się w akcje charytatywne. To norma, że kanadyjskie biznesy, i to wcale nie tylko to największe, kwestują, jak mogą i do pomocy zachęcają.

Quarter toss– czyli rzucanie ćwierćdolarówkami w stronę butelki wina. Czyja moneta jest najbliżej, ten wygrywa butelkę, a reszta monet idzie do potrzebujących. Dla niepijących (tak, tak, niematotamto) przygotowywana jest butelka dobrej wody gazowanej.

Bad tie day – płacisz dolara/dwa wpisowego, przychodzisz w baaaardzooo brzydkim krawacie, a w losowaniu możesz wygrywać połowę z pieniędzy za wpisowe. Wersja dla panien: Funny hut day, czyli kapelusik zamiast krawata.

Jeans day – płacisz dolara/dwa, żeby móc przyjść w dżinsach do pracy. Przydatne zwłaszcza jeśli dress code w firmie jest bardzo oficjalny. Uwaga: szorty raczej nie przejdą 😉

A Wy macie jakieś patenty na kwestowanie? Ciekawe doświadczenia w temacie? Ręką do góry a komentarz do okienka !

Do tematu jeszcze wrócę, bo jest o czym pisać. Tymczasem pozdrawiamy 🙂

[symple_box color=”blue” fade_in=”false” float=”center” text_align=”center” width=””]Podobało się? Kliknij w ikonki poniżej i podziel się z innymi. Wtedy wiemy, o czym chcecie czytać.[/symple_box]

PODZIEL SIĘ

Żeńska część Kanada się nada. Rządzę się i piszę, ale i tak największą robotę odwalają chłopaki. Bo inspirują.